czwartek, 29 grudnia 2016

Dolina Gąsienicowa szlaki

 Czarny Staw Gąsienicowy  Dolina Gąsienicowa szlaki

KUŹNICE - DOLINA JAWORZYNKI (ŻÓŁTY SZLAK DO DOLINY GĄSIENICOWEJ)
Naszą przygodę rozpoczynamy w Kuźnicach – pod dolną stacją wyciągu na Kasprowy Wierch. Z Zakopanego dojedziemy tam busem, które kursują co chwilę z różnych miejsc miasta. Możemy też dojść do wielkiego ronda w centrum Zakopanego i potem pójść około 30min spacerem drogą asfaltową. Osobiście korzystam z usług przewoźników, ponieważ za 4-5zł dojedziemy na miejsce, a i stopy nie zmęczą się „asfaltową” wędrówką. Lepiej od razu być na szlaku. Ciekawą opcją są taksówki siedmioosobowe, ponieważ za 4zł dojedziemy nimi do Kuźnic. Kierowca oczywiście czeka aż wszystkie miejsca zapełnią się, ale wystarczy tylko chwila, żeby w aucie był komplet. Z doświadczenia wiem, że za grupę – trzy, lub czteroosobową zapłaciliśmy około 20zł. Taksówkarze pozwalają skorzystać z jeszcze jednej możliwości – nocnego wyjścia w góry, dzięki czemu nie trafimy na tłumy. Wysiadamy pod dolną stacją kolejki na Kasprowy Wierch. Mamy dwie opcje wyboru, ponieważ do Doliny Gąsienicowej możemy pójść przez Boczań lub Doliną Jaworzynki. Jako, że szlak przez Boczań omówiłem bardzo dokładnie w opisie szlaku na Kościelec, na początku, to tym razem wybierzemy przejście Doliną Jaworzynki, żeby poznać coś nowego. Przy stacji skręcamy w lewo, idąc szeroką drogą około dwie minuty. Na końcu miniemy góralską chatkę z monitorem, gdzie możemy sprawdzić aktualnie panujące warunki w górach oraz prognozę pogody. W zimie dodatkowo zobaczymy tu informację o stopniu zagrożenia lawinowego. Za chatką idziemy drewnianym mostem nad szerokim potokiem. Wchodzimy w leśną część, zostawiając za sobą miasto. Teraz możemy zobaczyć drogowskaz, z którego dowiemy się, że zarówno idąc niebieskim szlakiem przez Boczań i żółtym, Doliną Jaworzynki, będziemy potrzebować mniej, więcej tyle samo czasu. Zatem czym się kierować, wybierając trasę dla nas? Szlak przez Boczań prowadzi w dużej części gęstymi lasami, idziemy mocno „wysłużoną” ścieżką, gdzie jest mnóstwo śliskich kamieni, ale stromizny są równomiernie rozłożone. Żółty szlak poprowadzono zupełnie inaczej, ponieważ idziemy spokojną i praktycznie płaską Doliną Jaworzynki, mając wspaniałe widoki od samego początku wędrówki. Na niekorzyść niebieskiego szlaku przemawiają tłumy, które tędy idą, podczas gdy żółtą ścieżkę wybierają nieliczni. Jeśli uwielbiasz ciszę i spokój, to warto wybrać Dolinę Jaworzynki. Wielkim minusem tej trasy jest jednak długa i wielka stromizna – znacznie większa, niż droga przez Boczań. Podejście zaczyna się dopiero na samym końcu doliny, dlatego szybko będziemy musieli nadrobić wysokość, którą osoby idące niebieskim szlakiem, w znacznej części już osiągnęły. Trzeba pamiętać, że w nocy lub wczesnym porankiem w Dolinie Jaworzynki możemy dość często natknąć się na niedźwiedzie.

Od drogowskazu idziemy szeroką, kamienistą drogą, nieznacznie prowadzącą do góry. Zdecydowana większość wybiera niebieski szlak, dlatego już od początku wędrujemy w ciszy. Przejście w świerkowym lesie trwa dosłownie kilka minut. W tym czasie przejdziemy drogą, gdzie leżą poukładane, okrągłe i wyślizgane kamienie, które z powodu małego nachylenia terenu, tylko nieznacznie utrudniają wędrówkę. Za pasem lasów wchodzimy bezpośrednio do Doliny Jaworzynki. Widok jest przepiękny! Po obu stronach ścieżki widzimy rozległe polany kończące się dopiero na zboczach gór, ponad którymi widzimy gęste, świerkowe lasy. Kiedy popatrzymy daleko przed siebie, to zauważymy zbocza gór zarośnięte bardzo gęstą kosodrzewiną. Na początku trasy przechodzimy przez ułożony z kamieni kanalik odprowadzający wodę na lewą stronę szlaku, gdzie znajduje się niewielkie koryto potoku Jaworzynka. Idąc doliną jakieś 5-7 min zobaczymy po lewej stronie małe liściaste drzewo i obok drewnianą chatę. Kawałek dalej mijamy aż trzy góralskie chaty ze schludnie wykończonymi gontowymi dachami. Pierwszą z nich widać już za zakrętem, gdy wychodzimy z lasu. Za trzecią z nich, w lesie po lewej, wystaje ogromna skała, której nie sposób przegapić. Wyróżnia się swoimi rozmiarami. Jej górną część zarosły gęste, ciemnozielone mchy. Za chatkami, ścieżka zakręca bardzo długim łukiem w lewo, dzięki czemu odsłania się widok na polany rozlegające się po obu stronach szlaku. Na ich końcu widać jeszcze czwarty domek. Jest dużo mniejszy i niższy od pozostałych. Widzimy go po prawej stronie szlaku, z przedłużonym pokryciem dachowym, za którym polany zwężają się tak, że po obu stronach widać tylko krótki odcinek świerkowego lasu. Warto przystanąć na chwilę, ponieważ rosną tu fioletowe kwiaty, które przypominają małe, delikatne buciki. Wokół nich często latają trzmiele i motyle. Okolica jest bardzo kolorowa dzięki nim. Za krótkim odcinkiem lasu wchodzimy na kolejną polanę o nieregularnych kształtach. Znajduje się ona naszej po prawej stronie. W jej górnej części górze widzimy porowatą skałę na zboczach, otoczoną świerkami. Kiedy popatrzymy jakieś kilkanaście metrów dalej, to zobaczymy drugą skałę, znacznie jaśniejszą – jej wystającą górną część ponad korony drzew. W tym samym miejscu, po prawej przy szlaku, stoją drewniane płotki w odległości około 2-4 metrów od siebie. Zabezpieczają szlak przed osuwającym się śniegiem w zimie. Nieco dalej, naprzeciwko płotków, stoi samotne, uschnięte młode drzewo. Za uschniętym drzewem, co roku wyrastają wielkie liście bezpośrednio z ziemi, w których przesiadują żaby. Rosną w tak dużej gromadzie, że ich duża część wystaje na ścieżkę, którą idziemy. Za kilkadziesiąt metrów szlak ponownie zagłębia się w dość gęste lasy. Na początku widzimy drzewo po prawej stronie z żółtym znakiem. Szliśmy około 30min. Rozpoczynamy podejście. Ścieżkę tworzą nierówno ułożone kamienie, które są niewygodne dla stóp. Mnóstwo na niej dziur i odstających kamieni. Kilkadziesiąt kroków dalej, przy szlaku, w lesie po prawej, zobaczymy jedną, drewnianą ławkę z ociosanych bali. Przed nią odbiega ścieżka w prawo, niebędąca szlakiem. Za dość krótkim kawałkiem lasu podejście staje się coraz bardziej strome i teraz trasa prowadzi nas kamiennymi, większymi stopniami, odsłaniając kolejne, jeszcze piękniejsze widoki na rozległe polany.

sobota, 24 grudnia 2016

Kamienista, Smreczyński Wierch, Tomanowy Wierch, Błyszcz, Bystra, Ornak - czyli samotny rajd granią Tatr nocą

 

W planach miałem trochę inną trasę niż w rzeczywistości przeszedłem. Umówiłem się z ekipą z Krakowa, że pojedziemy do Doliny Kościeliska, skąd zaczniemy nasze wyjście w góry. Zakładaliśmy, że weźmiemy namiot i będziemy spać gdzieś na grani, żeby przygotować się do warunków zimowych. Już na początku musiałem nieoczekiwanie zmienić plany, ponieważ samochód naszego kolegi dosłownie wysiadł, a konkretniej nawaliła skrzynia biegów, więc dalszy dojazd stanął pod znakiem zapytania. Jako, że stanęliśmy w Nowym Targu, dojechaliśmy jeszcze na „jedynce” do miasta, gdzie pożegnaliśmy się przedwcześnie, ze względu na konieczność holowania samochodu. Jako, że obaj koledzy mieszkali w Krakowie, postanowili, że wrócą razem. Miałem czas, więc postanowiłem, że dalej w Tatry pojadę autobusem. Autobus przyjechał prawie natychmiast, dlatego do centrum Zakopanego dotarłem już po półgodzinie. Pozostał mi tylko dojazd małym busem do Kir – czyli tam, gdzie znajduje się wylot Doliny Kościeliskiej. O tej porze było ciemno, dlatego, kiedy zobaczyłem, że za drewnianą bramą wejściową panują istne ciemności, od razu pomyślałem, że pójdę tylko ja sam. Nikogo nie spotkałem na trasie. Wiedziałem, że jutro ma być przepiękna pogoda, a w nocy morze chmur oraz pełnia Księżyca (można tak chyba nazwać Księżyc widziany dwa dni po niej, bo nadal świecił pełnym światłem). Teraz padał jeszcze śnieg i temperatura spadła do -4’C. Wiedziałem też, że w nocy temperatura ma obniżyć się do -15’C, na co byłem przygotowany. Szkoda mi było tylko chłopaków z Krakowa, bo długo czekaliśmy na ten wyjazd, żeby się spotkać i podziałać w górach.

DOLINA KOŚCIELISKA
Bramę Doliny Kościeliska przekroczyłem w ciemnościach, zupełnie sam po godzinie 18.50. Narzuciłem swoje tempo, ale nie spieszyłem się, bo z góry zakładałem, że za Siwymi Skałami muszę być około 2.00 godziny w nocy, żeby mieć czas na spanie. Idąc przez dolinę, miałem przed sobą takie ciemności, że bez latarki nie mogłem rozpoznać nawet żadnego kształtu! Przede mną widniała tylko nieprzenikniona ciemność, a to za sprawą nocnej pory oraz nisko zawieszonych chmur, z których dodatkowo padał śnieg. Wtedy wyciągnąłem latarkę, żeby poświecić w chmury. Kiedy szedłem dalej, bardzo piękny okazał się widok opadających płatków. Całe widowisko wyglądało tak, jak gdybym podróżował między gwiazdami. Wszechobecna czerń potęgowała to zjawisko. Szkoda, bo już za chwilę opad ustawał i jedyne co mi pozostało, to iść dalej, „przecierając” ciemności. Zatrzymywałem się przy każdej strzałce ze znakiem szlaku, a w tej dolinie jest zdecydowanie najwięcej różnych odgałęzień tras. Co chwilę widziałem drogowskazy, czy to do Jaskini Mroźnej, Raptawickiej, Mylnej, czy też do Wąwozu Kraków lub na Ciemniak. W pobliżu schroniska nawet widziałem odejście na Tomanową Dolinę zielonym szlakiem, gdzie można dojść na Chudą Przełączkę pod Ciemniakiem. Nigdzie indziej nie ma tylu możliwości wyboru, jak w tej dolinie. Jako, że szedłem sam, zaplanowałem, że najpierw dojdę do schroniska, zostanę tam na dwie godziny i wyruszę dalej, żeby nie wychodzić zbyt wcześnie. Koniecznie chciałem dojść na Bystrą na wschód słońca. Widząc ile mam czasu, postanowiłem go trochę „roztrwonić”, ponieważ zbyt wczesne wyjście spowodowałoby, że pod szczytem napotkałbym na ciągłe podmuchy wiatru przy temperaturze -15’C. Z pewnością nie doczekałbym wschodu i musiałbym coś dalej zrobić. Miałem ze sobą namiot i cały sprzęt do spania, dlatego założyłem, że nawet jeśli wcześniej zajdę na miejsce, to będę miał czas na spanie w kamiennym kręgu na szczycie Bystrej.

niedziela, 11 grudnia 2016

Szlak na Szpiglasowy Wierch, łańcuchy i trudności na Szpiglasowym Wierchu

Szlak na Szpiglasowy Wierch  Szpiglasowy Wierch trudności i łańcuchy

SZLAK NA SZPIGLASOWY WIERCH
Szlak na Szpiglasowy Wierch jest uważany za jeden z najłatwiejszych w całych Tatrach. Nie bez powodu nazywano go „ceprostradą”, ponieważ idą nim całe tłumy. Co je tak przyciąga? Z pewnością niepowtarzalne widoki, które uchodzą za jedne z najpiękniejszych w całych Tatrach. Jeśli ktoś lubi niesamowite widoki, a nie przeszkadza mu fakt, że trasa jest łatwa, to musi obowiązkowo przejść ten szlak. Ja też skusiłem się wiele razy, ponieważ ze szczytu Szpiglasowego Wierchu można zobaczyć fragment Czarnego Stawu pod Rysami, najwyższe szczyty Tatr, czy też niepowtarzalne stawy Doliny Pięciu Stawów Polskich. Zejście do tej doliny nie jest łatwe, dlatego jedynie osoby, które mają już doświadczenie w chodzeniu szlakami ubezpieczonymi łańcuchami powinny wybierać tę opcję. Widoki po drugiej stronie Szpiglasowego Wierchu są zupełnie inne, a po zejściu długim odcinkiem z trudnościami technicznymi możemy całkowicie się wyciszyć, ponieważ będziemy przechodzić przez rozległe trawiaste hale z mnóstwem kolorowych kwiatów. Tutejsza przyroda jest po prostu przepiękna! Szlak na Szpiglasowy Wierch zaczyna się tuż przed schroniskiem nad Morskim Okiem. Nie będę omawiać szczegółowo drogi do Morskiego Oka, ponieważ opisałem ją na osobnej podstronie: szlak na Morskie Oko – czyli na co zwrócić uwagę? Naszą przygodę rozpoczynamy na płaskim terenie asfaltowym przy schronisku, gdzie po naszej prawej stronie, przy jarzębinach, zauważymy strzałkę z żółtym znakiem i napisem: Szpiglasowy Wierch 2h 25min. Już na początku wspomnę, że do Szpiglasowej Przełęczy nie zobaczymy żadnych trudności i jedyne co będziemy musieli mieć, to dość dobrą kondycję, ponieważ będziemy iść ciągle do góry. Od początku można pójść szybszym krokiem, ponieważ po przejściu kilkunastu pierwszych stromych, kamiennych stopni rozpoczyna się bardzo długi odcinek ścieżki, gdzie w ogóle nie zmęczymy się. Podchodząc stopniami, idziemy przez skupisko bardzo gęstej kosodrzewiny. Pomiędzy nią zobaczymy wiele zarośli, paproci i wielkich liści, wyrastających z ziemi. Wystarczy iść tak około dwie minuty, gdzie będziemy dość często schylać się w zaroślach, po czym szlak zakręci pod kątem prostym w lewo. Nasza ścieżka od samego początku jest bardzo wygodna, ponieważ wędrujemy chodnikiem z ułożonych, białych kamieni. Warto spojrzeć w lewo, ponieważ zauważymy tu ciekawy świerk, a raczej jeden pień, z którego wyrastają cztery drzewa tego gatunku. Jeden ze świerków, ten najbardziej wysunięty na lewą stronę, rośnie bardzo nietypowo, ponieważ na jego pniu utworzyło się coś na wzór kolana, za którym pień zakręca ponownie w lewo pod kątem prostym. Dopiero za zakrętem drzewo rośnie ku górze. Od tego miejsca szlak prowadzi nas wschodnimi zboczami, najpierw Opalonego Wierchu, a później Miedzianego – u stóp tych gór. Idąc ścieżką, bardzo powoli będziemy osiągać wysokość, przez co poczujemy się, jakbyśmy szli miejskim chodnikiem.


Odbicia Mięguszowieckich Szczytów w wodach Morskiego Oka o godzinie 4.35 rano

Od samego początku, tuż za zakrętem z poczwórnym świerkiem, przechodzimy w skupisku na tyle niskiej kosodrzewiny, że mamy ciągłe i wspaniałe widoki na Morskie Oko. Idąc kilka minut tą ścieżką, zakręcamy w prawo, mijając wielki głaz po lewej. Za dosłownie chwilę, ponownie skręcamy w lewo i przechodzimy płaską skałą. W tym miejscu przekraczamy pierwszy naturalny mostek nad pierwszym potokiem. Za zakrętem mijamy po lewej stronie, duży i dość płaski głaz, na którym widnieje znak szlaku. Za pięć minut przekraczamy kolejne potoki. Tym razem dwa na raz. Woda płynie w nich bardzo wolno i niewielkim strumieniem. Płyną równolegle, w pobliżu siebie. Wystarczy dość ciepłe lato, by oba potoki zanikły. Przechodząc pomiędzy nimi, spójrzmy do góry – zobaczymy, jak wody sączą się po gładkich, ukośnie nachylonych płytach skalnych. Szybko przekonamy się, że nasza trasa obfituje w wodę, ponieważ już za moment dochodzimy do kolejnego strumyku. Ten wydaje się większy i jego źródła nie wysychają przez cały rok. Jego wąskie koryto prowadzi pomiędzy skałami, a my przechodzimy kamiennym chodnikiem nad nim. Jako, że strumyk jest szerszy niż wszystkie poprzednie, dźwięk jego wód usłyszymy znacznie wcześniej, zanim tu dotrzemy. Kilkadziesiąt metrów dalej, przechodzimy następny, bardzo wąski, o słabym nurcie potok. Uważny obserwator powinien zauważyć coś więcej – tuż za nim trzeba przyglądać się kamieniom, z których ułożono chodnik. Na jednym z nich zauważymy wykute trzy zera. Przekraczanie potoków i strumyków nie kończy się, ponieważ wystarczy przejść kolejne kilkadziesiąt metrów, by dojść do wyraźnego i dużego potoku, gdzie szlak zakręca najpierw w lewo, a później w prawo. Koryto stanowi wąski żleb, który przecina naszą trasę. Wody jest tak dużo, że turyści najczęściej wybierają to miejsce, by nabrać jej do butelek. Za chwilę przekraczamy jeszcze dwa następne strumyczki, ale w większym odstępie od siebie. Nieco dalej jest jeszcze trzeci, gdzie za chwilę, po prawej stronie zauważymy trzy niskie drewniane barierki, przypominające płotki, które mają zabezpieczać szlak przed osuwającym się śniegiem w zimie. Kilkanaście metrów dalej przechodzimy przez następny strumień, za którym zauważymy po lewej stronie sześć drewnianych płotków, spełniających to samo zadanie. Tuż za nimi, powinniśmy zauważyć dość ciekawy, płaski głaz, który wygląda, jakby „spływał” ukośnie ze szlaku w stronę Morskiego Oka. Sam głaz może nie jest jakiś niezwykły, ale ozdabia go bardzo mały, jarzębinowy zagajnik. W środku lata możemy zobaczyć tu kolorowe widowisko, ponieważ czerwone owoce jarzębiny na tle zielonych wód Morskiego Oka i niebieskiego nieba wyglądają przepięknie! Po prawej stronie ścieżki, patrząc ciągle z tego samego miejsca, będziemy mieli strome zbocze, które niejako przecinamy wzdłuż. Powinniśmy zauważyć tu dużą skałę, pod którą znajduje się niewielka jama. Na górze głazu rośnie bujna kosodrzewina. Miejsce jest tak urokliwe, że większość turystów zatrzymuje się, by podziwiać tutejsze widoki.

piątek, 2 grudnia 2016

Szlak na Morskie Oko i Czarny Staw pod Rysami – czyli na co zwrócić uwagę

Czarny Staw pod Rysami szlak na Czarny Staw

Dojazd i szlak na Morskie Oko
Jeśli nie mamy własnego środka transportu, to najlepiej w centrum Zakopanego wsiąść do busa, których jest mnóstwo, a gdy mamy kwaterę w Bukowinie Tatrzańskiej, to również warto wyjść na przystanek w centrum, gdzie w godzinach porannych dojedziemy na miejsce. Z centrum Zakopanego jeżdżą tak często busy, jak szybko się zapełniają. Pierwszy kurs mamy o godzinie 6.30 rano. Od godziny 7.00 znajduje się bardzo wielu chętnych, dlatego busy odjeżdżają co kilka minut. Nie funkcjonuje tu jakiś rozkład jazdy, ale prosta zasada „aż do zapełnienia i odjazd”. Kiedy jednak mamy samochód, to polecam pojechać przez Bukowinę Tatrzańską, ponieważ w Zakopanem możemy trafić na korki w sezonie. Możemy wybrać jedno z dwóch miejsc parkingowych. Pierwsze jest najbardziej znane – to oczywiście Palenica Białczańska, gdzie ceny za parking są bardzo wysokie (20zł/dobę), dlatego jeśli jest możliwość, polecam zaparkować w drugim miejscu – na parkingu Łysa Polana, który kiedyś stanowił przejście graniczne do Słowacji. Ceny są trochę niższe i jeśli zabraknie miejsca na Palenicy Białczańskiej, to stąd możemy szybko wyjechać, podczas, gdy pod Palenicą ustawiają się z dwóch stron ulicy kilkukilometrowe rzędy aut. Jedynym i dość dużym minusem Łysej Polany, jest fakt, że musimy iść około 20min do Palenicy Białczańskiej. Może to niewiele, ale po całodniowej wycieczce i przejściu 18km drogą asfaltową, każdy kolejny metr twoje stopy bardzo odczują. Przed szlabanem parkingu Palenica Białczańska znajduje się druga brama – wejście do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Musimy kupić tutaj obowiązkowy bilet wstępu. W lecie już od godziny 6.00 rano pobierane są opłaty. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz płaciłem za bilet, ponieważ zwykle o 3.00 w nocy rozpoczynam wędrówkę. Za bramą rozpoczynamy długą i mozolną „dreptaninę” drogą asfaltową, która szybko stanie się uciążliwa i za długa…

Na samym początku tej drogi, po lewej stronie, usłyszymy i zobaczymy potok Białka, który bardzo szybko skręca na Słowację, gdzie możemy pomiędzy drzewami dostrzec wylot najpiękniejszej doliny Tatrzańskiej – Doliny Białej Wody. Po prawej stronie nie ujrzymy nic, oprócz gęstego lasu zbudowanego z wiekowych świerków. Warto spojrzeć w stronę potoku Białka, ponieważ nasz apetyt rozbudzą niesamowite szczyty gór najwyższych, które o wczesnej porze dnia mienią się odcieniami czerwieni i pomarańczowego. To jest główny powód, dla którego jeszcze w nocy rozpoczynam wędrówkę do Morskiego Oka. Szlak na Morskie Oko jest oczywisty i nie da się pójść gdzie indziej, ale musimy pamiętać, że od głównej drogi, co jakiś czas będą odbiegać inne szlaki. Na początku naszej wędrówki zobaczymy pierwszy zakręt ścieżki w prawo, w las, gdzie niebieski szlak w 40min zaprowadzi nas na przepiękną Rusinową Polanę, oferującą niesamowity widok na panoramę Tatr. Długo, bo około przez godzinę, droga na Morskie Oko biegnie przez gęsty las, przez co nie mamy żadnych widoków na góry. Z tego względu warto „podkręcić” tempo, kto ma tylko kondycję. Znaki mówią o czasie przejścia 2h 10min do Morskiego Oka, ale mi wystarczy 1h 16min – 1h 19min, idąc bardzo szybkim tempem. Wiedząc jak długo pójdziemy, można wyliczyć czas, żeby zobaczyć wschód słońca nad Morskim Okiem. Widok jest niecodzienny i na pewno będziesz chciał oglądać go wiele razy.