Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trudności na mettelhorn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trudności na mettelhorn. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 lipca 2016

Mettelhorn 3406 m n.p.m.

 Mettelhorn

Relacja jest kontynuacją opisu wyprawy Crema di Pomodoro II podczas, której weszliśmy na szczyty Dom 4545 m n.p.m., Punta Gnifetti 4554 m n.p.m. i Zumsteinspitze 4563 m n.p.m. Jak dojechać do Zermatt nie mając samochodu? Wszelkie informacje znajdziesz w pierwszej części relacji - Dom 4545 m n.p.m. lub na końcu tej relacji. Jak wejść na Punta Gnifetti od strony szwajcarskiej znajdziesz w relacji Punta Gnifetti 4554 m n.p.m.

Po udanym powrocie z Punta Gnifetti i Zumsteinspitze na przedmieściach Zermatt znaleźliśmy w zaroślach starą, drewnianą chatkę, która służyła niegdyś bacom podczas wypasania owiec. Obecnie chata niszczała. Jedną ze ścian wybito, w oknach i drzwiach wstawiono podarte folie, a w środku wymalowano graffiti. Zanim „zakwaterowaliśmy się” tam, posprzątaliśmy miejsce z butelek, puszek i innych rzeczy tak, żebyśmy mogli się wyspać i żeby miejsce służyło nam za bazę na kolejne trzy dni. W pobliżu płynął potok, dzięki czemu mieliśmy dostęp do świeżej wody. Doszliśmy tu późnym popołudniem, dlatego resztę dnia poświęciliśmy na porządki, rozpakowanie rzeczy, karimat i śpiworów oraz gotowanie zupy pomidorowej na kuchenkach gazowych. Mając tak dogodną bazę wypadową zaplanowaliśmy dwa wyjścia. Rafał chciał zobaczyć wielką tamę pod Matterhorn na rzece Zmuttbach i wejść na trzy szczyty Mettelhorn (3406 m), Patterhorn (3345 m) i Wissmiss (2936 m). Jeśli pogoda miała nam pozwolić na zrealizowanie tych planów, to mieliśmy jeszcze wiele do zrobienia podczas pozostałych dni. 4. lipca postanowiliśmy, że przejdziemy do tamy. Jako że wstaliśmy późno i wyjście rozpoczęliśmy dopiero po godzinie 12.00, to stwierdziliśmy, że dzisiaj zobaczymy tamę, a jutro z samego rana pójdziemy na wszystkie trzy góry. Z mapy wynikało, że idąc nieznanymi ścieżkami, dojdziemy na oficjalny szlak, który zaprowadzi nas tam, gdzie chcemy. Ścieżki są oznakowane bardzo dobrze. Co najbardziej nas rozbawiło, to fakt, że z każdego skrzyżowania mogliśmy dotrzeć do Trift. Znak ze słowem „Trift” stał w każdym miejscu. Postanowiliśmy, że pójdziemy trawiastymi łąkami nad Zermatt, dzięki czemu będziemy mogli spoglądać na miasto z góry. Cały szlak pozwalał cieszyć się fenomenalną wiosną i kwiatami, których w Polsce nie spotkałem. Kwitły we wszystkich możliwych kolorach. Wybraliśmy trasę przez Balmen, Alterhaupt, Herbrigg, Hubel, skąd dalej ścieżka prowadziła bezpośrednio do tamy. Trasa zajęła nam 2h 20min. Na alpejskich łąkach spotkaliśmy stado owiec, które odpoczywało w trawie. Najciekawiej wyglądała jedna z miejscowości, Zmutt, widziana ze szlaku. Raczej było to zwarte skupisko domów z dachami z kamiennych płyt – takie, jakie widzieliśmy w Randzie. Są to chaty budowane kilkadziesiąt lat temu w swoim wyjątkowym stylu.
www.VD.pl