środa, 26 września 2018

Lesbos - co warto zobaczyć?


 Co zobaczyć na Lesbos?  Atrakcje na Lesbos

Lesbos – czy warto pojechać na tę wyspę? To pytanie można sobie zadawać wielokrotnie, ponieważ w Internecie znajdziemy niewiele informacji na jej temat. Dopiero przekopując przepastne zasoby Google’a znajdziemy coś więcej, tyle że musimy wiedzieć czego szukamy… Na pierwszy rzut oka nazwa Lesbos kojarzy nam się z lesbijkami (co jest prawdziwym skojarzeniem) oraz z zasłyszanymi z mediów uchodźcami (to również prawdziwe skojarzenie, ponieważ właśnie na tej wyspie znajduje się największy ośrodek dla uchodźców w całej Europie). Ale, czy z tych powodów mamy nie pojechać na Lesbos? Zdecydowanie nie! Ponieważ w naszej świadomości media budują błędny obraz rzeczywistości. Osoby, które nigdy nie były w danym miejscu, zazwyczaj mają takie myśli: uchodźcy z Syrii i innych państw są równomiernie rozlokowani po całej wyspie i w każdej miejscowości będą nas zaczepiać ich całe grupy, a każdy uchodźca to terrorysta i chce nas co najmniej zabić. Rzeczywistość jest zupełnie inna, ponieważ wszyscy są zamknięci w byłej bazie wojskowej w Morii (miejscowość tuż nad stolicą wyspy – Mitylena). Po drugie to tacy sami ludzie, jak my, których wojna zmusiła do ucieczki ze swojego kraju. Niejednokrotnie są bardziej wystraszeni niż ktokolwiek inny, ponieważ nie umieją odnaleźć się w europejskiej rzeczywistości (często materialistycznie i nacjonalistycznie nastawionej), ani nie chcą lub nie wiedzą, jak dostosować się do naszej kultury. Liczą na pomoc, której nie mogą otrzymać, ponieważ Europa, podobnie, jak Turcja, jest już przepełniona uchodźcami. Nasze systemy nie są w stanie przyjmować kolejnych ludzi z Afryki i Bliskiego Wschodu, na których państwa muszą/chcą/zostało im to narzucone/nie chcą* wydawać dodatkowych pieniędzy, ponieważ same są zadłużone. Dodatkowo, pojedyncze akty przemocy lub terroryzmu, zdarzające się czasami w państwach Zachodu ze strony omawianych ludzi są bardzo nagłaśniane w mediach. To powoduje szybko narastającą niechęć do nich oraz strach o własne bezpieczeństwo. W roku 2018 na wyspie było 9.000 uchodźców, a w tygodniu 22.09-29.09.2018 rząd Grecji zadecydował, żeby 2.000 osób przenieść w głąb kraju – do Grecji lądowej. Wszyscy, którzy aktualnie tam przebywają, mają całkowity zakaz opuszczania ośrodka, dlatego na wyspie nie zobaczymy ani jednego uchodźca. Teraz widzisz, jak błędny obraz budują w naszej głowie media. Szerzej o tej sprawie opowiem nieco niżej. A lesbijki - ładniej określane, jako kobiety kochające inne osoby o tej samej płci - co z nimi? Jednemu może się to podobać, drugiemu będzie to obojętne, a jeszcze innemu nie, bo może poczuć się zgorszony (niech czytelnik pozostawi te myśli dla siebie), jednak warto wiedzieć, że na wyspie spotkamy je czasem na plażach w największych miejscowościach. Chociaż wyspa Lesbos jest ich ulubionym miejscem do manifestowania własnych poglądów, to mimo wszystko omawiane osoby nie rzucają się w oczy. Dodatkowo lokalna społeczność ciągle walczy o prawa w sądach, żeby nazwa wyspy nie była kojarzona ze środowiskiem LGBT, np. w folderach turystycznych.
* - niepotrzebne skreślić

Wyspa Lesbos przede wszystkim zasłynęła w moim umyśle z… niedopowiedzianych spraw. Najlepiej posłuchać przewodników, ale też zainteresować się szerzej wieloma rzeczami, żeby odkryć coś więcej, ponieważ nikt nie powie ci np. o szlakach górskich, których nie brakuje na tej wyspie… A o dziwo są one bardzo dobrze znakowane. Nikt też nie opowie ci o plażach, które są na tej wyspie, ponieważ usłyszymy utarte ogólniki, które etyka zawodowa biur podróży nakazuje im mówić. Chodzi o to, żeby nie zniechęcić turystów do tego kierunku. Z tego powodu opowiem wszystko, co zobaczyłem, oraz napiszę, co warto zobaczyć, a co nie. Postaram się prześwietlić wyspę Lesbos obiektywnym okiem, żeby każdy mógł sam zadecydować, czy ten kierunek mu będzie odpowiadać na przyszłe wakacje, czy też nie. W Internecie znajdowałem tylko i wyłącznie opinie w stylu: „piękna wyspa”, „niesamowite miejsce”, czy też „zachwycająca wyspa”. Trochę jest prawdy w tych wyrażeniach, ale uważam, że trzeba też opowiedzieć o drugiej stronie Lesbos, z czym nigdzie się nie spotkałem – nawet u przedstawicieli biur podróży.

WYSPA LESBOS – JAKA JEST?
Według mnie, wyspa nie ma wielkich atrakcji turystycznych, a raczej są wyszukane przez biura podróży trochę „na siłę”, a plaże są dalekie od tych znanych z innych greckich wysp. Z drugiej znowu strony Lesbos jest niesamowicie spokojną wyspą, o pięknych krajobrazach górskich, co niezwykle mnie zachwyciło. Ukryte piękno wyspy wydobędziemy dopiero wtedy, gdy usłyszymy o niej wiele historii na miejscu. Trzeba przyznać, że pod tym względem wyspa Lesbos mnie bardzo pozytywnie zachwyciła. Wyjątkowo piękne są tutejsze wioski, w których dachy domów wszędzie pokrywa ta sama czerwona dachówka. Dodatkowo wyjątkowo urokliwe uliczki z greckim klimatem zachęcają, żeby odwiedzić co najmniej kilka miejscowości na Lesbos.

ZABUDOWA
Inną rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, to fakt, że Lesbos ma tylko… jedno miasto i jest nim stolica wyspy – Mitylena, licząca ok. 30.000 mieszkańców. Resztę stanowią wioski, które są małe lub bardzo małe. Ale nie ilość miast i wiosek ciekawi na Lesbos, ale raczej ich styl. Pomimo, że wiele wiosek jest położonych wysoko w górach, to wszystkie, niezależnie od miejsca mają domy wybudowane w takim samym stylu! Można powiedzieć: „jeśli widziałeś jedną wioskę, to widziałeś wszystkie”. Rzeczywiście tak jest, ponieważ wszystkie domy są pomalowane na pastelowe kolory, a każdy dach jest pokryty czerwoną dachówką. Jako, że Lesbos jest bardzo górzystą wyspą, niejednokrotnie na wioski możemy popatrzeć z góry. To, co się najbardziej wyróżnia, to ich czerwone dachy, które bardzo pięknie komponują się na tle wspaniałych krajobrazów górskich. Przejeżdżając przez jakąkolwiek wioskę mogłem powiedzieć, że każda z nich mi się bardzo podobała. W każdej z nich panowała niezwykła cisza i czasami miałem wrażenie, że w wielu miejscach czas się zatrzymał.

Wszechobecna czerwona dachówka na Lesbos

PLAŻE NA LESBOS I ATRAKCJE TURYSTYCZNE
A co atrakcjami turystycznymi i plażami? Muszę powiedzieć, że nie znajdziemy tu ani jednej plaży podobnej do tych znanych z innych greckich wysp. Kto już był na innych wyspach, ten na pewno kojarzy takie nazwy, jak: Elafonissi, Balos (Kreta), Navagio, zwana Plażą Wraku, Loganas, Błękitne Jaskinie (Zakyntos), Paleokastritsa, Drastis (Korfu), Myrtos, Katelios, Skala (Kefalonia), czy Tsambika i Lindos (Rodos). O takich bajkowych plażach na Lesbos możemy tylko pomarzyć. Trzeba pamiętać, że Lesbos jest powulkaniczną wyspą i tam bardzo mocno widać powulkaniczny charakter wyspy aż do dzisiaj. Zastygnięta lawa utworzyła całe gromady strzelistych skał, gdzie trudno o jakąś bogatszą szatę roślinną. Raczej zobaczymy spalone słońcem trawy i niewielkie krzewy. Tylko czasem jakieś większe, pojedyncze drzewa. Same plaże, rzecz jasna, powstały w wyniku erozji powulkanicznych skał i ciągłego napierania fal morskich o brzeg, przez co najbardziej pospolitym typem będą kamieniste i żwirowe plaże o ciemnym kolorze. Zazwyczaj mają odcień szaro-brązowy. Jako, że dno morskie ma również podobną barwę, to automatycznie nie zobaczymy pięknych, turkusowych kolorów morza, co najczęściej możemy zobaczyć w katalogach biur podróży. Po prostu takie plaże z turkusową wodą na Lesbos nie występują, ponieważ aby powstał omawiany kolor, potrzebny jest biały, lub jasnożółty piasek. Czy to znaczy, że plaże na Lesbos są brzydkie? Nie. Wody są tak samo czyste, jak na innych wyspach, ale przez to, że dno jest ciemnego koloru, wody nie mogą przybierać turkusowych odcieni. Przez cały dzień zobaczymy jedynie szary, lub stalowy odcień morza. Dopiero patrząc z jakiejś góry, lub wzniesienia będziemy widzieć ciemny granat. Inną kwestią jest położenie wyspy. Niezależnie, gdzie będziemy, musimy nastawić się na wiejące wiatry i… dość zimne morze. Lesbos leży praktycznie o „rzut kamieniem” do Turcji, więc słońca nie brakuje, ale prądy morskie niestety przynoszą zimniejszą wodę nawet o kilka stopni w stosunku do innych wysp greckich. Wyjątkiem są plaże w miejscowości Plomari. Dodatkowo wieczorem i po zachodzie słońca najczęściej zrywa się chwilowy, porywisty wiatr, po czym szybko zanika. Ten proces powtarza się ciągle wieczorem, do późnych godzin nocnych.

Plaże na Lesbos

  
Plaża we wiosce Petra

Mówiąc o atrakcjach turystycznych mam na myśli nie tylko same plaże, ale również historię, czy inne ważne dla mieszkańców rzeczy. Kiedy porównamy Lesbos do pozostałych wysp greckich, to szybko zauważymy, że atrakcje turystyczne są trochę wyszukane „na siłę”. Standardowo będziemy musieli odwiedzić kilka klasztorów, czy niewielkie miejscowości, które na tle innych nie wyróżniają się niczym wielkim. Stąd trudno o dobrą i ciekawą wycieczkę. Mimo wszystko każda wycieczka mi się podobała, bo zawsze dowiadywałem się czegoś nowego i w pewnym sensie ukrytego. Trzeba pamiętać, że Lesbos jest trzecią największą wyspą grecką, więc musimy spodziewać się dużych odległości pomiędzy danymi punktami. Dodatkowo drogi prowadzą przez góry, dlatego trudno będzie nam odwiedzić kilka miejsc w ciągu jednego dnia. Czy to znaczy, że nie ma co zobaczyć na wyspie? Zdecydowanie nie! Lesbos słynie z rzeczy, które są ewenementem na skalę światową! Ja zapamiętałem dwa takie miejsca. Oczywiście każdą z atrakcji będę omawiać w osobnym punkcie, ale teraz już powiem, że koniecznie trzeba zobaczyć muzeum skamieniałości lasu sekwoi (są tylko dwa skamieniałe lasy tych drzew na świecie!), oraz wspaniały klasztor w Petrze i klasztor św. Ignacego w Limanos z czasów Bizancjum. Ktoś może powiedzieć: klasztory w Grecji i na wyspach są wszędzie, więc po co oglądać i zwiedzać kolejne? Te wyróżniają się pod względem architektury, malarstwa i przede wszystkim pod względem położenia. Właśnie z tego względu koniecznie musiałem je zobaczyć. Jeśli mam odwiedzić jakiś klasztor, to musi być w nim coś ciekawego, lub musi mieć ciekawe położenie. Będąc na innych wyspach greckich nie widziałem podobnych. Inną atrakcją, którą warto zobaczyć, będą też żółwie lądowe żyjące w lokalnej rzece, przepływającej przez miejscowość Skala Eressos. Na Lesbos również znajdziemy dwie twierdze. Co prawda nie są tak okazałe, jak na Rodos i na Krecie, ale mimo wszystko warte obejrzenia. Na pewno zachwyci nas widok z poziomu murów na miejscowości je okalające. Poza tymi atrakcjami wszystko inne będzie mniejsze niż na pozostałych znanych wyspach turystycznych, dlatego nie wywrze na nas zbyt wielkiego wrażenia. Z tego powodu każdą atrakcję będę omawiać szczegółowo, niezależnie czy jest warta zobaczenia, czy też nie.

Atrakcje na Lesbos - klasztor św. Ignacego

UCHODŹCY NA WYSPIE
Ten temat jest chyba najgorętszym wątkiem, jeśli chodzi o turystykę grecką. Tym bardziej, że na Lesbos dostało się najwięcej uchodźców w całej Grecji. Właśnie tę wyspę upatrzyli sobie jako „bramę” do Europy. Gdybym ja miał wybierać jakiejś miejsce, ja też bym wybrał Lesbos, ponieważ pas morza jest najwęższy. W latach 2015-2017 uchodźcy tak bardzo zniechęcili urlopowiczów do wyspy Lesbos, że ruch turystyczny spadł aż o 30%. Mieszkańcy Lesbos nawet interweniowali w rządzie Grecji, żeby dofinansowały lokalną turystykę, dzięki czemu właściciele hoteli mogliby obniżyć ceny i przyciągnąć tym niezdecydowanych turystów. A skąd powstało zniechęcenie? Wszystko zawdzięczamy mediom, które stale w podanym czasie pokazywały ponure obrazy ze stolicy wyspy – Mityleny, gdzie w ciągu jednego dnia przybywało nawet 8.000 uchodźców. Gromadzili się na tutejszych plażach i nie wiedzieli, gdzie się mają podziać i co mają ze sobą zrobić. Plaże szybko zapełniły się śmieciami oraz zużytymi ubraniami oraz oponami i namiotami. Na plażach stolicy mogliśmy zobaczyć tylko obraz nędzy i rozpaczy. Emitowanie podobnych obrazów w mediach europejskich wyryło w umysłach ludzi proste, a jednocześnie masowe skojarzenie: „Lesbos = uchodźcy. Będzie niebezpiecznie”. W rzeczywistości nigdy nie było niebezpiecznie, ponieważ ci ludzie są bardziej wystraszeni niż turyści i tylko oczekiwali, żeby ktoś się nimi zajął. Dopiero w roku 2018 władze zrobiły teoretyczny porządek z uchodźcami. Wszyscy, którzy dostali się tu nielegalnie z Syrii przez Turcję, zostali wywiezieni w głąb kraju i do dawnej bazy wojskowej w Morii, gdzie do września 2018 roku przebywało 9.000 uchodźców, a we wrześniu 2019 – 11.000 osób. Sam ośrodek został przygotowany na 3.000 osób, więc łatwo można policzyć, że został przeludniony trzykrotnie w 2018 roku, a blisko czterokrotnie w 2019 roku. Mówiąc „zrobili teoretyczny porządek”, miałem na myśli fakt, że chociaż uchodźcy zniknęli z plaż stolicy, to tłoczyli się w ośrodku w byłej bazie wojskowej. Od 2018 roku na wyspie nie zobaczymy ani jednego uchodźca, ponieważ wszyscy są zamknięci w ośrodku w Morii i mają całkowity zakaz opuszczania jego terenu. Wszystkiego pilnuje wojsko. Dodatkowo pomiędzy wyspą Lesbos a Turcją niejednokrotnie zobaczymy statki straży przybrzeżnej oraz ukryty w małej zatoce okręt wojskowy. Od 2018 roku uchodźcy już nie przybijają do brzegów Lesbos, jak to miało miejsce w latach 2015-2017, stąd kwestia bezpieczeństwa dla mnie w ogóle nie istnieje w temacie Lesbos i nigdy też nie istniała. Nie dajmy się zwariować mediom. Teraz nikt nawet nie zobaczy śmieci po uchodźcach w Mitylenie. Wydarzenia z lat 2015-2017 pozostawiły jednak po sobie ślad widoczny na północnych wybrzeżach wyspy. Wystarczy popłynąć wzdłuż północnej linii brzegowej, żeby zobaczyć dwa statki, dosłownie „wbite” w brzeg. Patrząc na nie, widać, jak ci ludzie musieli być zdesperowani, żeby dostać się do Europy. Wyglądało to tak, jakby płynęli na pełnej mocy, w linii prostej, byle „wbić się” w brzeg Europy i dalej uciekać w nieznane… W dniach 22 – 29.09.2018 dwa tysiące uchodźców zostało wywiezionych w głąb Grecji, na część lądową, ponieważ przez trzy lata Światowa Organizacja Praw Człowieka alarmowała, że w ośrodku w Morii dzieją się najgorsze rzeczy. W ośrodku brakowało bieżącej wody do mycia, wody pitnej, jedzenia, prądu i przede wszystkim miejsca do życia. W latach 2015-2018 panowały tam idealne warunki do powstania epidemii. Inną kwestią jest fakt, że dzieci uchodźców widząc takie życie zaczęły popełniać samobójstwa, co stało się głównym powodem do zadziałania w sprawie wywiezienia choć części ludzi w głąb kraju, żeby odciążyć ośrodek w Morii. Problem nie został jednak rozwiązany, ponieważ w październiku 2018 ośrodek nadal był przeludniony.

Rozbity statek uchodźców z Syrii z 2016 roku tuż za Molyvos

POGODA NA LESBOS I MORZE
Pogoda na Lesbos jest idealna w dniach 15 maja – 25 września. W tym przedziale możemy cieszyć się pięknym słońcem i temperaturami powietrza wyższymi niż 25’C. Od końca czerwca do początków września będziemy za to cieszyć się temperaturą wyższą niż 30’C. Największą ciekawostką jest fakt, że wyspa położona jest blisko lądowej części Turcji, przez co w Turcji mogą rozwijać się potężne chmury burzowe, a u nas będzie panował spokój. Najczęściej zobaczymy wysokie kłęby chmur nad Turcją, a my będziemy patrzeć na nie tylko z boku. Niewielki pas morza pomiędzy wyspą Lesbos, a Turcją powoduje, że proces rozbudowy chmur ustaje na granicy Morza Egejskiego i wybrzeża Turcji. Położenie wyspy gwarantuje więc nam naturalną ochronę przed złą pogodę. A co z morzem? Wiemy już, że nie zachwyci nas pięknymi kolorami wód ze względu na skaliste dno morskie. Temperatury wodny też nas nie rozpieszczą, ponieważ nawet w upalne, ciepłe dni prądy morskie najczęściej przynoszą zimne wody, przez co wchodząc do morza odczujemy nawet szok termiczny (maj, wrzesień). Różnica temperatur wody i powietrza może być naprawdę bardzo bardzo duża. Np. we wrześniu, gdzie na pozostałych wyspach jest nadal ciepło i panuje pełne lato, tutaj zobaczymy na termometrach około 28’C, a morze będzie miało temperaturę tylko 14-17’C w zależności od terminu we wrześniu. Jadąc na wypoczynek oczekiwalibyśmy zdecydowanie cieplejszych wód. W godzinach porannych morze jest bardzo spokojne. W południe tworzą się dość duże fale przybrzeżne, które wypłukują zejście do morza. Na każdej plaży żwirkowej lub piaszczysto-żwirkowej podczas wejścia do morza nagle zwiększy się głębokość, ponieważ żwir został podmyty, przez co powstał naturalny stopień o wysokości 20-30 cm w zależności od miejsca. Pomimo omówionych niedogodności pływanie w morzu podobało mi się, ponieważ woda była czysta i przede wszystkim nigdzie nie widziałem tłumów.

Pogoda na Lesbos jest gwarantowana

RUCH TURYSTYCZNY I LOTNISKO NA LESBOS
Wyspa Lesbos jest mało wybieranym kierunkiem przez turystów, ponieważ słynie ze spokoju i mało o niej wiadomo, brakuje imprezowych miast i miasteczek, oraz morze i atrakcje turystyczne odstają od tych, które znamy z innych greckich wysp. Wystarczy przyjrzeć się obiektowi lotniska, które jest przecież międzynarodowe. Kiedy wyjdziesz z samolotu do taśmociągu po odbiór bagażu, będziesz miał wrażenie, że stoisz w jakimś dużym pokoju z taśmociągiem, przy którym może ustawić co najwyżej 20 osób. Obieg jest bardzo krótki, dlatego duża część bagaży szybko wyjeżdża… na dwór i wraca na malutką halę. Patrząc od drugiej strony, loty są rozpisane co dwie godziny. Jest 8 stanowisk do odprawy i tylko jedna bramka kontroli bezpieczeństwa, która przypomina duży pokój w bloku w polskim mieście. Pomimo wręcz mikroskopijnych rozmiarów, lotnisko działa bardzo sprawnie, tyle tylko, że brakuje miejsca w poczekalni po kontroli bezpieczeństwa. To tak jakby do większego pokoju upakować 200 osób. Jeśli samolot znajduje się na płycie lotniska, nie zdziwmy się, jeśli polecimy pół godziny wcześniej niż wskazuje tablica odlotów. Po prostu pod względem działania obsługa jest szybka i sprawna. Najbardziej waszą uwagę zwróci pewna sprzątaczka, która jest umalowana i ma zrobioną fryzurę, jak do amerykańskiego filmu. Dzięki niej lotnisko stoi na najwyższym, czystym poziomie. Z braku wielkiego ruchu turystycznego na bieżąco myje podłogi, opróżnia kosze, czy też czyści toalety.

W miasteczkach nie zaskoczą nas tłumy...

CZY WARTO POJECHAĆ NA LESBOS?
Gdybym miał jednym słowem odpowiedzieć na to pytanie odpowiedziałbym: TAK. Jednak rozwinę swoją odpowiedź, żeby wasz wybór był świadomy. Jeśli chcemy pojechać na Lesbos, musimy nastawić się, na naprawdę wielki spokój. Lesbos jest najspokojniejszą wyspą, na jakiej kiedykolwiek byłem. Kiedy usiądziesz wieczorem na balkonie, usłyszysz dzwoneczki kóz dochodzące gdzieś z dalekich lasów w górach, mnóstwo cykad i od czasu do czasu zawiewający wiatr. Jeśli ktoś w środku wioski będzie się kłócić w swoim domu ze swoją żoną, to na pewno usłyszymy ich „głośniejsze rozmowy”. A jeśli, ktoś zechce przeciąć deskę na pile stołowej odległej o ponad kilometr po przeciwnej stronie wioski, to o 21.00 usłyszymy nawet spadający skrawek uciętej deski na ziemię. Może to wydawać się dziwne, ale tak właśnie miałem, kiedy o godzinie 21.05 jakaś osoba po przeciwnej stronie wioski odpaliła piłę stołową i przecinała deskę pięć razy. Dom znajdował się w odległości 1145 m od hotelu (sprawdzone na Google Maps), a mimo wszystko było słychać każde cięcie i uderzającą deskę po upadku. Panująca cisza na wyspie jest niesamowita! Poza niezwykłym spokojem zobaczymy na niej piękne, zielone krajobrazy górskie. W okolicach dużej zatoki Kalloni góry nawet przypominają Bieszczady! Poza tym warto zobaczyć ciekawie położone klasztory, czy też muzeum skamieniałości lasów sekwoi. Wyspa szczególnie jest polecana miłośnikom obserwacji ptaków, ponieważ możemy zobaczyć nawet flamingi! Nie bez powodu przyjeżdżają tu ludzie z całego świata, żeby wypatrzeć niecodzienne ptaki w ich naturalnym środowisku. W pobliżu miejscowości Petra wybudowano nawet punkt obserwacyjny, skąd możemy je podziwiać. Gdybym miał polecić wyspę Lesbos, ofertę skierowałbym do osób, które nie lubią zwiedzać nowych terenów, ale raczej poszukują prawdziwego odpoczynku i odcięcia się od cywilizacji, od korporacji, gonitwy i codzienności. O dziwo telefony działają bardzo dobrze, ale jeśli zrobimy sobie od niego przerwę, to mamy gwarancję, że nikt nas nie znajdzie na wyspie, a tym bardziej nie spotkamy się z kimś znajomym. Już po kilku dniach mamy uczucie, że znajdujemy się na zapomnianym końcu świata.

Piękna wyspa Lesbos

CIEKAWOSTKI NA WYSPIE LESBOS
Jedną z najlepszych rzeczy, z którymi można się spotkać na wyspie, to zdecydowanie tawerny. Nawet jeśli w menu zobaczymy jakąś potrawę rybną lub owoce morza, dzisiejszego dnia możesz nie zjeść wybranego obiadu, pomimo, że potrawa ewidentnie jest w menu. Dlaczego? Ponieważ na Lesbos nie używa się zamrażarek ani lodówek do ryb i owoców morza. Miejscowi Grecy serwują potrawy tylko z tego, co dzisiaj wyłowili z morza, dlatego mamy pewność, że jedzenie jest świeże i pochodzi z tutejszego morza, a nie jest mrożoną pangą z Chin pod nazwą „łosoś”, jak to ma miejsce nad polskim morzem… Jeśli zamówisz ośmiornicę lub inną rybę, dzisiaj możesz usłyszeć: „dzisiaj nie przyrządzimy wybranego dania, bo nie złowiłem takiej ryby”. Takie podejście do tematu kuchni bardzo mi się podoba. Sam sposób łowienia owoców morza na Lesbos też jest godny uwagi. O ile ryby można łowić w tradycyjny sposób, to tutejsi rybacy wypracowali sobie bardzo ciekawe metody. Oczywiście nie wymyślili ich sami, ale z powodzeniem je stosują. Krewetki wabi się małą lampą wystawianą za burtę. Krewetki podobnie, jak ćmy i inne owady, gromadzą się u źródła światła. Wtedy połów jest znacznie ułatwiony. Kraby na Lesbos łowi się w oryginalny sposób za dnia. Gospodarze, który mają kury, po ich ubiciu zostawiają sobie łapki, które wykorzystywane są jako podwodne „świecidełko”, które bardzo działa na kraby. Kraby, podobnie, jak sroki, nie odpuszczą sobie błyszczącego przedmiotu. A jak działa kurza łapka pod wodą? Kiedy przyjrzymy się jej z bliska, to zobaczymy, że cała jest pokryta czymś na podobieństwo łusek. Zanurzone pod wodą odbijają światło słoneczne i mienią się, co przyciąga uwagę krabów. W ten sposób rybacy ułatwiają sobie połów. Na ośmiornice znaleźli jeszcze inny, ale prostszy sposób. Wystarczy kij z białą chustką na końcu. Ośmiornica bardzo szybko interesuje się takim obiektem i zaciska macki na kiju, przez co staje się łatwa do wyciągnięcia. Żeby można było ją spożyć, rybacy stosują dwie metody, ponieważ po wyjęciu z morza jest trująca. W celu pozbycia się trucizny jedni uderzają głową ośmiornicy 40 razy o skałę, a inni wieszają ją na słońcu, aż się ususzy.

Ośmiornica wystawiona na słońce

Na Lesbos zachwycające są również wioski, o których wspominałem na początku. Dla mnie niezwykły jest fakt, że każda wioska wygląda tak samo. Wszędzie widzimy budynki pomalowane na pastelowe kolory, a dach obowiązkowo jest pokryty czerwoną dachówką. To tak, jakby na rynku był dostępny tylko jeden model dachówki i tylko w kolorze czerwonym. Dzięki temu wszystkie wioski mają swój niepowtarzalny klimat. Co jeszcze jest ciekawego na Lesbos, o czym możesz nigdy się nie dowiedzieć? Koniecznie musisz wiedzieć, że na terenie Lesbos wybuchł jeden z największych wulkanów w bardzo dawnych czasach. Szacuje się, że wybuch miał miejsce 17-20 mln lat temu. A co to dla nas oznacza? Na Lesbos, możemy aż do dziś zobaczyć niesamowitą, częściowo zawaloną kalderę tego wulkanu! Kiedy cała lawa zostanie uwolniona, kaldera zapada się do środka, a lawa zastygła na obrzeżach, tworząc zastygłe słupy skalne. Do dziś można zobaczyć głęboki wąwóz z kalderą utworzoną ze słupów skalnych tuż przy drodze, którą poruszają się samochody i autokary wycieczkowe. Jak dla mnie jest to rzecz, którą koniecznie trzeba zobaczyć! Z innych ciekawostek na Lesbos, to obowiązkowe przejście któregokolwiek szlaku górskiego. Jako, że gór tam nie brakuje, to władze wyspy postarały się o dotacje z Unii Europejskiej, dzięki którym wyznaczono szlaki i bardzo dobrze je oznaczono. W każdej miejscowości turystycznej znajdziemy tablice informacyjne i mapy z oznaczonymi trasami szlaków. Mając chociażby zwykłe „adidasy” bez problemu przejdziemy całą trasę, ponieważ zazwyczaj mają one długość do 2,5 km w jedną stronę. Trzeba tylko pamiętać, żeby zabrać ze sobą kilka litrów wody, ponieważ, czym bardziej w głąb lądu, tym słońce bardziej grzeje. Nie odczujemy orzeźwiającej bryzy morskiej. Jeszcze inną ciekawostką na Lesbos jest do niedawna obowiązujące prawo zemsty rodowej w najwyżej położonych górskich wioskach. Co oznacza ten termin? Zdarzało się tak, że tak wysoko z „oficjeli” nikt nie docierał, kto mógłby zająć się sprawami mieszkańców, dlatego obowiązywało tam własne utworzone prawo wioski. Jeśli powstał spór w jakiejś sprawie, strona poszkodowana mogła wymierzyć karę na osobie, która doprowadziła do szkody oraz „ciągnąć” wymierzanie kary według linii rodowej do najdalszych pokoleń. Przerwanie takiego konfliktu było możliwe tylko przy pomocy mediatora – osoby uważanej za mądrą, cieszącą się dobrą opinią we wiosce. Jej zadaniem nie było wydanie osądu, po której stronie jest sprawiedliwość, ale raczej pogodzenie obu rodzin na terenie neutralnym, czyli zazwyczaj w domu mediatora. Wtedy taka osoba spisywała umowę między obiema rodzinami, po czym następowało podpisanie przez obie skłócone strony. Tylko wtedy zemsta rodowa mogła być przerwana raz na zawsze. Na znak zawartego pokoju na ojca chrzestnego wybierało się osobę z wrogiej rodziny.

Czerwone dachy Molyvos

Jadąc drogami wyspy Lesbos zauważysz często nazwę wioski i za kilka kilometrów wioskę o tej samej nazwie z przedrostkiem „Skala”. O co chodzi? W czasach, kiedy najeżdżano tę wyspę w celu podbojów (działo się tak do roku 1922 i później w trakcie drugiej wojny światowej), mieszkańcy wioski położonej nad morzem lub zatoką nie mieli jak się uchronić przed najeźdźcami. Z tego powodu budowano siostrzane wioski położone 4-5 km w głąb lądu, po to, żeby nie były zauważone ze statków lub, żeby można było je łatwiej bronić. Pozostawiona wioska przy brzegu dostawała przedrostek „skala”, co oznaczało „schody” do danej miejscowości. Kiedy będziesz wypoczywać np. w Skala Eressos, to wiedz, że ok. 4 km dalej, w głąb lądu będzie znajdować się wioska o takiej samej nazwie, tylko bez słowa „skala”. Podobnych par wiosek na mapie Lesbos znajdziemy co najmniej kilkanaście. A znacie słynne słodycze przywożone z Grecji o nazwie „Loukoumi”? Kto ich nie zna, kto choć raz nie był w Grecji? Loukoumi to słodkie galaretki w białym pudrze, który jest zrobiony ze skrobi pszennej lub mąki ziemniaczanej z dodatkiem cukru. Loukoumi po polsku to rachatłukum. Ten smakołyk pochodzi z Turcji, ale bardzo dobrze przyjął się na terenach dzisiejszej Grecji, ponieważ wyspy te były okupowane przez blisko 450 lat przez Turków (1462 – 1912). Stąd pozostałość po ich kulturze. Słowo „Loukoumi” oznacza „ukojenie gardła”. Kiedy więc kupimy Loukoumi w Grecji, które jest tam bardzo popularne i sprzedawane w każdym sklepie dla turystów, wiedzmy, że kupujemy smakołyk wyprodukowany na tutejszej wyspie, ale sam pomysł na słodycz wywodzi się z Turcji.

Będąc na Lesbos możemy również dowiedzieć się, że w samej stolicy mieszka 30.000 ludzi, a na całej wyspie 86.000. Łatwo można wywnioskować, że trochę ponad 1/3 populacji Lesbos mieszka w jednym mieście. Od lat 70-tych XX wieku wyspa Lesbos stała się miejscem spotkań lesbijek, a ich patronką stała się poetka Safona, która słynęła z twórczości literackiej oraz z miłości do osoby tej samej płci. Mieszkańcom wyspy kojarzenie lesbijek z nazwą Lesbos bardzo się nie podoba i uważają to za obrazę oraz nie chcą być utożsamiani z zepsuciem moralnym. Nawet starają się o zakaz, by nazwa wyspy z taką miłością nie była zestawiana. A czy zastanawiałeś się, dlaczego w Polsce używamy nazwy „Lesbos”, a większość zachodnich i południowych państw używa nazwy „Lesvos”? Odpowiedź jest prosta. W Polsce literę „B” wymawia się jako „B”, a w większości zachodnich i południowych krajów literę „V” wymawia się jako „B”, stąd ta różnica. Dlatego, kiedy będziesz kupować mapy, magnesy na lodówkę, inne pamiątki, czy będziesz przeszukiwać zagraniczne strony internetowe, zawsze zobaczysz nazwę „Lesvos”, czytaną jako „Lesbos”. Wyspa Lesbos nie przestaje zaskakiwać, gdy wgłębiamy się w nią coraz bardziej. 2 km na północ od wioski Vatera znajduje się mała wioska Vrisa. 12 czerwca 2017 roku miało miejsce trzęsienie ziemi o wielkości 6,3 w skali Richtera. Na całej wyspie tylko ta wioska została znacznie zniszczona, ponieważ domy wybudowano na słabym, piaszczystym i sypkim podłożu. Vatera, która jest położona tylko 2 km dalej na południe nie została uszkodzona w ogóle. W roku 2018 wioskę jeszcze odbudowywała miejscowa ludność. Jak wiadomo, nie wszystko można odbudować tak, jak było przed trzęsieniem ziemi. Głównym problemem były ograniczone środki na odbudowę i na renowację historycznych budowli oraz ludzie. Mieszkańcy najpierw starali się przywrócić swoje domy do stanu umożliwiającego ponowne zamieszkanie w nich.

Co jeszcze może być ciekawego na Lesbos? Wszechobecne fruczaki gołąbki, czyli małe motyle o wielkości 3,5-4,5 cm, które wyglądem przypominają małego koliberka i tak samo się zachowują. Na wyspie zobaczymy ich mnóstwo, ponieważ hotele mają duże ogrody z pięknymi kwiatami. Na małe koliberki możemy popatrzeć praktycznie przez cały dzień w miejscu, gdzie rosną wąskie, kielichowate kwiaty. Wystarczy stanąć na chwilę przy roślinach, a one za moment znowu się pojawią, ponieważ stojąc w bezruchu, nie zwracają na nas uwagi. Co kilka sekund zmieniają kwiat, dlatego trzeba szybko wodzić za nimi oczyma. Trzeba pamiętać, że one nigdy nie siadają na kwiecie. Przez cały czas unoszą się w powietrzu, machając kilkadziesiąt razy na sekundę małymi skrzydełkami (około 70/sekundę). W trakcie zawiśnięcia nad rośliną rozwijają trąbkę, którą nurkują w kwiecie. W ten sposób wysysają nektar. Warto przyjrzeć się im z bliska, ponieważ ich praca jest niezwykła, a szybkość ruchu zachwyci każdego. Dodatkowo dostrzeżemy bardzo wyraźne oczy, z wyglądu przypominające narząd wzroku ptaków. Z innych motyli na pewno zwrócimy uwagę na duże, żółte motyle z czarnymi brzegami i niebieskimi okami na skrzydłach. To paź królowej, który w Polsce jest chroniony i bardzo rzadki do zobaczenia, a tutaj latają parami lub gromadami. Wyróżniają się płynnym lotem i gracją, czego brakuje większości motylom. A słyszałeś kiedyś o Ouzo? To bardzo znany alkohol z Grecji. Do dziś nie do końca wiadomo, gdzie powstał pomysł na anyżową wódkę, ale historycy doszli do wniosków, że pierwsze Ouzo produkowali mieszkańcy wyspy Lesbos i dlatego tylko Grecja ma prawo posługiwać się tą nazwą tak, jak Polska nazwą „oscypek” w odniesieniu do wędzonego górskiego sera z mleka owczego. Będąc na Lesbos poznamy tajniki produkcji tego alkoholu i będziemy mogli zakupić butelkę Ouzo. Mieszkańcy wyspy uważają, że tutaj produkuje się najprawdziwsze i najlepsze Ouzo i nazywa się Barbayanni Ouzo. Ciekawostką jest fakt, że pijąc trunek do niego podawana jest woda w osobnej, wysokiej szklance. Dzięki temu można rozcieńczać alkohol według własnego upodobania. Nigdy nie zrobi tego za ciebie kelner. W trakcie mieszania z wodą powstanie „efekt ouzo”, czyli nasza wódka stanie się… mętnie biała. Dlaczego? Ponieważ w trakcie mieszania dwóch substancji, tylko etanol i woda się ze sobą mieszają, a wytrącony związek o nazwie anetol pochodzący z anyżu nie wchodzi w dalszy proces koalescencji z wodą (koalescencja – łączenie się dwóch lub więcej cząstek w jedną). To właśnie on powoduje zmianę koloru, ponieważ kropelki anetolu mają wielkość do 3 mikrometrów. Są zbyt małe, żeby rozpraszały światło. Ostatnią ciekawostką dla mnie są… koty. Podobnie, jak na Rodos zobaczymy je dosłownie wszędzie. Nigdzie jednak nie spotkałem tylu „samogłaskających” się kotów. Wystarczyło wyciągnąć rękę, a one same podchodziły i podskakiwały do ręki, żeby się pogłaskać, po czym okrążały cię i ocierały się o ciebie. Niektóre wykonywały nawet kilka okrążeń, a jeden z nich czekał na terenie hotelu i cały czas chodził za ludźmi, po czym wchodził do pokoju za upatrzoną przez siebie osobą.

Fruczak gołąbek

Samogłaskające się koty na Lesbos

 
 
 
Koty są wszędzie...

STYL JAZDY NA LESBOS
Zanim wypożyczysz samochód, musisz wiedzieć jedną rzecz, po której miejscowi rozpoznają, czy samochód jest wypożyczony, czy jesteś mieszkańcem wyspy. Jak wiadomo, wyspa jest bardzo górzysta, dlatego na każdej drodze będą czekać na ciebie liczne serpentyny i strome podjazdy. Przyjezdni najczęściej popełniają na nich błędy. Możesz spotkać się z sytuacją, że nie będziesz widział autokaru wycieczkowego, ani jego kierowca ciebie. Jednak miejscowi mają w zwyczaju przed każdym ostrym zakrętem zatrąbić po to, żebyś wiedział, że jedzie coś dużego. Słysząc dźwięk klaksonu masz zatrzymać się jeszcze przed zakrętem po to, żeby np. autokar mógł bezproblemowo wykonać manewr skrętu, ponieważ zagarnia on również przeciwny pas ruchu. Autokarem nie jest łatwo cofnąć na nawrotnym zakręcie pod górę, dlatego podporządkujmy się tej niepisanej zasadzie po to, żeby każdemu było łatwiej w ruchu drogowym. Kierowca naszego autokaru miał nawet rozpisaną ilość zakrętów pomiędzy każdymi miejscowościami na wyspie, ponieważ codziennie woził dzieci do szkoły ze wszystkich małych wiosek.

GDZIE WYBRAĆ HOTEL? – CHARAKTERYSTYKA MIEJSCOWOŚCI
Wybierając hotele musimy wiedzieć, że wyspa została podzielona na cztery części – według kierunków świata. Na północy znajdziemy trzy ciekawe miejscowości – Petra, Anaxos i Molyvos, na południu Plomari i Vatera, na wschodzie stolica wyspy – Mitylena oraz na zachodzie Sigri i Skala Eressos. Czym więc się kierować? Gdybym ja miał wybierać, kierowałbym się standardową zasadą: w pobliżu muszą być jakieś atrakcje turystyczne oraz dobra plaża. Każdy ma inne preferencje, dlatego opowiem, co w każdej części możemy znaleźć. Według mnie północ wyspy jest najciekawsza. Mamy do dyspozycji aż trzy miejscowości: Anaxos, Petra i Molyvos. Anaxos to mała wioska położona u stóp gór, z dużą, piaszczystą, o ciemnej barwie plażą. Mamy dwie części z parasolami i połowę bez nich. W wiosce brakuje biur podróży, czy też infrastruktury dla turystów. Jedynym wyjątkiem jest ośrodek sportów wodnych na plaży. Petra według mnie jest najciekawsza, ponieważ jest bardzo pięknie położona, a ze środka miasteczka „wyrasta” wielka skała, na której wybudowano klasztor. Widok z jego poziomu jest przepiękny, ponieważ patrzymy na miejscowość na tle zielonych gór. Z tarasu widokowego widzimy dodatkowo piękne, czerwone dachy. Z Petry możemy wyruszyć na szlaki górskie, oraz wycieczki rejsowe odbywają się z tutejszego portu, więc nie będziemy musieli nigdzie dojeżdżać. W wiosce możemy wypożyczyć, samochody, skutery, motocykle, czy też wykupić wycieczki w dwóch lokalnych biurach podróży. W Petrze znajdziemy piękne, wąskie uliczki z tawernami, mające typowo grecki klimat. Plaża również jest ciekawa, ponieważ mamy kilka stref z parasolami należącymi do miejscowych tawern. Pomiędzy nimi znajdziemy szerokie pasy publicznej plaży piaszczystej, gdzie możemy odpocząć.

Molyvos to z kolei największa miejscowość na północy z zamkiem – twierdzą na szczycie góry. Dla odmiany tutejszy krajobraz jest spalony słońcem, więc trudno o „zielone” widoki. Pomimo, że Petra i Molyvos są oddalone od siebie o 5 km, to krajobraz jest zupełnie inny. W Molyvos na pewno zobaczymy piękne tawerny w pobliżu mariny (przystani) oraz wąskie uliczki w miasteczku.
Plomari nie polecam, ponieważ przy brzegu przebiega główna droga, a same plaże nie zachęcają do wypoczynku. Są zbyt zatłoczone w sezonie ze względu na większy ruch turystyczny. Plomari jest mekką turystów na Lesbos, bo ma wiele do zaoferowania, ale ja bym nie zdecydował się na to miejsce, ponieważ panuje tam zbyt duży ruch i hałas. Największą bolączką jest główna droga poprowadzona wzdłuż wszystkich plaż. Zdecydowanie lepsza jest Vatera, ponieważ znajduje się tam 9 km plaża piaszczysta, gdzie miejsca na pewno nie zabraknie. Przede wszystkim panuje tam wielki spokój. Uważam ją za jedną z najpiękniejszych na całej wyspie Lesbos. Jest bardzo szeroka i z pewnością nie będziemy mieli problemu ze znalezieniem miejsca dla siebie, jeśli nie lubimy skomercjalizowanych miejsc. Dodatkową zaletą Vatery jest piękna miejscowość i otoczenie dość zielonymi górami. Na wschodzie mamy Mitylenę – stolicę wyspy. Czy warto tam jechać? W zależności, co kto lubi. O ile twierdza – zamek jest piękny i warty zwiedzenia, to sama miejscowość i plaże już nie. Niestety, jak to w większych miastach bywa, wody nie są czyste, plaże wąskie i „upakowane” parasolami, bo muszą przyjąć dużą ilość turystów, a samych plaż jest przecież niewiele. Po tej stronie wyspy, głównie zobaczymy wąskie plaże żwirkowe i kamieniste, co nie zachęca do kąpieli. Sąsiedztwo dość dużego miasta powoduje, ze jest głośno, ciasno i… brudno, chociaż główna plaża jest oddzielona szerokim i długim pasem leśnego parku. Niestety śmieci walają się często i nic z tym nie zrobimy – my, jako turyści. Zostanie nam to zaakceptować, albo wybrać inne miejsce. W samym mieście znajdziemy wszystko, czego nam potrzeba, ale jednocześnie rozczarujemy się „upakowaniem” wszystkiego na małej przestrzeni, brudem i śmieciami. W Mitylenie ulice niestety są zbyt wąskie, dlatego zobaczysz, jak autokary przeciskają się dosłownie na centymetry. Po prostu nie ma lepszych tras. W Mitylenie i kilku większych wioskach niektóre domy musiały zostać przebudowane tak, żeby zmieściły się zakręcające autokary. Do dzisiaj mieszkańcy omawianych domów siedzą w tawernach i obserwują ile nowych rys zrobił im kierowca lusterkiem na elewacji. Mnie osobiście to jedyne miasto na wyspie nie zachęca, żeby je odwiedzić ponownie, ponieważ brakuje dobrych plaż, jest głośno od samochodów i ogólnie wala się dużo śmieci. Nie taki obraz stolicy sobie wyobrażałem.

Pozostał nam jeszcze zachód, czyli Skala Eressos i Sigri. Czy warto wybierać te miejscowości? Wioska Sigri jest bardzo ciekawie położona, a to za sprawą ich zatoczki oraz domów wybudowanych na wyżynie, dzięki czemu mamy piękny widok. Ciekawostką jest fakt, że w czasach, kiedy do podbojów głównie angażowano flotę morską, to mieszkańcy Sigri przerzucali łańcuchy z jednego brzegu cieśniny na drugi, żeby statki nie mogły wpłynąć do środka zatoki. W ten sposób mogli obronić się bez walki, ponieważ najeźdźcy nie mieli innego dostępu do miejscowości. Ograniczały ich spadziste klify po obu stronach. Największą atrakcją Sigri jednak jest bardzo ciekawe muzeum skamieniałego lasu sekwoi, oraz dwie sale poświęcone zagadnieniom minerałów i sejsmologii. Naprawdę trzeba tam być! Sama miejscowość jest zbyt mała, żeby zainteresować się nią jako kwaterą główną na nasze wakacje. Brakuje infrastruktury turystycznej, dlatego Sigri potraktujemy raczej jako punkt wycieczkowy. Skala Eressos to ostatnie miejsce na naszej mapie. Gdybym miał drugi raz pojechać na Lesbos, to wybrałbym dla odmiany tę miejscowość, ponieważ do dyspozycji mamy bardzo długą, piaszczystą plażę z pełną infrastrukturą dla turystów, tawerny, część plaży z parasolami i zdecydowanie większą część ogólnie dostępną. Dodatkowo otaczają nas spalone słońcem góry, którymi wytyczono dobrze znakowane szlaki. Można powiedzieć, że w Skala Eressos znajdziemy naprawdę wszystko i na pewno zobaczymy suszącą się na słońcu ośmiornicę w jednej z tawern. Do dyspozycji mamy również ośrodek sportów wodnych.

HOTELE NA LESBOS
Czym kierować się podczas wyboru hotelu na wyspie? Kiedy będziesz w biurze podróży i uśmiechająca się ładna pani zaproponuje ci kilka miejsc, w każdym przypadku poproś o wyświetlenie map Google. Choć w tej krótkiej chwili nie myśl o jej urodzie. W swoim programie do rezerwacji mają taką zakładkę: „pokaż na mapie Google”. Wtedy możesz przybliżać sobie widok z satelity na hotel i zobaczyć nawet przebieg ścieżek dookoła hotelu, czy każdą palmę. Oglądając satelitarny widok możemy sprawdzić, jak wygląda przyhotelowa plaża i czy czasem nie jest to betonowa platforma wysunięta w morze. Chyba nie chcielibyśmy rozczarować się dopiero na miejscu… Sprawdzajmy zatem, czy plaże są szerokie, piaszczyste i czy napisane 200 m od plaży to jest rzeczywiste 200 m. Wszystkie informacje są widoczne na mapach i bez żadnych problemów możemy oglądać te rzeczy w biurze podróży. Co jeszcze będzie dla nas ważne przed wyjazdem? Na pewno położenie hotelu. Na tych samych mapach sprawdzaj, jaka jest zabudowa dookoła. Czy jesteś w centrum miasta, czy na uboczu małej wioski. Jeśli lubisz spokój i piękne krajobrazy, nie chciałbyś się chyba znaleźć w centrum wielkiego miasteczka imprezowego, gdzie w nocy będziesz zasypiał przy dźwiękach imprezy techno... Najważniejsze, żebyś wybrał hotel w sposób świadomy, a nie w sposób narzucony przez dane biuro podróży. A później powiesz na miejscu: „tutaj nic nie ma”. Wszystkie informacje są na wyciągnięcie ręki – trzeba je tylko wydobyć. Patrząc na mapę wyspy, wziąłbym jeszcze pod uwagę jej położenie względem stałego lądu (kontynentu). Znając zagadnienia związane z pogodą, wiem, że jeśli z wyspy widać część kontynentalną po stronie wschodniej, to po południu mogę spodziewać się rozwoju chmur burzowych. Chociaż nie dotrą one na naszą wyspę, to w razie powstania chmury burzowej w kształcie kowadła (cumulonimbus capillatus incus), najwyższa część tej chmury spowoduje powstanie „białego” nieba, przez co słońce będzie słabsze i przede wszystkim wyjdą nam „przepalone” zdjęcia. Osoba, która nie jest w temacie, po prostu niech sobie zapamięta, żeby nie wybierać hotelu na wschodzie jakiejkolwiek wyspy, gdzie widać kontynent po drugiej stronie morza. Na Lesbos musimy dodatkowo pamiętać, że hotele budowane są trochę w inny sposób niż na pozostałych, znanych, greckich wyspach. Tutaj zazwyczaj stawia się kilkanaście małych, jednopiętrowych domków (bungalowy), z ogrodami dookoła. Na Lesbos dość modne jest sytuowanie takich obiektów na zboczach skalistych gór, dzięki czemu każdy ma piękny widok na morze. Tak naprawdę na Lesbos nikt nie buduje hoteli-bloków. Wszyscy stawiają na pojedyncze domki z ogrodami dookoła.

Hotele na Lesbos to nie wieżowce ani "bloki". Tutejszy hotel to zbiór pojedynczych domów (bungalowy). Na zdjęciu hotel "Panorama" w Petrze

 
 
 
Hotele na Lesbos są wręcz idealne

Piękne ogrody mają też swoją ciemną stronę, ponieważ na terenach hoteli występują niemiłe owady o nazwie krocionóg. Na Lesbos najczęściej występuje krocionóg piaskowy i krocionóg czarny, czyli pełzający robak z mnóstwem odnóży. Krocionogi mają średnio 38-53 segmentów a z każdego segmentu wyrastają dwie pary nóg. Samiec posiada średnio 63-85 par nóg, a samica ma 65-97 par nóg. Nasze hotelowe robaki miały 102 pary nóg (zliczone na podstawie zdjęcia). Chociaż nam – ludziom, dosłownie nic nie zrobią, to sam fakt pełzającego owada może być dla nas niemiły. Również w czasie zagrożenia wydzielają substancję o nieprzyjemnym i drażniącym zapachu. To kwas pruski. Zatem pamiętaj, że zanim napiszesz w Internecie ogólnikową opinię w stylu: „wszędzie były robale”, wiedz, że z tym problemem boryka się każdy hotel na Lesbos. Wystarczy przyjrzeć się drzwiom wejściowym do każdego pokoju. Tuż przy wykafelkowanej/wymarmurowanej podłodze na drzwiach jest przymocowana dodatkowa listwa, wręcz „szurająca” po podłodze, właśnie po to, żeby nie wchodziły one do pokoju. Zanim włączy ci się polska „roszczeniowość” do wszystkiego, na zasadzie „bo mi się należy”, pamiętaj, że w każdym ogrodzie zawsze żyją owady, niezależnie od miejsca na świecie, dlatego ważne jest, żeby nie było ich w pokoju. Na szczęście cały teren hotelu jest sprzątany codziennie. Jako, że w 2018 roku w mediach swoje pięć minut miał pyton znad Wisły, którego poszukiwała nawet policja, stąd „robale” z Lesbos dostały od nas nazwę „pytony”

"Pyton", czyli krocionóg czarny ze 102 parami odnóży - częsty bywalec ogrodów na Lesbos

CO WARTO ZOBACZYĆ NA LESBOS?
Kiedy przyjeżdżasz w dane miejsce, zawsze najbardziej interesuje cię co warto zobaczyć, ponieważ chcemy poznać coś nowego. Lesbos nie ma wielkich atrakcji, jakie możemy zobaczyć na innych greckich wyspach, ale uważam, że mimo wszystko zobaczyć co najmniej kilka z nich, ponieważ są wyjątkowe w swoim rodzaju. Stają się jeszcze ciekawsze, kiedy poznasz ich historię… Teraz przedstawię ranking najpiękniejszych miejsc na Lesbos, które koniecznie trzeba zobaczyć.

1. KLASZTOR NA SKALE WE WIOSCE PETRA
Chociaż nie jestem miłośnikiem „biegania” po kościołach, bo wszędzie pokazuje nam się „to samo”, to ten klasztor jest zupełnie inny, ponieważ jest nietypowo położony. Cała wioska Petra, nazywana przeze mnie nieraz „miasteczkiem”, leży na płaskiej nizinie. Z trzech stron jest otoczona pięknymi górami, a na północy dość wielką równinę ogranicza morze. W pobliżu linii brzegowej, na środku niziny nagle „wyrasta” wysoka skała o wysokości około 25 m. Na jej szczycie wybudowano niewielki, ale piękny klasztor. Widać, że czas zrobił swoje i mury trochę już podniszczały, ale w środku jest bardzo ciekawie. Do głównej bramy wejściowej prowadzi 114 wykutych(!) w skale schodów. Zarządzający obiektem bramę wejściową otwierają o wschodzie słońca i zamykają ją na łańcuch po godzinie 18.00. O ile w samym klasztorze zobaczymy to samo, co w każdym innym obiekcie tego typu w Grecji – ikony, złote zdobienia, czy będziemy mogli zapalić świeczkę w intencji zmarłego (czarna świeczka) lub żywego (biała świeczka), to warto wejść na taras widokowy, żeby popatrzeć na przepiękny widok na Petrę oraz na okoliczne góry. Samo położenie klasztoru na skale zrobi na nas pozytywne i wielkie wrażenie, a widok z góry na czerwone dachy spotęguje piękno krajobrazu. Na wysokości pierwszych kilkunastu stopni z ziemi wyrasta bardzo nietypowa sosna. Jej pień wystaje z ziemi, po czym zakręca na mur i rośnie… w dół, ciągnąc się po murze, po czym ponownie zakręca o 180 stopni i rośnie ku górze, skąd dopiero odchodzą gałęzie z zielonymi igłami. Bardzo łatwo można przegapić to drzewo, ponieważ znajduje się nad naszymi głowami, tuż przed wejściem na pierwszy stopień. Warto wyszukiwać tej sosny, ponieważ niecodziennie mamy okazję zobaczyć podobne drzewo. Dodatkową atrakcją Petry jest widok na całą skałę i klasztor wieczorem oraz w nocy, ponieważ obiekt oświetla żółte, ciepłe światło, dzięki czemu omawianą budowlę i skałę zobaczymy nawet z najodleglejszej góry dającej widok na Petrę.

Wejście do klasztoru w Petrze

 
 
 
Klasztor w Petrze - obiekt z dużej odległości, wykute schody w skale, widok z głównego tarasu widokowego oraz na dziedzińcu

Niesamowita sosna z pniem rosnącym ku ziemi

Klasztor w Petrze oraz wykute w skale kamienne schody do niego

Klasztor i Petra nocą

2. MOLYVOS
To małe miasteczko ma podobny charakter, jak Petra, jednak wyróżnia się tym, że w całości jest wybudowane na wzgórzu. Dodatkowo na szczycie stoi zamek-twierdza, która jest atrakcją turystyczną. Nie jest tak okazała, jak w mieście Rodos na wyspie Rodos. W ogóle na Lesbos wszystkie historyczne budowle są mniejsze i nie są tak okazałe, jak na innych greckich wyspach, więc ich zwiedzanie raczej są ciekawostką niż głównym celem, do którego musimy dotrzeć. W zależności, gdzie mamy swój hotel, do Molyvos możemy dostać się na różne sposoby. Z innych części wyspy są prowadzone wycieczki objazdowe, które pozwalają zobaczyć Molyvos. Jeśli jednak jesteś zakwaterowany w Anaxos lub Petrze, możesz skorzystać z lokalnego niebieskiego „pociągu”. Jest to samochód z dwoma „wagonami”, stylizowanymi na mały pociąg. Swoją trasę zaczyna przy rynku w centrum Petry, przejeżdża przez tę miejscowość i dojeżdża do przystani w Molyvos. Na całej trasie ma osiem przystanków, więc możemy wybierać miejsce, w którym się zatrzymamy. Ciekawostką jest fakt, że bilet w jedną stronę kosztuje 3,5 EUR, a na cały dzień 6 EUR. Mając pełny bilet, można jeździć przez cały dzień, ile tylko chcemy. To znaczy, że jeśli jesteśmy w Petrze, możemy zobaczyć miasteczko i klasztor, a później pojechać do Molyvos na zamek i wrócić na punkt obserwacyjny dla ptaków. Później możemy wrócić kolejnym kursem do Petry. Jest to ciekawa opcja dla osób, które chcą dużo zobaczyć w ciągu jednego dnia. Pociąg jeździ z Petry do Molyvos w godzinach 10.00 – 14.20 i 17.30 – 19.50 w sezonie i w godzinach 10.00 – 17.05 poza sezonem oraz z Molyvos do Petry w godzinach 10.40 – 15.20 i 18.10 – 20.40 w sezonie i w godzinach 10.40 – 18.05 poza sezonem. Dla Greków sezon to miesiące lipiec i sierpień. We wrześniu też pogoda jest idealna, ale dzieci wracają do szkoły, więc i ruch turystyczny odczuwalnie maleje. Kupno biletu to nie taka prosta sprawa, jakby się mogło wydawać. Pomimo, że mamy osiem przystanków do wyboru, to bilet kupimy tylko na dwóch z nich. Jeśli nie mamy biletu, to musimy pojawić się na którymś z nich, bo inaczej nam nie sprzedadzą wejściówki. Pierwszy punkt znajduje się w centrum Petry przy boisku (nie mylić ze stadionem – na Lesbos boisko oznacza zagrodzony kawał terenu z bramkami z jasnym żwirem i piaskiem. Trawy nie zobaczymy w ogóle), a drugi znajdziemy w Molyvos przy przystani. Warto więc przyjść na pierwszy kurs i kupić pełny bilet, wtedy problem będziemy mieli rozwiązany. A co z samym Molyvos? Co warto zobaczyć? Jadąc pociągiem, polecam pojechać do samego końca, czyli do przystani w Molyvos. Chociaż, jeśli naszym celem jest tylko zamek i znacznie bliżej będzie z przystanku Molyvos – Szkoła, to polecam wybór przystani, ponieważ na początku zobaczymy marinę, mnóstwo łódek rybackich i przede wszystkim ciekawy deptak z licznymi tawernami. O ile takich widoków na Lesbos nie brakuje, to według mnie warto przejść się tutejszymi uliczkami, ponieważ w wielu miejscach utworzono sztuczny stelaż, który porastają winogrona lub inne pnącza. Już na samym początku będziemy mieli okazję zobaczyć przy jednej z tawern suszącą się ośmiornicę na słońcu nad brzegiem morza. Słysząc słowo „deptak” nie myślmy, że spotkamy tłumy.

Molyvos

 
 
 
Molyvos i pociąg z Petry do Molyvos

  

Molyvos widziane z zamku

W trakcie całego zwiedzania Molyvos będzie spokojnie. Chociaż trasa na zamek nie jest w ogóle oznakowana, to nie ma powodów do obaw. Po przejściu głównego deptaka z pnączami chroniącymi od grzejącego słońca, przed sobą zobaczymy zamek. Wystarczy, że wybierzemy prostą uliczkę prowadzącą pod górę i tak będziemy musieli iść aż do samej twierdzy. Uliczka jednak kończy się w gęstej zabudowie domów, więc idźmy na zasadzie ogólnie przyjętego kierunku na zamek – byle pod górę. Czasami będziemy szli uliczkami o szerokości kilkudziesięciu centymetrów, cały czas schodami. Właściwej drogi nie zgubimy, ponieważ z każdej wąskiej uliczki można wyjść na inną i dalej pójść do góry. Zamek dopiero zobaczysz stojąc dosłownie u jego murów. Wcześniej skutecznie zasłaniają go domy. Po drodze spotkamy niejednego kota i uśmiechniętych Greków. Niewielką bramą wchodzimy do zamku. W środku bilety wstępu za 2 EUR sprzedaje starsza kobieta. Po przekroczeniu głównej bramy widzimy ciekawe mury i grecką roślinność. Za chwilę staniemy przed drugą bramą. Ta jest ciekawa ze względu na drewniane drzwi w całości okute metalowymi pasami, które miały je chronić przed zniszczeniem. Najwidoczniej uchroniły, skoro do dzisiaj stoją w nienaruszonym stanie. Za bramą mamy wejście na najwyższy punkt zamku, gdzie powiewa flaga Grecji.

Zamek w Molyvos

 
 
 
Na terenie zamku

Na samym zamku nie ma wielu rzeczy do oglądania. Raczej możemy przejść się po dość dużej powierzchni i podziwiać widoki dookoła z poziomu murów obronnych. Po przekroczeniu drugiej bramy warto jednak od razu skręcić w prawo i wejść do klimatyzowanego, niewielkiego pomieszczenia, które jest muzeum tej twierdzy. W środku znajdują się trzy izby, ale musimy pamiętać, że wejście i przejścia do kolejnych pomieszczeń są bardzo niskie i musimy się mocno schylać, żeby nie uderzyć się w głowę. Widać, że to muzeum niedawno powstało, ponieważ kamienie, z których zbudowano budynek są bardzo czyste. Część murów zamku na wschodzie nie jest udostępniona, ponieważ nadal są tam prowadzone prace renowacyjne. Takie przynajmniej mamy wrażenie, bo w przypadku Greków, podobne roboty potrafią trwać długimi latami. Nie raz spotykałem się z zagrodzonymi i opisanymi miejscami, a za 5 lat nadal wszystko stało tak samo. Zakładamy więc, że coś się będzie działo w bliżej i dalej nieokreślonym czasie… Kiedy już opuścimy teren zamku, polecam wrócić drugą stroną, czyli kierować się na przystanek Molyvos – Szkoła. Po wyjściu z twierdzy skręcamy w lewo. Schodzimy jedyną, szeroką uliczką. Wyprowadzi nas do wejścia do sosnowego parku. Warto wejść na jego teren chociażby po to, żeby zobaczyć, jak czysty i przejrzysty może być las. Pomiędzy drzewami nie zauważymy żadnej rośliny, ani kępy trawy. Wszędzie leżą zrzucone igły przez sosny, które tworzą równy dywan. Park kończy się ścieżką na wzgórzu, gdzie możemy usiąść w drewnianej altance. W środku wyznaczono miejsce na ognisko. Myślę, że warto zobaczyć park, ponieważ spacer przez tak czysty sosnowy las na pewno pozwoli nam odpocząć. Kiedy opuścimy jego teren, skręcamy jedyną drogą w lewo i w dół. Wyjdziemy nią dokładnie na przystanku przy szkole. A co z plażami w Molyvos? No cóż… Nie są zbyt ciekawe. Wystarczy pójść na jedną z nich z przystanku przy szkole. Znajdziemy jedynie długi i wąski pas kamienistej plaży z pięcioma słomkowymi parasolami, która nie jest zbyt czysta. Wszędzie leżą fragmenty uschniętych gałęzi lub liści. Jak dla mnie, to nie jest za ciekawe miejsce na wypoczynek. Po przeciwnej stronie miasta – tam, gdzie zbudowano hotel Belvedere, plaże również nie zachwycają. O ile są czyste, to nadal będą długie, wąskie, ciemne i kamieniste. Idąc lokalnymi drogami za Belvedere można bardzo szybko dotrzeć aż do czterech plaż. Jednak żadna z nich nie zachęciłaby mnie, żeby je odwiedzić. No cóż – na Lesbos dobre, piaszczyste plaże znajdziemy daleko od Molyvos…

 
 
Leśny park oraz kamienista plaża w Molyvos

3. KARAIBSKI REJS
To chyba najbardziej reklamowana wycieczka na Lesbos. Dlaczego? Dlatego, że na Lesbos nie zobaczymy turkusowych ani szmaragdowych barw morza. Z tego powodu biura podróży proponują rejs na wyspy, gdzie możemy zobaczyć szmaragdowe morze. Nie trudno domyśleć się, że na Lesbos jest to gratka dla każdego. Trzeba pamiętać, że biura turystyczne życzą sobie aż 50 EUR od osoby, dlatego polecam w sezonie poszukać greckiego biura podróży na miejscu i pojechać na własną rękę. Zaoszczędzimy kilkanaście EUR. Jeśli chodzi o atrakcje przyrodnicze i widokowe, to najprawdopodobniej uznamy tę wycieczkę za najlepszą. Rejs zaczyna się na przystani w Petrze, dlatego jeśli wybrałeś miasteczko Petra jako miejsce zakwaterowania, to możesz pójść na miejsce zbiórki „w kapciach”. Płyniemy na wyspy Tokmakia – tak przynajmniej nazywają je w biurach podróży, a w rzeczywistości jest to zbiór siedmiu małych wysepek. Trzy z nich mają powierzchnię kilku metrów kwadratowych, a pozostałe cztery są prawdziwymi wyspami, które kolejno mają nazwy: Nisida Panagia, Nisides Tokmakia, Nisida Asproniso i Nisida Tsoukalas. Z nazwy rejsu wynikałoby, że zatrzymamy się przy drugiej wymienionej wyspie, która zresztą jest największa. Jednak tak nie jest. Kapitan zarzuci kotwicę przy wyspach Nisida Asproniso i Nisida Tsoukalas, ponieważ tam morze ma najbardziej szmaragdowy i przejrzysty kolor. Tamtejsze plaże również należą do najlepszych. W folderach informacyjnych dowiemy się, że wypoczniemy na piaszczystych plażach, jednak nie ma tam takich. Będziemy mogli wygrzewać się na białych kamieniach… Co ciekawe, kamienie są duże, bo większe niż 5 cm. Dziwi mnie więc fakt, skąd w folderach znajduje się informacja o piaszczystym charakterze plaż… Może dlatego, że karaibskie plaże kojarzą się z piaskiem? W końcu rejs nazywa się „Egzotyczny karaibski rejs na wyspy Tokmakia”. Grunt, to dobrze zareklamować wycieczkę.

A jak wygląda sama wycieczka? Z portu w Petrze wypływamy o godzinie 9.20. Statek płynie aż 2h 30min do omawianych wysp. To bardzo długo. Dzieje się tak, ponieważ rejs jest realizowany starym, wysłużonym statkiem, który zabiera na pokład do 70 osób. W jedną stronę ma do przepłynięcia ok. 45 km. Cytując znanego dziennikarza na emigracji w USA: „moja ocena jest taka” – statek jest zbyt wolny i przez to wyprawa trwa zbyt długo. Dzisiejsze łodzie i statki wycieczkowe są znacznie szybsze. Przydałaby się szybka łódź motorowa z Dominikany, która płynie z prędkością 60-80km/h w zależności od warunków. Wtedy taki dystans zrobilibyśmy w 45-50 min. Dodatkową „atrakcją” na statku jest silnik Mercedesa, który jest bardzo głośny. Pomimo, że jest w całości zabudowany w drewnianej skrzyni, to z wielkim trudem można zrozumieć komunikaty nadawane przez megafony. Dźwięk pracy silnika porównałem do radzieckiego bombowca, który nie ważne ile hałasu wytworzy – ważne, że miał lecieć. Statek ma dwa poziomy, dlatego w trakcie rejsu 20 osób może pójść na górny pokład, na którym znajdują się leżaki. Mając dwie i pół godziny do dyspozycji warto opalać się na pełnym słońcu, ponieważ od morza zawiewa przyjemny wiatr. Na dolnym pokładzie można kupić napoje i piwo. Największą atrakcją będzie dla nas obiad, który jest wliczony w cenę. O godzinie 11.10 jeden z członków załogi rozpala na lewej burcie, w tylnej części statku wielki grill i przygotowuje szaszłyki. Ten sam facet jest zawodowym kucharzem i właścicielem restauracji w Mitylenie. Ma bardzo dobre opinie. Nie trudno odgadnąć, że obiad musiał być dobry. Zanim jednak go przygotował dla 60 osób dopłynęliśmy do wysp Nisida Asproniso i Nisida Tsoukalas, gdzie teraz mieliśmy czas na kąpiel. Statek zatrzymuje się na morskiej głębinie, ponieważ bliżej nie może podpłynąć. Kapitan zarzuca kotwicę, po czym można wskakiwać do morza lub schodzić do wody po drabince. Do najbliższej wyspy z plażą mamy jakieś 50 m, dlatego trzeba umieć dobrze pływać, żeby do niej dotrzeć. Samo morze nie jest tak przejrzyste, jak opisują w folderach, ale szmaragdowy kolor zobaczymy. Pływają nawet ryby.

 
 
"Karaibskie" morze i wyspy Tokmakia

Przygotowywanie obiadu dla 60 osób na lewej burcie statku

Pływanie w kapokach do wyspy

Po dopłynięciu na plażę na wyspie Nisida Asproniso, która jest pokazywana w każdym folderze na temat wyspy Lesbos, faktycznie możemy zobaczyć piękną gamę kolorów wody, która widoczna jest tylko z poziomu morza. Osoby, które nie umieją pływać nie zobaczą niestety tego widowiska. Morze przy brzegu ma najwięcej barw. Najpiękniejsze są szmaragdowe oraz turkusowe kolory. Szkoda tylko, że nie miałem jak „przemycić” lustrzanki w drodze na plażę. Z pewnością zrobiłbym kilka zdjęć pokazujących piękno tego miejsca. Jeśli chodzi o moją ocenę, to plaża jest kamienista, ale warto na nią popłynąć, żeby zobaczyć niesamowite kolory morza. Koniecznie też trzeba popływać w pobliżu statku, gdzie jest głębiej. Dla tych, co nie umieją pływać, załoga daje kapoki, okulary do wody, itp. sprzęty. Kapok ma bardzo dużą wyporność i jak szybko zobaczyliśmy, osoby, które nie umieją pływać też schodziły po drabince na głębiny. Wystarczy, że ktoś umiał pływać i doholował osobę w kapoku do plaży. Widzieliśmy jak pewien ojciec wziął swojego syna na głębiny i doholował go do wyspy. Podobało mu się. Nie ma żadnych obaw o utonięcie, ponieważ kapok ma pasek, którym, podobnie jak w samolocie, regulujemy siłę docisku. Dla osób umiejących pływać załoga oferuje wypożyczenie płetw, czy podwodnych okularów do nurkowania. Wszystko jest w cenie, więc nic nie dopłacamy. Oczywiście wszystkie plaże musiałem sprawdzić. Wybrałem również sąsiednią wyspę Nisida Tsoukalas, do której brzegów ze statku miałem 320 metrów. Dla mnie to nie jest duży dystans, dlatego popłynąłem samotnie. Tam również znajduje się piękna, biała, kamienista plaża, skąd mamy piękny widok na cieśninę pomiędzy dwiema wyspami: Nisida Asproniso i Nisida Tsoukalas. Jednak wybrana przeze mnie wyspa na 5 m przed brzegiem ma ukrytą pułapkę. Dojścia na plażę strzegą rzędy czarnych jeżowców. Kiedy pływałem kilka metrów od brzegu, poczułem się jak blondynka z kawałów, która na 5 metrów przed końcem zawróciła się, bo się zmęczyła. Tutaj miałem podobnie, ponieważ przepłynąłem 315 metrów, a na ostatnich pięciu musiałem zawrócić i ponownie płynąć drugie 315 metrów, ponieważ rzędy jeżowców skutecznie strzegły wejścia na plażę. Tak samo trzeba pamiętać, że w wodzie inaczej widzimy odległości. Pomimo, że wydawało się, że przede mną jest trochę mniej niż metr głębokości, to w rzeczywistości było trochę płycej. Podczas zawracania stanąłem nieświadomie na kilku jeżowcach i poczułem dość mocne pieczenie skóry. Początkowo bolało jak poparzenie pokrzywą, a później trochę jak użądlenie kilku os. Na szczęście woda chłodziła miejsca wbitych igieł, przez co w drodze powrotnej ból nie był tak odczuwalny. Dopiero na statku zobaczyłem, że w lewej pięcie utkwiło mi 11 igieł i w dużym palcu u prawej nogi 5 kolejnych. W zależności od gatunku jeżowca ich trucizna jest silna i może spowodować drgawki, a później trudności z oddychaniem. W skrajnym przypadku dochodzi do zapadnięcia płuca. Na szczęście żadnych objawów nie miałem i po wejściu na statek dalej mogłem chodzić, choć czasami czułem, jak igły wbijają się coraz głębiej. Dopiero na pokładzie pieczenie wyraźnie przybierało na sile i było podobne do tego po użądleniu przez kilka os na raz.

W trakcie dwuipółgodzinnego pływania kapitan daje sygnał za pomocą megafonu, informujący o przygotowanym obiedzie. Dostajemy dwa pyszne szaszłyki, zestaw warzyw, ziemniaki w mundurkach, prawdziwy biały ser grecki oraz tzatziki. Obiad jest na prawdę pyszny! Po takiej porcji aż chce się znowu pływać, dlatego większość wskoczyła do wody jeszcze raz i popłynęła na najbliższą wyspę. Trzeba pamiętać, że po prawej stronie statku mamy niewielką wysepkę o powierzchni kilku metrów kwadratowych. Nie ma tam jednak żadnej plaży, ale raczej dookoła widzimy dwuipółmetrowy klif. Wejścia na wyspę oczywiście strzegą jeżowce. Jedynie nasza wyspa, gdzie do plaży mamy ok. 50 m jest wolna od jeżowców. Igły po nich niestety nie są łatwe do wyciągania, ponieważ mają zakończenie w postaci potrójnego haczyka, skierowanego w przeciwną stronę do kierunku wyciągania. Na dodatek igły są bardzo kruche. Wystarczy je tylko dotknąć, a już się rozsypują. Nie ma więc innej metody, jak powrót do hotelu i pójście do lekarza. Ja jednak wszystkie igły wyciągałem na własną rękę, mając środek do odkażania i obcinaczki do paznokci. W takim wypadku trzeba wycinać skórę tak głęboko, aż wytniemy trójramienny haczyk. Trochę krwi przy tym się poleje, ale trzeba wyciągnąć wszystko, ponieważ przy każdym kroku czuć, jak igła wbija się jeszcze głębiej. Zarówno przed ich usunięciem, jak i po trzeba odkazić samo narzędzie i stopę. Ciekawostką jest fakt, że trucizna jeżowca działa nawet po jego wysuszeniu.

 
Wyspy z jeżowcami

Bez butów do wody lepiej tam nie podpływaj... Jeżowce skutecznie bronią tej wysepki

Droga powrotna jest chyba najbardziej emocjonującą częścią rejsu. Powrót trwa 3h 20min, ponieważ płyniemy pod wiatr i dodatkowo morze nam nie sprzyja. W tym rejonie tak jest, że fale kierują się ze wschodu na zachód, a my płyniemy z południa na północ, wracając z wysp. To oznacza, że płyniemy równolegle z falami. Dodatkowo po południu (wypływamy po godzinie 14.30) fale są mocniejsze. W wielu miejscach statek po wypłynięciu na pełne morze „dostanie” bocznymi falami, co powoduje bardzo duży przechył, bliski 45 stopniom. W kilku miejscach mieliśmy wrażenie, że przewróci się na lewą burtę. Nawet załoga momentami czuła strach. Powrót wydłużył się o 50 min dlatego, że kapitan płynął zygzakami po to, żeby w statek nie uderzały boczne fale. Mimo wszystko nie uniknął ich, bo albo musiałby płynąć bezpośrednio na Turcję i z powrotem, albo płynąć wolniej i przyjmować kolejne ciosy. Ci, którzy wygrzewali się na leżakach na drugim poziomie, teraz nie mieli łatwo, bo u góry bardzo rzucało. Statek przypłynął do brzegu dopiero po godzinie 17.15. Czy warto więc wybrać ten rejs, jako jedną z naszych wycieczek? Odpowiedziałbym tak: Jeśli ktoś jest pierwszy raz na wyspach greckich, myślę, że warto wybrać rejs na wysepki zwane Tokmakia, a w rzeczywistości: Nisida Asproniso i Nisida Tsoukalas. Kolor wód na pewno zachwyci taką osobę i będzie mogła cieszyć się z długiej przyjemności pływania. Jeśli natomiast ktoś już był na greckich wyspach, takich jak: Zakyntos, Kefalonia, Rodos, Korfu i Kreta, to może się nieco rozczarować, ponieważ kolor i czystość morza daleko odstaje od tego, co proponują nam wyżej wymienione wyspy. Cały rejs mi się podobał, bo lubię pływać, jednak uważam, że statek powinien szybciej pływać, to i turyści mieliby znacznie więcej czasu, a organizatorzy mogliby pokazać więcej wysepek w tym samym czasie. Atrakcja byłaby z pewnością jeszcze większa!

Wyspa na którą wszyscy płyną (50 m od statku)

4. SKALA ERESSOS
Ta ciekawa miejscowość jest polecana jako bardzo dobra baza wypadowa do poznawania wyspy, oraz jako miejsce odpoczynku. Oferuje nam szeroką, piaszczystą plażę z czystym morzem, oraz możliwość wyboru aktywności fizycznej. Wybierając jeden z hoteli, a raczej studiów w Skala Eressos (bo tak nazywają się mniejsze obiekty noclegowe na Lesbos), z pewnością nie będziemy narzekać na nudę. Nie musimy każdego dnia wędrować tymi samymi uliczkami, ponieważ zawsze znajdziemy dobre zajęcie. Na początek proponuję odwiedzić tutejszą szeroką, piaszczystą plażę, gdzie miejsca na pewno nie zabraknie. Możemy skorzystać z leżaków i parasola (płatne 6-8 EUR za dzień, lub bezpłatne, gdy jesteś klientem tawerny) lub wybrać publiczny fragment plaży i rozłożyć się z ręcznikiem na piasku. Co prawda nie będziemy mieli cienia, ale dość zimna woda, szybko nas ochłodzi. Miejsca do pływania mamy bardzo dużo, a tłumy nam nie grożą. Po zachodniej i południowej stronie Lesbos wieją dość silne wiatry, dlatego tutejsze wody stały się ulubionym miejscem do uprawiania sportów wodnych. Modne stały się deski windsurfingowe, czy kitesurfing. Na morzu również nie brakuje żaglówek, które są napędzane siłą wiatru. Na środku plaży funkcjonuje ośrodek sportów wodnych, gdzie możemy wypożyczyć canoe, deski surfingowe, czy inne łodzie. Można również spróbować kitesurfingu, czy bardziej ekstremalnego lotu na spadochronie, który jest ciągnięty przez łódź motorową. Piękne widoki z góry mamy gwarantowane! Skala Eressos nie tylko oferuje piękną plażę i czyste morze, ale również możliwość zobaczenia żółwi lądowych, których nie brakuje. Wystarczy, że podejdziemy do jednej z tablic informacyjnych z mapą i pójdziemy szlakiem oznaczonym na zielono, gdzie widać most nad rzeką. Z jego mostu zobaczymy dziesiątki żółwi lądowych, które pływają na widoku. Dodatkowo dostrzeżemy gromadę tych samych żółwi wygrzewających się na… kanapie. Ktoś wrzucił fragment kanapy do rzeki, z której pozostała dolna konstrukcja i odsłonięta gąbka. Każdego dnia gromadzi się na niej około dwudziestu żółwi na raz. Drugi, chyba bardziej ciekawy punkt, to miejsce, gdzie rzeka wpada do morza. Wystarczy pójść z centrum miasteczka na plażę i pójść w prawą stronę. Rzeka tworzy tam lokalne zalewisko ograniczone piaskami plaży, w którym gromadzą się żółwie. Niejednokrotnie spotkamy tam dzieci, które je karmią. Żółwie potrafią złapać za palec, ale nie gryzą.

Płaskorzeźba przedstawiająca Safonę

 
 
 
Tawerny wcinające się plażę i ich grecki klimat

 
  
"Kanapowe" żółwie lądowe w rzece

Rzeka w której pływają żółwie

 
 
Widok na Skala Eressos ze szlaku górskiego na szczyt lokalnej góry o wysokości 155 m n.p.m.

 
 
W Skala Eressos

Ciekawy jest również fakt, że kiedy stoimy na moście, widzimy szeroką rzekę, a kiedy stoimy na plaży, tą samą rzekę możemy przejść w klapkach. Jest bardzo wąska. Most i plażę dzieli odległość co najwyżej 150 metrów. W rejonie rzeki rośnie bardzo bujna i zielona roślinność. Atrakcje Skala Eressos nie kończą się tylko na pływaniu w morzu, sportach wodnych i żółwiach. Najciekawsza dla mnie część zaczyna się przy każdej z drewnianych tablic z mapą. Zaznaczone są na niej ciekawe szlaki górskie! Jeśli tylko masz buty, to przede wszystkim polecam wyjść w góry nad morzem! Szlaki są tak poprowadzone, żeby łączyły się z innymi. Na szczyty gór można wchodzić ścieżkami odbijającymi od głównych. Dojścia na szczyt maksymalnie mają do 2 km długości, więc można szybko wrócić. Co najważniejsze, wszystkie trasy są bardzo dobrze zaznaczone na mapach i w terenie. Dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej władze postarały się o dobre oznakowanie tras. Ciekawostką jest, że na szlakach górskich możemy dotrzeć do ogrodzenia z siatki i niewielkiej, drewnianej furtki. Wchodząc na wybraną trasę za każdym razem musimy zamknąć za sobą furtkę, ponieważ na tym terenie żyją hodowane zwierzęta –  najczęściej kozy, które mają swój wydzielony obszar. Informacja o konieczności zamykaniu furtek znajduje się na każdej z nich. Głównie chodzi o to, żeby ewentualne bezpańskie psy nie dostawały się na teren zagrody. Tutejsze podejście do turystyki jest przykładem, że jak się chce, to się da. Ktoś kto ma ziemię w górach udostępnił ją dla turystów, dzięki czemu góra jest dostępna dla każdego. Proponowane szlaki nie są trudne, tyle że mocno kamieniste, dlatego potrzebne będą nam buty z grubszą podeszwą. W porównaniu z polskimi górami, tutejsze szczyty mają „tylko” 150-300 m, więc wycieczki nie będą należeć do najdłuższych. Mimo wszystko warto przejść wybrane szlaki, żeby zobaczyć piękną okolicę. To, co rzuciło mi się w oczy z poziomu plaży, a później z poziomu jednej z gór, to fakt, że w drugiej części plaży (z dala od centrum) posadzono dość duży palmowy las. Jest jeszcze młody, ale miejmy nadzieję, że kiedy wyrośnie, będzie kolejną ciekawą atrakcją tego miejsca. W Skala Eressos, w ścisłym centrum miasteczka znajdziemy jeszcze płaskorzeźbę Safony, która jest patronką lesbijek. Ostatnią ciekawostką są tutejsze tawerny, które wręcz wcinają się w plażę. Przechodząc głównym deptakiem wzdłuż nich, możemy z łatwością dostrzec suszącą się ośmiornicę na słońcu, powieszoną na kolczastym drucie. Podsumowując: Skala Eressos jest pięknym miasteczkiem turystycznym, które umożliwia wspaniały wypoczynek. Otoczenie gór sprawia, że tutaj jest po prostu pięknie. Sama linia brzegowa również jest godna uwagi, ponieważ po lewej stronie możemy popatrzeć na niewielkie, skaliste wysepki, które dodają uroku okolicy. Mając zakwaterowanie w Skala Eressos nie będziesz się nudził.

Ośmiornica z bliska

 
Susząca się ośmiornica

5. SIGRI
Sigri to kolejna, niewielka miejscowość na zachodniej części wyspy Lesbos. Tak naprawdę nie jest polecana jako miejsce, w którym się zakwaterujemy, ponieważ jest zbyt małe. Brakuje tutaj jakiejkolwiek infrastruktury dla turystów, stąd nasze wakacje mogłyby szybko stać się nudne. Sigri jest miejscem, które potraktujemy raczej jako miejsce wycieczkowe. Główną atrakcją jest tutejsze muzeum skamieniałego lasu sekwoi. Są tylko dwa takie miejsca na świecie, dlatego skamieliny są ewenementem na skalę światową. Do Sigri możemy dotrzeć, wykupując wycieczkę objazdową po zachodnim wybrzeżu Lesbos, lub wypożyczonym samochodem. Warto zwrócić uwagę na zmieniający się krajobraz, kiedy będziemy dojeżdżać przez wysokie góry do tej miejscowości. Z zielonej części wyspy będziemy przejeżdżać przez góry przypominające krajobraz księżycowy. Trudno uwierzyć, że na kilkunastu kilometrach krajobraz może się aż tak bardzo zmienić. Poza muzeum, Sigri nie ma nic do zaoferowania. Można jedynie popatrzeć na ciekawą linię brzegową z małymi wysepkami. Ciekawostką jest fakt, że małe wysepki tworzące zatokę były wykorzystywane w średniowieczu do obrony tej małej miejscowości. Wystarczy, że mieszkańcy przeciągnęli łańcuchy przez dość wąską cieśninę i statki nie mogły dostać się do środka zatoki. Po obu stronach Sigri strzegą spadziste, skaliste klify, przez które nie ma żadnej możliwości przedostania się do wioski. A co zobaczymy w omawianym wcześniej muzeum? Chociaż po Rodos wyleczyłem się z muzeów na najbliższe kilka lat, to tutejsze eksponaty są naprawdę godne zobaczenia! Muzeum podzielone jest na cztery części. W pierwszej zobaczymy skamieliny różnych roślin ładnie opisane w teorię ewolucji, której nie jestem zwolennikiem. Pomijając całą otoczkę historyczną opartą na teorii, możemy zobaczyć naprawdę ciekawe fragmenty dawnych roślin oraz drzew. Na środku sali zobaczymy skamieniały fragment drzewa, które leżało przez bardzo długi czas pod wodą. Poznamy je po białym osadzie na zewnątrz. Wielki pień jest wyeksponowany. Po prostu musimy go zobaczyć. W drugiej sali zobaczymy makiety oraz wizualizacje pozwalające poznać nam wulkany oraz mechanizmy odpowiedzialne za powstawanie trzęsień ziemi.

 
 
Miejscowość Sigri i wenecki wiatrak w Sigri

  
Ciekawe skamieniałe rośliny

Jedną z ciekawostek jest wielka mapa świata z zaznaczonymi wszystkimi aktywnymi wulkanami. Przed mapą znajduje się stół z ich nazwami. Naciskając na dany przycisk, podświetli nam się na mapie na czerwono wulkan, którego szukamy. Inną ciekawostką jest wielka makieta z trójwymiarowym przekrojem wulkanu, która pokazuje nam jego budowę i kanały, którymi przepływa lawa, oraz jak zachowuje się po wypłynięciu na powierzchnię. W tej samej części muzeum zobaczymy najpiękniejsze minerały świata. Tak wielkich kryształów i minerałów nigdzie nie widziałem. Największe wrażenie na pewno zrobi na nas wielki słup z kryształami ametystu, oraz same kryształy ametystu, które z pewnością miałyby wielką wartość na rynku jubilerskim. W tej części podziwiałem każdy minerał, tym bardziej, że kiedyś byłem ich zapalonym kolekcjonerem. Również tutaj będziemy mogli zobaczyć na dwóch monitorach bieżące odczyty z sejsmografów, które pokazują nam, jak drży ziemia w Sigri i w Tesalonikach. Będąc tylko przez kilka minut w omawianej części, zauważyłem, że w Tesalonikach miały miejsca aż cztery trzęsienia ziemi, które nie są wyczuwalne przez ludzi, ale zarejestrowały je sejsmografy. W trzeciej części muzeum będziemy mogli udać się do sali szkoleniowej, gdzie pójdziemy na płytę symulującą trzęsienia ziemi. Dzieci z Lesbos mają w programie nauczania obowiązkowe szkolenie na tej płycie i każdy musi je odbyć. Płyta symuluje trzęsienie ziemi, a my jesteśmy informowani, jak powinniśmy się zachowywać w trakcie tego zjawiska. O dziwo dowiemy się, że pozostanie w domu nie jest bezmyślnym rozwiązaniem. Trzeba tylko stanąć w głównych drzwiach, gdzie znajduje się ściana nośna. Oglądając zdjęcia z różnych miejsc katastrof tego typu, zobaczymy, że te ściany stoją nienaruszone.

Niesamowity słup kryształów ametystu i wielka bryła złożona z kryształów ametystu

Makieta wulkanu w muzeum

Czwarta część muzeum to otwarta ekspozycja skamieniałych drzew, które możemy zobaczyć w 7-mio hektarowym parku udostępnionym do zwiedzania. Cały teren wykopalisk ma powierzchnię 28,6 ha, ale jeszcze nie jest udostępniony, ponieważ nadal trwają tam prace archeologiczne. Wychodząc z budynku muzeum, idziemy wyznaczonymi ścieżkami, gdzie bezpośrednio z ziemi wystają skamieniałe pnie drzew. Na całym szlaku znajdziemy ponad trzydzieści pni. Dwa z nich zostały dodatkowo zabezpieczone drewnianą altaną, do której mamy wstęp. Co jest w nich takiego nietypowego, że musiały być zabezpieczone? Są to pnie wraz ze skamieniałymi korzeniami. Nawet w USA, gdzie znajduje się drugie i ostatnie miejsce na świecie ze skamieniałymi sekwojami, nie zobaczymy korzeni. Można więc powiedzieć, że Lesbos jest jedynym takim miejscem na świecie, gdzie zachowały się skamieniałe sekwoje wraz z korzeniami. Z tego względu warto zobaczyć wszystkie eksponaty, jeśli jesteśmy na Lesbos. Największy pień ma 7,02 m wysokości, ale nie jest on jeszcze udostępniony turystom. A jak to się stało, że te wiekowe drzewa dotrwały do naszych czasów? Jak wiele historii, ta również związana jest z wulkanem. Po jego wybuchu wyspę pokryła gruba warstwa pyłów. Geolodzy odkryli, że na terenie, gdzie rosły lasy sekwoi opadło aż 12 metrów pyłu! Wszystko, co znajdowało się powyżej tej warstwy spłonęło. Omawiany pył przyczynił się do zakonserwowania sekwoi, ponieważ wysoka temperatura nie mogła oddziaływać na zasypane pnie. W miarę upływu lat materia organiczna, z której zbudowane były drzewa, została zastępowana przez materię nieorganiczną, dzięki czemu bardzo dobrze, aż do dzisiaj widać słoje, czy nawet tunele, które wydrążyły robaki. Ostatnią atrakcją Sigri jest mały młyn wenecki, który pełni rolę czysto dekoracyjną. Dowiedziałem się również, że jeśli chcemy zamienić taki młyn na apartament, będzie nas to bardzo drogo kosztowało, bo aż 480.000 EUR. Myślę, że taka „impreza” nie jest warta tak dużych pieniędzy, ponieważ inwestycja nigdy się nie zwróci. Młyn dostrzeżemy praktycznie z każdej części Sigri, a sama wioska jest tak mała, że nie będziemy musieli go długo szukać.

 
 
 
 
Skamieniały las w Sigri i eksponaty przed budynkiem muzeum założonym w 1994 roku

   
Piękne fragmenty skamieniałych lasów sekwoi

6. KLASZTOR ŚW. IGNACEGO (MONI LIMONOS) W LIMONOS
Klasztor jest ciekawą propozycją ze względu na jego położenie w górach i nietypową historię. Na miejsce możemy dojechać jedynie wycieczką objazdową lub wypożyczonym samochodem. Musimy jednak pamiętać, że będziemy jechać bardzo krętymi drogami i ciągle pod górę. Klasztor został zbudowany w 1526 roku przez Ignacego, którego późnej ogłoszono świętym. Wejście na dziedziniec obiektu zrobi na nas wielkie, pozytywne wrażenie, ponieważ zobaczymy piękne kolumny na parterze oraz na dwóch piętrach. Wszystko tworzy duży prostokąt, gdzie możemy chodzić i zwiedzać obiekt. Na dziedzińcu znajduje się ogród, do którego wstęp mają tylko mężczyźni. Po środku wybudowano mały kościół z kamienia, gdzie przewodniczki polecają nam wejść, gdyż same nie mogą. Słyszały, że w środku jest coś niesamowitego, dlatego zawsze pytają, jak tam było. Faktycznie, kiedy wejdziemy, zobaczymy niesamowicie skrupulatnie wyrzeźbiony ikonostas w drewnie. Wszystko jest pokryte złotem! Widać, że ktoś poświęcił wiele lat, żeby wykonać tak szczegółowe, artystyczne dzieło. W rzędach ustawione są ikony ważne z punktu widzenia ich wiary. Kiedy wyjdziemy z kościoła i pójdziemy głównym rzędem kolumn, dotrzemy do dwóch muzeów – w pierwszym zobaczymy rękopisy z XVI wieku i ręcznie pisane księgi, a w drugim przyrządy, szaty, ubrania i wszystko, co ma związek z obrzędami w tamtych czasach. Jak dla mnie, warto zobaczyć ten fragment, chociażby ze względu na niesamowitą dokładność haftowania wielu szat. Wstęp do muzeum kosztuje tylko 3 EUR. Kiedy zobaczymy wszystkie eksponaty, możemy przejść na drugą stronę kolumnad. Wejdziemy na drugi dziedziniec, gdzie przed nami widać małą kapliczkę. Na terenie drugiego dziedzińca chodzą dwa pawie. Również tam znajduje się ciekawy kościół, gdzie na suficie możemy zobaczyć niesamowite freski. Pochodzą one z drugiej połowy XVI wieku. Patrząc na nie, nigdy nie powiedzielibyśmy, że mają ponad 400 lat. Na pewno przeszły proces renowacji. Nie wchodząc w szczegóły związane z religią, na freski można również popatrzeć jako wielkie dzieło artystyczne, ponieważ pokrywa całe sklepienie. Nie trudno odgadnąć, że wszyscy po wejściu do wnętrza kościoła wchodzą z głową zadartą do góry. Dodatkowo można tutaj zapalić świeczkę w czyjejś intencji. Jako, że w kościołach prawosławia księża nie chodzą z tacą, więc kiedy turyści zapalają świeczkę, oczekują, że pozostawią jakiś datek. Biała świeczka będzie zapalana w intencji żywej osoby, a czarna w intencji zmarłej. Taki mają przyjęty zwyczaj.

Klasztor św. Ignacego w Limanos

  
 
 
Na terenie klasztoru

 
Ponad 400-letnie freski w klasztorze św. Ignacego

Kiedy całkowicie opuścimy teren klasztoru, zobaczymy, że przed nim stoją dodatkowo mniejsze kościółki przy drodze. To są groby bardzo ważnych osób dla tego klasztoru. Jak zauważysz, wybudowano je chaotycznie na spalonym słońcem polu. Ciekawostką jest fakt, że pomimo najazdu Turków ten klasztor był jedynym, który nie został przez nich zniszczony. W połowie XVI w. panował w pewnym sensie dobry władca, który nie niszczył obcych kultur, ale pozwalał im żyć tak, jak do tej pory. W muzeum z rękopisami znajdziemy oryginalny podpisany akt zapewniający nienaruszalność klasztoru przez Turków. Dokument był honorowany przez kolejne stulecia okupacji tureckiej i dlatego wszystko zachowało się aż do dzisiaj. Nic nie zostało zniszczone. Obiekt znajduje się wysoko w górach.

Zewnętrzne "kościółki", które w rzeczywistości są grobowcami

 
Przydrożne grobowce

7. PETRA I ANAXOS
Obie wioski mają do zaoferowania ciekawe plaże oraz wspaniałe widoki. Biura podróży najczęściej w ofercie mają hotele w Anaxos lub w Petrze. Jedynie hotel „Clara”, który stylem przypomina hotel „Panorama” w Petrze, tak naprawdę znajduje się w Aylaki (Avlaki), chociaż wszędzie zapisana jest lokalizacja w Anaxos. Wioska Aylaki tworzy odrębną zabudowę, a dokładniej pomiędzy Petrą a Anaxos znajduje się niewielkie wzgórze z powulkanicznym grzebieniem, pod którym wybudowano cały hotel „Clara”, skąd mamy widok na Petrę, ale na Anaxos już nie… Oprócz ciekawie wybudowanego klasztoru na skale, Petra ma do zaoferowania dość długą, szeroką i piaszczystą plażę. Plaża dzieli się na pas z parasolami (przy marinie), szeroki pas publicznej plaży, kolejny pas z parasolami (wąski), drugi pas publicznej plaży oraz na dłuższy pas z parasolami należący do lokalnych tawern. Z każdym pasem plaża staje się coraz węższa, aż kończy się murem w centrum wioski. Petra ma jeszcze drugą, ukrytą plażę – tym razem kamienistą. Znajdziemy ją za przystanią i za bazą policji. Nikt tam nie chodzi, ale możemy zobaczyć z niej piękną skałę wystającą z morza. Patrząc na Petrę z jej obrzeży dostrzeżemy, że to piękna miejscowość pełna ciszy i zielonych gór. W szczególności polecam pozostać tu na wieczór, gdzie usłyszymy odgłosy dochodzące z najodleglejszych zakątków lasów, czy też z obrzeży wioski. Najpiękniejsze jednak są odgłosy cykad, oraz dzwoneczki kóz, które nocują gdzieś wysoko w górach. W Petrze panuje taka zasada, że właściciele tawern udostępniają parasol i leżaki za darmo, jeśli jesteśmy ich klientami. Wszędzie mamy darmowe WI-FI. Przechodząc uliczkami w centrum wioski Petra poczujemy prawdziwy klimat Grecji. Uliczki są wąskie, stare i niejednokrotnie zacienione pnączami na stalowych stelażach. Wszystko tworzy zgrany krajobraz. Warto przejść większość z tych uliczek, ponieważ dotrzemy do ponad dwustuletnich sosen rosnących przy małym kościele pod skałą, na której wybudowano klasztor, lub też zobaczymy gromadkę dzieci grających przy głównym ratuszu… w piłkę nożną, gdzie bramką po jednej stronie są historyczne armaty, a po drugiej pomnik ważnej dla nich postaci… Widok jest naprawdę ciekawy! Wędrując wąskimi uliczkami wioski przejdziemy obok tawerny "Tsalikis". Musicie tam wejść, aby spróbować kilku z 44-ech smaków ręcznie robionych lodów. Są naprawdę bardzo pyszne! Poza tym w Petrze znajduje się historyczna już tłocznia oliwy i fabryka Ouzo. W tutejszych sklepikach możemy kupić oliwę i Ouzo pochodzącą z Lesbos. W Petrze również znajduje się przystań, w której zaczynamy morską wycieczkę na wyspy Tokmakia, o których pisałem powyżej.

Sielankowa Petra

 
 
 
Petra

      
 
 
Klimat wioski Petra

 
 
Tawerna Tsalikis

Dwustuletnie sosny w Petrze w środku wioski

Anaxos z kolei jest trochę mniejszą wioską, która jest równie piękna i chyba nawet bardziej cicha, ponieważ nie ma tak przyciągającego centrum, jak Petra. Nie ma ciasnych uliczek, dziesiątków sklepików, czy klasztoru na skale. To czyni Anaxos jeszcze spokojniejszym miejscem. Dla osób, które lubią szeroką, piaszczystą plażę i sporty wodne, Anaxos będzie lepszym wyborem. Plaża jest na całej długości równomiernie szeroka, ale wieją tu mocniejsze wiatry i powstają większe fale. Po prawej i po lewej stronie mamy rzędy parasoli, a całkiem po lewej połowa plaży jest publicznym terenem. Tutaj tak samo, jak w Petrze, właściciele tawern udostępniają za darmo parasol i leżaki, jeśli jesteśmy ich klientami. Przez całe Anaxos ciągnie się deptak, gdzie głównie po lewej stronie będziemy mieli szeroki wybór tawern. Po prawej widzimy plażę. Najciekawszy jest jednak jednorodzinny dom wybudowany w… górze. Przestrzeń pod ten dom została dosłownie wycięta w górze. Kto bogatemu zabroni?… W Anaxos po prawej stronie plaży znajdują się niewidoczne z jej poziomu schody na szczyt góry, gdzie znajdują się domki należące do hotelu „Anaxos Hill”. Wejście na szczyt prowadzi przy pomocy kilkudziesięciu stopni. Możemy stąd wejść na taras widokowy, po czym zejść drogą asfaltowo-żwirową z powrotem do Anaxos. Myślę, że warto, ponieważ popatrzymy na plażę z góry, zobaczymy kolory wód morza oraz spojrzymy na całe Anaxos na tle zielonych gór. Przed nami widać biały, miniaturowy młyn wenecki, który bardzo dobrze widać z plaży po prawej stronie na skalistym klifie. Dostęp do niego jest zagrodzony. Będąc w Anaxos, warto pójść w stronę okolicznego wzgórza, gdzie znajduje się hotel „Clara”. Chociaż brakuje tam dobrej plaży (wąska, wydeptana ziemia z wodorostami), to zobaczymy piękny rząd nakrytych na biało stolików tuż przy linii brzegowej. Nie widać budynku tawerny, stąd widok jest jeszcze bardziej ciekawy. Dodatkowo popatrzymy na dwie królicze wysepki, które bardzo dobrze stąd widać. W ramach relaksu z Anaxos można wybrać się w te strony, by podziwiać lokalne krajobrazy. Ciekawostką jest grzęda skał, które według geologów powstały 17 mln lat temu na wskutek wybuchu wulkanu. Skały wyglądają, jakby ktoś podzielił wzgórze na dwie, równe połowy za pomocną „muru” ze skał. Widok jest nietypowy. Patrząc od strony głównej ulicy prowadzącej do Anaxos, po prawej stronie „muru” znajduje się hotel „Clara”. Teren dookoła niego jest bardzo zadbany i zielony. Po drugiej stronie grzędy wszystko z kolei jest spalone słońcem. Dodatkowo zobaczymy wiekową, opuszczoną chatę. Mamy wrażenie, jakby minęło ponad 100 lat od ostatniego mieszkańca tego domu…

Anaxos widziane z góry

Plaża w Anaxos

 
 
Plaża w Anaxos

Tawerna przy plaży w Anaxos

 
 
 
Wzgórze pomiędzy Anaxos a Petrą (w miejscowości Aylaki, hotel "Clara po zielonej stronie wzgórza, królicze wyspy oraz plaże w okolicach wzgórza

Plaża w Aylaki

Niesamowita sceneria w Aylaki

Hotel "Clara" na wzgórzu Aylaki, wyraźny, skalisty grzebień powulkaniczny i...

...stara chata po drugiej stronie grzebienia skalnego

 
 
Taras widokowy hotelu "Anaxos Hill" oraz dojście z plaży stopniami na taras widokowy

8. MITYLENIA
Wycieczkę do Mityleny proponuję podzielić na dwa etapy: wędrówka uliczkami tego jedynego miasta na Lesbos oraz zwiedzenie największej twierdzy na wyspie. Jest jedną z największych, wybudowanych w basenie Morza Śródziemnego. Wielkością dorównuje tylko zamkowi znanemu z Rodos. Podobnie, jak w Molyvos, zamek jest głównym punktem panoramy miasta. Widać go praktycznie od każdej strony. Zamek oferuje piękny widok na port oraz na słabo widoczne pozostałości portu z czasów średniowiecznych. Ciekawy jest fakt, że zamek był budowany w trzech fazach, przez długi czas, przez różnych władców wyspy. Prace rozpoczęły się w VI wieku naszej ery, za czasów panowania Justyniana. Za jego czasów budowano to, co dzisiaj nazywamy "Górnym Zamkiem". Jest to główna budowla fortyfikacyjna i zawiera najważniejsze religijne i administracyjne budynki zamku. Główne z nich to „Duży Łącznik”, który składał się z pięciu silnie ufortyfikowanych wież, jak również Meczet Koule, obecnie popadający w ruinę, który został zbudowany w późniejszym etapie na szczycie starego chrześcijańskiego kościoła poświęconemu świętemu Janowi. Druga faza budowy to tak zwany „Środkowy Zamek”. Ta część pochodzi z 1373 i zawiera wiele ważnych budowli, w tym szpital wojskowy, więzienie i cysterna, w której przechowywana była woda dla mieszkańców fortecy. „Dolny Zamek” pochodzi z 1644 roku, a wybudowano go za czasów Ibrahima Hana. Został zbudowany w celu ochrony północnego portu i połączono go ze środkowym zamkiem przez bizantyjską bramę pocztową. Po tej stronie znajdowała się także brama osmańska, która została wyburzona w latach 60., aby zrobić miejsce na drogę. Ponieważ ta część zamku znajdowała się stosunkowo nisko na zboczu wzgórza, jej głównym celem, oprócz obrony portu, było zapewnienie miejsca do zamieszkania całej załodze. W dolnej części twierdzy zobaczymy mieszkalną część kompleksu z 80 domami, osmańskim "Hamam" (łaźnia) i jaskinię Panagia Galousa.

Trzeba przyznać, że widoki we wszystkich kierunkach są niesamowite i jeśli się przyjrzymy, to w morzu widać pozostałości starych ścian portowych tuż pod powierzchnią wody. Łączna powierzchnia zamku wynosi 200.000 metrów kwadratowych. Co ciekawe, raczej nie trafimy na wycieczki z przewodnikiem, ponieważ nie wybierają oni twierdzy jako punktu zainteresowania. Wszelkie informacje przygotowano na tablicach w języku greckim i angielskim, dlatego możemy się dużo dowiedzieć z historii twierdzy. Ważne jest, że teren w obrębie murów zamku jest bardzo nierówny i kamienisty, dlatego lepiej założyć buty z twardszą podeszwą. Wiele schodów nie ma poręczy, a parapety często nie trzymają się murów. Lepiej pilnujmy dzieci, żeby czasem nie próbowały wchodzić na kamienne parapety. Wstęp na zamek kosztował zaledwie 3 EUR. Samo miasto Mitylena nie zachwyciło mnie w ogóle, ponieważ w wielu miejscach panował zbyt duży ruch samochodowy, a ulice są w ogóle nie przystosowane do współczesnego obciążenia, a w szczególności do ciężarówek. Jest zbyt ciasno i przez to głośno oraz nerwowo. Zgiełk w zwykłej części miasta nie jest przyjemny. Zabudowę tworzą głównie jednopiętrowe domy o kwadratowym kształcie. Jedyną ciekawszą plażą w mieście jest Tsamakia, która znajduje się tuż za zielonym parkiem. To duże skupisko drzew skutecznie odizolowuje nas od miasta. Plaża jest długa, ale wąska i kamienisto-żwirowa. Jak dla mnie, nie jest to dobre miejsce na wypoczynek, gdyż w sezonie, może pojawić się tu zbyt wielu ludzi. Lepiej więc wybrać sobie inną miejscowość jako miejsce do zakwaterowania. Jednak jest jeszcze coś w Mitylenie, co może zachwycić. Oprócz lokalnych marin (przystani) wybudowano również port główny. Przybijają tu statki z całego świata oraz wielkie liniowce. Będąc cały dzień w mieście i na zamku z pewnością zobaczymy kontenerowce, drobnicowce czy ogromne statki-miasta, które przybijają do tego portu.

9. GORĄCE ŹRÓDŁA
Na Lesbos nie brakuje gorących źródeł, ale tylko dwa miejsca są szczególnie polecane. Nie nastawiajmy się, że tutejsze ośrodki będą przygotowane z wielkim rozmachem, ale może to i dobrze, ponieważ wielkomiejski szum mamy na co dzień. Jedno z nich znajduje się przy brzegu morza w Eftalou (4km na wschód od miasta Molyvos), a drugie przy głównej drodze Mitylena-Kalloni nad zatoką Geri (Gieri). Najbliżej tego miejsca znajduje się wieś Lapiados. Do Mityleny mamy stąd 7 km. Pierwsze z nich przypomina norweską chatę na dalekiej północy, wybudowaną na kamienistej plaży, a drugi ma podobny charakter, tyle że posiada dodatkową infrastrukturę SPA. W Eftalou gorące źródła są zadaszone i za wstęp zapłacimy 4 EUR. Możemy się kąpać w przygotowanych niewielkich „sadzawkach”. Drugi obiekt jest nieco ciekawszy, ponieważ też mamy do dyspozycji zamknięte pomieszczenia z małymi sadzawkami, gdzie możemy poczuć działanie wód o właściwościach leczniczych. Zaletą tego miejsca jest totalne odludzie i przede wszystkim dość duży wybór małych sadzawek, dzięki czemu nie trafimy na tłumy. Zresztą komu będzie chciało się kąpać w 40’C wodach w środku upalnego lata? Polecam odwiedzić jedno z takich miejsc w ramach ciekawostki, lub kiedy zdarzy nam się dzień zepsutej pogody.

10. SKALA KALLONI, VATERA I PLOMARI
Po Mitylenie, to trzy główne ośrodki turystyczne nastawione na sporty wodne z bardzo długimi, piaszczystymi plażami. We wszystkich trzech miejscowościach mamy podobne możliwości. Możemy opalać się na szerokich i długich plażach, pływać w czystym morzu oraz skorzystać z wypożyczalni sprzętów wodnych (za wyjątkiem wioski Vatera). Nie trudno o wietrzną pogodę nad brzegiem morza w tych wioskach, dlatego miłośnicy windsurfingu i żaglówek z pewnością znajdą miejsce dla siebie. Wszystkie miejscowości wybudowano w podobnym stylu, dlatego tak, jak już wcześniej powiedziałem – jeśli widziałeś jedną wioskę, widziałeś wszystkie, z tą tylko różnicą, że zmienia się dla nich tło i krajobraz. Vatera jest wąską, ale długą wioską, gdzie nie ma nawet głównego deptaka i hoteli. Znajdziemy tylko pojedyncze obiekty noclegowe oraz mnóstwo podobnie wyglądających domów skupionych wzdłuż krótkich uliczek. Pomimo sporej ilości domów, nie tworzą one zwartej zabudowy. Raczej widzimy wioskę jako „rozrzuconą” na zielonej ziemi. Ponad miejscowością widzimy zielone pofalowania terenu porośnięte niskimi krzewami.

Skala Kalloni jest odmienną wioską, ponieważ poza głównym centrum znajdziemy kilka większych hoteli oraz szeroką, piaszczystą plażę, a po przeciwnej stronie marinę, czyli przystań. Skala Kalloni jest ciekawą miejscowością ze względu na zabudowę. Centrum stanowi bardzo zwarta zabudowa małych domów. Możemy pospacerować wąskimi uliczkami o greckim charakterze. Na wysokości mariny widzimy mały skwer oraz rondo go zdobiące. Ciekawe jest to, że zwarta zabudowa kończy się równą linią, za którą rozpoczynają się totalne nieużytki w promieniu około 200 m. Dopiero za pustkowiem znajdziemy hotele i niewielkie skupiska domków... Pod tym względem Skala Kalloni jest nieco dziwne…

Plomari to już praktycznie mekka turystów na Lesbos. Ta wioska raczej przypomina małe miasteczko, które ma dwa centra i dwie starówki z typowo greckimi uliczkami. Gdybym miał możliwość wyboru z wymienionych trzech miejscowości, jako cel wycieczki na pewno wybrałbym Plomari, ponieważ wszystkie domy mają czerwone dachy, więc kiedy popatrzymy na miejscowość z góry, zrobi na nas pozytywne i wielkie wrażenie! Będziemy myśleli, że dwie wioski dosłownie „zlały się” ze sobą i są połączone dwoma centrami ze sobą. Tutaj nie brakuje dosłownie niczego. Oprócz standardowego wylegiwania się na plaży, czy pływania w morzu, możemy uprawiać wszystkie sporty wodne pod każdą postacią oraz nawet mamy możliwość wypożyczenia łodzi w marinie. Plomari nie wybrałbym jednak jako miejsca mojego zakwaterowania, ponieważ przy codziennym zgiełku raczej nie wypoczniemy. Dość duża liczba turystów w lecie powoduje, że plaże są prawie zapełnione. Miejscowość na tle pofalowanego i górzystego terenu wygląda bardzo pięknie!

PODSUMOWANIE
Lesbos jest piękną wyspą, szczególnie zachwyci ciszą, pięknymi górskimi krajobrazami i bogatą historią, którą trzeba wydobyć, będąc w każdym miejscu. Chociaż nie ma tu białych, piaszczystych plaż, to można wypocząć tak samo, jak na innych greckich wyspach. Mi najbardziej podobały się widoki na wioski z czerwonymi dachami na tle zielonych gór. Pod tym względem Lesbos jest wyjątkową wyspą.

43 komentarze:

  1. Super materiał o wyspie!
    Niestety w necie mało jest informacji na temat Lesbos. Cała masa przydatnych informacji, które pomogły o wyborze wakacji na sezon 2019 :)

    OdpowiedzUsuń
  2. REWELACJA!!! Dziękuję za super relację, za tydzień napewno skorzystam z Twoich opisów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłem pomóc. Życzę udanych wakacji.

      Usuń
  3. Dziękuję za pomoc. Właśnie jesteśmy na Lesbos i zamierzamy skorzystać z informacji z powyższego wpisu. Mamy jeszcze pytanie o lotnisko czy istnieje tam jakakolwiek strefa bezcłowa czy lepiej zrobić zakupy lokalnie w marketach???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,
      Dopiero teraz wróciłem z wakacji, więc odpisuję. Lesbos ma bardzo małe lotnisko i jak na każdym lotnisku jest znacznie drożej. Zdecydowanie polecam kupowanie w lokalnych sklepach na wyspie, bo mają swój klimat i przede wszystkim spokój. Produkty są naprawdę lokalne i prawdziwe. Lotniskowe sklepy to komercja i sztucznie podwyższone ceny oraz produkty niekoniecznie miejscowe.

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy opis - na pewno się przyda, ponieważ za 2 dni wybieramy się na wyspę.

    Do @sim: jeszcze nie widziałem "strefy bezcłowej", gdzie warto byłoby zrobić zakupy. Proponuję lokalnie, raczej w większych marketach, a nie tych nastawionych na turystów. Ewentualnie wszelkie bazary i targowiska. Tam można kupić prawdziwe perełki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tam bardziej chodzi o "uzupelnienie" bagażu. Bezcłowa na stanstead i Barcelona el prat polecam

      Usuń
    2. Tu nie ma bazarow i targowisk. To nie jest "typowa" grecka wyspa. Minął tydzień naszej przygody i to właśnie widzimy. Jest pięknie ale nie można tego porównać z innymi.

      Usuń
    3. Zgadza się. Odpowiedź napisałem do posta wyżej od autora SIM.

      Usuń
  5. W Anaxos będę za 4 dni i mam pytanie czy można płacić w tawernach kartą czy trzeba zaopatrzyć się w gotówkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Cię,
      Na wyspach greckich lepiej mieć gotówkę, ponieważ Grecy są przyzwyczajeni do gotówki po kryzysie w 2015 roku, kiedy mogli wypłacać tylko 60 EUR na dzień, a zagraniczni turyści bez ograniczeń. Z tego powodu wolą gotówkę. Anaxos to bardzo mała wioska, gdzie tawerny są prowadzone na świeżym powietrzu. Nie widziałem u nich terminali. Wszyscy płacili gotówką. W większej miejscowości odległej o 4km - Petrze - są miejsca, gdzie można płacić kartą, ale nie jest to zdecydowanie główna forma płatności. Grecy mają swoje przyzwyczajenia.

      Usuń
    2. Pozwolę się nie zgodzić w anaxos w każdej tawernie i sklepie można płacić kartą i nie ma z tym najmniejszego problemu. Tylko rezydent wymagał od nas gotówki 😀 bankomat jest w miejscowości obok w Petrze to spacerek na ok. 2 km. Można też zaraz po przylocie skorzystać z bankomatu na lotnisku

      Usuń
    3. Musiało się zmienić. Jak ja byłem wszyscy płacili gotówką. Dobrze mieć uaktualnione informacje.

      Usuń
    4. Potwierdzam,
      W znacznej większości lokali można już płacić kartą - informacja z pierwszej ręki od pani Ireny, która wróciła z Lesbos kilka dni temu.

      Usuń
  6. Wspaniały materiał o wyspie. Piękna opowieść i niezwykle interesująca. W obecnej chwili jestem na Lesbos przez 2 miesiące. Przeczytałem bardzo uważnie cały tekst prowadząc zarazem notatki do przyszłego poznania wyspy. Super materiał i świetnie przedstawiony. Jeszcze raz dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam
    Zgadzam się... fantastyczny opis i na pewno się przyda. My wyruszamy w przyszłym tygodniu :-)
    Czy ktoś może wynajmował samochód w Anaxos? Jakie są koszty wynajmu?
    Dziękuję i pozdrawiam
    Ala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Anaxos są dwie wypożyczalnie: Billy's Rent a car i Costals Rent a car. Obie wypożyczalnie proponują samochody w cenach 18,50 EUR do 34,50 EUR za dzień w zależności od typu samochodu. Na Lesbos trzeba czytać umowę ubezpieczenia, ponieważ pełne ubezpieczenie trzeba zaznaczyć jako dodatek. W umowie może być zapisany udział własny do 600 EUR.

      Usuń
  8. WITAM Jestesmy z mezem w Anaxos i chcemy jutro pozyczyc auto . Nie rozumiem o co chodzi z ubezpieczeniem i udzialem wlasnym ? Bede wdzieczna za odpowiedz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,
      Ubezpieczenie z udziałem własnym oznacza, że w razie wystąpienia szkody, kwotę, która jest napisana w umowie pokrywamy my. Jeśli jest zapisane 200 EUR, a zrobimy szkodę na 1400 EUR, to my płacimy 200 EUR, a resztę ubezpieczenia.

      Usuń
  9. Właśnie wróciłem z Lesbos i jest to chyba z bardziej urokliwych wysp całej Grecji. Byłem głównie po to żeby testować nowy latawiec do kite'a z https://www.surfshop.pl/, który kupiłem na zimowych wyprzedażach. Udało mi się też trochę pozwiedzać tę cudowną wyspę i co do jednego muszę się zgodzić. Kotów mają tam tysiące, ale psów w zasadzie nie widziałem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się wyspa podobała, w szczególności za jej ciszę i spokój oraz za pewnego rodzaju odludzie. Czułem, że odpoczywam psychicznie. Jak ja byłem na wyspie, to o kite nie było mowy. Morze było zupełnie spokojne i płaskie - bez wiatru.

      Usuń
  10. Przeczytałam jednym tchem i BARDZO mi się podobało. Schowałam stronę do 'Zakładek', bo 25 września lecę do Anaxos i będę wykorzystywać te wiadomości.
    Brakuje mi podania odległości (np. z Anaxos do Petry) i wiadomości komunikacyjnych (autobusy, busy, cena biletu czy przejazdu), bo będę sama zwiedzać wyspę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Cię,
      Idąc główną drogą z centrum Petry do centrum Anaxos, będziemy mieli do przejścia 2,7km, więc jest bardzo blisko. Jeśli chodzi o autobusy, to we wrześniu panował tam zupełny spokój, ale autobusy jeździły według rozkładu jazdy maksymalnie do 10min opóźnione. Na Lesbos niestety nie ma dobrej siatki komunikacyjnej, stąd do pięknych miejsc w górach nie dojedziemy autobusem. Autobusem raczej uda nam się pokonać jedynie główne trasy, jak od stolicy wyspy do Petry. Ceny biletów nie są straszne, bo w zależności od dystansu, zapłacimy od 2 do 4 EUR.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  11. Dziękuję za odpowiedź.
    Będę chciała dotrzeć z Anaxos do Petry, by załapać się rano na rejs i dlatego pytałam wyżej.

    Majka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet, jeśli nie byłoby żadnego transportu, to wędrówka z Anaxos do Petry będzie bardzo ciekawa, ponieważ droga prowadzi przez piękną części tej miejscowości. Jeśli myśli Pani o karaibskim rejsie, to warto uważać na jeżowce, których jest mnóstwo, no i sam rejs jest za długi, bo trwa aż 2,5h w jedną stronę. Z drugiej strony przeżycia są bardzo piękne. Życzę udanych wakacji.

      Pozdrawiam serdecznie,
      Michał

      Usuń
  12. 25go września meldujemy się w Anaxos. Pytanie o Skamieniały Las - czy jest tam jakaś opłata za wejście? Obszar jest duży jak przeczytałam, czy to co pokazałeś to jakiś konkretny teren czy całość? Czy przez Las można dojść do jakiejś uroczej plaży, gdzie po zwiedzaniu można pełen relaks zażyć? A jak wygląda kwestia wejściówek w innych przedstawionych miejscach? Free, płatne? No i czy możesz polecić jakąś plażę do snurkowania z maską i rurką?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,
      Za wejście do skamieniałego lasu jest opłata, bo wchodzimy również na teren bardzo ciekawego muzeum. Tak dobrze pamiętam, to było chyba 6 EUR. Nawet na oficjalnej stronie tego muzeum nie ma informacji o cenie. Ich strona to: http://www.petrifiedforest.gr/. Można włączyć automatyczne tłumaczenie i w sekcji 'odwiedź nas' jest dużo informacji takich, jak: godziny otwarcia, co tam można zobaczyć i jakie zgromadzono tam eksponaty. Obszar jest dość duży, ale szybko można go przejść. Jedni wyobrażają sobie wielki, nieprzebyty las, a inni patrzą trzeźwo na sytuację. Cały teren muzeum to obiekt muzeum z kilkoma salami i bardzo ciekawymi eksponatami oraz otwarty teren z wystającymi pniami z ziemi w całości ogrodzony. Oceniłbym go na około 100x70 m. To, co pokazałem, to jest całość. Zrobiłem zdjęcia prawie każdemu skamieniałemu drzewu, które wydawało mi się ciekawsze. Jeśli chodzi o plaże na Lesbos, to tam naprawdę ciężko o piękne plaże. Raczej bym się nie nastawiał na coś uroczego po zwiedzeniu skamieniałego lasu. Wioska składa się z kilku domków i wszędzie mamy dużo kamieni. Plaże są mocno kamieniste, a wody choć krystalicznie czyste w wielu miejscach, to z powodu braku piasku, morze ma raczej kolor stalowo-szary przy brzegu. Bardzo mało jest piaszczystych plaż, a te które są - opisałem powyżej. Klasztor w Petrze na skale jest bezpłatny. Chodziliśmy tam regularnie w ramach relaksu, popatrzeć na okolicę z wysokości (a jest pięknie!). Molyvos - twierdza 2 EUR, "pociąg" z Petry do Molyvos 6 EUR w obie strony, 3,5 EUR w jedną stronę. Karaibski Rejs z tego, co pamiętam kosztował 50 EUR. Według mnie, to bardzo ładne miejsce, ale bardzo długo się płynie w hałasie (2,5h w jedną stronę). Klasztor w Limonos, to koszt tylko 3 EUR. Nawet, jeśli nie znamy cen wstępu na inne atrakcje, to nie spodziewajmy się wysokich cen. Ja sam nie dowierzałem, gdy do muzeum chcieli tylko 3 EUR, a na zamek w Molyvos tylko 2 EUR. Zamek w Mitylenie, to koszt 4 EUR.

      Usuń
  13. podobno z Pedi można się dostać na Greckie Karaiby niedrogą 10-osobową szybką łodzią motorową ,,TOKMAKIA EXPRESS" która dopływa do samej plaży,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słyszałem o tej opcji. Hotel miałem w Petrze, więc nie miałem jak tego sprawdzić. Z pewnością byłaby to lepsza opcja, bo rejs byłby znacznie krótszy. Z drugiej strony w internecie znajduję tylko informację o rejsie z Petry (9.30) i Molyvos (10.00). Może jest taka opcja - z chęcią dowiem się coś więcej.

      Usuń
  14. Ponieważ jadę 18 września do Clary na 2 tygodnie czytam opinie osób które były już w clarze i Pan z Sosnowca zamieścił taki wpis;
    Z miejscowości Pedi popłynąłem dwukrotnie na wyspy Tomaronisia Islands ( TOKMAKIA ) zwane Greckimi Karaibami ( cudowne ! ) niedrogą 10-osobową szybką łodzią motorową ,,TOKMAKIA EXPRESS" która dopływa do samej plaży, coś wspaniałego... I tu przestroga: za drugim razem tuż przed wypłynięciem na pokładzie pojawiła się Grecka policja skarbowa i zażądała okazanie biletów na rejs (mieliśmy takowe, ufff...)
    stąd wiem że można jeszcze tak dojechać tzn podpłynąć na te Karaiby.Wpis jest z sierpnia tego roku; tylko trzeba wynająć samochód żeby dojechać do Pedi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa informacja! Dziękuję! Co do tej kontroli to jest rzecz normalna, ponieważ od 2018 roku rząd wprowadził masowe kontrole armatorów oferujących wycieczki, ponieważ w dużej części nie odprowadzali podatków, co w dobie kryzysu Grecji bardzo bolało ich rząd. Nawet gdybyście nie mieli biletów, to najpierw problem miałby organizator tej wycieczki, bo w jego interesie jest wydawanie biletów i odprowadzanie podatków. Dzisiaj ta sama policja stosuje nawet... drony i jest na to przyzwolenie. Obserwują, w jaki sposób pasażerowie wchodzą na pokład. Czy są drukowane rachunki, czy są sprzedawane bilety, itp. Jeśli nic takiego nie zauważą, to robią kontrolę. Z takimi kontrolami trzeba liczyć się coraz częściej.

      Usuń
  15. ja mam jeszcze pytanie do Pana; czy na tą kolejkę ktora jedzie do Molyvos można wsiąść w Avlaki / hotel Clara/ czy trzeba iść do centrum Petry?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała trasa pociągu jest dostępna tutaj: https://villagetrain.gr/about/
      Pociąg zaczyna trasę w centrum Petry. Bilety można kupić tylko przed kursem. Pomimo, że na planach jest oznaczone "coś" na wzór kasy biletowej, to nic takiego nie istnieje. Sam się naszukałem takiej budki, czy czegoś podobnego w okolicach zaznaczonego boiska, które na mapie jest zielone, a w rzeczywistości jest to od dawien dawna wyschnięta i ubita ziemia, na której grają dzieci. Kasa biletowa to nic innego, jak drugi przystanek, czyli następny od centrum Petry i bilety kupujemy bezpośrednio u kierowcy.

      Usuń
    2. W Petrze obowiązkowo polecam lody własnej produkcji firmy Tsalikis, gdzie można usiąść pod parasolem. Do wyboru mamy aż 44 smaki, a wszystkie są po prostu bajecznie dobre. Dlaczego o tym piszę?, bo idąc przez Petrę w końcu natrafiamy na Tsalikis oraz w trakcie jazdy pociągiem również przejeżdżamy już poza Petrą obok drugiego budynku Tsalikis, gdzie można zjeść najlepsze lody limonkowe, jakie kiedykolwiek jadłem.

      Usuń
  16. bardzo dziękuję za wyczerpującą informację, oczywiście lodów na pewno nie przegapimy.
    Jeszcze raz dziękujemy za ogrom przydatnej i praktycznej wiedzy o tej mało znanej wyspie

    OdpowiedzUsuń
  17. Dokładnie czegos takiego szukałam. Świetny tekst. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłem pomóc.
      Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  18. Wielkie dzięki, skorzystamy wkrótce z podpowiedzi, pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  19. Przecudna wyspa. Byłem tam w zeszłym roku testować nowy latawiec do Kitesurfingu z https://www.surfshop.pl/. Warunki bardzo dopisały i pogoda była idealna. W tym roku też chciałem tam polecieć, ale chyba już się to nie uda

    OdpowiedzUsuń