czwartek, 28 marca 2019

Malediwy - Fehendhoo, Fulhadhoo, Finolhu - jak zorganizować wakacje na własną rękę?

 Fehendhoo Malediwy  sand bank na Malediwach, Fehendhoo

Malediwy – kto o nich nie myślał? Chyba każdy z nas. Ten mały fragment ziemi kojarzy się nam głównie z rajskimi plażami, palmami i niesamowicie turkusowymi wodami. Połączenie wszystkiego, co wymieniłem przed chwilą, daje nam poczucie, jak gdybyśmy byli w raju. Z drugiej strony Malediwy kojarzą się nam również z drogimi cenami i ze zrujnowanym portfelem. W tym artykule podpowiem, jak zorganizować wyjazd na Malediwy tak, żebyśmy wrócili w pełni wypoczęci i przede wszystkim żebyśmy wrócili z efektem WOW! Słyszałem już wiele pytań w stylu, a czy drogo?, a kiedy jest najlepsza pogoda?, czy nie zanudzę się tam?, czy jest tam rzeczywiście tak pięknie, jak pokazują na zdjęciach?, itp. Myślę, że tym artykułem rozwieję Wasze wszelkie wątpliwości.

POGODA NA MALEDIWACH
Na początku rozpocznę od klasycznego pytania: kiedy jest najlepsza pogoda na Malediwach? W tym kraju rozróżniamy dwie pory: pora sucha i pora deszczowa. Najbardziej słonecznie będziemy mieli w miesiącach: styczeń, luty i marzec, a najbardziej deszczowo w lipcu i sierpniu. Z tego względu biura podróży sprzedają wycieczki na Malediwy w lipcu i sierpniu po zaniżonych cenach, bo zawsze ktoś skorzysta z okazji, a być może trafi się nieświadoma osoba swojego wyboru... W styczniu i lutym mamy przeważnie prawie bezchmurne niebo. Czasem zdarzy się pojedynczy dzień z białym niebem, ale bez deszczu. Temperatury wynoszą wówczas 31-32’C w ciągu dnia, a 26-27’C w ciągu nocy. Jak widać, różnica temperatur jest niewielka, więc w ciągu doby nieustannie mamy ciepło. Temperatura wody zazwyczaj wynosi 25-28’C. Marzec to miesiąc, gdzie do około 15-stego dnia tego miesiąca nadal mamy słoneczną pogodę z tym, że 4-tego marca od kilku lat jest mocno pochmurnym dniem. Po 15-stym marca powoli kończy się pora sucha i na niebie zaczyna pojawiać się coraz więcej chmur piętra wysokiego i średniego: cirrostratus i altostratus translucidus/opacus. Dla zainteresowanych fotografią podam, że takie chmury powodują, że nasze zdjęcia będą przepalone, lub po prostu szare. Z tego względu, jeśli zależy nam na dobrych zdjęciach, na Malediwy nie wybierałbym się po 15-stym marca. Po tym dniu zazwyczaj jeszcze nie pada deszcz, ale widać, że chmur nieco przybywa. Ciągle jednak mamy dużo słońca, bo przebija się ono przez białe chmury. Pod koniec miesiąca mogą trafić się już dni z krótkim ale intensywnym deszczem. Kwiecień to już lekkie przejście do pory deszczowej. Czyli będą się trafiać pojedyncze deszczowe lub pochmurne dni. Najdłużej w miesiącu może utrzymać się aż 3 dni pochmurnej pogody.  Maj i czerwiec to miesiące, gdzie deszczowych lub pochmurnych dni możemy mieć już od 7 do 11 w ciągu miesiąca. W lipcu i sierpniu deszcz pada bardzo często, dlatego nie polecam jechać w tych miesiącach. Zazwyczaj są to krótkotrwałe opady, ale intensywne. Tyle, że później utrzymuje się duże zachmurzenie na niebie. Raczej zależy nam na słońcu, bo słabą pogodę mamy przecież nad polskim morzem, więc szukamy czegoś innego…

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Górski poradnik fotograficzny - czyli, jak wybrać aparat?, jak dobierać obiektywy?, oraz jak fotografować?

 

Lubisz fotografować, ale nie wiesz, jak się do tego zabrać, żeby robić dobre zdjęcia? Używając terminu „dobre zdjęcia” mam na myśli takie, które ciebie zadowolą, a być może, takie, które również docenią inni. Dziedzina fotografii zawiera całe mnóstwo dziwnych terminów, zjawisk i rzeczy, które trzeba uwzględnić, dlatego postaram się stworzyć poradnik, który zbierze wybrane, najważniejsze dla nas sprawy, które sprawią, że nasze zdjęcia będą dobrej klasy. Z pewnością będzie trzeba poruszyć kwestie: czym robić zdjęcia?, lub czym robisz zdjęcia?, jaka pogoda jest najlepsza?, o której godzinie robić zdjęcia?, czy warto brać pod uwagę rodzaj chmur?, z jakiej odległości fotografować?, czy potrzeba dodatkowego sprzętu?, jak wyglądają konkursy fotograficzne?, itp. Zagadnień jest naprawdę całe mnóstwo do omówienia, dlatego w prosty i przystępny sposób przedstawię ci te, które dla nas – „Kowalskich” – przydadzą się najbardziej. Książek na temat fotografii jest naprawdę całe mnóstwo i omawiają mnóstwo kwestii technicznych oraz używają terminów typowych dla środowiska fotografujących jak, np. „złota godzina”, czy „trójpodział kadru”, dystorsja, abberacja chromatyczna, winietowanie, itp. W tym artykule nie chcę zasypywać teorią, bo ona jest wszędzie dostępna, a raczej skupię się na zdobytym doświadczeniu i wypracowanych technikach, które pozwalają mi wstrzelić się w dobre warunki. Opowiem też ci co nieco o warunkach, o których być może nie masz pojęcia.

Z pewnością nie raz przeglądałeś mnóstwo profili facebookowych lub miałeś/masz konto w serwisie fotograficznym. Można tam zobaczyć super profesjonalne zdjęcia oraz takie, które są ewidentnie przepalone, jakby były zrobione z telefonu (przepalone zdjęcie – fotografia, której część jest całkowicie biała z powodu zbyt mocnego oświetlenia. Takie zdjęcia najłatwiej zrobić „pod słońce”, czy też w południe, kiedy słońce najmocniej świeci). Kolejną kategorią są zdjęcia ze zbyt bladymi kolorami, czy też lekko zamglone. To wszystko może być spowodowane nieumiejętnością korzystania ze sprzętu, który posiadamy lub po prostu jest to niedoskonałość naszego sprzętu. W tym miejscu możesz powiedzieć: ale ja mam porządny smartfon, który jest określany mianem flagowca, więc zdjęcia robi idealne. Tak ci się wydaje, ponieważ, ile razy zgrywałeś swoje zdjęcia z telefonu na komputer? Pamiętaj, że w smartfonach sam wyświetlacz jest aż przesycony i na dodatek ustawiony na mocne kontrasty, żebyśmy otrzymali „cukierkowe” kolory, co powoduje, że każde zdjęcie wygląda bajecznie. Ale jeśli przeniesiemy je na komputer, staną się jakieś blade i „bez życia”… Spróbuj zrobić taki eksperyment i przenieś kilka twoich ulubionych zdjęć ze smartfona, które nigdy go nie opuściły… Dlaczego tak się dzieje? Wszystkiemu jest winna matryca i obiektyw oraz ich fizyczne ograniczenia, o czym szerzej będzie w dalszej części tekstu. W poradniku chcę skupić się na „zwalczaniu” takich przepalonych, bez koloru i „bez życia” zdjęć, które wręcz zalewają Internet (czytaj: żebyśmy my nie byli ich producentami). Mam na myśli fakt, że można nie mieć sprzętu z górnej półki, a robić naprawdę dobre zdjęcia. Wystarczy zaangażować w to trochę doświadczenia, wiedzy i umiejętności. Zatem zaczynajmy!

środa, 26 września 2018

Lesbos - co warto zobaczyć?


 Co zobaczyć na Lesbos?  Atrakcje na Lesbos

Lesbos – czy warto pojechać na tę wyspę? To pytanie można sobie zadawać wielokrotnie, ponieważ w Internecie znajdziemy niewiele informacji na jej temat. Dopiero przekopując przepastne zasoby Google’a znajdziemy coś więcej, tyle że musimy wiedzieć czego szukamy… Na pierwszy rzut oka nazwa Lesbos kojarzy nam się z lesbijkami (co jest prawdziwym skojarzeniem) oraz z zasłyszanymi z mediów uchodźcami (to również prawdziwe skojarzenie, ponieważ właśnie na tej wyspie znajduje się największy ośrodek dla uchodźców w całej Europie). Ale, czy z tych powodów mamy nie pojechać na Lesbos? Zdecydowanie nie! Ponieważ w naszej świadomości media budują błędny obraz rzeczywistości. Osoby, które nigdy nie były w danym miejscu, zazwyczaj mają takie myśli: uchodźcy z Syrii i innych państw są równomiernie rozlokowani po całej wyspie i w każdej miejscowości będą nas zaczepiać ich całe grupy, a każdy uchodźca to terrorysta i chce nas co najmniej zabić. Rzeczywistość jest zupełnie inna, ponieważ wszyscy są zamknięci w byłej bazie wojskowej w Morii (miejscowość tuż nad stolicą wyspy – Mitylena). Po drugie to tacy sami ludzie, jak my, których wojna zmusiła do ucieczki ze swojego kraju. Niejednokrotnie są bardziej wystraszeni niż ktokolwiek inny, ponieważ nie umieją odnaleźć się w europejskiej rzeczywistości (często materialistycznie i nacjonalistycznie nastawionej), ani nie chcą lub nie wiedzą, jak dostosować się do naszej kultury. Liczą na pomoc, której nie mogą otrzymać, ponieważ Europa, podobnie, jak Turcja, jest już przepełniona uchodźcami. Nasze systemy nie są w stanie przyjmować kolejnych ludzi z Afryki i Bliskiego Wschodu, na których państwa muszą/chcą/zostało im to narzucone/nie chcą* wydawać dodatkowych pieniędzy, ponieważ same są zadłużone. Dodatkowo, pojedyncze akty przemocy lub terroryzmu, zdarzające się czasami w państwach Zachodu ze strony omawianych ludzi są bardzo nagłaśniane w mediach. To powoduje szybko narastającą niechęć do nich oraz strach o własne bezpieczeństwo. W roku 2018 na wyspie było 9.000 uchodźców, a w tygodniu 22.09-29.09.2018 rząd Grecji zadecydował, żeby 2.000 osób przenieść w głąb kraju – do Grecji lądowej. Wszyscy, którzy aktualnie tam przebywają, mają całkowity zakaz opuszczania ośrodka, dlatego na wyspie nie zobaczymy ani jednego uchodźca. Teraz widzisz, jak błędny obraz budują w naszej głowie media. Szerzej o tej sprawie opowiem nieco niżej. A lesbijki - ładniej określane, jako kobiety kochające inne osoby o tej samej płci - co z nimi? Jednemu może się to podobać, drugiemu będzie to obojętne, a jeszcze innemu nie, bo może poczuć się zgorszony (niech czytelnik pozostawi te myśli dla siebie), jednak warto wiedzieć, że na wyspie spotkamy je czasem na plażach w największych miejscowościach. Chociaż wyspa Lesbos jest ich ulubionym miejscem do manifestowania własnych poglądów, to mimo wszystko omawiane osoby nie rzucają się w oczy. Dodatkowo lokalna społeczność ciągle walczy o prawa w sądach, żeby nazwa wyspy nie była kojarzona ze środowiskiem LGBT, np. w folderach turystycznych.
* - niepotrzebne skreślić

Wyspa Lesbos przede wszystkim zasłynęła w moim umyśle z… niedopowiedzianych spraw. Najlepiej posłuchać przewodników, ale też zainteresować się szerzej wieloma rzeczami, żeby odkryć coś więcej, ponieważ nikt nie powie ci np. o szlakach górskich, których nie brakuje na tej wyspie… A o dziwo są one bardzo dobrze znakowane. Nikt też nie opowie ci o plażach, które są na tej wyspie, ponieważ usłyszymy utarte ogólniki, które etyka zawodowa biur podróży nakazuje im mówić. Chodzi o to, żeby nie zniechęcić turystów do tego kierunku. Z tego powodu opowiem wszystko, co zobaczyłem, oraz napiszę, co warto zobaczyć, a co nie. Postaram się prześwietlić wyspę Lesbos obiektywnym okiem, żeby każdy mógł sam zadecydować, czy ten kierunek mu będzie odpowiadać na przyszłe wakacje, czy też nie. W Internecie znajdowałem tylko i wyłącznie opinie w stylu: „piękna wyspa”, „niesamowite miejsce”, czy też „zachwycająca wyspa”. Trochę jest prawdy w tych wyrażeniach, ale uważam, że trzeba też opowiedzieć o drugiej stronie Lesbos, z czym nigdzie się nie spotkałem – nawet u przedstawicieli biur podróży.

czwartek, 2 sierpnia 2018

Dom de Mischabel 4545 m n.p.m. - relacja z wyprawy


 Dom de Mischabel  Dom de Mischabel - droga przez lodowiec

Długo myśleliśmy o wyjeździe w Alpy. Każdy z nas z osobna, pomimo tego, że w większości nawet nie znaliśmy się w ogóle. Tak się złożyło, że ja i trzech innych kolegów mieliśmy podobne plany, by pojechać w Alpy od 6 lipca. Nadarzyła się okazja, dlatego na Facebooku w jednej z grup szybko umówiliśmy się na konkretny termin. Późniejsze rozmowy zeszły do „podziemi”. W ten sposób w dwa dni ustaliliśmy praktycznie wszystko – od rzeczy, które zabierzemy ze sobą, aż do środków transportu. Ułożyliśmy plan, jakie góry będziemy odwiedzać oraz ile czasu będziemy potrzebować na każdą z nich. Najważniejsza jednak była pogoda, dlatego postanowiliśmy, że nawet jeśli jej zabraknie, to przesuniemy nasz wyjazd o tydzień do przodu. Bez dobrej pogody nie ma co wyjeżdżać. Po długich rozmowach ustaliliśmy, że pojedziemy pożyczonym samochodem od Maćka, który z Warszawy przyjedzie najpierw do Radka, a później do Szymona. Na końcu do mnie. Początek mocno nam się opóźnił, ponieważ ode mnie mieliśmy pojechać o godzinie 22.00, a Maciek przyjechał na godzinę 00.20. Nie dziwiłem się, ponieważ trzeba było dojechać z Warszawy do Jaworzna i załadować od każdego rzeczy. To samo czekało u mnie, tyle że bagażnik był już cały zapełniony. Wydawało się, że nic więcej nie upchamy. Zmieniliśmy trochę ułożenie plecaków i dzięki temu dość szybko udało nam się upakować cały sprzęt. Plecaki i jedzenie na wyprawę ułożyliśmy praktycznie pod sam sufit. Nasza trasa miała liczyć około 1382 km – większość przez Niemcy. Siedziałem z przodu, więc pilnowałem, żebyśmy nie przegapili zjazdów na niemieckich autostradach. Przejazd przez polską autostradę A4 upływał nam w nocy bardzo szybko, ponieważ dopiero poznawaliśmy się. Dla osób nie chodzących po górach może to być dziwne, że spotykają się nieznane sobie osoby, które mają ten sam cel i „w ciemno” realizują dane marzenie. Tak to najczęściej wygląda, ponieważ, trudno znaleźć wśród znajomych choć jedną osobę, która będzie w stanie pojechać w Alpy na najwyższe szczyty i dodatkowo będzie miała odpowiednie doświadczenie. Dlatego zazwyczaj tak to wygląda, że odpowiednich osób poszukuje się w różnych grupach górskich w internecie.

W trakcie jazdy opowiadaliśmy o górach i naszych wyprawach. Kierował niestrudzenie Maciek, który z Warszawy przejechał już 400 km do mnie, a właśnie dojeżdżał pod granicę niemiecką... W tym czasie poruszyliśmy temat naszych zaplanowanych gór – Mt. Blanc 4810 m n.p.m. i Dom de Mischabel 4545 m n.p.m. Wspólnie ustaliliśmy, że najpierw pójdziemy na Dom de Mischabel, a dopiero później na Mt. Blanc. Dlaczego tak? Ponieważ, na Mt. Blanc odwiedziły dwie osoby z naszej ekipy kilka lat temu, a Dom de Mischabel był dla każdego czymś zupełnie obcym. Prawie dla każdego… Zarówno na jednej, jak i na drugiej górze już byłem. Znając całą trasę na górę Dom, od razu wiedziałem, że chcę wejść tam jeszcze raz. Mt. Blanc, jak dla mnie, mógł nie wyjść, bo ta góra nie miała większego znaczenia, poza tym, że chciałbym ją lepiej sfotografować. Góra Dom podobała mi się za jej fenomenalną przyrodę, przepiękne widoki, oraz niesamowitą trasę na szczyt. Najpiękniejszy jednak jest widok ze szczytu w stronę Włoch, który niezmiennie uznaję za drugi najpiękniejszy w całej Europie! Pierwsze miejsce dzierży niezmiennie Punta Gnifetti. Jednogłośnie wybór padł na górę Dom de Mischabel, co mnie bardzo ucieszyło. Teraz pozostało tylko dojechać na miejsce i rozpocząć wyprawę. GPS pokazywał, że na godzinę 15.38 dotrzemy do Randy – małej wioski u stóp naszej góry. Każdy chciał już tam być. Tym bardziej, że naopowiadałem bardzo dużo o pięknie Randy i Dom de Mischabel, oraz o całej trasie dojściowej. Droga na wierzchołek zawsze mnie zachwycała, dlatego już cztery razy wybrałem szlak do schroniska pod górą Dom. Autostradą A4 kierowaliśmy się w kierunku Dresden, po czym na 20 km przed zjazdem zauważyłem, że za niedługo powinniśmy zmienić drogę. Prawie przegapiliśmy nasz zjazd. Później czekała nas nudna, monotonna, około 7-godzinna jazda autostradami aż za Stuttgart. Przez cały ten czas nic się nie zmieniało. Widzieliśmy ciągle jednakowe pola, wiatraki i małe lasy. Przy takich krajobrazach można było zasnąć. W miarę każdego postoju widzieliśmy, że czas dotarcia do Randy wydłużał się - aktualnie do godziny 17.28. Zastanawialiśmy się o ile jeszcze nam się opóźni cały plan… Po przejechaniu 500 km od mojego domu po raz pierwszy zapaliła się żółta kontrolka „sprawdź silnik”. Nic jednak nie wskazywało na żadne problemy. Samochód jechał bez problemu, a poziom oleju też był taki, jaki powinien być.

środa, 20 czerwca 2018

Zakyntos - co warto zobaczyć?


 Zakyntos - co warto zobaczyć? Zakyntos - Top 10

Wyspa Zakyntos uchodzi za jedną z najpiękniejszych wysp greckich. Jeśli widziałeś kiedykolwiek zdjęcia w folderach biur podróży z tego miejsca i sobie pomyślałeś: „na pewno podkolorowali zdjęcia”, to zobaczysz na miejscu, że kolor wód w rzeczywistości jest taki sam, jak w katalogach! Zakyntos słynie z krystalicznie czystych mórz i wyjątkowych kolorów wód. Kto jeszcze nie odwiedził tej wyspy, to koniecznie musi tam być! Co jest dodatkową zachętą, żeby przyjechać na Zakyntos? Nie musisz znać języka obcego, żeby coś załatwić! Wyjątkowo tę wyspę upodobali sobie Polacy – i to tak bardzo, że jesteśmy najliczniejszą grupą narodowościową, która ją odwiedza. Z tego powodu powstała nawet polska sieć biur podróży organizująca wycieczki w języku polskim na terenie całej wyspy. Ale o tym będzie nieco poniżej. Ciekawy jest fakt, że Polaków jest najwięcej, dlatego nie zdziw się, jeśli podejdzie do Ciebie Grek z polskim folderem i nawet powie kilka zdań po polsku. Oni nauczyli się paru zwrotów, ponieważ wiedzą, że najwięcej będzie chętnych Polaków. Zakyntos jednak głównie słynie z niesamowitych jaskiń wypełnionych wodą morską oraz z bajecznych, piaszczystych plaż, co czyni ją wyjątkową pod tym względem. Nie oznacza to, że w innych miejscach na świecie nie ma podobnych, bo jest całe mnóstwo, ale tutaj zobaczymy je wzdłuż całej linii brzegowej. Drugą główną atrakcją są żółwie caretta-caretta o długości dochodzącej nawet do 1m, dlatego też opowiem nieco, gdzie można je zobaczyć i jak zorganizować wycieczkę, żeby zobaczyć je na wyciągnięcie ręki. Ja zobaczyłem ich aż 16, a z kilkoma płynąłem równolegle na odległość 50 cm do 1 m!

KIEDY JECHAĆ NA ZAKYNTOS? POGODA NA ZAKYNTOS
Czytając kilka słów zachęty, przejdźmy do kwestii organizacyjnych, czyli kiedy jechać, jakie hotele wybierać i przede wszystkim, w jakim rejonie wyspy szukać kwater. Później omówię kwestie związane z głównym celem naszych wakacji – czyli, co zobaczyć na Zakyntos. Jeśli chcemy spędzić wakacje na tej wyspie, śmiało możemy wybierać czas pomiędzy 20. maja, a 20. września. Miejscowi mówią, że dość często zdarza się, że końcówka maja jest deszczowa. W roku 2018 była bardzo słoneczna i temperatury wahały się przedziale 28-30’C. W lipcu i sierpniu przeżyjemy wielki nawał turystów, ponieważ rok szkolny się zakończył i mnóstwo osób w tym czasie będzie próbowało odwiedzać wyspę. Inną niedogodnością są na pewno temperatury, które w lipcu i sierpniu mogą mieścić się w przedziale 33-40’C, co nie będzie dla nas przyjemne. Nie chcemy mieć tłumów, ani upałów nie do zniesienia, dlatego zaplanujmy nasz wyjazd z głową. Ja zawsze szukam ofert przed- lub posezonowych, ponieważ jest taniej i przyjemniej. Poza okresem wakacji szkolnych będzie zdecydowanie mniej ludzi. Weźmy pod uwagę fakt, że w 2017 roku Zakyntos odwiedziło o 140% więcej ludzi niż w 2016, a w 2018 już teraz dane z biur podróży wskazały przyrost o kolejne 160%! To oznacza coraz większe tłumy… Zakyntos poza sezonem jest wyjątkowo tani, i z łatwością znajdziemy oferty all inclusive za 1500 zł/8 dni. Na przełomie września i października widuję takie same oferty już za 800-900 zł! Przy takich cenach ani przez myśl nie przejdzie wyjazd nad polskie morze.

środa, 16 maja 2018

Mała Czantoria - szlaki, czyli najpiękniejsza propozycja górska na wiosnę


 Mała Czantoria szlaki  Chata pod Małą Czantorią

Mała Czantoria - przeze mnie nazywana zapomnianą górą, ponieważ nigdy nie spotykam na jej szczycie tłumów, a oferuje naprawdę przepiękne widoki. W szczególności na wiosnę możemy zobaczyć niezwykłe, sielankowe krajobrazy, których trudno szukać na popularnych szlakach. W tym poradniku chcę przybliżyć Wam kilka ciekawych propozycji, o których zdecydowana większość ludzi nie wie, a są godne uwagi każdej osoby, która kocha góry. W propozycjach podaję kilka pozaszlakowych miejsc, które obowiązkowo trzeba zobaczyć oraz możliwe sielankowe drogi powrotne, gdzie nie wytyczono żadnych szlaków, lub takie, gdzie są wyznaczone trasy, ale niewiele się o nich mówi. Drogi prowadzące na Małą Czantorię skrywają wiele ciekawych i malowniczych miejsc, o których nie dowiesz się z przewodników... 

CZARNY SZLAK Z GOLESZOWA NA MAŁĄ CZANTORIĘ
Jeśli lubisz sielankowe klimaty i chcesz mieć pewność, że nie spotkasz tłumów ludzi, to ten szlak jest właśnie dla Ciebie! Nawet w tzw. długie weekendy, majówki, itp. na trasie spotkamy, co najwyżej kilka osób. Pomimo, że szlak jest jednym z najpiękniejszych, jakie można przejść w Beskidach, to ludzie prawie w ogóle nim nie uczęszczają. Dlaczego? Ponieważ zaczyna się w „nieturystycznej” miejscowości Goleszów, nie mówi się o nim w ogóle w mediach, oraz nie ma na trasie schronisk z bufetem, kolejek linowych i innej infrastruktury, która przyciągnie tysiące okazjonalnych turystów. Dzięki temu możemy cieszyć się sielankowymi krajobrazami, znanymi z Windowsa XP. Nasza trasa zaczyna się w Goleszowie na dworcu PKP (jeśli przyjechaliśmy tutaj pociągiem). Jeśli wybraliśmy pociąg, to kupując bilet w Katowicach, pamiętajmy, żeby kupić go na trasę Katowice – Ustroń, a nie Katowice – Goleszów! Dlaczego? Ponieważ do Goleszowa zapłacimy znacznie drożej (o około 4-5zł) niż do Ustronia, pomimo, że Ustroń jest dalej niż Goleszów. Szczegół w tym tkwi, że Koleje Śląskie zachęcają podróżnych do wyjazdów w góry i przez to obniżają ceny biletów do miejscowości uzdrowiskowych lub turystycznych. Goleszów jest „zwykłą” wiejską gminą, przez co cena jest liczona jak za zwykły kurs. Z dworca prowadzi czarny szlak, aż na Małą Czantorię.

Naszym punktem odniesienia będzie najbardziej charakterystyczny Gminny Ośrodek Kultury w Goleszowie, czyli w skrócie „Dom Kultury”. Wychodząc z dworca, zwracajmy uwagę na czarne znaki szlaku, ponieważ szybko możemy je zgubić. Na początku pójdziemy ul. Dworcową wśród pól. Dojdziemy do skrzyżowania, gdzie będziemy musieli skręcić w prawo. Rozpoczyna się ul. Wolności. Teraz będziemy nią szli aż do samego centrum gminy. Ulica Wolności będzie krzyżować się z ul. 1 Maja i Spółdzielczą. Tuż za sklepem rolniczym SKR Goleszów, skręcamy w prawo (wybieramy ul. 1 Maja). Nie musimy pamiętać wszystkich szczegółów, ale podaję je, gdybyśmy zgubili znaki. Teraz idziemy do końca ul. 1 Maja. Dochodzimy do skrzyżowania z ulicą Cieszyńską. Tutaj skręcamy w lewo i przed nami, nieco pod górę, widzimy już Dom Kultury. Wędrówka z dworca powinna zająć nam jakieś 20 min. Kiedy zdecydujemy się przyjechać do Goleszowa samochodem, proponuję zaparkować w pobliżu Domu Kultury. Dzięki temu nie będziemy mieli problemów z miejscami parkingowymi i rozpoczniemy wędrówkę od razu od czarnego szlaku. Przed sobą widzimy bardzo szeroki zakręt w lewo, prowadzący pod górę i wąską uliczkę, biegnącą do góry, w stronę lasu. Odbija ona od szerokiego zakrętu. To ul. Grabowa. Widzimy po obu stronach domy jednorodzinne i mnóstwo drzew owocowych. Pomimo, że początkowo wędrujemy z dworca kilkoma ulicami, to zapewniam, że wędrówka jest bardzo przyjemna, ponieważ wszędzie dookoła dominują pola i kolorowe krajobrazy. Schodząc z szerokiego zakrętu, wchodzimy na ulicę Grabową, skąd za chwilę wejdziemy w jeszcze mniejszą ul. Jasną. Teraz będziemy szli nieznacznie pod górę. Z każdym krokiem będzie bardziej stromo, ale znowu nie za stromo. Drogą idziemy cały czas na wprost, przed siebie, aż zakończy się zabudowa jednorodzinnych domów (na trasie miniemy jeszcze jedno, mniejsze skrzyżowanie). Za chwile dotrzemy do zalesionej części. Wąska droga zakręca pod kątem prostym w prawo (innej możliwości nie ma). Przed nami widać tylko rząd gęstych zarośli i drzew. Skręcamy w prawo i dalej pójdziemy nieznacznie pod górę. Na końcu zarośli zobaczymy coś niezwykłego – przepiękny, zielony staw! Nazywany jest przez miejscowych Goleszowskim Morskim Okiem. Chociaż nie jest tak przezroczysty, jak tatrzański staw, to mimo wszystko jest piękny. Proponuję dojść do końca zarośli i wtedy możemy spojrzeć na niego z dużej wysokości. W porannych godzinach w jego okolicach panuje zupełny spokój. Uliczka, którą wędrujemy nazywa się Nad Tonem. Idąc przed siebie, zauważymy, że zaczyna zakręcać łukiem w lewo. W tym miejscu możemy po raz ostatni spojrzeć na staw, ponieważ przed nami widać wysoki nasyp, zarośnięty gęstymi drzewami i krzakami, a pod nami dostrzerzemy wysoki most z cegieł.

środa, 28 marca 2018

Jak zorganizować trzytygodniową wyprawę na Mt. Blanc lub inne czterotysięczniki w Alpach do 1000zł? - czyli o tym, jak spełniać swoje marzenia


Jak tanio pojechać w Alpy? Tani wyjazd w Alpy

Kochasz góry? Wiele lat jeździsz w góry Polski lub Słowacji? Czasami przez myśl przechodziły Ci Alpy, ale z drugiej strony miałeś mnóstwo obaw, jak tam dojechać i skąd wziąć informacje o tym, jak zorganizować większą wyprawę? Myślę, że największą Twoją obawą z pewnością były koszty wyprawy. Każdy z nas przed każdym wyjazdem w góry przecież musi pomyśleć, ile to wszystko będzie kosztować. Pewnie nie raz pomyślałeś, żeby np. wejść na Mt. Blanc, ale taka wyprawa musi kosztować całkiem sporo i na dodatek trzeba będzie załatwiać jakieś pozwolenie. W tym poradniku chcę przybliżyć Wam techniki, jak można zorganizować bardzo ciekawe wyprawy za małe pieniądze. Zastanawiałeś się kiedyś, ile kosztuje np. wyprawa na Mt. Blanc? Agencje turystyczne życzą sobie około 4.200 – 4.500 zł za osobę za 18-dniowy wyjazd w góry. Podczas takiej wyprawy nie mamy gwarancji, że wejdziemy na szczyt, ponieważ zbyt wiele czasu upływa na przygotowania. Za te same pieniądze wolałbym polecieć na Dominikanę po udanej wyprawie… Wyjazd na 20 dni, z wejściem na szczyt i blisko 80 km wędrówka szlakiem trekkingowym Tour de Mt. Blanc kosztowała zaledwie… 829 zł, a trzytygodniowy wyjazd na czterotysięczniki Monte Rosa (największe skupisko czterotysięczników w Europie) kosztował mnie ok. 1200 zł. Pewnie sobie myślisz: to niemożliwe! A jednak! Jedynym warunkiem jest fakt, że musicie mieć skompletowany sprzęt górski, bo w Alpach nawet w lecie potrafi nieźle przymrozić pod szczytami (nawet do -20’C). Omówię też, co trzeba wziąć ze sobą i w jakich ilościach, żeby nic nas nie zaskoczyło.

czwartek, 22 marca 2018

Nie popełniaj tych samych błędów w górach - czyli 10 błędów, które turyści najczęściej popełniają w górach

 Burza w górach  Błędy w górach

Nieraz słyszałeś, że grupa wyszła zimą nad Morskie Oko i zaskoczyła ich noc?, albo, że ktoś poszedł w szpilkach lub japonkach na Giewont?, czy też, że zaskoczyła kogoś burza w górach?... Takich sytuacji można mnożyć, dlatego chcę Wam przybliżyć wiele rzeczy, dzięki, którym każda wyprawa będzie udana, a o tych sprawach nie mówi się wcale lub wspomina bardzo rzadko. Celem tego artykułu jest uświadomienie wielu błędów, które ludzie masowo popełniają w górach dlatego, że najczęściej podążają za tłumem i nie zastanawiają się nad tym. Co zrobić, żeby każda nasza wyprawa była udana (nie ważne, czy ta mała, czy ta wielka)? Zastosuj w swoim życiu kilka ważnych zasad.

1. Długie weekendy, majówka
Nie raz widziałeś, jak tłumy rozdeptują Dolinę Kościeliską, Chochołowską, czy przeludniają okolice Morskiego Oka? Nie wspominam już o samym Zakopanem. Zauważyliście, że każdy długi weekend wygląda dokładnie tak samo? – zawsze mamy ogromne korki na zakopiance, w których trzeba czekać godzinami, zawsze dojazd do Morskiego Oka jest praktycznie niemożliwy, bo kilometrami ciągną się zaparkowane samochody, a przejeżdżając przez każde miasto musimy tkwić w kolejnych korkach. Wszystkie popularne miejscowości i góry są po prostu przeludnione. W czym jest rzecz? Ludzie zazwyczaj nie zastanawiają się głębiej nad spędzaniem dłuższego czasu wolnego. Najczęściej chcą pojechać tam, gdzie od zawsze marzyli, a codzienność im na to nie pozwalała. Z tego powodu kilkadziesiąt tysięcy, a nawet do 250 tysięcy turystów decyduje się, żeby pojechać np. do Zakopanego na Sylwestra lub na majówkę. Czym to się kończy, chyba nikomu nie trzeba więcej mówić… Jedna miejscowość nie jest w stanie w ciągu jednego dnia przyjąć tak „zmasowanego” ataku turystów. Popularne miejscowości najczęściej nie mają nawet tyle swoich mieszkańców, więc drogi, infrastruktura, czy hotele, po prostu nie wyrabiają. Skoro z góry wiemy, jaki będzie tego efekt, czy już zawczasu nie powinniśmy zastanowić się nad innym miejscem? Czy lubimy wracać z Zakopanego do Krakowa 7 godzin, albo czy lubimy tłumy ludzi, nad którymi nie da się zapanować? Z pewnością nie. Biorąc pod uwagę „majówkę” zauważmy, co dzieje się w Tatrach. Nad Morskie Oko idzie 20.000-33.000 ludzi, Dolinę Kościeliską wybiera aż do 35.000 ludzi, a do Doliny Chochołowskiej maszeruje około 25.000-30.000 ludzi! Jak widzisz to są ogromne ilości. Wąska droga, która prowadzi tymi dolinami z jasnych względów nie zapewni odpowiedniej przepustowości, dlatego nieraz w gazetach możemy przeczytać, że turyści zadeptali Dolinę…. (tutaj wpisują jej nazwę). Mają rację w tym, co piszą, bo rzeczywiście znane doliny w czasie majówki stają się istnym pobojowiskiem. Idąc taką drogą mijasz średnio 117 osób na minutę! Nawet w pracy zawsze dziwili się u mnie, dlaczego nigdy nie brałem urlopu w długie weekendy. Nie brałem ich z powodu przeludnienia wszystkich znanych miejsc. Na razie pomijam kwestie pogodowe. Nawet, jeśli miałem wolne w czasie długich weekendów, to pierwsza myśl, jaką miałem, była taka: będzie dużo ludzi – to gdzie pojadę? Z oczywistych względów odrzucałem znane miejsca.

środa, 14 marca 2018

Kalendarz ciekawych zjawisk górskich i miejsc


 Kiedy jechać w góry?  Ciekawostki o górach

Czy zastanawiałeś się, jak pięknie jest w Polsce? Czy wiedziałeś o pewnych zjawiskach, które co roku powtarzają się cyklicznie? Czy znasz tak piękne miejsca w Polsce, które spodobają się nawet największym obieżyświatom? I wreszcie, czy potrafisz spojrzeć na bardzo znane i popularne miejsca zupełnie innym okiem? Jako, że kocham góry, to na takich miejscach się skupię i o nich opowiem. Jednocześnie stworzę kalendarz powtarzających się zjawisk i atrakcji przyrodniczych w polskich górach, który ułatwi planowanie wycieczek oraz pokaże, jak patrzeć na znane miejsca zupełnie innym okiem i jak nie iść „za tłumem”. Podświetlone frazy w tekście prowadzą do relacji, gdzie spotkałem się z danym zjawiskiem lub do relacji, gdzie odwiedziłem opisywane miejsce. W każdej relacji szczegółowo opisuję dane zjawisko lub miejsce.

GRUDZIEŃ / STYCZEŃ (ŚNIEŻNE MOZAIKI)

Pierwsze obfite opady śniegu. W tym czasie polecam wybrać Wisłę Głębce i wejście na Stożek. Zwykle na drugi dzień po intensywnych opadach śniegu powstaje niezwykłe zjawisko śniegowych mozaik na odcinku prowadzącym na Stożek. Nietypowy układ lasów i powyższe otwarte przestrzenie pozwalają podziwiać cudowny, przepiękny efekt!

wtorek, 30 stycznia 2018

Dominikana - co warto zobaczyć?

 Dominikana wakacje Dominikana - raj na ziemi

Dominikana – raj na Ziemi. Tak można określić ten kraj. Oczywiście mówimy w kontekście wypoczynku, miejsca na urlop, ponieważ dla samych mieszkańców zdecydowanie ich państwo nie jest rajem. Na początku powiem kilka słów o Dominikanie. Kraj jest ponad sześciokrotnie mniejszy niż Polska (powierzchnia to zaledwie 48.000 km2 – tyle, co dwa polskie województwa), ale odległości do ciekawych i godnych uwagi miejsc, które będziemy pokonywać, niestety są podobne. Dlaczego? Ponieważ, gdy spojrzymy na mapę, szybko zauważymy, że wyspa, na której znajduje się Dominikana jest długa i dość wąska, stąd chcąc dojechać na drugi koniec kraju, będziemy musieli przejechać ponad 350km. Jeśli spojrzeć na kształt państwa, to w najdłuższym miejscu Dominikana jest długa na około 330km, a szeroka na: w części turystycznej ok. 70km, w dużej części wyspy ok. 150km, a w najszerszym miejscu, ok. 200km. Te dane powinny uświadomić nam, że będzie nas czekało trochę więcej jazdy, gdybyśmy chcieli zobaczyć coś ciekawego. Najważniejsza dla nas informacja jest taka, że kraj chociaż biedny, to jest bardzo bezpieczny, a ludzie są niezwykle przyjaźni. Właśnie, między innymi z tych względów warto wybrać Dominikanę jako miejsce naszych wakacji. Mieszkańcy Dominikany wiedzą, że nie są rdzennymi mieszkańcami wyspy, ponieważ… nie ma tam już ani jednej takiej osoby… Jedynymi rodowitymi mieszkańcami byli Tainowie – miejscowi Indianie. Za czasów Krzysztofa Kolumba i dalszych okresów wielkich wypraw na nieznane ziemie ci Indianie szybko zostali wytępieni w nierównych walkach, gdzie Hiszpanie strzelali do nich z broni palnej, a oni mieli tylko łuki do polowań. Innego typu broni nie mieli w ogóle, ponieważ Tainowie byli usposobieni pokojowo. Nie planowali z nikim walczyć, stąd stali się bardzo łatwym ludem do wytępienia.

Za czasów Kolumba było tu trochę złota i po raz pierwszy przywieziono na te ziemie… kokosy. Oglądając palmy kokosowe na Dominikanie będziemy wiedzieć, że oryginalnie one tu nie występowały. Przyjęły się bardzo szybko z powodu idealnego dla nich klimatu. Można powiedzieć, że Dominikańczycy nie mają swojej tożsamości związanej z tą ziemią. Cały lud, który tworzy społeczeństwo Dominikany wywodzi się z ludzi, którzy podbijali te ziemie w XVI wieku i z niewolników, którzy byli sprowadzani na Dominikanę do prac fizycznych – szczególnie do wydobywania złota, na które „zachorowali” Hiszpanie. Dzisiaj wygląda to tak, że Dominikanę zamieszkuje 10,4mln ludzi i można tu zobaczyć aż siedem kolorów skóry. Typowo czarni stanowią 11% społeczeństwa, biali tylko 16%, a mieszani aż 73%. Co ciekawe, jeszcze do niedawna kolor skóry wpisywany był w dowód osobisty i każdy kolor ma swoją określoną nazwę. Jeśli będziecie na Dominikanie, z pewnością traficie na sklepik dla turystów, gdzie znajdziemy białą lalkę bez twarzy w białej sukience. Kiedy obrócimy ją do góry nogami, pod sukienką będzie druga, ale tym razem brązowa lalka, która będzie miała sukienkę w barwach narodowych Dominikany. Lalka oznacza, że Dominikańczycy nie ma swojej tożsamości, ponieważ wywodzą się od ludów podbijających te ziemie i z niewolników. Ciekawe jest to, że przyznają się do tego i nie widać u nich takiego zjawiska jak duma narodowa. Z drugiej strony sami Dominikańczycy w dość dużej mierze są rasistami i z siedmiu kolorów skóry nie lubią tej najbardziej czarnej. Nawet za czasów, kiedy kolor skóry był wpisywany w dowód osobisty, wielkim dyshonorem było wpisanie koloru czarnego, ponieważ jest on zarezerwowany tylko i wyłącznie dla Haitańczyków.

niedziela, 3 grudnia 2017

Rodos - co warto zobaczyć? - czyli Rodos - Top 10

 Co zobaczyć na Rodos? Rodos - Top 10

Co warto zobaczyć na Rodos? Z pewnością na wyspie znajdziemy mnóstwo ciekawych miejsc do odwiedzenia. W zależności, kto co lubi, znajdziemy atrakcje przyrodnicze, historyczne, kulturalne, czy typowo związane z wypoczynkiem - oczywiście mam na myśli piękne, piaszczyste plaże. Najpierw jednak powiem o samej wyspie Rodos, ponieważ każda grecka wyspa ma w sobie coś wyjątkowego. Rodos zdecydowanie wyróżnia się długością okresu słonecznego. W całej Grecji Rodos uchodzi za najbardziej słoneczną wyspę. Dni ze słońcem mamy aż 300 w ciągu roku, podczas, gdy średnia dla Grecji wynosi „tylko” 200. Będąc pod koniec września, lub na początku października, można nadal cieszyć się letnią pogodą. W tym czasie mamy bezchmurne niebo i około +25’C. Wody są ciepłe (ok. +19'C do +21'C), więc pomimo początków jesieni ciągle możemy pływać w morzu. Ciekawa jest również sama pogoda, a raczej związane z nią wiatry. Na Rodos przez połowę tygodnia może wiać dość silny, ale ciepły wiatr. Południowo-wschodnia część wyspy jest zabudowana gęsto hotelami w znanych miejscowościach i ciągle powstają nowe… Północno-zachodnia część wyspy jest praktycznie bez obiektów turystycznych. Wyspę można podzielić wzdłuż na pół. Dolna połówka, czyli południowo-wschodnia, jest rozwinięta pod względem infrastruktury turystycznej, a druga część już nie. Nie trzeba daleko szukać powodu, dlaczego tak się stało. Na południowo-wschodniej części (dolna połówka) wiatr wieje z lądu do morza, co jest korzystne, a w górnej części wyspy wiatr wieje z morza na ląd, co nie jest szczególnie oczekiwane przy beztroskim wypoczynku. Inną kwestią są stromo opadające zbocza gór bezpośrednio do morza oraz brak piaszczystych lub szerszych plaż. W końcu na Rodos przyjeżdżamy, żeby wypocząć nad morzem.Ogólnie można powiedzieć, że wyspa jest wietrzna i słoneczna. Najlepiej pokazuje to przykład pięknej, piaszczystej plaży o nazwie Tsambika, gdzie wiatr nawiał ponad 20m wydmę na jej końcu, zasypując skaliste zbocza góry. Co ciekawe, w tym samym miejscu kąpiemy się w krystalicznie czystych wodach o przepięknym błękicie. O tej plaży będzie w dalszej części.

Z czego jeszcze słynie wyspa? Na pewno z dwóch pięknych, piaszczystych plaż, o których opowiem znacznie szerzej. Mi na pewno w głowie utkwił jeden bardzo ważny szczegół. Mam na myśli sposób organizowania wycieczek do znanych miejsc we własnym zakresie. Na innych wyspach greckich nie spotkałem się, żeby można było wszędzie dojechać… komunikacją miejską… Tak! Właśnie to jest najtańszy i pewny sposób na organizację dobrej wycieczki. Zdziwiłem się, gdy zobaczyłem informację, że autobusy jeżdżą do znanych plaż aż do 15 października! Rozkład jest zmieniany na lato, na wrzesień i na okres 1-15 października. Zadziwił mnie fakt, gdy chcesz pojechać do miasta Rodos, na plażę Tsambika, Lindos, do miasta Lindos, czy do Doliny Motyli, to możesz dojechać tam wsiadając w autobus. Wycieczki w biurach podróży kosztują od 37 EUR, nawet do ponad 50 EUR za osobę, a bilet na przejazd w komunikacji miejskiej kosztował 1,80 EUR do 2,90 EUR w zależności do jakiego miejsca chciałeś pojechać (cena biletu w jedną stronę). Kiedy podliczyłem sobie koszty wyszło, że codziennie oszczędzałem około 30-35 EUR na osobę. To bardzo dużo, tym bardziej, gdy chcesz codziennie coś nowego zobaczyć. Rodos zdecydowanie wyróżnia się pod względem ilości… kotów. Są dosłownie wszędzie: w opuszczonych miejscach, na krzakach, pod krzakiem, na drzewach, na terenie hotelu, na murkach, na krzesłach, itp. Jeśli będziesz w hotelu, nie zdziw się, jak rano wyjrzysz za okno, a w pobliżu będą spały trzy koty. Jedząc obiad, czy kolację, bez większego problemu znajdziemy przynajmniej pięć kotów w okolicy. Na szczęście nie są natrętne i nie wskakują na kolana, ani na stoły. Po prostu leżą gdzieś na murkach, przechodzą w pobliżu lub śpią w rogu lub w cieniu pod krzakiem. Rodos była nazywana kiedyś Wyspą Węży, ponieważ nie brakuje tutaj spalonych miejsc słońcem, co jest idealnym środowiskiem dla węży. Nie poleca się chodzić przez zarośnięte i cierniste tereny, ponieważ możemy nieświadomie zaskoczyć węża naszą obecnością. Jeśli już musimy iść przez takie miejsca, to wybierajmy wydeptane ścieżki, gdzie widać otoczenie. Wyspa jest warta odwiedzenia, tylko trzeba próbować łapać dobre okazje. W dzisiejszych czasach Rodos zmieniła nazwę z Wyspy Węży na Wyspę Kotów.