niedziela, 3 grudnia 2017

Rodos - co warto zobaczyć? - czyli Rodos - Top 10

 Co zobaczyć na Rodos? Rodos - Top 10

Co warto zobaczyć na Rodos? Z pewnością na wyspie znajdziemy mnóstwo ciekawych miejsc do odwiedzenia. W zależności, kto co lubi, znajdziemy atrakcje przyrodnicze, historyczne, kulturalne, czy typowo związane z wypoczynkiem - oczywiście mam na myśli piękne, piaszczyste plaże. Najpierw jednak powiem o samej wyspie Rodos, ponieważ każda grecka wyspa ma w sobie coś wyjątkowego. Rodos zdecydowanie wyróżnia się długością okresu słonecznego. W całej Grecji Rodos uchodzi za najbardziej słoneczną wyspę. Dni ze słońcem mamy aż 300 w ciągu roku, podczas, gdy średnia dla Grecji wynosi „tylko” 200. Będąc pod koniec września, lub na początku października, można nadal cieszyć się letnią pogodą. W tym czasie mamy bezchmurne niebo i około +25’C. Wody są ciepłe (ok. +19'C do +21'C), więc pomimo początków jesieni, ciągle możemy pływać w morzu. Ciekawa jest również sama pogoda, a raczej związane z nią wiatry. Na Rodos przez połowę tygodnia może wiać dość silny, ale ciepły wiatr. Południowo-wschodnia część wyspy jest zabudowana gęsto hotelami w znanych miejscowościach i ciągle powstają nowe… Północno-zachodnia część wyspy jest praktycznie bez obiektów turystycznych. Wyspę można podzielić wzdłuż na pół. Dolna połówka, czyli południowo-wschodnia, jest rozwinięta pod względem infrastruktury turystycznej, a druga część już nie. Nie trzeba daleko szukać powodu, dlaczego tak się stało. Na południowo-wschodniej części (dolna połówka) wiatr wieje z lądu do morza, co jest korzystne, a w górnej części wyspy wiatr wieje z morza na ląd, co nie jest szczególnie oczekiwane przy beztroskim wypoczynku. Inną kwestią są stromo opadające zbocza gór bezpośrednio do morza oraz brak piaszczystych lub szerszych plaż. W końcu na Rodos przyjeżdżamy, żeby wypocząć nad morzem.Ogólnie można powiedzieć, że wyspa jest wietrzna i słoneczna. Najlepiej pokazuje to przykład pięknej, piaszczystej plaży o nazwie Tsambika, gdzie wiatr nawiał ponad 20m wydmę na jej końcu, zasypując skaliste zbocza góry. Co ciekawe, w tym samym miejscu kąpiemy się w krystalicznie czystych wodach o przepięknym błękicie. O tej plaży będzie w dalszej części.

Z czego jeszcze słynie wyspa? Na pewno z dwóch pięknych, piaszczystych plaż, o których opowiem znacznie szerzej. Mi na pewno w głowie utkwił jeden bardzo ważny szczegół. Mam na myśli sposób organizowania wycieczek do znanych miejsc we własnym zakresie. Na innych wyspach greckich nie spotkałem się, żeby można było wszędzie dojechać… komunikacją miejską… Tak! Właśnie to jest najtańszy i pewny sposób na organizację dobrej wycieczki. Zdziwiłem się, gdy zobaczyłem informację, że autobusy jeżdżą do znanych plaż aż do 15 października! Rozkład jest zmieniany na lato, na wrzesień i na okres 1-15 października. Zadziwił mnie fakt, gdy chcesz pojechać do miasta Rodos, na plażę Tsambika, Lindos, do miasta Lindos, czy do Doliny Motyli, to możesz dojechać tam wsiadając w autobus. Wycieczki w biurach podróży kosztują od 37 EUR, nawet do ponad 50 EUR za osobę, a bilet na przejazd w komunikacji miejskiej kosztował 1,80 EUR do 2,90 EUR w zależności do jakiego miejsca chciałeś pojechać (cena biletu w jedną stronę). Kiedy podliczyłem sobie koszty wyszło, że codziennie oszczędzałem około 30-35 EUR na osobę. To bardzo dużo, tym bardziej, gdy chcesz codziennie coś nowego zobaczyć. Rodos zdecydowanie wyróżnia się pod względem ilości… kotów. Są dosłownie wszędzie: w opuszczonych miejscach, na krzakach, pod krzakiem, na drzewach, na terenie hotelu, na murkach, na krzesłach, itp. Jeśli będziesz w hotelu, nie zdziw się, jak rano wyjrzysz za okno, a w pobliżu będą spały trzy koty. Jedząc obiad, czy kolację, bez większego problemu znajdziemy przynajmniej pięć kotów w okolicy. Na szczęście nie są natrętne i nie wskakują na kolana, ani na stoły. Po prostu leżą gdzieś na murkach, przechodzą w pobliżu lub śpią w rogu lub w cieniu pod krzakiem. Rodos była nazywana kiedyś Wyspą Węży, ponieważ nie brakuje tutaj spalonych miejsc słońcem, co jest idealnym środowiskiem dla węży. Nie poleca się chodzić przez zarośnięte i cierniste tereny, ponieważ możemy nieświadomie zaskoczyć węża naszą obecnością. Jeśli już musimy iść przez takie miejsca, to wybierajmy wydeptane ścieżki, gdzie widać otoczenie. Wyspa jest warta odwiedzenia, tylko trzeba próbować łapać dobre okazje. W dzisiejszych czasach Rodos zmieniła nazwę z Wyspy Węży na Wyspę Kotów.

 
 
 
 
Koty na Rodos są wszędzie...

JAK ORGANIZOWAĆ WYCIECZKI, KIEDY SZUKAĆ ODPOWIEDNICH TERMINÓW NA WYJAZD?

Port na wyspie Chalki

To bardzo ważna kwestia, ponieważ nikt nie lubi przeludnienia i tłumów na plażach. Na początek dodam, że w lecie 2017 (lipiec, sierpień) na Rodos przyleciało 1,3mln turystów! To jest cały ogrom ludzi, który musi zmieścić się na kilku plażach i w kilkuset hotelach. Nie dziwmy się, że ceny w sezonie potrafią podskoczyć do ponad 2400zł/tydzień. Zdecydowanie polecam ostatni tydzień sierpnia (ceny spadają o około 300zł). W pierwszym tygodniu września i przez cały ten miesiąc ceny nierzadko wracają do tych letnich. Dopiero ostatni tydzień września i na początek października oznacza bardzo duży spadek cen. Nawet o 1000zł! Z łatwością znajdziemy okazję 1400zł/osobę/tydzień w czterogwiazdkowym hotelu w wersji all-inclusive. Chociaż celem poszukiwań nie będzie hotel, to za taką cenę łatwo znajdziemy wyższy standard w pełnej wersji. Wypożyczając samochód trzeba pamiętać, że ceny w sezonie szybko podskakują do ponad 30 EUR za dzień. Droga szybszego ruchu poprowadzona od miasta Rodos przez większą część wyspy nie jest przyjemna, ponieważ odbywa się na niej bardzo duży ruch i ludzie jeżdżą tam różnymi stylami… Trzeba pamiętać, że znaczną część tego ruchu generują turyści z różnych państw. Po drugie wszystkie inne drogi nie tworzą jakiejś logicznej siatki połączeń. Raczej przypominają chaotycznie rozrzucone nitki połączone ze sobą. Często prowadzą do jakichś wiosek, czy nad wybrzeże, gdzie nic nie zobaczymy. Warto więc rozważyć, co chcemy zobaczyć, przemyśleć, czy naprawdę potrzebujemy samochodu i czy nie lepiej w inny sposób dojechać w wybrane miejsca. Jako, że nie jestem kierowcą, zawsze w podobnych opisach koncentruję się na opcji „bez samochodu”.

Rodos jest o tyle dobrą wyspą, że w każde znane miejsce dojedziemy autobusem z przystanku w pobliżu hotelu. Co jest ciekawe, komunikacją miejską mało kto jeździ z miejscowych. Większość pasażerów to turyści. Właśnie z tego powodu polecam zrobienie zdjęcia rozkładu telefonem na przystanku. Szybko zobaczymy, że na tablicy podawane są godziny odjazdu i… godziny możliwości powrotu z danego miejsca. W ten sposób można ułożyć plan na cały dzień. Jeśli nie przyjedzie autobus na czas, nie martwmy się, ponieważ najczęściej mają one 10min spóźnienia ze względu na kupno biletów u kierowcy, co wydłuża czas odjazdu z przystanku. Na jednym rozkładzie są podane wszystkie możliwe opcje wyjazdu do i powrotu z danego miejsca, dlatego trzeba uważać, po której stronie drogi wsiadamy, żeby czasem nie pojechać w przeciwną stronę. Najbardziej popularny kurs to oczywiście odcinek miasto Rodos – wioska Lindos z akropolem. Na tym odcinku znajdziemy najwięcej połączeń. Z drugiej strony patrząc – od Rodos do Lindos mamy kilka najciekawszych miejsc, stąd możemy urozmaicać kierunki odkrywania nowych ziem. Trzeba pamiętać, że w dużych miejscowościach, jak Lindos, Faliraki, czy Rodos obowiązkowo trzeba kupić bilet w kasie biletowej. Kierowca sprzedaje ważny bilet tylko w miejscach, gdzie nie ma takich kas.

Organizując wycieczkę musicie pamiętać, żeby zabrać ze sobą dużo wody, ponieważ codziennie jest ciepło lub upalnie (nawet na początku października!) i trochę jedzenia. Musimy pamiętać, że przy dużym cieple nie chce się za bardzo jeść. Jest jeszcze jeden sposób, żeby zorganizować wyjazd, nie mając samochodu. Będąc w większych wioskach, lub w miastach zauważymy lokalne biura podróży. Zazwyczaj mają dokładnie o połowę mniejszą cenę niż nasze biuro podróży, z którym przyjechaliśmy. Jeśli choć trochę znasz język angielski, na pewno się dogadasz. Tą opcję polecam dla osób, które nie mają smykałki do organizacji wycieczek na własną rękę. W takich biurach załatwią wszystko za ciebie. Wystarczy przyjść na umówioną godzinę. Korzystałem z podobnych usług na Krecie i Korfu i za każdym razem byłem bardzo zadowolony z jakości świadczonych usług. Dzięki takim biurom możemy dużo zobaczyć. Warto pamiętać, że jeśli na naszym terenie działa kilka firm (chociażby dwie), najpierw trzeba wziąć od nich ulotki, lub jeśli umiesz, możesz zapytać, by sprawdzić jaki mają program wycieczki związany z tym samym miejscem. Zdziwisz się, ale różne firmy zapewniają inny czas na zwiedzanie, stąd określ, czy chcesz się dowiedzieć coś o historii danego miejsca, czy interesuje cię fotografia krajobrazu, architektury, itp., czy może zależy ci tylko na opcji „zawieźcie mnie tam, a ja sobie czas zorganizuję”. Szybko zobaczysz, że dla każdego znajdzie się dobra oferta. W końcu to ich biznes i zrobią wszystko, żebyś poczuł komfort i radość z wyjazdu. Zdecydowanie polecam opcję lokalnych biur podróży. Nie ma powodów do obaw, że coś nie wyjdzie. Organizatorzy dbają o jakość wycieczki i o punktualność. W przypadku, gdy pogoda nie dopisze i wycieczkę odwołają, wszystkie biura oddają wpłacone pieniądze. Pozostaje jeszcze kwestia spania, czyli jak wybierać hotele.

HOTELE

Hotel Dessole Lippia w Afandou

Na Rodos mamy bardzo szeroki wybór hoteli. Na początku musimy określić termin, kiedy chcemy pojechać, bo od niego głównie zależy koszt naszego zakwaterowania. Na drugim miejscu określamy, czy zależy nam na spokojnym miejscu, czy potrzebujemy dostępu do wszystkiego „na wyciągnięcie ręki”, co raczej oznacza zakwaterowanie w mieście w hotelu-wieżowcu. Hotele są dobrze wyposażone, dlatego standard raczej schodzi na dalszy plan, ponieważ nawet w trzygwiazdkowym hotelu poczujemy się komfortowo. Jedną z najważniejszych rzeczy jest z pewnością jakość przyhotelowej plaży. Zainteresuje nas fakt, czy będziemy mieli piaszczystą, żwirową lub kamienistą plażę. Nie od dziś wiadomo, że najbardziej pożądaną jest oczywiście „złoty piasek”. Rodos może pochwalić się czterema takimi plażami, które warto zobaczyć co do jednej. Plaża Rodos w mieście Rodos (pomimo położenia w mieście jest bardzo piękna). Właśnie tutaj wybudowano mnóstwo kilku-, kilkunastopiętrowych hoteli wyglądających, jak długie blokowiska o różnym standardzie. Poszukując dobrego hotelu i uwzględniając wszystkie powyższe rzeczy warto zadać sobie pytanie: „chcesz 7-mio piętrowy wieżowiec z dostępem do wszystkiego, czy kameralny hotel w krzakach z niewielką cywilizacją?”. Ja oczywiście zawsze wybieram tę drugą opcję, ponieważ wolę spokój i przede wszystkim chcę być z dala od miasta i jego zgiełku. Hotele na uboczach są zadbane i niczego w nich nie brakuje, ale za to docenimy spokój okolicy. Jedyny minus jest taki, że nie mamy dostępu do lokalnych biur podróży, jeśli szukamy takiej opcji.

Mój wybór zawsze pada na spokojną okolicę i nieprzeludnione plaże. Takie warunki spełnia hotel Dessole Lippia w Afandou. Hotel jest wybudowany dosłownie „w krzakach”, a dokładniej pomiędzy oliwnymi gajami. Około 300m od wyjścia, idąc jedyną i wąską dróżką asfaltową, dojdziemy do głównej drogi szybkiego ruchu, do przystanku autobusowego oraz do marketu spożywczego. W naszej okolicy panuje zupełny spokój. Po drugiej stronie kompleksu hotelowego mamy bardzo szerokie dojście na jeszcze dłuższą, piaszczysto-kamienistą plażę. Od plaży do wejścia na teren hotelu mamy tylko 320 kroków, a od furtki wejściowej do najbliżej położonych pokoi – 140 kroków. Kompleks jest bardzo duży, ale są to trzypiętrowe budynki pomalowane na pastelowy żółty kolor, co dobrze komponuje się z tutejszą zielenią. Ciekawie wyglądają trawy, ponieważ w nocy nawadnia je automatyczny system zraszaczy i kiedy przyjedziemy na miejsce w godzinach nocnych, to na pewno poczujemy się, jak w dobrej grze komputerowej, gdzie coś strzela do ciebie z różnych kierunków, a ty musisz unikać tych strzałów. Zraszacze obracają się we wszystkich kierunkach i w trakcie wędrówki do pokoju unikamy kolejnych strumieni wody. Czasami strumienie tak się nakładają na siebie, że będziemy na „linii ognia”. To raczej nieuniknione. Jeśli nie lubimy kotów, wyspa Rodos nie będzie dla nas odpowiednim miejscem na wypoczynek, ponieważ na terenie hotelu znajdziemy kilka, kilkanaście kotów, które po prostu tam żyją. Są nieodłączną częścią rodyjskiego krajobrazu.

Poszukując obiektu pamiętajmy, żeby dokładnie sprawdzać położenie budynku względem plaży, ponieważ w ofertach dość często mamy przekłamania dotyczące odległości hotelu od plaży. Warto zobaczyć na Google Maps, jak wygląda teren dookoła, i przede wszystkim, jak wygląda nasza plaża. W polskich biurach podróży nie brakuje ofert, gdzie hotele znajdują się nad bardzo wąskimi i krótkimi plażami, czy też, gdzie znajdują się zakłady przemysłowe, albo do morza wpływa rzeka ze ściekami. Kiedy jesteśmy w biurze podróży, wszystkie oferty mają opcję „pokaż na mapie”. Zawsze proś o pokazanie terenu na mapie i wtedy zobaczysz, czy np. teren w pobliżu jest mocno zabudowany (jak np. Faliraki na Rodos), czy nie ma jakiejś rzeki ze ściekami (jak np. Sidari na Korfu), czy nasza plaża, to przypadkiem nie są tylko sztucznie ustawione betonowe płyty z leżakami nad morzem (np. Angela Beach Resort na Korfu), czy plaża jest szeroka i faktycznie piaszczysta oraz, czy jest skomercjalizowana, czy też nie (z map satelitarnych Google dobrze wszystko widać). Patrząc na Dessole Lippia widzimy przed plażą jakieś nieużytki i całą siatkę wydeptanych ścieżek. Trudno określić co to jest z mapy, ale gdy jesteśmy na miejscu, to widzimy, że mamy do czynienia ze spalonym słońcem terenem, gdzie nie ma tłumów ludzi. Jest dużo kwestii, które warto wziąć pod uwagę przy wyborze hoteli. Ważne, żeby robić to w pełni świadomie po to, żeby nasze wakacje były udane. Dość łatwo naciąć się na ofertę, która mówi o tych rzeczach, ale trzeba głębiej poszukać informacji… Dla biur podróży najważniejszy jest zysk, dlatego nie powiedzą Ci o zakładach przemysłowych przy hotelu, jak np. na Krecie (miejscowość Ammoudara).

CO WARTO ZOBACZYĆ NA RODOS?
To chyba najważniejsze pytanie, ponieważ głównym naszym celem jest przecież dobry wypoczynek. Rodos oferuje przyjemne z pożytecznym, dlatego dla „leniwych” polecam „pozorną aktywność”, czyli odwiedzenie ciekawego miejsca, z możliwością długiego opalania się nad morzem. Można zorganizować takie wyjazdy i dlatego o nich opowiem więcej. Zastanawiając się, co chcemy zobaczyć warto brać pod uwagę czas, jaki chcemy poświęcić na daną atrakcję. Szybko dostrzeżesz, że każda wycieczka wykupywana w biurach podróży do miasta Rodos nie ma najmniejszego sensu; łączony wyjazd do Rodos i Lindos w ciągu jednego dnia okaże się bowiem niewypałem, a wypożyczenie samochodu, żeby zobaczyć kilka miejsc na raz może spowodować, że zbyt szybko będziemy chcieli zobaczyć pewne atrakcje, na które trzeba poświęcić zdecydowanie więcej czasu… Warto więc organizować wycieczki w różny sposób – w zależności od miejsca, które chcemy zobaczyć. Przedstawiam moje Rodos - Top 10, czyli: co warto zobaczyć na Rodos:

1. TSAMBIKA

Rajska plaża Tsambika

Jest to jedna z dwóch najpiękniejszych plaż na całej wyspie. Tsambika jest konieczną pozycją na liście „miejsca do zobaczenia na Rodos”. Co jest w niej takiego wspaniałego? Z pewnością jej długość, szerokość i morze. Na Tsambika mamy drobny, żółty piasek nieznacznie pomieszany z bardzo drobnymi kamyczkami, który ciągnie się od jednego zbocza góry, aż po drugie. Na części są ustawione parasole z płatnymi leżakami. Cała plaża ma długość 1100m i warto przejść ją całą po wykąpaniu się w morzu. Wchodząc na plażę, po lewej widzimy skaliste zbocze góry Tsambika o wysokości 326 m n.p.m. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że góra „wyrasta” praktycznie od poziomu morza, to Tsambika jest wysokim szczytem. Pod skalistym zboczem z pewnością zauważymy ogromny głaz, będący kiedyś częścią zbocza góry, na którym namalowano ogromną flagę Grecji. Trudno nie zauważyć tego „drobnego” szczegółu. Za wielkim głazem rozpoczyna się niekomercyjna część plaży oraz wysoka wydma na ponad 20m! Jako, że wieją tu dość często silne, ale ciepłe wiatry zawsze w jednym kierunku, to piasek z plaży jest stale gromadzony w jednym miejscu, przez co wydma nieustannie rośnie. Nie próbujmy na boso wchodzić do góry, ponieważ cała powierzchnia jest tak gorąca, że dosłownie poparzy nam stopy. Nachylenie wydmy w stronę morza powoduje, że piaski nagrzewają się do bardzo wysokich temperatur, gdy tymczasem na płaskiej części plaży można chodzić bez problemu. Na wydmę polecam wchodzić tylko i wyłącznie w butach. Pomimo chronionych stóp trzeba iść szybko, ponieważ „płonący” piach wsypuje nam się do środka. Trzeba iść jak najszybciej, aż za załamanie wydmy tuż pod zboczem góry Tsambika. Zauważymy, że skały zostały dawno przysypane, a dzieci znajdą w ich pobliżu wspaniałe miejsce do zabawy z pięknym widokiem na morze.

 
 
Widok ze szczytu wydmy o wysokości około 25m oraz wielki głaz z flagą Grecji

Ze szczytu wydmy mamy naprawdę rajski widok. Patrzymy na dość sporą część plaży, a przed nami widać krystalicznie czyste wody. Pomimo, że na dnie morza leży tylko piasek, to w miejscu po lewej widzimy kilka skał o wyglądzie przypominającym powulkaniczne skały. Bardzo pięknie ozdabiają krajobraz. Wody są tak czyste, że widzimy tylko delikatną linię wody i bardzo dokładnie całe dno. Dość mocne wiatry na plaży Tsambika mają jedynie taką wadę, że kiedy leżymy na plaży, z pewnością będzie nas zawiewać piaskiem. Nie jest to jednak żadna przeszkoda, ponieważ piękne widoki zrekompensują tą niewielką niedogodność. Pamiętajmy, że obok piasku najważniejsza jest przecież woda. Można powiedzieć, że Tsambika jest rajem dla pływaków i miłośników sportów wodnych. Do morza schodzimy bardzo powoli opadającym dnem, nawet na kilkanaście, kilkadziesiąt metrów. Cały czas idziemy piaszczystym dnem. Zadziwiająca jest krystalicznie czysta woda. Wszędzie bardzo dokładnie widzimy piach i odbicia promieni słonecznych powstających na każdej fali. Pływanie w takiej wodzie pozwala bardzo się odprężyć. Piękna jest cisza panująca na całej długości plaży, ponieważ jesteśmy z dala od jakiejkolwiek wioski. Do głównej drogi mamy około 1,5km, więc naprawdę nic tutaj nie usłyszymy. Pływając, polecam dojść, lub dopłynąć w okolice zbocza góry Tsambika 326 m n.p.m. widocznego po lewej stronie, ponieważ możemy popatrzeć na porowate i ciemne skały, które widzieliśmy ze szczytu wydmy. Przyznaję, że ja jako miłośnik pięknych krajobrazów i gór właśnie tam wszedłem do morza z aparatem. Będąc zanurzony do poziomu klatki piersiowej mogłem wykonać kilka ciekawych ujęć bezpośrednio z morza. Dlaczego warto popłynąć lub iść po dnie w stronę tych skał? Z pewnością jeszcze bardziej dostrzeżemy piękno krystalicznie czystych wód tego miejsca.

 
 
Widok na rajską plażę Tsambika z poziomu wydmy i z morza

Wychodząc z części plaży położonej u stóp góry ponownie przejdziemy obok ogromnego głazu z flagą Grecji i będziemy szli przez część z parasolami i leżakami. Ciekawostką jest fakt, że tuż przed plażą znajduje się… przystanek autobusowy, gdzie z Rodos, Faliraki, Afandou i Kolymbia możemy dojechać na Tsambikę. Od głównej drogi szybkiego ruchu odbiega w lewo (patrząc od strony miasta Rodos) wąska, ale za to bardzo kręta szosa w dół, która ciągnie się przez 1,5km i prowadzi do tej plaży. Na odcinku Rodos – Tsambika ustanowiono osobną linię. Autobus zatrzymuje się we wszystkich wioskach na tej trasie, między innymi w Afandou. Polecam jazdę autobusem, ponieważ z Afandou zapłacimy tylko 1,80 EUR, a z miasta Rodos 3,70 EUR, bo mamy do przejechania około jedną trzecią wyspy. Na rozkładzie możemy przeczytać, że kurs powrotny mamy o godzinie 16.00. W lecie wyznaczono więcej kursów, ponieważ korzystających ludzi jest znacznie więcej. Wracając plażą spod zbocza góry Tsambika dochodzimy do miejsca, w którym zaczynaliśmy, czyli na przystanek. Odcinek od przystanku do końca wielkiej wydmy kończącej plażę ma długość około 360m. Część którą widzimy przed nami ma długość około 740m. Przez połowę tej długości zobaczymy kilka rzędów parasoli z leżakami, a dalej już tylko niewykorzystany długi fragment. Na samym końcu Tsambiki widzimy inne zbocze górskie opadające prosto do morza, ale mało kto tam się zapuszcza, gdyż ten fragment wydzielono dla naturystów. Utwardzona droga prowadząca wzdłuż plaży kończy się tabliczką „Naturist Beach”.

Spojrzenie na plażę Tsambika od strony plaży dla naturystów

Oprócz pięknych piasków, krystalicznie czystej wody i cudownych krajobrazów Tsambika oferuje możliwość wypożyczenia sprzętów do uprawiania sportów wodnych. Oprócz standardowych canoe, czy rowerów wodnych znajdziemy coś dla fanów mocnych wrażeń. Jedną z opcji jest ciekawa, okrągła kanapa z oparciami, ciągnięta za szybką motorówką. Kierujący nią specjalnie wykonuje ostre manewry, żeby zarzucało nas na zakrętach. Wrażenia muszą być mocne, ponieważ obserwowałem przejażdżkę z bliska. Zawsze było słychać krzyki. Inną atrakcją jest katesurfing, czyli jesteś ciągnięty za motorówką na desce i możesz wznieść się w powietrze dzięki spadochronowi. Widoki z góry muszą być bardzo ciekawe i piękne. To nie wszystko, co możemy zobaczyć na plaży Tsambika. W połowie jej długości, codziennie przychodzi facet ze skórkami z melonów i arbuzów, kroi je na kawałki i na dwóch wyznaczonych leżakach je rozsypuje. O godzinie 15.00 schodzą się z gór trzy kozy i jedzą te skórki. Jako, że jedna z kóz jest przeganiana przez drugą, jada z drugiego leżaka po przeciwnej stronie parasola. Widok jest niesamowity.

 
 
Kozy na obiedzie

GÓRY NAD MORZEM...
Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o… górach. Tak – przyjechaliśmy nad morze się wykąpać, ale mamy również możliwość wyruszenia w góry. Po co? Żeby zobaczyć plażę Tsambika z wysokości ponad 300m oraz tylko z góry możemy dostrzec niezwykły twór natury, którego z poziomu morza nigdy nie zauważymy… ale przejdźmy do początku. Po lewej stronie Tsambika widzieliśmy skaliste zbocze góry z nawianą wydmą. Mało kto wie, że z poziomu plaży można wyruszyć bezpośrednio na szczyt góry Tsambika, gdzie na szczycie znajduje się niewielki kościół, oczywiście w typowo greckim kolorze białym. Warto wejść na wierzchołek, ze względu na piękne widoki. Wędrówkę rozpoczynamy od przystanku autobusowego. Około 10m przed nim, patrząc w prawo, widzimy wydeptaną ścieżkę na wznoszący się teren. Wchodzimy na szlak. Nie spodziewajmy się, że jest dobrze oznaczony, bo nie jest, ale osoby, które chodzą po górach z łatwością sobie poradzą. Na całej długości trasy będziemy szukać czerwonych kropek na skałach (jest ich bardzo mało), albo ustawionych piramidek z kamieni. Tych znajdziemy bardzo dużo i dlatego nie powinniśmy zgubić drogi. Początkowo idziemy dobrze wydeptaną ścieżką, ale stromo do góry. I tak będzie przez większą część drogi. Od przystanku w ścieżce są głębokie wyrwy i zalegają duże głazy i kamienie. Trzeba uważać, żeby dobrze stawiać kroki. Dość łatwo o skręcenie kostki, gdy nie mamy odpowiedniego obuwia. Niemiecka wycieczka emerytów, złożona z ponad 20-stu osób została odwołana po kilku minutach wędrówki, gdy jednej pani coś stało się w nogę. Pomimo wynajętego przewodnika i posiadania profesjonalnych butów górskich wycieczka nie doszła do skutku. Nie znaczy to, że podejście jest trudne, bo nie jest. Po prostu trzeba pamiętać, że kamienie na ścieżce są duże i ruchome, a ścieżka bardzo sypka. Wystarczy zwiększona uwaga.

Podchodzimy zboczem góry stromo, aż wejdziemy na szczyt tutejszego lokalnego wzniesienia. Ścieżka prowadzi wśród zieleni i niskich krzewów. Odcinek ma około 300m długości i musimy ciągle uważać na duże kamienie nie związane z podłożem. Ktoś policzył, że całą droga na szczyt ma tylko 1300m długości, ale wchodzimy około 1,5 godziny… Dodatkowo ścieżka jest bardzo sypka, co będzie uciążliwe przy schodzeniu. Na szczycie wzniesienia, mamy niewielką równinę, gdzie możemy odpocząć. Wysoko w górze widzimy białą kapliczkę. W jej kierunku pójdziemy. Za płaskim terenem wchodzimy na spalony słońcem stok, gdzie pojawiają się pierwsze drzewa. Przed sobą widzimy większy pas drzew tworzących mały las na stromym zboczu. Szlak przecina las na pół i bardzo szybko przechodzimy na jego drugą stronę, idąc cały czas pod górę. Znajdziemy tutaj mnóstwo cienia, ponieważ pas drzew jest w całości utworzony przez gaj oliwny. Szybko zobaczymy, że nie tylko my korzystamy z jedynego zacienionego miejsca. Pod „oliwkami” z łatwością znajdziemy kilka odpoczywających kóz. Są nieodłącznym elementem krajobrazu. Podchodząc powyżej poziomu lasu wyjdziemy na spalone słońcem wzniesienie, gdzie będziemy musieli zakręcić w lewo widoczną ścieżką i wśród bardzo nierównych i sypkich skał pójdziemy na grzbiet grani. W jednym miejscu jest nawet spora przepaść i przejście w tym miejscu nie należy do szerokich… Ktoś kto ma lęk wysokości może się przestraszyć. Podchodząc zboczem, możemy mieć problem z odnalezieniem właściwej drogi.

 
Szlak na Tsambikę 326 m n.p.m. i wąskie przejście nad przepaścią

Wśród kamieni szukajmy piramidek, bo one zaprowadzą nas do celu. Najważniejsze, żeby iść przy tym dość dobrze wydeptaną ścieżką. Przechodząc przez niewielkie przewężenie pójdziemy po skałach dość stromo do góry na grzbiet grani. Kiedy szedłem przewężeniem miałem dużo szczęścia, ponieważ w tym samym czasie schodziła czarna koza. Jako, że zrobiło się ciasno na trasie, koza zeszła dosłownie w przepaść, o czym w ogóle nie pomyślałem, że przecież dla niej to bardzo łatwe. Dopiero stąd możemy zorientować się, gdzie prowadzi dalsza część szlaku. Widzimy też, że przed sobą mamy jeszcze spore i bardzo strome podejście. Za dobry punkt orientacyjny uważam dwa samotne drzewa rosnące na ostrej i skalistej grani ponad nami. One wskażą nam właściwy kierunek. Powyżej poziomu grani wchodzimy na gołoborze (skupisko kamieni na większym terenie), za którym wejdziemy do kolejnego lasu utworzonego głównie ze świerków. Odtąd będziemy mieli mnóstwo cienia. Przed lasem można łatwo zgubić drogę, ponieważ trzeba bardzo dobrze rozglądać się za kamiennymi piramidkami, a i tak może być trudno. Nawet, gdy nie do końca wypatrzymy przebieg wydeptanej ścieżki, to nic straconego. Wystarczy, że podchodząc coraz wyżej, będziemy trzymać się lewej krawędzi grani i przejdziemy przez trzy gęstsze jodły, albo pójdziemy prawym, mocno zarośniętym zboczem. W lesie przed nami zobaczymy asfaltową drogę, a w zasadzie jej koniec. Dużo poniżej nas widać jakiś dach. Wejdziemy na betonowe schody, które zaprowadzą na szczyt.

Skąd wzięła się asfaltowa droga i schody w lesie? Do tego miejsca można podjechać samochodem z Kolymbii. Mało kto, wie, że z Tsambika nie trzeba zawracać 1,5km żeby dojechać do głównej drogi i później 5km w stronę Afandou, żeby wjechać na szosę prowadzącą prawie pod szczyt. Zdecydowanie bardziej polecam wędrówkę niepisanym szlakiem z Tsambika, żeby zobaczyć, jak tu jest pięknie. Idąc bezpośrednio z plaży możemy podziwiać wspaniałe widoki aż do drugiego lasu, w którym teraz jesteśmy. Na szczyt prowadzi 305 betonowych stopni i każdy z nich na krawędziach jest pomalowany na biało i co piąty numerowany. Dzięki temu z łatwością możemy sobie sprawdzać, ile pozostało nam do końca drogi. 305-ty stopień prowadzi nas do bramy kościółka na wierzchołku góry. Dookoła większej kaplicy mamy tereny widokowe ogrodzone siatką. Stąd najlepiej robić zdjęcia. Widziałem takich, co przeskakiwali za siatkę na skaliste granie… Patrząc z tego poziomu zobaczymy uschnięte drzewo przypominające nieco słynną sosnę nad Sokolicą w Pieninach. Na tle morza pięknie się komponuje. Po lewej stronie zobaczymy całą Kolymbię i dziesiątki przyhotelowych basenów. Niebieskie oczka wodne bardzo rzucają się w oczy. Dodatkowo, jeśli wybieraliśmy w biurze podróży hotel w Kolymbii i patrzeliśmy na zdjęcia w Google Maps, żeby sprawdzić jaką mamy dostępną plażę, to teraz mamy bardzo podobny widok, który jeszcze bardziej pokazuje nam, gdzie warto wybrać miejsce na wypoczynek.

 
 
Widok na Kolymbię oraz samotne drzewo nad urwiskiem

Wspominałem jeszcze o niezwykłej rzeczy widocznej w okolicach plaży, ale zobaczyć ją można tylko z góry. Co to takiego? Kiedy popatrzymy z wierzchołka na plażę Tsambika i na dno morskie, to zauważymy cztery piaszczyste łuki o długości około 200-250m każdy. Wszystkie znajdują się dość głęboko pod powierzchnią wody. Morze jest tak czyste i kolorowe, że możemy podziwiać omawiane łuki z dużej wysokości. Kąpiąc się w morzu na pewno ich nie zauważymy, ponieważ znajdują się ponad 50m od brzegu i są bardzo duże. Z perspektywy plaży, nie przyjdzie nam na myśl, że piasek na dnie może tworzyć coś większego… Schodząc z góry Tsambika 326 m n.p.m. warto przypomnieć sobie, na którym stopniu stawaliśmy, gdy wychodziliśmy z lasu, ponieważ ta informacja jest na wagę złota. Zwykle wychodzimy na stopień z przedziału 20-30. Skręcając w gęsty las, nie warto wracać tą samą drogą, ale iść mocno wydeptaną ścieżką, którą od tej strony bardzo dobrze widać. Szybko zobaczymy, że przy wejściu gdzieś zgubiliśmy szlak, ale ludzie przechodzili tędy znacznie częściej i przez to powstały ścieżki. Wychodząc prawidłowym szlakiem, dojdziemy do trawiastej polany, na której rozłożono wielką, czarną folię. Miejsce jest bardzo dobrze widoczne, nawet, gdy podchodzimy na szczyt. Od trawiastej polany będziemy schodzić widoczną ścieżką, aż za kilka minut wyrównamy do drogi, którą już szliśmy. Idąc tędy, warto uważać na sypkość drogi. Dojdziemy z powrotem na grań z przewężeniem. Podczas schodzenia od grzbietu grani aż do przystanku trzeba bardzo uważać, ponieważ szlak jest bardzo sypki i łatwo można potknąć się o duże kamienie. Wejście na szczyt powinno zająć nam 1h 30min, a zejście około 1h – 1h 10min. Z pewnością poczujemy wysiłek, które muszą zrobić nasze kolana podczas stromego schodzenia. Z tego właśnie powodu polecam tuż po przyjeździe autobusem wejść na górę, a później zejść tą samą drogą i wykąpać się w morzu oraz poleżeć na plaży. Kąpiel po górskiej wędrówce z pewnością nas zrelaksuje.

  
  
  
  
Drzewa wskazujące właściwy kierunek wędrówki na grani, widok na najwyższą górę na wyspie Rodos (Atawiros 1215 m n.p.m.), niezwykłe, 200-250 metrowe, piaszczyste łuki na dnie morza, niewidoczne z poziomu plaży

2. LINDOS

Wody w pobliżu rajskiej plaży Lindos

Piękne miejsce, które obowiązkowo trzeba zobaczyć. Być na Rodos i nie zobaczyć Lindos, to tak, jakbyśmy nie byli na wyspie Rodos. Dlaczego tak? Ponieważ w Lindos znajduje się jeden z największych akropoli na wyspie (akropol – miasto na górze). Jest on wybudowany na szczycie tutejszej góry. Twierdza zdecydowanie góruje nad wioską. Inną atrakcją jest druga najpiękniejsza plaża piaszczysta, którą nie tylko trzeba zobaczyć, ale obowiązkowo musimy popływać w krystalicznie czystym morzu. Jako dojechać do Lindos? Oczywiście autobusem! W ciągu dnia, od samego rana ustanowiono bardzo dużo kursów na trasie Rodos – Lindos. Pomiędzy tymi dwiema miejscowościami możemy podróżować często. Praktycznie większa część bazy hotelowej na Rodos jest rozmieszczona dokładnie na tym odcinku, a więc można powiedzieć, że prawie każdy będzie miał ułatwione zadanie. Autobus z Afandou do Lindos kosztuje 2,90 EUR. Nie wiele, jeśli weźmiemy pod uwagę, że biura podróży życzą sobie aż 37 EUR, a gdy łączymy Lindos z miastem Rodos, zapłacimy 48 EUR. Czy warto wykupywać wycieczkę w biurze podróży, z którym przyjechaliśmy? Zdecydowanie nie! Dlaczego? Ponieważ na oba miasta mamy po około 3,5 godziny. Jak szybko zauważymy, to zbyt mało czasu. Na Rodos potrzeba około 10h, a na Lindos minimum 8h. Może zapytasz ponownie: dlaczego?

Mówiąc o Lindos, wycieczki na akropol trwają około dwie godziny z przewodnikiem, a później mamy do dyspozycji czas wolny we wiosce. Autobus komunikacji miejskiej zatrzymuje się na parkingu położonym wysoko ponad poziomem wioski. Trzeba zejść do niej i dopiero możemy zwiedzać najciekawsze miejsca. Na mapach z łatwością zobaczymy, że do morza mamy jakieś 500m i na akropol drugie tyle. To niewiele, dlatego nie warto wjeżdżać do Lindos, gdy jesteśmy samochodem, ponieważ możemy utknąć na długo… Ruch turystyczny jest tak duży, że przewodnicy najczęściej noszą podniesiony do góry numer wycieczki, a ich uczestnicy mają naklejone te same numery na swoich bluzkach. Dodatkowo wielu z nich ma krótkofalówki, żeby w razie czego można było szybko znaleźć się w tłumie. Z krótkofalówek najczęściej korzystają emerytowani turyści. Kiedy nasz autobus przyjechał na miejsce, jednocześnie z autokarów wyruszyło przynajmniej piętnaście 20-30 osobowych wycieczek. Wyobraźcie sobie, jaki to był wielki tłum! A za chwilę dojeżdżały kolejne autokary. Pasy na ulicy są namalowane wzdłuż prawej krawędzi i tylko tym poboczem można chodzić, ponieważ dalej, wzdłuż ulicy ciągnie się pionowy mur. Schodząc do wioski szybko dostrzeżemy jej urok. Tworzą ją bardzo gęsto rozmieszczone, białe domki obok siebie. Wędrując na akropol, nie jesteśmy w stanie znaleźć prawidłowej drogi, ponieważ nasze pole widzenia jest ograniczone zaledwie do dwóch domków, albo do najbliższego skrzyżowania. Poruszamy się wąskimi chodnikami, gdzie pod górę prowadzą asfaltowe i kamienne stopnie. Właśnie tutaj możemy wyprzedzić napierające tłumy, ponieważ przewodnicy we wiosce zazwyczaj opowiadają historię Lindos lub gromadzą rozpierzchniętą grupę. Właściwą drogę odnajdujemy, rozglądając się po ścianach domków. Znajdziemy na nich strzałki prowadzące do akropolu. Łatwo je odnaleźć, dlatego polecam tę drogę wszystkim.

 
 
Widoki w drodze do Lindos z przystanku autobusowego

 
 
Uliczki we wiosce Lindos

Na początku trasy stoją panowie z osłami i wołają „taxi-limuzin!”. Za 6 EUR można na osłach wjechać pod sam akropol, ponieważ zanim tam dotrzemy musimy wejść praktycznie na szczyt stromej góry. Chociaż przygotowano dobrej jakości chodnik i stopnie, to mają jedną rzecz, o której się nigdzie nie mówi. Biuro turystyczne Tui nie organizuje wycieczek na akropol, ponieważ schody nie mają… poręczy. W kilku miejscach idziemy stopniami, gdzie po lewej ich stronie widnieje kilkunastometrowa przepaść. W niepoliczalnych wręcz tłumach mało kto chciałby wziąć odpowiedzialność za bezpieczeństwo dzieci. Nie trudno tam o wypadek… Na szczęście dużą część grup udało się wyprzedzić. Chętnych jest tak dużo, że otwarte są dwie kasy i jedna obsługuje wycieczki zorganizowane, a druga indywidualnych turystów. Bilet wstępu kosztuje 12 EUR, ale mimo wszystko WARTO! Na akropolu zobaczymy ruiny odbudowywanej świątyni, miejsce, gdzie niegdyś była cysterna na wodę, potężne mury, wspaniałe antyczne kolumny i ciekawe kawałki murów z inskrypcjami. Teren akropolu jest duży, dlatego każdy znajdzie jakieś miejsce dla siebie. To nie jedyna atrakcja, ponieważ oprócz historii możemy zachwycać się niesamowitym widokiem na Lindos. Dopiero z murów obronnych zobaczymy, jak gęsto zabudowana jest ta wioska i że znalezienie prawidłowej drogi to nie jest łatwa sprawa… Wioska wygląda jak ogromny, biały okrąg na powierzchni spalonej słońcem kotliny (równina otoczona górami). Biały okrąg utworzony z domów ma średnicę około 800m w najszerszych miejscach, ponieważ nie jest to idealny kształt koła. Ponad poziomem wioski dostrzeżemy nowe odkrycia archeologiczne. Z pewnością na polu archeologicznym położonym nieco poniżej poziomu parkingu dla autokarów i bardziej na prawo w linii poziomej, zostanie odkrytych jeszcze wiele rzeczy. Widać, że w starożytnym Lindos również wiele się działo i nie tylko my docenialiśmy to miejsce.

 
 
 
Widok z akropolu na całą wioskę Lindos oraz "Taxi limuzin"

Na końcu murów dotrzemy do bardzo ciekawego punktu widokowego, gdzie popatrzymy na zatokę w kształcie serca. W rzeczywistości ona nie ma takiego kształtu, ale skała wystająca w niedalekiej odległości od nas nakłada się z widokiem na zatokę i dlatego widzimy turkusowo-szmaragdowe serce odwrócone do góry nogami. Akropol z pewnością jest warty odwiedzenia, dlatego polecam przyjeżdżać tu pierwszym autobusem. Będziemy mieli najmniej ludzi. Przed wejściem bramą główną, na ścianie skalnej po lewej zobaczymy ogromną rzeźbioną scenę, przedstawiającą osobę płynącą wąską łodzią. Nadal prowadzone są tam prace renowacyjne, ponieważ w trakcie odbudowywania świątyń, kolumn, czy murów wykorzystuje się oryginały, a jeśli nie są dostępne, to pomiędzy nie wstawiane są bloki z piaskowca, które najwierniej odwzorowują budulec tamtych czasów. Z każdej strony akropolu możemy popatrzeć i zobaczyć coś ciekawego. Osobiście byłem zachwycony akropolem, ponieważ nie jestem miłośnikiem historii, a jednak znalazłem tu wiele ciekawych miejsc pod względem architektury, czy też mogłem zobaczyć piękne widoki dookoła. Jeśli lubisz robić zdjęcia odwiedzanych zakątków, to z pewnością zarezerwuj sobie w akropolu Lindos około trzy godziny. Rzędy kolumn najbardziej przyciągają wzrok. Tuż za główną bramą stoi samotne drzewo oliwne, które bardzo ładnie komponuje się z murami i błękitem nieba. Kiedy wrócimy przed bramę i zejdziemy schodami na większy, wybrukowany plac, gdzie zbierają się wycieczki usłyszymy ponownie „taxi-limuzin!”. Teraz nawoływacze zachęcają do skorzystania z usługi zjechania do Lindos na grzbiecie osła. Nawet proponują podwózkę na parking, gdzie stają wszystkie autobusy. Koszt takiej usługi to 10 EUR. Najczęściej z tych usług korzystają małe dzieci, ponieważ rodzice chcą im sprawić frajdę lub osoby, które zupełnie nie mają kondycji i zbocze góry prowadzące na akropol przekracza ich możliwości. Na szczęście osły nie są prowadzone tymi samymi stopniami, którymi podchodzą całe rzesze turystów, ale wytyczono im dłuższą drogę obejściową na obrzeżach wioski. Jest to wydeptana i ubita droga z wystającymi kamieniami. W połowie docieramy do asfaltowych schodów, które prowadzą pomiędzy domami wybudowanymi zupełnie na obrzeżach Lindos. Zdecydowanie polecam ten wariant, ponieważ jest bardzo widokowy i przede wszystkim wolny od tłumów. Tylko pojedyncze osoby wiedzą, że można okrężną drogą dojść dokładnie w to samo miejsce, gdzie zaczynaliśmy. Z drugiej strony nie ma potrzeby wracać do początku, ponieważ cała wioska nie jest ogromnych rozmiarów i wystarczy na oślep schodzić obojętnie którą dróżką lub stopniami – byle w dół.

Zatoka w kształcie serca widoczna z akropolu Lindos

  
  
  
  
  
  
Odbudowywane ruiny akropolu Lindos

Każdą z nich dotrzemy do plaży Lindos, bo drugim punktem na liście będzie właśnie ta plaża. Podobnie, jak Tsambika, uchodzi za jedną z najpiękniejszych na całej wyspie Rodos. Ma tylko jedyną wadę – na całej jej długości ustawiono cztery rzędy leżaków z parasolami. Naprawdę trudno znaleźć dobre miejsce, jeśli chcemy położyć się gdzieś na ręczniku w piasku, ale takie miejsca istnieją. Wystarczy pójść do połowy długości plaży i tam znajdziemy dobre miejsce pod niewielkim drzewem. Koniecznie musicie spróbować wykąpać się w morzu! Mamy piękny, żółty piasek, a dno opada bardzo powoli. Dodatkowo wody są krystalicznie czyste i podobnie, jak w Tsambika, cały czas możemy bardzo dokładnie oglądać po czym stąpamy. Na szczęście pod nogami mamy tylko piasek. Jako, że dno opada bardzo powoli, możemy pójść nawet kilkadziesiąt metrów w morze i dopiero zacząć pływać. Czym bardziej do przodu i na prawo, tym większe głębiny zobaczymy. Po prawej widzimy niewielką przystań. Jest to ośrodek sportów wodnych. Kto tylko może niech skorzysta z ich usług, ponieważ ośrodek proponuje naprawdę różne opcje: od jednogodzinnych rejsów widokowych, przez wypłynięcie na okoliczne wyspy, czy wpłynięcie do zatoki w kształcie serca. Ale to nie wszystko. Pływająca kanapa jest również w tutejszej ofercie. Mają jednak jeszcze „krokodyla”, czyli bardzo długa i okrągła jednostka pływająca, do której przymocowano po każdej stronie po dziewięć uchwytów na nogi. Cała jednostka jest ciągnięta przez motorówkę i przez to możemy poczuć przypływ adrenaliny i jednocześnie będziemy sunąć stopami po powierzchni morza. W trakcie rejsu woda morska ochlapuje nas bez przerwy. Moim zdaniem jest to ciekawa propozycja, ponieważ „krokodyl” jest stabilny na wodzie i można poczuć wiatr we włosach. Najbardziej jednak na Lindos wzrok przyciągają krystalicznie czyste wody, które najpiękniej wyglądają podczas drogi zejściowej z akropolu. Widać wtedy cienie rzucane na dno morza. Czujemy, że naprawdę jesteśmy w Grecji! Kolor wód zachwyca, ponieważ, czym dalej od plaży, tym bardziej woda zmienia swój kolor. Na początku jest błękitna, przechodzi w turkus, później stopniowo w szmaragd, a tam, gdzie już są głębiny – stopniowo w granatowy. Bardzo łatwo zrobić tutaj „pocztówkowe” zdjęcie i nawet w październiku czuje się prawdziwy klimat lata. Jest upalnie i nie wieją żadne wiatry. Wystarczy wejść do wody i pływać, jeśli potrafimy. Ja potrafię, dlatego wypływałem daleko do przodu i okrążałem stojącą łódź na środku zatoki. Widok z poziomu morza też jest niezwykły, ponieważ kąpiemy się z widokiem na wysoko położony akropol ponad nami.

 
 
Plaża Lindos

Kiedy wykąpiemy się, polecam jeszcze pójść do punktu, gdzie wchodziliśmy na plażę w drodze powrotnej z akropolu. Stamtąd pójdziemy drewnianym chodnikiem wzdłuż licznych tawern. Na końcu dotrzemy do czarnych skał, wyglądem przypominających powulkaniczne twory. Możemy nimi przejść suchą stopą widoczną wydeptaną ścieżką aż dotrzemy do niewielkiego płaskiego miejsca. Stamtąd mamy niesamowity widok na niewielkie zatoczki pomiędzy skałami. Są głębokie, dlatego przepięknie widać kolor wód i ich przezroczystość. Można powiedzieć, że patrzymy na krystalicznie czysty szmaragd. Jak tu jest pięknie! Mało kto zna te miejsce, ponieważ zdecydowana większość ludzi jest ograniczona czasowo poprzez program wycieczek. Dlatego mówiłem, że potrzeba około 8h na zwiedzanie Lindos, ponieważ obowiązkowo musimy zobaczyć akropol, zejść nad morze na piękną plażę, wykąpać się do woli i pójść nad zatoczki wśród skał. A jak ktoś chce spróbować któregoś ze sportów wodnych, to będzie potrzebował jeszcze więcej czasu. Lindos jest bardzo ciekawe. Na koniec polecam wrócić na ciasne uliczki i wstąpić do kilku lokalnych sklepów i kupić regionalną oliwę w czarnej puszcze. Ma dobrą cenę i jest najwyższej klasy – przeznaczona do bezpośredniego spożycia. Warto wziąć dwie takie puszki, ponieważ w domu zobaczysz, że to jest dobra oliwa. W Lindos bardzo szybko zorientujesz się, że zakładane osiem godzin to za mało… Miejsce jest tak piękne, że aż nie chcemy go opuszczać. Mi najbardziej szkoda było krystalicznie czystych wód i pływania pomiędzy łodziami oraz patrzenia na cienie rzucane przez nie na dno morza. Kolor wód po prostu zachwycał! Wracając z Lindos musimy pamiętać, żeby kupić bilet w kasie, ponieważ do autobusu mogą wsiąść tylko osoby z ważnym biletem. Jeśli wiemy, o której będziemy wracać, to warto kupić sobie bilet tuż po przyjeździe do Lindos. Autobusy komunikacji miejskiej poznamy bardzo łatwo, ponieważ wszystkie mają jednakowe barwy beżowo-pomarańczowe, podobnie jak w Polsce w początkowych latach dziewięćdziesiątych.

 
 
 
Krystalicznie czyste zatoczki pomiędzy skałami oraz wody w rejonie plaży Lindos

3. MIASTO RODOS

Pałac Wielkich Mistrzów w mieście Rodos

Miasto Rodos jest bardzo ciekawe ze względu na bardzo duży teren ogrodzony rekordowo grubymi i w niektórych miejscach, trójwarstwowymi murami kamiennymi, co z pewnością na każdym zrobi pozytywne wrażenie. Dodatkowo na terenie starego miasta możemy zwiedzić część pałacową, muzea i ponownie, jak w poprzednich miejscach – będziemy mogli się wykąpać na bardzo pięknej, piaszczystej plaży, choć tutaj może wiać dość silny wiatr, podobnie jak na Tsambika. Do miasta Rodos, podobnie, jak do poprzednich atrakcji turystycznych, dojedziemy autobusem komunikacji miejskiej. Jako, że z dolnej części wyspy wszystkie autobusy kursują do Rodos, nie trudno odgadnąć, że najwięcej możliwości wyboru mamy w kierunku Rodos. Ponownie polecam przyjazd jak najwcześniejszym kursem po to, żeby mieć dużo czasu na zwiedzanie miasta i nie tylko. Myślę, że 10h to minimum, które powinniśmy założyć, jeśli chcemy zobaczyć coś więcej. Nie bez powodu mówiłem, żeby nie brać łączonych wycieczek do Rodos i Lindos, ponieważ chcemy zobaczyć znacznie więcej niż widzą wycieczki. Musimy zapamiętać sobie ten fakt, że z biur podróży na Rodos jedzie się głównie obejrzeć malutki kawałek starego miasta i część pałacową (podążają tędy całe tłumy). Dalej spotkamy tylko pojedyncze osoby. Nie potrzebujemy przewodnika, żeby oprowadził nas po mieście, ponieważ będziemy sami sobie układać trasę przejścia.

Wizytę w mieście Rodos musimy podzielić na trzy etapy:
1. Słynne młyny w porcie Mandraki, zamknięta forteca w tym samym porcie, meczet Sulejmana i Biblioteka Osmańska
2. Mury obronne i Pałac Wielkich Mistrzów – jeśli lubimy historię lub fotografię, będziemy potrzebować minimum 8 godzin. Sami zobaczycie, jak czas szybko tu płynie…
3. Plaża Rodos – obowiązkowy punkt na mapie atrakcji, ponieważ zobaczymy błękitne wody rozdzielone równą linią od granatowych głębin morskich.

Autobus przyjeżdża na główny przystanek umiejscowiony pod wieżą św. Mikołaja, gdzie jednocześnie mamy punkt informacji turystycznej. Dostępne są również dwie kasy biletowe, dlatego, kiedy będziemy wracać, nie zapomnijmy o kupnie biletu na powrót. Wizytę w mieście rozpoczniemy od przejścia do portu Mandraki. W punkcie informacji turystycznej warto zabrać jeden egzemplarz jednostronicowej mapy, która ułatwi nam poruszanie się po Rodos. W tutejszym biurze jest przygotowanych tak dużo map, że ułożono je w kilkuset stronicową ryzę sklejoną podobnie, jak blok rysunkowy. Możemy sobie zabrać taką mapę i ewentualnie dopytać o szczegóły. Aż trudno uwierzyć, ale praca w takim biurze musi być niezwykle męcząca. Wyobraźcie sobie nawał 1,3 mln turystów w ciągu lipca i sierpnia i odpowiadanie na pytania chociażby tylko części zainteresowanej tematem… Z pewnością mają co robić pracownicy tego biura… Zebraliśmy już odpowiednie informacje, dlatego teraz pójdziemy na początek, czyli do Mandraki. Jest to port działający od… 2500 lat nieprzerwanie do dziś. Obecnie wypływają z niego statki wycieczkowe, katamarany i bardzo rzadko niewielkie statki transportowe. Dzisiejszy port ma raczej znaczenie turystyczne, ale obsługuje duży ruch. Wystarczy przejść się wzdłuż wybrzeża i szybko zobaczymy, że co kilka metrów stoją przedstawiciele różnych firm, którzy werbują przypadkowych ludzi na pokłady swoich statków, oferując im bardzo bogaty wachlarz wycieczek rejsowych. Znajdziemy oferty godzinnych rejsów z podwodnym pokładem, gdzie możemy podziwiać dno i głębiny morskie, wypłyniemy na inne wyspy, a także popłyniemy w całodniowy rejs zatokami wzdłuż wybrzeży Rodos. Znajdziemy naprawdę wszystko, co nas może zainteresować. W szczególności polecam wybór którejś z wysp – Chalki lub Symi. Są małe, ale bardzo piękne i warte zobaczenia. Opowiem o nich nieco dalej. W części portowej, po zakończeniu wizyty w mieście Rodos, obowiązkowo musicie kupić lody gałkowe za 1 EUR. Wyboru tylu smaków to ja jeszcze nigdzie nie widziałem. Mamy do wyboru trzy budki, ale każda wygląda tak samo i posiada ten sam towar. Płacimy za jedną gałkę, ale nakładają nam dwie z każdego smaku, więc naprawdę się opłaca i są bardzo dobre. O lodach będzie więcej mowy przy okazji omawiania wyspy Chalki…

Wracając do naszego miasta, w tej samej części portowej, na samym końcu widzimy twierdzę Agios Nicolaos, która niestety jest zamknięta dla zwiedzających. Szkoda, bo chociaż nie jest wielka, to jednak z zewnątrz zachwyca swoim pięknem. W drodze do niej miniemy trzy weneckie młyny wybudowane w takich samych odstępach. Marzeniem jest zobaczyć je przy rozwiniętych, białych, materiałowych żaglach w ruchu. Widok byłby z pewnością efektowny. Opisywane atrakcje znajdują się zaledwie kilkaset metrów od przystanku autobusowego, dlatego w miarę szybko możemy je zobaczyć. Z drugiej strony, mając praktycznie nieograniczony czas, gdy planujemy sami „wypad na miasto”, nie musimy się spieszyć. Pamiętajmy, że wycieczka ma nas zrelaksować i dać poczucie, że zobaczyliśmy/poznaliśmy „kawał” czegoś dobrego i atrakcyjnego. W tej części miasta polecam być rano, ponieważ słońce jest położone jeszcze stosunkowo nisko na niebie, dlatego możemy wykonać bardzo dobrą serię zdjęć bez „przepaleń”. Weneckie młyny i twierdzę Agios Nicolaos zobaczymy w każdym folderze w każdym biurze podróży.

Weneckie młyny i widoczna w tle twierdza Agios Nicolaus  i latarnia morska o tej samej nazwie w mieście Rodos

 
 
Weneckie młyny i twierdza Agios Nicolaus w mieście Rodos

Teraz przejdziemy do punktu drugiego, czyli mury obronne i Pałac Wielkich Mistrzów. Jest to ogromna twierdza wybudowana przez Zakon Joannitów. Góruje nad nowym miastem Rodos i nawet dzisiaj sprawia wrażenie warowni nie do zdobycia. Jej największą ciekawostką jest fakt, że mury są grube aż na 13m!, ułożono w niektórych miejscach jego trzy warstwy i dodatkowo możemy zobaczyć suchą fosę, która kiedyś w pełni funkcjonowała. Do starego miasta można wejść aż dziesięcioma bramami. Dosłownie wchodzimy do ogromnej fortecy, jakiej trudno szukać w innej części Europy. Na kontynencie jest wiele zamków, ale tak potężnych murów nigdzie nie widziałem. Same mury obronne są godne uwagi i tylko na nie polecam poświęcić około trzy godziny. Przygodę ze średniowieczną twierdzą rozpoczynamy z przystanku autobusowego. Idziemy według mapy, wzdłuż głównej ulicy. Za kilkaset metrów dochodzimy do pierwszej bramy, ale nią nie wejdziemy do środka. Zostawimy sobie ją na sam koniec. Wszystko jest dokładnie przemyślane. W godzinach porannych wielkie tłumy będą oblegać Wielki Pałac Mistrzów, a my w tym czasie obejdziemy wszystkie trzy warstwy murów. Kiedy my je zwiedzimy, pójdziemy do Wielkiego Pałacu, a tłumy powoli będą znikać. W końcu o to chodzi, żeby obrać dobrą taktykę. Chociaż dzisiaj nie zdobywamy zamków ani innych warowni, to nawet planując wycieczkę trzeba mieć dobry plan i strategię, żeby przeżyć oblężenie… na szczęście tylko tłumów... Idąc wzdłuż pierwszej linii murów, w części portowej będziemy szli asfaltową uliczką. Na samym początku, po prawej stronie zobaczymy bardzo dużych rozmiarów leżący bukiet kwiatów, pomiędzy murami obronnymi. Nie są to jednak dziesięciometrowe kwiaty, ale jest to pewna stylizacja. Na pięknie skoszonym trawniku ułożono długie, obcięte z gałęzi, kilkunastoletnie drzewa i związano je w grubą wiązkę. Na ich końcu usypano półkole z ziemi i posadzono kolorowe kwiaty. Całość wygląda, jakby na trawniku leżał bukiet kwiatów o długości około dziesięciu metrów. Ktoś miał naprawdę dobry pomysł. W godzinach porannych padają tutaj promienie słoneczne, które podkreślają głębię kolorów. Efekt jest naprawdę piękny i warty obejrzenia!

Wielki bukiet kwiatów pomiędzy murami obronnymi

Na wysokości kwiatów przechodzimy wąskim mostem i idziemy nadal wzdłuż murów, chodnikiem przy ulicy. Jeżdżą tędy pojedyncze samochody. Nieco dalej, widzimy niskie, ale bardzo wzorzyste mury, gdzie również polecam wejść. Możemy dostać się na niewielki dziedziniec i stopniami bez poręczy wejść na drugi poziom. Warto zobaczyć to miejsce ze względu na możliwość wykonania ciekawych zdjęć. Po powrocie z omawianego fragmentu muru, pójdziemy dalej, ponieważ przed sobą widzimy dwie okrągłe baszty, pomiędzy którymi widać bramę wejściową. Właśnie ją wybierzemy, żeby przedostać się do starego miasta. Baszty wyglądają potężnie i dlatego tę bramę wybieramy jako obowiązkową. Po przejściu na drugą stronę nasze oczekiwania vs. rzeczywistość szybko mogą nas rozczarować. Stare miasto pozostało tylko z nazwy, ponieważ wewnątrz murów zobaczymy całe mnóstwo kawiarni i współczesne życie nastawione tylko i wyłącznie na turystów. Co chwilę właściciele kawiarni nawołują nas, żebyśmy napili się porannej kawy. W ich pobliżu z łatwością znajdziemy metalowe stojaki, na których siedzą kolorowe papugi ara i wydają głośne okrzyki. Co ciekawe, nie są trzymane w klatce, ani nie są uwiązane do stojaka i mimo wszystko zostają na miejscu. Papugi wydają bardzo głośne odgłosy kiedy jedna z drugą ocierają się masywnymi dziobami. Mając dość „napięty” program zwiedzania miasta, myślę, że lepiej na sam koniec pójść do części portowej i zjeść dobre lody gałkowe. Chodząc losowo wybranymi uliczkami szybko dochodzimy do wniosku, że wszędzie widzimy to samo – kawiarnie, kolorowe rzeczy dla dzieci oraz balony na hel. Oczywiście możemy znaleźć kilka ciekawych miejsc historycznych w środku starego miasta, ale trzeba ich szukać z mapą. Nie są udostępnione do zwiedzania, dlatego możemy wszystkie atrakcje zobaczyć jedynie z zewnątrz. Myślę, że lepiej jest dojść do głównego rzędu murów obronnych i iść wzdłuż nich wąską uliczką. Co chwilę jeżdżą nią osoby na skuterach, ponieważ jest to najwygodniejszy środek transportu w ciasnym mieście. Na skuterach wozi się nawet towary do sklepów i wjeżdża jedną z dziesięciu bram. Idąc wąską uliczką wzdłuż murów, dojdziemy do ruin dawnego kościoła wbudowanego w mury obronne. Wyglądają całkiem efektownie.

Ruiny dawnego kościoła wbudowanego w mury obronne

Nieco dalej wytężymy naszą uwagę, ponieważ w murach odnajdziemy małe tunele pozwalające przechodzić pomiędzy poszczególnymi warstwami. Kiedy zobaczymy pierwszy tunel wejdźmy w niego. Co nas najbardziej zadziwi? Z pewnością wędrówka długim, ale niskim korytarzem w pozycji pochylonej. Ma on długość 13m, dokładnie tyle co grubość murów. Wtedy przychodzi taka myśl do głowy: ile lat budowano mury, ponieważ łatwo dostrzeżesz, że nie ma takiego miejsca, żebyś mógł zobaczyć przeciwległy mur okalający stare miasto. Tak wielki teren one kiedyś chroniły. Zadano sobie jeszcze tyle trudu, żeby w większości miejsc wybudować dwie warstwy, a jedną stronę umocniono potrójnie… Przechodząc przez pierwszą warstwę nagle znajdziemy się w zupełnie innym świecie. Zgiełk i odgłosy kawiarni nagle są zamienione na piękną zieleń, ciszę i wspaniały spokój. Wystarczyło przejść tylko 13 metrów… Teraz znajdujemy się pomiędzy pierwszą a drugą warstwą murów obronnych. Idziemy szeroką ubitą ścieżką. My skręcimy w prawo po wyjściu z tunelu, ponieważ tam są najciekawsze rzeczy do zobaczenia. W miejscu, w którym wyszliśmy widzimy piękną trawiastą polanę, na której organizuje się imprezy. Ławki są rozstawiane jak w amfiteatrze. Idąc dalej, możemy podziwiać, jak wielkie są tutejsze mury, ponieważ stopniowo obniżamy wysokość. W tej części twierdzy miniemy co najwyżej kilku ludzi. Idziemy tak przez około 10min. Jako, że tutaj wszystko wygląda podobnie, rozejrzyjmy się za kolejnym tunelem po lewej stronie (w drugiej warstwie murów). Jest łatwo dostrzegalny, dlatego przejdźmy nim na drugą stronę. Teraz jesteśmy pomiędzy drugą a trzecią warstwą. Po drugiej stronie również skręcamy w prawo. Poczujemy podobny klimat, co przed chwilą. Jest bardzo pięknie. Zielone trawy, spokój i śpiew ptaków po prostu zachwycają. Przed nami widać kule armatnie, a czym dalej idziemy, tym jest ich więcej. W końcu dochodzimy do tajemniczego i bardzo długiego tunelu w murze w pobliżu drzew po prawej stronie. Warto wziąć ze sobą latarkę, ponieważ wygląda na to, że tunel poprowadzono pod ziemią i pod murami. Widać pozostałości instalacji elektrycznej, która niegdyś oświetlała to miejsce, a teraz wszystko jest pourywane. Nieco dalej dotrzemy do ciekawego miejsca.

Nad nami widać most pomiędzy trzecią a pierwszą warstwą, ponieważ druga warstwa jest zakończona na około siedem metrów przed mostem. Mamy możliwość przejścia pomiędzy trzecią, a pierwszą warstwą murów. To kilkumetrowe przejście było bardzo dobrze zabezpieczone w czasach swojej świetności, ponieważ, jak się przyjrzymy dokładniej, po przeciwnej stronie w murach widać wiele okienek o wielkości jednego kamienia tworzącego budowlę. Właśnie tam mury są puste w środku, a w wewnątrz przebywali łucznicy. Niczego nie świadomi rycerze wpadali w pułapkę bez wyjścia. Stojąc w okolicach mostu, po prawej stronie widać schody, którymi można wejść do góry i popatrzeć na mury z dużej wysokości. Teraz mamy widok na całą przestrzeń, pomiędzy trzema warstwami. Widok jest naprawdę piękny. Trzeba dodać, że mury w okolicach największej baszty mają aż 21m wysokości! Z poziomu mostu bardzo ładnie widać, jak dużo ułożono kul armatnich (oczywiście nie są to oryginały). Dla ciekawskich: mostem można ponownie wejść do starego miasta, ale tutaj tak samo zobaczymy tylko mnóstwo kawiarni i turystów. Warto jednak przejść samą bramę, ponieważ jest ciekawie zbudowana. Po powrocie na most, schodzimy tymi samymi schodami, pomiędzy drugą i trzecią warstwę. Widzimy przed sobą dwa potężne drzewa dające cień. Liści jest tak dużo, że nie przedziera się choćby najmniejszy promyk światła. Nie bez powodu pod drzewami zawsze zobaczymy odpoczywających ludzi. Idąc dalej, będziemy wędrować wśród pięknych, zielonych traw, a w miejscu, gdzie po obu stronach znajdują się ułożone kule armatnie, nad głowami z pewnością będzie krążyć większa grupa jaskółek. Warto przystanąć i pooglądać te ptaki z bliska. Po prawej stronie widzimy największą basztę z flagą Grecji. Jest potężniejsza niż dwie okrągłe baszty, pomiędzy którymi wchodziliśmy do starego miasta. Ma kształt bardzo dużego kwadratu i od razu widać, że od tej strony nadchodziło największe oblężenie. Nie bez powodu w rejonie dzisiejszego nowego miasta Rodos wybudowano najpotężniejsze mury i największą basztę. Ścieżka i mury skręcają w prawo, więc i my tak pójdziemy.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Mury obronne Rodos

W rejonie pod basztą jest już nieco więcej turystów, a po prawej, na trawie, stoi biały posąg. Tak nam się tylko wydaje, ponieważ jest to kobieta ustylizowana na posąg, która stoi w całkowitym bezruchu. Kiedy dłużej się przyglądamy macha nam prawą ręką i pokazuje kciukiem „OK”. Wtedy można się mocno zdziwić. Widok jest bardzo ciekawy. Jako, że jesteśmy na Rodos, nawet tutaj znajdą się jakieś koty. One są wszędzie. Ścieżka wyprowadza nas do nowej części miasta, do głównej bramy. Trzeba obowiązkowo tam wejść, ponieważ wejdziemy na uwielbianą przez wszystkich turystów wybrukowaną drogę rycerską prowadzącą do Pałacu Wielkich Mistrzów. Po drodze mamy bardzo ciekawe trzy muzea archeologiczne. Musimy uważać, żebyśmy nie poszli najpierw do muzeów, ponieważ zapłacimy dużo więcej pieniędzy za wstęp… Najpierw polecam pójść za tłumem do Pałacu Wielkich Mistrzów (jeśli na zwiedzanie starego miasta i murów poświęciliśmy około 3h, to o godzinie, w której my przyjdziemy, tłumy będą już wracać. Część pałacową rozpoznamy bardzo szybko, ponieważ, przed sobą widzimy aż trzy potężne, okrągłe baszty. Pomiędzy nimi jest wejście do części pałacowej. Po lewej mamy kasę biletową i to właśnie tutaj kupujemy bilety wstępu, a nie w innych muzeach, ponieważ każde z nich ma swoją opłatę, a tylko tutaj można kupić bilet łączony (combined ticket), który uprawnia nas do wstępu do wszystkich muzeów. Bilet łączony kosztuje 10 EUR, a kupując je osobno w każdym z muzeów zapłacimy łącznie 26 EUR. Różnica jest aż dwuipółkrotna, więc warto zacząć zwiedzanie od pałacu. Chociaż ja nie jestem miłośnikiem historii i muzeów, to jednak uważam, że warto zobaczyć każde z nich. To nie są byle jakie eksponaty, ale zobaczymy tam rzeczy pochodzące sprzed naszej ery. Widać, że na Rodos działo się bardzo wiele w tamtych czasach, skoro tyle rzeczy zostało odkrytych i nadal prowadzi się prace archeologiczne w kilku miejscach. Każdy zdaje obie sprawę z faktu, że jeszcze wiele zostało do odkrycia, co widać chociażby po Lindos.

 
 
Mury widoczne od zewnętrznej strony Pałacu Wielkich Mistrzów

 
 
 
Pałac Wielkich Mistrzów - główne wejście i droga ryscerska prowadząca do pałacu

Do wyboru mamy cztery muzea (podaję ceny wstępu, gdybyśmy kupowali osobno bilety): Pałac Wielkich Mistrzów (tu jesteśmy) 6 EUR, Muzeum archeologiczne 10 EUR, Muzeum artystyczne 8 EUR, bizantyjski kościół 2 EUR. Kupując bilet łączony, zaczynamy zwiedzanie Pałacu Wielkich Mistrzów. Od razu mówię, że na obejrzenie wszystkich eksponatów będziemy potrzebować około czterech godzin we wszystkich muzeach, dlatego zarezerwujmy sobie dużą ilość czasu. Na początku wchodzimy na duży dziedziniec pałacowy z wielkimi rzeźbami pod każdym łukiem, jaki widzimy przed sobą. Za kasami mamy wejście do pałacu. Oglądamy w nim głównie eksponaty z dawnych lat, takie jak naczynia ceramiczne, narzędzia, itp. rzeczy. Później zwiedzamy poszczególne pomieszczenia w pałacu. Trzeba przyznać, że pokoi mieli bardzo dużo, aż trudno je zliczyć. Moją uwagę najbardziej przykuwały artystycznie mozaiki w wielu pomieszczeniach, które ułożono z drobnych kamieni, potężne świeczniki, czy też piękno samego pałacu od wewnątrz. Muszę dodać, że został on wyremontowany w taki sposób, żeby jak najbardziej oddawał klimat dawnych czasów i to z pewnością się udało konserwatorowi zabytków. W dwóch pokojach zobaczymy jednak ogromne żyrandole widzące na łańcuchach, które ewidentnie nie pasują do tamtej epoki, ponieważ przypominają nowoczesne żyrandole z Ikei. To tylko niewielkie niedociągnięcie, ale reszta, jak najbardziej przyciąga wzrok. Do zwiedzania mamy udostępnione dwa wielkie piętra. Kiedy zwiedziliśmy już część pałacową polecam pójść do Muzeum Archeologicznego. Tam poświęcimy najwięcej czasu, ponieważ na początku wejdziemy na bardzo podobny dziedziniec, gdzie tak samo mamy udostępnione dwa piętra do zwiedzania. Również tutaj mamy całe mnóstwo pokoi, a w każdym z nich umieszczono liczne eksponaty (głównie ceramikę). Właśnie dla niej warto przyjść, ponieważ trudno uwierzyć, że ponad 2000 lat temu ludzie potrafili wykonywać tak kolorowe i rzeźbione naczynia. Muzeum jest o tyle ciekawe, że do zwiedzania udostępniono dosłownie wszystko, dlatego niech nam się nie wydaje, że przejście dwóch pięter i wejście do każdego pokoju to już jest koniec. Wręcz przeciwnie. Wejdziemy do potężnej hali z bardzo wielkimi eksponatami, a później przejdziemy do kolejnych miejsc z odnogami i odnogami odnóg… Wchodząc do jednego pomieszczenia, zobaczymy, że jest przejście do ogrodu, z ogrodu, do kolejnego budynku, a w tym budynku z poszczególnych pokoi do innych pokoi. I tak zobaczymy, ze na to muzeum poświęcimy około 2,5 godziny chcąc tylko pobieżnie obejrzeć eksponaty. Trzeba pamiętać, że tutaj jest mnóstwo odnóg, ale nie musimy się bać, że pogubimy się, ponieważ i tak wyjdziemy do głównej części pałacowej. Po przeciwnej stronie brukowanej ulicy przejdziemy do Muzeum Artystycznego. Jest to większa hala, gdzie skupiono się na artystycznie malowanej ceramice i talerzach. Możemy tutaj zobaczyć, jak wiele pięknych naczyń odkryto, a gdy bliżej przyjrzymy się wielkim wazom, to zauważymy, jak starannie je posklejano z dziesiątków małych części. Ktoś wykonał bardzo dobry kawał pracy. Uważam, że warto zobaczyć wszystkie eksponaty. Ostatnie muzeum to bizantyjski kościół. Warto go zwiedzić ze względu na architekturę. Można zobaczyć, jak z kamienia wybudowano potężne łuki wieńczące sklepienia i jak ciekawie do środka wpada światło słoneczne. Kościół jest duży, dlatego, przebywając w głównej części, czujemy ogrom przestrzeni. Jest naprawdę pięknie wybudowany pod każdym względem.


Mapa muzeów - pamiętajmy, żeby nie pomylić kas biletowych i kolejności zwiedzania

 
 
 
 
Eksponaty w muzeach, kamienne mozaiki z drobnych kamieni, świecznik i wielka hala z kolumnami

Sklepienie kamiennego kościoła bizantyjskiego

 
 
 
Na terenie muzeów

Kiedy opuścimy ostatnie muzeum, zobaczymy niewielu ludzi, ponieważ zegarki wskażą nam godzinę 16.00. Polecam więc jeszcze na koniec dnia udanie się w rejon wielkiego bukietu kwiatów i zakupienie lokalnej oliwy w czarnych puszkach, ponieważ jest najwyższej klasy i po bardzo dobrej cenie. Wracając w stronę głównego przystanku autobusowego przejdźmy z powrotem do części portowej. Polecam kupić pyszne lody w tutejszych budkach i przejść w stronę plaży Rodos. Mapa nie będzie nam potrzebna, ponieważ wystarczy iść tylko przed siebie. Miniemy meczet Sulejmana, nieudostępniony dla zwiedzających, czy też ogromną Bibliotekę Osmańską. Nie pytajmy Greków o meczet, bo oni nie przepadają za Turcją. W końcu przez ponad 400 lat wyspa była okupowana przez nich. W około 15min dojdziemy do przepięknej plaży Rodos, mijając po drodze luksusowe, kilkupiętrowe kasyno. Plaża jest piaszczysta, bardzo duża i ciągnie się setkami metrów. Złote piaski jednocześnie są końcem wyspy Rodos i dlatego można powiedzieć, że sama plaża jest mocno wysunięta w morze, tworząc żółty cypel owiewany silnymi wiatrami. Tutaj stykają się dwa morza, dzięki czemu zobaczymy piękny kolor wód. Na początku wychodzimy na bardzo szeroki, piaszczysty teren, gdzie nie ma ani jednego parasola ani leżaka. Każdy może się rozłożyć z ręcznikiem, a miejsca na pewno nie zabraknie. Polecam przyjść w to miejsce, ponieważ po drugiej stronie wody widzimy górzystą Turcję. Jednak nie góry Turcji zachwycą nas najbardziej. Styk dwóch mórz i głębiny morskie powodują, że przy plaży widzimy niesamowity kolor wód. Przy brzegu morze ma barwę jasnego i intensywnego błękitu. Kilkanaście metrów w głąb te same wody są jakby oddzielone równoległą do brzegu linią, za którą patrzymy na ciemnogranatowe głębiny morskie. Widok jest tak niezwykły, że aż trudno uwierzyć. Inna kwestia to fakt, że gdy wieje wiatr i powstają duże fale, równa linia oddzielająca jasne wody od tych granatowych ciągle jest równa.

Styk dwóch mórz: Egejskiego i Śródziemnego

Widząc, jak tu jest pięknie postanowiłem, że pójdę wzdłuż całej plaży i zrobię zdjęcia tego ciekawego zjawiska. Nie bez powodu w drugiej części, wybudowano mnóstwo, wielopiętrowych hoteli. Można powiedzieć, że połowa plaży jest niezagospodarowana, a druga połowa bardzo mocno. W części z hotelami mimo wszystko nie widziałem dużego ruchu, a za to mogłem wykonać kilka dobrych ujęć. Co mnie jeszcze zachwyciło w tym miejscu? W rejonie z hotelami polecam wyjść na wielki, betonowy blok wyprowadzony w morze. Na jego końcu rozbijają się duże fale z wielkim impetem, dlatego nie radzę podchodzić do samego końca. Z betonowego bloku możemy wykonać bardzo dobre zdjęcia pokazujące całe zjawisko. Wracając plażą do punktu wyjścia znowu jesteśmy w części niezagospodarowanej. Warto jeszcze raz przyjrzeć się równej linii. Idąc wzdłuż zabudowań zobaczymy, że wzdłuż nich rozstawiono trzy skupiska leżaków i parasoli w czterech rzędach. Dwa z nich są w kolorze ciemnoniebieskim, a w środkowym cień dają parasole ze słomy. Patrząc w morze zauważymy coś dziwnego. Nie ma żadnego dojścia, a kilkadziesiąt metrów w głąb morza stoi betonowa konstrukcja, przypominająca lotniskowe schody prowadzące do samolotu. Kiedy przyjrzymy się im dłużej, zobaczymy, że ludzie płyną do nich, wchodzą na różne poziomy wieży i skaczą na głowę do wody. Dopiero po dłuższym przyjrzeniu się sprawie odkryjemy, po co wybudowano betonowe stopnie na środku morza… Jak widać, dzień w mieście Rodos jest bardzo długi, dlatego przyjeżdżajmy jak najwcześniejszym autobusem i zwiedzajmy ile tylko się da, ponieważ atrakcji nie brakuje, a jeśli chcemy dokładnie zobaczyć najważniejsze miejsca, to będziemy potrzebowali mnóstwo czasu. Jak widać, czasu na kąpiel już zabrakło, ale za to mogłem wykonać serię dobrych zdjęć na plaży, pokazujących ciekawe zjawisko, jakim z pewnością jest równa linia, oddzielająca płycizny od głębin morskich. Najbardziej jednak podobały mi się średniowieczne mury i baszty, ponieważ, kiedy zastanowimy się nad faktem, ile czasu mogli je budować joannici, to zobaczymy, że jest to budowla na skalę światową. Przytłacza swoim ogromem i co najważniejsze, będziemy obcować z bogatą historią.

  
  
  
  
Niezwykłe kolory wód oddzielone równą linią i plaża na Rodos

4. WYSPA CHALKI

Rajska zatoka na wyspie Chalki

Na Rodos przychodzi taki czas, kiedy musimy się zastanowić nad rejsem do którejś z małych wysp – Chalki lub Symi. Obie mają podobny klimat, dlatego należy kierować się głównie tym, co nas interesuje. Symi oferuje piękne widoki, możliwość zobaczenia typowo greckiej architektury oraz mnóstwo kapliczek i jednego kościoła. Moim zdaniem Chalki oferuje więcej atrakcji, ponieważ mamy wszystko to co na Symi, ale dodatkowo skorzystamy z dwóch fenomenalnie pięknych plaż. Wybór jest więc oczywisty: płyniemy na Chalki! Jestem miłośnikiem pięknych krajobrazów, dlatego ta część najbardziej mnie interesuje, ponieważ domki w stylu greckim i kościoły mamy wszędzie, a piaszczyste plaże z krystalicznie czystymi, błękitnymi wodami są zawsze perłami wysp greckich. Z tego względu wybór padł na Chalki. Wycieczkę możemy zorganizować na dwa sposoby: na własną rękę, albo z biurem podróży. Biuro podróży oczywiście zażyczy sobie dużo większej opłaty, a my chcemy mieć piękną wycieczkę i nie wydawać niepotrzebnie pieniędzy. Z tego względu polecam organizację wycieczki na własną rękę. Wystarczy, że pojedziemy autobusem komunikacji miejskiej do ostatniego przystanku w mieście Rodos. Do portu Mandraki mamy zaledwie 500m pieszej wędrówki, więc wybieramy pierwszy kurs autobusem do Rodos i po przyjeździe idziemy do portu. Lokalne firmy same ci zaoferują rejs na Chalki lub Symi. Wystarczy, że przejdziesz się wzdłuż wybrzeża i rejs już masz załatwiony. Nawoływacze szukają chętnych, a i tak najprawdopodobniej na jednym ze statków zobaczymy wycieczkę organizowaną przez któreś biuro podróży. Zaoszczędzimy w ten sposób około 25-30 EUR. To dużo, ponieważ wycieczki z biur podróży przyjeżdżają do tego samego portu i jadą autokarem, więc tak naprawdę niczego nie zmieniamy poza opłatą. Trzeba dodać, że autobusy komunikacji miejskiej są wygodne i klimatyzowane, więc komfort jazdy mamy taki sam.

Z Rodos płyniemy 1h 10min, a sama wyspa znajduje się około 6km na zachód od najdalej wysuniętego punktu Rodos. W trakcie rejsu zobaczymy zielone i lesiste zbocza gór na Rodos, a po 30min przepłyniemy obok małej wyspy, gdzie ludzie założyli farmę ryb na morzu. W tym miejscu można ze statku podziwiać podskakujące delfiny, jeśli tylko będziemy mieli szczęście. Kiedy podpływamy do Chalki panorama wyspy bardzo przyciąga wzrok, ponieważ po prawej widzimy wysoką górę, a przed nami kolorowe domy z czerwonymi dachami, co jest niezwykłe. Na wyspie mieszka 300 ludzi w sezonie, a w zimie około 80. Na Chalki długo brakowało wody i przywożono ją beczkowozami. Dopiero od roku 2016 wydrążono studnię głębinową i w większej części może być pokryte zapotrzebowanie na nią. Najczęściej mieszkańcy kupowali butelkowaną wodę, która jest przywożona statkami. Mieszkańcy nie mają nawet swojego źródła energii. Prąd jest dostarczany kablem poprowadzonym dnem morskim z elektrowni znajdującej się na południu Rodos. Jeśli ktoś lubi architekturę, to na Chalki nie ma zbyt wiele okazałych budowli, lub związanych ze znaczącą historią. Znajdziemy tu jeden kościół o nazwie Agios Nicolaus, 360 kapliczek (wypada średnio 1,5 kapliczki na mieszkańca) i biały ratusz. Kościół jest bardzo ciekawy ze względu na architekturę. Co mi się w nim podobało? Przede wszystkim chodniki wybudowane z niezwykle równo poukładanych, białych i małych otoczaków. Na środku ułożono kilka wzorów w kształcie rozety. Przyglądając się chodnikowi o dużej powierzchni od razu zobaczymy ogrom pracy, jaką włożono w tak staranne przygotowanie i wykonanie deptaka przed kościołem. Schody do niego również wykonano w takim samym stylu. Przed kościołem rośnie pojedyncze drzewo z owocującymi granatami.

  
  
  
Wyspa Chalki widoczna ze statku, kolorowe domy na wyspie, owocujące drzewo granatowe przy kościele Agios Nicolaus, wielki kunszt budowniczych chodników na wyspie

Drugą atrakcją jest przejście w stronę ratusza, czyli pójdziemy główną drogą, biegnącą równolegle wzdłuż portu. Gdy wysiadamy ze statku, to musimy pójść w lewą stronę drogi. Dochodzimy do rzucającego się w oczy ratusza z wieżą zegarową. Będziemy musieli trochę pójść pod górę. Zobaczymy dwa rzędy falistych schodów prowadzących do niego. Najczęściej tutaj ludzie robią sobie zdjęcia. Jak zauważyłem, przy ratuszu prawie wszyscy zawracają, ponieważ nikt nie wie, co jest dalej. Moja natura miłośnika gór podpowiada mi zawsze „wejdź na szczyt”. Dzięki temu odkryłem, że idziemy spalonym słońcem zboczem góry, gdzie okrężną drogą schodzimy do pięknej plaży z błękitnymi wodami. Szybko zauważymy, że tą dróżką idziemy tylko my, bo zdecydowana większość nie miała odwagi pójść w miejsca, o których się nigdzie nie pisze, a warto, ponieważ z ogólnie utartych tras nie zobaczymy tego, co stąd. Zboczem góry prowadzi jedyna i wyasfaltowana droga, więc jest bardzo łatwo i przyjemnie. Po wejściu na szczyt lokalnego wzniesienia mamy piękny widok na wyspę Chalki oraz odsłania nam się piękna i bezwietrzna zatoka z niesamowitymi wodami. Wszystkie wycieczki wędrują na skróty, ponieważ w 10min można dojść do tej samej plaży, idąc na wprost przed siebie (tam, gdzie widać zielony dach tawerny z bujnymi drzewami). Będzie trochę pod górę, ale na początku asfaltową drogą i później kamiennym chodnikiem dotrzemy do celu. Nasza droga zajmuje około 25min, ale jest o wiele bardziej widokowa. Poniżej szczytu wzniesienia trafimy na… bazę wojskową, gdzie stacjonują uzbrojeni żołnierze. Nie ma się co bać, bo w końcu tą drogą chodzą turyści. Jest tylko ostrzeżenie, żeby nie fotografować, a jeśli ktoś wyciągnie aparat, to powiedzą tylko, żeby nie robić zdjęć. Wiem, bo przed nami szła para emerytów z Czech. Oni najwidoczniej też chcieli zobaczyć coś więcej.

 
Droga dojściowa do ratusza i schody prowadzące do ratusza

Schodząc drogą, poniżej bazy wojskowej, po lewej stronie zobaczymy pięknie kwitnące agawy. Jej kwiaty mają kilka metrów wysokości i raczej wyglądają jak drzewa. W tym samym miejscu widzimy białą kaplicę poniżej nas, która na tle błękitnej zatoki prezentuje się bardzo pięknie. Poniżej jej poziomu polecam wyciągnąć aparat i zrobić mnóstwo zdjęć, ponieważ mamy stąd najpiękniejszy widok na dwie piaszczyste plaże oraz błękit morza. Wody są tak czyste, że praktycznie wszystko widzimy na dnie, pomimo dużej odległości. Droga prowadzi bezpośrednio do tawerny i łączy się z kamiennym chodnikiem, którym przychodzi większość wycieczek. Poniżej tawerny widać piękną plażę i w ramach odpoczynku obowiązkowo trzeba wejść do morza i się wykąpać. Zatokę uwielbiają przede wszystkim miłośnicy nurkowania, ponieważ jeśli wypłyniemy trochę dalej od brzegu, to na dnie widać dużo roślin i czasem ryby. Ja sam musiałem wejść do wody i nacieszyć się krystalicznie czystymi wodami. Dzięki takim miejscom czujemy naprawdę greckie wakacje. Chalki polecam głównie osobom, które uwielbiają kąpać się w morzu, uwielbiają piękno krajobrazów i szukają spokoju. Na Chalki nie ma ruchu samochodowego. Raczej na ulicach zobaczymy tylko pojedyncze motocykle i skutery. Dlatego, jeśli chcemy zwiedzić wyspę wszystkie odległości pokonujemy pieszo. Słyszałem i czytałem nawet, że kursują tu od czasu do czasu małe busy, którymi możemy pojechać do dwóch innych miejscowości, które są bardzo malutkie. Widać do nich drogę, gdy wracamy z plaży, albo, gdybyśmy próbowali dotrzeć do widocznej drugiej plaży piaszczystej, na której nigdy nie ma ludzi. Jest to plaża powstała w wyniku zapadnięcia się stromego zbocza. Nie ma możliwości dojścia do niej z lądu. Możemy jedynie z prawej strony głównej plaży popłynąć wpław i tylko w ten sposób do niej dotrzeć. Odległość jest dość duża, więc ktoś, kto ma dobrą kondycję i umie pływać może tam się wybrać. Żeby zminimalizować dystans, którym będziemy płynąć, możemy pójść drogą prowadzącą do następnej miejscowości i zejść widoczną ścieżką na skraj kamienistego zbocza. W jednym miejscu usypano widoczne zejście do skał częściowo zanurzonych w morzu. Zazwyczaj spotkamy kilku ludzi, którzy się opalają na nich. Możemy pójść w ich ślady, z tą tylko różnicą, że skały wykorzystamy jako punkt początkowy do wypłynięcia do bezludnej plaży. Do przepłynięcia mamy jakieś 100m. Nawet jeśli umiemy pływać i ale nie mamy dobrej kondycji, tutaj mamy duże szanse powodzenia, ponieważ na dnie morza leży dużo podobnych skał, które są bardzo widoczne. W słoneczne dni nie występują fale ani wiatr, więc możemy się przytrzymać skał i odpoczywać w drodze na plażę. Ciekawostką jest fakt, że nad nią wiszą piękne paprocie, które rosną na skraju urwiska wysokiego na kilka metrów. Widoki z obu plaż są przepiękne, a kolor wód po prostu zachwyca.

Niesamowita plaża na Chalki

Większość czasu polecam spędzić zdecydowanie na pływaniu, korzystając najpierw z głównego kąpieliska, a później, jak kto woli, próbować dotrzeć do bezludnych piasków. Trzeba przyznać, że Chalki jest bardzo piękną wyspą i gdybym miał wybrać Symi lub Chalki wybrałbym tę drugą. Na sam koniec polecam jeszcze spróbować lodów, o których wspominałem już na początku artykułu. Jedynie tutaj miejscowi ludzie wytwarzają lody figowe i o smaku opuncji. Kobieta nakłada nam naprawdę duże, podwójne gałki, gdzie płacimy za każdą po 1 EUR, więc lody są tanie. Oczywiście do wyboru mamy mnóstwo innych smaków, ale chcemy spróbować czegoś, czego nie ma na innych, sąsiadujących wyspach. Tawerna, która oferuje oba smaki znajduje się tuż przy porcie, co widać na załączonym zdjęciu. Jeszcze trzeba coś powiedzieć o wodzie po stronie portu. Morze ma kolor szmaragdowy, ponieważ jest bardzo głębokie. Do portu przypływają nawet większe statki wycieczkowe, dlatego dno zostało sztucznie pogłębione. Wraz z ostatnim rejsem, po godzinie 16.00-17.00 (w zależności od pory roku), życie we wiosce zamiera. Tawerny głównie są nastawione na przyjazd turystów. O dziwo nawet na booking.com można zarezerwować hotele na wyspie Chalki. Wystarczy tylko dopłynąć... Chalki raczej nie jest traktowana jako główna wyspa na urlop. Raczej przyjeżdżają tutaj ludzie na jednodniowe wycieczki zachęceni przez biura podróży lub przed lokalne firmy w porcie w Rodos.

 
 
Lody figowe i o smaku opuncji oraz opuncja występująca w naturze

 
 
 
Piękna zatoka przy głównej plaży na wyspie Chalki (widoki w okolicy kaplicy), kwitnąca agawa - kwiaty wyglądają jak drzewo

 
Bezludna plaża, do której dopłyniemy tylko o własnych siłach

 
 
 
Tutaj kupimy lody o smaku figowym i o smaku opuncji oraz kwitnące bugenwille na wyspie Chalki

5. DŁUGA PLAŻA W AFANDOU

Ciągnąca się kilometrami piaszczysto-kamienista plaża Afandou

Jeśli lubimy pływać i nie przeszkadza nam kamienisto-piaszczysty charakter plaży, to Afandou będzie dla ciebie. W zależności, gdzie wybrałeś swój hotel, jako miejsce na urlop, można tu dojechać każdym autobusem kursującym na odcinku Rodos-Lindos. Plaża wyróżnia się przede wszystkim długością i… spokojem. Dlatego warto odwiedzić Afandou. Plaża ma długość ponad 5km i całą możemy przejść w zupełnym spokoju... Ciągnie się od wioski Kolymbia aż w pobliże miasta Faliraki. Jeśli jesteśmy w Afandou i czekamy na zakwaterowanie, to warto w ramach poznawania okolicy przejść jakiś fragment plaży. Na pewno codziennie będziesz tu wracać, żeby się wykąpać. Zaczynając wędrówkę plażą od Kolymbii przejdziemy w pobliżu niewielkiego, skalistego zbocza opadającego do morza. W tym miejscu możemy spróbować któregoś ze sportów wodnych, ponieważ działa tutaj wypożyczalnia sprzętu wodnego. Gdy będziemy głodni, lokalna tawerna oferuje dobre dania. Następna będzie odległa o około 1,3km wędrówki stąd. Idąc dalej, widzimy góry odległe od nas o około 5,5km. Będziemy iść linią brzegową dokładnie w ich stronę. Spacer plażą trwa trochę dłużej niż drogą asfaltową na tym samym odcinku, ponieważ piasek dość mocno zapada się pod nogami, a wędrówka otoczakami (okrągłe kamienie, wyszlifowane piaskiem i przez wody morza) jest odczuwalna dla stóp, ponieważ do przejścia mamy ponad 5km plaży.

Pierwsze dwa kilometry są zupełnie ciche, bezludne i spokojne. Gdziekolwiek rozłożymy ręcznik lub koc, będziemy mieli takie same warunki do pływania. Przez pierwsze dwa metry od linii brzegowej dno opada powoli, a później nagle o około 30cm. Później jest nieco głębiej. Zaletą kamienistego wybrzeża jest fakt, że wody są krystalicznie czyste i błękitne. Pływać w takim miejscu to sama radość! Chodząc po dnie morskim szybko poczujemy, że okrągłe kamienie działają, jak dobry masaż stóp i dlatego nie przekreślajmy tego typu plaży. Wybierając hotel, wolałem, żeby okolica była spokojna i ciekawa pod względem widokowym. Afandou spełnia wymienione warunki idealnie, ponieważ krystalicznie czystych wód nie można nawet zmącić, ponieważ na dnie leżą tylko kamienie. Przed nami widać otwarte morze. Plaża na kilka metrów od linii brzegowej jest kamienista, a później przez 20m szerokości jest piaszczysta. Jedynie w jednej trzeciej długości przebiega długi ale wąski pas otoczaków. Wędrówka plażą Afandou jest bardzo przyjemna, ponieważ czujemy że odpoczywamy, a na morzu tworzą się niewielkie fale wydające cichy szum. Mniej więcej poza połową plaży widzimy w zaroślach jedyny hotel „Dessole Lippia”, odległy od niej o koło 300m. Na plaży wystawione są tylko leżaki i parasole należące do tego obiektu. Później znowu nie ma nic… Dopiero pod koniec, na 3,8-5,0km widać większe zagospodarowanie. Na tym odcinku zobaczymy kilkupiętrowe hotele i mnóstwo leżaków i parasoli. Charakter plaży nie zmienia się do samego końca. Ciągle widzimy tej samej szerokości pas kamieni i znacznie szerszy pas piasków. To, co najbardziej przyciągało moją uwagę, to fakt, że licząc od Kolymbii aż do połowy długości plaży kwitną bardzo piękne, białe kwiaty wyrastające bezpośrednio z piasków. Kwitną gromadnie.

 
Białe kwiaty na plaży Afandou

Trzeba jeszcze wspomnieć o samej jakości kąpania się w morzu. Wiemy, że kamieniste dno działa, jak dobry masaż stóp, ale trzeba powiedzieć jeszcze coś o falach. W słoneczny dzień powstają tu bardzo niskie fale. Można usiąść na dnie morza i czekać aż będą rozbijać się o nas. Najciekawszy jest przepływ statków wycieczkowych, które płyną do Lindos. Za każdym razem widzimy je w oddali, a po 15 minutach od ich ujrzenia na wprost nas, na plażę dociera seria pięciu większych fal powstających od śruby napędowej statków. Obserwujemy tylko kiedy dotrą do nas. Nadal można siedzieć na dnie, ale zarzuci nami mocniej. Na Afandou efekt jest najbardziej widoczny, ponieważ w odległości kilkuset metrów przed ich nadejściem widzimy kłęby białej piany w oddali. Piana jest efektem piętrzenia wód, a nie nieczystości. Morze jest błękitne, a wody są krystalicznie czyste. Mało jest miejsc na Rodos z tak pięknym morzem. Pięknie słychać powstawanie fal i rozbijanie o brzeg. Efekt jest naprawdę ciekawy. Polecam przybyć na Afandou po godzinie 9.30, a wtedy zobaczymy omawiane zjawisko. Plaża Afandou jest piękna jeszcze z jednego względu. Wschody słońca są bardzo efektowne nawet, gdy nie ma chmur. Najpierw pokazuje nam się czerwona tarcza nad powierzchnią wód morza, a później widzimy czerwony, błyszczący pas dzielący morze na dwie części. Widok jest naprawdę niesamowity! O tej porze warto spojrzeć w stronę gór w okolicach Faliraki. Przybierają czerwonawo-pomarańczowy kolor – podobnie, jak pasy kamieni ciągnące się kilometrami na plaży. Efekt trwa około pół godziny. Później warto przyjść po godzinie 9.30, żeby zobaczyć serię pięciu fal i przede wszystkim błękit morza, ponieważ jest niezwykły. W celu pokazania piękna tego miejsca wchodziłem z aparatem do wody, najgłębiej, jak tylko mogłem i robiłem zdjęcia „z góry”. Jeśli jesteśmy przemęczeni tłumami ludzi, albo w naszej okolicy jest zbyt duży ruch turystyczny, to polecam tę plażę jako miejsce pełne spokoju i pięknych widoków. Poboczna ulica, równoległa do głównej drogi szybkiego ruchu znajduje się blisko 100m od plaży, więc nie będzie dla nas uciążliwa. Od czasu do czasu przejeżdża tamtędy jeden samochód lub skuter. Droga szybkiego ruchu znajduje się 400m dalej, po drugiej stronie. Nie jesteśmy nawet świadomi, że tam jest, ponieważ odgradza nas duży pas zieleni i drzew. Przechodząc całą plażę Afandou czujemy spokój, widzimy piękne kwiaty, błękit morza oraz trafimy na kilka tawern – jedna na początku, druga odległa o 1,3km od tej pierwszej, a kilka kolejnych znajdziemy w części hotelowej – bliżej końca.

  
  
  
Bajeczny wschód słońca i pas światła na morzu oraz czerwieniejąca plaża od wczesnoporannego słonca

6. MONOLITOS

Widok z ruin zamku na skale Monolitos

Monolitos to ciekawa samotna skała, dosłownie wyrastająca z wielkiego, płaskiego terenu. Dookoła zielonych równin widzimy piękne wzgórza i góry. Sama skała ma wysokość 236 m n.p.m. Jest w większości porośnięta świerkami. Widzimy ją ponad zatoką Kerameni. Na szczycie Monolitos znajdują się ruiny zamku, który jest udostępniony dla turystów. Na terenie ruin najbardziej wyróżnia się biała kapliczka i to ona jest głównym punktem, który widzimy na tej skale. Mury i ruiny zamku w dużej części zarosły. Zamek był zbudowany w 1476r. przez joannitów. Wykorzystali do tego celu dawne  ruiny twierdzy bizantyjskiej. Do Monolitos możemy dojechać oznakowaną drogą. Niestety nie jeżdżą tutaj autobusy, więc albo możemy przyjechać samochodem, albo mamy opcję wykupienia wycieczki w lokalnym biurze podróży lub u naszego tour operatora. Monolitos nie jest głównym punktem wycieczkowym, dlatego łączy się go z innymi atrakcjami, jak starożytne miasto Kamiros, czy Dolina Motyli. Najlepiej więc wykupić objazdówkę, która w jeden dzień „załatwi” podobne punkty rozrzucone po całej wyspie. Jako, że ruiny znajdują się na szczycie skały, będziemy musieli pójść mocno pod górę. Wybudowano nawet kamienne stopnie w świerkowym lesie. Niestety w wielu miejscach kamienie obsuwają się na krawędziach. Z poziomu ruin Monolitos mamy przepiękny widok na wybrzeże Rodos oraz na wyspę Chalki, którą polecam odwiedzić. Jeśli chcemy urozmaicić naszą wyciekę, możemy jeszcze przedłużyć sobie pobyt związany z tym miejscem. Z Monolitos możemy pójść bardzo krętą ścieżką o długości 5km i dojść na plażę Fouri.

Ciekawostką jest fakt, że na jej wschodnim końcu zauważymy stopnie prowadzące do sztucznie wykutych w skale jaskiń. Najczęściej służyły jako miejsce pochówku. Z jaskiń możemy podejść jeszcze kamiennymi schodami w dół, do lokalnego zagłębienia terenu, nazywanego przez miejscowych „wanną królowej". Chociaż nie wiadomo dokładnie, jakie było przeznaczenie tego miejsca, to uważa się, że rybacy używali go do magazynowania skorupiaków. W pobliżu mamy niewielką wioskę o nazwie Monolithos licząca około 180 mieszkańców. Pomimo takiego położenia i niewielkiej liczny ludności, przetrwała wszystkie wojny prowadzone na Rodos. Monolitos jest bardzo ciekawym miejscem i w zależności od czasu jakim dysponujemy, możemy poszerzać program naszej wycieczki, kiedy przyjechaliśmy tutaj wypożyczonym samochodem. Z pewnością zachwyci nas piękna zieleń wyspy, podczas, gdy widoczna w tle Chalki jest zupełnie spalona słońcem…

 
 
 
 
Monolitos i widoki z okolic tej skały

Samotna skała z twierdzą i kaplicą na szczycie

7. KAMIROS

Ruiny starożytnego miasta Kamiros

Co kryje się pod tą nazwą? To ruiny antycznego miasta, które jest uważane za pierwsze na wyspie Rodos. Odkrycia antycznego miasta dokonano w roku 1859 i do dziś trwają tam prace archeologiczne. Kiedy przyjrzymy się układowi Kamiros łatwo można dojść do wniosku, że mamy do czynienia z akropolem, czyli miastem na górze. Dawni mieszkańcy bardzo dobrze wykorzystali ukształtowanie terenu. Całe miasto wybudowali na lekko pochyłym zboczu, a na samej górze wykopano ogromną cysternę, gdzie gromadzono wodę pitną. Oczywiście głównym miejscem była świątynia oraz plac przed nią. To tam przekazywano ważne dla mieszkańców informacje i tam najczęściej gromadzili się ludzie. Domy bardziej zamożnych znajdowały się w pobliżu świątyni i w najniższej części Kamiros. Kiedy pójdziemy w głąb miasta, szybko zauważymy, że miasto liczyło dość sporo mieszkańców, ale domy większości były ciasno „upakowane” i każdy składał się tylko z jednej izby i kuchni na zewnątrz. Najciekawszą cechą Kamiros był fakt, że nie ma pozostałości po żadnej twierdzy. Uważa się, że mieszkańcy zajmowali się głównie rolnictwem, a w tamtych czasach nie czuli większego zagrożenia. Jedynie od strony południowej wybudowano niewielki mur obronny. Na terenie rynku i w pobliżu świątyń można jeszcze zobaczyć cokół, na którym składano ofiary. Patrząc z perspektywy miasta można pomyśleć, że są dobrze ukryci na wyspie, ponieważ dookoła widać tylko zieleń i gęste krzaki. Aż trudno uwierzyć, ale miasto zostało najprawdopodobniej zburzone w 142 roku p.n.e. w wyniku trzęsienia ziemi. Można powiedzieć, że już na początku naszej ery to miasto było historyczne… Mnie najbardziej zachwycił rząd kolumn, który ciągnie się dość długim pasem. Wyglądają efektownie. Bilet wstępu do miasta kosztował 6 EUR. W słoneczny dzień jest w mieście ciepło i duszno. Weźmy ze sobą więcej wody i postarajmy się zajrzeć do jak największej ilości miejsc, ponieważ możemy przejść głównym traktem przez środek miasta, a możemy obejść go od prawej i lewej stronie dość szerokimi ścieżkami wydeptanymi pod lasem. Warto poznać wszystkie szlaki. A kiedy zobaczymy sześcienne kamienie na końcach ruin domów nie stawajmy na nich, żeby zrobić dobre zdjęcie, ponieważ zawierają one starożytne inskrypcje i stanowią wartość historyczną, której nie należy niszczyć.

  
  
  
  
Ruiny miasta oraz główny trakt w Kamiros

8. PRASONISSI

Plaża Prasonissi

Jedna z najciekawszych plaż piaszczystych na całej wyspie Rodos. Znajduje się dokładnie na przeciwnej stronie wyspy. Od miasta Rodos musimy pojechać aż… 92km. Pomyślano nawet o autobusach komunikacji miejskiej, które jeżdżą tam z Rodos do 30. września. Bilet kosztuje 8,90 EUR, co bardzo się opłaca w porównaniu z cenami wycieczek, za które zapłacimy o wiele więcej. Co jest takiego niezwykłego w tej plaży. Jednym słowem: DUŻO! Po pierwsze, jest to piaszczysty półwysep połączony piaszczystym przejściem – przesmykiem. W zimie jest on zalewany wodą, więc powstaje wyspa. Najbardziej charakterystycznym elementem plaży są dość silne wiatry rzędu 5-7 w skali Beauforta. W rejonie półwyspu łączą się dwa morza: Śródziemne i Egejskie, przez co możemy spodziewać się specjalnych warunków. Na miejscu styku dwóch mórz zawsze mamy jakieś ciekawe zjawiska. Po stronie Morza Egejskiego powstają przynajmniej dwumetrowe fale, którą wykorzystują doświadczeni windsurfingowcy lub kitesurferzy. Po stronie Morza Śródziemnego powstają bardzo dobre warunki dla osób początkujących, lub jeśli chcemy, na desce surfingowej pływać z dużymi prędkościami. No właśnie… a skąd wziąć sprzęt do uprawiania sportów wodnych? Na miejscu działa wypożyczalnia sprzętu sportowego i co lepsze… jest tu polska szkoła kitesurfingu! Łącznie mamy do dyspozycji aż trzy centra surfingowe. Możemy nawet wziąć lekcje z instruktorem. Jeśli chodzi o miejsce na plaży, to na pewno nie zabraknie go dla nikogo nawet w środku sezonu, ponieważ piaszczysty teren jest rozległy. Sama część wyspowa jest lekko górzysta. Teren wznosi się nieco ponad poziom morza i możemy zrobić naprawdę dobre ujęcia samej plaży Prasonissi, czy też fragmentów obu mórz. Na wyspie zobaczymy tylko skały i bardzo niskie krzaczki oraz trawy. Są to zazwyczaj rosnące duże kępy traw. Z wyspy mamy bardzo dobry widok na surfingowców i kitesurferów. Jeśli ktoś, oprócz pływania i sportów wodnych jest miłośnikiem dobrego krajobrazu, to Prasonissi jest dla niego. Można tutaj zrobić naprawdę kilka dobrych ujęć.

  
Plaża Prasonissi i widok na dwa morza. Wietrzna plaża

9. DOLINA MOTYLI

Dolina Motyli

Można powiedzieć, że to sztandarowe miejsce na Rodos. Tam po prostu trzeba być! O dolinie można wiele mówić, dlatego postaram się coś więcej na jej temat powiedzieć. Dolina Motyli, po grecku Petaloudes, wyróżnia się tym, że przez jej większą część płynie rzeka Pelecanos, a sama dolina jest w całości zalesiona. Dzięki temu nawet w środku lata temperatura w lesie jest o kilka stopni niższa niż gdziekolwiek indziej i mamy wilgotne powietrze. Na trasie zobaczymy nawet dwa wodospady i mały staw. W okresie czerwiec – początek września przylatują do tej doliny ćmy (tak – ćmy z rodzaju panaxia quadipunctaria, a używa się mylącej nazwy „Dolina Motyli”). We wrześniu jest ich mniej, a pod koniec miesiąca możemy nie zobaczyć już nic. Najbardziej ciekawy jest cykl życia tych ciem. Kategorycznie zabrania się podnoszenia rąk, hałasowania i straszenia ich, żeby podrywały się do lotu, ponieważ nieświadomie przyczynimy się do… zmniejszenia populacji tego gatunku, który uważany jest za zagrożony wyginięciem… Ćmy przyciąga żywica styraks wypływająca z drzew ambrowych (liquidibar orientalis). To drzewo wypuszcza duże ilości żywicy o bardzo intensywnym zapachu, dzięki czemu w sezonie można zobaczyć dziesiątki tysięcy tych stworzeń. Ćmy nie mają układu pokarmowego, dlatego wszystko to, co nagromadzą podczas jedzenia, kiedy jeszcze były larwami, musi im wystarczyć na resztę krótkiego życia. Dlatego zabrania się płoszenia ich, bo przyczynimy się do skracania długości ich życia. Pamiętajmy o tym, wędrując po lasach Doliny Motyli!

Jak wygląda ścieżka, którą będziemy szli? Na początku kupujemy bilet wstępu za 3 EUR (w sezonie 5 EUR). Nie możemy zgubić biletu, ponieważ na początku musimy przejść przez elektroniczne bramki i tak samo na końcu. Co gorsza, odbijamy się przy wejściu i wyjściu. Mój bilet wpadł do rzeki Pelecanos przy drugim wodospadzie, więc miałem utrudnione zadanie… Jeśli nie lubimy gór, to Dolina Motyli nie będzie miejscem dla nas, ponieważ tak naprawdę będziemy chodzić w terenie górskim stromymi zboczami. Na całej długości wybudowano piękny i równy chodnik lub stopnie oraz poręcze zabezpieczające każde bardziej pochyłe miejsce. Od samego początku idziemy stopniami z drewnianymi barierkami, podziwiając piękno lasu. Za około dwie minuty mamy pierwsze strome podejście, gdzie dochodzimy do zielonego stawu z drewnianym chodnikiem okalającym połowę stawu. Dodatkowo wybudowano drewniany most przecinający staw na pół, a na jego końcu widać bardzo wąski wodospad. Za stawem rozpoczynamy kolejną stromiznę, gdzie pójdziemy kamiennym chodnikiem z barierkami. Miniemy kilka ciekawych, starych drzew, czasami pustych w środku. W lecie poczujemy tutaj ochłodę i wilgoć. Na tym samym odcinku zobaczymy 20-30cm kaskady na rzece oraz przejdziemy przez następny drewniany mostek. Pod względem przyrodniczym jest tu pięknie i spokojnie. Po około 15min docieramy do wielkiej ściany skalnej po prawej stronie. Wzdłuż niej wybudowano schody, żebyśmy mogli wejść na jej szczyt. Po lewej stronie, przed nami, widać dwa wodospady, które są znacznie większe niż ten pierwszy. Mają po kilka metrów wysokości. U samej góry schody zakręcają krótkim, ale bardzo krętym łukiem. Specjalnie wybudowano ścianę z kamieni, żeby można było na niej ułożyć stopnie. Wszystko zabezpieczają drewniane barierki. Dzięki temu łukowi możemy szybko znaleźć się o kilka metrów wyżej i spojrzeć na ludzi z dużej wysokości. Patrząc z zakrętu, mamy wrażenie, jakbyśmy stali ciągle w tym samym miejscu, tyle, że znacznie wyżej nad nimi. Wzniesienie i stromizny kończą się po około 25min.

Wychodzimy na niewielką równinę w lesie, gdzie skręcamy w prawo i nadal wędrujemy pięknym, kamiennym chodnikiem. Jest bardzo równy. Teraz idziemy w płaskim terenie. Za chwilę zakręcamy w lewo, na końcu chodnika. Ponownie będziemy wchodzić stopniami dość stromym zboczem. Od tego miejsca nie widzimy już rzeki, która raczej przypominała potok. Przez najbliższe 10min będziemy podchodzić w lesie stopniami, aż dotrzemy do elektronicznych bramek. Na terenie ogrodzonego pola ze starymi drzewami oliwnymi znajdziemy tylko niewielki bar, ławki i szeroką, wydeptaną ścieżką możemy pójść w stronę niewielkiej kaplicy Panagia Kalopetra. Co jest ciekawe, możemy na końcu zastać zamkniętą bramę na kłódkę i nic nie zobaczyć… Kaplica znajduje się na wysokości 470 m n.p.m. Jeśli wybieramy się do Doliny Motyli, zastanówmy się, co jest naszym głównym celem: czy ćmy, czy kapliczka i widoki z jej okolic. Do kaplicy można dostać się drogą, ale tylko wtedy, gdy mamy wypożyczony samochód. Widoki są bardzo piękne, ponieważ widać dość dużą część wyspy. Nie spodziewajmy się za to pięknych widoków górskich, ponieważ oprócz lasów, wszystko inne jest spalone słońcem. Główną atrakcją powinien być las ambrowców, potok i tysiące ciem w sezonie. To są rzeczy, dla których warto tu przyjechać. Trzeba pamiętać, że nie znajdziemy ich tak łatwo. Za dnia zazwyczaj szczelnie „oblepiają” zacienione pnie i gałęzie ambrowców. Musimy się przyglądać drzewom i wypatrywać pomarańczowo-czarnych skrzydeł z kropkami. Ćmy są bardzo dobre w kamuflażu, dlatego całe ich skupisko możemy wziąć za zwykłą gałąź. Nie spodziewajmy się, że zobaczymy dziesiątki tysięcy ciem w powietrzu, ponieważ gromadzą one energię do wrześniowego odlotu na inne części wyspy. Zazwyczaj wylatują w górzyste lasy świerkowe, by w nich spędzić resztę życia. Długi przelot powoduje wyczerpanie ich sił życiowych, a w tutejszym lesie dadzą początek nowemu pokoleniu. W sezonie, kiedy jest ich najwięcej, za próbę płoszenia, lub hałasowanie dostaniemy grzywnę, ponieważ przyczyniamy się do zmniejszenia ich populacji. Szanujmy przyrodę, bo jest niezwykła. Cała ścieżka ma 1300m długości i jej przejście zajmuje około 35min, a powrót 25-30min. Kiedy wrócimy z Doliny Motyli, przy kasie biletowej możemy zwiedzić jeszcze Muzeum Historii Naturalnej. Wstęp do niego jest wliczony w cenę biletu. Zobaczymy w nim między innymi ciekawe gabloty z różnymi gatunkami motyli i endemicznymi gatunkami owadów z Rodos. Warto obejrzeć tę ekspozycję.

  
  
  
  
Dolina Motyli oraz kaplica Panagia Kalopetra na szczycie góry

10. ZATOKA ANTHONY'EGO QUINNA

Zatoka Anthony'ego Quinna

Co kryje się pod tą tajemniczą nazwą? To niewielka, ale przepiękna zatoczka pełna błękitnej i szmaragdowej wody. Jeśli lubimy się kąpać w morzu i jesteśmy miłośnikami dobrego krajobrazu, to musimy tu być! Jak dojechać do zatoki? Niestety nic nie kursuje w jej stronę, ale jeśli mieszkamy w Faliraki lub w Afandou, to możemy tam… dojść pieszo, idąc plażą i wybrzeżem. Do Afandou i Faliraki jeżdżą autobusy. Niezależnie w której części wyspy mieszkasz, zajedziesz do obu miejscowości każdym autobusem. W Faliraki wystarczy wyjść na główną plażę i pójść nią w prawo, aż dojdziemy do hotelu Mitsis Faliraki Beach Hotel & Spa. Tutaj kończy się plaża w Faliraki. Skręcamy w prawo pod kątem prostym w obojętnie którą uliczkę, po czym na najbliższym skrzyżowaniu skręcamy pod kątem prostym w lewo i idziemy niewielką drogą Apollonos, którą dotrzemy do Astronomy Cafe & Observatory. Teraz będziemy musieli zejść ze ścieżki prowadzącej do tego obiektu i pójść wybrzeżem przez trawy i krzaki. Od Astronomy Cafe & Observatory widzimy zatoczkę przed sobą, dlatego wiemy gdzie iść. Od strony Afandou sprawa wygląda podobnie, ponieważ w Afandou musimy pójść na główną plażę liczącą około 5,5km. Idziemy w stronę Traganou Taverna, gdzie zobaczymy kilka rzędów niebieskich parasoli. W tym miejscu widać ścieżkę prowadzącą w głąb lądu, ponieważ plaża kończy się skalistym zboczem niewielkiego wzniesienia. Idąc tą ścieżką powinniśmy bardzo łatwo zauważyć, że nasza trasa zakręca w prawo. Po lewej widzimy jasne pola i pojedyncze krzaki, a po prawej ciemną ziemię i większe skupiska tych samych krzaków. Ciągle idziemy ścieżką wzdłuż granicy jasnych pól i ciemnej ziemi, aż do momentu, gdy ścieżka zakończy się ulicą. Na ulicy skręćmy w prawo. Dotrzemy tą drogą aż do Ladiko Hotel. Idąc dalej zobaczymy przed sobą wciśniętą pomiędzy zarośnięte skały zatokę Anthony’ego Quinna.

Jadąc samochodem, dojazd jest znacznie łatwiejszy, ponieważ drogami możemy dotrzeć tutaj bez żadnych problemów, ponieważ na głównej drodze 95 mamy drogowskaz, 95który wskaże nam właściwą uliczkę prowadzącą do zatoki Anthony’ego Quinna. Dlaczego zatoka ma taką nazwę? Ponieważ w roku 1961 był kręcony film „Działa Navarony”, między innymi w tym miejscu. Główną rolę zagrał aktor Anthony Quinn. Przyczynił się on do rozsławienia wyspy Rodos, a rząd Grecji przekazał na własność zatokę aktorowi. W późniejszych latach wycofano to postanowienie, ale nazwa już na stałe wpisała się w foldery turystyczne i pamięć mieszkańców. Największą atrakcją zatoki Anthony’ego Quinna jest jej kameralność oraz wspaniałe kolory morza. Błękit i szmaragd przenikają się nawzajem. Nie wieją tutaj silne wiatry, których możemy doświadczyć na całej wyspie Rodos, dlatego polecam zatokę Anthony’ego Quinna wszystkim, co marzą o spokoju i rajskich widokach. Zatoka jest wciśnięta pomiędzy skalistą „podkowę” zarośniętą gęstymi krzakami. Patrząc od strony Faliraki, po lewej stronie, pionowe i jasne skały opadają bezpośrednio do morza. Tylko w tej części nie ma żadnej roślinności. Po przeciwnej stronie wąskiego przesmyku znajduje się piękna zatoka Ladiko, która nie przyciąga tylu turystów. Polecam jednak zobaczyć obie, skoro jesteśmy w tym samym miejscu. Naprawdę warto, ponieważ wody są tak czyste, że widzimy wszystkie kamienie na dnie. W zatoce występuje mnóstwo roślinności na dnie, dlatego w szczególności jest rajem dla nurków-amatorów. Wystarczy założyć okulary i wystawić rurkę ponad powierzchnię wody i zobaczymy jak jest pięknie w podwodnym świecie. Na małej i kameralnej plaży są udostępnione płatne leżaki z parasolami za 8 EUR/dzień.

 
 
Zatoka Anthony'ego Quinna

Zatoka Anthony'ego Quinna

31 komentarzy:

  1. Przepiękny przewodnik. Super opis, rewelacyjne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłem pomóc. Życzę udanych wakacji :)

      Usuń
  2. Bardzo wyczerpujący temat artykuł. Zachęcił mnie do zobaczenia wielu miejsc. Mam nadzieję, że dam radę��.
    Za kilka dni wylatuję i nie mogę się już doczekać. Dzięki ��

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam serdecznie,
    Właśnie zwiedzany wyspę Rodos i Twój blog jest bardzo pomocny. Dzięki wielkie za wszystkie opisy, skorzystaliśmy niejednokrotnie.
    Super, że chce ci się tak szczegółowo opisywać podróże.
    Pozdrawiamy
    Kwarciaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy taki komentarz jak Wasz napędza mnie do działania, bo ideą tego bloga jest właśnie pomaganie w organizacji wycieczki oraz w informowaniu o sposobach i możliwościach zwiedzania danego miejsca. Cieszę się, że mogłem pomóc.
      Ja również pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Świetne opisy i zdjęcia :) Uznałam, że nawet przewodnik mi niepotrzebny ;) Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłem dostarczyć potrzebnych informacji o wyspie. Życzę zatem udanych wakacji :)

      Usuń
  5. Świetny wpis! Dzięki Tobie już wiem, co chcemy zobaczyć na Rodos. Fajnie, że napisałeś o autobusach, ponieważ my również lubimy się nimi poruszać. Pisz dużo, bo piszesz bardzo interesująco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Na pewno każdy mój wyjazd będę opisywać tak, jak dotychczas po to, żeby dzielić się z innymi, żeb mogli zobaczyć to samo lub jeszcze więcej. Życzę Wam pięknego i udanego wyjazdu :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Witam, dopiero teraz odpisuję, bo wróciłem z wakacji. Z przystani bez problemu można dojść na te piękne plaże i mieć dużo czasu dla siebie. Polecam pójść na te plaże, ponieważ wykupując wycieczkę na tę wyspę przewodnik powie Wam, jak iść, żeby było najkrócej. Polecam jednak wędrówkę, jak w moim opisie, bo jest znacznie bardziej widokowo.

      Usuń
  6. Dziękuję za ten świetny, szczegółowy opis i mnóstwo przydatnych informacji!

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo dziękuję za ten post. Wiele nam ułatwił podczas naszej wycieczki na Rodos. Dzięki Tobie zobaczyliśmy jeszcze więcej, jeszcze piękniejszych rzeczy :) Wyspa Chalki zrobiła na mnie ogromne wrażenie! Zdjęcie kapliczki i kwitnącej agawy już zawsze będzie mi się kojarzyło z tym miejscem. Jest takie piękne, że chyba ustawię je sobie jako tapetę pulpitu, by ciągle wracać do tego miejsca :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uwielbiam to miejsce. Jest piękne i z klimatem. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  8. Super przewodnik - oczywiście dziękuję :)
    Czy mógłby Pan coś napisać o tym jak płacić, czyli gdzie honorują karty kredytowe, a gdzie tylko gotówkę?
    Rozumiem, że w knjpkach mogę użyć karty, jednak jak jest np. z zakupem biletów na autobus w kasach i biletów do muzeów?
    Proszę o pomoc i pozdrawiam,
    Paweł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na wyspach używam tylko gotówki, bo z dostępnością terminala jest różnie. Knajpki nie wszystkie mają, więc tu jest loteria. Przy zakupie biletów autobusowych terminale były tylko w mieście Rodos, ale i tak wszyscy płacili gotówką, więc nie wiem jak z ich funkcjonalnością. Gdzie indziej ich nie spotkałem. W muzeum płaciłem tylko gotówką i tak płacili wszyscy. Nikt nie używał karty. Tam nie spodziewam się terminala, bo to był zwykły grecki stolik i sprzedaż biletów :). Grecy po kryzysie z 2015 roku są nauczeni gotówki, bo długo mieli okres gdzie mogli wypłacać gotówkę tylko 60 EUR na dzień. Oni zawsze potrzebują gotówki na gwałt.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  9. Dziękuję za gotówkową odpowiedz i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję za pomoc! Super!

    OdpowiedzUsuń
  11. Super przewodnik. Dobrze opisane czytelnie i bardzo pomocny. My wynajelismy motorowke wiec mam nadzieje ze odwuedzimy plaze polecane. Dziekuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłem pomóc. Fajnie się macie z tą motorówką, bo możecie zobaczyć jeszcze więcej.
      Pozdrawiam Was serdecznie i życzę udanych wakacji :)

      Usuń
  12. Ile kosztuje rejs z portu Rodos na Chalki?

    OdpowiedzUsuń
  13. My płaciliśmy 56 EUR za wycieczkę organizowaną przez biuro podróży. W porcie nie pytałem o cenę. Z pewnością będzie tańsza.

    OdpowiedzUsuń
  14. Cieszę się że tu trafiłam. Jestem przed wyprawą na Rodos. Tak szczegółowych opisów i wskazówek dawno nie czytałam.Skorzystam zapewne z nie jednej podpowiedzi. Bajeczne zdjęcia tylko są dopełnieniem odwiedzanych miejsc. Gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i cieszę się bardzo, że wpis był pomocny :)

      Usuń
  15. Gdzie lepiej dojechać z Miasta Rodos żeby zobaczyć Zatokę Quenna? Jaki dystans trzeba pokonać pieszo z jednej i drugiej miejscowości? I czy da się tą wycieczkę połączyć z Doliną Motyli i potem wrócić bezpośrednio do Rodos?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dojechać z miasta Rodos trzeba do wioski Kalithea. Samochodem jedzie się 23 min. Później kierować się na plażę Ladiko, co jest oznaczone na trasie. Z Rodos do Kalithea pieszo to jakieś 3h 30min. W moim przypadku 2h 50min. Jeśli myślisz o Dolinie Motyli i Zatoce Quenna, to nie polecam tego robić w jeden dzień. Warto mieć czas na podziwianie widoków. Bo tak będzie wielka gonitwa na czas. Do Doliny Motyli dość rzadko jeżdżą autobusy, stąd trudno będzie spiąć dwie wycieczki w jeden dzień (długi dojazd do Doliny Motyli). Dolina Motyli to zwykły spacer, jak w Polsce po Beskidach. Nic wyjątkowego. Kościółek na szczycie góry za ulicą jest zabarykadowany. Cały efekt to te motyle, ale trzeba być w odpowiedniej porze roku, żeby je zobaczyć. W innych porach to będzie jedynie krótka wycieczka po "przeciętnych" górach :).

      Usuń
  16. Rewelacyjny opis. Wszystkie opisane atrakcje zwiedziłeś autobusem? Będę miała bazę wypadową w Mieście Rodos. Co byś zaproponował na 6-dniowy pobyt? (jeden dzień na pewno Rodos, jeden Lindos, poza tym rejs na Symi lub Chalki) Na jakiej stronie internetowej znajdę rozkład jazdy tych autobusów? Korzystałeś z usług lokalnego biura też (jakiego)? Którą firmę wybrać na rejsik?

    OdpowiedzUsuń
  17. Witaj,
    Tak - wszystkie atrakcje zdwiedziłem, korzystając z autobusów miejskich. Są tanie i dojeżdżają do wszystkich atrakcji turystycznych. Rzadko jedynie jeżdżą do Doliny Motyli. Aktualne rozkłady możesz znaleźć na https://www.e-ktel.com/. To oficjalna strona tych autobusów. Teraz w szczególności trzeba przeglądać co się zmienia, bo z powodu COVID wszystko się zmienia na bieżąco. Na stronie można wpisywać miejscowości i daty i godziny wyjazdów. Na 6 dni wybrałbym na pewno: Lindos, Chalki, Rodos, zatoka Antonnego Quinna, Prasonissi i Tsambika włącznie z wejściem na szczyt góry. Widok jest obłędny. Co do biur podróży to nazwy nawet nie pamiętam. Po prostu patrzę co dane biuro ma w programie i czy jest dużo czasu na zdjęcia :). Tak wybieram biuro podróży. Jeśli płyniemy na Chalki, to nie ma znaczenia, które biuro wybierzemy, bo klienci trafiają na ten sam statek. Jeśli hotel masz na Rodos, to możesz bezpośrednio pójść na nabrzeże portowe i bezpośrednio wykupić rejs w dowolnym biurze przy brzegu. Jest ich dużo. Będzie taniej.

    OdpowiedzUsuń
  18. Koszt dla dwóch osób w dwie strony dla Prasonisi to 40euro-warto? Ostatni powrót 16 (podobnie o 16 z Zatoki Quenna). Ile czasu na Zatokę potrzeba? Też jestem nastawiona na focenie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 40 EUR na dwie osoby w dwie strony to mało, więc naprawdę warto. Pod względem widokowym jest ciekawie, dlatego zdecydowanie polecam. Zatoka Quinna nie jest duża, dlatego wszystko zależy, co tam chcemy robić. Możemy pływać, opalać się, czy też chodzić po okolicy, żeby zobaczyć zatokę z różnych miejsc. Można "zrobić" ją w godzinę i "pocykać" zdjęcia na szybko, ale lepiej jest dać sobie więcej czasu, żeby tam pobyć, nacieszyć oczy pięknymi turkusami wód. Oprócz sfotografowania okolicy z różnych miejsc, naprawdę dobrze jest pobyć tam, napatrzeć się i pozachwycać się pięknymi widokami.

      Usuń