poniedziałek, 17 grudnia 2018

Górski poradnik fotograficzny - czyli, jak wybrać aparat?, jak dobierać obiektywy?, oraz jak fotografować?

 

Lubisz fotografować, ale nie wiesz, jak się do tego zabrać, żeby robić dobre zdjęcia? Używając terminu „dobre zdjęcia” mam na myśli takie, które ciebie zadowolą, a być może, takie, które również docenią inni. Dziedzina fotografii zawiera całe mnóstwo dziwnych terminów, zjawisk i rzeczy, które trzeba uwzględnić, dlatego postaram się stworzyć poradnik, który zbierze wybrane, najważniejsze dla nas sprawy, które sprawią, że nasze zdjęcia będą dobrej klasy. Z pewnością będzie trzeba poruszyć kwestie: czym robić zdjęcia?, lub czym robisz zdjęcia?, jaka pogoda jest najlepsza?, o której godzinie robić zdjęcia?, czy warto brać pod uwagę rodzaj chmur?, z jakiej odległości fotografować?, czy potrzeba dodatkowego sprzętu?, jak wyglądają konkursy fotograficzne?, itp. Zagadnień jest naprawdę całe mnóstwo do omówienia, dlatego w prosty i przystępny sposób przedstawię ci te, które dla nas – „Kowalskich” – przydadzą się najbardziej. Książek na temat fotografii jest naprawdę całe mnóstwo i omawiają mnóstwo kwestii technicznych oraz używają terminów typowych dla środowiska fotografujących jak, np. „złota godzina”, czy „trójpodział kadru”, dystorsja, abberacja chromatyczna, winietowanie, itp. W tym artykule nie chcę zasypywać teorią, bo ona jest wszędzie dostępna, a raczej skupię się na zdobytym doświadczeniu i wypracowanych technikach, które pozwalają mi wstrzelić się w dobre warunki. Opowiem też ci co nieco o warunkach, o których być może nie masz pojęcia.

Z pewnością nie raz przeglądałeś mnóstwo profili facebookowych lub miałeś/masz konto w serwisie fotograficznym. Można tam zobaczyć super profesjonalne zdjęcia oraz takie, które są ewidentnie przepalone, jakby były zrobione z telefonu (przepalone zdjęcie – fotografia, której część jest całkowicie biała z powodu zbyt mocnego oświetlenia. Takie zdjęcia najłatwiej zrobić „pod słońce”, czy też w południe, kiedy słońce najmocniej świeci). Kolejną kategorią są zdjęcia ze zbyt bladymi kolorami, czy też lekko zamglone. To wszystko może być spowodowane nieumiejętnością korzystania ze sprzętu, który posiadamy lub po prostu jest to niedoskonałość naszego sprzętu. W tym miejscu możesz powiedzieć: ale ja mam porządny smartfon, który jest określany mianem flagowca, więc zdjęcia robi idealne. Tak ci się wydaje, ponieważ, ile razy zgrywałeś swoje zdjęcia z telefonu na komputer? Pamiętaj, że w smartfonach sam wyświetlacz jest aż przesycony i na dodatek ustawiony na mocne kontrasty, żebyśmy otrzymali „cukierkowe” kolory, co powoduje, że każde zdjęcie wygląda bajecznie. Ale jeśli przeniesiemy je na komputer, staną się jakieś blade i „bez życia”… Spróbuj zrobić taki eksperyment i przenieś kilka twoich ulubionych zdjęć ze smartfona, które nigdy go nie opuściły… Dlaczego tak się dzieje? Wszystkiemu jest winna matryca i obiektyw oraz ich fizyczne ograniczenia, o czym szerzej będzie w dalszej części tekstu. W poradniku chcę skupić się na „zwalczaniu” takich przepalonych, bez koloru i „bez życia” zdjęć, które wręcz zalewają Internet (czytaj: żebyśmy my nie byli ich producentami). Mam na myśli fakt, że można nie mieć sprzętu z górnej półki, a robić naprawdę dobre zdjęcia. Wystarczy zaangażować w to trochę doświadczenia, wiedzy i umiejętności. Zatem zaczynajmy!

Problem smartfonów i aparatów kompaktowych - "blade" kolory, brak nasycenia barw, "przepalone" niebo - ogólnie mówiąc, zdjęcie "bez życia"

WYKORZYSTANIE WŁASNEGO DOŚWIADCZENIA - EKSPERYMENT
1. Jeśli chcemy robić dobre zdjęcia, a właśnie jesteś początkującym fotografem, najprawdopodobniej „męczysz” się z pytaniem: co chcę fotografować? Pamiętaj, że pasjonat nie fotografuje wszystkiego. On czuje się mocny w jednej lub dwóch dziedzinach. Każdy z nas ma coś, co lubi znacznie bardziej od innego, dlatego musimy „to” na początku znaleźć. Jak więc odnaleźć to, co mnie kręci najbardziej w fotografii. O dziwo można „to” coś bardzo szybko wyszukać. Żyjemy w erze techniki cyfrowej, więc na pewno masz zrobionych tysiące zdjęć na swoim komputerze/telefonie. Zachęcam cię - zrób taki eksperyment: przeglądnij wszystkie foldery co do jednego. Na kartce wypisz sobie kategorie: krajobraz, portrety, zachody słońca, fotografia nocna, zwierzęta, kwiaty, ludzie, selfie, reportaż, sport, itp. W trakcie przeglądania wszystkich zdjęć pod każdą z kategorii wpisuj liczby, informujące cię ile zdjęć wykonałeś z danej kategorii. Kiedy będziesz już na końcu, zsumuj wyniki pod każdą kategorią. Jak w przypadku większości osób, odkryjesz pewną zależność: 70% jedna dziedzina, 10-15% druga dziedzina, 5-7% trzecia dziedzina, <1% czwarta dziedzina i pozostałe. W ten sposób przeprowadziłeś niezapowiedziany eksperyment, bo skąd mogłeś wiedzieć w przeszłości o jego przeprowadzeniu? Dzięki temu masz rzetelne i prawdziwe, niesfałszowane dane. Przyjrzyj się teraz tej dziedzinie, która miała wynik 70%. Teraz już wiesz, co lubisz fotografować! Pamiętaj, że fotografia to nie tylko „suche” cykanie zdjęć, ale wyjawia o tobie coś więcej, mówi coś o twojej osobowości. Dlatego, kiedy zaczynasz przygodę z fotografią, pamiętaj, że stanie się ona częścią twojego życia, a ty dzięki niej odkryjesz coś z wnętrza swojej osobowości. Kiedy raz wejdziesz w świat fotografii, zobaczysz, że twoje spojrzenie na rzeczywistość się zmieni. Zaczniesz dostrzegać rzeczy, których nigdy wcześniej nie dostrzegałeś.

A jak u mnie wyglądał podobny eksperyment? Podam dane z 2008 roku. Dlaczego tak „stare” dane? Dlatego, że już wtedy wiedziałem, co chcę fotografować i w czym się czuję najlepiej. Dalej nie było sensu przeprowadzać tego eksperymentu, skoro swoją dziedzinę już dawno odnalazłem. W 2008 roku miałem zrobionych około 106 000 zdjęć. Wśród tych zdjęć znalazłem w przybliżeniu 95 100 zdjęć krajobrazu gór (89,7%), z innych wyjazdów  9 100 zdjęć – imprezy, wycieczki niegórskie (8,6%). Zostało tylko 1,8%, czyli raptem 1800 zdjęć. Jeśli jesteś wprawnym obserwatorem, to zadasz sobie pewnie pytanie: a gdzie zdjęcia ze sobą, selfie, imprezy rodzinne, itp.? Odpowiedź jest prosta: nie robię ich. Jeśli jestem gdzieś na zdjęciu, to zazwyczaj ktoś mi je zrobił, lub zrobiłem je w celach dokumentalnych, stojąc na szczycie jakiejś góry. Jak widzisz u mnie proporcje trochę się rozłożyły inaczej niż omawiane 70%, 10-15%, 10% i <1%, a to dlatego, że od początku wiedziałem, co mnie interesuje i co mnie „kręci”. Podobnie było z wyborem zawodu, w którym będę się kształcił. Od piątej klasy szkoły podstawowej wiedziałem, co chcę robić i do dziś pracuję w wybranym przeze mnie zawodzie. W ogóle trzeba zadać sobie pytanie, po co szukamy tej jedynej kategorii? Jeśli lubisz fotografować, to znaczy, że masz „głębsze” wnętrze, jesteś wyczulony na jakiegoś rodzaju piękno, coś dostrzegasz, czego inni nie dostrzegają. Tak właśnie patrzą oczy fotografa. Zawodowcy np. potrafią spojrzeć na świat z punktu aparatu i w danej sytuacji lub miejscu wypatrują, jakby mógł wyglądać kadr, gdzie w naszym codziennym życiu to samo miejsce, czy sytuacja byłaby niezauważalna. Z mojego eksperymentu widać, że od początku byłem bardzo mocno nastawiony na krajobraz górski, bo tylko taki mnie interesuje, i to dlatego w nim się wyspecjalizowałem. Krajobraz nizinny jest dla mnie nieatrakcyjny z punktu widzenia fotografii. Ty możesz myśleć inaczej, bo widziałeś już wiele zdjęć, gdzie ktoś sfotografował jakieś dziewczyny w niezliczonych kwiatach czerwonych maków, czy słoneczników lub uchwycił krajobraz podobny do tego z Toskanii. Wszystko się zgadza, dlatego uważam, że w każda dziedzina jest ciekawa, ale każdego „kręci” co innego. Ja np. w ogóle nie czuję tematu fotografii ludzi, mody, spotkań rodzinnych, itp. Po prostu nawet nie przechodzi mi przez myśl potrzeba zabrania ze sobą aparatu, jeśli wiem, że to będzie dominujący temat. Tak, jak już wcześniej mówiłem: fotografia to nie tylko „suche” cykanie zdjęć, ale to dziedzina, która mówi coś o twoim wnętrzu. To pasja, która daje wiele radości, która jest „sprzęgnięta” z twoim wnętrzem. I tak na przykład moją pasją są góry. W górach nie tylko widzę piękno gór, piękne kadry, które można uchwycić, niepowtarzalne spotkania ze zwierzętami, czy ciekawe zjawiska przyrody. To pasja, która jest „sprzęgnięta” z moją osobowością, dlatego góry to przede wszystkim, pokonywanie samego siebie, wędrówka poza nieznane, wzmacnianie samego siebie, walka z trudnymi warunkami. To wszystko przenosi się później na codzienne życie, gdzie problemy nie są problemami, ale tylko przeszkodą, którą zaraz, za moment przejdziesz. Teraz widzisz pewną zależność. Początkowa fotografia pokaże ci, co „siedzi” w twoim wnętrzu, a przez to, że zrobiłeś już mnóstwo zdjęć, możesz odkryć, co ciebie najbardziej „kręci”. Teraz trzeba „znalezisko” oszlifować, żeby z tego wyszedł piękny diament…

2. Znaleźliśmy już swoją dziedzinę. Wiemy, co chcemy fotografować, bo „to” czujemy. Teraz sobie pewnie pomyślisz: no tak – wiem, co chcę fotografować, ale teraz to przydałby mi się dobry sprzęt. W kwestii aparatów też wpadamy w pułapkę naszego zgubnego umysłu. Jeśli początkujesz z fotografią na pewno nie przyda ci się dobra lustrzanka. Po prostu przytłoczy cię ilość nastaw, których będziesz musiał się nauczyć oraz początkowa nieumiejętność stosowania tych wszystkich ustawień w zmieniających się warunkach. Na początku musisz „rozmontować” swoją psychikę, czyli wiedzieć, że ludzie, być może ty też masz taką skłonność: szybko się zniechęcam i oczekuję szybko dobrych wyników. To przypadłość większości ludzi, dlatego ponad 80% populacji „zabija” swoje marzenia już w pierwszych 5 sekundach. Takim marzeniem może być np. umiejętność dobrego fotografowania. A ja się ciebie teraz zapytam: zauważyłeś pewną zależność? Odpowiedz sobie: TAK! Badania na temat naszej psychiki jasno wskazują, że ponad 80% ludzi boi się wyjść poza swoje poczucie komfortu i bezpieczeństwa, dlatego zanim w ogóle w myślach pojawi im się myśl zrealizowania jakiegoś marzenia, powiedzą sobie na przykład tak: „co ja musze ze sobą wziąć?”, „a jak tam dojadę”, „a ile to będzie kosztować?”. Większość ludzi zobaczy problemy w drodze do celu, a nie cel, gdzie ewentualne problemy mogą się pojawić. Lepiej im jest siedzieć w spokoju w domu, niż zrobić coś, co nie wiadomo jak się skończy. To znaczy, że już na starcie możesz być lepszy pod tym względem niż 80% ludzi, którzy cię otaczają! Lepszy pod względem nastawienia umysłu i przez to możesz coś osiągnąć. Kiedy weźmiemy pod uwagę 16 czynników, które „zabijają” nasze marzenia, to zobaczysz, jak większości ludziom jest trudno zrobić coś w kwestii marzeń. Wymieńmy je po kolei: oczekujemy szybkich rezultatów, boimy się przyszłości, przestajemy w siebie wierzyć, żyjemy tym, co kiedyś było, boimy się zmian, myślimy, że coś się nam należy (pogląd szczególnie widoczny u roczników >1990), myślimy o swoich błędach, porzucamy swoje myśli, talenty, wierzymy w swoje słabości, nie wyobrażamy sobie swoich możliwości, boimy się porażki bardziej niż chcemy sukcesu, myślimy, że mamy coś do stracenia, porażka oznacza dla nas porzucenie planów, użalamy się nad sobą, myślimy, że tylko my mamy ten problem, przepracowujemy się. Kiedy przyjrzysz się tym rzeczom wyciągniesz jeden wniosek: boimy się, że ludzie nas źle ocenią, że coś nam nie wyjdzie. A teraz popatrz na to samo, ale z innej strony: człowiek, który nic nie robi się nie myli. Człowiek, który próbuje, może potknąć się wiele razy, ale osiągnie swój cel, bo zbuduje swoją własną bazę doświadczenia, która będzie go dalej napędzać i pozwoli mu unikać własnych błędów. Wracając więc do kwestii sprzętowych, czego więc naprawdę potrzebuję?

CO WYBRAĆ?
Jeśli zaczynasz przygodę z fotografią na początku postaraj się o aparat kompaktowy lub amatorską lustrzankę/bezlusterkowiec z ręcznymi ustawieniami. Bezlusterkowiec to ciekawa konstrukcja aparatu, która nie posiada komory z lustrem, co pozwala znacznie odchudzić sprzęt. To główna idea ich powstania – zmniejszenie rozmiarów i wagi całego sprzętu. Bezlusterkowce intensywniej rozwijają się dopiero od roku 2015, a od 2018 dogoniły klasyczne lustrzanki. W 2018 roku borykały się jeszcze z dość męczącymi użytkowników wadami, ale bardzo szybko są one usuwane, przez co rynek lustrzanek z roku na rok będzie się kurczył, a bezlusterkowce stopniowo wyprą lustrzanki. Bezlusterkowce są droższe niż lustrzanki, dlatego na początek polecam mimo wszystko lustrzankę. O obiektywach, aparatach i innym sprzęcie do lustrzanek napisano praktycznie wszystko, więc lepiej uczyć się na czymś „zdartym” do granic możliwości, niż na czymś, co dopiero jest rozwijane i „docierane”. Mając znaną lustrzankę będziesz mógł poznać ideę podstawowych parametrów fotografii i dojść do wprawy w ich nastawach. Chodzi o to, że możliwości pełnej lustrzanki/bezlusterkowca i tak nie wykorzystasz, ponieważ parametrów jest zbyt dużo i być może obudzi się w tobie jedna z szesnastu przypadłości naszej niedoskonałej psychiki: szybko się zniechęcimy. Umiejąc bardzo dobrze posługiwać się aparatem kompaktowym z ręcznymi ustawieniami lub amatorską lustrzanką/bezlusterkowcem, przeniesiemy te umiejętności na zaawansowaną lustrzankę/bezlusterkowca, gdzie dalej wgłębimy się w kolejne parametry, których np. aparaty kompaktowe nie posiadają. Ja na przykład uczyłem się na Canonie SX 130 IS. Dzisiaj jest to archaiczny aparat cyfrowy, ale miał duże możliwości ustawień ręcznych i dzięki temu nauczyłem się wydobywać z niego głębię koloru oraz odpowiednie światło. Nie bałem się, że zrobię serię „przepalonych” i bez życia zdjęć. Do dziś używam zdjęć zrobionych z jego pomocą do opisywania różnych zagadnień górskich, czy do przedstawiania relacji górskich. Ten model był wielokrotnie udoskonalany i rozbudowywany. Dzisiejszy rynek zalewa sprzęt ogromnej ilości producentów, dlatego z wyborem nie powinniśmy mieć problemu. Na początek będziemy musieli ustalić sobie budżet, w którym będziemy chcieli się poruszać. Moim zdaniem nie ma potrzeby wydawać na aparat kompaktowy więcej niż 1000-1200 zł. W marketach jest całe mnóstwo aparatów za 300-500 zł, ale nimi nic dobrego nie zrobimy – raczej są nastawione na zyski dla firm i pełną automatyzację. O ile zysk dla firm jest zrozumiałą rzeczą, to właśnie te same organizacje korzystają ze słabości naszej psychiki, o której już wcześniej powiedziałem: ponad 80% ludzi nie chce spełniać swoich marzeń, zastanawiać się, uczyć się czegoś nowego, itp. dlatego „full automaty” są takie popularne. Chociaż czasy się zmieniły i teraz raczej mało kto pobiegnie do sklepu po mały aparat kompaktowy typu „full automat”, zwany inaczej „małpką”, bo teraz te same urządzenia „wkłada” się do smartfonów, to trzeba pamiętać, że idea ich działania jest dokładnie taka sama. Aparaty mają „myśleć” za nas, a znowu ideą dobrego zdjęcia jest fakt, że to my musimy myśleć i ustawić sprzętowi odpowiednie parametry. Na początku musimy wyrwać się ze schematu narzuconego przez świat, czyli to my mamy decydować przy jakich parametrach będziemy robić zdjęcie.

DROGI SPRZĘT NIE OZNACZA WYJĄTKOWE ZDJĘCIA...
W tym miejscu podam ci przykład z mojego doświadczenia. W 2009 roku TVN24 ogłosił konkurs na napisanie artykułu ze zdjęciami o Polsce. Trzeba było napisać artykuł na jedną lub dwie strony A4 o kraju w którym mieszkam tak, żeby zachęcić turystów z innych części świata do odwiedzenia Polski. Pomyślałem sobie: napiszę taki artykuł i zamieszczę paręnaście zdjęć – w końcu w polskich górach byłem już wielokrotnie. W tamtym czasie posiadałem tylko i wyłącznie starego, poczciwego Canona SX 130 IS, a o lustrzance mogłem tylko pomarzyć... Kiedy wysłałem artykuł, na drugi dzień zadzwonił do mnie nieznany telefon. Przedstawiła mi się reporterka z TVN24 i zapytała, czy ekipa może przyjechać do mnie, żeby przeprowadzić wywiad. Ucieszyłem się, bo dla mnie to było zupełnie nowe doświadczenie. Z tamtego czasu najbardziej pamiętam nie samo przeprowadzanie wywiadu, ale to, co działo się po wyłączeniu kamery i luźną rozmowę z reporterką. Kobieta była w szoku, że takie piękne miejsca są w Polsce (myślała, że wiele zdjęć pochodzi z Chorwacji). Wtedy jej opowiedziałem o każdym z tych miejsc. Na sam koniec zapytała, czym fotografuję. Pokazałem jej ten zwykły aparacik i omówiłem jej krótko ideę ręcznych ustawień. Wszystko dlatego, ponieważ stwierdziła, że ma drogą lustrzankę, ale nie umiała robić dobrych zdjęć, które by ją zadowoliły. Podczas rozmowy powiedziałem jej, żeby nagrała krótki filmik, pokazujący, jak szybko, w czasie rzeczywistym można zmieniać parametry w aparacie tak, żeby światło było zawsze na dobrym poziomie. Jako, że z jednej strony ściany jest okno, a z drugiej meble, to aparat podczas pełnego obrotu 360 stopni wokół własnej osi, musiał mieć ustawione szybko zmieniające się parametry, które uwzględniłyby „patrzenie” obiektywu na prześwietlone okno i na zbyt ciemne meble. Wtedy w ciągu trzech sekund wykonałem obrót z aparatem dookoła siebie, jednocześnie zmieniając parametry przesłony i czasu naświetlania tak, żeby wyświetlacz wskazywał odpowiedni poziom wpadającego światła, potrzebny do zrobienia dobrego zdjęcia. Dopiero na filmiku było widać, jaki szeroki przedział czasowy dla migawki był potrzebny. Cała przygoda z artykułem dla TVN-u pokazała mi, że mając zwykły sprzęt, też można zrobić coś ciekawego i jakościowego. Najważniejsze jest nasze nastawienie umysłu i doświadczenie w terenie. Zatem, zanim wpadniesz w histerię „nie mam czym” fotografować, to pomyśl, ile tak naprawdę ci jest potrzebne. W miarę zdobywania doświadczenia oczywiście kiedyś się „przesiądziesz” na lustrzankę/bezlusterkowca, bo te aparaty po prostu mają większe możliwości i przede wszystkim ostrość zdjęcia.

Przeprowadzając eksperyment, który miał określić, co chcemy fotografować, nie tylko powiedział nam, co nas „kręci”, ale również, jakiego aparatu będziemy potrzebować. I tak, np. jeśli ja uwielbiam góry, to przyda mi się aparat, który będzie miał możliwości robienia nocnych zdjęć, wschodów słońca, będzie działać przy -30’C, oraz będzie miał w miarę dobre przybliżenie (zoom), ponieważ w górach odległości będą duże. Jeśli lubisz fotografię portretową, to będziesz musiał zadbać, żeby twój aparat miał jak najniższą wartość przysłony, a duży zoom nie będzie ci w ogóle potrzebny lub tylko niewielki. Jeśli lubisz sport, to na pewno będziesz potrzebować szybkiej migawki i równie szybkiego czasu reakcji aparatu od momentu naciśnięcia przycisku „zrób zdjęcie” do momentu otwarcia migawki. Innego typu aparatu będziemy poszukiwać dla miłośników architektury, ponieważ w historycznych miejscowościach zazwyczaj jest znacznie mniej miejsca i dodatkowo występują duże kontrasty (część budynku jest oświetlona pełnym słońcem, a druga część jest ocieniona). Wówczas trzeba się zastanowić, czy nie warto poszukać aparatu z opcją HDR (nakładanie kilku takich samych zdjęć o różnym oświetleniu, co powoduje, że zbyt jasne części kadru są tworzone z niedoświetlonego zdjęcia, a zbyt ciemne strefy kadru są tworzone z „przepalonego zdjęcia”). To wszystko zrobi za nas aparat. Jak widzisz, każda dziedzina wymaga innego sprzętu, dlatego przeprowadzę cię teraz przez „świat” parametrów, żebyś umiał wybrać odpowiedni aparat.

ZOOM I POWIĘKSZENIE - CZY TO JEST TO SAMO?
MATRYCE APARATÓW
Jeśli omawiamy kwestię parametrów aparatów kompaktowych, to tutaj nie trzeba zagłębiać się większe szczegóły, ponieważ renomowani producenci proponują praktycznie to samo. W segmencie aparatów kompaktowych polecam wybierać aparaty Canona, Nikona lub Sony. Poradzą sobie w codziennej fotografii niemal idealnie. Najważniejsze, żeby w wyczytanej liście jego możliwości był dostępny tryb ręczny (Manual). Bardzo szybko zobaczysz różnicę w trybie automatycznym i w trybie manualnym. Automat zrobi „blade” z niedosyceniem, zazwyczaj przepalone zdjęcia, a tryb ręczny pozwoli wyeliminować te niedogodności. A jakie parametry powinien mieć dobry kompakt? Przede wszystkim matryca (element światłoczuły, za pomocą którego rejestrowany jest obraz)! Omawianie każdego typu matrycy i dlaczego tak jest, to temat na kolejny obszerny artykuł, dlatego jeśli chcesz robić naprawdę dobre zdjęcia, to poszukaj aparatu z matrycą 1/1.7”. Wszystkie pozostałe mają matrycę 1/2.3” i raczej takie aparaty będziemy traktować jako „wakacyjne”, do rejestracji wspomnień, niż do czegoś profesjonalnego. Po krótce mówiąc, te dziwne cyferki mówią nam o stosunku powierzchni naszej matrycy w porównaniu do klatki filmu 35 mm, który niegdyś był powszechnie używany. Wszystkie matryce, które mają podany jakiś stosunek 1/x.x”, posiadają jakiś przelicznik ogniskowej, czyli prościej mówiąc, ile trzeba powiększyć obraz, żeby uzyskać rzeczywistą wielkość obrazu, którą widzi nasze oko. I tak na przykład dla matrycy 1/2.3” przelicznik (mnożnik ogniskowej) wynosi x5,62. Co to znaczy? Jeśli mamy zwykły, wakacyjny aparat, to najprawdopodobniej „siedzi” w nim matryca 1/2.3”. Jeśli „cykniemy” nim zdjęcie, to widzisz, że obraz jest jakby oddalony i pytasz się: dlaczego obraz jest taki mały? Nasza rzeczywistość została pomniejszona w zależności od obiektywu, który ma ten aparat. To dlatego, gdy popatrzymy na zdjęcie na aparacie i na rzeczywistość za nim, to widzimy, jak aparat nam pomniejszył rzeczywistość. Gdzie ta niedogodność ma znaczenie? W górach. Tam odległości są naprawdę duże i jeśli zrobimy fotkę ze szczytu, to otrzymamy obraz nawet dwukrotnie mniejszy niż w rzeczywistości. To dlatego nawet z dobrego zdjęcia możesz nie rozpoznać odległych szczytów. Jak można zniwelować ten problem? Kupić aparat kompaktowy z zoomem optycznym (nie cyfrowym!). Zoom optyczny to nie, jakby się mogło wydawać, współczynnik powiększenia obrazu (np. x6 nie oznacza, że obraz zostanie powiększony sześciokrotnie).

Pojęcie zoomu wykorzystują raczej mniej zaawansowani użytkownicy, ponieważ ten termin jest chwytliwy w marketingu, a przecież chodzi o pieniądze dla firmy. Jak więc wygląda sprawa zoomu? W kompaktach widzimy na obiektywie zazwyczaj taki ładny parametr x6 lub x18, itp. Dla osoby nie znającej tematu ta cyfra mówi: „łał, aparat mi powiększy rzeczywistość 18 razy. Nie będę potrzebował podchodzić w jakieś miejsce, albo nie spłoszę zwierzyny”. Zoom optyczny jest liczony jako stosunek najdłuższej ogniskowej do najkrótszej ogniskowej obiektywu. Jeśli więc mamy aparat kompaktowy i na obiektywie jest napisane 6.0-60.0 mm, to wiemy, że zoom wynosi x10. Ale znowu możemy wpaść w pułapkę. W lustrzankach najpopularniejszy jest obiektyw o ogniskowych 18-55 mm (podstawowy). Kiedy podzielimy 55/18, zoom wyniesie 3,05, a drogi i bardzo pożądany na rynku obiektyw 70-200 od Canona ma zoom tylko 2,85. Ten drugi bije o kilka klas ten pierwszy, a zoom ma mniejszy. O co tu więc chodzi? Chodzi o to, do jakiego aparatu dany obiektyw będzie zamontowany. Przeanalizujmy trzy przypadki: podstawowy obiektyw 18-55 mm dodawany do prawie każdej lustrzanki, pożądany obiektyw 70-200 mm oraz stałoogniskowy obiektyw 50 mm wykorzystywany w fotografii nocnej lub portretowej. Na pierwszy rzut oka zoom w tym pierwszym obiektywie jest najlepszy (3,05), a jednak parametry ma najgorsze. Za wszystko odpowiada mnożnik ogniskowej, o którym już wspomniałem. Ten termin wśród fotografów jest bardziej znany jako „krop”. Dla matrycy w kompakcie (1/2.3” krop wynosi 5,62, a dla lustrzanki Canon z matrycą APS-C - 1,6 >>najbardziej rozpowszechniona matryca w amatorskich i półprofesjonalnych lustrzankach<<  i dla Nikona z matrycą APS-C ten współczynnik wynosi 1,5). Lepiej te wszystkie parametry zobrazuje poniższe porównanie:
Matryca „pełna klatka” – krop 1,0
Matryca APS-H – krop 1,3
Matryca APS-C Canon – krop 1,6
Matryca APS-C Nikon – krop 1,5
Matryca 4/3” – krop 2,0
Matryca 1” – krop 2,7
Matryca 1/1.7” – krop 4,55
Matryca 1/2.3” – krop 5,62

Czym mniejszy współczynnik krop, tym matryca może wykonać lepsze zdjęcia w gorszych warunkach oświetleniowych. To dlatego aparaty mające pełną klatkę są najbardziej pożądane, ale również najdroższe… Weźmy teraz nasze trzy obiektywy: Canon 18-55 mm, Canon 70-200 mm i Nikon stałoogniskowy 50 mm. Zakładamy je do lustrzanki amatorskiej lub półprofesjonalnej, czyli z pewnością będzie miał matrycę APS-C. Zakładamy, że będzie to Canon (w każdej instrukcji aparatu jest podany parametr, jaką masz matrycę. Musisz szukać nazw określających typ matrycy, czyli: 1/1.7”, APS-C, itp.). Canon amatorski lub półprofesjonalny ma matrycę APS-C, czyli współczynnik krop wynosi 1,6. Parametr obiektywu 18-55 mm mówi nam o najkrótszej i najdłuższej ogniskowej, ale jako, że matryca nie jest odpowiednikiem pełnej klatki (24 x 36 mm), więc trzeba przeliczyć, jaką ogniskową równoważną będzie miał nasz obiektyw. Co to jest ogniskowa równoważna? Co ciekawe, przez długie dziesięciolecia w aparatach stosowano element światłoczuły o rozmiarach 24 x 36 mm. Do dzisiaj rozmiary elementu światłoczułego są porównywane do tego przyjętego rozmiaru sprzed lat. Ogniskowa równoważna, albo zwana też inaczej ekwiwalentna, aparatu cyfrowego, to ogniskowa, jaką powinien mieć obiektyw aparatu z elementem światłoczułym 24 x 36 mm, żeby dał odwzorowanie na filmie, takie jakie daje obiektyw danego aparatu cyfrowego na swojej matrycy.
Patrząc na nasze kompaktowe aparaty, wiemy, że matryce mają tam zazwyczaj rozmiar 1/2.3”. Jak się łatwo domyśleć, to jest mniej niż wymagane 24 x 36 mm.
Zobaczmy rzeczywiste wymiary poszczególnych matryc:
Matryca „pełna klatka” – rozmiar 36 x 23,9mm
Matryca APS-H – 27,9 x 16,6mm
Matryca APS-C Canon – 22,7 x 15,1mm
Matryca APS-C Nikon – 23,6 x 15,8mm
Matryca 4/3” – 17,3 x 13mm
Matryca 1” – 13,2 x 8,8mm
Matryca 1/1.7” – 7,6 x 5,7mm
Matryca 1/2.3” – 6,16 x 4,62mm

Wiem, że już trochę namieszałem ci w głowie, dlatego przejdźmy nieco dalej. Biorąc pierwszy obiektyw (Canon 18-55 mm) jego równoważną ogniskową obliczamy tak: 18 x krop i 55 x krop, czyli 18 x 1,6 i 55 x 1,6, co daje 28,8 i 88 mm. Wiemy, że ten obiektyw ma równoważne ogniskowe 28,8 mm (najkrótsza) i 88 mm (najdłuższa). Weźmy teraz ten drugi obiektyw: Canon 70-200. Obliczamy równoważne ogniskowe: 70 x 1,6 i 200 x 1,6, co daje ogniskowe: 112 mm (najkrótsza) i 320 mm (najdłuższa). Obliczając zoom, ciągle mamy wynik 3,05 dla pierwszego obiektywu i 2,85 dla drugiego obiektywu. Wiemy, że ten drugi jest o wiele, wiele lepszy niż ten pierwszy, więc co dalej trzeba policzyć, żeby wiedzieć, jakie będzie rzeczywiste powiększenie obiektywu? Z obu obiektywów weźmiemy najdłuższe ogniskowe i podzielimy je przez 43,3 mm (jest to przekątna klatki filmu 35 mm stosowanego w lustrzankach analogowych jako element światłoczuły. Liczba 43,3 jest stała dla wszystkich obliczeń).
Canon 18-55 mm ma zatem powiększenie: 88/43,3 = x2,03
Canon 70-200 mm ma zatem powiększenie: 320/43,3 = x7,39
Dopiero teraz wiesz, że rzeczywiście ten drugi obiektyw maksymalnie powiększy ci obraz aż 7,39 razy a ten pierwszy tylko 2,03 razy. Będąc więc w sklepie z aparatami będziesz wiedział, jak policzyć sobie rzeczywiste powiększenie aparatu, bo zoom oznacza tylko stosunek najdłuższej ogniskowej do najkrótszej.

No dobra, tutaj omówiłem przypadki obiektywów w lustrzance. A co z kompaktami? Tam modne są „ultrazoomy”, czyli aparaty, które potrafią przybliżyć nam bardzo daleki obiekt. Bardzo znaną serią ultrazoomów był na pewno Canon SX. Weźmy np. aparat Canon SX 620HS, który można kupić w zależności od sklepu za 770-830 zł. Spoglądając na jego dane techniczne lub na obiektyw, zobaczymy takie liczby: 4,5 – 112,5 mm. Producent ułatwia nam zadanie, bo podaje nam parametr ogniskowych równoważnych dla 35 mm, czyli: 25-625 mm. Wszystko się zgadza, bo skoro na obiektywie mamy napis 4,5 – 112,5 mm, to możemy sobie wyliczyć ogniskową równoważną, czyli: 4,5 mm x krop (nasz kompakt ma matrycę 1/2.3”, czyli krop wynosi 5,62) i 112,5 x 5,62, co daje odpowiednio: 25,29 mm i 632,25 mm. Mając te parametry, mogę teraz policzyć rzeczywiste powiększenie aparatu: najdłuższa ogniskowa (632,25) / 43,3 (stała). Otrzymujemy wynik: 14,6. To znaczy, że tym aparatem maksymalnie przybliżymy sobie obraz aż 14,6 razy! A gdybyśmy sugerowali się parametrem „zoom”, co byśmy otrzymali? Na obiektywie zobaczymy napis: 25x (co też się zgadza, bo dzieląc najdłuższą ogniskową przez najkrótszą, otrzymujemy omawiany wynik 25 (112,5/4,5 lub 632,25/25,29 daje wynik 25). Ale w rzeczywistości ten aparat powiększy nam obraz 14,6 razy, a nie 25. Przyglądając się tym obliczeniom dostrzegasz, że posługiwaliśmy się tą najdłuższą ogniskową. Co więc z tą najkrótszą? Znowu weźmy obiektywy Canon 18-55 mm i 70-200 mm. Znając ich ogniskowe równoważne najniższe, czyli 18 x 1,6 i 70 x 1,6 (28,8 mm i 112 mm), możemy zobaczyć, jaka jest wielka różnica w tych obiektywach. Chcąc poznać ich rzeczywiste powiększenie na najniższym zakresie otrzymujemy wyniki: 28,8/43,3 i 112/43,3, co daje odpowiednio 0,66 i 2,58. Co to znaczy? Ten pierwszy obiektyw oddali nam obraz 0,66 razy, a ten drugi, pomimo użycia najmniejszej ogniskowej i tak nam powiększy obraz aż o 2,58 razy! Teraz już widzisz, jak wielka różnica jest w tych dwóch obiektywach. Pierwszy ma rzeczywiste powiększenie od 0,66 do 2,03 razy, a drugi ma powiększenie w przedziale 2,58 do 7,39. Teraz rozumiesz jaką pułapką jest marketingowy zoom? Uzbrojony o tę wiedzę pójdziesz świadomie do sklepu z kalkulatorem w smartfonie i przeliczysz sobie, jakie będziesz miał rzeczywiste powiększenie.

A co z zaproponowanym obiektywem Nikon 50 mm? Ma stałą ogniskową, czyli nie ma zoomu. A więc zachodzi pytanie: czy taki obiektyw powiększy nam obraz, czy też pomniejszy? Obliczmy ten parametr: 50 mm x krop 1,5 (dla lustrzanki Nikona), co daje równoważną ogniskową 75 mm. Powiększenie = równoważna ogniskowa / 43,3, co daje 1,73. Stąd teraz wiemy, że obiektyw 50 mm dla aparatu Nikon lustrzanka amatorska lub półprofesjonalna da nam powiększenie rzędu 1,73 razy i nie będziemy mogli zmienić tego parametru, nie zmieniając obiektywu. A jakie możliwość daje nam parametr „zoom”? Zmieniając aparat, możemy zwiększać, zmniejszać powiększenie rzeczywiste obrazu. Zobacz przykład: bierzemy Canonowski obiektyw 70-200 mm. Wiemy z poprzednich obliczeń, że najmniejsze przybliżenie tego obiektywu dla aparatu Canon lustrzanka amatorska lub półprofesjonalna to 2,03 razy, a największe 7,39 razy. A teraz ten sam obiektyw „wsadźmy” do innego aparatu. Gdyby wstawić go do Canona pełnoklatkowego (profesjonalne lustrzanki) nasz obiektyw znacznie zmieni swoje parametry. Zobaczmy to na obliczeniach: 70 mm x krop (1,0 dla profesjonalnej lustrzanki)/43,3 i 200 mm x 1,0/43,3. Otrzymujemy wyniki: 1,61 i 4,61. Widzisz tą różnicę? Na „pełnej lufie” ten obiektyw w amatorskiej lustrzance dawał nam przybliżenie 7,39 razy, a w profesjonalnym już tylko 4,61 razy. Teraz już rozumiesz, jak działa parametr zoom, a jak działa rzeczywiste przybliżenie obrazu? Czy to oznacza, że pełna klatka jest gorsza? Zdecydowanie nie! Pełna klatka pozwala zrobić nam bardzo szczegółowe i o znacznie większym formacie zdjęcia w gorszych warunkach oświetleniowych. Minusem tego rozmiaru matrycy (pełna klatka) jest zdecydowanie powiększenie. Trzeba kupować znacznie droższe obiektywy, żeby cieszyć się tymi samymi powiększeniami, co w aparatach z matrycą APS-C.
Kompakty z matrycą 1/1.7”, to wydatek około 1500-1600 zł, ale naprawdę warto, jeśli chcemy mieć naprawdę dobrej klasy zdjęcia, a jednocześnie, żeby aparat był mały i lekki. Większość aparatów kompaktowych ma jednak matrycę 1/2.3”, co oznacza, że matryca ma mniejszą powierzchnię, a musi zarejestrować ten sam obraz. To znaczy, że będzie miał więcej wad. Pamiętajmy, że każda matryca ma swoje wady i zalety, dlatego nie ma tej, o której powiemy, że jest najlepsza. Matryca 1/2.3” ma pewną ciekawą możliwość. Aparaty mogą być małe, a jednocześnie mogą posiadać ogromne przybliżenie, nawet do 60-80x! Z pewnością jakość zdjęcia nie będzie zadowalająca dla tych, którzy korzystają z lustrzanek/bezlusterkowców, ale możemy zrobić nim dość dobre zdjęcie z dużej odległości.

SZUMY, CZYLI ZAKŁÓCENIA
A słyszałeś kiedyś o terminie „szum”? Szumy to nic innego, jak pikselowate przebarwienia wynikające z błędnego odwzorowania barw w aparacie. Bardzo ogólnie mówiąc, czym mniejsza matryca, tym większe szumy, bo tyle samo pikseli musi być upakowane na mniejszej powierzchni. Wyróżniamy jeszcze wiele typów matryc, ale najczęściej spotkamy typ to CCD i CMOS. Nie wchodząc w szczegóły, CMOS, jest znacznie lepszy, bo dzięki innej technologii rejestrowania obrazu ta matryca generuje znacznie mniej „szumów” i zakłóceń. Zatem, jeśli szukamy kompaktu, to szukajmy „czegoś” z matrycą 1/1.7”, a jeśli lustrzanki/bezlusterkowca, to „czegoś” z matrycą APS-C, APS-H lub pełna klatka). Aparaty z matrycą APS-C są najbardziej rozpowszechnione, bo są osiągalne dla „zwykłych zjadaczy chleba”, przy założeniu, że przez kilka miesięcy będziemy odkładać pewną część z wypłaty. Ja też posiadam aparat z matrycą APS-C i naprawdę zupełnie mi wystarcza. Robi naprawdę dobre zdjęcia i jestem mega zadowolony z niego. Wyższe matryce, jak APS-H i pełna klatka, to wydatek rzędu 6000 zł wzwyż za sam aparat. Obiektyw to dodatkowy koszt.


Przykład zakłóceń matrycy, gdy światło jest niedostateczne (aparat kompaktowy)

Wiem, namieszałem ci trochę w głowie, albo zburzyłem twój „aparatowy światopogląd”, ale będąc wyposażony w tą wiedzę, pójdziesz do sklepu lub zajrzysz do sklepu internetowego świadomie.
Mówiąc krótko, wiesz już coś o matrycach i jak działa parametr „zoom”, a jak działa rzeczywiste powiększenie. Teraz czas ci przybliżyć inne terminy, jak migawka, przesłona i wiele innych, żebyś wiedział, czego szukać dla siebie. Oglądając aparaty na każdym obiektywie zobaczysz ciąg dziwnych cyfr i literek. Ważne, żebyś wiedział, co one oznaczają. Weźmy znowu jakiś obiektyw dla przykładu.
Canon 18-135 mm f/3.5-5.6 EF-S IS USM. Co oznaczają te wszystkie oznaczenia? 18-135 mm to nic innego, jak ogniskowe obiektywu. Omówiliśmy je sobie przed chwilą. Mając już powyższą wiedzę, wiemy, że zoom dla niego to 135/18, czyli 7,5 razy, a rzeczywiste powiększenie to 135 x krop (dla amatorskiej i półprofesjonalnej lustrzanki Canon to 1,6)/43,3, co daje wynik 4,98 razy. Pięknie – poszło nam szybko i gładko z tymi obliczeniami. Ale na drodze stają nam kolejne cyferki: f/3.5-5,6. To parametry przysłony. Czym liczba jest mniejsza, tym migawka wpuści więcej światła, czym wyższa, tym wpuści mniej światła. Oczywisty jest fakt, że pożądamy takiego obiektywu, który ma najniższy parametr „f”. To znaczy, że jeśli zobaczymy parametr f/1.4 i f/2.8, to ten pierwszy jest znacznie lepszy. W nocy zdziałamy nim znacznie więcej. A co z drugim parametrem „f” na obiektywie. W końcu mamy podany przedział f/3.5-5.6. Ten pierwszy mówi nam o światłosile (ile światła wpuści nam przysłona) przy najmniejszym przybliżeniu, a ten drugi mówi nam o tej samej światłosile, ale dla największego przybliżenia. To znaczy, że jeśli będziemy fotografować na „pełnej lufie”, to przybliżymy sobie obraz 4,98 razy, ale będziemy mogli użyć najmniejszej przesłony 5,6. Przy zdjęciach na dużą odległość, gdzie nie będziemy fotografować nieba, taka przysłona będzie zdecydowanie za niskim parametrem. Teraz już wiesz, dlaczego ten obiektyw kosztuje około 2000 zł, a obiektyw 18-135 mm f/2.8 na całym przedziale ogniskowych kosztuje już 15.000-20.000 zł… W fotografii największą cenę płaci się za światło… Stąd, kiedy będziesz szukać obiektywów patrz, żeby parametr „f” był jak najniższy, czyli f/2.8 lub maksymalnie f/3.5. Jeśli szukasz kompaktu, to zazwyczaj spotkamy się z parametrem f/4 lub f/3.5. Jeśli znajdziesz w rozsądnej cenie dla ciebie kompakt z obiektywem f/2.8, to bez zastanowienia go kupuj, jeśli inne parametry ci odpowiadają, ponieważ obiektywem z f/2.8 zdziałasz najwięcej.

Patrząc na dalsze oznaczenia widzimy ciąg literek. Te skróty są charakterystyczne dla danego producenta, dlatego warto przeczytać w instrukcji lub w specyfikacji technicznej, co one oznaczają. Producenci zawierają tu zazwyczaj informację o stabilizacji obrazu, rodzaju przyłącza obiektywu do aparatu i typu napędu autofocusa (automatyczna ostrość obrazu). Oznaczenie Canon 18-135 mm f/3.5-5.6 EF-S IS USM mówi nam, że użyto „inteligentnej” stabilizacji obrazu (IS), że użyto przyłącza obiektywu typowego dla Canona dla lustrzanek półprofesjonalnych (EF-S) i że użyto super cichego serwosilnika do autofocusa (USM), gdzie serwosilnik to silnik prądu stałego, pozwalający na precyzyjne ruchy z dokładnością do tysięcznych części milimetra. Każdy producent stosuje swoje oznaczenia, ale znając kilka angielskich, technicznych słów możemy się domyśleć o co chodzi. W marketingu często stosuje się słowo „ultra”, więc i tu ono musi być. Więc litera „U” musi oznaczać Ultra. „S” to serwosilnik (dla zainteresowanych – polecam dowiedzieć się, jaki to jest szczególny typ silnika elektrycznego), a „M” to motor, czyli silnik. Litera „I” to Intelligent, czyli jakiś inteligentny system, a litera „S”, to od angielskiego stabilisation, czyli stabilizacja obrazu. Tak mają lustrzanki/bezlusterkowce. Weźmy naszego kompaktowego Canona SX 620 HS. Na obiektywie zobaczymy takie oznaczenia: 4,5-112,5 mm f/3.2-6.5 HS. Co z tego wiemy? SX to nazwa serii aparatów Canon z dużym zoomem. 4,5-112,5 mm to zakres ogniskowych obiektywu. f/3.2-6.5 to światłosiła obiektywu. Przy najmniejszym zoomie mamy do dyspozycji tylko f/3.5, a przy największym f/6.5. Teraz już wiesz, dlaczego bym go nie kupił? Przy największym powiększeniu ten aparat ma tylko f = 6,5. Zdjęcia na największym powiększeniu będą bardzo ciemne… To znaczy, że jeśli chcę fotografować góry, to muszę mieć dość dobre rzeczywiste powiększenie i dobrą światłosiłę obiektywu do zdjęć nocnych oraz, żeby nie było szumów (bo na jednolitym niebie szybko to zauważymy).

Znowu jesteśmy mądrzejsi o kilka nowych parametrów. Ale musimy też wiedzieć, że wiele parametrów jest ukrytych i nie wyczytamy ich z obiektywu lub „reklamówki”. Musimy się już znać na tym, żeby nie „wtopić” przy zakupie aparatu. Pierwszy nadużywany termin w marketingu to „zoom”, a drugi to „piksele”. Gdzie następuje nadużycie? Do lat 2015-2017 panowała jeszcze „wojna” producentów aparatów na piksele. Kto dał więcej, ten reklamował go jako super aparat mający „dużo pikseli”. Osoba nieznająca się na rzeczy szybko łapała temat i kupowała sprzęt. Piksele to pewne dobrodziejstwo, ale tylko do pewnego momentu. Ograniczeniem są nasze matryce. Jeśli na poszczególny typ matrycy nałożymy zbyt wiele pikseli, otrzymamy mnóstwo szumów. Nie dajmy się więc zwariować pikselom w reklamach i weźmy ich ilość pod uwagę w zależności od typu matrycy.
Ile powinno być pikseli, żeby matryca dawała nam dobrej jakości zdjęcie z jak najmniejszą ilością szumów?
Matryca „pełna klatka” – 45 mln
Matryca APS-H – 32 mln
Matryca APS-C Canon – 18-20 mln
Matryca APS-C Nikon – 18-24 mln
Matryca 4/3” – 20 mln
Matryca 1” – 16-18 mln
Matryca 1/1.7” – 12-16 mln
Matryca 1/2.3” – 12 mln

Jeśli więc zobaczysz aparaty z przekraczającymi te normy pikselami, niech zapali ci się lampka – ten aparat będzie „szumieć”! Pamiętajmy, że czym więcej pikseli, tym lepiej, bo zdjęcie będzie zawierało więcej szczegółów i będzie ostrzejsze, ale nie można przekroczyć górnej granicy, którą podałem powyżej, bo na pewno przybędzie nam szumów na zdjęciu. Kiedy przyjrzysz się dzisiejszym kompaktom „małpkom”, zauważysz, że dzisiaj bardzo trudno dostać 12 megapikselowy aparat z matrycą 1/2.3”. Dzisiaj standardem jest 16-20 mln pikseli, co ma duży wpływ na „szumienie” matrycy. Tyle, że wielu młodych, niedoświadczonych da się złapać na tak duże „cyferki”.
Zapamiętajmy sobie tak ogólnie, które aparaty, jakie będą miały matryce.
Matryca „pełna klatka” – profesjonalne aparaty dla zawodowców. Ich cena najczęściej przekracza 6.000 - 10.000 zł
Matryca APS-H – głównie aparaty profesjonalne Canona – ich cena to na pewno powyżej 5.500 zł
Matryca APS-C Canon – najbardziej popularne aparaty półprofesjonalne (pełnia nastaw manualnych) i aparaty amatorskie z mniejszą liczbą nastaw i opcji
Matryca APS-C Nikon – najbardziej popularne aparaty półprofesjonalne (pełnia nastaw manualnych) i aparaty amatorskie z mniejszą liczbą nastaw i opcji
Matryca 4/3” – lustrzanki/bezlusterkowce Panasonic, Sony i Olympus
Matryca 1” – serie Panasonic Lumix, Sony Cyber-Shot, Olympus OM-D
Matryca 1/1.7” – zaawansowane i profesjonalne aparaty kompaktowe
Matryca 1/2.3” – zwykłe i zaawansowane aparaty kompaktowe

Jako, że jesteśmy zwykłymi „zjadaczami chleba”, będzie nas interesować przedział matryc 1/2.3” do APS-C. Jeśli stać nas na odłożenie około 2.200-2.800 zł na aparat (korpus), to zdecydowanie będziemy celować w matrycę APS-C (Canon, Nikon – do wyboru). Na rynku bardzo znane są modele Canon 1100 D, 1200 D, 1300 D, Canon EOS 500D, 550D, 600D, 650D, 700D, 750D, 800D, Canon EOS 60D, 70D, 80D, Nikon D7100, D7200, D7500. Myślę, że jeśli będziemy celować w lustrzankę/bezlusterkowca, to na pewno wyszukamy któryś z tych modeli, chociażby na rynku wtórnym. Proponowane modele są bardzo znane wśród fotografów-amatorów i pasjonatów, więc na pewno coś dla siebie znajdziemy. Dzisiejszy rynek zalewają bezlusterkowce, więc tylko czekać, kiedy ta technologia stanie się dominująca w segmencie aparatów fotograficznych. Dzisiaj jeszcze nie są tak popularne i dopiero zaczynają dorównywać lustrzankom. Ich główną zaletą są o wiele mniejsza waga, wymienne obiektywy oraz mniejsze wymiary. Ja mam trochę inne podejście. Dla mnie aparat może być ciężki – ważne, żeby robił dobre zdjęcia. Stąd moją lustrzankę przerobiłem tak, żeby miał na stałe wbudowany grip, czyli dodatkowy zapas akumulatorów w korpusie. Jak się szybko przekonałem, warto mieć taki wynalazek. Oczywiście aparat będzie znacznie cięższy, ale nie przeszkadzało mi to nawet w drodze na sześciotysięcznik Denali na Alasce, gdzie na dużej wysokości każdy gram się liczy. Dla mnie aparat musiał tam być i… był… Pomimo mrozów do -40’C, wysokości 6.000 m n.p.m. i wiecznych śniegów aparat mnie nie zawiódł w żadnym momencie. Dawał radę w każdych, najtrudniejszych warunkach, a trzytygodniową wyprawę sfotografowałem na jednym komplecie akumulatorów!

PYTANIA NA TEMAT FOTOGRAFII
Dotychczas poznaliśmy kilka terminów, które znacząco wpływają na wybór modelu aparatu. Wiemy już coś o matrycach, umiemy odróżnić zoom od przybliżenia i wiemy, jak to policzyć „na szybko” w sklepie lub przed monitorem komputera. Wiemy też coś o przysłonach i świetle. Wiedząc, co oznaczają omawiane parametry, jaki byś wybrał aparat? Zanim przejdziemy do części praktycznej, spróbujmy wypisać jakieś założenia. Co dla ciebie byłoby najważniejsze przy kupnie nowego aparatu?
Ja na pewno zadałbym sobie takie pytania:
1. Co będę głównie fotografować?
2. Jaka matryca będzie w moim aparacie?
3. Czy potrzebuję przybliżenie, a jeśli tak, to jakie (fotografia architektury, dzikiej zwierzyny, itp.)?
4. Czy będę robić zdjęcia w nocy lub w niedoświetlonych pomieszczeniach?
5. Czy mój aparat będzie pracować w ciężkich warunkach (np. -40’C)?
6. Czy chcę mieć wymienną optykę (obiektyw)? – najczęściej decydują o tym finanse.
7. Czy będzie dużo kontrastów na moich zdjęciach (np. przebiegająca linia światła i cienia na budynkach)?

Pytań oczywiście mogę zadać sobie o wiele więcej, ale mając ten zestaw pytań, zobacz, jak ja wybrałem mój nowy aparat:
1. Co będę głównie fotografować: GÓRY
2. Jaka matryca będzie w moim aparacie? – zależało mi na dobrej jakości zdjęć, ale nie stać mnie było na profesjonalne rozwiązania, więc najwyższą opcją matrycy jest dla mnie typ APS-C (naprawdę kawał dobrej matrycy, gdzie można zrobić profesjonalnie dobre zdjęcia). Tutaj bez zastanowienia pomyślałem tylko o modelu APS-C, ponieważ jest sprawdzony i w dzisiejszych czasach ten typ matrycy spełni zdecydowaną większość twoich oczekiwań.
3. Czy potrzebuję przybliżenie, a jeśli tak, to jakie? Moim głównym motywem mają być góry, więc pomyślałem sobie tak: góry oznaczają duże odległości, więc przybliżenie na pewno mi się jakieś przyda. W górach w zupełności wystarcza mi powiększenie rzeczywiste 5x.
4. Czy będę robić zdjęcia w nocy w niedoświetlonych pomieszczeniach?
Zdecydowanie tak. Wychodzenie na wschody słońca w środku nocy, po to, żeby być na szczycie góry w tej krótkiej, ale najpiękniejszej chwili jest u mnie standardem. Inna sprawa, to samotne wędrówki całonocne przez Tatry, które uwielbiam. Więc aparat jak najbardziej musi mieć parametry, które pozwolą mi robić zdjęcia w nocy.
5. Czy mój aparat będzie pracować w ciężkich warunkach (np. -40’C) – zdecydowanie tak. Mój aparat jest używany tylko w górach, więc upalne lato, czy mroźna zima, to dla niego musi być standard.
6. Czy chcę mieć wymienną optykę (obiektyw)? – tak, ponieważ zawsze mogę wymienić sobie obiektyw na inny (o innych parametrach), a aparat zostanie ciągle ten sam.
7. Czy będzie dużo kontrastów na moich zdjęciach? – zdecydowanie tak. Przechodząc przez pasmo górskie nieraz zobaczymy mnóstwo szczytów rzucających cienie na oświetlone powierzchnie. Inny przykład to, granice lasów i polan, gdzie drzewa będą rzucać cień na oświetloną trawę. Przydałoby się zniwelować te różnice świetlne.

MATRYCE CANONA I NIKONA - RÓŻNICE
To oczywiście najważniejsze pytania dotyczące samego aparatu, a nie obiektywu. Obiektyw będzie osobną kwestią, którą też omówię. Chcąc fotografować góry, będę potrzebował praktycznie całej rozpiętości świetlnej „f” – którą definiuje nam obiektyw. Lustrzanki/bezlusterkowce zazwyczaj pozwalają nam ustawić ten parametr do f/22 lub nawet f/36 w zależności, na ile pozwala obiektyw. Tyle raczej nie wykorzystamy, więc przedział mamy naprawdę duży. Gorzej jest z aparatami kompaktowymi, gdzie zazwyczaj jesteśmy ograniczeni tylko do f/8, co czasem będzie zbyt małą przysłoną (fotografując wodospady, chcemy, żeby woda była rozmyta. Do tego potrzebne są wyższe przysłony, rzędu f/11-f/16, dzięki czemu będziemy mogli ustawić długi czas naświetlania). Kompaktem możesz więc nie otrzymać pożądanego efektu… Góry będę fotografować w dzień i w nocy, dlatego mogę uznać, że będę potrzebować całej rozpiętości świetlnej. Większość ludzi posiadających lustrzanki ma zainstalowane matryce APS-C (Canon lub Nikon). A którą ty byś wybrał? Miałem kilka aparatów Canona i dostrzegłem w nich pewną wadę. Matryce Canona w lustrzankach amatorskich i półprofesjonalnych mają skłonność do dodawania niebieskiego koloru do naszych zdjęć. Tego efektu nie zobaczysz na fotografii codziennej (imprezy domowe, spotkania przy grillu, zdjęcia z dzieckiem w szkole, itp.). Efekt staje się dopiero widoczny, gdy odległości fotografowanego obiektu zwiększają się do kilkuset metrów. Tak się składa, że aparaty widzą więcej rodzajów promieniowania niż ludzkie oko, dlatego tym najbardziej niepożądanym jest promieniowanie UV, które potrafi nam nieco dodać niebieskiego koloru do zdjęcia. To oznacza, że cienie na zdjęciach mogą stawać się niebieskie, a czym dalej znajduje się nasz obiekt, tym bardziej będą nasycone niebieskością. Z tą samą wadą spotkałem się przy fotografowaniu zielonej trawy, gdzie kolory potrafią być „blade” lub „jesienne”. W lustrzankach amatorskich Canona często zdjęcia stają się przepalone i zbyt niebieskie, co strasznie zniechęca. W półprofesjonalnych lustrzankach tego producenta trzeba „walczyć” o zielony kolor, jeśli fotografujemy wielkopowierzchniowe tereny. Tej samej klasy aparaty Nikona radzą sobie z zielonym o wiele lepiej i efekt ten praktycznie nie występuje. Minimalna ilość niebieskiego pojawia się dopiero na największym przybliżeniu i jeśli np. góry znajdują się od nas ponad 2 km dalej. Canon niestety wykładał się na takim teście od razu. Z linii zaawansowanych lustrzanek miałem Canon EOS 650D i z półprofesjonalnych Canon EOS 60D i niestety na obu modelach ciągle walczyłem z niebieskim, czego i tak nie dało się wyeliminować. W Canonie 60D jest opcja kolorów ‘dostojny’, co pozwalało „wywalczyć” zieloną trawę, ale wpływ niebieskiej barwy był ciągle widoczny w kadrze. Stąd powstała u mnie myśl, że trzeba przesiąść się na aparaty Nikon, żeby zdjęcia zaczęły mnie znowu cieszyć. Już pierwsze testy wybranej przeze mnie lustrzanki Nikon pokazały, jak wielka jest różnica w jakości zdjęć. Teraz zielony był naprawdę zielony, niebieskie niebo było naprawdę niebieskie, a cienie były szare, a nie niebieskie.

Zieleń oferowana przez aparat Canon EOS 650D i Sony Alpha 320 - balans bieli słoneczny, bezchmurny dzień (5600K)

 
Zieleń oferowana przez aparat Canon EOS 650D i Sony Alpha 320 - balans bieli słoneczny, bezchmurny dzień (5600K)

 
Niebieskie cienie: Canon EOS 60D vs. Nikon D7200 - balans bieli pochmurny dzień (6000K)

 
Zieleń Canon EOS 60D vs. Nikon D7200 - balans bieli słoneczny, bezchmurny dzień (5600K)

 
Temperatura barwowa 6000K (Canon EOS 650D) i 5600K (Nikon D7100 + filtr polaryzacyjny)

 
Powyżej odległości 300 m Canonowskie aparaty niestety gubią się w rzeczywistym oddawaniu barw (ustawienia 5600K). Cienie przyjmują kolor niebieski, a nie szary. Podobnie jest z kolorem traw, gdzie przyjmują one kolor jesiennej zieleni.
Testowane aparaty: Canon EOS D60, Canon EOS 650D i Canon 1100D (tryb "w cieniu" 7000K - maksymalna możliwa nastawa),
Nikon D7100 lub D7200 zupełnie inaczej oddaje kolory cieni (zdjęcia po prawej - ręczna nastawa 7140K).
Niebieskość matrycy Canonów skutecznie mnie zniechęciła do dalszego użytkowania tych aparatów... 

ISO, CZYLI CZUŁOŚĆ MATRYCY
To nie są wszystkie parametry, które będą decydować o wyborze nowego aparatu. Znając omówione szczegóły, możemy przejść dalej. Mając odpowiednią matrycę, skonkretyzowany temat naszych fotografii i wiemy już coś o przybliżeniach i świetle, teraz możemy przejść nieco dalej…
Jeśli „cykasz” zdjęcia, to na pewno spotkałeś się z parametrem ISO. To nic innego, jak czułość matrycy na światło. To znaczy, że można zwiększać czułość matrycy, dzięki czemu w gorszych warunkach oświetleniowych będę mógł zrobić nadal dobre zdjęcie. I tutaj spotykamy się z kolejnym chwytem marketingowym. W sklepach zobaczymy wywindowany parametr ISO do kosmicznych wartości jak, np. 25.600 z możliwością dwukrotnego podbicia. Widziałem już nawet ISO 108.800. Co to dla nas oznacza? Że teoretycznie możemy w zupełnych ciemnościach robić zdjęcia małych gwiazd na niebie. Ale czy tak się da? Oczywiście, że nie. Tutaj znowu stykamy się z naszym już ulubionym słowem MATRYCA. No tak – wokół niej kręci się prawie wszystko. W zależności, jaki typ matrycy posiadamy (CCD, czy CMOS) oraz jaką wielkość jej mamy (pełna klatka, APS-C, 4/3” 1/2.3”, itp.) takie będziemy mogli wykorzystać ISO. Musimy rozumieć, że dla każdego typu matrycy producenci dadzą nam kosmiczne wartości ISO, ale ich rzeczywista użyteczność nie będzie już tak kolorowa. Czym mniejsza matryca, tym czułość będzie mniejsza i matryca będzie szybciej „szumieć”. Aparaty kompaktowe zazwyczaj mają dobrą jakość zdjęć tylko do ISO 400. Niektóre – czytaj, zazwyczaj te droższe – dają dobry efekt nawet przy ISO 800. Co ciekawe, lustrzanka Canon EOS 650D też dawała zadowalające wyniki tylko do ISO 800. Później szumy stawały się nieakceptowalne, dlatego nigdy nie przekraczałem tej wartości. Dzisiejsze matryce APS-C pozwalają używać ISO 1600 i w zależności od modelu, akceptowalnie ISO 3200 (np. Nikon D7200).

Kiedy przyjrzymy się „pełnej klatce”, zobaczymy, że parametr ISO można jeszcze bardziej podbijać – nawet do wartości 6400. Po to właśnie wymyślono większe matryce, żeby były bardziej czułe na światło i żeby można było zrobić zdjęcie o większej rozdzielczości. A tak w ogóle po co to wszystko? Przeanalizujmy przykład. Wpadłeś na pomysł, że chcesz sfotografować pełnię Księżyca lub góry tak, żeby było widać gwiazdy na niebie. Jak wiemy, Ziemia obraca się, więc jeśli będę naświetlał przez 60 s jedno zdjęcie (bo tyle najprawdopodobniej będę potrzebował czasu, żeby zdjęcie było dobrze naświetlone), więc gwiazdy rozmarzą mi się na zdjęciu i będą tworzyły linie w kształcie łuku. Chcąc uniknąć tego efektu musimy zrobić coś, żeby zdjęcie szybko się naświetliło. Jak to osiągnąć? Najlepiej podbić parametr ISO do najwyższej, akceptowalnej wartości, a później otworzyć przysłonę na najniższy parametr „f” (w zależności od dostępności: f/2.8 lub f/3.5. Jeśli mamy dostępne niższe, to ustawmy niższe). Chodzi o to, żeby maksymalnie skrócić czas naświetlania zdjęcia. Teraz już widzisz różnicę? Aparat kompaktowy daje ci tylko ISO 400 (maksymalnie 800), lustrzanka półprofesjonalna daje ci możliwość podbicia parametru ISO do 1600 (maksymalnie 3200), a profesjonalne lustrzanki aż do ISO 6400. Kiedy zobaczysz zdjęcia pięknych gór w nocy, a gwiazdy są punktami (tak, jak na niebie), to wiedz, że takie zdjęcie zostało wykonane profesjonalnym aparatem, ponieważ te o niższej klasie po prostu nie zapewnią nam odpowiedniej czułości matrycy przy pomocy regulacji ISO. Aparaty kompaktowe zupełnie nie nadają się do tego typu zdjęć, więc raczej nie nastawiajmy się na ten typ fotografii, posiadając klasycznego „kompakta”.

BALANS BIELI, CZYLI TEMPERATURA BARWOWA
Ostatnim, jednak bardzo ważnym parametrem jest balans bieli. Właśnie ten parametr określa nam, czy trawa będzie zielona, czy raczej będzie miała jesienne kolory, pomimo, że właśnie wyrosła nowa po zimie. Balansem bieli musimy nauczyć władać perfekcyjnie, żeby zdjęcia nas cieszyły, bo to on zazwyczaj potrafi popsuć najwięcej. A co to w ogóle jest? Balans bieli to nic innego jak analiza aparatu barw w stosunku do aktualnie panujących warunków oświetleniowych. To znaczy, że jeśli chcemy zrobić zdjęcie tu i teraz, to musimy ustawić odpowiedni balans bieli do tych warunków oświetleniowych, które aktualnie mamy. Balans bieli jest wyrażany w stopniach Kelvina, dlatego ustawienia będą polegać na zmianie temperatury barwowej w naszym aparacie. Jak to robić? Na początku musimy zapamiętać sobie kilka podstawowych wartości, od których będziemy mogli się odnosić dalej. Warto mieć w pamięci takie wartości:
Fotografia nocna – 2500-4000K
Światło w pomieszczeniach zamkniętych (żarówki) – 3000-4000K
Bezchmurny dzień – 5400-5600K
Pochmurny dzień – 6000K
Cień za budynkiem lub w lesie – 7000K
Pora przed wschodem słońca – 7700-8100K

Znając takie parametry, będziemy mogli ustawić sobie temperaturę odpowiednią do dnia słonecznego, i inną do dnia pochmurnego. Kiedy na przykład wędrujesz szlakami górskimi w słoneczny dzień, domyślnie ustawiasz sobie 5600K i w razie, gdyby kolory ci nie odpowiadały, od tej temperatury będziesz mógł dokonywać zmian co 100K w jedną lub drugą stronę. Jeśli zdjęcia wydają ci się zbyt chłodne (niebieskie), dodawaj do temperatury, a jeśli zdjęcie jest zbyt ciepłe (barwy żółte, pomarańczowe, czerwone) odejmuj od wyjściowej wartości temperatury barwowej. Najważniejsze, żeby nasz aparat miał możliwość nastaw temperatury barwowej, ponieważ większość amatorskich lustrzanek posiada tylko gotowe temperatury na konkretne warunki, co oznaczane jest za pomocą symboli żarówki, jarzeniówki, chmurki, słońca, itp. Za tymi symbolami ukryta jest temperatura barwowa. W amatorskich lustrzankach nie mamy wartości pośrednich, co np. bardzo rozczarowuje w Canonie EOS 650 D, który mieni się porządną lustrzanką dla zaawansowanych amatorów. Niestety ta niedogodność wraz z dominującym niebieskim kolorem jego matrycy potrafi zepsuć każde zdjęcie krajobrazowe. Największym ograniczeniem aparatów amatorskich jest to, że górna temperatura możliwa do ustawienia to 7000K, a przecież fotografując wschody i zachody słońca w zimowych górach, będziemy się poruszać w przedziale 7700K – 9100K. Jak widzisz, ten przedział został zupełnie wycięty. Dzisiaj używane lustrzanki dla zaawansowanych amatorów kosztują niewielkie pieniądze, bo znajdziemy już takie za 650-1200 zł. Poszukując odpowiedniego aparatu dla siebie zwracajmy uwagę, żeby parametr temperatury barwowej był regulowany (zazwyczaj co 100K). Aparaty dla zaawansowanych amatorów Nikona (serie D7xxx) pozwalają zmieniać ten parametr nawet co 10K.

OBIEKTYWY
O ile aparat jest ważny, to równie ważną rzeczą będą dla nas obiektywy. Kto wie, czy nie ważniejszą… W końcu to parametry obiektywu definiują nam jego przydatność do danego typu fotografii. Innego użyjemy do fotografii portretowej, a innego do architektury, czy do fotografii górskiej.
Zatem skąd mamy wiedzieć, który obiektyw wybrać? Tutaj znowu główną zaporą będą dla nas finanse, dlatego będziemy musieli wziąć pod uwagę koszt takiego obiektywu. Na początku koniecznie musimy określić główny temat naszej fotografii. W moim przypadku będą to góry i krajobrazy. Jako, że w tego typu fotografii obejmujemy nawet kilka kilometrów powierzchni na jednym kadrze, to musimy mieć obiektyw, który zapewni nam dobre odwzorowanie tego, co widzimy. Jak się domyślamy, zwykły „kompakt” nie będzie się nadawać do tego typu zdjęć, ponieważ, jak już wcześniej czytaliśmy, jego głównym ograniczeniem będzie matryca, która będzie „przepalać” niebo, a dalsze obiekty (położone np. 2 km i dalej) będą przyjmowały niebieskie odcienie. Kiedy ja wybierałem obiektyw, określiłem sobie jasno moją rozpiętość fotograficzną: głównie będę fotografować góry i rozległe przestrzenie (wyznaję zasadę: w góry jadę podziwiać doliny ze szczytu, a nie z dolin góry), więc musi to być coś niezawodnego i obejmującego cały zakres. Jak się domyślasz, na pewno pomyślałem o powiększeniu rzeczywistym obrazu, a nie zoomie, ponieważ chciałem wiedzieć, ile dany obiektyw jest w stanie powiększyć to, co widzę. Powiększenie daje mi możliwość przybliżenia obrazu odległego np. o 20-30 km (np. Tatry widziane ze szczytu Babiej Góry). Zazwyczaj dysponujemy kwotami 1.400-3.000 zł na obiektyw, jeśli już na serio wkręciliśmy się w świat fotografii. W tym przedziale cenowym na nasze potrzeby możemy kupić już naprawdę solidne i dobre obiektywy, które będą spełniać nasze oczekiwania na wiele lat. Fotografując góry, biorę pod uwagę, że przed wschodem słońca będę potrzebować dobrego „światła”, czyli parametru „f”, który widzimy na obiektywie. Czym mniejsza liczba, tym lepszy. W tym przedziale cenowym zazwyczaj trafimy na jednostki z parametrem f/3.5 – 4. Rzadkością jest f/2.8. Co to dla nas oznacza? Czym mniejszy parametr „f”, tym przy takim samym oświetleniu będziemy mogli zrobić bardziej szczegółowe zdjęcie i bez rozmyć. Stąd dążymy, żeby kupić coś w pobliżu f/2.8. Jako, że do fotografii krajobrazowej powiększenie jest niezbędne, musimy pamiętać, że na obiektywie mamy podane dwa parametry „f” – np. f-3.5 – 5.6. To oznacza, że na najmniejszym powiększeniu mamy światłosiłę (tak nazywamy ten parametr) na poziomie 3.5, a na największym powiększeniu (na najdłuższej lufie) mamy światłosiłę rzędu 5.6. I tutaj działa taka sama zasada: czym niższy parametr „f” tym lepszy obiektyw, bo dzięki temu na dużym powiększeniu utracimy mniej światła.

Na rynku są dostępne obiektywy, które mają jednakową światłosiłę na całej długości ogniskowych (niezależnie, jak bardzo powiększymy sobie obraz, to zawsze będzie nam wpadać tyle samo światła), ale pamiętajmy, że taki sprzęt kosztuje około 15.000 – 20.000 zł, więc takimi obiektywami nie będziemy się zajmować. Czołowi producenci walczą o klientów z przedziału 1.500 – 3.000, ponieważ z oczywistych względów takich obiektywów sprzedaje się najwięcej. Nie bez powodu w całym gąszczu informacji warto nauczyć się wydobyć te najważniejsze. Kiedy patrzymy na parametr powiększenia (odpowiednie przeliczenie zoomu podanego na przedniej części obiektywu) musimy sobie zdać sprawę, że wraz ze zwiększaniem stopnia powiększenia będzie nam docierać coraz mniej światła do matrycy, przez co zdjęcie będzie gorszej jakości. Możemy wtedy redukować niedociągnięcia obiektywu przy pomocy parametru czasu naświetlania migawki. Szybko jednak zobaczysz, że przy wschodzie słońca w górach ten czas wyniesie około 1-1.6 s. Przy tak długim otwarciu migawki na pewno wykonasz poruszone zdjęcie, dlatego potrzebny będzie ci statyw. Żeby zminimalizować czas naświetlania do jak najmniejszego, musimy mieć większą światłosiłę obiektywu (paramter „f”). Teraz już widzisz, jakie jest główne ograniczenie obiektywów omawianego segmentu cenowego?... W nocy, przy pełni Księżyca, czasy naświetlania w zimie mogą wynosić 30-60 sekund, co zdecydowanie wymaga użycia statywu, żeby nie poruszyć zdjęcia. Przy tak długich czasach otwarcia migawki pojawia się kolejny problem w górach – wiatr. Pomimo użycia statywu, nie masz gwarancji, że zdjęcie będzie nieporuszone. Najprawdopodobniej będzie, bo statyw z pewnością będzie drgać przy podmuchach wiatru. Stąd po raz kolejny będziemy „walczyć”, żeby czasy naświetlania były jak najkrótsze. Musimy przyjąć złotą zasadę: czym krótszy czas naświetlania, tym zdjęcie będzie bardziej wyraźne, ostre i dokładne.

ROZDZIELCZOŚĆ OBIEKTYWU
Wiedząc już jaki wpływ ma światłosiła i czas naświetlania na jakość zdjęcia, musimy poznać kolejne parametry, które pozwolą nam wybrać jeszcze lepszy sprzęt. Obiektywy, tak samo jak aparaty mają swoją rozdzielczość. Tyle, że nie chodzi tutaj o rozdzielczość w pikselach, ale o możliwość jak najostrzejszego odwzorowania obrazu. Główną wadą obiektywów jest fakt, że ich rozdzielczość jest dobra w centrum kadru, a czym dalej od centrum zdjęcia, tym nasze zdjęcie może być bardziej rozmyte. Jeśli jesteś początkującym fotografem, z pewnością nie wiedziałeś o tym fakcie. Fachowcy określają ten parametr jako MTF50, czyli zdolność obiektywu do zarejestrowania par linii czarnych i białych na milimetr (takie linie najbardziej kontrastują ze sobą), gdzie kontrast spada do 50%. Nie wchodząc w szczegółowe wzory i definicje naukowe chcemy rozumieć pod tym pojęciem fakt, że kiedy narysujemy sobie rząd białych i czarnych linii (na przemian) i każda będzie coraz cieńsza, to w końcu nastąpi taki moment, kiedy najcieńsze linie zleją nam się ze sobą i nie będziemy mogli już ich rozróżnić. Właśnie spadek takiego kontrastu, czyli możliwości ich rozróżnienia do stopnia 50% jest wyznacznikiem pomiarowym dla dzisiejszych obiektywów. Dzisiaj omawiane pomiary wykonują specjalne urządzenia, dzięki którym możemy porównywać obiektywy. Czym wyższy parametr, tym lepszy obiektyw. Testerzy obiektywów rysują takie wykresy, jak poniżej, które mają pokazać, jak bardzo zmniejsza się kontrast w miarę oddalania się od centrum kadru, oraz w zależności od użytej przysłony (np. f/11).


Przykładowy wykres z serwisu fotograficznego Optyczne.pl, gdzie możemy porównywać obiektywy wszystkich producentów. Baza przetestowanych obiektywów jest tam naprawdę bardzo duża

Oglądając taki wykres, szybko zauważamy, że obiektywy w środku kadru potrafią rozpoznać około 35-60 par linii na milimetr, podczas, gdy na brzegu kadru ten współczynnik może spaść nawet o 20-25. To bardzo dużo, bo kiedy spojrzysz na wykonane zdjęcie, dostrzeżesz, że w centrum zdjęcia masz wszystko ostre, a na brzegach wszystko jest bardziej rozmyte, pomimo że odległości do fotografowanego przedmiotu były te same. Inna rzecz, to użycie przysłony „f”. W zależności od tego, ile chcemy wpuścić światła do matrycy, musimy mieć świadomość, że nasze zdjęcie może ucierpieć na jakości. Największą rozdzielczość osiągamy zazwyczaj w przedziale f/5.6-f/8. Stąd głównie w tym przedziale staram się robić zdjęcia. Później dość szybko jakość się pogarsza. A myślałeś skąd to wszystko się bierze? Kiedy popatrzysz na budowę obiektywu zobaczysz, że to nie jest jedno „szkiełko” w plastikowej obudowie, które w jakiś tam sposób skupia światło, ale obiektyw to cały system soczewek złożony nawet z 16-19-stu sztuk, których część na dodatek jest ruchoma! Jako, że jedne soczewki są wypukłe z obu stron, jedne są wklęsłe, a inne płaskie z jednej strony, a wypukłe z drugiej – to powoduje, że otrzymujemy w jakiś sposób zniekształcony obraz. Czyli możemy zapamiętać, że po prostu fizyczna budowa soczewek (zaokrąglenia) powodują nierównomierny podział rozdzielczości na zdjęciu. Kiedy na takim wykresie zobaczysz dla każdego parametru f/* trzy kolorowe znaczniki na wykresie, to wiedz, że punktem odniesienia jest centrum kadru (najwyżej położony punkt), później podaje się ten sam parametr dla matrycy APS-C (najbardziej rozpowszechniona) oraz dla pełnej klatki (na wykresie: brzeg FF). Te wykresy stworzono dla nas, żebyśmy mieli możliwość porównywania obiektywów i ich świadomego wyboru.

ABERRACJA CHROMATYCZNA/SFERYCZNA
Kolejnym parametrem jest aberracja chromatyczna, czyli niechciany efekt rozszczepienia światła, który uwidacznia się na krawędziach fotografowanego przedmiotu. Jedna z soczewek w układzie obiektywu jest właśnie odpowiedzialna za korekcję tego niechcianego zjawiska. Dla nas oznacza to, że np. krawędzie białych okien będą miały czerwoną poświatę po prawej stronie, a po lewej niebieską. Wszystko, co wpływa na jakość i zakłamanie w odwzorowaniu rzeczywistości zawsze chcemy w jak największym stopniu ograniczyć. Dzisiejsze obiektywy dość dobrze sobie radzą z aberracją chromatyczną, dlatego temu parametrowi nie poświęcam zbyt wiele czasu. Zazwyczaj tak jest, że czym bardziej otworzymy migawkę (np. f/2.8), to aberracja może stać się aż za bardzo widoczna. Bardzo dobrą metodą jej ograniczenia jest przejście do przysłony f/5.6 lub wyższej. Problem prawe całkowicie zniknie.

Aberracja sferyczna, to bardziej uciążliwy parametr, ponieważ mówi nam o tym, że ta sama soczewka skupia światło, ale na całej długości punkt skupienia może być w innym miejscu, co powoduje spadek ostrości. Dla fotografa ostrość to jeden z najważniejszych parametrów, dlatego chcemy zwrócić na ten parametr uwagę. Tutaj, podobnie mierzymy ostrość w postaci współczynnika MTF50. Z wykresu łatwo można zobaczyć, że największą ostrość będziemy mieli zazwyczaj przy f/2.8, f/11, f/16. Wykres ostrości dla f/2.8 i dla najlepszej ostrości w całym przedziale musi się pokrywać, wtedy mamy pewność, że obiektyw nie będzie przyczyną utraty ostrości. Nie ma rzeczy idealnych, dlatego szukamy czegoś, co będzie miało w jak największym stopniu pokrywający się wykres.


Aberracja chromatyczna - na poręczach widać czerwone przebarwienia, a na pionowych liniach - niebieskie


Wykres aberracji sferycznej - czym bardziej pokrywają się  punkty na wykresie dla wszystkich przedziałów przysłony, tym lepszy obiektyw pod tym względem - przykładowy wykres z serwisu fotograficznego Optyczne.pl, gdzie możemy porównywać obiektywy wszystkich producentów.

DYSTORSJA
To parametr, który mówi nam, jak bardzo zdjęcie będzie zniekształcone, poprzez zastosowany układ optyczny (w tym wypadku obiektyw). Co to dla nas oznacza. Zrób z bliska zdjęcie swojego pokoju i zobaczysz, że twoje meble będą miały kształt beczki (na pewno nie będą tworzyć prostych, pionowych linii). Dzisiejsze aparaty mają wbudowane programy, które od razu likwidują omawiany efekt i w ten sposób dopiero zapisują nam zdjęcie na karcie. Jednak amatorskie lustrzanki na pewno podobnej opcji nie będą posiadały, stąd warto wybrać świadomie obiektyw. Podczas testów wykonuje się zdjęcie strony w kratkę, odpowiednio poskalowanej, która nawet w sposób wizualny pozwoli nam zobaczyć dystorsję. Ogólnie mówiąc, czym mniejszą „beczkę” zobaczymy, tym lepiej dla nas.


Dystorsja - soczewki zniekształcają krawędzie zdjęcia (w tym wypadku najwyższy maszt nie jest prosty, a raczej zagięty na kształt łuku)

WINIETOWANIE
Jeden z najbardziej denerwujących parametrów. Któż z nas lubi zdjęcia, gdy sobie przybliżymy interesujący nas punkt, a dookoła niego mamy przyciemnione rogi na zdjęciu? Efekt ten jest zdecydowanie niepożądany, stąd chcemy wyeliminować go w jak największym stopniu. Niestety z tym problemem boryka się każdy obiektyw, dlatego musimy pamiętać, co najbardziej go generuje. Jako, że nasze soczewki są w obiektywie ruchome i na dodatek mają różne kształty, to rzecz jasna spowodują straty światła w miejscach w miarę oddalania się od środka kadru. Jak łatwo się domyśleć, na rogach zdjęcia tracimy najwięcej, ponieważ docieranie światła ze względu na krzywiznę soczewek jest ograniczone. Co możemy zrobić, żeby nie „dołożyć” jeszcze od siebie do efektu winietowania? Jeśli lubisz używać różnego rodzaju filtry (UV, polaryzacyjne, połówkowe, itp.), to pamiętaj, że jeśli założysz więcej niż jeden, to przy najmniejszym powiększeniu już możesz w małym stopniu przysłonić sobie rogi zdjęcia. Z tego względu używaj filtry w wersji „slim”, czyli o połowę cieńsze niż te tradycyjne. Druga kwestia to samo powiększenie. Jako, że soczewki są ruchome i mają różne wklęsłości i wypukłości, to musimy pamiętać, że czym większe powiększenie użyjemy, tym mniej światła dotrze do matrycy oraz na rogach zdjęcia będzie coraz ciemniej. Ba! Nawet na środku zdjęcia zrobi się wyraźnie ciemniej (szarzej)! Stąd, jeśli znajdziesz „wynalazki” typu Tamron z „lufą” 18-270 mm, to nie napalaj się, że za małe pieniądze będziesz miał super powiększenie. Owszem – przybliżenie będzie bardzo dobre, ale na zdjęciu zobaczymy „chamską” winietę, czyli wyraźne poszarzenie obrazu wraz z przyciemnionymi rogami. W tej kwestii jestem fanem obiektywów do maksymalnego przedziału 18-140 mm, ponieważ powyżej podanych wartości winieta staje się dla mnie nieakceptowalna. Ogólnie mówiąc, czym większe powiększenie, tym mamy do dyspozycji mniejszą światłosiłę, musimy użyć dłuższego czasu naświetlania, oraz będziemy mieli dużą winietę – krótko mówiąc: otrzymujemy wszystko, co złe, czego nie chcemy. Stąd nie napalam się na hiperzoomy, ale raczej wypośrodkowuję moje potrzeby względem możliwości obiektywów. Owszem są dobre obiektywy, gdzie można przybliżyć nawet 10-12 krotnie obraz i mieć zminimalizowane efekty uboczne, ale takie obiektywy to koszt 20.000 zł i więcej.


Winietowanie - przyciemnione rogi zdjęcia (akcja na Morskim Oku)

AUTOFOCUS
To również jeden z najważniejszych parametrów, ponieważ mówi nam, jak szybko obiektyw będzie reagować na zmianę ostrości oraz jak szybko nam ją ustawi. Czym ten czas jest niższy, tym obiektyw daje nam możliwość lepszego uchwycenia ruchomego obiektu w czasie rzeczywistym – czytaj, możemy złapać chwilę w tym momencie, co chcemy (np. ptak stykający się dziobem z powierzchnią wody podczas lotu nurkującego). W takim wypadku nawet setne części sekundy mają znaczenie. Inna kwestia, to możliwość obiektywu do rozpoznawania, gdzie ma być wyłapywana ostrość obiektu. O ile punkt mierzenia ostrości możemy sobie ustawić, to obiektyw może nam się „pogubić”. Największe problemy odnotowuję w Tamronach, gdzie sfotografowanie kwiatów (np. krokusów), to już duże wyzwanie. Taki obiektyw pomimo wycelowania głównego punktu pomiarowego w kielich kwiatowy, potrafi w ogóle nie złapać ostrości, lub wychwycić ją ze źdźbła trawy… Warto więc wybierać obiektywy, gdzie w testach użytkownicy nie narzekają na autofocus. W końcu, jeśli coś zobaczymy, chcemy szybko wykonać zdjęcie w tej samej chwili, bo tylko wtedy ono będzie najlepsze.


Warto umieć szybko nastawiać parametry...


Fruczak gołąbek - ten motyl macha około 70/sekundę i dodatkowo błyskawicznie się przemieszcza. Chcąc go sfotografować, trzeba stanąć w bezruchu i być... bardzo szybkim w nastawach parametrów...

Pamiętajmy jednak, że nawet jeśli kupimy sobie jeden z najlepszych obiektywów z super parametrami, to na nic one będą, jeśli aparat z obiektywem zamkniemy w torbie, pokrowcu, czy innym futerale, gdzie będziemy musieli najpierw zdjąć plecak, otworzyć zamek, wyjąć jakieś gąbki, przegrody, itp. I najlepiej, jak będzie trzeba wpisać jeszcze login i hasło… :). Wtedy najszybszy autofocus na nic będzie, jeśli wyjęcie całego sprzętu zajmie nam minutę…
Oczywiście obiektywy mają więcej parametrów technicznych i bardziej skomplikowane „wzorki-potworki”, które je opisują, ale nie ma potrzeby wgłębiać się w nie wszystkie. Jeśli jesteś początkującym fotografem lub nawet zawansowanym fotografem na swoje potrzeby, to większą wiedzę zdobędziesz samodzielnie w miarę fotografowania w terenie. Opisanie wszystkich parametrów i omówienie każdego z nich, to miejsce na książkę, których jest już wiele na rynku. Tutaj raczej chciałem przybliżyć w prosty sposób, co najbardziej uprzykrzy nam życie przy wyborze obiektywu.

No i na koniec obiektywowych opowieści: co ty byś wybrał? Biorąc pod uwagę finanse i kwestie techniczne, ja wybrałbym tak: głównie fotografuję góry, więc musi być powiększenie rzeczywiste około 5x (przy matrycy APS-C, która jest praktycznie w każdej amatorskiej i półprofesjonalnej lustrzance – zoom przy powiększeniu 5x będzie wynosić około 7,5x). Przydałoby się większe powiększenie, ale ograniczeniem jest szybka utrata światłosiły na „długiej lufie” oraz „chamska” winieta, która zepsuje każde zdjęcie. Stąd, wybierając powiększenie, „kręciłbym się” w przedziale 18-135 mm, 18-140 mm. Z całą pewnością pokryje to moje potrzeby na fotografię krajobrazową w około 95%. To bardzo dużo. Jeśli mówimy o światłosile, to fajnie, jakby była jak największa, czyli f/3.5 lub f/2.8. W tym przedziale cenowym nie znajdziemy nic lepszego, dlatego będę celować w f/3.5 na najmniejszym powiększeniu i f/5.6 na największym powiększeniu. Dzięki temu w większości przypadków mój obiektyw spełni wymogi dotyczące światła. Będzie trochę problemów przy fotografii nocnej, no ale cóż – wszystkiego nie da się zawrzeć w cenie 1.500-3.000 zł. Teraz mogę wejść w świat pozostałych parametrów takich, jak: rozdzielczość, czy ostrość. Szukam więc obiektywu, który ma światłosiłę f/3.5-f/5.6, zoom 18-135 mm, 18-140 mm i przeglądam wykresy rozdzielczości oraz abberacji chromatycznej i sferycznej. Na końcu przeglądam również wykresy dystorsji (czyli, jak bardzo obiekty będą „beczkowate”). Tak naprawdę odsianych obiektywów mam już całe mnóstwo, więc zostaje mi tylko porównanie, czy chcę mieć firmowy obiektyw Canona/Nikona, itp., czy raczej „coś” od firm trzecich (Tamron lub Sigma), gdzie trzeba pamiętać, że Sigma to bardzo dobry sprzęt. I tak np. celując w moje upodobania, mając aparat Nikon D7200, rozglądałem się za obiektywami Nikon AF-S DX 18-140 mm f/3.5-5.6G ED VR oraz Sigma C 18-200 mm f/3.5-6.3 DC Macro OS HSM. Nie są to jakieś „górnopółkowe” konstrukcje, ale na moje zaawansowane amatorskie potrzeby w zupełności wystarczające. Główną wadą Nikonowego obiektywu jest winietowanie na rogach przy małych powiększeniach, a Sigmy zbyt słaba światłosiła na największej „lufie” – aż f/6.3. Ostatecznie wybrałem ten pierwszy, ponieważ, inne parametry były bardzo zbliżone do siebie, a winieta, która tak bardzo mi przeszkadza występuje jako bardzo wyraźne, czarne zaokrąglenie na rogach przy małych powiększeniach, więc przy rozdzielczości 6000 x 4000 px mogę je bezproblemowo wyciąć i zdjęcie na tym nie ucierpi. Stąd zdecydowałem się na model Nikona.

INNY TYP FOTOGRAFII I DOBÓR OBIEKTYWÓW
A co jeśli naszym tematem nie będzie fotografia gór lub krajobrazów? Np. lubimy portrety? Ten typ fotografii ma zupełnie inne wymagania, ponieważ możemy przyjąć, że fotografowana osoba będzie w podobnej odległości od aparatu, więc możemy pokusić się nawet o obiektyw stałoogniskowy, czyli taki, gdzie nie będzie żadnego zoomu, ale powiększenie rzeczywiste będzie zawsze o stałej wartości (w większości przypadków ten typ obiektywów ma ogniskową równą 50 mm, czyli daje nam powiększenie rzeczywiste rzędu x1,73). Jako, że nie ma ruchomych soczewek nasz układ optyczny jest o wiele mniejszy i lżejszy. Kolejne zaleta, to światłosiła. Jako, że soczewki są stałe, ten parametr wynosić będzie nawet f/1.4, f/1.8. To już naprawdę bardzo konkretne „światło”, o którym możemy pomarzyć w naszych obiektywach typu „zoom”. Do czego nam tak dobre światło, skoro nie robimy zdjęć portretowych w nocy? Pamiętajmy, że czym parametr „f” jest bliższy jedynki, tym możemy otrzymać ciekawszy efekt rozmytego tła tuż za osobą fotografowaną, co jest w szczególności pożądane w fotografii portretowej. Inne wykorzystanie tego samego typu obiektywu, to fotografia nocna. Skoro mamy do dyspozycji dobre światło (f/1.4, f/1.8), to czemu by nie zrobić zdjęcia okolicy na tle rozgwieżdżonego nieba? Jedyny minus jest taki, że nie będziemy mogli przybliżyć ani oddalić sobie obrazu. Efekt za to będzie gwarantowany! Dysponując ciągle tym samym aparatem, będziemy mogli zrobić ciekawe zdjęcia nocą, gdzie gwiazdy nie będą miały kształtu łuku. Omawianego typu obiektywów używa się również do… fotografowania zórz polarnych! Wystarczy wyjść na jakieś wzgórze i wtedy jego ponadprzeciętna światłosiła otwiera nam zupełnie nowe możliwości.

PTAKI I ZWIERZĘTA
To jeden z najtrudniejszych rodzajów fotografii, ponieważ wymaga wiedzy, poświęcenia i… trochę bardziej zasobnego portfela… Niestety obiektywy do fotografowania ptaków, to już wydatek dużego rzędu. Dlaczego tak musi być? Ponieważ fotografia zwierząt jest bardzo wymagająca. Zwierzęta i ptaki nie zapozują ci do zdjęcia tak, jak ty chcesz, ani nie podejdziesz do nich i nie powiesz im: ‘ja chcę tylko cyknąć zdjęcie”. Zwierzęta są płochliwe, dlatego „długa lufa” to podstawa (czytaj: konkretne powiększenie), a co za tym idzie musi być dobra światłosiła, jak najmniejszy efekt winietowania, oraz szybki autofocus, żeby uchwycić daną chwilę. Takie obiektywy potrafią kosztować krocie i jeśli chcemy osiągać zadowalające wyniki, to obiektyw za 16.000 zł, to zupełne minimum. Tylko takie oferują stałą światłosiłę na całej długości i tylko takie pozwalają zrobić naprawdę duże przybliżenia z dużej odległości. A dlaczego wspomniałem o poświęceniu? Ponieważ przy fotografowaniu zwierząt musisz poznawać ich zwyczaje, a nieraz zaczaić się na trzy dni w jakiś super gęstych krzaczorkach i czekać, żeby dany zwierz przeszedł akurat obok ciebie…

FOTOGRAFOWANIE - CZĘŚĆ PRAKTYCZNA
Mając już wiedzę na tyle wystarczającą, żeby wybrać sobie samodzielnie sprzęt do fotografowania, teraz musimy zdobyć doświadczenie, które pozwoli nam wykonywać naprawdę dobre zdjęcia. Dopiero na tym etapie zobaczysz, że nie musisz mieć super drogiego sprzętu, żeby zrobić zadziwiające zdjęcia. Ja sam dysponowałem przez wiele lat lustrzanką za około 2.000 zł, i mogłem dzięki niej zrobić prawie wszystko to, co chciałem. Teraz moja nowa lustrzanka nie jest o wiele droższa, bo kosztowała około 2800 zł i stwierdzam, że nie potrzebuję więcej, ponieważ w mojej tematyce fotograficznej nie aparat decyduje o tym, jakie będę miał zdjęcia, a… znajomość klimatu, pogody, zjawisk przyrodniczych, wyciągniętych wniosków ze spisanych danych z wielu lat, doświadczenie z wypraw górskich, itp. Co mam na myśli? Czy wiesz, kiedy zobaczyć 2.000.000 krokusów (tak – dwa miliony) na jednej polanie, czy wiesz, gdzie znaleźć krajobrazy podobne do tych znanych z Windowsa XP?, czy wiesz, przy jakich temperaturach zima jest najpiękniejsza, czy wiesz kiedy można wędrować ponad chmurami i cieszyć się wspaniałymi kolorami jesieni? Takich pytań mogę zadać wiele, bo od 20-lat gromadzę wiedzę na podobne tematy i spisuję ją w postaci danych historycznych i matematycznych, co pozwala mi przewidywać wiele zjawisk przyrodniczych. Moją mocną stroną nie jest drogi sprzęt, ani nawet wykorzystanie parametrów technicznych, gdyż nie mam „mocnego” aparatu, a tym bardziej obiektywu, lecz wiedza na temat ciekawych zjawisk przyrodniczych, czy też miejsc, które są ciekawe pod względem fotograficznym. Drogi czytelniku, chcę Cię zachęcić tymi kilkoma zdjęciami, żebyś szukał, odkrywał świat, kojarzył fakty, gromadził dane i analizował, to co już nagromadziłeś, żeby to wszystko zamieniało się w doświadczenie, które pozwoli ci się dalej rozwijać. Przykładowe zdjęcia mają pokazać nie tylko, w jaki sposób wykonałem dane zdjęcie, ale również, skąd zaczerpnąłem informacji na temat danego miejsca, czy też zjawiska.

1. Babia Góra 22.02.2009
zdjęcie wykonane „kompaktem” Canon SX100 IS.
Parametry: f/4, 1/500 s, ISO 200. Zdjęcie z „kompakta” poznasz po sześciu promieniach rozchodzących się od środka tarczy słonecznej. Średniozaawansowane lustrzanki dają 12-18 promieni, a profesjonalne od 18 do nawet 51. Aparat kompaktowy nie daje możliwości regulacji zbyt wieloma parametrami. Kadr przedstawia wschód słońca na szczycie Babiej Góry. Od 2006 roku, kiedy zacząłem jeździć w góry, dowiedziałem się, że Babia Góra słynie z pięknej zimy w okolicach szczytu. Wszystko co stoi na drodze wiatru jest owiewane kryształami, lodu i śniegu, przez tworzą się dziwne formacje śnieżne. Nieco poniżej drzewa zazwyczaj są w 100% pokryte takim śnieżnym „nalotem”. Największe formy śnieżne mają nawet do 2,5m długości! Trzeba pamiętać, że przy bezchmurnym niebie Babia Góra w zimie jest zawsze cudowna, niepowtarzalna i najpiękniejsze widoki zobaczymy, idąc w nocy tak, żeby zdążyć na wschód słońca ze szczytu. W tym celu trzeba jednak mieć dobrą kondycję, jeszcze lepszą znajomość terenu i obycie ze światem gór. Jak widać, zdjęcie wykonałem „tanim” aparatem, który w dzisiejszych czasach odszedł w zupełne zapomnienie. Znajomość ukształtowania terenu Babiej Góry pozwala mi chodzić w nocy, a w razie zgubienia właściwej trasy potrafię wyrównać do ogólnego przebiegu grani, skąd odszukam sobie szlak.


2. Krokusy na Kalatówkach i w Dolinie ChochoŁowskiej
Canon EOS 650D
Parametry: f/8, 1/100s, ISO 100 (pierwsze zdjęcie)
Krokusy najliczniej występują na Polanie Kalatówki i w Dolinie Chochołowskiej zazwyczaj w dniach 13-22 kwietnia każdego roku. Jak dokładnie wyznaczać datę, kiedy będzie najwięcej kwiatów, opisałem w osobnym artykule: https://goryszlaki.blogspot.com/2017/04/krokusy-w-dolinie-chochoowskiej-kiedy.html Kiedy kwitną krokusy w tych miejscach, dowiedziałem się na podstawie moich własnych obserwacji oraz zapisków, które robię co roku. Dzięki temu wiem, w której części polany jest najwięcej kwiatów, czy cała polana zakwita równomiernie i jak wyznaczyć sobie dzień, w którym pojechać na podziwianie kwiatów. Dolina Chochołowska w szczycie kwitnienia oferuje nam nawet do dwóch milionów krokusów w jednym miejscu! Polana Kalatówki ponad milion tych kwiatów! Oba miejsca są uznawane za największe skupiska krokusów w Polsce, stąd co roku w kwietniu słyszymy informacje o zadeptanych krokusach w Dolinie Chochołowskiej. Drugiego miejsca większość ludzi nie zna, ponieważ nie mówi się o nim w mediach.

 
Krokusy na Kalatówkach

 
Krokusy w Dolinie Chochołowskiej

3. TRZY KORONY (PIENINY) 16.10.2017
Canon EOS 650D
Parametry: f/6.3, 1/40s, ISO 100
Niezwykłe morza chmur w Pieninach, to coroczny spektakl naturalny, który ma miejsce kilkanaście razy w roku, ale w połączeniu z największą głębią kolorów liści jesieni występuje tylko jeden lub maksymalnie dwa razy w roku! Przez 8 lat z rzędu (lata: 2010-2017) zjawisko występowało w dniach 13-20 października. Na podstawie zapisanych danych opracowałem poradnik i zbiór informacji, jak wyznaczać ten dzień i co możemy zobaczyć. Cały artykuł znajduje się tutaj: https://goryszlaki.blogspot.com/2017/10/pieniny-2017-16-17102017-osmy-rok.html

  

4. Przełęcz Szopka (Pieniny) 16.10.2017 
Canon EOS 650D
Parametry: f/6.3, 1/60s, ISO 100
Zdjęcie „pół na pół”, czyli jesień na pierwszym planie i zima w tle. Co roku podziwiam ten piękny widok z Przełęczy Szopka, kiedy schodzę ze szczytu Trzech Koron, gdzie udaję się na podziwianie mórz chmur i kolorów jesieni. Co roku to zjawisko powtarza się w dniach 13-20 października.


5. W DRODZE NA CIEMNIAK 2096 m n.p.m. (Tatry) 17.03.2015
Canon EOS 650D
Parametry: f/5.6, 1/125s, ISO 200
Zima w Tatrach powyżej 2000 m n.p.m. jest niezwykła. Najgrubsza pokrywa śnieżna zazwyczaj utrzymuje się pod koniec lutego i w marcu. Podejście szlakiem z Doliny Kościeliskiej nie jest przyjemne, ale z trasy możemy zobaczyć wschody słońca jak na Alasce! Przed nami ciągną się rzędy białych gór, które stopniowo są oświetlane ciemnopomarańczowym słońcem. Najlepsza pora na tą trasę, to wymarsz o godzinie 2.00 w nocy z Doliny Kościeliska. Wówczas w trakcie wschodzącego słońca będziemy w najwyższych partiach Tatr Zachodnich. Obowiązkowo trzeba znać trasę i mieć doświadczenie w wędrówkach wysokogórskich w warunkach zimowych plus sprzęt: czekan i raki.


6. Pieniny (nad przełęczą Tokarnia 710 m n.p.m. SŁOWACJA) 7.05.2016
Canon EOS 650D
Parametry: f/9, 1/80s, ISO 100
Te sielankowe krajobrazy (nawet lepsze niż na znanej tapecie z Windowska XP) możemy zobaczyć w Pieninach po stronie słowackiej w okolicach Przełęczy Tokarnia, idąc na Wysoką 1050 m n.p.m. Wiosenne, świeżozielone trawy najpiękniejsze są w maju, kiedy przyroda budzi się do życia. Polecam pojechać tam po majówce, kiedy ruch na drogach jest znacznie mniejszy, a trawy na pewno będą zielone. Miejsce jest zupełnie zapomniane i nawet w okresach długich weekendów nie musimy obawiać się oblężenia. O tej trasie trzeba po prostu wiedzieć. W dużej części szlakiem jest szerszy pas trawy, gdzie nie ma nawet wydeptanej ścieżki…

 

7. WIELKA RACZA 1236 m n.p.m. (Beskid Żywiecki) 5.05.2012 / Pieniny (Trzy Korony) 23.10.2016
Canon EOS 650D
Parametry: f/8, 1/125s, ISO 100
Parametry: f/7.1, 1/40s, ISO 100
Początek maja w najwyższych górach Beskidu Żywieckiego zazwyczaj obfituje we wiosenne mgły. Warto wybrać się wczesnym porankiem, by jak najszybciej przekroczyć wysokość 1000 m n.p.m. Dzięki temu będziemy mieli okazję powędrować ponad poziomem chmur i zobaczyć coś niezwykłego. Większość turystów, którzy przejdą tą samą drogą w standardowej porze nie zobaczą tak pięknego widowiska. Będąc w tym samym czasie w lesie, przebijając się przez chmury, pomiędzy drzewami zobaczymy, jak gałęzie rzucają cienie na chmury oraz, jak promienie przedzierają się pomiędzy nimi.

 

8Przełęcz Medziholie widziana ze szlaku na Wielki Rozsutec (Pasmo Małej Fatry) 7.06.2015
Canon EOS 650D
Parametry: f/5, 1/160s, ISO 200
Grałeś kiedykolwiek w Settlers’y I lub II? Kiedy jesteś w drodze na szczyt Wielkiego Rozsutca, właśnie masz okazję poczuć się jak w tej kultowej grze, gdzie osadnicy mogli poruszać się tylko po wydeptanych ścieżkach. Chociaż trasa jest otwierana dopiero 15 czerwca każdego roku, to już od początku tego miesiąca miłośnicy gór zasypiają na skrzyżowaniu pięciu ścieżek, by wczesnym porankiem wyruszyć na szczyt Wielkiego Rozsutca. Najlepsza pora na wędrówki w tych rejonach to początek czerwca, ponieważ zielone góry przypominają Bieszczady, a wszystko dookoła zakwita niezwykłą, alpejską roślinnością!


9. W DRODZE NA TOMANOWY WIERCH 1977 m n.p.m. z Kamienistej (Tatry), samotna wędrówka przez całą noc i cały dzień przez 20h 30min (5 szczytów o wysokości wyższej lub bliskiej 2000 m n.p.m.) W PEŁNYCH WARUNKACH ZIMOWYCH
Canon EOS 650D
Parametry: f/7.1, 1/160s, ISO 100
Spotkania z kozicami są dość częste w Tatrach, ale nie w Polsce, ponieważ ruch turystyczny jest zbyt wielki. Z tego względu częściej spotkamy się z omawianymi zwierzętami po stronie słowackiej. Na czas zimy (od 1 listopada do 15 czerwca) słowackie szlaki tatrzańskie są zamykane, w celu ochrony zwierząt i niezakłócania okresu rozrodczego kozic górskich. Zimowe szlaki w Polsce w Tatrach nie są zamknięte, dlatego polecam dla bardziej zaznajomionych w temacie gór wybranie jakiejś trasy np. w Tatrach Zachodnich. Na tym zdjęciu widać tylko jedną kozicę, ale ponad nią stały jeszcze trzy. Więcej zdjęć i relację z tej wyprawy znajdziesz tutaj: https://goryszlaki.blogspot.com/2016/12/kamienista-smreczynski-wierch-tomanowy.html

 

10. HALA BORACZA PRZY TEMPERATURZE -26’C, 6.01.2017
Canon EOS 650D
Parametry: f/6.3, 1/50s, ISO 100
Parametry: f/6.3, 1/100s, ISO 100 + filtr polaryzacyjny
Parametry: f/6.3, 1/125s, ISO 100 + filtr polaryzacyjny
Kiedy na termometrze mamy poniżej -15’C nie wybieraj najwyższych gór, ponieważ lepsze widoki będziesz miał w Beskidach. Drzewa pokryte są przepięknym szronem, a podczas zachodzącego słońca kryształki śniegu i lodu dodatkowo przybierają pięknej, pomarańczowej barwy. Takiego widowiska nie można przegapić! Najlepsze tereny to góry do wysokości 1100 m n.p.m. kiedy mrozy są większe niż -15’C.

  

11. HALA BORACZA PRZY TEMPERATURZE -26’C, 6.01.2017
Canon EOS 650D
Parametry: f/6.3, 1/160s, ISO 100 + filtr polaryzacyjny
Kolejne zimowe ujęcie przy temperaturze -26’C na styku lasu liściastego i iglastego. Zima przy tak dużym mrozie jest niezwykła tam, gdzie występuje dużo drzew liściastych. Z tego względu polecam nie przekraczać linii lasu liściastego zanim nie ujrzymy ciepłych kolorów promieni słońca chylącego się ku zachodowi.

 
Cudowna zima na Hali Boraczej i powyżej niej

12. MORSKIE OKO I CZARNY STAW POD RYSAMI
Nie trzeba ci mówić, że rejon stawów jest codziennie przeludniony, a w lecie potrafi je odwiedzić nawet 30.000 osób w ciągu jednej doby. Jak więc robię zdjęcia Morskiego Oka i Czarnego Stawu pod Rysami bez ludzi w tle? Oraz jak mogę pójść w rejon Morskiego Oka, żeby nie mieć tłumów? Musisz zaobserwować, jak wygląda dynamika tłumu idącego do Morskiego Oka. O 6.30 rano jedzie pierwszy bus z Zakopanego do Palenicy Białczańskiej (ten największy parking). Dojazd trwa 30 min, dlatego pierwsze, większe grupy pojawiają się od godziny 7.00 rano. Ci ludzie są zazwyczaj doświadczeni i chcą wyruszyć jak najszybciej, żeby nie wędrować w tłumach i pójść na wysokie szczyty. Niezorientowani turyści, którzy góry odwiedzają okazjonalnie, zaczynają swoje wycieczki zwykle po godzinie 9.00. Jest jeszcze wcześnie, więc i tak zdążą „zrobić” swoje. Do tej grupy należy większość ludzi z omawianych 80% z początkowego fragmentu artykułu… Oni nie czują potrzeby, by wstawać wcześniej, bo trzeba się wyspać i napić się kawy. Poczucie komfortu i bezpieczeństwa nie zostaje zaburzone, dlatego możemy przyjąć zasadę, że właśnie te 80% turystów z dzisiejszego dnia rozpocznie swoją przygodę w godzinach 9.00-11.00. Ci, którzy wiedzą coś więcej o górach wyjdą znacznie wcześniej. Ja wychodzę z parkingu o 3.00 w nocy. Moje tempo wynosi dokładnie 1h 19min/9,2km, które mamy do przejścia w drodze do Morskiego Oka. W lecie wschód słońca (koniec czerwca/początek lipca) mamy o godzinie 4.21, ale że na drodze stoją dwutysięczne góry, to tam opóźnia się o kilkanaście minut, więc zostaje mi jeszcze jakieś 15-20 min czasu wolnego. Tafla wód Morskiego Oka zazwyczaj o tej porze jest nieruchoma, dzięki czemu mogę zrobić zdjęcia odbitych gór przede mną w dobrym już świetle. Za 15-20 min rozpoczyna się wschód słońca, i od tego momentu aparat się cieszy :). To oznacza, że obchodząc w 45 min od lewej strony Morskie Oko dostępnym, czerwonym szlakiem, wykonam kilkadziesiąt fotografii odbić gór na idealnie nieruchomej powierzchni wód Morskiego Oka. Dodatkowym i niespodziewanym bonusem może być spotkanie z rodziną jeleni… Warto więc pamiętać, jak zachowują się tłumy i o których godzinach rozpoczyna się ich największa aktywność.
Najważniejsze, żebyś najbardziej znane miejsce pokazał w zupełnie inny sposób…

  
 
Morskie Oko bez tłumów w środku sezonu

 
Łania z młodym na szlaku okrążającym Morskie Oko od lewej strony stawu

 
Ciekawe odbicia w Morskim Oku

13. Kreta – Elafonissi, Falasarna i Balos, Zakyntos - Marathonissi 
Znane, jedne z najpiękniejszych, rajskich miejsc w całej Grecji. Plaże są uznawane za jedne z najpiękniejszych na świecie. Jak fotografować, żeby widzieć na zdjęciu dno morskie? Do tego potrzebujesz filtra polaryzacyjnego. Ta nakładka na obiektyw pozwala „kasować” ze zdjęcia odbicia, które widzimy na szybach, tafli wody, itp. Filtr polaryzacyjny dodatkowo wzmacnia nasycenie kolorów, co szczególnie ma zastosowanie w fotografii krajobrazowej. Obracając ruchomą część filtra polaryzacyjnego od razu dostrzeżemy przez wizjer, jak zmienia nam się ilość widzianych odbić oraz nasycenie kolorów.

 
 
 

14. DOM DE MISCHABEL 4545 m n.p.m. – góra w Alpach szwajcarskich i Lesbos (Grecja) – plaża w Petrze
Na wysokości 2700 m n.p.m. nadal rosną ciekawe rośliny. Jako fotograf możesz pobawić się perspektywą. Do małego kwiatu o wielkości 5-15 cm przystaw jak najbliżej obiektyw tak, żeby nadał łapał ostrość, a w tle umieść coś oddalonego. Zbudujesz w ten sposób ciekawy kadr – w tym przypadku połączenie lata z zimą, co nie powinno występować ze sobą razem.

 
Zima i lato na jednym kadrze

Innym przykładem „zabawy” perspektywą jest plaża nad morzem. To samo miejsce można widzieć za pomocą aparatu w zupełnie inny sposób, stojąc dokładnie w tym samym miejscu. Sami zobaczcie (plaża widziana z drewnianego chodnika i ta sama plaża widziana dokładnie z tego samego miejsca, ale przy użyciu powiększenia):

 
Ta sama plaża widziana z tego samego miejsca

15. ORNAK 1853 m n.p.m. (TATRY)
Ciekawostką jest, że możesz wędrować w środku nocy nad poziomem chmur i jednocześnie podziwiać góry! Jak się wykrywa takie morza chmur? Ja korzystam na bieżąco z serwisu meteo.pl, a konkretniej z linku: http://new.meteo.pl/um/php/meteorogram_id_um.php?ntype=0u&id=661 Co to jest? To naukowa prognoza pogody. Jeśli znasz się na rodzajach chmur, to z dolnego wykresu będziesz mógł dodatkowo wyczytać sobie, jakie chmury powstaną, a znając ich typy, będziesz wiedział w jakie chmury zamienią się w miarę upływu czasu. Ważne, żeby na dolnym wykresie chmury miały kolor maksymalnie czarny, a na przedostatnim wykresie od dołu, żeby wysokość chmur nie przekraczała 2000 m, jeśli mówimy o Tatrach i poniżej 1000 m, jeśli mówimy o Pieninach. Jeśli te dwie dane wystąpią na obu wykresach, to wiedz, że będziesz iść nad chmurami. Ważny jest tylko fakt, że wychodzić musisz w nocy, ponieważ morza chmur najgęstsze są przed wschodem słońca i występują maksymalnie 2-3 godziny po nim. Później pomału się rozpadają. Zatem musisz obliczyć sobie czas wędrówki tak, żeby zdążyć na wschód słońca na szczycie. Kiedy robisz zdjęcia nocne, staraj się otworzyć migawkę do f/2.8 lub f/3.5, jeśli nie masz f/2.8, postaw aparat na statywie, plecaku, słupku, kamieniu, itp., wybierz czas naświetlania, żeby był jak najkrótszy, ale żeby zdjęcie się naświetliło (wskaźnik poziomu światła w wizjerze musi być lekko odchylony od wartości 0 w prawo) i podbij ISO do akceptowalnej najwyższej wartości. Wtedy zdjęcie na pewno się uda. Ważne, żeby nie używać filtra polaryzacyjnego, ponieważ on pochłonie część światła i czas naświetlania jeszcze bardziej się wydłuży. Czym dłuższy czas naświetlania, tym większe ryzyko poruszenia zdjęcia.

 
Wędrówka w środku nocy ponad chmurami

16. DENALI 6190 m n.p.m. (ALASKA - USA) / ELBRUS 5642 m n.p.m. (KAUKAZ - ROSJA)
Chociaż zdecydowana większość ludzi nigdy tam nie pojedzie przez całe swoje życie, bo warunki są zbyt surowe do życia (trzeba między innymi spać w namiocie przy temperaturze -30’C), to warto na przykładzie tych zdjęć wspomnieć o pewnej kwestii. Jeśli jesteś w jakimś wyjątkowym miejscu, pamiętaj, żeby pokazywać zwyczaje, sposób życia spotkanych ludzi, jak wygląda życie (w tym wypadku: jak wygląda życie w obozie wyprawowym). Stawaj się reporterem, kimś, kto później przekaże, opowie te informacje swoim znajomym, przyjaciołom, rodzinie, itp. Takie zdjęcia zawsze mają dużą moc przekazu, ponieważ przybliżają coś nieznanego, czego oni nigdy nie doświadczyli.

 
 
 
 
 
   
 

17. BREITHORN 4167 m n.p.m. (ALPY SZWAJCARSKIE)
Dzisiaj fotografia komercyjna bazuje na szokowaniu i zwracaniu uwagi czymś strasznym, dziwnym, nieznanym, itp. Ty również spróbuj w swojej dziedzinie wyłapać jakieś momenty, które nadadzą dramaturgii widzianej sytuacji. Na pewno takie zdjęcie przyciągnie widza. Ważne, żeby nie powielać metod pracy reporterów, gdzie czasami ich zachowanie przypomina zachowanie hien. Nie chcemy uczyć się złych zwyczajów.

Podejście na szczyt Breithornu 4167 m n.p.m.

18. KAZBEK 5047 m n.p.m. (GRUZJA), PUNTA GNIFETTI 4554 m n.p.m. (ALPY SZWAJCARSKIE)
Robiąc zdjęcia na dużych wysokościach, pamiętaj, że powyżej 3700 m n.p.m. zwykły „kompakt” może sobie już nie poradzić z kolorem nieba. Ilość promieniowania UV, zbyt mała przysłona, to sprawy, które najczęściej powodują, że niebo na zdjęciach zrobi się ciemnogranatowe i zamglone. Jeśli jeździsz w takie góry, lepiej zabrać lustrzankę lub bezlusterkowca. Te aparaty oddadzą w pełni kolory nieba.

W drodze na szczyt Kazbek 5047 m n.p.m. - kolor nieba został zachowany

Zdjęcie z lustrzanki - Punta Gnifetti 4554 m n.p.m.

To samo ujęcie z kompaktu - kolor nieba nie jest już taki, jak powinien być

19. Szlak na Rysy (Tatry) / Szlak do schroniska Monte Rosa Hutte (Alpy szwajcarskie)
Fotografując krajobraz, pamiętaj, żeby niektóre elementy przypominały ci o ciekawych fragmentach trasy. Wykorzystując efekt perspektywy możesz zrobić zdjęcie znaku szlaku na tle gór. Na pewno będziesz miał miłe skojarzenia, kiedy będziesz oglądać takie zdjęcia.

 

20. SZCZYT RYSÓW 2499 m n.p.m., ORNAK 1853 m n.p.m.
W konkursach fotograficznych bardzo duże znaczenie ma gra świateł i cieni. Dzisiaj głównie tą techniką wykonuje się zdjęcia konkursowe. Chodzi o to, żeby w terenie odnaleźć jakieś cienie, kształty geometryczne, które będą tworzyły wzory lub mozaikę. Wytnij za pomocą kadru z rzeczywistości tylko ten fragment i zrób zdjęcie. Efekt będzie naprawdę dobry! Niestety konkursy fotograficzne dzisiaj wyglądają, jak wyglądają, dlatego nie uczestniczę w nich. Dzisiaj zazwyczaj, albo trzeba mieć znajomości, zrobić zdjęcie przedstawiające geometrię w naturze, albo wygrywają czarno-białe kadry… Każdy ma inny gust, ale to, co wygrywa w konkursach fotograficznych nie cieszy mojego oka. Dla mnie konkursy są zbyt przewidywalne i tendencyjne pod tym względem.

 
Gra świateł i cieni oraz kształty geometryczne

21. KOŚCIELEC 2155 m n.p.m. (TATRY)
Kolejny przykład „zabawy” perspektywą. Zdjęcie nie jest wysokiej jakości, ale ułożenie głównego obiektu (w tym wypadku wchodzący na szczyt góry pan) na tle odległej przestrzeni sprawia wrażenie, jakby za nim znajdowała się nieskończenie wysoka przepaść. W rzeczywistości w tym miejscu znajdują się gładkie płyty skalne i poczwórna seria dwu-, trzymetrowych, prawie pionowych lub bardzo ukośnych ścianek skalnych.

Zabawa perspektywą

22. NIECODZIENNE ZJAWISKA
Staraj się w każdej podróży – tej małej i tej wielkiej – mieć aparat zawsze przy sobie, bo nigdy nie wiesz, kiedy spotkasz coś ciekawego. Słyszałeś kiedyś o widmie Brockenu, chmurach altocumulus lenticularis, wodospadzie pod Rysami, czy o tym, jak powstaje biały szkwał?

WIDMO BROCKENU, to jedno z najciekawszych zjawisk w górach, ponieważ jest bardzo rzadkie. W porze wschodzącego słońca trzeba znaleźć się ponad poziomem chmur. Wtedy promienie słoneczne rzucą twój cień na powierzchnię chmur, a dookoła głowy twojego cienia powstanie tęcza! Z tym zjawiskiem związana jest legenda, mówiąca o tym, że kto zobaczy widmo Brockenu, tego spotka nieprzyjemna sytuacja w górach (wypadek). Dopiero trzykrotne ujrzenie tego zjawiska zdejmuje klątwę. Czy legenda jest prawdziwa? Ja widziałem już 10 widm Brockenu, więc stwierdzam, że klątwa ewidentnie nie działa…

Widmo Brockenu na Babiej Górze

CHMURY ALTOCUMULUS LENTICULARIS – chmury zwane również soczewkowymi. Powstają przy pionowym ciągu ciepłego powietrza. Widząc je, wiedz, że do 24 godzin czeka cię bardzo silny wiatr. Z drugiej strony masz aż jeden dzień na przygotowanie się na złe warunki, jeśli jesteś gdzieś wysoko w górach.

Chmura altocumulus lenticularis

WODOSPAD POD RYSAMI. Może brzmi to niewiarygodnie, ale występuje on okresowo, tylko, kiedy lato obfituje w opady. Takie lato mieliśmy w 2008 roku, gdzie nadmiar wody spływał ścianą Kazalnicy. Będąc w odpowiedniej porze, ujrzałem nawet na nim tęczę!

Wodospad pod Rysami

CHMURY TWORZĄCE BIAŁY SZKWAŁ LUB POTĘŻNE BURZE W GÓRACH. To nic innego jak chmura burzowa cumulonimbus capilatus arcus. Jest to chmura burzowa z widocznym wałem nisko położonych chmur na przodzie. Ten wał chmur zwiastuje ciszę przed burzą, a kiedy znajdzie się tuż nad tobą – nagłe uderzenie wichury. Dlaczego tak się dzieje? Chmura burzowa powstaje z silnych prądów wstępujących, czyli porcji ciepłego powietrza, które unoszą się ku górze. W trakcie unoszenia się, masy powietrza w końcu przekraczają punkt rosy (w lecie w upalny dzień jest to zazwyczaj poziom 2200 m n.p.m.), czyli para wodna zamienia się w widoczne kropelki wody. W trakcie wędrówki ku górze masy powietrza ciągle się wychładzają, przez co w chmurach powstają najpierw kropelki wody, a wyżej nawet grad. Te schłodzone masy powietrza, kiedy dotrą do górnej części chmury burzowej, opadają na ziemię z impetem, co my odczuwamy jako bardzo silny wiatr.

Chmura odpowiedzialna za biały szkwał lub potężną burzę w górach - chmura wygląda, jak z filmu katastroficznego

Więcej o pogodzie w górach, chmurach i o błędach, które ludzie popełniają na wielką skalę napisałem w osobnym artykule: https://goryszlaki.blogspot.com/2018/03/10-bedow-ktore-turysci-najczesciej.html (w szczególności polecam punkt 4. tego artykułu, gdzie krok po kroku omawiam typy i rodzaje chmur, które poinformują nas o nadchodzących opadach/burzy)

23. EFEKT ROZMYCIA WÓD WODOSPADU
Jak otrzymać efekt rozmycia wody na wodospadach? Standardowo aparat będzie chciał parametrów typowych dla fotografii dziennej, czyli f/7.1-f/8 oraz czasu naświetlania 1/100-1/200. Nie od dziś wiadomo, że efekt rozmycia prezentuje się znacznie lepiej, dlatego nieco „oszukamy” aparat, żeby wymusić inne ustawienia. Koniecznie musimy skorzystać z trybu ręcznego i wybrać przysłonę rzędu f/11-f/13, co spowoduje, że wpuścimy zbyt mało światła. Wtedy aparat będzie nas informował, żeby zwiększyć czas naświetlania. Ustawiamy zatem 1/30s – 0,5s – w zależności od warunków. Tak długi czas naświetlania spowoduje, że ruchoma woda zacznie „rysować” na matrycy mnóstwo linii, które w tym czasie na zdjęciu zleją się ze sobą. Właśnie w ten sposób powstają zdjęcia wodospadów, które pasjonaci pokazują nam w Internecie, magazynach, czy też na portalach społecznościowych i fotograficznych.


24. PROMIENIE SŁONECZNE W KSZTAŁCIE GWIAZDY
Zastanawiałeś się, dlaczego na wielu zdjęciach promienie rozchodzą się na kształt gwiazdy, co wygląda efektownie na zdjęciu? W tej kwestii bardzo wiele mają do powiedzenia same aparaty i układ optyczny w nim zastosowany. Aparatem kompaktowym raczej nie uzyskamy takiego efektu, a jedynie wokół słońca powstanie sześć zgrubień dookoła niego. Na zdjęciu otrzymamy efekt pogrubionej tarczy słonecznej z sześcioma bokami lub „urwanymi promieniami”, zazwyczaj z fioletowymi przebarwieniami. Aparaty amatorskie i półprofesjonalne (zaawansowane) dadzą nam już możliwość wykonania zdjęcia z pełnym efektem gwieździstych promieni wokół tarczy słonecznej. Co trzeba zrobić, żeby otrzymać taki efekt? Na początku musimy pamiętać, że już samo ustawienie obiektywu w stronę słońca spowoduje zbyt duże prześwietlenie kadru. Zanim skierujemy w tę stronę aparat, zawczasu przestawmy parametry ręcznie na około f/11 lub f/13, 1/500 (to takie minimum). Potem możemy sobie przestawiać parametr czasu w zależności od silnego światła. Dzięki początkowemu ustawieniu wyjściowemu zabezpieczymy się przed nagłym dopływem ewidentnie za dużego światła do matrycy, co mogłoby ją uszkodzić. Układy optyczne omawianych aparatów są tak skonstruowane, że przy f/11, f/13 otrzymamy gwarantowany, piękny efekt gwiazdki wokół słońca, gdzie dookoła tarczy słonecznej zobaczymy zazwyczaj od 12 do 18 promieni. Profesjonalne aparaty robią to znacznie lepiej, bo na podobnej przysłonie możemy otrzymać aż do 51 promieni, co wygląda bardzo efektownie. Niezależnie jaki posiadamy aparat, możemy spróbować się „pobawić” w osiąganie efektu gwieździście rozchodzących się promieni. WAŻNE! Jeśli masz aparat kompaktowy, pamiętaj, że najprawdopodobniej masz najmniejszą przysłonę f/8 i czas równy 1/2000s. Pomimo ustawienia najwyższych parametrów, które oferuje nam kompakt, nadal możemy mieć przepalone zdjęcia! To oznacza, że próba fotografowania bezpośrednio pod słońce może źle się zakończyć dla naszego aparatu.

Kompakt daje nam tylko 6 promieni

Zaawansowana lustrzanka dla amatorów daje zazwyczaj 12-18 promieni

25. BŁYSZCZĄCA POWIERZCHNIA WÓD STAWÓW
Trzeba przyznać, że błyszcząca powierzchnia lustra wody od słońca wygląda efektownie na zdjęciach, dlatego i tutaj podpowiem, co trzeba zrobić, żeby zdjęcie wyszło idealnie. Na początku musimy wiedzieć, że punkt w którym woda błyszczy na powierzchni wody to nic innego, jak odbicia promieni słonecznych. Z tego powodu te miejsca będą dostarczać znacznie więcej światła do matrycy niż wszystko dookoła. Jak więc powinniśmy korzystać z aparatu, żeby nie prześwietlić zdjęcia? Ja trzymam się prostej zasady. Jeśli woda błyszczy od promieni słonecznych ustawiam autofocus na pomiar punktowy. Wtedy celuję środkowym punktem widocznym w wizjerze w punkt położony obok pobłyskującej wody. Dzięki temu aparat będzie pokazywać nam parametry właściwe dla tego punktu, a nie uśrednione wartości dla całego zdjęcia. Tylko w ten sposób zapewnimy sobie dość dużą pewność, że zdjęcie będzie bardzo dobrej jakości. Jak zobaczysz poniżej, takie zdjęcia można wykonać nawet zwykłym kompaktem.


 
Nawet kompaktem można zrobić dobre zdjęcie błyszczącej powierzchni wód

26. USTAWIENIE OSTROŚCI ZDJĘCIA
Jeśli operujemy w skali mikro, to musimy wiedzieć, że automatyczny autofocus z domyślnymi nastawami, może dość szybko się wyłożyć na fotografowanych obiektach. Weźmy pod uwagę drobny kwiat, który rośnie pomiędzy trawami, albo takich kwiatów jest znacznie więcej i chcemy sfotografować upatrzony przez nas obiekt. Kiedy fotografujemy z odległości około 40 cm przestrzeń obejmującą kilkanaście centymetrów, autofocus na domyślnych ustawieniach zazwyczaj będzie nam „łapać” ostrość tego, co jest największe, lub najbliższe. Ustawienia domyślne działają tak, żeby z widzianej przestrzeni uśrednić zebrane dane i wybrać parametry najlepsze według aparatu dla całego zdjęcia. W takim wypadku powinien nas raczej interesować konkretny punkt, a nie całe zdjęcie. W tym wypadku należy w ustawieniach poszukać punktowego pomiaru ostrości (punktowy autofocus). Tylko wtedy w wizjerze zobaczymy jeden, a nie kilkadziesiąt prostokątnych punktów, które odpowiadają za pomiar ostrości. Mając tylko jeden mały prostokąt w obiektywie, teraz możemy wycelować w konkretny punkt. Tylko wtedy będziemy mieli pewność, że ostrość zostanie „namierzona” z właściwego miejsca. Gorzej z tymi ustawieniami radzą sobie obiektywy Tamrona. Ogólnie mówiąc, dość długo będziemy celować autofocusem, żeby złapać ostrość we właściwym miejscu. Firmowe obiektywy Canona, Nikona lub Sigmy radzą sobie z tym problemem bardzo dobrze.


Trudne warunki pracy dla autofocusa - automat dość łatwo może się pogubić przy pomiarze ostrości

27. FOTOGRAFIA NOCNA
Jeśli chcemy zrobić dobre zdjęcia w nocy, postarajmy się o lepszy obiektyw – to znaczy z lepszą światłosiłą (minimum f/2.8). Jak już wcześniej mówiłem, trzeba przyjąć prostą zasadę: czym mniejszy parametr „f” (<3.5), tym krótszy czas naświetlania będziemy potrzebować, żeby właściwie naświetlić zdjęcie. Jeśli nie dysponujemy drogimi obiektywami (tak, jak ja), zawsze staram podnieść parametr ISO do wartości 800 lub 1600 (na moim aparacie takie ISO jest ciągle akceptowalne), ustawiam parametr „f” na 3.5 i czas naświetlania w przedziale 10-30s w zależności od tego, jakie są warunki. Skoro potrzebujemy tak długich czasów naświetlania, to obowiązkowo musi być statyw, ponieważ nawet przez jedną sekundę nie będziemy w stanie utrzymać nieruchomo aparatu. W fotografii jedna sekunda to przynajmniej pół wieczności... Jak zdjęcie pokazuje, nawet przy pełni Księżyca można uchwycić mnóstwo gwiazd, których gołym okiem nie widzimy, lub widzimy je bardzo słabo. Jeśli dysponujemy naprawdę dobrym obiektywem o światłosile f/1.8, to będziemy mogli zrobić dobre zdjęcie nocnego nieba przy braku Księżyca na niebie. Otrzymamy wówczas zdumiewający obraz… W kadrze zobaczymy tysiące gwiazd, których tak naprawdę nie widzimy, połowę naszej Galaktyki „wbitej” w powierzchnię ziemi. Ciemny pas pośrodku rozdzielający ogromne skupiska gwiazd, to nic innego jak… mgławice. W miarę upływu nocy, kąt nachylenia połowy Galaktyki w stosunku do ziemi będzie się zmieniał od lewej strony. aż osiągnie kąt prosty względem Ziemi. Po przekroczeniu tego kąta, Galaktyka wykona jeszcze pozorny ruch w prawo, po czym zacznie się stopniowo rozjaśniać niebo i nadejdzie nowy dzień. Moim obecnym sprzętem nie jestem w stanie zrobić takiego zdjęcia, żeby pokazać Wam o czym mówię, ponieważ światłosiła obiektywu jest zbyt słaba.

Czym krótszy czas naświetlania, tym lepiej. Gwiazdy będą punktami, a nie "kreskami" w kształcie łuku

28. ROZMYTE TŁO
Umiejętność tworzenia w kadrze efektu rozmytego tła możemy później przenieść na fotografię portretową. Jak zrobić rozmyte tło, żeby podkreślić tylko to, co widzimy na pierwszym planie? Najważniejsze, żeby obiekt fotografowany był jak najbliżej ciebie (mogą to być kwiaty, osoba, rzeźba, itp.). Teraz otwórz migawkę na największy otwór, czyli f/2.8 lub f/3.5. Od razu nasunie Ci się wniosek – skoro otwieram migawkę na tak duży otwór, to wpuszczę za dużo światła. Masz rację. Zmniejsz teraz ISO na 100 i ustaw bardzo krótki czas naświetlania. Może to być 1/200s, 1/500s, itp. – w zależności od warunków świetlnych. Poziom naświetlenia pokaże ci wskaźnik w wizjerze (najlepiej jak będzie pokazywał wartość o jedną, dwie kreski w prawo od zera). Wtedy otrzymasz ciekawe, rozmyte tło, a pierwszy plan będzie wyostrzony.

Rozmyte tło tuż za rośliną przy użyciu f/3.5

29. PEŁNA OSTROŚĆ NA ZDJĘCIU
A co zrobić, jeśli chcemy otrzymać w pełni ostre zdjęcie nawet, jeśli jedne obiekty znajdują się blisko, a inne bardzo daleko? Warto znać prostą zasadę: Wyceluj punkt „namierzania” ostrości w 1/3 odległości pomiędzy najbliższym, a najdalszym obiektem. To znaczy, że jeśli fotografujesz góry, to zazwyczaj najbliższym obiektem będzie jakaś polana na której stoisz, a najdalszym horyzont. W takim wypadku złap ostrość gdzieś na końcu polany, na której stoisz. Wtedy wszystko, niezależnie od odległości, będzie wyostrzone. A co, jeśli fotografujemy z użyciem dużego powiększenia? Wystarczy, że złapiesz ostrość na najbliższym punkcie, a reszta też będzie ostra (mówimy o przypadku, gdy fotografujemy obiekty położone o kilkadziesiąt, kilkaset metrów).

Zdjęcie ostre na całej powierzchni kadru

30. ZŁOTA GODZINA
W fotografii bardzo znany jest termin „złota godzina”. Co on oznacza? To nic innego, jak krótki okres czasu w ciągu dnia, kiedy słońce chyli się ku zachodowi. Wtedy barwy są bardzo ciepłe i według speców, można zrobić wówczas najlepsze zdjęcia. Rzeczywiście coś w tym jest, ponieważ w fotografii możesz mieć najdroższy sprzęt, a jeśli nie masz dobrego światła, to nie zrobisz nic dobrego… Profesjonalista zawsze martwi się o światło – nigdy o sprzęt, bo jest tego w pełni świadomy. Czy to znaczy, że mamy fotografować tylko o złotej godzinie (w lecie, w czerwcu i lipcu, przypada na godzinę 17.00-18.00)? Zdecydowanie nie. Większość moich zdjęć jest zrobionych daleko poza przedziałem „złotej godziny”. Dla mnie całodzienna fotografia jest atrakcyjna.

 
Ciepłe barwy o złotej godzinie są szczególnie pożądane wśród fotografów

31. JAK BARDZO WAŻNE JEST SŁOŃCE W FOTOGRAFII?
Jeśli zaczynasz przygodę z fotografią, to szybko przekonasz się, jak bardzo ważne jest światło słoneczne. Fotografując piękny krajobraz nadmorski bardzo szybko się przekonasz, że to właśnie słońce powoduje, że turkusowe, szmaragdowe i jasnoniebieskie odcienie wody widzimy dzięki niemu. To samo morze przyjmie szary kolor, kiedy słońce schowa się za chmurami. Z pewnością nie chcielibyśmy takiego efektu. Jednolite chmury przepuszczające słońce (białe) za to są pożądane, gdy chcemy zająć się fotografią portretową. Wyjątkowo wtedy nie będziemy musieli używać blendy do dodatkowego podświetlania twarzy, ponieważ światło słoneczne zza takich chmur nie jest intensywne. W fotografii krajobrazu te same chmury są przeze mnie najbardziej znienawidzone, ponieważ jest słonecznie, ale nie można zrobić dobrego zdjęcia, bo „tracą się” kolory oraz niebo zazwyczaj wychodzi „przepalone”. U mnie musi być słoneczna pogoda i ewentualnie jakieś drobne chmury, ponieważ wiem, jak bardzo światło słoneczne może poprawić zdjęcie. Przykład tego samego zdjęcia przy niebieskim niebie w warunkach słonecznych i w warunkach, kiedy jedna chmurka przykryła na chwilę słońce pokazuję poniżej (różnica jest ogromna).

Błękitne Jaskinie (Zakyntos-Grecja) - w pełni oświetlone słońcem

Błękitne Jaskinie (Zakyntos-Grecja) - mała chmurka zasłoniła słońce

32. FOTOGRAFOWANIE LATEM
To jeszcze jedna kwestia, którą biorę pod uwagę, wybierając się w plener. Nie od dziś wiadomo, że największy ruch turystyczny mamy w lecie, jednak pora ta jest dla mnie najgorszą do fotografowania gór. Dlaczego? Ponieważ powietrze zazwyczaj jest za bardzo nagrzane, przez co „faluje”. Staje się „mętne”, mamy stopniową utratę widoczności i nie widać szczegółów kilka kilometrów dalej, gdzie np. z Trzech Koron można zrobić bardzo dobre zdjęcie, gdzie zobaczymy trzy pasy przecinki lasów na Babiej Górze, która jest odległa aż o 82km! W lecie takie zdjęcie jest praktycznie niemożliwe! Z tego względu wybieram wczesnoporanne godziny w lecie lub po prostu bliskie odległości, żeby na zdjęciach nie mieć efektu „zamglonego”, nieprzejrzystego powietrza.

Pieniny w maju - powietrze jest zbyt przegrzane, żeby zrobić dobre zdjęcie na większą odległość

33. ODBICIA W STAWACH
Decydując się na ten rodzaj fotografii musisz poznać kilka faktów, które pozwolą ci dobrać najlepsze warunki do tego typu zdjęć. Najważniejsze, żebyś nauczył się wstawać wcześnie rano, a jeśli tego nie lubisz, to… musisz zacząć polubić. Dlaczego? Ponieważ w porze wschodzącego słońca mamy największą gwarancję zobaczenia nieruchomej powierzchni wody stawów/jezior. O tej samej porze zazwyczaj unoszą się krótkotrwałe opary, tworzące niewielkie i punktowe mgły. Z pewnością dodadzą uroku twojemu zdjęciu. Po drugie, wczesnoporanne słońce ma ciepłą barwę, więc wstrzelisz się najlepsze warunki oświetleniowe. Po trzecie, jeśli jesteś w znanym miejscu, nie zobaczysz tłumów. Po czwarte, odbicie w wodzie będzie zawsze o kilka tonów ciemniejsze niż ten sam obraz widziany tuż nad jej powierzchnią, dlatego jeśli nie masz trybu HDR, lub po prostu za nim nie przepadasz, to zobacz w wizjerze, jakie światło jest wymagane dla części ponad powierzchnią wody i jakie dla odbicia. Wyciągnij średnią z tych pomiarów. Dzięki takiemu zabiegowi górna część zdjęcia nie będzie „przepalona”, a dolna niedoświetlona. To najszybszy sposób radzenia sobie z odbiciami. Można zastosować filtry połówkowe, których zadaniem jest przyciemnić w stopniowy sposób jaśniejszą część zdjęcia (w tym wypadku niebo), przez co uzyskamy równomierne oświetlenie dla całego kadru. Jednak dobre filtry połówkowe trochę kosztują. Filtry, które są dostępne w znanych serwisach internetowych za niewielkie pieniądze mają ogromną wadę – przebarwiają zdjęcia na czerwono…

 
Wypośrodkowany parametr naświetlania dla górnej i dolnej części zdjęcia pozwoli zrobić dobrze naświetlone zdjęcie

34. FILTR POLARYZACYJNY
To obowiązkowa nakładka na obiektyw każdego miłośnika fotografii krajobrazów. Filtr polaryzacyjny daje nam możliwość nasycenia kolorów, nasycenia zieleni traw i błękitu nieba w specyficzny sposób, oraz pozwalają w bardzo dużej mierze ograniczyć wszelkie odbicia na szybach, czy na powierzchni stawu, jeziora lub morza. Nawet jeśli początkujesz z fotografią, to warto rozpocząć przygodę z tym filtrem już od samego początku. Zobaczysz, jak wielka jest różnica!

 
Filtr polaryzacyjny podkreśla niebieski i zieleń, zdjęcia są nasycone kolorami

35. MGŁY A LAMPA BŁYSKOWA
Kiedy przyjdzie ci na myśl, żeby doświetlić zdjęcie lampą błyskową we mgle, to wiedz, że to jest najgorszy pomysł, na jaki możesz wpaść. Dlaczego? Ponieważ światło z lampy odbija się od drobnych kropelek unoszących się w powietrzu i tak naprawdę na zdjęciu otrzymasz… dwa razy więcej mgły… Lepiej zrobić to samo zdjęcie, ale bez użycia lampy, a zobaczysz rzeczywiste zamglenie, a nie wzmocnione przez lampę…

Lampa błyskowa jeszcze "dodaje" mgły na zdjęciu...

Jeśli robisz zdjęcie smartfonem z bliska, bo na przykład chcesz zrobić zdjęcie jakiejś części, którą chcesz później zamówić, lub po prostu rozkładu autobusów w mało znanej wsi, telefon może wymuszać użycie lampy błyskowej. Wtedy napisy będą „przepalone”, białe i prześwietlone. Jak z tym można zawalczyć, skoro lampa jest potrzebna? Wystarczy niewielki skrawek białego papieru (urywek kartki). Zasłoń nim całkowicie diodę, w telefonie, która służy jako lampa błyskowa, a wtedy zdjęcie będzie idealnie naświetlone, a odbłyski na plastikowych osłonach/pleksi nie będą powstawać.

36. FOTOGRAFOWANIE WODOSPADÓW NA KRÓTKICH CZASACH NAŚWIETLANIA
Wcześniej powiedzieliśmy sobie o rozmyciach na wodospadach, a teraz spróbujmy zrobić zdjęcie na szybkich czasach naświetlania (większych niż 1/200s). Kiedy znajdziemy interesujący nas kawałek kadru w całym wodospadzie, gdzie wody rozszczepiają się na pojedyncze kropelki, zróbmy zdjęcie z szybkim czasem migawki. Dzięki temu zarejestrujemy niezliczone ilości kropelek, jakby stały w bezruchu.

 

37. HDR - OBRAZ PORÓWNYWALNY DO TEGO, CO WIDZI NASZE OKO
Zadaniem trybu HDR jest zrobienie kilku zdjęć (zazwyczaj dwóch lub trzech) o różnym poziomie naświetlenia, żeby z najjaśniejszego wybrał tylko ciemne fragmenty, a z najciemniejszego tylko te jasne fragmenty. Celem takiego zabiegu jest wyeliminowanie "przepaleń", zbyt ciemnych (niedoświetlonych) miejsc i złożenie jednego zdjęcia z kilku takich samych o różnym poziomie naświetlenia tak, żeby powstał jeden kadr o równomiernym stopniu oświetlenia na całej jego powierzchni. Dzisiejsze lustrzanki i bezlusterkowce dla zaawansowanych amatorów mają ten tryb w standardzie w swoich nastawach. Ja zawsze korzystam z poziomu 'średni'. Zbyt duża nastawa poziomu HDR może powodować niechciane, białe obwódki dookoła drzew, ścian budynków, itp. HDR używajmy wszędzie tam, gdzie mamy dużą różnicę kontrastów (cienie i nasłonecznione powierzchnie).


Lesbos (Grecja) - miasteczko Petra
Przykład użycia HDR - jasne niebo zostało przyciemnione, a liczne cienie rzucane przez domy zostały rozjaśnione. Tym samym tryb HDR wyeliminował konieczność zastosowania filtra połówkowoszarego, który miałby przyciemnić zbyt jasne niebo. Trzeba pamiętać, że każde zdjęcie HDR będzie miało "spłycone" kolory, dlatego trzeba będzie je nasycić w programie graficznym, żeby miało nasycenie barw tak, jak na początku


Wioska Randa (Alpy Szwajcarskie)
Zarówno cienie, jak i nasłonecznione powierzchnie zostały oddane bardzo dobrze - można dostrzec szczegóły w ciemnych i jasnych miejscach kadru

38. BUDOWANIE WŁASNEJ BAZY WIEDZY, MIEJSC I ZJAWISK
Najważniejsze w fotografii jest to, żeby twoje zdjęcia dawały tobie radość. Jeśli ty będziesz czuł, że masz to, czego oczekiwałeś, to będziesz czuł radość ze swojej pasji. To z kolei pociągnie chęć poszukiwania nowych możliwości, szukania nowych, ciekawych miejsc oraz chęć bycia „nieszablonowym”. Ważne, żebyś nie rywalizował z innymi, ale żebyś cieszył się z tego, co już osiągnąłeś i każde swoje osiągnięcie porównywał do swoich poprzednich – tylko wtedy odczujesz pełną radość. Kiedy jesteś w danym miejscu, staraj się zapisywać informacje o nim, jak padają promienie słoneczne o danej godzinie, gdzie będzie słońce o wschodzie i o zachodzie, itp. Zobaczysz, że za kilka lat wróci ci chęć powrotu w piękne dla ciebie miejsce i nawet pokusisz się o „ustawienie” odpowiedniej pory dnia pod fotografowanie, żeby otrzymać jak najlepszy efekt. Chcę cię tym zachęcić, żebyś zaczął sobie budować bazę miejsc, które są wyjątkowe, a nawet takich, gdzie codziennie zobaczymy niezliczone tłumy, a ty będziesz umiał je pokazać z zupełnie innej, nieznanej strony. Przyglądaj się przyrodzie, jej zjawiskom i wyszukuj zależności – tylko wtedy dostrzeżesz, że „standardowe” miejsca stają się niezwykłymi…

 

INNE PRZYKŁADY FOTOGRAFII:

1. STARCIE JESIENI I ZIMY W TATRACH

W drodze na Jarząbczy Wierch w Tatrach.
Co roku w październiku lub listopadzie w Tatrach można trafić na warunki, gdzie zima ściera się z jesienią. Zazwyczaj po pierwszych opadach śniegu nastaje dobra pogoda, pozwalająca wyruszyć w góry. Przy słonecznej pogodzie w oświetlonych miejscach śnieg szybko topnieje, a w zacienionych nadal się utrzymuje. W takich warunkach mamy idealne warunki do fotografowania. Starcie dwóch pór roku zawsze jest ciekawym tematem do zdjęć 

2. NA SZLAKU TATRZAŃSKA MAGISTRALA 

Szlak do Batyżowieckiego Plesa (fragment trasy Tatrzańska Magistrala - Słowacja). W Tatrach nie brakuje małych, ciekawych roślin, które ozdabiają szlaki. Wystarczy schylić się do ich wysokości i przedstawić je na pierwszym planie na zdjęciu. Takie małe rośliny podkreślają piękno gór, co fotografia może nam bardziej uświadomić, ponieważ poprzez życie w mieście możemy nie być nauczeni dostrzegać takich szczegółów. Chcąc wykonać podobne zdjęcie na aparacie trzeba ustawić parametry, jak dla światła dziennego: (f/8), 5600K i czas rzędu 1/100 (około). Stajemy w odległości około 50cm od rośliny i przybliżamy ją zoomem tak, żeby była na pierwszym planie. Wówczas tło nieznacznie nam się rozmyje, co pokaże, na czym się koncentrowaliśmy.

3. ŚWINICA ZIMĄ

Świnica zimą od strony Kasprowego Wierchu
Patrząca osoba na zdjęciu podkreśla wielkość tej góry i trudność szlaku zimowego. Będąc w górach staraj się wypatrywać jakieś osoby wędrujące gdzieś daleko. Robiąc zdjęcie wypatrzonej osobie podkreślisz wielkość gór, lub małość człowieka...

4. KEFALONIA (GRECJA) - WE WNĘTRZU JASKINI MELISSANI
 

To jedne z trudniejszych warunków do fotografii. Największym problemem są zbyt duże kontrasty (cienie i bardzo intensywne światło wpadające przez zawalony strop jaskini. Jako, że jaskinię można podziwiać tylko z poziomu łodzi, ponieważ w całości jest zalana, to użycie statywu nie wchodzi w grę. Pozostaje tylko użyć najmniejszej przysłony (f/2.8 lub f/3.5) i dobierać jak najkrótszy czas naświetlania tak, żeby zdjęcie było jasne. Płynąc łodzią, jesteśmy cały czas w ruchu. Jeśli mamy tryb HDR, to możemy pokusić się o jego użycie, ale pamiętajmy, że musimy stanąć w bezruchu na czas zrobienia aż dwóch lub trzech zdjęć! Wtedy musimy powalczyć o jak najkrótszy czas naświetlania. Pierwsze zdjęcie przedstawia te same warunki bez użycia trybu HDR, a drugie z jego użyciem. Zaletą trybu HDR jest na pewno fakt, że mogłem odwzorować błękit nieba przy bardzo jasnej powierzchni stawu, czego nie uda się zrobić bez trybu HDR, dlatego na pierwszym zdjęciu wyciąłem niebo z kadru. Nie mając trybu HDR możemy zastępczo użyć filtrów połówkowo szarych, ale najpierw jednak polecam trening "na podwórku" niż uczenie się tej techniki na wyjeździe, na który czekasz cały rok.

5. PAŹ KRÓLOWEJ

Pieniny - Wysoki Wierch 898 m n.p.m. - w Polsce motyl o nazwie paź królowej jest pod ochroną i rzeczywiście trudno go spotkać. Wyróżnia się płynnością lotu i swoją urodą. Nie można przejść obok niego obojętnie. Wysoki Wierch w Pieninach jest miejscem, gdzie w maju spotkamy ich całe grupy! Wystarczy rozsiąść się w okolicach szczytu góry i popatrzeć, jak 5 lub 6 motyli goni się nawzajem.

6. ZROSZONE KWIATY W DOLINIE GĄSIENICOWEJ O WCZESNYM PORANKU

To zdjęcie zostało wykonane w pierwszej połowie sierpnia w Dolinie Gąsienicowej w okolicach znanej chaty "Betlejemka". Co zrobić, żeby mieć takie ciekawe warunki do zdjęć? Pamiętajmy, że grubokropelkowa rosa występuje tylko wczesnym porankiem, jeszcze przez około dwie godziny po wschodzie słońca, dlatego musimy uwzględnić czas wędrówki do "Betlejemki". Zazwyczaj będziemy potrzebować 2h 20min, dlatego zaplanujmy nasze wyjście tak, żeby w sierpniu być w okolicach tej chaty około godziny 6.00 lub 7.00. Tego rodzaju kwiaty, co na zdjęciu zdobią praktycznie całą dolinę, więc na pewno nacieszymy oczy tymi widokami. Jeśli chcemy otrzymać bardzo wyraźne kropelki na zdjęciu, musimy stanąć w odległości około 50cm od kwiatu i przybliżyć sobie za pomocą zoomu interesujący nas szczegół. Pamiętajmy, że na zoomie traci nam się światłosiła obiektywu, dlatego być może będziemy musieli zwiększyć ISO do 200 lub 400.

7. SŁYNNY KOŚCIÓŁ W STEPANCMINDA W DRODZE NA KAZBEK (GRUZJA)

To jedno z najpiękniejszych miejsc w Gruzji. Chyba każdy folder turystyczny prezentujący walory Gruzji musi mieć choć jedno ujęcie z tego miejsca. Zdecydowana większość ludzi kończy swoją wędrówkę na wysokości kościoła położonego 2200 m n.p.m., po czym wraca do wioski. Powyżej można iść wąską ścieżką wśród niskich krzewów i traw aż do wysokości 2940 m n.p.m. Dlaczego warto? Dlatego, żeby zrobić ujęcie podobne do tego. W lecie dolny pułap chmur w słoneczny dzień to zazwyczaj wysokość 2200 m n.p.m. Wędrując wyżej znajdziemy się ponad ich poziomem i dodatkowo spojrzymy na kościół z wysokości. Decydując się na łatwą wędrówkę do wysokości 2940 m n.p.m. dotrzemy do płaskiego miejsca, gdzie w czerwcu kwitną sasanki w trzech kolorach (!) oraz ujrzymy przepiękny lodowiec, od którego dalej zaczynają się wyprawy na szczyt Kazbek 5047 m n.p.m. Na szczycie obowiązkowo byłem.

8. KAZBEK 5047 m n.p.m. WIDZIANY Z WIOSKI STEPANCMINDA

Oto Kazbek w całej swojej okazałości, widziany z wioski Stepancminda. Wybierając się ze stolicy Gruzji - Tibilisi warto wsiąść do marszrutki (odpowiednik naszego minibusa), ponieważ za małe pieniądze dotrzemy bardzo szybko do centrum wioski. Już stamtąd mamy właśnie taki widok na górę Kazbek. Kazbek robi ogromne wrażenie na każdym, ponieważ dookoła widzimy zieloną wioskę, a w oddali zimową górę. Robiąc zdjęcia, warto korzystać z zoomu, żeby wybrać interesujący nas fragment tak, jak w tym przypadku (kościół na tle wielkiej góry Kazbek).

9. ODSŁONIĘTY LODOWY TUNEL PO ZNIKNIĘCIU STAWU NA LODOWCU GORNERGLETSCHER

Niesamowity tunel podczas drogi powrotnej z Punta Gnifetti 4554 m n.p.m. Dla przeciętnego turysty, czy nawet osoby "zdobywającej" najwyższe szczyty Alp tunel był niedostępny, ponieważ znajdował się poza szlakiem. Dlaczego piszę w czasie przeszłym? Dlatego, że istniał tylko przez kilka miesięcy, po czym słońce go roztopiło. Pamiętam, jak w 2012 roku jeden z przewodników komercyjnych wypraw powiedział: "za kilka lat ten staw wpłynie w ciągu kilku minut pod powierzchnię lodowca, a on sam uniesie się na płynących wodach stawu, odsłaniając głębokie dno". Dokładnie za rok przyjechałem z kolegą w to samo miejsce, żeby wejść na inne szczyty czterotysięczne i zobaczyliśmy, że słowa tego przewodnika sprawdziły się! Wiedząc, że kiedyś przepływał tędy szeroki potok i jego wody łączyły się ze stawem, koniecznie chcieliśmy zobaczyć koryto potoku i dno tego stawu. Nasza chęć wędrówki dnem dawnego stawu byłą tak duża, że zaczęliśmy penetrować najgłębsze miejsca. Tym samym odkryliśmy ten niesamowity tunel, którego lodowe ściany były "wypolerowane" przez ustępujące wody "na błysk"! Widok tych ścian był niesamowity! Tym samym zachęcam cię, byś nie tylko podążał utartymi szlakami ale, żeby ciekawość doprowadzała cię w nieznane, a być może w miejsca, które zobaczysz tylko ty i kilka jeszcze innych osób, bo później już ich nie będzie...

10. WIELKI KAWAŁ LODU (SERAK) NA WYSOKOŚCI 4400 m n.p.m. W DRODZE NA SZCZYT PUNTA GNIFETTI 4554 m n.p.m.

Niesamowity kawał lodu oderwany od głównej części lodowca. Takie fragmenty to seraki. Trudno tutaj o skalę porównawczą, dlatego muszę ci powiedzieć, że ta bryła miała co najmniej 15m wysokości! Ogrom seraków dostrzeżesz, kiedy będziesz szedł obok nich. Naprawę czuć strach, kiedy masz świadomość, że idziesz dokładnie na trasie jego ewentualnego dalszego upadku. Ten prezentowany na zdjęciu na szczęście osiadł na płaskim terenie, więc mogliśmy go podziwiać z bliska. Dodatkowo w świetle wschodzącego słońca prezentuje się okazale. Planując wyprawę, z góry zakładałem, że muszę być w tych rejonach o wschodzie słońca. Znając czas potrzebny na dojście z ostatniej bazy, wiedziałem, że wstać muszę o godzinie 23.00... Tym samym chcę cię zachęcić, żebyś od czasu do czasu rezygnował ze swoich wygód i komfortu, chociażby dla takich widoków... Robiąc zdjęcia w porze wschodzącego słońca używaj temperatur barwowych 6000-8000K. Czym późniejsza faza wschodzącego słońca, tym temperatura będzie bliższa 6000K.

11. W DRODZE ZE SZCZYTU BABIEJ GÓRY NA PRZEŁĘCZ BRONA 1408 m n.p.m.

Początek czerwca na Babiej Górze uchodzi za najpiękniejszy okres w całym roku. W tym czasie w rejonie szczytu rozkwitają tysiące białych sasanek, które w świetle wschodzącego słońca są przepiękne! W połączeniu z wczesnoporanną rosą widoki w skali mikro są bardzo ciekawe. Moim zamysłem na tej fotografii było pokazanie długości grani głównej i stromych, północnych zboczy góry na tle pięknej wiosny.

12. W LESIE POD WIELKĄ RACZĄ 

W beskidzkich lasach w maju panują bardzo ciekawe warunki do fotografowania. Początkowa część miesiąca obfituje w niskie, mgliste chmury, które często przykrywają niższe góry. Warto wtedy wędrować wczesnym porankiem, szlakiem wytyczonym przez lasy. Wtedy promienie przedzierające się przez korony drzew rysują piękne linie na chmurach, które my widzimy jako mgłę. A skąd masz wiedzieć, czy chmury, w których jesteś, nie są za grube i mogą przynieść kolejny szary dzień bez słońca? Kiedy jesteś we mgle i widzisz choć na chwilę słońce zobacz, czy tarcza słoneczna ma wyraźną krawędź, czy raczej jest rozmyta. Jeśli jest wyraźna, to chmury są cienkie i złożone tylko z kropelek wody, co oznacza, że ustąpią w ciągu dnia. Jeśli krawędź jest rozmyta, to wiedz, że chmury składają się z kryształków lodu, a więc chmury muszą mieć podstawę na wysokości 4-5 km, co oznacza białe niebo, stopniowo zmieniające się w szare w miarę upływającego dnia.

13. NADZIEJA PRZYMARZA OSTATNIA...

To zdjęcie zostało wykonane w lutym w 2008 roku na Babiej Górze, kiedy to w temperaturze -14'C próbowaliśmy wejść na szczyt tej góry. Głównym problemem okazał się bardzo silny wiatr w okolicach Przełęczy Brona, gdzie wiatr nawiał około dwumetrową ścianę śniegu. Żeby wejść na przełęcz, musieliśmy najpierw wydrążyć czekanami w niej stopnie, a kiedy udało nam się wystawić głowę ponad wysokość ściany, bardzo silne podmuchy wiatru dosłownie w chwilę zamrażały twarz...

14. ŹDŹBŁA TRAW ZAMARZNIĘTE W LODOWYCH RURKACH

Jedno z najciekawszych zjawisk w Tatrach. Na początku października warto wybrać Wielicką Dolinę i podejść do poziomu Wielickiego Wodospadu. Na tej wysokości znajdują się skały, które dosłownie "wiszą" nad naszymi głowami (okap). W ciągu dnia kropelki wody skapują ze skał nawet w bezchmurny dzień, przez co w tym miejscu doświadczamy jako punktowy deszcz. Zjawisko jest niesamowite! W październiku temperatury o poranku i wieczorem szybko spadają poniżej zera, dlatego spadające kropelki zamarzają na każdym źdźble, stopniowo zamykając je w "szklaną", lodową rurkę. Kształtem przypominają lodowe pająki. Zdecydowana większość ludzi nie dostrzega tego piękna, ponieważ turyści zazwyczaj idą na Małą Wysoką, a dni są krótkie, więc trzeba się spieszyć. Drugą sprawą jest życie w mieście, które "uczy" gonić nie wiadomo za czym i nie dostrzegać szczegółów...

15. SŁYNNA PLAŻA WRAKU NA ZAKYNTOS. CZY WIEDZIAŁEŚ, ŻE TAM SĄ DWIE PLAŻE?...

To chyba najbardziej rozpoznawalna plaża w Europie, ale czy wiedziałeś, że Plaża Wraku, to są dwie plaże? Z pewnością nie, ponieważ foldery turystyczne i miejscowe biura turystyczne pokazują nam tylko jedną plażę. Mało tego, jeśli dotarłeś już na Plażę Wraku i pływasz w tutejszych, rajskich wodach to i tak widzisz tylko jedną plażę. Gdzie zatem znajduje się druga plaża? Wszystko widać bardzo dokładnie dopiero, jeśli pójdziemy szlakiem górskim prowadzącym na prawo od tarasu widokowego. Stamtąd możemy popatrzeć na Plażę Wraku i otoczenie z góry. Teraz już widzisz, że widok na drugą plażę przysłania ci wielka ściana z piaskowca, na którą patrzysz po prawej stronie, kąpiąc się w morzu. Tym samym chcę ci zwrócić uwagę, żebyś poszukiwał nie tylko tych standardowych informacji o danym miejscu, ponieważ jest mnóstwo bardzo znanych miejsc, ale ludzie zazwyczaj nie wiedzą o szczegółach i tajemnicach, które kryje dane miejsce.

16. KOŚCIELEC 2155 m n.p.m. (TATRY) - WĘDRÓWKA CZARNYM SZLAKIEM

Jeden z najciekawszych szlaków w całych Tatrach. Nie znajdziemy tu ani jednego ubezpieczenia w postaci łańcuchów lub klamer, a mamy do przejścia mnóstwo płyt skalnych i pod szczytem dwu-, trzymetrowych ścianek skalnych (kominków). Efektowny motyw do zdjęć, to z pewnością sfotografowanie turystów pokonujących jedną z takich płyt skalnych. Wydaje się, że góra jest osiągalna tylko dla wybranych ludzi, a w rzeczywistości wystarczy regularnie chodzić po Tatrach i nie mieć panicznego lęku wysokości. Dobre ujęcie potrafi "dodać" trudności tej górze...

17. WĘDRÓWKA GRANIĄ SZCZYTOWĄ NA CZTEROTYSIĘCZNIK DOM DE MISCHABEL 4545 m n.p.m.

Możesz nie być pasjonatem tak wysokich gór, bo po prostu masz lęk wysokości, lub nie czujesz się na siłach, by iść w nieznane, jednak tym zdjęciem chcę ci pokazać, że nie musisz mieć specjalnych warunków do zdjęć, jeśli tylko znajdziesz się ponad poziomem chmur. W Polsce jest wiele dni (szczególnie w październiku, kiedy można być nisko w górach, a jednocześnie ponad poziomem chmur. Wówczas można zrobić ciekawe zdjęcia, wyglądające, jakbyś szedł po "niebiańskich" szlakach. Chmury u naszych stóp dodatkowo są dobrym motywem, żeby pokazać małość człowieka w obliczu wielkich gór.

18. NIECODZIENNE SPOTKANIE W ALPACH
 

W Alpach spotkania z koziorożcami alpejskimi są wpisane w każdą wyprawę, dlatego warto mieć aparat ze sobą. Ileż to razy zdarzało się, że koziorożce pasły się w pobliżu rozbitego namiotu. Nie są zbyt płochliwe, dlatego można pokusić się o dłuższe nastawianie parametrów, żeby zrobić dobre ujęcie. Jeśli nie jeździsz w Alpy, to w Tatrach po stronie słowackiej możesz spotkać kozice. Wystarczy, że wyjdziesz wczesnym porankiem na szlak, a wtedy masz bardzo duże prawdopodobieństwo na spotkanie z nimi. Po polskiej stronie nie będzie już tak łatwo, ponieważ w polskiej części Tatr ruch turystyczny jest zbyt duży jak na taką małą powierzchnię gór. Stąd, jako oazę spokoju kozice wybrały słowackie góry.

19. SZCZELINA LODOWCOWA O GŁĘBOKOŚCI WIĘKSZEJ NIŻ 30m

Szczeliny-potwory możemy zobaczyć w Alpach na dużych wysokościach (powyżej 3500 m n.p.m. lub na wyprawach wysokogórskich poza Europą. Spojrzenie w niekończącą się otchłań zrobi na każdym ogromne wrażenie. Kiedy sobie uświadomisz, że wpadnięcie w ta głęboką szczelinę to droga w jedną stronę, zastanowisz się trzy razy, zanim będziesz chciał zrezygnować z powiązania całej ekipy liną, co ma zapewnić bezpieczeństwo. Największą pułapką gór wysokich jest fakt, że czasem podobne szczeliny są zupełnie niewidoczne i możesz w zupełnej nieświadomości przejść po zmrożonym moście śnieżnym...

20. PARK NARODOWY BADLANDS (USA)

Piaskowce, kaniony, czy też pustynne góry są z pewnością pięknym motywem do fotografowania. W szczególności polecam robić zdjęcia w porze wschodzącego lub zachodzącego słońca, ponieważ piasek przyjmuje najpiękniejsze, ciepłe kolory. Spojrzenie na ciepłe, pustynne góry z pewnością wywoła u ciebie zachwyt nad tym cudem natury.

21. SUSZENIE OŚMIORNICY NA SŁOŃCU

Podobny obrazek możemy zobaczyć na kilku wyspach greckich, gdzie prowadzący tawerny suszą ośmiornice po to, żeby później podać je klientom jako danie. Ciekawostką jest fakt, że ośmiornica jest trująca, dlatego musi być suszona na słońcu. Inni stosują metodę 40-stu uderzeń w głowę, co ma zapewnić jej ogłuszenie i pozbycie się toksyn. Fotografując suszone przyprawy, owoce lub owoce morza, trzeba pamiętać, żeby parametry aparatu ustawiać według fotografowanego obiektu, a nie według tła. Może tak się stać, że tło będzie zbyt jasne lub zbyt ciemne, dlatego trzeba wyciągnąć średnią z tła i z fotografowanego obiektu. Tylko wtedy będziemy mieć gwarancję, że nie zrobimy "przepalonego zdjęcia".

22. NOCLEG W TATRACH...

Nocleg w górach pod "gołym niebem" pozwala przeżyć znacznie więcej niż wtedy, gdybyś wybrał nocleg w schronisku. Z tego powodu od roku 2008 nie korzystam z infrastruktury noclegowej. Zawsze staram się spać w namiocie lub pod "chmurką". Co dzięki takiej formie noclegu mogę zyskać? Przede wszystkim spotkania ze zwierzętami, przebywanie na dużej wysokości i bezpośrednie podziwianie wschodów słońca, widok na niesamowite, gwieździste niebo, czy też znacznie wcześniejszą możliwość wyjścia na szlaki. Bardzo ważne jest, żebyśmy umieli przełamać nasze poczucie komfortu i bezpieczeństwa, a wtedy przeżyjemy znacznie więcej... Przykładem może być nocleg w trawie na wysokości 2000 m n.p.m., gdzie spałem tylko na rozłożonej karimacie. O godzinie 4.40 rano podeszło do mnie 11 kozic. Kiedy wstałem i poszedłem dalej, jedna z nich zajęła moje miejsce i tam zasnęła. W tym samym czasie inne kozice wywołały lawinę kamienną po drugiej stronie doliny. Takich widoków nie mielibyśmy, gdybyśmy skorzystali ze schroniska. Ciepłe pomieszczenie w schronisku dodatkowo nie zachęca do wczesnego wychodzenia w góry, bo jest nam po prostu komfortowo. Noclegi na odludziu w Alpach umożliwiają zobaczenie jeszcze ciekawszych rzeczy, ponieważ zazwyczaj podchodzą do nas wielkie koziorożce alpejskie z ogromnymi rogami. Inne, niezapomniane przeżycia, to: wschody słońca z dużych wysokości, podziwianie gór nad poziomem chmur, czy też doświadczenie prawdziwej zimy. Najpiękniejsze zjawiska zazwyczaj mają miejsce w porze wczesnych godzin porannych.

23. CIEKAWE ODBICIA W WIELICKIM STAWIE (TATRY SŁOWACKIE)

Odbicia gór (i nie tylko) w wodach, to zawsze wdzięczny temat do fotografii. Będąc nawet przy zwykłej kałuży staraj się zawsze obejść ją ze wszystkich stron i wyszukać jakiegoś ciekawego odbicia w jej wodach. Zdziwisz się, jak "bawiąc" się perspektywą, można pokazać zupełnie coś innego, nadzwyczajnego.

24. MOJE NIETYPOWE WEJŚCIE NA BABIĄ GÓRĘ

Czasami warto wpaść na "inny" pomysł. To zdjęcie wykonał mi mój kolega, kiedy żegnałem się z moim klubem górskim, którego byłem założycielem. Tą chwilę chciałem zapisać na aparacie w wyjątkowy sposób, dlatego pomyślałem, że pójdę w... garniturze na wschód słońca w zimie na Babią Górę. Oczywiście pod garniturem miałem pełen strój górski, zimowy, dzięki czemu czułem komfort termiczny. Inni, którzy widzieli mnie na szczycie, nie związani z naszym klubem, mówili: "je - farosz na Babiej!", co znaczy "patrzcie, ksiądz na Babiej Górze". Nie spodziewałem się takiej reakcji, ale przeżycie było na pewno bardzo ciekawe.

25. PIĘKNY WSCHÓD SŁOŃCA W ALPACH WIDZIANY Z PRZEŁĘCZY FESTIJOCH 3723 m n.p.m.

To jedne z chwil, dla których warto wybrać się na czterotysięczniki w Alpach. Wschody słońca z dużych wysokości są niezwykłe i niepowtarzalne. Mając świadomość, że tylko nieliczni mają okazję podziwiać takie piękno natury, dodatkowo uświadamiasz sobie, że patrzysz na coś wyjątkowego. Wystarczy, że raz przeżyjesz coś podobnego, a będziesz chciał to podziwiać do końca życia, stąd wyprawy w Alpy są czymś, czego mi zawsze brakuje. Znając sposób, jak zorganizować bardzo tani wyjazd na dwa lub trzy tygodnie w Alpy, wydając maksymalnie do 1200 zł, mogę realizować swoje marzenia bez narażania się na duże koszty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz