środa, 24 stycznia 2024

Gruzja - Swanetia, cz. 2: Lagem Pass 2990 m n.p.m., bezimienna góra 3242 m n.p.m., Gvibari 2943 m n.p.m., Latpari Pass 2834 m n.p.m.

 

DZIEŃ 4 – LAGEM PASS 2990 m n.p.m., BEZIMIENNA GÓRA 3242 m n.p.m. (BEZPOŚREDNIO WIDOCZNA Z ŁAWKI PRZED NASZYM POKOJEM) – CZYLI JAK BŁĄD NA MAPIE ZAPROWADZIŁ NAS W ZNACZNIE LEPSZE MIEJSCE, OFERUJĄCE NIESAMOWITE WIDOKI

Słyszałem w nocy, że Damianowi oddycha się ciężko. Miał „zawalony” nos. Pomyślałem, że dzisiaj nie da rady wyjść w góry, ponieważ choroba tylko by postąpiła. Co prawda na zegarku miałem 2.00 w nocy, ale mimo wszystko nie liczyłem, że tak szybko dojdzie do zdrowia. Wstałem o standardowej godzinie – 5.30 rano. Zobaczyłem, że niebo jest idealnie czyste, niebieskie. Od razu ciągnęło mnie w wysokie góry. W głowie miałem zupełnie nową trasę tam, gdzie jeszcze nas nie było – Lagem Pass 2990 m n.p.m. Obudziłem wszystkich o godzinie 5.50 rano. Basia wstała chętnie, a Damian po dłuższej chwili powiedział: ‘dzisiaj nie dam rady, ale wy idźcie, jak chcecie, ja będę tutaj w pokoju leżał’. Przygotowaliśmy ciepłą zupę i izotoniki. Bardzo ciekawiła mnie nowa trasa, co na niej zobaczymy. Fragment ścieżki prowadzącej na przełęcz widziałem pierwszego dnia, kiedy szliśmy na lodowiec Shkhara. Wydawała mi się jakaś dziwnie brązowa.

 

Z pokoju wyruszyliśmy o 7.12. Damian tymczasem leżał w łóżku. Gorączka ustąpiła rano, tyle że miał typowe objawy przeziębienia. Przywitała nas piękna pogoda. Mieliśmy nadzieję, że i tego dnia będziemy mogli w pełni podziwiać przepiękne widoki. Nasza trasa prowadziła w stronę lodowca, ale my mieliśmy przejść jej tylko początkowy fragment – pierwsze 1,5 km, czyli trochę dalej niż most na rzece Enguri. Mogliśmy wybrać pierwszą lub drugą przeprawę, po czym za 400 m rozpocznie się szlak właściwy. Idąc ścieżką w stronę muzeum etnograficznego, jeszcze połowę dolnej części zielonej „zamszowej” góry pokrywał cień. Powoli przesuwał się ku rzece Enguri. Najpiękniejszy widok jest około godziny 7.30-7.40, kiedy jego granica przechodzi przez polany, gdzie pasą się konie i krowy. Wspominaną górę na dwie części dzieli głęboki żleb. Tworzy on podłużną dziurę/urwisko przypominające kanion, który nie zostaje oświetlony, podczas gdy okolica jest w całości nasłoneczniona. Wielka wyrwa i jasne, żywo zielone trawy tworzą bardzo duży kontrast. O tej porze naturalna dziura zarośnięta trawami wygląda, jak ogromna przepaść, do której mogą wpaść zwierzęta. W późniejszej porze dnia widać, że wielki rów, którym spływają wody lokalnego potoku wpadającego do rzeki Enguri, to jedynie złudzenie optyczne. Podziwiając omawiany piękny widok poszliśmy dalej, poza ostatnie wieże wioski Ushguli. Przyszedł tylko jeden pies. Mieliśmy wrażenie, że gdzieś go już spotkaliśmy. Nie spieszyłem się. Założyłem, że będziemy iść takim tempem, abyśmy mogli wszystko przeżywać, a nie zaliczać. Za lokalnym wzgórzem, na którym stała wieża kościoła, w najwyżej położonej części Ushguli, szeroka ścieżka łączyła się z główną drogą, którą jeździły taksówki wożące turystów z Mestii do lodowca Shkhara, a raczej do ostatniego płaskiego fragmentu, ponieważ na 2,4 km przed lodowcem trzeba iść wąską ścieżką przez zarośla. W opisywanym miejscu widniały dwie drewniane budki wyciągu narciarskiego. Dookoła kwitły niebieskie niezapominajki. Bardzo uwielbiam ich widok, ponieważ zdobiły okolicę i przywoływały piękne wspomnienia. Parędziesiąt kroków dalej, po prawej stronie widzieliśmy pięć koni. Przeszliśmy obok nich. Stały przed miejscem wyznaczonym na kemping, czyli tam, gdzie jest idealnie płaska polana. Dalej droga prowadziła w kierunku dwóch mostów na rzece Enguri. Wybraliśmy ten drugi, ponieważ prowadził bezpośrednio do celu. Pierwsza przeprawa dawała niesamowitą okazję zobaczyć naturalny kanion, częściowo zarośnięty młodymi brzozami, którym płynęła Enguri. Widok jest niesamowity! W godzinach popołudniowych można wykonać kilka jego ciekawych ujęć.

www.VD.pl