sobota, 3 kwietnia 2021

Malediwy na własną rękę - jak zorganizować wyjazd, również w czasach COVID-19?

 

Jako, że już trzy razy byłem na Malediwach, postanowiłem zebrać wszystkie informacje, które przydadzą się podczas planowania i załatwiania urlopu na Malediwach również w czasach COVID-19. W tym artykule opowiem o tym jak zorganizować wakacje na Malediwach, jak maksymalnie obniżyć koszty, żeby było naprawdę tanio, na co musimy w szczególności uważać oraz najważniejsze – jak spędzać czas na wybranej przez nas wyspie. Przeprowadzę cię krok po kroku przez procesy wyszukiwania biletów lotniczych, opowiem o samym locie, omówię parametry związane z przelotem, wskażę jak wypełnić formularze, które mogą być później skontrolowane, opowiem jak wyszukiwać atrakcyjne lokalne i tanie wyspy na Malediwach, jak wygląda życie miejscowych ludzi, co zjemy w naszym hotelu oraz, co ty sam wyniesiesz ze swoich wakacji. Zaproponuję również kilka wycieczek, które są bardzo ciekawe oraz pokażę ci jak spędzać aktywnie czas, ponieważ, kto nie był na Malediwach, ten zazwyczaj myśli schematycznie: urlop na wyspie jest dla zakochanych, będzie się nudzić i nie interesuje go wylegiwanie się na plaży. Chcę wyprowadzić cię z błędnego myślenia i pokazać, że Malediwy nie muszą być drogie (organizuję wyjazdy do czterech razy taniej niż w biurach podróży, wliczając w koszty wyżywienie, przeloty i noclegi) oraz, że spędzisz tam naprawdę rajskie, aktywne wakacje.
Jeśli jednak już wiesz, jak zorganizować takie wakacje, możesz od razu przejść do artykułów o poszczególnych wyspach:


Malediwy są dla jednych marzeniem, a dla innych krajem, który nie spełni ich oczekiwań. Wszystko zależy od tego, na co jesteśmy nastawieni oraz, co już zobaczyliśmy i przeżyliśmy w swoim życiu. Pomimo, że na Malediwach byłem już trzeci raz (zawsze na innej wyspie/wyspach), to za każdym razem jestem zauroczony pięknem natury, plaż i krajobrazów. Dla mnie Malediwy są wakacjami marzeń. Na Malediwach z pewnością będziemy cieszyć się przepięknymi białymi, piaszczystymi plażami, niesamowitymi turkusowymi, czystymi lagunami i rajskimi palmami, których w naszym klimacie po prostu nie spotkamy. Z drugiej strony, wiele osób, które nigdy nie próbowały organizować podobnych wakacji na własną rękę, pomyśli sobie, że wyjazd do tego kraju i spędzenie w nim urlopu kosztuje fortunę. W tym artykule chcę ci pokazać, że nie musisz mieć worka pieniędzy, aby odpocząć w prawdziwym raju. Pokażę ci w jaki sposób zorganizować wakacje na Malediwach na własną rękę tak, żebyś przeżył jak najwięcej i żebyś przywiózł najpiękniejsze wspomnienia. Zobaczysz też różnicę pomiędzy wakacjami zorganizowanymi przez biuro podróży, a tymi, które zaproponuję ci ja. Nie będę mówił, jak bardzo złe są biura podróży (bo nie są), ale raczej moim celem jest wskazanie różnic, żebyś sam mógł dokonać odpowiedniego dla ciebie wyboru. Powszechnie krąży opinia, że na Malediwach nie ma co robić i raczej są dobrą opcją dla zakochanych. Zazwyczaj myślimy, że podczas tych wakacji będziemy tylko leżeć na plaży i nudzić się. Z pewnością podobna forma spędzania czasu wolnego nas nie interesuje. W tym artykule również wyprowadzę cię z błędnego schematu myślenia o Malediwach, który najczęściej powielają nasi znajomi, nie mający pojęcia o tym wyspiarskim państwie. A mówię to wszystko, jako człowiek, który organizuje wyprawy wysokogórskie i lubi aktywność górską.

JAKIE MOGĄ BYĆ TWOJE OBAWY?
Możesz sobie pomyśleć, że u innych na zdjęciach widać takie piękne domy na balach, a ja będę mieszkać na jakiejś 'prostej' wsi. Nie będzie to wyglądało prestiżowo, no i trudniej będzie cokolwiek załatwić. W tym miejscu chcę rozwiać twoje obawy, ponieważ sam zobaczysz, że mieszkanie na małej, malediwskiej wiosce może być o wiele piękniejsze niż w resorcie. Dlaczego? Tutaj codziennie będą witać cię nieznajomi, zechcą z tobą porozmawiać i spróbujesz ich lokalnych wyrobów. Jeśli 'spali' cię słońce, zobaczysz, jak szybko miejscowi ludzie będą chętni ci pomóc, przygotowując np. aloes występujący na wyspie, żeby nasmarować poparzone miejsca. W resortach cała wyspa jest wysprzątana, a ścieżki usypuje się z białego piasku. Dodatkowo cała wyspa jest spryskiwana nie wiadomo czym, żeby nie rozmnażały się komary. Lokalna wyspa jest naturalna i wszystko wygląda naturalnie. Kiedy pójdziesz do lasu tropikalnego, sam przekonasz się, jak jest pięknie i przede wszystkim naturalnie. Zobaczysz drzewa namorzynowe, czy setki kokosów, które rosną na palmach i lezą na ziemi. Turyści odpoczywający w resortach płacą duże pieniądze, żeby w ramach jednodniowej wycieczki pojechać na lokalną wyspę i zobaczyć malediwskie życie. Ty masz to na co dzień! Najważniejsze jednak są plaże. Na lokalnych wyspach (tych mniej turystycznych, jak wybrana przeze mnie Fehendhoo, Fulhadhoo, Mathiveri, czy Thoddoo) najpiękniejsze plaże nie są przeludnione. Na pierwszych dwóch wyspach zawsze byliśmy na nich tylko sami. Z pewnością będziesz mógł spróbować lokalnych owoców, zobaczyć prawdziwe, malediwskie życie, które zachwyca swą prostotą, jak również... zobaczyć więcej niż w resorcie! Dlaczego tak mogę powiedzieć? W resortach ceny są mocno wywindowane. Wykupienie kilku wycieczek zrujnuje twój portfel, a na lokalnej wyspie będziesz mógł załatwić sobie kilka wycieczek, a miejscowi poświęcą tobie czas z wielkim zaangażowaniem. Twoja wycieczka nie będzie ograniczona narzuconym czasem i chęcią zysku, ale chęcią ze strony miejscowych, żeby pokazać ci jak najwięcej. A wiesz, co najbardziej mnie zaskoczyło, kiedy porównałem swój pobyt na lokalnej wyspie i w resorcie? Oba miejsca były piękne, ale plaże i laguny były zdecydowanie piękniejsze na... lokalnej wyspie! Laguny ciągnęły się kilometrami, nie pływały łodzie z kolejnymi turystami i przede wszystkim panował spokój.


O tym nigdzie się nie mówi, ale ja pomyślałem sobie tak: na lokalnych wyspach stoją wysokie słupy z telefonii komórkowej, a w resortach nie. Jak zrobić dobre zdjęcie, gdy wyspy są takie małe, więc słupy będą na każdym zdjęciu? A zastanawiałeś się, dlaczego z resortów można pisać SMS-y i mieć szybki Internet? Odpowiedź jest prosta... Bo też mają słupy na swojej wyspie! Resortowe słupy są o połowę niższe i w kolorze szarym, a na lokalnych wyspach są malowane na biało-czerwono. Zawsze stoją na obrzeżach wioski i kiedy chcemy zrobić zdjęcie na bajecznej plaży, we wiosce, czy w tropikalnym lesie, to nigdy ich nie widzimy! Byłem na sześciu lokalnych wyspach oraz dwóch resortowych, stąd mogę powiedzieć, że wszędzie jest tak samo - słupy ustawiono w najlepszym, możliwym miejscu - tak, aby nie było ich widać na zdjęciach. Będąc na miejscu, dopiero mogłem sprawdzić, jak jest naprawdę, ale szybko rozwiałem swoje wątpliwości, ponieważ na każdej bajecznej plaży, czy w tropikalnym lesie mogłem cieszyć się fotografowaniem. W żadnym wypadku nie musiałem 'walczyć' ze słupami w kadrze. A co z Internetem? Na lokalnej wyspie będziesz miał do niego pełny dostęp, ponieważ Wi-Fi jest standardem każdego guest house.

KWESTIE BEZPIECZEŃSTWA NA MALEDIWACH I MIEJSCOWE ZWYCZAJE
Zanim wspomnę o kwestiach pogodowych, muszę trochę powiedzieć o bezpieczeństwie, ponieważ z każdym rokiem mamy coraz więcej obaw w związku z niepewną sytuacją polityczną, chorobami lub innego typu zagrożeniami. Malediwy są bardzo bezpiecznym państwem, ponieważ kraj głównie utrzymuje się z turystyki, więc w interesie rządu jest, by sytuacja wewnętrzna była spokojna. Działa to w następujący sposób: są turyści, są duże wpływy do budżetu. Nikomu w rządzie nie jest na rękę, żeby dopuścić do rozregulowania ogólnie przyjętego porządku panującego na wyspach. Zanim jednak pojedziemy na Malediwy, poznajmy kilka faktów, które pozwolą nam przygotować się do wyjazdu. Malediwy to państwo składające się z 1190 wysp „rozrzuconych” na Oceanie Indyjskim. Na wielu mapach możemy spotkać się z nazwą Morze Lakkadiwskie, ale naprawdę patrzymy ciągle na te same wody wchodzące w skład Oceanu Indyjskiego. 1190 wysp tworzy 26 atoli, czyli skupisk wysp utworzonych z rafy koralowej. Na Malediwach główną religią jest Islam, dlatego będziemy musieli przestrzegać kilku zasad. W resortach (czyli hotelach z domami na palach) możemy wypoczywać w stylu europejskim. Wakacje spędzane w resorcie raczej należą do luksusowych, a co za tym idzie – wydamy znacznie więcej pieniędzy. Podobnie, jak w europejskich hotelach, w ofercie all inclusive, mamy przygotowane gotowe jedzenie, które możemy wybierać według naszego upodobania, oraz możemy skosztować dość sporo gatunków alkoholi. Urlop na wyspach lokalnych kosztuje nawet do czterech razy mniej, ale będą obowiązywać nas pewne zasady. Jako, że na wyspach mieszka lokalna ludność, będziemy musieli częściowo podporządkować się ich zwyczajom. Na przykład, idąc przez wioskę, nie możemy chodzić w bikini, lub bez koszulki, czy też wylegiwać się na publicznych plażach w podobny sposób. Na wyspie znajdziemy wyznaczoną dla turystów plażę lub plaże, które z całą pewnością będą bardzo piękne. Pamiętajmy, że na lokalnych wyspach najpiękniejsze tereny są zarezerwowane dla nas – turystów. Na nich możemy wypoczywać w europejskim stylu. Musimy pamiętać, że w sklepach nie kupimy alkoholu, ponieważ religia miejscowych nie zezwala na jego spożywanie. Warto być świadomym tego faktu. Bezalkoholowe piwa jednak są dostępne. Na szczęście mi ta reguła nie przeszkadza, ponieważ w ogóle nie piję alkoholu, a nawet piwa. Nie wolno również przytulać się, całować i chodzić za rękę w miejscach publicznych (np. zabudowany teren wioski, publiczne plaże). Kolejną zasadą jest fakt, że nie fotografujemy miejscowych kobiet. Powinniśmy zapytać o zgodę jej męża lub je same. Jeśli się zgodzą, dopiero wtedy możemy zrobić zdjęcie. Ostatnim, chyba, najciekawszym zwyczajem są zakupy. Szybko zauważymy, że lokalni mieszkańcy, wchodząc do lokalnego marketu lub małego sklepu, zdejmują klapki lub japonki. Możesz sobie pomyśleć: „ale mają dużo ograniczeń, a na urlopie chcę czuć się swobodnie”. Pamiętaj, że teraz czytasz „suchy” tekst, który wydaje się surowy i wyrabia w tobie błędne poczucie ograniczenia wolności. Szybko jednak zobaczysz, że w rzeczywistości wszystko wygląda zupełnie inaczej.

KOMARY I CHOROBY
Mówiąc o jakości naszego wypoczynku trzeba jeszcze wspomnieć o możliwych zagrożeniach na Malediwach. W sezonie (styczeń – marzec, kiedy pogoda jest najlepsza), komary nie występują w ogóle lub ewentualnie rano możemy poczuć lekkie swędzenie na nogach po przespanej nocy. Zawsze może trafić się jakiś pojedynczy, zabłąkany komar w pokoju lub po chwilowym załamaniu pogody. Przeglądając statystyki zachorowań na choroby tropikalne typu denga lub chickungunya (czikungunja), stwierdzam, że na lokalnych wyspach nie musimy się ich obawiać. Według rządowych danych, największe prawdopodobieństwo zachorowania występuje w stolicy Male, gdzie wszystko mamy gęsto upakowane: tłumy ludzi, wąskie uliczki, wieżowce, szczury i mnóstwo śmieci. W takim miejscu komary i szczury zawsze znajdą sobie odpowiednie miejsce do rozmnażania. Z drugiej strony, nie ma powodu do paniki, ponieważ zdarzają się tylko pojedyncze przypadki zachorowań na „coś” tropikalnego, najczęściej poza sezonem, gdy pada więcej deszczu. Zagrożenie jest naprawdę znikome. Turyści z całej Europy, Ameryki Północnej i Azji nie muszą deklarować żadnych szczepień przeciwko chorobom tropikalnym. W resortach, w publicznych miejscach, codziennie spryskiwane są różne powierzchnie, żeby komary nie mogły się rozmnażać. Na wyspach lokalnych nie przeprowadza się podobnych zabiegów. Odwiedziłem już 8 malediwskich wysp i na żadnej z nich nie widziałem ani jednego komara w sezonie lub tylko pojedyncze w pokojach. Z relacji moich znajomych wiem, że poza sezonem może być ich naprawdę dużo, ale jakoś nikt nie zachorował. Uważa się, że ryzyko zachorowania na lokalnej wyspie jest naprawdę znikome i tylko poza sezonem. Dla mnie kwestia chorób jest zupełnie pomijalna. W 2019 roku oficjalne dane rządowe mówiły tylko o pojedynczych przypadkach: w stolicy i na dwóch lokalnych wyspach, położonych całkiem na południu kraju. Reszta państwa jest uważana za wolną od malarii. Koronawirus również nie jest wielkim zagrożeniem na wyspach, ponieważ, żeby przylecieć na Malediwy, trzeba posiadać test PCR i tak samo na 72 godziny przed wylotem z tego kraju. Nie będę tutaj roztrząsać kwestii, na ile wspomniane testy są skuteczne, a na ile nie, jednak z danych, które publikował codziennie rząd, na interesującej nas wyspie Thoddoo, od początku korona szaleństwa nie odnotowano ani jednego przypadku. Podobnie było na wielu innych wyspach. Na tych, które już odwiedziłem zdarzały się pojedyncze przypadki, przywleczone przez turystów. To pokazuje, że albo test był niemiarodajny, albo dana osoba zakaziła się tuż przed samym wylotem. W każdym razie koronawirus nie był moim zmartwieniem na Malediwach, ponieważ cały czas spędzamy na otwartej przestrzeni w ciepłym klimacie, gdzie tłumy nie występują.

 
Idealna "wylęgarnia" komarów - ciepłe i stojące wody. Na szczęście w sezonie słońce jest tak mocne, że kałuże wyparowują w jeden lub maksymalnie dwa dni

ZAMACHY TERRORYSTYCZNE I FALE TSUNAMI, HURAGANY
Druga kwestia to zamachy terrorystyczne i tsunami. Również pod tym względem Malediwy są bardzo bezpiecznym państwem, ponieważ nie zdarzają się nawet pojedyncze ataki terrorystyczne. Ostatni akt miał miejsce w stolicy, w budynku Ministerstwa Spraw Zagranicznych w 1988 roku, gdzie zginęło 19 żołnierzy. Atak przeprowadziły osoby ze Sri Lanki, chcące zaburzyć spokój. Jeśli urodziłeś się przed 2000-cznym rokiem, to z pewnością słyszałeś o bardzo dużym tsunami w 2004 roku, a dokładniej z dnia 26 grudnia 2004 r. W okolicach wyspy Pukhet na Tajlandii, zatrząsnęła się ziemia w głębinach oceanicznych, powodując powstanie jednego z najbardziej śmiercionośnych tsunami. Wielka fala dotarła na Malediwy po dwóch godzinach. zabijając łącznie 108 osób. 1200 ludzi zostało rannych. Podczas tego tsunami łącznie zginęło 400.000 osób. To jedyny, tak wielki przypadek, znany z naszych czasów. W stolicy woda przelewała się przez wyspę, a ryby dosłownie leżały na ulicach. Chociaż najwyższy punkt na Malediwach jest położony zaledwie 2,4 m n.p.m., to nie notuje się śmiercionośnych tsunami, lub zabójczych huraganów, które pustoszyłyby państwo. Po wydarzeniach z roku 2004 w stolicy, przy lotniskowym porcie zainstalowano automatyczny system ostrzegający przed falami tsunami. Kiedy przyjeżdżam z ekipą na Malediwy, zawsze pokazuję, gdzie znajduje się ten system i omawiam jak on działa. Na każdej lokalnej wyspie spotkamy ludzi mających ponad 70-80 lat i wszyscy żyją. Na Malediwach nie użądlą nas nieznane gatunki owadów, nie nadepniemy na skorpiona, nie wplączemy się w sieci nieznanego i jadowitego pająka, czy nie zje nas rekin, ponieważ groźne dla nas zwierzęta tam nie występują. Owszem, rekiny spotkamy na Malediwach, ale najczęściej będzie to rekin wielorybi, który może osiągać nawet 18 m długości i ważyć 13 ton. Żywią się one tylko planktonem oraz nie posiadają zębów. Ze względu na duże rozmiary i brak zagrożenia, miejscowi organizują całodzienne safari na oceanie, w celu poszukiwania wspomnianych rekinów, w celu ich obserwacji w środowisku naturalnym. Innym, większym stworzeniem jest manta, która może mieć nawet 4 metry. Posiada kolec, ale nie jest jadowity. Obowiązkową atrakcją jest organizacja wycieczek wczesnym porankiem, aby podziwiać te piękne ryby. Największym zagrożeniem na wymarzonych wakacjach, jak dla mnie, jest… kokos, który może spaść na głowę. Na jednych wyspach, miejscowi ścinają wszystkie kokosy wzdłuż ścieżek, a na innych nie. Kiedy, jednak przyjrzymy się, kiedy one spadają, to uświadomimy sobie również, że ryzyko jest niewielkie. Podczas całego pobytu na wyspie Mathiveri, usłyszałem tylko jeden głośny trzask uderzającego kokosa o ziemię, a było to w porze kolacji. Na Thoddoo nie widziałem i nie słyszałem ani jednej spadającej „bomby”. Malediwy uznaję za całkowicie bezpieczny kraj, nawet dla samotnie podróżujących kobiet. Ze względu na religię i panujące zwyczaje mężczyźni nawet nie rozglądają się za kobietami. Mieliśmy okazję sprawdzić jak jest naprawdę, gdy podczas naszych wakacji z marca 2021 jedna z naszych uczestniczek chodziła godzinami po wyspie sama, zwiedzając wszystkie uliczki.

Pomnik upamiętniający śmierć 19 żołnierzy poległych w ataku terrorystycznym z roku 1988 na malediwski budynek Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Male

LUDZIE NA MALEDIWACH
Z wyżej wymienionych powodów, Malediwy uważam za bardzo bezpieczny kraj, idealny na wakacje. Od początku artykułu przewijają się stwierdzenia: resort i wyspa lokalna. Jakie są różnice i jak wygląda wypoczynek w jednym oraz drugim miejscu? Na wyspie lokalnej znajduje się jedna wioska, licząca od kilkudziesięciu, do nawet kilku tysięcy ludzi (tylko największe w państwie). Większość z nich są bardzo zielone, zobaczymy mnóstwo palm kokosowych oraz pięknych plaż. Miejscowi ludzie są uśmiechnięci lub powściągliwi, niejednokrotnie nas pozdrowią (wszystko zależy na jakiej wyspie jesteśmy), a czym mniejsza wioska, tym chętniej z nami porozmawiają. Może zdarzyć się tak, że nieznana osoba będzie chciała porozmawiać z nami po angielsku. Podczas pobytu na Fehendhoo i Mathiveri, aż czterech miejscowych zapytało: skąd jesteśmy?, jak jest u nas?, i czy podobają nam się Malediwy? Na lokalnej wyspie często nie widać policji, ani służb porządkowych. Życie na wyspach toczy się swoim własnym, spokojnym tempem. Nie potrzeba „żandarmów”, aby utrzymać należyty porządek. Już po godzinie 6.00 rano kobiety sprzątają miotłami wykonanymi z gałęzi lub innych roślin ulice z liści i opadających kwiatów, gotują obiady, zaplatają z liści palmowych różne cuda (koszyki, maty, itp.), czy też spotykają się popołudniami z koleżankami. Ich ciało zawsze jest w pełni zasłonięte – widzimy tylko twarz. Mało kiedy zobaczymy je we wiosce. Mam wrażenie, że większość czasu spędzają zamknięte w czterech ścianach. Mężczyźni, o dziwo, sprzątają w domu, a w pokojach gościnnych dla turystów tylko oni wykonują prace porządkowe. Zaopatrują dom w artykuły potrzebne do życia i dużo grają piłkę nożną. Nigdy nie widziałem, żeby miejscowi kłócili się, bili się, czy byli zestresowani. Nigdy też nie słyszałem głośnych rozmów. Życie na wyspach płynie zupełnie inaczej – powoli i bez stresu, czyli tak, jak powinno być. W ciągu dnia możemy spotkać tylko pojedyncze osoby, ale po godzinie 16.00, miejscowi zaczynają gromadzić się w centrum wioski, w lokalnych restauracjach, jeśli jest ich więcej, lub na obrzeżach wyspy, na publicznych plażach. Często odpoczywają, nic nie robiąc. Siedzą w charakterystycznych leżakach z siatki nałożonej na metalową konstrukcję. Kobiety najczęściej wychodzą po południu na publiczne plaże i siadają w leżakach podwieszanych na palmach kokosowych. To, co najbardziej rzuca się w oczy, to uśmiech, którego tak bardzo w Polsce brakuje… Mogłoby się wydawać, że miejscowi nie doceniają piękna ich wyspy, a może i całego kraju. Nic bardziej mylnego! Wystarczy wyjść na publiczną plażę i rozłożyć się na piasku. Wielu mieszkańców wioski codziennie wychodziło na brzeg, aby podziwiać zachód słońca. Nawet robili zdjęcia telefonem. Co najbardziej mnie zadziwiło, to dbałość o formę przez kobiety w średnim wieku. Na wyspie Mathiveri mała grupa codziennie spotykała się o godzinie 9.00 i po 16.00, żeby ćwiczyć w płytkich wodach pomiędzy dwiema wyspami. Zabierały ze sobą piankę do nauki pływania i wykonywały różne ćwiczenia przez około godzinę.

   
Miejscowi mieszkańcy wysp i porównanie ich wzrostu względem mnie


Specyficzne huśtawki, na których odpoczywają po południu kobiety

 
 
Życie we wiosce Thoddoo

POBYT NA LOKALNEJ WYSPIE
A jak wygląda wypoczynek na lokalnej wyspie? Na lokalnej wyspie zapłacimy do czterech razy mniej niż za zorganizowane wakacje przez biuro podróży, oraz poznamy kulturę malediwską. Codziennie będziemy mogli obserwować życie lokalnej społeczności – zobaczymy, jak kobiety wyrabiają maty z liści z palm kokosowych, czy łuskają orzechy, oraz między innymi zobaczymy uczniów w szkole podstawowej, gdzie klasy nie mają ścian z jednej strony. Będziemy mogli również zrobić zakupy w lokalnym sklepie, poznać zwyczaje miejscowych ludzi, oraz usłyszeć pięć razy dziennie modlitwy dobiegające z lokalnego meczetu. Ich godziny są dokładnie obliczone. W sezonie (styczeń – marzec) będziemy je słyszeć w następujących godzinach:

Fajr 5.07,
Dhuhr 12.19,
Asr 15.43,
Maghrib 18.19,
Isha 19.28.

Dziwne nazwy oznaczają pory dnia. Jeśli jesteśmy pierwszy raz na lokalnej wyspie, z pewnością możemy się zdziwić, kiedy głośna modlitwa popłynie na całą zamieszkaną wioskę o godzinie 5.07 rano. W końcu jesteśmy na urlopie i chcielibyśmy trochę dłużej pospać. Myślę, że szybko przyzwyczaisz się do tego. Pobyt w podobnym miejscu zawsze mnie zachwyca, pomimo, że już wiem, jak wygląda lokalne, wiejskie życie. Na wyspie zobaczymy również wspaniałe plaże i poczujemy się naprawdę wyciszeni. Mamy duże możliwości aktywnego wypoczynku oraz dostęp do pięknych plaż i raf koralowych. We wioskach często znajdziemy małe pensjonaty, które nazywają się guest house’ami. Właśnie takich obiektów będziemy szukać, myśląc o zorganizowaniu wakacji na własną rękę. Musimy pamiętać, że prowadzący podobne obiekty zawsze się starają i sprawiają, że na pewno bardzo dobrze będziemy wspominać pobyt w jego pensjonacie. Trzeba pamiętać, że na Malediwach nie kupimy alkoholu, a all inclusive nie ma najmniejszego sensu, ponieważ w guest house’ach, syn, żona lub żony gospodarza, jeśli ma ich więcej, codziennie przygotowują bardzo dobre śniadania, obiady i kolacje. Jemy to, co przygotowały dzisiejszego dnia. Z drugiej strony, nie mamy powodów do obaw, ponieważ wszystko jest bardzo dobre i świeże. Najciekawszy jest fakt, że dość często będziemy jedli grillowane ryby. Nie są to jednak mrożonki ze sklepu. Ryby łowi się w tym samym dniu, w którym będzie zjedzona, dlatego zawsze mamy świeże obiady i kolacje. A jak wygląda grill i czym miejscowi go opalają? Zazwyczaj grill jest zbudowany z metalowej beczki przeciętej na pół, wzdłuż. Stoi ona na przyspawanych nogach z metalowych kątowników. Do opału używa się wysuszonych łupin kokosowych, czyli to, czego jest najwięcej na wyspie. Zajadałem się wszystkimi daniami ze smakiem i nie trafiłem na ani jedną rzecz, która byłaby niedobra. Warzywa na Malediwach smakują tak, jak powinny smakować. Od razu poczujesz, że widziały one słońce i deszcz oraz, że nie rosły w szklarniach na sztucznych watach. Mają intensywny smak i zapach. Wyspa daje ci jeszcze jedną ciekawą możliwość. Po zachodzie słońca możesz pójść do sklepów, pospacerować po wiosce, obserwować wieczorowe zwyczaje miejscowej ludności, oraz odwiedzić wszystkie plaże. Zobaczysz, jak pięknie wyglądają po zmroku, nawet, gdy niebo stanie się całkowicie czarne… Zapewniam cię, że tylu gwiazd nigdzie nie zobaczysz, no chyba, że wejdziesz gdzieś indziej na świecie na jakąś wysoką górę…

Owoce w lokalnym sklepie

Popularny grill we wiosce opalany łupinami kokosowymi, zrobiony własnoręcznie


Paliwo do grilla

Guest house na Thoddoo


Guest house 'Three Hearts' na Fulhadhoo


Obiekt 'Fehendhoo Stay' widziany z drogi głównej (wyspa Fehendhoo)


W środku 'Fehendo Stay'


Guest House 'Veli Beach' Inn na Mathiveri

RESORTY I HOTELE
A co z resortami? Również są ciekawym miejscem na nasz urlop, jednak musimy pamiętać, że znacznie, znacznie droższym. Tę opcję wybieramy, gdy chcemy poczuć się luksusowo. Pamiętajmy, że pobyt w hotelu jest drogi, ale luksusowy. Możemy wykupić sobie opcję prywatnego domku na wyspie w tropikalnym lesie z prywatną plażą lub dom na palach, gdzie będziesz miał prywatne zejście do krystalicznie czystych wód z kolorowymi rybami. Na wyspie wszystko jest zorganizowane i dopracowane. W żadnym biurze podróży nie powiedzą nam jednak, że decydując się na dom na palach, w nocy może budzić nas dźwięk roztrzaskiwanych fal o betonowe słupy, na których stoi nasz dom. Wzdłuż ścieżek na „resortowej” wyspie zobaczymy zdobione murki, piękne kwiaty, urządzone ogrody, itp. W resorcie funkcjonuje bar z alkoholami, wielka restauracja all inclusive, gdzie możemy wybierać to, co nam smakuje, oraz poczujemy się jak w raju, przebywając w luksusowych warunkach. Jedni lubią taką formę wypoczynku, a inni wybierają lokalne wyspy. Nie będę oceniać, która forma wypoczynku jest lepsza, ale raczej powiem, czym obie opcje się różnią. Każdy ma prawo wyboru i każdy oczekuje czego innego od swoich wakacji. W resorcie zazwyczaj dodatkową atrakcją będzie obserwowanie rekinów w porze zachodzącego słońca, ponieważ personel hotelu wabi je kawałkami mięsa. Zapamiętały, o której godzinie mają wpływać do laguny i tam się pojawiają. Turyści mają zapewnioną wielką atrakcję. Przebywając w resorcie, od razu rzuci nam się w oczy jedna rzecz: wyspa jest mała i szybko poczujemy ograniczenie przestrzeni. Wyspową przestrzeń mocno ograniczają rzędy prywatnych domków i bungalowów, do których inni nie mają wstępu. Z tego powodu część wspólna wyspy znacznie maleje. Zazwyczaj mamy jedną lub maksymalnie dwie ścieżki prowadzące wzdłuż niej. W ciągu kilku, maksymalnie kilkunastu minut obejdziemy wszystko. Na lokalnej wyspie (np. Thoddoo) wieczorami spacerowaliśmy nawet po dwie godziny. Po prostu było gdzie chodzić. Mieliśmy dużo przestrzeni. Dostępne są również publiczne plaże, na których mogą kąpać się wszyscy goście. Jako, że resort posiada w swojej ofercie kilkadziesiąt pokoi, to spodziewamy się większej ilości ludzi. Turyści zazwyczaj korzystają z prywatnego terenu, przez co nie widać tłumów. Jedynie w porze podawania posiłków, goście gromadzą się na terenie restauracji w jednym miejscu. Co jest wyjątkowego w resorcie? Na pewno uporządkowanie terenu, dbałość o rośliny, o każdy szczegół, uśmiech spotykanych ludzi, bardzo dobre obiady i jedzenie na świeżym powietrzu pod strzechą z widokiem na turkusową lagunę. Nie podobają mi się natomiast wysokie ceny w sklepie z pamiątkami, promowanie modowych marek dla bogaczy i dość wysoki koszt organizacji wycieczek. A jak jest na lokalnej wyspie? Na plus zaliczyłbym: poznawanie kultury lokalnych ludzi, śpiew miejscowych duchownych rozlegający się po całej wyspie, piękne i długie plaże, wielka elastyczność w organizowaniu wycieczek za rozsądne pieniądze, dbałość gospodarza o jakość naszego pobytu, rozmowy z miejscowymi, czy brak poczucia, że wyspa jest za mała. Jedyne, co może razić w oczy, to zbyt częste rzucanie „papierków” po lodach lub słodyczach na ulice. Następnego dnia sprzątają je kobiety, lub po prostu tak zostają. Są wyspy, gdzie widać góry śmieci, a są takie, które przypominają raj. Warto więc nauczyć się wybierać odpowiednie miejsce.

 
Resort Nika (atol Ari)


Domy na balach na Finolhu

JAKĄ FORMĘ WYPOCZYNKU WYBRAĆ DLA SIEBIE – LOKALNE WYSPY, CZY RESORT?
Jeśli chcesz oderwać się od wszystkiego, zapomnieć o gonitwie, korporacji, biurze i poczuć trochę luksusu, wybierz resort. Nie będziesz martwić się dosłownie o nic, a jakość wakacji na pewno będzie zagwarantowana. Jeśli masz duszę podróżnika i lubisz odkrywać coś nowego, polecam lokalną wyspę. Poznasz nową kulturę, zwyczaje miejscowych ludzi, posmakujesz miejscowych owoców, będziesz podziwiać piękne plaże, oraz popływasz w ciągnących się kilometrami lagunach. Gospodarze guest house’ów dokładają wszelkich starań, żeby serwowane jedzenie tobie smakowało i żebyś miał bardzo dobre zdanie o ich obiekcie. Widać, że przykładają się do pracy i wykonują swoje zadania z zaangażowaniem. Jeśli potrafisz dostosować się do kilku zasad panujących w kulturze malediwskiej, lokalna wyspa jest odpowiednim miejscem dla ciebie. Nie musisz obawiać się o jakość twoich wymarzonych wakacji, ponieważ z pewnością przywieziemy mnóstwo pięknych wspomnień. Jedynym minusem jest fakt, że przeloty, wyszukanie obiektu oraz kontakt z właścicielem musimy przeprowadzić na własną rękę. Z tego właśnie powodu powstał mój artykuł, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości i ułatwić ci organizację wyjazdu, nawet w czasach koronawirusa. Przez cały proces przejdziemy krok po kroku.

Rajska plaża na Thoddoo

JAK ZORGANIZOWAĆ WYJAZD NA MALEDIWY NA WŁASNĄ RĘKĘ?
1. PRZESZUKIWANIE INTERNETU
W tym celu, będziemy musieli poprzeglądać kilka stron internetowych oraz mapy Google, żeby mieć bardzo dobre rozeznanie. Na początku otwieramy mapy Google i wpisujemy hasło Malediwy. Kiedy zobaczymy długi ciąg wysp, zaczynamy szukać odpowiedniego dla nas miejsca (zakładam, że interesuje nas wyspa lokalna, ponieważ chcemy pojechać jak najtaniej w rajskie miejsce). Co będzie naszym kryterium? Polecam w wyszukiwarkę wpisać, np. Mathiveri, Fehendhoo, Fulhadhoo, Nilandhoo, Dhigurah, Thoddoo. Są to nazwy rajskich wysp lokalnych, gdzie wody mają naprawdę turkusowy kolor, laguny są bardzo szerokie i ciągną się setkami metrów, a nawet kilometrów, jest mnóstwo palm kokosowych, występują sand banki (piaszczyste wyspy na środku oceanu) oraz sąsiadują z innymi wyspami. Teraz przełącz na widok z satelity i spróbuj zapamiętać kształt wyspy, jej zalesienie, położenie plaż, a co najważniejsze, otoczenie turkusowymi lagunami. Czym szerszy pas turkusów wokół wyspy, tym lepiej. Mając w pamięci „coś”, czego szukamy, zacznij przeglądać całe Malediwy, które będą z satelity wyglądały podobnie, to znaczy – będziemy widzieć zieloną wyspę, szerokie laguny pełne turkusowych wód i sąsiadujące wyspy i wysepki. Najlepiej, jeśli gdzieś w pobliżu dodatkowo zauważysz sand bank. Zaznacz sobie kilka wypatrzonych przez ciebie miejsc i zapisz nazwy wybranych wysp na kartce. Następnie powiększ widok w trybie mapy tak, żeby wybrana przez ciebie wyspa zajmowała cały ekran monitora. Wówczas zobaczysz zabudowę (sprawdzaj, czy nie zajmuje terenu całej wyspy. W takim przypadku odrzuć wyspę jako opcję na nasze wakacje. Przykładem może być Rasdhoo, lub Bodufolhudhoo, gdzie cały teren jest zabudowany, przez co brakuje ciekawych miejsc), oraz zaznaczone na mapach obiekty noclegowe typu guest house. Klikając w każdy odnośnik, znajdziemy dane kontaktowe lub stronę internetową, na której odszukamy dane kontaktowe. Musimy pamiętać, że na Malediwach głównie używa się WhatsApp’a i Signala, dlatego zainstaluj sobie obie aplikację, jeśli ich nie masz (w roku 2021 dużo osób przerzuciło się na Signal’a ze względu na niekorzystny regulamin pierwszego wspomnianego komunikatora). Jeśli nie możesz napisać przez Signala lub WhatsApp’a, to najpierw zapisz sobie numery telefonów w kontaktach. Wybierając taki numer, w propozycjach będziesz miał również opcje kontaktu przez aplikacje. Wybierz jedną z nich. Wówczas możesz bezpośrednio napisać przez komunikator do danego właściciela i zacząć rozmawiać z nim po angielsku. Jeśli chcesz zrobić „rozpoznanie terenu”, możesz napisać maila do kilku obiektów z zapytaniem o dostępność pokoi w wybranym przez ciebie terminie, o cenę i miejscowe atrakcje. Dzięki temu „odsiejesz” kilka guest house’ów, które nie mają dostępnych miejsc w interesującym nas terminie. Jeśli napiszemy maila, to w pierwszej wiadomości otrzymamy numer telefonu i zachętę, żeby kontaktować się dalej przez WhatsApp’a/Signal’a. Gospodarze często gdzieś chodzą i coś załatwiają, dlatego wolą pisać na telefonie, niż czekać na wiadomość pół dnia. Dlatego nauczyli się być zawsze w kontakcie przez Internet. Właściciel zapyta o kraj pochodzenia, o termin, który cię interesuje, zaproponuje cenę oraz opcje wyżywienia. Możesz napisać, co jest celem twojej podróży, dlatego od razu dowiesz się, czy wybrana wyspa będzie ci w stanie zaoferować to, czego poszukujesz. Ja np. napisałem, że jestem fotografem krajobrazowym i piszę artykuły z wypraw, dlatego interesują mnie piękne krajobrazy, duża ilość palm kokosowych, turkusowe laguny, rafy koralowe i tym podobne rzeczy. Przesłałem też kilka zdjęć z poprzedniego wyjazdu (Fehendhoo, Fulhadhoo, Mathiveri), dlatego gospodarz mógł zobaczyć, czego potrzebuję. Tym razem wybrałem Thoddoo.

2. PRAWDZIWY OBRAZ WYBRANEJ PRZEZ NAS WYSPY – CZYLI, JAK SPRAWDZIĆ RZECZYWISTY WYGLĄD WYSPY
Kolejnym wymaganiem był dla mnie spokój i kameralna atmosfera. Gospodarz był pewien, że wybrana przeze mnie wyspa Thoddoo (wakacje 2021), czy Mathiveri (wakacje 2020), bez problemu spełni moje wymagania. Jeśli dalej masz wątpliwości, możesz poprosić o przesłanie kilku zdjęć. Przeglądając mapy Google, zauważysz, że widok z satelity może wyglądać tak, jak gdyby na wyspie była widoczna jakaś wioska, gdzie dookoła niej i wewnątrz, wycięto wszystkie drzewa. Otrzymujemy mylny obraz, dlatego każdą, interesującą nas wyspę musimy obejrzeć np. w Google grafika lub na filmach YouTube. Zobaczysz, że zdjęcia i obraz z kamery pokażą ci prawdziwe piękno wyspy. Mając kilka perełek do wyboru, ostatecznie zdecydowałem się na Mathiveri w 2020 roku i Thoddoo w 2021. Co ciekawe, jeśli chcesz zarezerwować pokój w guest housie, nie wpłacasz żadnych pieniędzy! Potwierdzeniem rezerwacji jest… kupiony bilet lotniczy. Gospodarz będzie jedynie chciał, żeby przesłać bilet w formie pliku .pdf. Wtedy wypisze on dokument, który będzie uzupełniony o dane lotów. Dokument należy wydrukować i zabrać ze sobą w podróż do bagażu podręcznego, ponieważ na lotnisku, przy kontroli paszportowej, strażnik może zapytać, w jakim hotelu spędzisz wakacje i może żądać potwierdzenia rezerwacji. Kontrola może się trafić już na etapie wylotu z Polski.

Na lokalnych wyspach nie brakuje zieleni, pięknych widoków i rajskich plaż

BILETY LOTNICZE - REZERWACJA
Mając etap wyszukiwania odpowiedniego miejsca dla siebie za sobą, trzeba podjąć kolejne kroki. W celu zarezerwowania pokoju, musimy kupić bilet lotniczy. Najlepiej skorzystać z wyszukiwarki lotów skyscanner.pl. Algorytm strony przeszuka nie tylko regularne loty, ale również te wyczarterowane przez biura podróży. Mogą zdarzyć się super okazje, ale raczej rzadko, dlatego najczęściej znajdziemy bilety w cenie około 2650-3000 zł z oferty różnych linii. Jeśli chcemy, żeby nasz lot przebiegał komfortowo w klasie ekonomicznej, najbardziej polecam wybrać linie Emirates lub Qatar. Obie linie są znane z bardzo dobrej obsługi, bardzo dobrych obiadów, pokładowego systemu rozrywki, czy też z wygodnych foteli. Mając podobne kategorie cenowe, nigdy nie zastanawiam się nad innymi przewoźnikami, ponieważ Emirates i Qatar, to klasa sama w sobie. Nie bez powodu te linie zajmowały 3. i 4. miejsce na świecie pod względem komfortu podróży w roku 2019. Na setki, jeśli nie tysiące innych firm, 3. i 4. miejsce, to naprawdę najwyższa klasa. Ja zawsze wybieram Emirates, być może z przyzwyczajenia, ponieważ cena jest praktycznie taka sama, a komfort bardzo dobry. Lot z Polski jest podzielony na dwa etapy: Warszawa – Dubaj, Dubaj – Male (stolica Malediwów). Dokładniej mówiąc – mamy aż cztery możliwe loty do wyboru, w odstępach co dwie godziny. Jako, że ze stolicy musimy popłynąć szybką łodzią motorową na naszą wyspę, trzeba zsynchronizować godziny naszego przylotu z godzinami odpływających szybkich łodzi. Rozkład rejsów otrzymasz od właściciela guest house, gdzie planujesz wakacje. Większość łodzi odpływa w godzinach porannych, dlatego najlepiej być w stolicy około 8.00 rano. Od wielu lat Emirates ma niezmieniony rozkład lotów (nawet w czasach koronawirusa), który wygląda tak (najlepsza opcja, nawet gdyby miały wystąpić jakieś opóźnienia, np. odladzanie skrzydeł samolotu w zimie):
  • EK 180, Warszawa 13.00 (WAW) – Dubaj 21.40 (DXB), długość lotu 5h 08min, dystans 4159km*
  • EK 656, Dubaj 2.45+1 dzień (DXB) – Male 7.50+1 dzień (MLE), długość lotu 3h 38min, dystans 3032km*
  • EK 653, Male 15.30, 18.30 lub 22.55 (MLE) – Dubaj 18.30, 21.30, 3.05+1 dzień (DXB), długość lotu 5h 50min, dystans 3032km*
  • EK 179, Dubaj 8.05+1 dzień (DXB) – Warszawa 11.20+1 dzień (WAW), długość lotu 3h 59min, dystans 4159km*
* Przedstawione powyżej loty, pomimo COVID-owych ograniczeń nakładanych przez rządy są nadal dostępne w takiej samej formie.

 
Odladzanie skrzydeł naszego samolotu podczas obfitych opadów śniegu. Przeprowadzony proces ma na celu przywrócenie pełnej funkcjonalności skrzydeł. Kiedy są przyprószone śniegiem lub oblodzone, nie wytwarzają wystarczającej siły nośnej, co grozi katastrofą.

Kupując bilet na stronie skyscanner.pl, będziemy przechodzili przez kolejne etapy uzupełniania danych pasażerów. W trakcie wyboru przelotu będziesz musiał zaznaczyć kategorię cenową, która jest zależna od klasy i od wagi bagażu, który chcesz zabrać ze sobą. Najtańsza możliwość kosztuje około 2650 zł z 15 kg bagażem rejestrowanym i 5 kg podręcznym. Kolejna możliwość, to 2850 zł za opcję z bagażem 25 kg rejestrowanym i 8 kg podręcznym. Myślę, że warto wybrać właśnie drugą opcję, ponieważ wracając, nigdy nie wiesz, jakie pamiątki przywieziesz z lokalnej wyspy. Czasami miejscowi podarują ci kokosy i tuńczyka w puszce, czasami przywieziesz ręcznie malowane obrazy, herbaty, miejscowe ubrania, chusty, wyroby ręczne, owoce, przyprawy, czy magnesy na lodówkę. Lecąc na Malediwy, mój bagaż ważył 13,6 kg, a z powrotem 16,5 kg. Mimo wszystko, miałem wykupioną opcję z 25 kg bagażem rejestrowanym. Trzeba pamiętać, że przylatując na Malediwy, musimy przestawić zegarek o 4 godziny do przodu względem polskiego czasu. W trakcie podróży z Warszawy do Dubaju, wskazówki przestawiamy o 3 godziny, co jest istotne, bo w Dubaju czekamy na kolejny lot. Poruszanie się na lotniskach nie powinno sprawić żadnych problemów, ponieważ na licznych ekranach monitorów jest wyświetlana lista lotów i numer bramki, do której mamy się zgłosić.

COVID-19 - CZYLI CO TRZEBA ZAŁATWIĆ, ŻEBY POLECIEĆ NA MALEDIWY
WYBÓR OBIEKTU NOCLEGOWEGO
Na początku musimy wybrać interesującą nas wyspę i obiekt. Jako, że rząd Malediwów narzucił na właścicieli obiektów konieczność spełniania wymogów sanitarnych, każdy z nich musi zostać dopuszczony przez tamtejsze ministerstwo turystki. Hotel/guest house/resort/jacht trafia na rządową listę obiektów dopuszczonych do przyjmowania gości. Z tego powodu najpierw odwiedzimy stronę Ministerstwa Turystyki Malediwów: LISTA OBIEKTÓW ZATWIERDZONYCH PRZEZ RZĄD MALEDIWÓW i tam poszukamy listy obiektów dopuszczonych do przyjmowania gości. Ściągamy pierwszy widoczny plik .pdf. Po jego otwarciu ukaże nam się spis na 19-23 stronach A4 (resorty, hotele, guest house’y, jachty, itp.). Jeśli interesuje nas np. wyspa Thoddoo, to szukamy jej na liście. Znajdziemy kilka obiektów, które dostały pozwolenie i mogą przyjmować turystów. Najlepiej będzie, gdy każdy z obiektów wyszukamy na Mapach Google i wpiszemy sobie numery telefonów do listy kontaktów na naszym telefonie. Sprawdzając każdy z numerów, możemy szybko zobaczyć w szczegółach, czy można się skontaktować za pomocą WhatsApp'a lub Signala. Jeśli tak, to piszemy bezpośrednio do właściciela przez wybrany komunikator, a jeśli nie, to szukamy adresu mailowego (z tym będzie o wiele trudniej). Na Malediwach większość woli załatwiać interesy przez WhatsAppa/Signala. Kiedy dogadamy już wszystkie szczegóły, możemy przystąpić do kolejnego etapu.

Na rządowej stronie szukamy, czy wybrany przez nas obiekt jest zatwierdzony

BILETY LOTNICZE
Jako, że rządy utrudniają jak tylko się da możliwość podróżowania po świecie, niestety będziemy musieli poszukać trochę dłużej właściwego lotu. Tutaj niezmiennie polecam rejs, o którym szczegółowo powiedziałem powyżej. Można znaleźć jeszcze samoloty firmy Qatar, ale przekraczanie granicy Kataru jest możliwe tylko z testem negatywnym PCR wykonanym przez certyfikowane laboratorium (na katarskiej liście nie ma żadnego polskiego laboratorium...). Nie zbadałem sprawy z lotem przesiadkowym, jak oni go traktują, ponieważ trudno jest znaleźć rzeczowe informacje. Z tego właśnie względu pozostaje nam wybrać tylko i wyłącznie linie Emirates, które zresztą bardzo mocno polecam. Tańsze bilety znajdziemy co trzy dni. W tym celu wyszukuję lotów +/- 3 dni za pomocą wyszukiwarki esky.pl lub skyscanner.com. Można tam porównywać ceny. W ciągu tygodnia ceny potrafią się różnić o kilka tysięcy złotych! Mi udało się znaleźć bilety w obie strony za 2900-3050 zł.

TESTY PCR
Mając zakupione bilety musimy pamiętać o kolejnych rzeczach. Rząd Malediwów ogłosił ustawę, która mówi, że na teren Malediwów można wjechać tylko z negatywnym testem PCR w języku angielskim wykonanym do 96 godzin przed rozpoczęciem podróży (liczy się godzina rozkładowego startu samolotu na pierwszym lotnisku, gdzie rozpoczynasz podróż). W Polsce, w wielu miastach możemy wykonać testy za opłatą od razu z tłumaczeniem na język angielski. Test kosztuje od 350 zł do 900 zł. Cena zależy od szybkości na jakiej nam zależy, żeby otrzymać wynik. W Katowicach można wykonać testy grupowo, gdzie powyżej 5 osób zapłacimy 300 zł/osobę, a wynik dostaliśmy już po 10 godzinach. Na test nie umawialiśmy się, tylko podjechaliśmy pod wskazany adres i zrobili go od ręki.

Test RT-PCR wykonany w Katowicach

DEKLARACJA ZDROWIA IMUGA
IMUGA to formularz przygotowany przez Ministerstwo Zdrowia Malediwów. Musimy go wypełnić elektronicznie maksymalnie na 24h przed kontrolą imigracyjną. Jak łatwo policzyć, w Polsce nie możemy wypełniać tego dokumentu, ponieważ zanim dolecimy na Malediwy, będzie już nieważny. Na szczęście czas na przesiadkę w Dubaju to około 5h. Właśnie wtedy dopełnimy wszelkich formalności. Na terenie całego lotniska, oprócz ubikacji, mamy dostęp do darmowego Wi-Fi. Nie musimy podawać żadnych wrażliwych danych, żeby z niego skorzystać. Połącz się ze stroną IMUGA - DEKLARACJA ZDROWIA (jeśli przyjeżdżasz na Malediwy, wybierasz opcję "Arrival"). Proponuję Ci zrobić tak:
Na kilka dni przed wylotem wydrukuj sobie przetłumaczony cały dokument. Na lotnisku będzie ci łatwiej wypisać wszystkie dane w telefonie. Usprawnisz sobie w ten sposób wypełnienie formularza i będziesz miał pewność, że nic cię nie zaskoczy. Zapisz sobie niezbędne linki w telefonie lub do tego artykułu, skąd będziesz miał bezpośredni dostęp. Najczęściej występuje problem, kiedy mamy określić porty lotnicze, lub adres ewentualnej kwarantanny. Wszędzie tam, gdzie mamy wyrażenie „Residence” tam wpisujemy nasze dane z Polski (np. adres zamieszkania). W polu, gdzie mamy wypisać adres kwarantanny, wpisujemy dane naszego guest house (adres znajdziemy na potwierdzeniu rezerwacji). Ostatni port rozładunku (disembarkation), to miejsce, do którego lecimy, czyli Male. Port załadunku (embarkation) to miejsce początkowe (Warszawa). Na początku formularza możemy mieć również problem, które lotnisko na Malediwach wybrać. Nasze, to międzynarodowe, nazywa się Velana Airport. Wpisując serię i numer paszportu nie zostawiamy spacji pomiędzy serią a numerem.

Deklaracja zdrowia IMUGA

NA LOTNISKU
Po wylądowaniu na międzynarodowym lotnisku Velana Male będą wyznaczone strefy, dzięki którym utrzymasz konieczny dystans. Będą również rozstawione bardzo gęsto stojaki z płynem do dezynfekcji rąk. Przechodząc do strażnika, dodatkowo prześwietli nas kamera termowizyjna. Strażnicy chcą w ten sposób wyłapać osoby z gorączką. W całej naszej grupie kamera pokazywała dokładnie 36,6’C do 36,8’C. U kobiet temperatura może być trochę wyższa, ale maksymalnie w naszej grupie mieliśmy 36,9’C.


Lotnisko w Male i siedzenia w pobliżu punktu informacji turystycznej

SPOTKANIE ZE STRAŻNIKIEM
Kiedy podejdziesz do strażnika, poprosi cię o wydruk rezerwacji hotelowej, paszport, kod QR IMUGA, który otrzymasz po wypełnieniu deklaracji zdrowia w Dubaju oraz o negatywny wynik testu PCR. Wiza na 30 dni zostaje wbita do paszportu bezpłatnie. Teraz możemy przekroczyć legalnie granicę. Co ciekawe, w drodze na Malediwy żaden strażnik nie sprawdzał formularza IMUGA, ani nie chciał kodu QR, a kiedy podsuwaliśmy test PCR, tylko machali ręką, że nie jest potrzebny. W drodze powrotnej wszystkie dokumenty zostały skontrolowane. Najpierw strażnik zażądał kodu QR, a później wglądu do wydrukowanego testu PCR. Wyjeżdżając z Malediwów, nie zapomnij poprosić gospodarza, żeby wydrukował ci test PCR na papierze.

ODBIÓR BAGAŻÓW
Odbiór bagażów odbywa się standardowo, ale zgodnie z zasadami zachowania dystansu społecznego poprzez wyznaczone strefy.

PODRÓŻ NA WYSPĘ DOCELOWĄ
Na lotnisku będzie czekać przedstawiciel, który wskaże nam właściwą łódź. Jeśli będzie to wyspa, na której jest więcej guest house'ów, najprawdopodobniej będzie przysłany jeden przedstawiciel dla gości z wielu obiektów. Jeśli podróżujesz z grupą, może tak się zdarzyć, że właściciel z kimś się dogada i załatwi nam pozaregulaminową łódź i popłyniemy bezpośrednio na naszą wyspę. W grupie bardziej się opłaca. Dzięki temu, że zorganizowałem wyjazd dla 8 osób, praktycznie zyskaliśmy połowę dnia, bo gospodarz załatwił nam prywatną łódź, bezpośrednio na wyspę Thoddoo, dzięki czemu połowę dnia wykorzystaliśmy na zwiedzanie i zapoznanie się z nią. Długą podróż odsypialiśmy dopiero po kolacji.

Na pokładzie szybkiej łodzi motorowej firmy Nevi w drodze na Mathiveri

MASECZKI
Według rządowych przepisów maseczki musimy nosić w sposób prawidłowy na: lotniskach, w samolocie oraz w zamkniętych przestrzeniach (sklepy). Możesz nie zgadzać się z zasadnością noszenia maseczek, ale lecąc na wakacje i będąc w obcym, innym kraju, lepiej przestrzegać zasad. Na wyspie maseczki są wymagane tylko w strefie zabudowanej. Najczęściej turyści chodzą bez maseczek, miejscowi w większości też ich nie używają. Na naszej wyspie Thoddoo po tygodniu urlopu pojawiła się policja, która kontrolowała maseczki. Za jej brak nikt nie wypisywał mandatów, tylko kazali ją założyć prawidłowo. Podczas całego dwutygodniowego pobytu policję widzieliśmy trzy razy. Wioski nie są duże, dlatego od kilku minut wędrówki w maseczce nic nam się nie stanie, bo za terenem zabudowanym nie trzeba już jej nosić. Będąc na wyspie Thoddoo, praktycznie zapomniałem o koronawirusie.

WYCIECZKI LOKALNE NA WYSPIE I MOŻLIWOŚĆ PŁYNIĘCIA Z WYSPY NA WYSPĘ
Pisałem do kilkunastu właścicieli obiektów (wyspy: Mathiveri, Dhigurah, Thoddoo, Fulhadhoo, Ukulhas) oraz przeczytałem wszystko, co było na stronach rządowych Malediwów, bez omijania ani jednego akapitu, dlatego dane aktualizuję na bieżąco. Wszyscy mówią, że lokalne wycieczki w pełni odbywają się bez obostrzeń. W przypadku resortów, w zależności od miejsca, właściciel musi sprawdzać sytuację (resorty podejmują różne decyzje). Jeśli chcemy zorganizować jednodniową wycieczkę na inną lokalną wyspę, to jest taka możliwość. Właściciel obiektu jedynie zmierzy nam temperaturę i zgłosi taki fakt, do Ministerstwa Turystyki Malediwów. Tak samo, gdy chcemy połowę urlopu spędzić na jednej wyspie, a drugą połowę gdzie indziej. To oficjalne stanowisko rządu. W praktyce nikt z gospodarzy nie zgłasza jednodniowej wycieczki na inną wyspę, tylko ją realizuje.

Wycieczka lokalna na sand bank

POWRÓT DO DOMU
Według przepisów, na 72 godziny przed wylotem, musi być ponownie wykonany test PCR. Właściciel obiektu wszystko organizuje za nas, dlatego nie musimy się martwić o nic. Koszt testu – 80 USD. W grupie 8-mio osobowej zapłaciliśmy po 65 USD za osobę. Negatywny wynik testu musimy okazać strażnikowi na lotnisku. Podobnie, jak w przypadku przylotu, na 24 godziny przed wylotem lub mniej, musimy wypełnić deklarację zdrowia z tej samej strony: IMUGA - DEKLARACJA ZDROWIA i okazać kod QR do zeskanowania. Jeśli robimy testy na Malediwach, polecam zrobić je na dwa dni przed wylotem w godzinach wieczornych, np. o 18.30. Wówczas nasz wynik będzie miał mniej niż 48h, kiedy przylecimy do Polski, dzięki czemu unikniemy kwarantanny (tak było do 30 marca 2021). Od 30 marca 2021 wszyscy wracający spoza strefy Schengen muszą przejść kwarantannę. Polska nie uznaje testów wykonanych w innych państwach, dlatego po powrocie można wykonać test PCR lub test antygenowy, który zwolni nas z kwarantanny (ciekawi mnie tylko, kto wymyślił, że podczas kwarantanny można jeździć wykonywać testy… jeśli rzeczywiście choroba byłaby tak zjadliwa, to przecież mógłbym pozarażać wiele osób, jadąc np. autobusem). Testy antygenowe możemy wykonywać na lotnisku w Warszawie, im. Chopina od 30 marca 2021 w dwóch punktach. Na wyspach turystycznych jest powołana jednostka do testów COVID-owych, dlatego nie będziemy musieli nigdzie jeździć w czasie naszych wakacji. Na Thoddoo mieliśmy nawet mały szpital z karetką pogotowia. Potrzebowaliśmy całe dwie minuty, żeby dotrzeć do miejsca, gdzie wykonuje się testy PCR. Test przebiegał bardzo łagodnie (z nosa i gardła), ale nikt nie wpychał patyczków głęboko aż „do mózgu”, jak to często przedstawia się na Facebooku. Po kilku minutach zapominałeś, że miałeś wykonywany test. Testy przeprowadzają lekarze z Indii. Wszyscy byli uśmiechnięci i kulturalni. Nasz gospodarz w tym samym czasie, co pobierano nam próbki, przyjmował drugą dawkę szczepionki Astra Zeneca (na Malediwach nazywana „Oxford”).

Malediwski wynik testu RT-PCR

KWARANTANNA NA MALEDIWACH
Co w przypadku, gdy zachorujemy na COVID-19 lub, gdy test wykaże, że mamy wirusa? Każdy obiekt ma wyznaczoną część dla turystów, którzy muszą przejść kwarantannę. Na niektórych wyspach jest wyznaczony cały osobny hotel do odbywania kwarantanny. Z tego właśnie powodu rząd jedne obiekty dopuszcza, a drugie nie. Koszty pokrywamy sami, dlatego najlepiej wykupić ubezpieczenie, które gwarantuje nam wypłatę odszkodowania, w przypadku konieczności odbycia kwarantanny za granicą. Takie ubezpieczenie oferuje firma Warta (około 95 zł za 2 tygodnie). Czy trzeba się zbytnio martwić o kwarantannę na Malediwach? Ja się w ogóle nie zamartwiałem tym faktem, ponieważ na Thoddoo od początku panowania choroby oficjalne dane mówiły, że nigdy nie było koronawirusa na tej wyspie. Jako, że całe wakacje spędzamy na otwartej przestrzeni i jesteśmy ciągle w terenie, w wodzie, na świeżym powietrzu, nie martwiłem się, że testy pokażą mi nagle pozytywny wynik. Bardziej mógłbym się martwić, że na 3 dni przed wylotem na wakacje, w Polsce otrzymam pozytywny wynik testu. Na Malediwach naprawdę trudno o taki przypadek, jeśli nie planujemy wakacji bezpośrednio w stolicy.

PODRÓŻ SAMOLOTEM
Wybierając linie Emirates, polecimy na obu odcinkach Boeingiem 777-300 ER. Samolot ma nawet w środku, na suficie, imitację rozgwieżdżonego nieba. W trakcie obu lotów dostajemy bardzo dobry, obfity obiad, dzięki czemu pod koniec podróży nie będziemy głodni. Dodatkową zaletą jest… Wi-Fi na pokładzie. Za 4 USD mamy do dyspozycji dwie godziny dostępu do Internetu, tylko na wiadomości tekstowe. Jeżeli zależy nam na większych uprawnieniach na całą długość lotu, będziemy musieli wykupić pakiet za 15,99 USD. Myślę, że nie ma potrzeby łączyć się z Internetem w trakcie podróży. Można jedynie komuś zrobić niespodziankę i napisać z samolotu do znajomego lub bliskiej osoby. Na pewno będzie zaskoczona. We wszystkich przypadkach loty przebiegały spokojnie. Zdarzały się tylko pojedyncze i niewielkie turbulencje. Dla tych, którzy mają obawy o długość lotu (szczególnie kobiety), powiem tylko tyle, że 6-cio godzinny lot do Dubaju szybko mija, ponieważ na pokładzie każde krzesło ma wbudowany tablet, gdzie możemy korzystać z elektronicznego systemu rozrywki z dostępem do różnego rodzaju muzyki, znanych filmów, czy gier komputerowych. Znajdziemy nawet klasyki kina w języku polskim! Od samego początku dostajemy słuchawki, dzięki czemu możemy zapomnieć o otoczeniu. Jeśli, z kolei martwisz się o bezpieczeństwo, ponieważ media tyle mówiły o problemach Boeinga w latach 2019-2020 (konkretniej: model 737-8 MAX), to wiedz, że od 2013 roku do końca 2018 roku Boeingiem 777-300 ER wykonano 4300 kursów na trasie Warszawa – Dubaj, Dubaj Warszawa i podczas żadnego z nich nie wystąpiły żadne problemy. Ze względu na zwiększone zainteresowane podróżami do Dubaju, samoloty linii Emirates wylatują nie 7, a 11 razy w ciągu tygodnia do tego miasta w okresach większego zapotrzebowania. Lot z Dubaju na Male zazwyczaj trwa trzy i pół godziny, a częstotliwość wykonywanych lotów jest dużo wyższa, ponieważ w Dubaju wsiadają ludzie z całej Europy i Bliskiego Wschodu. Ten odcinek podróży upływa znacznie szybciej. Z Warszawy do Dubaju lecimy 4159 km, a z Dubaju do Male 3032 km. Jeśli jesteś wprawnym obserwatorem, to szybko zauważysz, że dystans około 4000 km lecimy 5,5 do 6 godzin (średnia około 670 km/h), a odcinek 3000 km lecimy 3,5 do 4 godzin (średnia około 750km/h). Czas lotów jest nieproporcjonalny. Różnica wynika z prądów strumieniowych w okolicach Turcji, które samolot ma na swojej drodze. Najlepiej jest latać równolegle do równoleżników, z zachodu na wschód, bo wtedy najbardziej możemy wykorzystać siłę wiatru (ich prędkość najczęściej wynosi 120-200 km/h), a trasa z Warszawy do Dubaju tylko przecina pasy prądów strumieniowych, ponieważ lecimy wzdłuż krzywej, bardziej przebiegającej wzdłuż południków. W czasie lotu mamy również podgląd na żywo z dwóch kamer – z przodu samolotu i spod spodu.

 
Tablety wbudowane w każdy fotel

   
 
 
Symulacja lotu w czasie rzeczywistym. Na tabletach wbudowanych w każdy fotel mamy możliwość podglądania parametrów lotu w dowolnej chwili

Dane, które można odczytać z symulowanego monitora pilota, wyświetlającego jak najbardziej prawdziwe parametry lotu w czasie rzeczywistym:
1. Podchył góra-dół w stopniach względem płaszczyzny poziomej (Boeing 777-300ER leci z pochyłem 2 stopnie ku górze).
2. Prędkość w milach morskich na godzinę względem mas powietrza (standardowo Boeing 777-300ER w drodze na Malediwy leci z prędkością 500-550 mph, czyli 925km/h do 1020 km/h). Jedna mila morska to 1852 metry.
3. Wysokość w stopach. Jedna stopa to 0,3048 metra. 36000 stóp to 10972 metry.
4. Azymut, czyli odchylenie w prawo w płaszczyźnie poziomej od kierunku północnego w stopniach
5. Odchylenie w prawo do azymutu w stopniach w płaszczyźnie poziomej.
6. Odchylenie od azymutu w płaszczyźnie poziomej. Wskazywaną liczbę trzeba pomnożyć x10 i otrzymamy wynik w stopniach (na zdjęciu 324 stopnie)
7. Prędkość w milach morskich na godzinę względem ziemi (ta prędkość może być wyższa, ponieważ piloci korzystają z prądów strumieniowych, które w skrajnych przypadkach mogą przyczynić się do zwiększenia prędkości samolotu aż o 400 km/h - patrz akapit 'ciekawostka lotnicza' poniżej)
8. Prędkość pionowa (prędkość opadania lub wznoszenia w stopach na minutę). Liczba ze znakiem minus oznacza opadanie.

Inna ciekawa plansza wyświetlana na ekranie. Jako, że lecimy arabskimi liniami, to podawane są nawet czasy pięciu modlitw w ciągu dnia, które są obowiązkowe w świecie Islamu. Isha, to ostatnia modlitwa po zachodzie słońca, a Fajr, to pierwsza modlitwa przed wschodem słońca. Na ekranie mamy nawet pasek postępu jak w grach komputerowych... Strzałka pokazująca "coś" odległego o 1324 mile morskie od aktualnego położenia samolotu, wskazuje Mekkę. Dla Islamu to najświętsze miejsce.

Plansza pokazująca postęp podróży. Wyczytamy z niej informacje:
1. Heading - jest to położenie w stopniach względem azymutu - mówiąc prościej, o ile stopni samolot skręca w prawo od kierunku północnego
2. Mach - prędkość wyrażona w liczbie Macha. Mach to prędkość dźwięku, czyli 1220 km/h, 0,83 Macha to 1012 km/h. Samolotom takim, jak nasz nie wolno zbliżać się do wartości bliskiej 1 względem mas powietrza, wartość 1 oznacza osiągnięcie prędkości dźwięku i wytworzenie fali uderzeniowej, do czego samoloty lotnictwa cywilnego nie są przystosowane. Z tego powodu utrzymuje się prędkość przelotową na poziomie 0,85 Macha
3. Outside Air Temperature - temperatura na zewnątrz. Jeśli zastanawiasz się po co na każdym siedzeniu jest zapakowany w folię koc, to dowiesz się, gdy samolot osiągnie wysokość przelotową (około 36000 stóp lub inaczej niecałe 11 km). Na tej wysokości temperatura powietrza wynosi zazwyczaj -50'C do -78'C w zależności, gdzie lecimy. Z powodu bardzo niskich temperatur zewnętrznych na pokładzie będzie trochę chłodniej.

 
Przykładowy obiad w liniach Emirates

CIEKAWOSTKA LOTNICZA
Jak widać, droga powrotna jest zawsze dłuższa. Loty ze wschodu na zachód są zawsze dłuższe (średnio 10 minut dłużej lecimy na każde 1000km), ze względu, że piloci nie mogą wykorzystać prądów strumieniowych i ze względu na siły Coriolisa wynikające z naturalnego obrotu Ziemi wokół własnej osi. Ze wschodu na zachód są to niekorzystne czynniki mające wpływ na dłuższy czas lotu. Dla ciekawostki podam, że 18 lutego 2019 roku samolot brytyjskich linii lotniczych Virgin – Boeing 787 osiągnął najwyższą prędkość, jakąkolwiek uzyskał tego typu samolot – 1300km/h. To oznacza, że przekroczył prędkość dźwięku, która wynosi 1220km/h. Fizycznie jednak jej nie przekroczył, bo rekordowa prędkość była mierzona względem Ziemi, a prędkość dźwięku mierzy się w ośrodku, w którym się rozchodzi dźwięk. W tym wypadku ośrodkiem jest powietrze, w którym znajduje się samolot. Jako, że te samoloty mogą lecieć z prędkością około 1050km/h, to znaczy, że piloci skorzystali z silnych prądów strumieniowych (silne wiatry osiągające prędkości nawet 150-400km/h na dużych wysokościach, powyżej 6000m n.p.m.). Na szczęście piloci dostają informacje, gdzie takie prądy się znajdują i dlatego szczególnie w drodze powrotnej z Ameryki Północnej wykorzystują to zjawisko, ponieważ omawiane silne wiatry wieją „w plecy”, co pozwala podbić prędkość samolotu „za darmo”. W praktyce współczesne samoloty pasażerskie nie mogą przekraczać prędkości dźwięku w ośrodku, w którym się znajdują (powietrze), bo w chwili przekraczania bariery dźwięku (1220km/h) powstaje silna fala uderzeniowa, która spowodowałaby uszkodzenia samolotu i w konsekwencji katastrofę. Piloci mogą przekraczać prędkość dźwięku mierzoną tylko względem Ziemi. Boeing w stronę Malediwów leci z prędkością około 1020-1050km/h, a z Malediwów do Warszawy z prędkością około 850km/h.

LOTNISKO W DUBAJU
Jeśli kogoś przeraża przesiadka w Dubaju z powodu wielkości tamtejszego lotniska, to muszę powiedzieć, że nie jest ono aż takie wielkie, żeby się zgubić. Po wylądowaniu musimy rozglądać się tylko za dwiema tablicami: podążamy za napisem „Connecting” [połączenia], umieszczonym na czerwonych planszach. Przez długi czas będą występowały one w parze z napisem „Baggage claim” [odbiór bagaży]. Po około 7-miu minutach wędrówki, drogi się rozwidlają. My idziemy cały czas za tablicami „Connecting”. Bagażu nie odbieramy, ponieważ na całej długości trasy lecimy samolotami tej samej linii, więc obsługa w Dubaju przerzuci bagaż bez naszego udziału z jednego samolotu do drugiego. Odbieramy go dopiero w Male. Mając zapewnione takie udogodnienie, od momentu wyjścia z samolotu Warszawa – Dubaj, do momentu dotarcia do bramki, skąd odlatuje samolot na Malediwy, upłynie co najwyżej 15-20 min. Na rozwidleniu dróg „baggage claim” i „connecting”, zawsze stoją stewardesy i powtarzają nazwy miast, do których w najbliższych godzinach będą odlatywać inne samoloty. Zazwyczaj w tym miejscu są jakieś zamiany w rejsach do krajów Zachodniej Europy, Południowej Afryki lub do Indii, stąd nie interesują nas wymieniane nazwy miast. Idziemy dalej, aż dotrzemy do końca korytarza „connecting”, który kończy się bramkami bezpieczeństwa i automatyczną kontrolą paszportową. W dalszej części nie zgubimy się, ponieważ na ekranach możemy znaleźć numer naszego lotu i bramki. Wszędzie dookoła wiszą podświetlane drogowskazy ze strzałkami, którędy mamy dotrzeć do naszej bramki. Drogowskazów jest tak dużo, że z każdego miejsca zawsze dotrzemy na miejsce. Jeśli jesteś bardzo daleko od swojej bramki, to drogowskazy będą pokazywać większy ich przedział, np. C1-50, a czym podejdziesz bliżej, tym przedział zawęzi się, np. do C20-36. Idziemy tak, aż drogowskazy wskażą konkretny numer bramki, np. C20. Dla tych, którzy mają duże obawy o możliwość nie dotarcia do bramki, skąd odlatuje samolot na Malediwy, mam dobrą wiadomość. Z każdego miejsca na lotnisku w Dubaju dostaniemy się tam, gdzie chcemy, ponieważ wszędzie są zamontowane podświetlane, niebieskie drogowskazy. W najbliższym zasięgu naszego wzroku zawsze mamy do dyspozycji przynajmniej od pięciu do dziesięciu z nich. Dodatkowo przy bramce po raz kolejny trafiliśmy na faceta, który przeprowadzał kontrolę biletów oraz wołał „Male – Mały Kotek”, jakby wiedział, że Polacy lecą na Malediwy…

 
Terminal C na lotnisku w Dubaju

MAŁY HACZYK, CZYLI UKRYTY SZCZEGÓLIK Z GWIAZDKĄ…
Wybierając przewoźnika, musimy pamiętać, że ceny mogą znacznie się różnić, dlatego może nas pokusić, aby wybrać linię AeroFłot z Rosji. Na Malediwy to chyba najtańszy, regularny lot. Obiady na pokładzie również stoją na najwyższym poziomie i nie można się doczepić do niczego. Jest jednak mały haczyk, o którym mało kto może wiedzieć. Federacja Rosyjska ustanowiła prawo, gdzie osoby lecące do tego kraju potrzebują wizy turystyczne, a jeśli tylko przesiadamy się na którymkolwiek lotnisku w Rosji, to ich nie potrzebujemy. Wcześniej obowiązywały wizy tranzytowe. Problem zaczyna się, gdy lecimy dwiema różnymi liniami i musimy odebrać bagaż na lotnisku w Rosji, ponieważ opuszczamy strefę lotów tranzytowych. Chcąc przejść do bramki na samolot przesiadkowy, przejdziemy kontrolę wiz tranzytowych. Moim zdaniem, to prawo jest dziurawe i niedopracowane, ponieważ loty do Moskwy obsługuje LOT lub AeroFłot, nawet, jeśli kupimy bilety w firmie AeroFłot. Obie linie ze sobą współpracują, dlatego do samego końca nie wiemy, który przewoźnik tak naprawdę obsłuży nasz lot. To znaczy, że jeśli polecimy z Warszawy samolotem AeroFłotu, to bagaże będą przekazane przez obsługę tej linii do drugiego samolotu i dzięki temu nie opuścimy strefy tranzytowej. Jeśli lot z Warszawy do Mokwy wykona LOT, to nie wiemy, czy będziemy musieli odebrać swoje bagaże w Rosji, czy również zostaną przekazane do samolotu przesiadkowego. Trudno nawet uzyskać taką informację na infolinii, ponieważ otrzymujemy rozbieżne zapewnienia. Można się tego dowiedzieć dopiero bezpośrednio przy odprawie, ale to już zdecydowanie za późno, bo przecież nie mamy wizy tranzytowej. Do dzisiaj, od co najmniej czterech lat, na różnych forach i grupach podróżniczych jest „wałkowany” podobny temat i do dzisiaj nie ma jednoznacznej odpowiedzi… Mając niepewną sytuację, polecam wybrać przewoźnika Emirates, ponieważ Zjednoczone Emiraty Arabskie zniosły wizy dla Polaków w 2013 roku. Na pewno nie będziemy mieli żadnych problemów lub niepewnych sytuacji. W końcu lecąc na wakacje, nie chcemy się zastanawiać nad kwestiami technicznymi, co może pójść nie tak… Zależy nam na spokoju i dotarciu na Malediwy bez zbędnego zamartwiania się.

DODATKOWE RZECZY, NA KTÓRE MUSIMY ZWRÓCIĆ UWAGĘ
Mając wykupione bilety lotnicze, pozostaje nam tylko wybrać odpowiedni obiekt noclegowy. Korzystając z Google Maps, wiesz już jak wyszukiwać ciekawe miejsca na Malediwach. Kiedy napiszemy do kilku gospodarzy różnych guest house’ów, nie zapomnijmy zapytać o koszt pobytu, czy cena za dzień dotyczy dwóch osób, czy jednej (niektórzy podają cenę za osobę, a inni za pokój dla dwóch gości). Dopytaj również o wyżywienie, czyli zdecyduj się, czy chcesz same śniadania, śniadania i obiadokolacje, czy pełne wyżywienie (trzy pełne posiłki dziennie). Jest jeszcze opcja all inclusive, dostępna w niektórych guest house’ach, ale od razu mówię, że na całych Malediwach nie warto wykupywać tej możliwości. Dlaczego? Na wyspach jest tak pięknie, że poza spaniem, nie przebywamy w pokoju, oraz chcemy zobaczyć jak najwięcej i przede wszystkim dużo pływać w turkusowych lagunach. Nawet nie mamy czasu, żeby skorzystać z oferty all inclusive. Z tego względu nigdy nie wybiorę wakacji w resorcie, ponieważ nic mi po luksusach, jeśli ciągle jestem w terenie. Zmarnują się nasze ciężko zarobione pieniądze. Po drugie, na Malediwach nie przyrządza się różnorodnych posiłków. Raczej miejscowi gotują tylko kilka rodzajów dań, z czego nawet połowa z nich może stanowić jedzenie lokalne (czytaj: z tego, co dzisiaj zostało złowione). Jeśli jesteś fanem ryb i owoców morza, to będziesz zadowolony, ponieważ nie raz na obiad lub kolację dostaniemy grillowaną rybę, która została złowiona dzisiejszego dnia. Najczęściej zjemy wahoo, baracudę lub inne miejscowe specjały. Tajemniczo brzmiące nazwy niewiele nam mogą mówić, ale zapewniam, że ryby są bardzo dobre w smaku. Na śniadanie zazwyczaj dostaniemy placki z owoców drzewa chlebowego lub z mąki kokosowej, przekładane rozdrobnionym mięsem z tuńczyka. Danie jest po prostu idealne. Tak przygotowane placki zagryza się soczystą papają, która smakiem przypomina delikatnie truskawkę. Obiady również są pyszne, ponieważ najczęściej zjemy makarony i ryż polany sosem, kawałki dobrej pizzy i miejscowe sałatki z warzyw o wyrazistym smaku. Dodatkiem będzie kurczak lub mięso z dużej ryby. Wszystko zapijamy sokami owocowymi i wodą z jedynego ujęcia wody pitnej na Malediwach. Jeśli zdecydujesz się na wakacje w guest house, to musisz mieć świadomość, że różnorodność dań może nie być zbyt duża, ponieważ miejscowi nie posiadają zbyt wielu składników do ich przyrządzania. W szczególności śniadania mogą być bardzo powtarzalne. Z tego względu, jeśli zależy ci na dużej różnorodności dań, to guest house nie będzie dla ciebie dobrą opcją. Zapewniam jednak, że wszystkie śniadania, obiady i kolacje są bardzo pyszne. Np. na Fehendhoo i Mathiveri gospodarze bardzo się starali, przez co potrafili wymyślić codziennie coś nowego. Byłem zachwycony jedzeniem oraz smakami malediwskich dań.

 
Malediwskie śniadanie - placki z owoców drzewa chlebowego z tuńczykiem i papaje

Grillowane ryby

Kolejną rzeczą, o którą musimy zapytać, jest rozkład rejsów speed boatów (szybkich łodzi motorowych, którymi dotrzemy z lotniska na wybraną przez nas wyspę). Gospodarz prześle nam konkretną rozpiskę godzinową. Zazwyczaj będzie to jeden kurs na wyspę i jeden powrotny. W podanych godzinach możesz zauważyć rozbieżność nawet 15min, ale na pewno nie spóźnimy się, ponieważ łodzie kursują później niż przedstawiona godzina (Malediwczycy lubią się spóźniać o 10 minut). Organizując wyjazd na Malediwy na własną rękę, musimy również pamiętać, że nasze wakacje rozpoczynamy od wybrania wyspy, a później pokoju, wersji wyżywienia i rozkładu łodzi motorowych. Dzięki temu będziemy mogli dopasować odpowiedni lot do godziny rozpoczęcia rejsu. Trzeba pamiętać, że najlepiej nie planować przyjazdu w piątek, ponieważ łodzie w ogóle nie wypływają, lub tylko w niektóre miejsca. W Islamie piątek jest dniem świętym, dlatego większość ludzi nie pracuje. Ten dzień jest tak święty, że nawet istnieje mnóstwo meczetów przeznaczonych tylko na potrzeby piątkowych modlitw. We wszystkie inne dni łodzie kursują o stałych godzinach. Zazwyczaj łodzie wypływają w okolicach godziny 10.30, a wracają z wybranej przez nas wyspy w okolicach godziny 8.00 rano. Jeśli pojedziemy większą grupą, gospodarz może załatwić prywatną łódź, dzięki czemu nie będziemy musieli wracać tak wcześnie rano. Pamiętajmy że samoloty powrotne zazwyczaj mamy po godzinie 18.00 lub 22.00. Nie zapomnij również dopytać o transfer z lotniska na wyspę. Czy ktoś będzie czekać na was na lotnisku z kartką z imionami i nazwiskami? Czy raczej będziecie musieli udać się do portu, który znajduje się na końcu lotniska, skąd odpływają łodzie? Staraj się zebrać jak najwięcej informacji. Pamiętajmy, że wsiadając na pokład szybkich łodzi, nie płacimy żadnych pieniędzy. Opłata za transfer jest zawarta w cenie naszego pobytu, który opłacimy na miejscu, w guest housie. Może być tak, że właściciel umówi się z wami na lotnisku, dlatego może chcieć zebrać kwotę potrzebną na opłatę kursu w jedną stronę. Resztę zapłacimy w naszym obiekcie. W przypadku, gdybyśmy musieli pójść do portu lotniskowego, wystarczy przejść do końca hali, na wprost siebie i zapytać miejscowych, gdzie odpływa łódź na interesującą nas wyspę. Wskażą nam odpowiednie molo. Możemy również zapytać w punkcie informacji turystycznej, który jest bardzo dobrze oznaczony na hali głównej lotniska. Ostatnia rzecz, o której nie możemy zapomnieć, to zapytanie gospodarza o możliwości wycieczek, jeśli chcemy przeżyć coś więcej na Malediwach. Z pewnością będziemy chcieli zobaczyć rafę koralową, wypłynąć na piknik na bezludnej wyspie, podziwiać manty lub delfiny. Dowiedzmy się, jakie są możliwości i orientacyjne ceny. Przypomnę tylko, że potwierdzeniem rezerwacji pokoju w guest house jest wykupiony bilet lotniczy, który przesyłamy właścicielowi. Za pobyt płacimy dopiero po dotarciu na miejsce.

Planując lot na Malediwy, trzeba uwzględnić czas oczekiwania na szybką łódź motorową. Musimy wziąć pod uwagę procedurę imigracyjną, czyli długą kolejkę do kontroli paszportowej, oraz około półgodzinne, do godziny, oczekiwanie na odbiór walizek. Lotniskowe taśmy są bardzo powolne, a miejscowym nie spieszy się z rozładunkiem samolotu. Wszystko może łącznie potrwać maksymalnie półtorej godziny, choć mi za pierwszym razem procedura imigracyjna zajęła tylko 5 min, a odbiór walizek 30 min, a za drugim razem procedura imigracyjna zajęła 25 min i odbiór bagażów około 35 min. W czasach koronawirusa procedura imigracyjna zajęła nam 1h 10min, a odbiór walizek tylko minutę. Jak widać czasy są bardzo podobne. To znaczy, że walizka na wolnym taśmociągu pojawiła się dopiero po upływie jednej godziny. Nie bez powodu wybrałem taki lot, żeby do stolicy przybyć o godzinie 7.50 rano. Łodzie zazwyczaj odpływają po 10.00-10.30 rano, dlatego jesteśmy spokojni, ponieważ nie zabraknie mi czasu.

FORMULARZ IMIGRACYJNY DO WYPEŁNIENIA NA POKŁADZIE SAMOLOTU, CZYLI NIE ZAPOMNIJ DŁUGOPISU!
Trzeba również pamiętać, że podczas lotu na Malediwy, w drugim samolocie (z Dubaju) dostaniemy formularz imigracyjny do wypełnienia (procedura z formularzem imigracyjnym może się zmieniać wraz z panującym medialnie koronawirusem). W marcu 2021 nie wypełnialiśmy tego formularza w samolocie, a jedynie elektronicznie, co już omówiłem powyżej (formularz IMUGA). Warto zabrać ze sobą dwa długopisy do bagażu podręcznego, żeby mieć czym go wypisać na pokładzie. Jeśli nie zrobimy tego w samolocie, to czas odprawy imigracyjnej na lotnisku znacznie się wydłuży, ponieważ my będziemy wypisywać dokumenty, a kilkaset ludzi stanie przed nami w kolejce. Chyba nikt nie lubi komunistycznych kolejek… Formularz zawiera szereg oświadczeń, polegających na zaznaczaniu odpowiedzi na pytania w stylu: „czy przywozisz zabronione rzeczy?”. Wypisujesz również swoje dane osobowe, numer lotu, adres hotelu, ilość bagaży rejestrowanych i ręcznych, cel twojej wizyty, jak również datę ostatnich szczepień przeciwko żółtej febrze (szczepienia muszą mieć tylko osoby podróżujące z Afryki lub Ameryki Południowej). Najważniejsze są trzy ostatnie zapewnienia:

1. Czy zakupiłeś towary za granicą, przekraczające wartość 6000 MVR (389,10 USD)?
2. Czy przywozimy próbki w celach komercyjnych i czy mamy ich dużą ilość w celach zarobkowych?
3. Czy wwozisz 20.000 USD lub więcej?

We wszystkich przypadkach zaznaczamy odpowiedź ‘NIE’. Dodatkowo na czerwono, wielkimi literami, przeczytamy ostrzeżenie, że na Malediwach obowiązują bardzo surowe kary dla przestępców narkotykowych. Na odwrocie jest wymienionych dwanaście rzeczy, których NIE MOŻEMY wwieźć na Malediwy. Z kilku najważniejszych są to: alkohol, rzeczy stojące w sprzeczności z Islamem (Biblia, łańcuszek z krzyżykiem, itp.), materiały pornograficzne, w tym czasopisma, środki odurzające, środki chemiczne, broń, wyroby z wieprzowiny i… PIES (tak, chodzi o zwierzę domowe). W Islamie pies jest nieczystym zwierzęciem tak, jak świnia w innych religiach, dlatego psów na Malediwach nie zobaczymy. Polacy oczywiście obeszli problem zakazu przywożenia alkoholu. Są tacy, co przelewają wódkę lub spirytus do półtoralitrowej butelki np. po Nałęczowiance i przewożą ją w bagażu głównym… Nie zachęcam do „lewizny”, ale takie rzeczy mają miejsce.

 
Formularz imigracyjny, który wypełniamy w samolocie na trasie Dubaj - Malediwy i dodatkowy formularz, który wypełnialiśmy na pokładzie samolotu w czasie panowania choroby COVID-19.
Zwróć uwagę, że COVID-owe formularze zostały wydane 20 lutego 2018 roku!...

 
Takie widoki mamy z samolotu podchodzącego do lądowania

PIENIĄDZE NA MALEDIWACH
Będąc bogatszy o wiedzę organizacyjną, jeszcze dopowiedzmy kilka słów o samych pieniądzach na Malediwach. Wyjeżdżając do tego kraju, musimy zadbać, abyśmy mieli nowe dolary amerykańskie (wydane w 2008 roku lub później). W kantorach dostajemy najcenniejsze z nich, czyli 100-dolarówki. Narodowy Bank Malediwki nie przyjmuje 100-dolarówek, które są pogięte, mają zagięte rogi, czy są popisane. Musimy zadbać o nie, żeby były jak najbardziej gładkie. Na inne nominały nie zwraca się w ogóle uwagi, ponieważ są w powszechnym, codziennym obiegu. Jednak bank przyjmuje tylko studolarówki. Miejscowi przyjmują wszystkie pieniądze. Nie bez powodu możemy spotkać się z pytaniem miejscowych, czy mamy 100 dolarów, żeby zamienić je na drobne. Na wyspie Thoddoo jest to nam na rękę, ponieważ wielokrotnie będziemy kupować „kokoski” lub inne owoce w cenie 1 dolara. Jeśli chcemy zamienić dolary na lokalną walutę (rupię malediwską) musimy pamiętać, że wystarczy nam maksymalnie 100 USD. Wszędzie można płacić dolarami amerykańskimi, dlatego lokalną walutę potraktujemy raczej jako ciekawostkę. Rupie przydadzą się jedynie w małych sklepach na wyspach, kiedy będziemy chcieli kupić np. lody Magnum (o nich będzie nieco dalej). Ciekawostką jest fakt, że rupii malediwskiej nie da się wymienić na dolary. Jest to waluta wymienialna tylko w jedną stronę! Z tego względu polecam sprzedaż tylko 100 USD. Zakupiona rupia przyda się jedynie na drobne zakupy na lokalnych wyspach. Za pamiątki zapłacimy w dolarach USD. Lokalna waluta jest bardzo kolorowa i zaprojektowana tak, żeby można było ją zamoczyć. W końcu wiele transakcji odbywa się na łodziach. Kurs rupii malediwskiej jest ustalony na sztywno i jest niezmienny. 100 USD = 1542 MVR. Dokładnie tyle powinieneś dostać w kantorze w stolicy za 100 USD. W sklepach i restauracjach na lokalnych wyspach wszyscy mają ustalony stały przelicznik na poziomie 100 USD = 1500 MVR. Jeśli chcesz zamienić więcej pieniędzy niż 100 dolarów, bo np. jesteście większą grupą, to właściciel jest nawet w stanie wynegocjować kurs 1600 MVR. My zamienialiśmy 800 dolarów, bo było nas 8 osób, dzięki czemu dostaliśmy po 1600 MVR. Podczas dwutygodniowego pobytu i tak nie wykorzystaliśmy całej sumy.

Malediwskie pieniądze

Stare dolary amerykańskie (po lewej) i nowe studolarówki (po prawej).
Najlepiej, jeśli posiadamy 100-dolarówki wydane po roku 2008 (nowe dolary amerykańskie). Rozpoznamy je po charakterystycznym, fioletowo-granatowym pasku, który zmienia kolory pod słońcem. Ważne jest, żeby nie były popisane, pozaginane na rogach, czy też zgięte od portfela. Bank Malediwów bardzo zwraca uwagę na jakość wizualną 100-dolarówek, dlatego reszta społeczeństwa rygorystycznie patrzy na te banknoty. Dolary można podzielić na trzy kategorie:
1. Nowe dolary - wizerunek prezydenta na wysokość całego banknotu, znany bardziej wśród osób zajmujących się walutami jako 'z dużą głową' i z granatowo-fioletowym paskiem-hologramem. Wydawane są od roku 2009.
2. Dotychczasowe dolary amerykańskie - wizerunki prezydentów 'z dużymi głowami' na wysokość całego banknotu, ale bez paska-hologramu. Wydawane były w latach 1996-2009. Aktualne są w Europie i Amerykach bez względu na nominał, oraz w Azji i Afryce za wyjątkiem 100-dolarówek poniżej roku 2006.
3. Stare dolary - wizerunki prezydentów 'z małymi głowami' na ciemnym, eliptycznym tle. Wydawane przed rokiem 1997. Azjatyckie i afrykańskie kraje turystyczne boją się banknotów sprzed roku 2006, ponieważ twierdzą, że były bardzo często fałszowane. Z tego względu, lecąc na Malediwy, do Kenii, Tajlandii, czy na Bali warto mieć banknoty wydane po roku 2006 (akceptują wszystkie od roku 2006 wzwyż). Dla bezpieczeństwa polecam zabierać banknoty wydane w roku 2009 i późniejszym, bo są po prostu w nowej wersji i za nie dostajemy największy kurs. Co ciekawe, inny nominał, mniejszy niż 100 wygląda jak 'stare' pieniądze, pomimo, że mamy na nich zaznaczony rok produkcji, np. 2013. Wygląd tych banknotów się nie zmienił, stąd nie musimy się o nie martwić. Inne nominały rożne od 100-ówki mogą być pogięte, pomarszczone i z widocznymi, mocnymi śladami użytkowania. Do nich nie przywiązuje się takiej uwagi. Ważne, żeby tylko były wydane od roku 2006 wzwyż. Dla przykładu podam, że w USA i w Europie wszystkie banknoty są jednakowo ważne, a te wydane przed wielu laty mają największą wartość. Za jednodolarówkę z 1900 roku, która jest ważna aż do dziś (!) można dostać nawet... 1 000 000 dolarów! Cały ten 'cyrk' z banknotami 100-dolarowymi jest więc wymyślony tylko i wyłącznie przez kraje turystyczne Afryki i Azji z obawy przed nabyciem fałszywek.

POGODA NA MALEDIWACH I TEMPERATURY
Pogoda i klimat to kolejny temat, któremu trzeba poświęcić trochę uwagi. W końcu zależy nam na oderwaniu się od ponurej i szarej, błotnistej zimy bez śniegu. Musi być słońce. To jest kryterium numer 1. Szczyt sezonu przypada na styczeń, luty i marzec. Wówczas będziemy mieli gwarantowaną pogodę. Zazwyczaj w dniach od 20. stycznia, do przełomu miesięcy styczeń/luty może zdarzyć się trzy-, czterodniowe załamanie pogody, polegające na bardzo dużym zachmurzeniu i chwilowych, ale intensywnych opadach deszczu. Na Malediwach okres styczeń – marzec jest nazywany „high season”, czyli szczyt sezonu. Właściciele obiektów noclegowych wiedzą, że w tym czasie przyjedzie najwięcej gości z Europy (podobna tendencja utrzymuje się w czasach koronawirusa, z tym że Rosjan jest najwięcej). Na wyspie Mathiveri, 100% turystów pochodziło z Europy (dominowały dwie narodowości: Włosi i Czesi), a na Thoddoo zdecydowaną większość stanowili Rosjanie. W miesiącach styczeń, luty, marzec, temperatury powietrza wynoszą 30-32’C i mamy zapewnione bezchmurne niebo lub jedynie białe włókna (cirrus fibratus, cirrus floccus). Dla ciekawości podaję nazwy chmur, ponieważ można skopiować sobie ich nazwy do wyszukiwarki i zobaczyć, jak one wyglądają. Tylko we wczesnych godzinach porannych i wieczorem pojawiają się dodatkowo chmury cumulus mediocris, stratocumulus castellanus lub cumulus humilis. Żadna z nich nie psuje pogody, ani nawet nie zapowiada jej pogorszenia o tej porze na Malediwach. Po godzinie 9.00 rano rozpadają się całkowicie, dzięki czemu cieszymy się pięknym, błękitnym niebem. Musimy nastawić się, że po 15 marca możemy trafić na większe zachmurzenie (nadal będzie słonecznie) oraz na dni z deszczową aurą. W kwietniu i maju przybywa wysokich chmur, ale nadal jest dość słonecznie. Zaczyna pojawiać się więcej chmur typu cirrostratus nebulosus i cirrostratus fibratus w połączeniu z cumulus congestus pileus. Pierwszy i drugi rodzaj cirrusów powoduje, że niebo staje się białe, ale nadal jest słonecznie. Wówczas, jedynie nie zrobimy efektownych zdjęć krajobrazowych, ale za to równomiernie oświetlone portrety. Chmury z rodzaju cumulus congestus pileus informują nas o dużej zawartości wilgoci w powietrzu, więc szybko może pojawić się krótkotrwały, ale intensywny opad. W kwietniu i maju niestety trafimy już na większą ilość deszczowych dni.

 
Malediwska burza

Czerwiec, lipiec i sierpień nie są atrakcyjnymi miesiącami, ponieważ niebo najczęściej pokrywają gęste chmury konwekcyjne, z których może obficie padać deszcz i co najważniejsze – długotrwale. Kiedy zapytasz miejscowych o deszcze w tych miesiącach, powiedzą ci, że niebo jest pochmurne, ale nie deszczowe. Jednak pomimo, że jestem mieszczuchem, to na pogodzie się znam i śmiało mogę powiedzieć o sobie ekspert. Dlaczego? Ponieważ od ponad 20 lat każdego dnia badam tematy związane z pogodą i prognozuję pogodę tylko na podstawie widocznych chmur na niebie. Kiedy kapitan statku mówił mi jaka będzie pogoda (zawsze posiłkował się radarem pogodowym) i zapraszał na wycieczkę, ja odmawiałem, bo chmury mówiły co innego. Wiedziałem, że będzie deszcz, nawet po godzinie 17.00. W kwestiach pogody wygrałem z kapitanem 3:0. Jestem przewrażliwiony na punkcie złej pogody podczas mojego urlopu, dlatego zawsze wyczuwam na podstawie analizy, kiedy będzie szarówka. Wiedzę o chmurach i pogodzie wykorzystuję na moich wyprawach wysokogórskich, dzięki czemu mam już na swoim koncie cztery wyprawy, gdzie komercyjni przewodnicy podejmowali złe decyzje, a tylko moja grupa weszła na szczyt. W omawianych miesiącach oczywiście słoneczne dni również występują, ale jest ich znacznie mniej (dosłownie kilka). Od września sytuacja zaczyna się znowu poprawiać i pojawia się coraz więcej słońca zza białych chmur i wysokich, konwekcyjnych cumulus congestus pileus. Od końca września do początku grudnia ponownie mamy możliwości spędzenia urlopu na Malediwach, ponieważ słonecznych dni znacznie przybywa, przeplatanych krótszymi okresami deszczowymi. Jeśli ktoś chce zaoszczędzić dodatkowe pieniądze, może wybrać się w tym czasie, ponieważ słońca będzie naprawdę dużo, ale z częściowo zachmurzonym niebem. W grudniu mamy bardzo dużo słońca, ale nadal zdarzają się krótkie, pochmurne okresy. Z tego względu przyjąłem, że najbezpieczniej jest pojechać w okresie 15 stycznia – 15 marca. Wtedy mamy zapewnioną idealną pogodę. W najgorszym okresie pogodowym temperatury i tak są bardzo przyjemne, ponieważ wynoszą aż 27’C. W pełni sezonu mamy maksymalnie 32’C. Jako, że Malediwy są krajem równikowym, przez cały rok panuje lato ze stałymi, prawie jednakowymi temperaturami. W sezonie, każdej nocy utrzymuje się stała ciepłota – 27-28’C. Przez cały okres wakacji odczuwamy komfort pogodowy, dlatego walizki na Malediwy nie są wypełnione spodniami i kurtkami. Musimy pamiętać, że na urlop na Malediwach zabieramy tylko i wyłącznie krótkie ubrania na upalne lato. W czasie deszczowej pogody nadal panują wysokie temperatury (od 27’C do 30’C). Jeśli nie lubimy być owiewani w trakcie rejsu łodzią motorową, możemy zabrać ze sobą jakiś cienki polar, żeby narzucić na siebie. Temperatura w sezonie nie spada poniżej 27’C w środku nocy. Na terenie całego kraju panuje typowy klimat równikowy, co oznacza pełne lato przez cały rok z obfitymi opadami deszczu w porze mokrej, przypadającej na miesiące: lipiec i sierpień. Pomimo, że miejscowi są ciemnoskórzy (ciemnobrązowi), to dla nich w ciągu dnia jest za ciepło. Pocą się tak, samo, jak my. Za każdym razem mnie to dziwi, ponieważ bardzo dobrze czuję się w upałach i bardzo silnych mrozach. Jedyne, co może być uciążliwe dla nieświadomych turystów, to fakt, że codziennie powietrze ma wysoką wilgotność, przez co ciepło odczuwamy ze zwiększoną siłą. Mamy wrażenie, że powietrze jest bardzo gęste. Jeśli byłeś kilka razy na podobnych wakacjach, duża wilgotność nie będzie dla ciebie problemem. Jeśli jesteś po raz pierwszy na Malediwach, możesz poczuć się jak ospała żaba w chłodne dni. Będziesz ociężały i jakby zmęczony. Trzeba się przyzwyczaić do tego powietrza i wilgoci.

DŁUGOŚCI DNI I NOCY
A co z długością dni i nocy? Malediwy w większości położone są tuż nad równikiem, dlatego przez cały rok spodziewamy się dni i nocy o prawie jednakowej długości. Stolica Male jest położona na 4° szerokości geograficznej północnej i na 73° południku wschodniej długości geograficznej. Takie położenie nam mówi, że w trakcie pełnego sezonu, dzień trwa ponad 11h 30min, a noc nieco ponad 12h 15min. Różnice są niewielkie. Jeśli chcemy sobie bardziej uzmysłowić, jak to wygląda w praktyce, najlepszym porównaniem niech będą dni spędzane w Polsce w okresie 5-10 marca. To znaczy, że w Polsce słońce zachodzi około 17.47, a na Malediwach po 18.19. Jako, że Malediwy leżą w okolicach równika, słońce góruje prawie nad naszymi głowami w południe i zachodzi dosłownie w kilka minut (dlatego jeśli dodasz podany przeze mnie czas dnia i nocy, otrzymasz wynik 23h 45min, a nie 24h). Niebo ciemnieje w kilkanaście minut. W Polsce proces zapadania zmroku trwa do 45 min, a to ze względu na duży kąt nachylenia pozornej drogi słońca na niebie, który wynosi 50° dla południa Polski (okolice Pszczyny), i prawie 55° dla północnej części naszego kraju (okolice Jastrzębiej Góry, Rozewia). Słońce wschodzi około 6.50 rano. Nie bez powodu śniadania są przygotowywane dopiero na godzinę 8.00 lub 8.30.

W szczycie sezonu zachody słońca mamy o godzinie 18.19

Po godzinie 18.30 szybko nastaje zmrok

DOJAZD NA WYBRANĄ WYSPĘ I OBSŁUGA W GUEST HOUSE
Pewnie zastanawiałeś się, jak wygląda obsługa w guest housie i jakie panują w nich warunki, zwyczaje. Również i o tym co nieco opowiem. Speed boat płynie z prędkością około 60-70 km/h w zależności od typu łodzi. Zazwyczaj mamy do przepłynięcia 70-100 km lub więcej. W trakcie długiej drogi przez wody otwartego oceanu, niejednokrotnie możemy zobaczyć wyskakujące z wody, szybko obracające się delfiny, oraz latające ryby. Marynarze mawiają, że jeśli widzisz latające ryby, to wiedz, że jesteś na końcu świata. A co dzieje się z naszymi bagażami? Załoga łodzi pakuje je do przedziału pod pokładem. Nawet ich nie widzimy. Kiedy dopłyniemy na wyspę, w porcie czeka na nas gospodarz, jego syn lub prowadzący wybrany guest house. Najczęściej syn gospodarza zajmuje się odbiorem walizek i załadowaniem ich na wózek lub specjalny pojazd (u nas znany jako Melex, a na Malediwach jako Buggy), którym zawiezie je do pensjonatu. My tymczasem podjedziemy elektrycznym samochodem, podobnym do tego, który możemy zobaczyć na polach golfowych. Na innych wyspach może się zdarzyć, że będziemy musieli podejść z portu do obiektu. Oczywiście idziemy z właścicielem. Jako, że wyspy nie są duże, wędrówka zazwyczaj trwa 2-4 minuty. Wszystko zależy na jaką wyspę przyjeżdżamy. Jeśli Fehendhoo, to z portu do obiektu mamy dwie minuty drogi pieszej. Jeśli Mathiveri, Thoddoo lub inne, to podjedziemy elektrycznym Buggy. Na miejscu od razu rzucają się w oczy turkusowe laguny, piękne, piaszczyste plaże i palmy kokosowe. Odtąd poczujesz, że jesteś w raju. Dodatkowo będziemy słyszeć egzotyczne ptaki i być może duże nietoperze (do 1 metra!), które aktywne są w ciągu całego dnia. Bagaże odbiera syn gospodarza, więc my nie musimy ciągnąć lub nieść ich ze sobą. Będąc na miejscu, właściciel musi oficjalnie nas przywitać, dlatego każe nam rozsiąść się przy stolikach na zewnątrz, gdzie otrzymamy świeży, ścięty kokos ze słomką. Pijemy prawdziwy sok kokosowy. Za chwilę poda nam bardzo dobry, kontynentalny obiad, czyli coś znanego w większej części świata. Mogą to być, np. makarony w sosie, kurczak, ryż polany sosem i warzywne sałatki. Na lokalne jedzenie przyjdzie czas od dnia następnego. Po zjedzonym obiedzie gospodarz zapyta, czy był dobry, jak również zaproponuje ci oprowadzenie po wyspie, żebyś miał pojęcie, gdzie co się znajduje. Wędrówka trwa 10-15 min, dlatego pomimo zmęczenia po długiej, 26-godzinnej podróży, warto się przejść, by poznać najpiękniejsze i najciekawsze miejsca. Jeśli jesteś pierwszy raz na Malediwach, to piękne krajobrazy spowodują, że odechce ci się spać. Thoddoo był moim trzecim urlopem na Malediwach, a mimo wszystko, tak bardzo zachwyciłem się tym, co zobaczyłem po raz pierwszy na wyspie, że nie spałem do kolacji. Wolałem poczekać do nocy. W zależności, od pory, o której przyjedziemy na wyspę i czy pójdziemy/nie pójdziemy spać zaraz po obchodzie, jeszcze mamy czas dla siebie w dniu przyjazdu. Warto zrobić rekonesans po okolicy, żeby wiedzieć, gdzie pójść jutro.

 
"Kokosek" na przywitanie

Jako, że pokonujemy różnicę czterech stref czasowych, na początku będziemy szybko się budzili (około godziny 4.00 nad ranem). Z każdym dniem nasz organizm będzie wyrównywać tę różnicę o około 30 min. Po 5 dniach przestawimy się całkowicie na malediwską strefę czasową. Dla ciekawostki powiem, że droga powrotna jest zawsze bardziej odczuwalna, ponieważ zmęczenie wynikające z szybkich zmian stref czasowych, nazywane „jet lug’iem [dżet lagiem]”, poprzestawia w nas znacznie więcej i z dłużej trwającym efektem. Wówczas „piach” w oczach będzie pojawiać się po godzinie 17.30, a budzić będziemy się przed 4.00 rano. Potrzeba około tygodnia czasu na wyrównanie wszelkich różnic. Wieczorem gospodarz poinformuje nas o godzinach podawania śniadań, obiadów i kolacji. Zazwyczaj będzie to 8.00, 13.00 i 19.00. W naszym guest housie o nazwie „Veli Beach Inn” na Mathiveri, były to godziny: 8.30, 13.00 i 19.00. Jedynie w piątki obiady podawano nam o 13.30, ze względu na piątkowe modlitwy w meczecie. Na Thoddoo, w Karaa Village, śniadania podawano w godzinach 7.00-9.00, obiad 14.00-16.00, a kolację 19.00-21.00. Jedząc pierwszy posiłek na Malediwach, poczujesz zupełnie inne smaki, ponieważ do potraw, nawet tych powszechnie znanych, miejscowi używają nieznanych w Polsce przypraw… Są zupełnie nieosiągalne w naszych sklepach, dlatego zwykły makaron, czy ryż smakuje inaczej. Używają nawet ciekawych, drobnych listków, które wyglądają jak sałatka, ale gdy je nakładamy, wydają głośny, szeleszczący dźwięk, jakbyś sypał płatki śniadaniowe. Na Malediwach byłem trzy razy, w trzech różnych guest house’ach, ale w każdym jedzenie oceniłem wysoko. Wszystko jest świeże, miękkie, dobrze ugotowane. A ryby to już w ogóle górna półka, ponieważ pochodzą z tutejszych wód i są łowione na bieżąco. Nikt nie robi zapasów. Grillowana ryba podana wieczorem ma niepowtarzalny smak. Gospodarz dba o każdy szczegół, dlatego po obiedzie i kolacji obowiązkowo musi być deser. Mogą to być egzotyczne owoce, czekoladowe ciasta, czy budyń z owocami przyrządzony według miejscowego przepisu. Każdy właściciel ma swoje niespodzianki.

Szybka zmiana stref czasowych rozreguluje nasz organizm na kilka dni (zdjęcie wykonałem na lotnisku w Male)

Przykładowy obiad

Po kolacji możesz omówić kwestie wycieczek z gospodarzem. Najbardziej popularne są: snurkowanie na rafach głębinowych i płytkich, poszukiwanie mant i snurkowanie w celu obserwacji ich pod wodą z bliska, piknik na sand banku, poszukiwanie delfinów, fishing, czyli łowienie ryb po godzinie 17.00. Również można wymyślić coś na własną rękę. Ja zawsze do standardowego planu dorzucam odwiedzenie resortu (hotel z domami na palach) i zwiedzanie innej, lokalnej wyspy. Dodatkowo, jeśli jest dostępny kajak, a w każdym przypadku był, obowiązkowo płynę nim do lokalnego sand banku, czy też okrążam wyspę, żeby zobaczyć ją z innej perspektywy – w tym przypadku z poziomu wody. Kiedy będziemy mieli kilka pomysłów, gospodarz wyciągnie kalendarz i rozpisze plan twoich wycieczek, oraz godziny i ich ceny. Najdroższą wycieczką będzie wypłynięcie w celu poszukiwania rekinów wielorybich. Rejs może trwać nawet aż do zakończenia dnia, dlatego cena jest wygórowana. Za możliwość zobaczenia rekina wielorybiego w jego naturalnym środowisku zapłacimy 150-200 USD za osobę. Trzeba pamiętać, że miejscowi pływają tak długo, aż znajdą dla nas rekina. Nie odpuszczają, z powodu „braku czasu”. Wycieczka musi być udana. Mało kto decyduje się na wodne safari ze względu na duże koszty. Dodatkowym wymaganiem są minimum cztery osoby. Wszystkie inne wyjazdy mogą być realizowane we dwoje. Z doświadczenia mogę tylko tyle powiedzieć, że każda atrakcja zawsze się udawała i z zawsze byłem z niej bardzo zadowolony.

Każda wycieczka musi się udać - gospodarze przykładają wiele starań, żeby wszystko było na jak najwyższym poziomie

JAK SPĘDZAĆ CZAS NA MALEDIWACH?
W końcu czujemy klimat egzotycznych wakacji, dlatego warto zadać sobie pytanie: co będziemy robić w trakcie całego naszego, wymarzonego urlopu? Chcielibyśmy przeżyć niezapomniane wakacje, o których będziemy dużo opowiadać, dlatego zaproponuję i omówię kilka ciekawych opcji. Nigdy nie dajmy się wprowadzić w błąd, że Malediwy to tylko nudne leżenie na plaży. Musisz zapamiętać, że Malediwy, to aktywny wypoczynek! Tylko musisz trochę się zorientować, co można robić na wyspie.

1. LOKALNA WYSPA
Już sam fakt, że wybrałeś lokalną wyspę, powoduje, że masz ciekawe możliwości. Przejdź całą wyspę wzdłuż linii brzegowej, na tyle, na ile to jest możliwe. Powinieneś znaleźć dwie lub trzy rajskie plaże z palmami kokosowymi. Odpoczynek na każdej z nich jest czymś wyjątkowym, ponieważ podziwiamy przepiękne krajobrazy dookoła i przede wszystkim turkusowe laguny. Przechodząc przez wioskę, zobaczysz życie miejscowej ludności. Są rzeczy, które od razu rzucają się w oczy, a inne będzie trzeba „wyłowić” z otoczenia. W godzinach wczesnego poranka kobiety wychodzą na ulice i zamiatają liście  miotłami zrobionymi z gałęzi lub uschniętych roślin. Sprzątają również ścieżki prowadzące na plaże przez tropikalne lasy. Mężczyźni w tym czasie sprzątają plaże dla turystów oraz teren dookoła domu. Przywożą także rzeczy potrzebne na dzisiejszy dzień. Transportują je na skuterach lub małych motocyklach. Po 9.00 rano kobiety spotykają się i przygotowują składniki na obiad. Przy tym prowadzą rozmowy. Po południu starsze kobiety zasiadają przed swoim domem i zaplatają maty z liści palowych. Warto przypatrzyć się ich pracy, ponieważ robią to bardzo dokładnie i precyzyjnie. Kiedy zobaczysz gdzieś matę zdobiącą stoliki z jedzeniem lub część publiczną na wsi, to wiedz, że one ją przygotowały. Matki z dziećmi wychodzą na publiczne plaże wieczorami, podziwiają widoki, prowadzą rozmowy, lub łuskają miejscowe orzechy i inne rośliny, które następnego dnia możemy zobaczyć w lokalnych sklepach. Jako, że przebywamy w kraju muzułmańskim, pięć razy dziennie usłyszymy śpiewane modlitwy, które nadawane są na całą wyspę poprzez trzy lub cztery megafony skierowane na wszystkie strony świata. Śpiew duchownych słyszany na wyspie jest nieodłącznym elementem naszego pobytu. Pomimo częstych modlitw, nie czujemy się zmęczeni, ale raczej z ciekawością ich wysłuchujemy. Modlitwy usłyszymy w okolicach godzin: Fajr 5.07, Dhuhr 12.19, Asr 15.43, Maghrib 18.19, Isha 19.28 (czasy mogą się różnić o kilka minut, w zależności od wyspy, którą wybierzemy).

   
Życie na lokalnej wyspie

 
 
 
Życie na lokalnej wyspie


Bardzo częsty widok na wyspach

Przebywając na lokalnej wyspie, szybko zauważysz, że piłka nożna dla mieszkańców jest jak religia. Od najmłodszych lat grają w nią prawie wszyscy. Wystarczy rano popatrzeć na boisko, ile dzieci ze szkoły podstawowej się na nim pojawia. Są nawet organizowane turnieje sportowe. Kiedy uczniowie do południa zakończą swoją grę, następuje krótka przerwa, po czym nieco starsze roczniki rozpoczynają mecze i treningi. Nawet po zachodzie słońca na boisku nie milknie wrzawa. Zapalają się wielkie lampy stadionowe i… dalej można grać w piłkę! Wtedy zbiega się kilku dorosłych mężczyzn. Polewają oni wodą całą powierzchnię boiska pokrytego sztuczną murawą (tartan) z namalowanymi liniami i dopiero potem zaczynają grać do około godziny 22.00. Dodatkowo, co roku rozgrywane są turnieje pomiędzy drużynami z lokalnych wysp. Jak najwięcej osób chce spróbować swoich sił. Kobiety wieczorami leżą na charakterystycznych leżakach z siatki rozpiętej na prostej, metalowej konstrukcji. Często przeglądają coś w telefonie, ale również dużo rozmawiają. Najbardziej lubię widok, gdy kilka rodzin umawia się, żeby pędzić wspólnie czas przy grillu, tuż za skrzyżowaniem uliczek przy domu którejś z nich. Mówiąc „uliczki” mam na myśli szerokie, wydeptane ścieżki. Na wyspach nie ma nawierzchni asfaltowych, ani samochodów. Głównym środkiem komunikacji dla miejscowych jest rower, skuter lub motocykl o małej pojemności silnika. Większy pojazd nikomu nie będzie potrzebny. Najdalszy sklep będzie znajdować się, co najwyżej, o kilka minut drogi pieszej od naszego guest house. Warto więc poznać wszystkie skróty we wiosce, ponieważ z przyzwyczajenia możemy niepotrzebnie okrążać zabudowę. Najwięcej miejscowych zobaczymy wieczorem, po zachodzie słońca. Przechadzają się głównymi ulicami we wiosce, w okolicach sklepów oraz przesiadują na publicznych plażach, na prostych leżakach. Jako, że na Malediwach nie kupimy alkoholu, nie zobaczymy obrazka jak w Polsce, gdzie miejscowi piją piwo za sklepem i wracają nietrzeźwi do domów. Tego na Malediwach na pewno nie doświadczymy. Raczej mieszkańcy gromadzą się w kilku punktach w pobliżu centrum wioski lub przy większych skrzyżowaniach i prowadzą rozmowy. My również postanowiliśmy pójść w ich ślady. Najciekawszy jest widok wieczornej modlitwy. Wioska nagle zamiera, a mężczyźni w pośpiechu podjeżdżają małymi motorkami pod meczet i wręcz wbiegają na jego teren. Na ten czas lokalne sklepy są zamknięte. Właśnie z tego powodu warto zapamiętać sobie przybliżone godziny modlitw w meczecie.

Boisko piłkarskie nawet w nocy jest intensywnie użytkowane

LODY MAGNUM, HERBATA I SKLEP SPOŻYWCZY
Wieczorami, po godzinie 21.00 można wyruszyć na spacer dookoła wyspy lub wstąpić do lokalnego sklepu, gdzie obowiązkowo kupimy lody Magnum. Tak, jak w Polsce, możemy zobaczyć liczne szyldy różnych piw przy barach, tak tam, przy sklepach zobaczymy podobne szyldy, reklamujące lody Magnum. Tak naprawdę na wielu wyspach tylko ten rodzaj lodów możemy kupić. W większych sklepach znajdziemy może dodatkowo dwie lub trzy inne marki. Na Malediwach przyjęły się „Magnumy” we wszelkich odmianach i to one są głównie kupowane przez miejscowych. Jako, że wieczorami temperatura wynosi zazwyczaj 28-29’C, każda pora jest idealna na chłodzący smakołyk. Na przykład, na wyspie Fehendhoo „Magnumy” kosztowały 30 MVR, a na Mathiveri 34 MVR. Posiadając 1542 MVR (100 USD) na cały nasz pobyt, mamy zapewnione orzeźwienie na każdy dzień. Jeszcze dużo pozostanie nam z wspomnianej kwoty. Teraz już wiesz, po co przydaje się lokalna waluta. Na drobne zakupy. Możesz zapomnieć szczoteczki do zębów, żelu pod prysznic, maszynki do golenia, itp. rzeczy. W lokalnych sklepach znajdziesz produkty światowych marek, więc nie ma powodu do obaw. Zawsze możesz coś dokupić. Dla przykładu podam, że żel pod prysznic Dove, o zapachu lawendowym, kosztował 54 MVR za 500 ml. Herbata najwyższej jakości (eksportowa ze Sri Lanki, która znacznie przewyższa firmę Lipton) kosztowała 40 MVR za 100 torebek. W polskich marketach nie znajdziemy nic porównywalnego. Przede wszystkim smak jest prawdziwy, intensywny i naturalny. Wchodząc do sklepu, zdejmujemy buty i zostawiamy je na zewnątrz. Wewnątrz chodzimy na boso. Ja nie miałem z tym problemu, ponieważ spacerując po wiosce, nie zakładałem butów. Zarówno lokalne ścieżki prowadzące na plaże, jak i ulice we wiosce, to tak naprawdę ubity, bardzo drobny, miękki piasek. Nigdzie nie wystają korzenie. Jedynie w niewielkich lasach tropikalnych. Na większych wyspach warto założyć klapki lub buty do wody, ponieważ drogowe dziury są zasypywane gruzem i ziemią.

MAŁE CIEKAWOSTKI
W trakcie jednego z wieczorów mieliśmy okazję przejść się obok meczetu, gdzie akurat trwały modlitwy. Ci którzy nie zdążyli, szybko podjeżdżali skuterem, w pośpiechu zostawiali go przy murze i wbiegali do środka, oddając pokłony na podłodze. Na jednej z wysp (Bodufolhudhoo), na budynku meczetu widzieliśmy nawet rysunek instruktażowy, jak trzeba oddawać pokłony, ze strzałkami wskazującymi, w jaki sposób należy składać ręce i się pochylać. Na Thoddoo meczet przypomina ten w stolicy i jest naprawdę bardzo piękny pod względem architektury. Spacerując po wiosce, zobaczysz, że ulice są oświetlone małymi latarniami zasilanymi energią elektryczną. Zdziwiłem się, że oświetlają prawie każdą uliczkę. Na wyspie Thoddoo, dodatkowo przy wejściu na plażę miejscowi sprzedają egzotyczne owoce, które rosną na ich wyspie. Codziennie minimum raz kupowałem u nich jakiś owoc lub kokos z wodą do wypicia. Będąc na miejscu, warto próbować takich rzeczy, bo dzięki temu zobaczysz, jak wielka jest różnica pomiędzy bananem, ananasem, papają, czy marakują kupioną w Polsce, a tą na Malediwach… Na Thoddoo zdziwiły mnie również wielkie nietoperze, które latały w koronach palm przez cały dzień, a na Mathiveri i Fehendhoo tylko po godzinie 15.30.

 
Sklep z owocami przy plaży

DROGA MLECZNA I REKINY
Kolejną atrakcją wieczoru, a raczej już nocy, jest wyjście na jedną z pięknych, rajskich plaż. Po godzinie 22.00 spójrz na rozgwieżdżone niebo. Przejrzystość powietrza jest tak dobra, że powinieneś zobaczyć tysiące gwiazd w dużych skupiskach, które przypominają chmury. Owe skupiska łączą się w dwa, białe równoległe pasy, a pomiędzy nimi widać ciemną przestrzeń. Wszystko, na co patrzysz, to blisko połowa naszej Galaktyki! Widzimy ją jako dwie równoległe, szerokie linie gwiazd, przedzielone ciemnymi mgławicami. Podobnej rzeczy nigdy nie zobaczysz w mieście. Kiedy przyjeżdżam z Malediwów, zawsze mam w pamięci ten niezwykły widok nocnego nieba. Kolejną atrakcją po godzinie 22.00 jest spacer po plaży wzdłuż linii brzegowej. O tej porze młode rekiny wielorybie przypływają w kierunku brzegu, jak najbliżej się da. Poszukują planktonu i w tym celu przefiltrowują wodę w płytkich lagunach. Dla człowieka ten gatunek rekina nie jest żadnym zagrożeniem, ponieważ nie posiada on zębów, a jedynie filtruje wodę i odpływa, gdy wejdziemy do wody. Obserwacja rekina może potrwać trochę dłużej, ponieważ pływa on powoli, przeczesując płytkie laguny. Największe było moje zdziwienie, kiedy myślałem, że na dnie zebrały się porosty wyrzucone przez ocean, a jednak, tylko dwa metry od brzegu powoli płynął rekin… Jeszcze większą atrakcją będzie… plankton świecący na niebiesko! Wystarczy usiąść na piasku i poczekać. Po chwili fale wlewające się na plażę rozświetlą krótkie, intensywne błyski, podobne do świateł czerwcowych świetlików w Polsce. Widok należy do jednych z najbardziej niesamowitych na Malediwach! Nie na każdej wyspie możemy zaobserwować to wyjątkowe zjawisko, dlatego, kiedy przyjedziesz do wybranego obiektu, obowiązkowo wyjdź późnym wieczorem na plażę, żeby przekonać się na własne oczy, jak jest. Na wyspie Thoddoo mieliśmy ciekawą sytuację, ponieważ oprócz planktonu, po nocnej plaży biegają setki krabów. Kiedy fala zaleje kraba i jednocześnie na jego pancerzu pozostanie plankton, zobaczysz uciekającego, podświetlonego na niebiesko kraba! Widok jest niesamowity! Stojąc na krawędzi wdzierających się fal na plażę, szybko zobaczysz, że plankton przykleja się do podeszwy butów, dzięki czemu stawiając kolejne kroki, będziesz miał przez chwilę podświetlane podeszwy na niebiesko jak na imprezę techno. Kiedy weźmiesz plankton do ręki, to również będzie świecił na niebiesko. Dopiero w świetle latarki możesz zobaczyć, że jest to jednomilimetrowa, przezroczysta kulka.

Fragment Drogi Mlecznej widocznej z plaży

Jako, że Malediwy są umiejscowione na Oceanie Indyjskim, lub jak kto woli, otacza je częściowo Morze Lakkadiwskie, to niebo nie jest rozświetlone miejskimi latarniami. Dzięki temu możemy obserwować niezwykłe roje gwiazd, których w naszym miejscu zamieszkania nie jesteśmy w stanie zaobserwować. Wystarczy, że pójdziemy na plażę tam, gdzie nie docierają światła z wioski, żeby móc podziwiać coś niezwykłego. Najlepiej, gdy księżyc będzie w nowiu, albo przynajmniej gdzieś trochę ponad linią horyzontu. Wówczas nie ”zagłuszy” swoim światłem gwiazd. Patrząc w niebo, dostrzeżemy bardzo wyraźne dwa skupiska gwiazd, tworzących dwie równoległe linie, a pomiędzy nimi będzie ciemna przestrzeń. Skupiska ciągną się przez połowę nieba, a kończą na horyzoncie. Nie wszyscy jednak wiedzą, na co patrzą. To połowa Drogi Mlecznej, czyli naszej Galaktyki! Jako, że planeta Ziemia jest umiejscowiona na jej obrzeżach, to mamy w nią wgląd, w stronę jej środka. Patrzymy na nią dosłownie z boku. Widzimy jej połowę, ale bez punktu centralnego. Skupiska gwiazd są tak gęste, że wyglądają jak chmury! Ciemny pas pomiędzy dwiema, białymi, równoległymi liniami to mgławice. Kiedy jeszcze bardziej uświadomisz sobie jak duże jest to, na co patrzysz, zrozumiesz, jacy naprawdę jesteśmy mali i nic nieznaczący. Od końca skupisk gwiazd, tworzących równoległe linie, do horyzontu (ponieważ tutaj kończy się widok), mamy dystans około 40.000 lat świetlnych. Jeden rok świetlny to 9.460.700.000.000 km (blisko 9,5 biliona kilometrów). 40.000 lat świetlnych to 378.428.000.000.000.000 (blisko 378,5 biliarda kilometrów). Może trudno ci wyobrazić sobie takie liczby, a co dopiero odległość… Aby łatwiej zrozumieć, o czym mówię, wyobraź sobie, że światło „pędzi” z prędkością około 300.000 km/s [kilometrów na sekundę], czyli 1.080.000.000 km/h [kilometrów na godzinę]. Pomimo tak ogromnej prędkości potrzebne jest aż 40.000 lat, żeby pokonać ten dystans! Patrząc na dwie linie gwiazd, które na niebie przecież nie są takie wielkie, w rzeczywistości dla większości z nas mają niewyobrażalną długość.

Jeśli myślisz, że przytoczone liczby i odległości są ogromne, to muszę ci powiedzieć, że będą niczym, w porównaniu z tym, co jeszcze obserwujemy z poziomu plaży. Poza rojami gwiazd, niektóre widoczne punkty, to całe galaktyki, skupiska, a nawet ich wielkie gromady. Skoro Droga Mleczna ma około 100.000 lat świetlnych średnicy, to wyobraź sobie, jakie odstępy muszą być pomiędzy nimi… Idąc dalej tym tokiem rozumowania, pomyśl, jakie odległości dzielą całe ich gromady! Nie bez powodu, w jednej z komercyjnych ofert wyjazdu na Malediwy na lokalną wyspę Fehendhoo, jest napisane: „na wyspie wyciszysz się i będziesz mógł rozmyślać nad sensem życia…”. Trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem, kiedy spojrzysz na tak ogromną przestrzeń, której widzimy i tak niewielki kawałek. Najdalszy obiekt, jaki udało się dotychczas zaobserwować astronomom, to galaktyka GN-z11 odległa o 13,4 miliarda lat świetlnych od nas. My oczywiście jej nie zobaczymy z poziomu plaży, ponieważ potrzebne by było bardzo duże obserwatorium astronomiczne. To pokazuje, że pomimo wielkich liczb, które omówiliśmy powyżej, tak naprawdę znaczą one niewiele w porównaniu z ogromem całego wszechświata. Gdyby przeliczyć odległość galaktyki GN-z11 na kilometry, otrzymalibyśmy wynik: 1.267.733.800.000.000.000.000.000 km, czyli blisko 1,268 kwintyliona kilometrów. Zawsze kiedy obserwuję tak niesamowicie piękne niebo, myślę o niemożliwych do przebycia dla nas odległościach i ile tak naprawdę znaczymy w obliczu całego Wszechświata…

 
 

Fragment Drogi Mlecznej widziany z plaży. Na trzecim zdjęciu, w lewym górnym rogu widać inną galaktykę (zaznaczona w żółtym okręgu). Ten mały punkt w rzeczywistości ma przynajmniej 100.000 lat świetlnych długości, czyli 946.070.000.000.000.000 km (946,07 biliarda kilometrów). Pomyśl, jak wielka jest przestrzeń, na którą patrzysz...

KRABY, NIETOPERZE, ORIENTALNE JASZCZURKI OGRODOWE I GEKONY
Rajskie plaże na Malediwach słyną jeszcze z dwóch rzeczy: z krabów i… nietoperzy. Jeśli widzisz nory w piasku, podobne do tych, które u nas ryją krety, to wiedz, że w każdej z nich mieszka jeden zielony lub biały krab. W ciągu dnia kopią niewielkie norki, usypując przy tym kopczyki, a później chowają się przed palącym słońcem. Po zmroku masowo wychodzą na zewnątrz i spacerują wzdłuż linii brzegowej, tuż przy wodzie. Na jednej z publicznych plaż widzieliśmy kilkaset krabów. Wystarczyło postawić jeden krok, a cała chmara rozpierzchła się w obu kierunkach. Kraby, które spotykamy na lokalnych wyspach nie stanowią dla nas żadnego zagrożenia. Przede wszystkim są szybkie i panicznie boją się ludzi. Wystarczy postawić krok, a w desperacji uciekają do swoich norek lub do wody. Nawet, gdy usiądziemy na piasku, nie podejdą do nas. Pomimo ich strachu przed nami, można niektórym przyjrzeć się z bliska. W tym celu zabieram latarkę i świecę wzdłuż plaży. Niektóre z nich wpatrują się w źródło światła i zastygają nieruchomo. Można przykucnąć i poprzyglądać się im z bliska. Najbardziej zaskakujące są „składane” oczy, osadzone na pręcikach, które chowają się do niewielkich dołków w korpusie. Kiedy nie widzą żadnej możliwości ucieczki, w ułamku sekundy potrafią wkopać się w piasek, tak że wystają im tylko fragmenty czterech odnóży i mała część korpusu ze złożonymi oczami. Kiedy pozostaniemy w bezruchu, krab po dłuższym czasie postawi oczy pionowo, rozejrzy się ponownie, oceni sytuację, po czym znowu je złoży do dołków. Dalej będzie udawać, że go nie ma. 

Ewenementem na skalę światową są z pewnością nietoperze, z którymi spotkamy się na każdej wyspie. Nazywa się rudawka wielka. Jego potoczna nazwa to nietoperz owocowy lub latający pies (jego głowa rzeczywiście przypomina głowę psa). Długość ciała wynosi około 32 cm, a rozpiętość skrzydeł dochodzi nawet do 1,5 metra! Widok wielkiego nietoperza na dziennym niebie robi wielkie wrażenie! Pomimo swoich rozmiarów jest w ogóle niegroźny dla ludzi, ponieważ interesuje się tylko owocami. Nie posiada zmysłu echolokacji, ale ma dobry wzrok i słuch. Dlatego druga część dnia i wieczór jest jego najlepszą porą na żerowanie. Kiedy przyjrzymy mu się z bliska, zobaczymy, że szyja i głowa jest zarośnięta rudą sierścią. W przypadku niespodziewanego natknięcia się na nietoperza wieczorem, nic nam nie grozi, ponieważ puści gałąź na której wisi i poleci trochę wyżej.

 
Kraby nocą

 
 
 
 
Wielkie nietoperze na Malediwach, latające w ciągu dnia

Niezależnie, na której wyspie będziesz, wieczorową porą, na każdym budynku zobaczysz gekony. Są to małe jaszczurki, o wielkich możliwościach. Mają łapki, dzięki którym mogą poruszać się po wszystkich powierzchniach, we wszystkich kierunkach. Mogą nawet spacerować po szklanym suficie. Nie posiadają zębów, a jedynie długi i lepki język, którym chwytają owady. Gekony upodobały sobie zewnętrzne, najlepiej podświetlone ściany i mury, ponieważ tam najwięcej gromadzi się drobnych owadów. Naturalnie oczyszczają teren z małych insektów. Dla człowieka gekony nie stanowią nawet najmniejszego zagrożenia, ponieważ nie posiadają zębów, jadu, ostrych pazurków, trucizny, itp. Kiedy się im przyjrzysz z bliska, zobaczysz jak ciekawie się poruszają, wyginając tułów, raz w lewo, a raz w prawo, stawiając kroki naprzemiennie (górna lewa łapka stawia jednocześnie krok z tylną, prawą). Gekony co kilkanaście minut wydają ciekawy pisk, podobny do śpiewu ptaka w postaci sześciu lub siedmiu krótkich dźwięków. Kiedy na ścianie spotka się ich kilka, to będą się bić o miejsce przy lampie. W końcu tam można się najszybciej najeść…


Gekon na zewnętrznej ścianie przy lampie

Orientalne jaszczurki ogrodowe, to kolejne jaszczurki, które obowiązkowo spotkamy na lokalnych wyspach. Upodobały sobie zarośla i gęste krzaki. Znajdziemy je praktycznie wszędzie, ale najlepszą okazją będzie teren naszego guest house lub obrzeża plaż. One również nie stanowią dla nas żadnego zagrożenia, ponieważ są bardzo płochliwe. Nawet gdybyś chciał, to bardzo trudno je złapać. Orientalne jaszczurki ogrodowe są bardzo ciekawe, ponieważ zmieniają swoją barwę pod kolor kory, a czasem stają się zielono-czerwone. Rozpoznamy je po bardzo długim ogonie i po szybkim bieganiu.

Orientalna jaszczurka ogrodowa zmieniająca kolory

Orientalna jaszczurka ogrodowa na plaży idealnie dopasowujący się pod kolor kory

2. RAFY KORALOWE
Malediwy słyną z raf koralowych, choć trzeba przyznać, że z powodu zmian klimatu bardzo szybko zamierają na terenie całego kraju, bez wyjątku. Następuje ich bielenie, a na większości terenów zobaczymy już tylko wyblakłe lub martwe koralowce. Wody są cieplejsze niż powinny, przez co praktycznie wszędzie oglądamy powstałe, podwodne „cmentarzysko”. Najczęściej widzimy duże, martwe, zabielone i „potrzaskane” fragmenty z pojedynczymi, żywymi formacjami i kolorowymi rybami. Na szczęście, wokół lokalnych wysp, na płyciznach, można jeszcze odnaleźć duże połacie żywych koralowców z pięknymi ławicami ryb. Między innymi dlatego zawsze poznaję plaże wyznaczone dla turystów. Zazwyczaj można dopłynąć do rafy wpław i rozpocząć snurkowanie. Naprawdę jest co podziwiać. Najczęściej zaobserwujemy kolorowe ryby w paski, lub czarno-białe skalary w pobliżu kulistych formacji koralowych. Dużą część poświęciłem samym koralowcom, ponieważ wiele z nich tworzyło niesamowite kule, podobne do drzew o różnych kształtach. Pomiędzy ich gałęziami schronienie znajdowały setki ryb o różnej wielkości. Jedynym zagrożeniem mogły okazać się wielkie, 16-ramienne jeżowce, świecące w słońcu intensywnym fioletem (w pobliżu wyspy Mathiveri, na Thoddoo nie występowały). Wyglądały, jak wielka rozgwiazda, rozłożona na dnie morskim. Na szczęście nie są trujące i nie występują gromadnie. Zawsze znajdowałem pojedyncze osobniki, dochodzące rozmiarami do około 30-45 cm wielkości. Nie poruszają się w widoczny sposób, dlatego nie stanowią dla nas wielkiego zagrożenia, poza ryzykiem nadepnięcia na ostre kolce. Z drugiej strony są bardzo dobrze „podświetlone”, stąd na pewno ich nie przegapimy. Snurkując, wielokrotnie przepływałem dokładnie nad nimi, robiąc zdjęcia z odległości kilku centymetrów. Posiadają naprawdę duże i twarde kolce. Gospodarz mówił, że żywią się rafą koralową, dlatego miejscowi zbierają je z dna morskiego. Nadepnięcie na jeżowca nie spowoduje konieczności udania się do lekarza, ale jest bardzo bolesne. Podczas dwuipółgodzinnego snurkowania, znalazłem dziesięć podobnych okazów. Każdy z nich miał 16 ramion. Inną ciekawostką dla mnie były ławice skalarów chowające się w krzaczastych, brązowych koralowcach. W ciągu ułamka sekundy potrafiły nagle zniknąć pomiędzy „gałęziami”, po czym powoli wypływały, gdy stwierdziły, że zagrożenie minęło. Inne, większe ryby z pomarańczowymi oczami, były tak ciekawskie, że przeszkadzały w filmowaniu. Z każdej wręcz strony oglądały kamerę, podpływając na odległość kilku centymetrów. Na nieco głębszych rafach, podziwiałem małego rekina wielorybiego. Nawet nie zwracał na mnie uwagi, tylko przepływał wzdłuż formacji koralowych. Na Thoddoo dodatkową atrakcją jest rafa koralowa w okolicach sandbanku przy Rasdhoo. Podczas wycieczki na tą piaszczystą wyspę będziemy pływać z kilkoma ławicami ryb. Zobaczymy mnóstwo różnych gatunków oraz będziemy mieli możliwość nagrania filmu, będąc otoczony setkami ryb o różnej wielkości. Naprawdę polecam to miejsce (przejdź do artykułu ‘Thoddoo – Malediwy na własną rękę’). Dodatkową atrakcją na Thoddoo są żółwie o wielkości 60-80 cm. Są dostępne z największej plaży dla turystów. Płynąc zaledwie 30-40 m w stronę najbliższej, widocznej rafy, spotkamy ich na pewno kilka. W ogóle się nie boją ludzi. Możesz je nagrywać podwodną kamerą, a one i tak będą w spokoju wyjadały coś z koralowców.

        
Piękno raf koralowych

   
Spotkana ośmiornica w okolicach Fehendhoo

Jeśli chcemy zobaczyć większe i bardziej rozległe rafy, proponuję popłynąć na wycieczkę „snurkowanie z gospodarzem”. Wypłyniemy na głębię oceaniczną, gdzie po środku niczego, znajdziemy turkusowe oko. Wówczas wyskoczymy z łodzi na głębokie wody i będziemy mogli podziwiać, jak wielkie, podwodne „góry” mogą tworzyć rafy. Na głębszych wodach zaobserwujemy, że koralowce tak naprawdę skupiają się w podwodne góry, nad którymi możemy przepłynąć. Mamy wówczas wrażenie, jak gdybyśmy latali nad szczytami i żadne przepaście nie są nam straszne, ponieważ zawsze „przelatujemy” nad nimi. Widać również, jak bardzo strome zbocza opadają w głębię oceaniczną, której nawet nie dostrzeżemy. Przestrzenie są ogromne. Na obrzeżach jednej z „gór” koralowych zaobserwowaliśmy około dwumetrowego rekina wielorybiego. W tym przypadku również nie zwrócił na nas uwagi, a jedynie spokojnie płynął wzdłuż stromizn opadających w głąb. Płynąc na nieco płytsze rejony, mogliśmy podziwiać kolorowe kule, w których schronienie znajdowały ciekawe ryby. Najczęściej trafialiśmy na niewielkie ławice zielono-niebieskich, mieniących się ryb oraz na niebieskie, z żółtą płetwą ogonową. Pamiętajmy, żebyśmy podzielili sobie snurkowanie na dwa etapy: płytkie rafy i głębokie rafy. Wrażenia z obu miejsc będą niezapomniane! Pływanie na płyciznach daje możliwość podziwiania ryb z bliska oraz będziesz miał możliwość dotknięcia koralowców. Podczas pływania na głębinach raczej będziesz mógł zobaczyć ogrom przestrzeni, niesamowite zbocza opadające w niekończącą się otchłań oraz przy odrobinie szczęścia zaobserwujesz coś większego, jak np. manta, rekin, czy płaszczki.

Kolorowe ryby na skraju płytkich i głębinowych raf koralowych

3. PIKNIK NA SAND BANKU
Kolejna atrakcja, którą koniecznie musisz spróbować na Malediwach. Sand bank, to nic innego, jak piaszczysta wyspa po środku niczego. Z naszego portu popłyniemy na głębokie wody oceanu, po czym z oddali będziemy widzieć piękną, żółtą wysepkę-plażę. Za każdym razem, kiedy jesteśmy na otwartych wodach i widzimy szeroki, żółty pas, będący w rzeczywistości wyspą, zawsze czujemy podekscytowanie, ponieważ wygląda jak coś wyjątkowego. Ciekawa jest już sama świadomość przebywania na bezludnej, piaszczystej wyspie na środku oceanu, z dala od naszego miejsca zakwaterowania. Gospodarz płynie z nami łodzią, po czym zostawia nas samych, żebyśmy mogli cieszyć się przepięknymi widokami, turkusowymi lagunami i przede wszystkim, wyjątkowością miejsca. Na sand banku przebywamy około 4-5 godzin, po czym gospodarz przypływa łodzią z przyrządzonym obiadem (w zależności od wersji wycieczki jaką sobie wykupimy). Dzięki niemu, możemy zjeść coś dobrego i ciepłego w niecodziennym miejscu. Co najbardziej podoba mi się w tego typu wycieczce? Na pewno niesamowita cisza, piękne turkusowe wody oraz świadomość, że jestem gdzieś na środku oceanu, po środku niczego… Główną atrakcją na sand bankach jest pływanie w krystalicznie czystych lagunach, możliwość podziwiania kolorowych ryb i spacerowanie piaskową ścieżką, wcinającą się w ocean nawet na kilkadziesiąt metrów w głąb. Z jej zakończenia można dalej spacerować w płytkich wodach. Za pierwszym razem, na Fulhadhoo, na sand banku udało mi się nawet zobaczyć małego, młodego rekina. Na Malediwach zawsze stawiam sobie cel, żeby odwiedzić dwa różne sand banki, dzięki czemu będę miał lepsze porównanie. Kiedy zorganizowałem wycieczkę na sand bank z wyspy Thoddoo, odwiedziliśmy bezludną wyspę w pobliżu Rasdhoo. Tak naprawdę sand bank składał się z czterech bezludnych, piaszczystych wysepek połączonych ze sobą naturalną, podwodną ścieżką, znajdującą się na głębokości od 20 do 80 cm. Spacer przez wszystkie wyspy był niesamowitym przeżyciem, ponieważ pomiędzy największymi z nich mamy krystalicznie czystą lagunę składającą się z trzech pasów wód o różnych odcieniach. Czym ciemniejszy odcień turkusu, tym głębsza woda. Możesz sobie jeszcze zadawać pytanie: jak mamy wytrzymać 4-5 godzin w tak gorącym słońcu, skoro w ogóle nie ma cienia? Można, ponieważ gospodarz zabiera na łódź również wielki, plażowy parasol, dzięki czemu po kąpieli w turkusowych lagunach będziemy mieli gdzie odetchnąć od palącego słońca. Czasami może zdarzyć się tak, że goście z różnych obiektów, z innych wysp, również wpadną na ten sam pomysł, dlatego na nasz bezludny sand bank może przypłynąć kilka innych osób z różnych kierunków. W każdym razie tłumy nam nie grożą. Raczej spodziewajmy się maksymalnie od 5 do 20 osób. Sand bank jest zazwyczaj najlepszym dniem dla fotografów krajobrazowych, ponieważ mogą w pełni uchwycić pełnię piękna lagun. Posiadając np. podwodne GoPro z kopułą, można nakręcić wysokiej klasy filmy i zrobić dobrej jakości zdjęcia.

 
Piknik na sand banku

 
 
   
Wycieczka na sand bank

4. INNA LOKALNA WYSPA
Jeśli jesteś na etapie planowania swoich wakacji na Malediwach, postaraj się znaleźć takie miejsce, żeby sąsiadowało z innymi wyspami. Dzięki temu będziesz miał okazję odwiedzić kolejną, lokalną wyspę. Wyjątkiem jest Thoddoo, ponieważ jest to samotna wyspa, wokół której nie ma nic oprócz otwartych wód oceanu. Ta jednak wynagradza swoje wyjątkowe położenie tym, że jest duża i różnorodna. Na pewno nie będziemy się na niej nudzić. Pomimo, że życie na innych, lokalnych wyspach wygląda podobnie, to musisz pamiętać, że każda z nich posiada inne rajskie plaże, oraz zagospodarowanie przestrzeni, dzięki czemu warto odwiedzać ich jak najwięcej. Za każdym razem, będąc na Malediwach, wyspy na których mieszkałem, były przepiękne, jednak, kiedy odwiedzałem następne, sąsiadujące z nimi, zobaczyłem, że wyglądają podobnie, ale nie tak samo i są równie piękne plaże. Najbardziej wspominam niesamowite lasy tropikalne, plaże wcinające się w ocean z widokiem na sand banki, uprawy egzotycznych owoców, drzewa namorzynowe i miejsca z pochylonymi palmami. Dodatkowo, moją uwagę przykuwają wioski, w których zawsze znajdziemy coś ciekawego. Na pewno powinniśmy zobaczyć kobiety zaplatające maty z liści palmowych, łuskające orzechy, bardzo ciekawie namalowane na ścianach plakaty wyborcze, między innymi z 2013 i 2018 roku, które widać do dziś (plakat nie jest wywieszany tak, jak w Polsce, ale jest malowany jako obraz lub grafika na ścianach trwałą farbą w postaci białego kwiatu). Warto się im przyjrzeć, pomimo, że polityka nie musi nas interesować. Za pierwszym razem, na Fehendhoo, zdarzyło nam się jeść obiad z politykami rządu malediwskiego, którzy akurat przeprowadzali kampanię wyborczą, w jedynej restauracji we wiosce.

Na innej lokalnej wyspie - Bodufolhudhoo

 
Na innej lokalnej wyspie - Fulhadhoo

Każda wyspa ma zawsze coś ciekawego do zaoferowania. Jedne mają długie, tropikalne lasy pełne palm kokosowych (zawsze cieszą oczy), namorzynów oraz rajskich plaż, inne mają plantacje bananowców, arbuzów, papai, na jeszcze innych odkryjemy ciekawie zdobione wioski, a na kolejnych dostrzeżemy piękno raf koralowych. To główne powody, dla których odwiedzam kilka wysp podczas jednych wakacji. Nie wszystko można zobaczyć i doświadczyć w tym samym miejscu, dlatego ciągle odzywa się we mnie chęć odkrywania czegoś nowego. Pamiętam, gdy w 2019 roku odwiedziłem Malediwy (wyspy Fehendhoo, Fulhadhoo i Finolhu). Umówiłem się z gospodarzem, żeby zawiózł nas na sąsiednią, lokalną wyspę – z Fehendhoo na Fulhadhoo. Nie popłynął na przystań, jak to miał w zwyczaju, ale zacumował na rajskiej plaży z pochyłymi palmami, gdzie nikogo nie było. W trakcie dopływania do lądu, jedyny widoczny krab na plaży, właśnie uciekał do swojej nory. Gospodarz powiedział tylko tyle: „Pięknie tu! Widzimy się o 15.00 w tym samym miejscu”. Niezwykłe krajobrazy Fulhadhoo uderzały niesamowitością od samego początku. Dosłownie za kilka chwil mogliśmy zobaczyć rzeczywiste piękno całej wyspy. Wystarczyło pójść z rajskiej plaży do wioski, a przed nami ukazała się niesamowita aleja z palm kokosowych. Takiego czegoś nie widziałem na żadnej kolejnej, odwiedzanej przeze mnie wyspie. Z kolei w 2020 roku popłynięcie na sąsiadującą, lokalną wyspę Bodufolhudhoo, dało mi możliwość podziwiania przepięknej rafy koralowej, dostępnej zaledwie 30 m od brzegu. Na końcu plaży dla turystów, rozpoczynała się bardzo długa, piaszczysta, publiczna plaża, gdzie mogliśmy podziwiać jeszcze większe koralowce. Dodatkową atrakcją była restauracja przy porcie z turkusowymi wodami. Nie ma nic piękniejszego, jak usiąść przy stoliku na świeżym powietrzu i zjeść pyszny obiad, mając przed sobą niesamowite widoki na lagunę. Za trzecim razem z wyspy Thoddoo popłynęliśmy na Rasdhoo, gdzie oprócz plaży dla turystów, posmakowania egzotycznych, niespotykanych owoców i zwiedzania wioski, poznaliśmy ciekawą, miejscową osobę. Tutejszy pan zaprowadził nas do dużego sklepu z pamiątkami, gdzie można było kupić wyroby ręczne jako pamiątki. Zachwycaliśmy się całą kolekcją, ponieważ dowiedzieliśmy się, że starszy pan namalowany na płótnie był dziadkiem wspólnika tego sklepu. Jego dziadek utworzył grupę malarzy na tej wyspie i uczył lokalnych ludzi sztuki malowania obrazów. Wspomniany dziadek był kimś wyjątkowym dla tutejszych, ponieważ przez długi czas pobierał on lekcje malarstwa od znanego malarza na całym świecie (nie zapamiętałem nazwiska ze względu na malediwski akcent). Właśnie takie historie, przeżycia, piękne krajobrazy, itp. rzeczy, to jest coś, czym powinniśmy się zachwycać na Malediwach. Dla mnie każda lokalna wyspa jest wyjątkowa, ponieważ zawsze przeżyję i zobaczę oraz dowiem się czegoś nowego. Jako, że lubię fotografię krajobrazową, z całą pewnością mogę liczyć na niepowtarzalne, rajskie krajobrazy. Nigdy nie ma dwóch takich samych miejsc, dlatego różnorodność zawsze jest u mnie bardzo doceniana.

   
Na każdej wyspie lokalnej znajdziemy rajskie plaże i piękne widoki

Na Malediwach lody Magnum są czymś powszechnie znanym, jak narzekanie Polaków, dlatego zawsze staram się wstąpić do lokalnego sklepu, żeby je kupić i usiąść na którejś z pięknych plaż. Każda społeczność na wyspie żyje swoim własnym rytmem. Przede wszystkim panuje spokój, a napotykani ludzie zawsze się uśmiechają. Dodatkową atrakcją każdej zamieszkanej wyspy są ogromne fikusy, liczące przynajmniej kilkaset lat. Na Malediwach wierzy się, że przynoszą one szczęście. Dopływając do jakiejkolwiek, zaludnionej wyspy, dostrzeżesz jedno lub kilka ogromnych, górujących nad całą okolicą drzew. Postaraj się odnaleźć drogę do nich, ponieważ każde z nich będzie okazałe i wiekowe. Pamiętajmy, że w okolicach równika, kilkudziesięciometrowe fikusy są normą. W miastach i na zamieszkanych terenach w Polsce, zazwyczaj możemy popatrzeć na drzewa o wysokości zaledwie 6 do 12 metrów. Na każdej wyspie mam stały plan działania: przejść całą linię brzegową w poszukiwaniu najpiękniejszych rajskich plaż, pływanie w turkusowych wodach, szukanie raf koralowych, poszukiwanie drogi do najstarszego fikusa, spacer przez wioskę, wstąpienie do lokalnego sklepu, wędrówka tropikalnym lasem, jeśli taki występuje, zasmakowanie tropikalnych owoców oraz zjedzenie obiadu w lokalnej restauracji, jeśli mamy na to wystarczającą ilość czasu. Dzięki takiemu rozkładowi dnia czuję klimat danego miejsca i zapamiętuję je na długo. W końcu najbardziej zależy nam na gromadzeniu pięknych przeżyć i wspomnień.

 

Olbrzymie drzewo przy przystani na Fehendhoo

5. RESORT I DOMY NA PALACH
Będąc na Malediwach, warto mieć pewnego rodzaju porównanie. Obowiązkowo musisz zobaczyć Malediwy lokalne i te „na bogato”. Możesz zapytać gospodarza twojego guest house o wyjazd do resortu. Posiada przygotowaną ofertę z kilku miejsc, dlatego masz możliwość wyboru. Resort, to nic innego, jak hotel na prywatnej wyspie, który przyjmuje gości z biur podróży. Na miejscu będzie działać restauracja all inclusive, oraz zobaczymy domy na palach, znane z katalogów biur podróży. W czasach koronawirusa organizacja tej wycieczki może być utrudniona, ponieważ nie wszystkie resorty chcą przyjmować gości z innych wysp, ponieważ oficjalne stanowisko rządu malediwskiego jest takie, że na 24h przed zmianą wyspy musimy zgłosić ten fakt za pomocą elektronicznego formularza w Ministerstwie Zdrowia Malediwów. W praktyce mało kto wypełnia ten dokument. Spędzając jeden dzień w resorcie, będziesz miał porównanie, która wersja wakacji najbardziej tobie odpowiada. Dzięki tej wycieczce szybko dostrzeżesz, że na lokalnych wyspach urlop nie tylko spędzają turyści, którzy chcą zaoszczędzić na urlopie jak najwięcej pieniędzy, ale o tym będzie za chwilę. Chcąc zorganizować wyjazd do hotelu, gospodarz przedstawi ci trzy warianty z każdego obiektu:
1. Pobyt na 4 godziny bez obiadu
2. Pobyt na 6 godzin z obiadem w cenie
3. Pobyt do późnego wieczora z pełnym pakietem wyżywienia.

Według mnie, najlepszą opcją jest druga możliwość, ponieważ miejscowi i tak nie mają łodzi, którymi mogliby pływać w nocy. Po drugie, mamy wystarczającą ilość czasu na zobaczenie wszystkiego i na kąpiel w turkusowych lagunach. W przedstawionych ofertach poznamy cenę za transfer do resortu (płatne u naszego właściciela guest house) i cenę za prawo wstępu na teren hotelu (zależna od wersji, którą wybraliśmy). Ile kosztuje transfer? Wszystko zależy od odległości. Jeśli resort jest widoczny z twojej wyspy, zazwyczaj będzie to około 40 USD. Jeśli do hotelu trzeba popłynąć kilkanaście kilometrów, to cena może wzrosnąć nawet do 150 USD za łódź czteroosobową. Jeśli musimy popłynąć dalej, lepiej zorganizować wspólną wycieczkę z gośćmi, którzy aktualnie przebywają w innych pokojach w naszym guest housie. W ten sposób zmniejszymy koszty. Będzie taniej. Za każdym razem trafiałem na gości, z którymi codziennie rozmawiałem wieczorami i o poranku, dlatego na pewno nie będzie problemu, żeby się dogadać i ustalić wspólny plan działania. Jadąc do resortu, nie możemy zapomnieć o paszporcie, ponieważ na początku musimy wypisać krótki formularz. Kiedy dopłyniemy na miejsce, zobaczymy kilka ciekawych rzeczy. W resortach, przy głównej przystani, zawsze stoi jakiś większy budynek z dachem ze strzechy. Tam przywita nas obsługa hotelowa i zaprowadzi do recepcji. Wszyscy są uśmiechnięci, więc klimat wybranego miejsca na pewno od samego początku się spodoba. W recepcji spędzimy kilka chwil, gdzie zapłacimy za prawo wstępu i zostaną nam wydane ręczniki plażowe. Wypiszemy krótki formularz. Pierwsze, co powinno rzucić się w oczy, to fakt, że większość resortów ustanawia własną strefę czasową. Zegarki wskazują czas o dwie godziny do przodu względem czasu na Malediwach. Dzięki takiemu zabiegowi, turyści mają większe możliwości wykorzystania całego dnia, od wschodu do zachodu słońca. Z tego powodu recepcjonistka zwróci nam uwagę, że wszelkie godziny obiadów, czy rejsu powrotnego na naszą wyspę są podawane w strefie czasowej Male.

Droga do recepcji w resorcie Nika

Po krótkich formalnościach, ktoś z obsługi hotelu pokaże nam cały resort, czyli co warto zobaczyć, oraz wskaże restaurację, gdzie będziemy mogli zjeść obiad wliczony w cenę. Komercyjne hotele prawie całkowicie zrezygnowały ze stosowania plastików. Nawet woda jest podawana w szklanych butelkach. Słomki do soków są wyprodukowane z zagęszczonego papieru. Przebywając na terenie resortu Finolhu, dowiedziałem się, że w ciągu roku obiekt zużyłby 550.000 plastikowych butelek, ale dzięki jednolitrowym, szklanym opakowaniom, nie zużywa się ani jednej. Kiedy zobaczymy najpiękniejsze miejsca, możemy zacząć działać na własną rękę. Trzeba pamiętać, że na wyspie zawsze będą wynajęte domki, do których nie mamy prawa wstępu, ponieważ turyści zapłacili za swoją prywatność. Prawo wstępu posiadają tylko oni. W niczym to nie przeszkadza, ponieważ bungalowy na wyspie możemy pooglądać z zewnątrz. Do dyspozycji mamy również zazwyczaj dwie publiczne plaże, na których spotkamy co najwyżej kilkoro urlopowiczów. Największą atrakcją oczywiście jest długie molo, prowadzące do domów na palach. Od tej atrakcji zaczynam zwiedzanie resortu. Widok bungalowów na palach jest czymś niezwykłym, ponieważ głównie z nich słyną Malediwy. Następnie idę odwiedzić wszystkie, dostępne plaże. Pierwsze, co zawsze dostrzegam, to fakt, że za każdym razem plaże na lokalnych wyspach bardziej mi się podobają, choć nie twierdzę, że te „hotelowe” są gorsze. W resortach plaże posiadają infrastrukturę oraz pewnego rodzaju zagospodarowanie. To powoduje, że mogą tracić swój urok. Resorty są budowane na wyspach otoczonych turkusowymi lagunami. Kiedy wybieram lokalną wyspę na wakacje, pierwszym kryterium jest dla mnie szerokość lagun, gdzie płytkie wody ciągną się kilometrami. To ma zapewnić mi piękniejsze plaże i możliwości pływania niż w resorcie. Za każdym razem udało mi się spełnić ten warunek. Turkusy wokół resortów potrafią oczarować, ale moim subiektywnym zdaniem, mają dużo mniejszą powierzchnię. Nie można tak powiedzieć o wszystkich hotelach, ale te, które odwiedziłem, nie mogły konkurować z powierzchnią lagun wokół lokalnych wysp. Trzeba jenak pamiętać, że nie ważne, gdzie pojedziesz, turkusowe laguny będą zawsze przepiękne.

 
Storczyk na palmie przy restauracji i woda mineralna w szklanej butelce

Resort Nika - sklep dla turystów

W resortach każda przestrzeń jest sztucznie aranżowana

Przystanek autobusowy w resorcie Finolhu

Resort Finolhu

Obiad w resorcie ma również swój klimat, ponieważ na wyspie znajduje się restauracja na otwartym powietrzu, zabezpieczona jedynie dachem ze strzechy przed deszczem. W takich hotelach jedzenie musi być pierwszej klasy, dlatego możemy wybierać wszystko z oferty all inclusive, za wyjątkiem alkoholi (w cenę pobytu trunki nie są wliczone). Oprócz obiadu, zawsze wybieram miejscowe sałatki warzywne i owocowe, ponieważ w Polsce, sklepowe warzywa i owoce nie mają takiego intensywnego smaku. Na Malediwach od razu poczujemy, że wszystko, co jemy, „widziało” słońce i deszcz. Po obiedzie zawsze obchodzę całą wyspę, wszystkimi dostępnymi ścieżkami, bo dzięki temu, mogę zobaczyć, np. niezwykłe okazy złowionych ryb, piękne ogrody pełne tropikalnych roślin, czy bananowce. Najciekawsza jest strefa SPA. Każdy domek, gdzie przeprowadzane są masaże, otaczają niesamowite ogrody. Myślę, że w tej części jest najpiękniej. Po obchodzie całej wyspy, polecam pójść na jedną z publicznych plaż i zobaczyć ją z poziomu wody. Zazwyczaj resorty mają w pobliżu dostępną rafę koralową. Warto poszukać takiego miejsca, żeby móc zobaczyć ciekawe ryby, czy koralowce pełne kolorów.

Budynek restauracji w tle i przestrzeń, gdzie turyści spożywają obiady w resorcie Finolhu

PORÓWNANIE: BOGATE MALEDIWY vs LOKALNA WYSPA
Kiedy spędzisz dzień w resorcie, będziesz miał pewnego rodzaju porównanie. Możesz sobie w końcu odpowiedzieć na pytanie: czy wolisz Malediwy „na bogato”, czy te lokalne. Wszystko zależy od naszej osobowości, bo w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że coś jest gorsze od drugiego. Na Malediwach spotkamy, np. dyrektorów dużych firm, którzy cenią luksus, spokój i dostęp do alkoholu, ale każdy dzień spędzają tak samo w resorcie. Taka forma spędzania czasu wolnego odpowiada im najbardziej. Spotkamy również „zwykłych” ludzi, którzy lubią podobny rodzaj wypoczynku, to znaczy, że musi być słońce, piękne plaże i oferta all inclusive. Szybko dostrzeżemy pewną regułę: spotykamy innych dyrektorów i „zwykłych” ludzi, którzy doceniają lokalne wyspy, choć pod względem finansowym byłoby ich stać na znacznie droższe miejsca. Lokalne wyspy polecam bardziej aktywnym turystom, którzy nie muszą mieć alkoholu, a lubią dużo odkrywać. Z gospodarzem guest house zawsze można się dogadać, przez co mamy duże możliwości poznawania okolicznych wysp, sand banków, czy podwodnego życia. W resortach mamy podobne możliwości, ale za większe pieniądze. Na lokalnych wyspach poznamy życie miejscowej ludności, zobaczymy jak mieszka, wstąpimy do małego sklepu, którego towar musi wystarczyć na potrzeby wioski, zobaczymy piękne, rajskie plaże, czy usłyszymy śpiewane modlitwy, nadawane przez megafony. Ja mam naturę podróżnika. Zawsze mnie ciągnie, żeby odkrywać coś nowego, dlatego wybieram lokalne wyspy. Nie piję alkoholu, więc jego brak w ogóle jest dla mnie niezauważalny. Lubię za to szukać kolejne rafy koralowe przy okolicznych plażach, chodzić wieczorami wzdłuż linii brzegowej, poznawać styl życia miejscowych, rozmawiać z nimi (zawsze znajdzie się ktoś chętny do pogadanki), pływać w turkusowych wodach i mieć do dyspozycji rajską plażę bez tłumów turystów. Również cenię wycieczki, których program sam wymyślam i ustalam ich ramy czasowe z gospodarzem. Wypoczynek w resorcie oferuje ci z kolei pobyt w luksusowym miejscu, gdzie poczujesz się inaczej. Zobaczysz coś zupełnie innego, nowego, oraz przede wszystkim wizytówkę Malediwów – domy na palach. Ze wszystkich wymienionych powyżej powodów stwierdzam, że obowiązkowo trzeba zobaczyć lokalną wyspę i resort, żeby mieć porównanie. A to, gdzie spędzisz większą część swojego urlopu, zależy tylko od ciebie: czy bardziej lubisz być obsługiwany i chcesz poczuć odrobinę luksusu, czy raczej wolisz lokalną kulturę, wioski, spokój oraz coś „swojskiego”.

Pomimo, że w guest house’ach nie mamy oferty all inclusive i jemy posiłki takie, jakie gospodarz przygotuje nam na dany dzień, to zapewniam, że każdy z nich jest bardzo dobry. Śniadania mogą być jedynie bardzo powtarzalne, ale obiady i kolacje są różnorodne. Przebywając na lokalnej wyspie, musimy pamiętać, że nie ma w pobliżu dużego hipermarketu i raczej przygotowuje się podstawowe posiłki na bazie makaronów lub ryżu, rzadziej ziemniaków, oraz jemy to, co jest dostępne na wyspie – egzotyczne owoce lub różne rodzaje ryb. Oferta all inclusive w resortach przypomina nieco wersję z Grecji, tylko w piękniejszym miejscu, a jedzenie na lokalnych wyspach jest przygotowane w pewnym sensie „z duszą”. Od pierwszego dnia masz wrażenie, że gospodarz bardzo się stara, pomimo, że wykonuje tę pracę od wielu lat. Podczas każdego pobytu na Malediwach zawsze rozmawiałem z właścicielami o atrakcjach, o wyspie, czy o stylu życia. Dzięki temu, czuję prawdziwy klimat Malediwów.

Będąc w resorcie musimy pamiętać o dwóch rzeczach, o których nigdy nie usłyszymy w biurze podróży. Goście wynajmujący domki „na wodzie” mogą narzekać na głośny dźwięk roztrzaskiwanych fal o betonowe słupy, na których stoi ten domek. Wszystko zależy jak bardzo są wytłumione ściany i okna. Przestrzeń w wielu resortach jest mocno ograniczona ze względu na sposób zagospodarowania wyspy. Zazwyczaj utrzymywany jest schemat: molo wcinające się w lagunę, rzędy prywatnych domów wzdłuż linii brzegowej, czasem domki wewnątrz wyspy w tropikalnym lesie i duża restauracja. Każde miejsce ma swoje zalety i wady, ale szybko dostrzeżesz, że jeśli to wszystko umieścimy na terenie wyspy, która nie jest przecież większa niż lokalna, miejsca zaczyna brakować. O ile przy jednodniowym pobycie się nie znudzisz, to przybywając na dwa tygodnie bardzo szybko odczujesz, że potrzebujesz nieco więcej przestrzeni. Możesz poczuć się ograniczony. Wyspa lokalna według mnie oferuje znacznie większe możliwości, ale nie będziemy mieli tak ładnie zagospodarowanego każdego kawałka przestrzeni. Każdy ma inne potrzeby, dlatego zawsze trzeba rozważyć, czego potrzebujemy dla siebie. Czy chcę się tylko wylegiwać na plaży i ewentualnie trochę popływać, czy jednak mam naturę podróżnika i chcę zobaczyć jak najwięcej.

Plaża w resorcie (Nika Resort)

Plaża w resorcie (Finolhu Resort)

 
Plaża na lokalnej wyspie Mathiveri

Dzika plaża na lokalnej wyspie Fulhadhoo

Plaża na Thoddoo

6. MANTY
To moja kolejna propozycja z serii „co musisz zobaczyć na Malediwach”. Za pierwszym razem, na Fehendhoo, nie udało mi się ich obserwować z bliska (z powodu Rosjanki, która miała zbyt duże wymagania i pokłóciła się z gospodarzem), dlatego postanowiłem, że za drugim razem muszę je podziwiać z bardzo małej odległości. Gospodarze znają miejsca, gdzie występują one najczęściej. Manty to duże płaszczki, dochodzące wielkością do 4 m szerokości i ważące do 1600 kg. Są zdecydowanie większe od nas, stąd wrażenie będzie ogromne. Z portu wypływamy małą łodzią motorową na głębiny oceaniczne, około 2 - 4 km od naszej wyspy. Kapitan rozgląda się za mantami, a gospodarz wskakuje do wody i utrzymuje kontakt wzrokowy z kapitanem. Dzięki temu wie, gdzie ma nas pokierować. My płyniemy za gospodarzem. Manty są znacznie szybsze od nas, dlatego podejmujemy kilka prób spotkania z nimi. Podczas wakacji na Thoddoo również popłynęliśmy podziwiać manty. Kiedy pierwszym razem wskoczyliśmy do wody, płaszczka szybko zniknęła w głębinach. Popłynęliśmy łodzią dalej. Podczas drugiej próby widzieliśmy z pokładu już trzy manty. Od razu wskoczyliśmy do wody, dzięki czemu mogliśmy podziwiać je z bliska. Tutejsze manty były bardzo ciekawskie, ponieważ krążyły wokół nas. Jedna z nich trzykrotnie zbliżała się w moim kierunku, a w ostatnim momencie przepłynęła pode mną. Dzięki temu mogłem zobaczyć jej ogromny otwór gębowy i kolec wystający z tylnej części ciała. Na szczęście nie jest trujący, a same manty nie czują się zagrożone, co widać po ich stylu pływania. Płetwami machały bardzo spokojnie, wręcz dostojnie, jak największe ptaki. Krążyły w pobliżu nas. Dzięki ich ciekawości w stosunku do nas, mogliśmy zrobić bardzo bliskie ujęcia oraz nagrywać filmy. Najważniejsze, żeby po wskoczeniu do wody z łodzi płynąć całą grupą i przede wszystkim powoli. Jeśli my nie wykonujemy gwałtownych ruchów, to one zataczają koła wokół nas i pozwolą nawet popłynąć razem z nimi przez jakiś czas. Za trzecim razem, po około dwóch godzinach ciągłego pływania (w tym czasie zobaczyliśmy 8 mant) cała moja grupa była zmęczona. Kiedy w drodze powrotnej trafiły się cztery płaszczki naraz, gospodarz zapytał, kto jeszcze wskakuje do wody. Wtedy wziąłem kamerę z kopułą i zniknąłem za burtą. Jako, że miałem cztery manty w pobliżu, udało mi się je sfotografować, jak płynęła tuż pode mną, jak płynęliśmy równolegle do siebie spokojnym tempem, oraz jak płynęła w moim kierunku z otwartą paszczą. Zarówno na Mathiveri jak i na Thoddoo spotkania z płaszczkami były bardzo udane. Wycieczka na manty trwa około dwie godziny, ale ramy czasowe nie są sztywne. Pływamy tyle, na ile mamy sił. Jeśli nigdy nie widziałeś tych zwierząt, koniecznie musisz je zobaczyć. Nie ma powodów do obaw, ponieważ manty nie posiadają zębów, a jedynie przefiltrowują wodę, ponieważ żywią się planktonem. Zdecydowanie nie jesteśmy ich ulubionym pożywieniem, bo nawet nie mają takich możliwości. Widok wielkiej paszczy płynącej prosto na ciebie może przerazić, ale kiedy poznasz je od strony teoretycznej, zobaczysz, że nie ma się czego obawiać. Je trzeba podziwiać!

 

7. FISHING, CZYLI NOCNE ŁOWIENIE RYB
Możesz sobie pomyśleć: jeśli na co dzień wędkowanie nie jest moją pasją, to ta wycieczka wcale mnie nie zaciekawi. I ja myślałem podobnie za pierwszym razem, ale na Thoddoo koniecznie chciałem zobaczyć, jak to wszystko wygląda oraz co można przeżyć. Miałem wyobrażenie, że kapitan i nasz gospodarz wyciągną wędki i zaczną łowić ryby gdzieś na środku oceanu. Dobrze, że zdecydowałem się na tę wycieczkę, bo przeżyliśmy coś niezwykłego. Zabrałem całą swoją grupę. Zazwyczaj miejscowi wypływają o godzinie 17.00, ponieważ o 18.20 mamy zachód słońca. W tym czasie ocean jest spokojny, a ryby żerują w większych grupach. Kapitan wybiera miejsce, gdzie wody mają głębokość do kilkunastu, kilkudziesięciu metrów. Na Mathiveri wystarczy odpłynąć 1-2 km od wyspy, a z Thoddoo trzeba pokonać dobre 5-8 km i zbliżyć się w rejon Rasdhoo. Każdy z nas otrzymuje krążek z nawiniętą żyłką o długości 200 m i o wytrzymałości do 30 kg. W końcu nie chcemy łowić rekinów. Możesz być zupełnie niedoświadczoną osobą tak, jak ja w kwestii łowienia ryb, a i tak coś złapiesz. Gospodarz przygotował kawałki mięsa z mniejszych ryb, a później nabił je na haczyk. Około pół metra przed haczykiem jest przywiązany okrągły kamień z dziurką na żyłkę, dzięki czemu haczyk z mięsem opada znacznie szybciej na dno i lepiej możemy poczuć, kiedy już je osiągnęliśmy. Naszym zadaniem jest opuszczanie żyłki tak, aby poczuć dno. Poczujemy je, gdy żyłka w naszej ręce nagle stanie się luźna. Następnie mamy nawinąć 1 m z powrotem i czekać. Już po kilkunastu sekundach powinna złapać się około kilogramowa ryba. Nawijamy żyłkę na krążek i sprawdzamy, co wyłowiliśmy. W naszej grupie ja pierwszy złowiłem czerwono-różową rybę. Jedna z naszych koleżanek złowiła około dwukilogramową, nieznaną nam rybę. Na szczęście wycieczka nie jest organizowana dla zabawy, a po to, żeby zjeść na kolację ryby z grilla. Po udanych połowach wracamy na naszą wyspę, po czym gospodarz i kapitan oprawiają ryby na plaży. Jeśli wrócimy zbyt późno (tak, jak my, po 22.30), to kolacja z rybami będzie na następny dzień. Podczas powrotu łodzią w nocy, warto skorzystać z wyjątkowych warunków, ponieważ możemy podziwiać rozgwieżdżone niebo, z dala od źródeł światła. Widok na niebo, będąc na środku oceanu jest po prostu niepowtarzalny!

Ryby zlowione podczas wycieczki

8. KAJAK
W zależności od miejsca, które wybrałeś, kajakiem możesz „zdziałać” różne rzeczy. Jeśli lubisz nim pływać, a widzisz przed sobą ciąg wysp połączonych turkusowymi lagunami, popłyń od jednej wyspy do drugiej. Kiedy pierwszym razem byłem na Malediwach na Fehendhoo, cztery wyspy tworzyły ciąg – kawałek lądu co około 1,5 km. Wpadłem na pomysł, że mogę płynąć z jednej wyspy na drugą i zobaczyć ich rajskie plaże z poziomu wody. Dodatkowo wychodziłem na brzeg, żeby podziwiać każdą z nich. Zawsze podobały mi się pochylone palmy nad białymi piaskami, dlatego szukałem jak najwięcej podobnych miejsc. Kolejną atrakcją był sand bank odległy o około 1 km od naszej wyspy, przez co skusiłem się, żeby również i tam postawić stopę. Kiedy pływasz kajakiem, dotarcie do sand banku cieszy najbardziej. Ten, kto jeszcze nie widział pięknej, żółtej linii na środku oceanu, na tle turkusowych wód, ten nie wie, jakie to jest wspaniałe uczucie. Zawsze przyrównuję je do chwili, w której znajduję jakiś skarb. Dodatkową atrakcją na plaży w postaci wyspy będą kraby, które pochowają się w swoich norach. Po odkryciu podobnego miejsca, polecam opłynąć naszą, lokalną wyspę po to, żeby zobaczyć ją w całości, ze wszystkich stron, o ile jest taka możliwość. Zazwyczaj po jednej stronie fale są zbyt silne, żebyśmy porywali się na nie z kajakiem. Trzeba pamiętać, że wyspy są różne i nie zawsze będzie można je okrążyć, np. ze względu na silny prąd. Na początku polecam zapoznać się z otoczeniem i sprawdzić jakie mamy możliwości. Opływając wyspę, masz bardzo duże prawdopodobieństwo odkrycia ciekawej rafy koralowej, gdzie będziesz mógł przybywać na snurkowanie. Najbardziej lubię przepływać turkusowymi wodami w pobliżu rajskich plaż, dzięki czemu mam na nie jeszcze inne, ciekawe spojrzenie oraz mogę zrobić niepowtarzalne zdjęcia. Najczęściej jednak staram wyszukiwać się sand banków i lokalnych, małych wysepek, bo wówczas na oceanie mamy cele, które widać.

 
Pływanie kajakiem w lagunach jest bardzo ciekawe

9. WYSZUKUJ COŚ NIEZWYKŁEGO
Kiedy wybraliśmy wyspę Mathiveri, jak zawsze szukałem czegoś niezwykłego. Na widoku satelitarnym w mapach Google zauważyłem, że obok naszej wyspy znajduje się piękny i długi sand bank. Przedzielał je ponad stumetrowy pas wód o dość silnym prądzie. Na Malediwach, zazwyczaj pomiędzy wyspami są wąskie, ale głębokie wody, przez co powstają silne prądy w cieśninach. Tutaj było podobnie. Jednak na mapie wypatrzyłem ścieżkę prowadzącą drogą okrężną przez lagunę, którą można dotrzeć na sand bank! Pętla miała około 500 m, więc musiałem nadłożyć sporo drogi. Najważniejsze, że wędrówka w całości odbywała się przez płytkie, turkusowe wody. Na mapach oznaczono jej kształt i przebieg, ale w rzeczywistości nie istniało coś takiego jak ścieżka. Koniecznie musiałem spróbować tego „tajemniczego” przejścia. Wychodząc poza wschodnią linię wyspy, prąd w przesmyku stawał się coraz silniejszy. Przez około 30 m musiałem stawiać mocne i pewne kroki, ponieważ nurt ciągle popychał w stronę wyspy. Po przejściu tego fragmentu, prąd szybko słabnął, dzięki czemu dalsza wędrówka była przyjemnością. A jak określałem, którędy iść, skoro woda wszędzie wyglądała tak samo? Rozglądałem się za najjaśniejszymi turkusami. Trochę ciemniejszy odcień oznaczał głębszą część laguny. Przede mną, po prawej, widniały dwa ciemniejsze pasy, które oznaczały wodę głębszą niż dwa metry. Ze względu na nią, cała ścieżka prowadzi dookoła. Kierując się najjaśniejszym kolorem, ominąłem głębinę szerokim łukiem. Kiedy wyszedłem za daleko, w turkusach widziałem ciemne punkty, oznaczające większe, ciemne koralowce. Skręcając łukiem na prawo, głębokość stawała się coraz mniejsza. Sand bank widoczny z Mathiveri, w połowie swojej długości ma wypuszczoną ścieżkę, wcinającą się w głąb laguny. Zanika bardzo stopniowo – kilkadziesiąt metrów od niego. Tam, gdzie delikatne fale zalewają ścieżkę, można iść jeszcze przez kolejne kilkadziesiąt metrów w wodzie o głębokości maksymalnie do łydek. Właśnie w stronę tej ścieżki się kierowałem, żeby połączyć „szlak”. Wędrówka przez lagunę trwa około 15-18 min. Głównym „spowalniaczem” jest opór wody, z którym ciągle musisz walczyć na początku. Najgłębsze miejsce na ścieżce ma około 1 m. Widoczną, piaszczystą ścieżką wyłaniającą się z wody docieramy na długi i przepiękny sand bank o nazwie Mathiveri Finolhu. Przez jego środek przebiega wąski, ale długi pas soczystozielonych krzaków. Niestety nie dają cienia, dlatego najlepiej zabrać ze sobą parasol wypożyczony w guest house. Pobyt na sand banku daje nam piękne możliwości do snurkowania, podziwiania raf koralowych, czy też przebywania na płyciznach z dziećmi.

 
Przejście podwodnym szlakiem z jednej wyspy na drugą (Mathiveri)

A co mógłbym powiedzieć o Thoddoo? Tam również szukałem czegoś niezwykłego. Dowiedziałem się, że wyspa słynie z owocowych upraw, a także z różnorodności. Dookoła wyspy utworzono drogę, dzięki, której mogłem przejść całą wyspę po obwodzie i schodzić do ewentualnych pięknych, dzikich plaż. Pomiędzy plażami dla turystów natknąłem się na pas kamieni, gdzie urzędowały duże i ciemne kraby, które idealnie maskowały się z otoczeniem. Warto było się im przyjrzeć. Coś, co jednak wyróżniało naszą wyspę od innych, to wielkie uprawy owoców, dzięki czemu mogliśmy codziennie próbować świeżych marakuji, papai, ananasów, arbuzów, bananów i wielu innych. Koniecznie chciałem odwiedzić miejscowe uprawy, żeby móc zobaczyć jak rosną te wszystkie owoce. Jak się później dowiedziałem, przy wejściu do naszego pensjonatu, przed wejściem rosły dorodne papaje i marakuje, a dookoła kwitły piękne bugenwille. Już na wejściu mogliśmy poczuć się jak w raju.

 
 
Uprawy ogórków i papai

PODSUMOWANIE – KOSZTY
LOTY
  • EK 180, Warszawa 13.00 (WAW) – Dubaj 21.40 (DXB), długość lotu 5h 08min, dystans 4159km*
  • EK 656, Dubaj 2.45+1 dzień (DXB) – Male 7.50+1 dzień (MLE), długość lotu 3h 38min, dystans 3032km*
  • EK 653, Male 22.55 (MLE) – Dubaj 3.05+1 dzień (DXB), długość lotu 5h 50min, dystans 3032km*
  • EK 179, Dubaj 8.05+1 dzień (DXB) – Warszawa 11.20+1 dzień (WAW), długość lotu 3h 59min, dystans 4159km*
Cena: 2650-3000 zł, w zależności od okresu w którym lecimy, dnia i pory dnia zakupu biletu

TRANSFER SZYBKĄ ŁODZIĄ MOTOROWĄ (SPEED BOAT):
Szybka łódź motorowa: 45-50 USD – czas podróży: około 1h 30min do 2h do zaproponowanych przeze mnie wysp

ZAKWATEROWANIE I WYŻYWIENIE (cena za dwie osoby w jednym pokoju):

GRUDZIEŃ – MARZEC (Mathiveri)
  • Tylko pokój: 70 USD
  • Pokój + śniadanie: 75 USD
  • Pokój + śniadanie i obiadokolacja: 100 USD
  • Pokój + pełne wyżywienie (3 razy dziennie): 130 USD *
  • All Inclusive: 165 USD
GRUDZIEŃ – MARZEC (Thoddoo)
  • Tylko pokój: 50 USD
  • Pokój + śniadanie: 60 USD
  • Pokój + śniadanie i obiadokolacja: 80 USD
  • Pokój + pełne wyżywienie (3 razy dziennie): 100 USD *
KWIECIEŃ – MAJ (Mathiveri)
  • Tylko pokój: 65 USD
  • Pokój + śniadanie: 70 USD
  • Pokój + śniadanie i obiadokolacja: 95 USD
  • Pokój + pełne wyżywienie (3 razy dziennie): 120 USD
  • All Inclusive: 150 USD
CZERWIEC – SIERPIEŃ (Mathiveri)
  • Tylko pokój: 50 USD
  • Pokój + śniadanie: 55 USD
  • Pokój + śniadanie i obiadokolacja: 80 USD
  • Pokój + pełne wyżywienie (3 razy dziennie): 100 USD
  • All Inclusive: 130 USD
WRZESIEŃ – LISTOPAD (Mathiveri)
  • Tylko pokój: 65 USD
  • Pokój + śniadanie: 70 USD
  • Pokój + śniadanie i obiadokolacja: 95 USD
  • Pokój + pełne wyżywienie (3 razy dziennie): 120 USD
  • All Inclusive: 150 USD
WYCIECZKI (MATHIVERI, THODDOO)
  • Snurkowanie: 40 USD/osobę (minimum dwie osoby)*
  • Poszukiwanie delfinów: 60 USD/osobę (minimum dwie osoby)*
  • Piknik na sand banku: 90 USD/osobę (minimum dwie osoby)*
  • Łowienie ryb: 55 USD/osobę (minimum dwie osoby)*
  • Poszukiwanie mant: 60 USD/osobę (minimum dwie osoby)*
  • Poszukiwanie rekina wielorybiego: 150 USD/osobę (minimum cztery osoby)*
  • Transfer na lokalne wyspy lub do resortu: 40 USD za łódź*
* - jeśli wykupujemy więcej wycieczek, cena będzie niższa. Przy moim zestawie wycieczek zaoszczędziłem 70 USD. Na Thoddoo z racji tego, że pływaliśmy w grupie 8-mio osobowej, ceny wycieczek obniżyły się aż o połowę!

INNE
CENY W SKLEPACH
  • Lody Magnum: 34 MVR
  • Magnesy na lodówkę: 5-7 USD
  • Mleczko do ciała Dove lawendowe 500ml: 54 MVR
  • Duże magnesy na lodówkę (ręcznie malowane): 15-20 USD
  • Herbata najwyższej jakości, importowana ze Sri Lanki (100 torebek): 42 MVR
  • Obiady w lokalnych restauracjach: 50-80 MVR
  • Obiady w stolicy: 220-400 MVR
  • Obiady w stolicy w restauracji obok hotelu Octave (prowadzą ją ludzie ze Sri Lanki): 9 USD na dwie osoby
ZASADY PANUJĄCE NA WYSPACH LOKALNYCH
  • W strojach kąpielowych opalamy się i kąpiemy tylko na wyznaczonej plaży dla turystów. Na pozostałych musimy mieć założone minimum krótkie spodenki i krótką koszulkę. Kobiety nie muszą zakrywać nóg. Krótkie spodenki i bluzka na ramiączkach to minimum.
  • Przez wioskę nie spacerujemy w stroju kąpielowym lub bez koszulki w przypadku mężczyzn.
  • W miejscach publicznych nie możemy chodzić za rękę, przytulać się, ani całować.
  • Na lokalnych wyspach nie kupisz alkoholu, nie ma go w sklepach (Muzułmanie mają zakazany alkohol).
  • Na wyspie usłyszysz 5 razy dziennie modlitwy nadawane z meczetu przez megafony we wszystkich kierunkach.
  • Do Polski nie wolno przywozić muszli i kawałków raf koralowych.
  • Na Malediwy nie wolno przywozić rzeczy stojących w sprzeczności z Islamem (Biblia, łańcuszek z krzyżykiem, itp.).
  • Na Malediwach nie ma psów, ponieważ pies jest zwierzęciem nieczystym dla Muzułmanów.

CIEMNA STRONA MALEDIWÓW
Jestem człowiekiem, który stara się widzieć same pozytywy i na nich się koncentruję. Z tego względu łatwiej mi spełniać marzenia i nie widzieć problemów, których w rzeczywistości nie ma, lub tkwią w naszej psychice. Nie jestem również typem polskiego narzekacza, nerwusa lub dogryzacza, czy też pospolitego/zawodowego doczepiacza do wszystkiego, do czego się da (w dzisiejszych czasach nazwalibyśmy taką osobę 'hejter'). Wiem, że takich ludzi nie brakuje, dlatego muszę opowiedzieć też o sprawach, które są zwykle przemilczane. Na Malediwach dużym problemem jest wyspiarski charakter państwa. Trudno jest zorganizować sprawny system zarządzania takim terenem, dlatego bardzo trudno jest o czystość terenu. Na wielu wyspach są zorganizowane, zamykane wysypiska śmieci, co pozwala chronić wyspę przed zanieczyszczeniami. Problemem jednak jest sama mentalność Malediwczyków, ponieważ oni sami zaśmiecają swoje wyspy. Często widać obrazek, kiedy ktoś zje lody na patyku i wyrzuci ‘papierek’ w miejscu, gdzie je zjadł. Z drugiej strony, kilkukrotnie widziałem, kiedy prowadzący łódź wypił napój i wyrzucił plastikową butelkę ot tak – jednym machnięciem ręki – do oceanu. Na szczęście nasz gospodarz Naeem nie toleruje takiego zachowania i zawsze zabiera puste opakowania po sobie i po turystach. Na wyspie funkcjonuje system gromadzenia śmieci w jednym miejscu. Wygląda to tak, że mieszkańcy mają duże, plastikowe śmietniki. W konkretnym dniu, znanym tylko dla nich, przez wioskę przejeżdża meleks i zabiera wszystkie śmietniki do ustalonego miejsca. To znaczy, że jeśli mieszkańcy wrzucą każdy śmieć do pojemnika, to nigdzie bezpańsko nie będą się walały po wyspie. Na szczęście problem odpadków nie jest tak duży na Fehendhoo, a sama wyspa jest czysta i przyjemnie się nią wędruje. Od końca roku 2018 rząd Malediwów wprowadził nowe rozporządzenie, gdzie śmieci ze wszystkich atoli mają być zbierane i gromadzone tylko na jednej wyznaczonej do tego celu wyspie. Czy to dobre rozwiązanie? Dla wszystkich wysp tak, bo będą wolne od śmieci, ale dla środowiska już nie, bo co, jeśli tą jedyną wyspę choć raz zaleje woda? Katastrofa ekologiczna gotowa… Pewnie słyszałeś o stolicy Male, która nie ma przemysłu. Wszystkie zakłady przemysłowe znajdują się na sąsiedniej, sztucznej wyspie, która została utworzona ze... śmieci. Codziennie jej powierzchnia zwiększa się o 1m kwadratowy. Obecnie funkcjonuje tam około 100 zakładów przemysłowych. Drugim problemem są plastikowe butelki rzucane z pływających łodzi do oceanu. Na Fehendhoo, na wysokości pierwszego przewężenia wyspy, po prawej stronie widać, jak wyspa ‘zbiera’ butelki, które przyniesie ocean. Jako, że ląd stoi na drodze prądów morskich, to w tym miejscu gromadzą się butelki. Najbardziej jednak widać ten fakt, kiedy popłyniemy z Naeem’em łodzią na jedną z naszych wycieczek. Wtedy na głębszych wodach nieraz miniemy kilka dryfujących, plastikowych butelek. Tyle na świecie mówi się o ‘plastikowym’ zagrożeniu, a tym czasem Malediwczycy lekką ręką sami sobie robią krzywdę. Oczywiście nie o wszystkich można tak powiedzieć, ale problem jest dość znaczny, skoro tyle butelek pływa na otwartych wodach.

Kolejną kwestią jest ubiór. Może chcielibyśmy poczuć się tak swobodnie, jak w Europie i rozbierać się do bikini na każdej plaży. Lokalne wyspy mają zazwyczaj tak, że jedna plaża jest ‘oddana’ dla turystów (bikini beach), a inne są przeznaczone dla miejscowych, co nie znaczy, że ty nie możesz się tam wykąpać. Miejscowi mają swoje zasady podyktowane ich religią i najlepiej, jeśli uszanujemy ich zwyczaje. Wiem, że zaraz może podnieść się w tobie polska buntowniczość – skoro my mamy przestrzegać ich zasad, to niech oni przestrzegają naszych. Jest w tym dużo racji, ale to nie my jesteśmy temu winni, tylko tak zwana poprawność polityczna rządzących różnymi europejskimi krajami, w tym Polski, gdzie wydaje się takie, a nie inne rozporządzenia. Ja nie miałem żadnego problemu w uszanowaniu malediwskich zwyczajów. Na publicznych plażach kąpałem się w krótkich spodenkach i krótkiej koszulce, a na bikini beach w stylu europejskim, Trzeba pamiętać, że bikini beach, to najładniejsze miejsce całej wyspy. W miejscach publicznych wystarczy, że kobiety założą jednoczęściowy strój lub lekką sukienkę i też będzie dobrze. Ważne, żeby we wiosce nie chodzić w bikini lub bez koszulki w przypadku mężczyzn. Już od pierwszego dnia zżyłem się Naeem’em i polubiłem tutejszą ludność tak, że miejscowe zwyczaje stały się również moimi. Najważniejsze, żeby okazywać sobie szacunek w obie strony. A co z alkoholem? Na miejscowych wyspach nie kupimy go w sklepie, bo go po prostu nie ma. Malediwczycy nie mogą pić alkoholu i w tym raju panuje całkowity zakaz picia trunków ze względu na religię. Skoro nie można pić alkoholu, to dlaczego można palić papierosy?... No cóż – tak mają. Alkohol wypijemy jedynie w resortach i hotelach. Jeśli lubisz ponarzekać i trudno ci się przestawić, polecam zaprzyjaźnić się z miejscowymi lub chociaż porozmawiać z nimi. Zobaczysz, że są to bardzo otwarci ludzie i chociaż kobiety mogą wydawać się odizolowane, bo chodzą w pełni zakryte, nawet kiedy się kąpią, to one również bardzo chętnie rozmawiają z turystami. Są ciekawe naszego świata, ale przede wszystkim chcą pokazać swoją wyspę od najlepszej strony.

Patrząc nieco szerzej na samo państwo, zobaczysz, że stolica to naprawdę nieciekawy twór. Zamieszkana wyspa przez 450.000 ludzi ma wymiary około 2km x 2km, dlatego każdy kawałek ziemi jest bardzo cenny. Każdy skrawek jest zabudowany chaotycznymi budowlami, a z powodu braku miejsca obiekty buduje się do góry. Dla przykładu hotel Octave, mający aż 7 pięter wysokości, ma zaledwie 11 pokoi. Budynki są wąskie, ale strzeliste. Brak miejsca szczególnie widać na drogach. Uliczki są wąskie i na dodatek zastawione skuterami, podobnie jak w Amsterdamie parkuje się tysiące rowerów. Przejażdżka samochodem to już sportowe wyzwanie, ponieważ niejednokrotnie trzeba wysiadać na zakrętach i przesuwać skutery tak, żeby zmieścił się samochód. Hałas na drogach z powodu nieustannie kursujących skuterów jest nie do zniesienia. Wydaje nam się, że jeżdżą bez ustalonego porządku. We wszystkie strony i bez zasad na skrzyżowaniach. Piesi tak samo przechodzą przez ulicę, wciskając się pomiędzy duży ruch. Wędrówka przez miasto może naprawdę umęczyć. Trudną kwestią związaną z odciążeniem stolicy jest usypanie sztucznej wyspy po drugiej stronie lotniska. W 2019 roku budowano kilka wysokich wieżowców, co ma odciążyć przeludnione centrum. Patrząc na to ze strony praktycznej, nie sądzę, żeby nastąpiło jakieś odciążenie. Biznes rządzi się swoimi prawami i lepiej będzie sprzedać te mieszkania, czy powierzchnie biurowe nowym ludziom, czy inwestorom niż ludności, która ma swoje mieszkania i trudno im będzie znaleźć dodatkowe pieniądze na przeprowadzkę. Płynąc w stronę Fehendhoo, już na czwartym kilometrze mijamy wyspę z resortem. Gdybym miał kupować wakacje w malediwskim resorcie na pewno nie wybrałbym tej wyspy ze względu na widok wieżowców i miasta. Kolejnym problemem jest prąd dla stolicy. Jedna wyspa została poświęcona dla elektrowni. Gdzieś na środku oceanu dymią kominy, a prąd jest dostarczany poprzez podwodne kable. Dwie kolejne wyspy zostały zagospodarowane na potrzeby policji i transportu benzyny.

 
Hałaśliwe i wąskie ulice w Male

W pobliżu Male zobaczymy bardzo duży ruch morski. Malutkie łódki przepływają obok potężnych, długich na kilkaset metrów kontenerowców, czy też równie ogromnych statków do pogłębiania dna morskiego. Nasza łódź z Goidhoo przewożąca 55 osób, wyglądała jak mała zabawka przy ogromnym statku służącym do pogłębiania dna morskiego. Przepłynęliśmy zaledwie kilkadziesiąt metrów przed jego dziobem. Czy warto wybierać guest house przez Booking.com lub tego typu portale? Z jednej strony tak, jeśli samemu załatwisz sobie łodzie lub transport do wybranego obiektu. Musisz jednak pamiętać, że często w takich obiektach zdarza się zjawisko overbookingu, czyli potwierdzenie przybycia większej ilości gości niż gospodarz ma dostępnych miejsc. Na wyspie spotkaliśmy dziewczynę z Polski, która jadła z nami obiad, tylko dlatego, że jej 9-cio osobowa grupa była zakwaterowana na Fulhadhoo, a dla niej i dwóch jej kolegów zabrakło miejsca i ta trójka musiała zostać zakwaterowana na Fehendhoo. Takie sytuacje są częste, dlatego wolałem powierzyć sprawę moich wakacji osobie, która mieszka na stałe w Male i współpracuje z konkretnymi guest house’ami. Z drugiej strony, nawet w przypadku overbookingu wiedziałem w jaki region jadę, więc jeśli miałbym być na Fulhadhoo, czy Fehendhoo, to z obu wysp cieszyłbym się bardzo, bo obie są niezwykle rajskie. Gorzej gdyby przypadło mi Goidhoo. Chociaż wyspa ma piękne tropikalne lasy, to brakuje jej katalogowych plaż. Ogólnie nie jest polecana jako miejsce turystyczne, bo obie sąsiednie wyspy są znacznie bardziej piękne i niezwykle rajskie.


Chaotyczna zabudowa Male i ciągłe rozbudowywanie ku górze z powodu braku ziemi pod budowę nowych obiektów w stolicy

Ostatnią ciekawostką należącą do tej kategorii jest samozwańcze, terrorystyczne państwo ISIS. W naszej telewizji bardzo często mówiło się o ISIS w kontekście Syrii i tego, jak bardzo opanowało ono jej ziemie. Mało kto wie, że nawet po prawie całkowitym rozgromieniu ISIS w Syrii, to państwo wcale nie zniknęło. Równolegle istnieje na terenie dzisiejszych południowych Filipin i Indonezji oraz w Mozambiku, tylko, że w naszych mediach mało kogo interesują tamte ziemie. A co wspólnego mają z tym Malediwy? Obywatele Malediwów stanowią największą grupę narodowościową, które tworzą tamtejsze ISIS. Nie ma czego się obawiać, ponieważ na terenie Malediwów terroryści z tego samozwańczego państwa w ogóle nie prowadzą swojej działalności. Chociaż Malediwy nie mają własnego wojska, to mają wsparcie militarne Indii.

PODSUMOWANIE
Jeśli nie jesteś jeszcze zdecydowany, a myślisz o Malediwach, możesz pomyśleć, że widziałeś dużo wyidealizowanych zdjęć, a nie masz pewności, jak będzie naprawdę. Możesz wybrać kilka opcji: mieć dużo obaw i nic nie zrobić, trochę ponarzekać i porzucić ten pomysł lub sprawdzić na własne oczy, jak tam jest, pozbierać dodatkowe opinie i zdecydować się na wyjazd oraz zrobić tak, jak ja – usłyszałem o tym miejscu, zobaczyłem zaledwie kilka zdjęć i powiedziałem: chcę tam być! Pomimo obaw, czy zobaczę naprawdę rajskie krajobrazy (moim celem zawsze jest fotografia krajobrazowa + aktywny wypoczynek), to postanowiłem sprawdzić, czy jest tam tak, jak opisują inni. Wystarczyło mi obejrzenie kilku zdjęć z Internetu i filmików na YouTube, żeby stwierdzić, że zobaczę mnóstwo turkusu, palm i rajskich plaż. Uwierzyłem, że tak jest, a w rzeczywistości było jeszcze piękniej niż oczekiwałem! Jeśli pomyślisz, że zdjęcia są przerabiane w Photoshopie, to muszę cię zaskoczyć, bo ten program jest zbyt drogi dla mnie i nie mam czasu na jego naukę. Używam tylko starej, wycofanej 1 maja 2016 roku ‘Picassy 3’ od Google, gdzie jednym przyciskiem zdejmuję mgły, które zawsze powstają przy fotografowaniu obiektów powyżej 30 m (jeśli chcesz się dowiedzieć, jak robić profesjonalne zdjęcia lustrzanką bez edycji w Photoshopie, polecam przeczytać mój artykuł: Górski poradnik fotograficzny, z którego dowiesz się, jak świadomie kupić aparat i jak robić nim profesjonalne zdjęcia). Używając w pełni ręcznych ustawień można zrobić naprawdę dobre zdjęcia bez niepotrzebnych modyfikacji.

5 komentarzy:

  1. Wracając z zagranicy wystarczy test antygenowy, nie musi być PCR.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My musieliśmy mieć PCR, bo jak wracaliśmy, na lotnisku Chopina nie było jeszcze możliwości robienia testów antygenowych. Taką opcję wprowadzili dosłownie kilka dni temu.

      Usuń
    2. Artykuł już zaktualizowałem. Od 30 marca 2021 na lotnisku w Warszawie można wykonywać testy antygenowe w dwóch punktach.

      Usuń
  2. Do tego można zrobić test w ciągu 48 godzin po powrocie - więc niby zaczyna się kwarantanna, ale jeśli w ciągu 2 dni się przetestujemy antygenem, to zostaje ona anulowana.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie tylko zastanawia, kto takie przepisy wymyślił, bo jeśli ktoś jest naprawdę chory, to przez dwa dni może roznosić chorobę. Ta kwarantanna i testy antygenowe to taka trochę tragifarsa w trzech odcinkach, podobnie jak z wydarzeniami związanymi z COVID-19.

    OdpowiedzUsuń