czwartek, 26 września 2019

Lesbos - co warto zobaczyć?

Co zobaczyć na Lesbos? Atrakcje na Lesbos

Lesbos – czy warto pojechać na tę wyspę? To pytanie można sobie zadawać wielokrotnie, ponieważ w Internecie znajdziemy niewiele informacji na jej temat. Dopiero przekopując przepastne zasoby Google’a znajdziemy coś więcej, tyle że musimy wiedzieć czego szukamy… Na pierwszy rzut oka nazwa Lesbos kojarzy nam się z lesbijkami (co jest prawdziwym skojarzeniem) oraz z zasłyszanymi z mediów uchodźcami (to również prawdziwe skojarzenie, ponieważ właśnie na tej wyspie znajduje się największy ośrodek dla uchodźców w całej Europie). Ale, czy z tych powodów mamy nie pojechać na Lesbos? Zdecydowanie nie! Ponieważ w naszej świadomości media budują błędny obraz rzeczywistości. Osoby, które nigdy nie były w danym miejscu, zazwyczaj mają takie myśli: uchodźcy z Syrii i innych państw są równomiernie rozlokowani po całej wyspie i w każdej miejscowości będą nas zaczepiać ich całe grupy, a każdy uchodźca to terrorysta i chce nas co najmniej zabić. Rzeczywistość jest zupełnie inna, ponieważ wszyscy są zamknięci w byłej bazie wojskowej w Morii (miejscowość tuż nad stolicą wyspy – Mitylena). Po drugie to tacy sami ludzie, jak my, których wojna zmusiła do ucieczki ze swojego kraju. Niejednokrotnie są bardziej wystraszeni niż ktokolwiek inny, ponieważ nie umieją odnaleźć się w europejskiej rzeczywistości (często materialistycznie i nacjonalistycznie nastawionej), ani nie chcą lub nie wiedzą, jak dostosować się do naszej kultury. Liczą na pomoc, której nie mogą otrzymać, ponieważ Europa, podobnie, jak Turcja, jest już przepełniona uchodźcami. Nasze systemy nie są w stanie przyjmować kolejnych ludzi z Afryki i Bliskiego Wschodu, na których państwa muszą/chcą/zostało im to narzucone/nie chcą* wydawać dodatkowych pieniędzy, ponieważ same są zadłużone. Dodatkowo, pojedyncze akty przemocy lub terroryzmu, zdarzające się czasami w państwach Zachodu ze strony omawianych ludzi są bardzo nagłaśniane w mediach. To powoduje szybko narastającą niechęć do nich oraz strach o własne bezpieczeństwo. W roku 2018 na wyspie było 9.000 uchodźców, a w tygodniu 22.09-29.09.2018 rząd Grecji zadecydował, żeby 2.000 osób przenieść w głąb kraju – do Grecji lądowej. Wszyscy, którzy aktualnie tam przebywają, mają całkowity zakaz opuszczania ośrodka, dlatego na wyspie nie zobaczymy ani jednego uchodźca. Teraz widzisz, jak błędny obraz budują w naszej głowie media. Szerzej o tej sprawie opowiem nieco niżej. A lesbijki - ładniej określane, jako kobiety kochające inne osoby o tej samej płci - co z nimi? Jednemu może się to podobać, drugiemu będzie to obojętne, a jeszcze innemu nie, bo może poczuć się zgorszony (niech czytelnik pozostawi te myśli dla siebie), jednak warto wiedzieć, że na wyspie spotkamy je czasem na plażach w największych miejscowościach. Chociaż wyspa Lesbos jest ich ulubionym miejscem do manifestowania własnych poglądów, to mimo wszystko omawiane osoby nie rzucają się w oczy. Dodatkowo lokalna społeczność ciągle walczy o prawa w sądach, żeby nazwa wyspy nie była kojarzona ze środowiskiem LGBT, np. w folderach turystycznych.
* - niepotrzebne skreślić

Wyspa Lesbos przede wszystkim zasłynęła w moim umyśle z… niedopowiedzianych spraw. Najlepiej posłuchać przewodników, ale też zainteresować się szerzej wieloma rzeczami, żeby odkryć coś więcej, ponieważ nikt nie powie ci np. o szlakach górskich, których nie brakuje na tej wyspie… A o dziwo są one bardzo dobrze znakowane. Nikt też nie opowie ci o plażach, które są na tej wyspie, ponieważ usłyszymy utarte ogólniki, które etyka zawodowa biur podróży nakazuje im mówić. Chodzi o to, żeby nie zniechęcić turystów do tego kierunku. Z tego powodu opowiem wszystko, co zobaczyłem, oraz napiszę, co warto zobaczyć, a co nie. Postaram się prześwietlić wyspę Lesbos obiektywnym okiem, żeby każdy mógł sam zadecydować, czy ten kierunek mu będzie odpowiadać na przyszłe wakacje, czy też nie. W Internecie znajdowałem tylko i wyłącznie opinie w stylu: „piękna wyspa”, „niesamowite miejsce”, czy też „zachwycająca wyspa”. Trochę jest prawdy w tych wyrażeniach, ale uważam, że trzeba też opowiedzieć o drugiej stronie Lesbos, z czym nigdzie się nie spotkałem – nawet u przedstawicieli biur podróży.

czwartek, 12 września 2019

Miedziane 2233 m n.p.m. i Opalony Wierch 2115 m n.p.m.

Dolina Pięciu Stawów jesienią - szlak na Miedziane wschód słońca w drodze na Miedziane

Po wczorajszym dniu, gdzie wchodziliśmy na Żabi Szczyt Niżni 2098 m n.p.m. Daniel spał w schronisku nad Morskim Okiem, a ja nad brzegiem stawu wciśnięty ze śpiworem pomiędzy dwa kamienie. Jako, że spałem samemu, patrzyłem dookoła, ponieważ noc obfitowała w piękne widoki. Przyglądałem się ludziom wracającym z gór. Pomimo nocnej pory wszystkie szczyty mieniły się od światła latarek „czołówek”. Wyglądało to, jakby świetliki błyszczały pośród skał. Co ciekawe, te światełka widziałem nawet na szczycie Rysów, czy też na Mięguszowieckiej Przełęczy pod Chłopkiem. Nawet w nocy mogłem zobaczyć przebieg tych szlaków, ponieważ na różnych wysokościach świeciły się światełka. Wiedziałem też, że ci ludzie kiedyś będą przechodzić obok mnie w środku nocy. Ten widok szczególnie utkwił mi w pamięci, ponieważ światełka sprawiały wrażenie, jakby wszystkie gwiazdy z nieba spadały na Tatry… Dodatkowo widziałem ich odbicia w spokojnych już wodach Morskiego Oka. Turyści chcieli koniecznie wykorzystać w pełni, tak piękny, słoneczny weekend. Nie dziwiłem im się, bo i my to samo robiliśmy. W środku nocy podziwiałem dodatkowo wspaniałe, rozgwieżdżone niebo. Temperatura przy gruncie spadła poniżej zera. Miałem -2°C. Mimo wszystko, byłem przygotowany do spania w takich warunkach. Z Danielem umówiliśmy się na godzinę 3.00 w nocy, skąd mieliśmy wyruszyć dalej – na Szpiglasowy Wierch 2172 m n.p.m. i Miedziane 2233 m n.p.m. W trakcie spania pokryła mnie grubokropelkowa rosa, a później to wszystko zamarzło…

O godzinie 3.00 w nocy bardzo szybko zebrałem się do wyjścia. Zjadłem na szybko czekoladę, strzepnąłem śpiwór ze szronu i zamarzniętych kropelek rosy i robiłem wszystko by rozgrzać zziębnięte stopy. Gotowy do wyjścia byłem o godzinie 3.15 w nocy. Po trzeciej słyszałem, jak ktoś mnie woła: „Michał, spisz?”. To oczywiście był Daniel. Opowiedział mi, co działo się w schronisku. Mówił, że nie wyspał się, ponieważ wiele ludzi piło alkohol i rozmawiało do 2.00 w nocy. Z góry wiedziałem, że tak będzie, ponieważ najczęściej ludzie piją alkohol w schroniskach po udanych wędrówkach górskich. Z tego powodu nie korzystam z usług schroniskowych od ponad dziesięciu lat. Daniel nie wyspał się, a ja miałem zziębnięte stopy. I tak po 3.15 w nocy wyruszyliśmy na Szpiglasowy Wierch, mając w nadziei podziwianie wschodu słońca z jego szczytu. Założyliśmy, że na szczyt będziemy potrzebowali około 2h 25min. Wiedzieliśmy, że około godziny 6.00 rano powinniśmy być już na wierzchołku. Nocnym szlakiem poszliśmy szybko. Nie rozglądaliśmy się za bardzo, ponieważ i tak wiele nie mogliśmy zobaczyć. Dopiero za bardzo długą pierwszą prostą, gdzie szlak zaczyna prowadzić trawersami, Daniel zauważył światełka w drodze na Rysy. Widzieliśmy, że ktoś podchodził w nocy na ten szczyt przy świetle „czołówek”. Po chwili zauważyliśmy dziwny ruch jednej z latarek, jakby ktoś spadał… Daniel myślał, czy zadzwonić po pomoc, ale po dłuższym przyglądnięciu się sprawie światełko „wróciło” na swoje miejsce. Pełni spokoju trawersowaliśmy kolejne etapy szlaku. Na Szpiglasowy dotarliśmy już o 5.36 rano, czyli jeszcze na długo przed wschodem słońca. Dopiero po półtorej godziny wędrówki moje stopy rozgrzały się i teraz czułem komfort. Podziwialiśmy czerwieniejące niebo. Oczekiwaliśmy na widowisko wschodzącego słońca w górach najwyższych.
www.VD.pl