czwartek, 29 grudnia 2016

Dolina Gąsienicowa szlaki

Czarny Staw Gąsienicowy Dolina Gąsienicowa szlaki

KUŹNICE - DOLINA JAWORZYNKI (ŻÓŁTY SZLAK DO DOLINY GĄSIENICOWEJ)
Naszą przygodę rozpoczynamy w Kuźnicach – pod dolną stacją wyciągu na Kasprowy Wierch. Z Zakopanego dojedziemy tam busem, które kursują co chwilę z różnych miejsc miasta. Możemy też dojść do wielkiego ronda w centrum Zakopanego i potem pójść około 30min spacerem drogą asfaltową. Osobiście korzystam z usług przewoźników, ponieważ szybko dojedziemy na miejsce, a i stopy nie zmęczą się „asfaltową” wędrówką. Lepiej od razu być na szlaku. Ciekawą opcją są taksówki siedmioosobowe, ponieważ za kilka zł dojedziemy nimi do Kuźnic. Kierowca oczywiście czeka aż wszystkie miejsca zapełnią się, ale wystarczy tylko chwila, żeby w aucie był komplet. Taksówkarze pozwalają skorzystać z jeszcze jednej możliwości – nocnego wyjścia w góry, dzięki czemu nie trafimy na tłumy. Wysiadamy pod dolną stacją kolejki na Kasprowy Wierch. Mamy dwie opcje wyboru, ponieważ do Doliny Gąsienicowej możemy pójść przez Boczań lub Doliną Jaworzynki. Jako, że szlak przez Boczań omówiłem bardzo dokładnie w opisie szlaku na Kościelec, na początku, to tym razem wybierzemy przejście Doliną Jaworzynki, żeby poznać coś nowego. Przy stacji skręcamy w lewo, idąc szeroką drogą około dwie minuty. Na końcu miniemy góralską chatkę z monitorem, gdzie możemy sprawdzić aktualnie panujące warunki w górach oraz prognozę pogody. W zimie dodatkowo zobaczymy tu informację o stopniu zagrożenia lawinowego. Za chatką idziemy drewnianym mostem nad szerokim potokiem. Wchodzimy w leśną część, zostawiając za sobą miasto. Teraz możemy zobaczyć drogowskaz, z którego dowiemy się, że zarówno idąc niebieskim szlakiem przez Boczań i żółtym, Doliną Jaworzynki, będziemy potrzebować mniej, więcej tyle samo czasu. Zatem czym się kierować, wybierając trasę dla nas? Szlak przez Boczań prowadzi w dużej części gęstymi lasami, idziemy mocno „wysłużoną” ścieżką, gdzie jest mnóstwo śliskich kamieni, ale stromizny są równomiernie rozłożone. Żółty szlak poprowadzono zupełnie inaczej, ponieważ idziemy spokojną i praktycznie płaską Doliną Jaworzynki, mając wspaniałe widoki od samego początku wędrówki. Na niekorzyść niebieskiego szlaku przemawiają tłumy, które tędy idą, podczas gdy żółtą ścieżkę wybierają nieliczni. Jeśli uwielbiasz ciszę i spokój, to warto wybrać Dolinę Jaworzynki. Wielkim minusem tej trasy jest jednak długa i wielka stromizna – znacznie większa, niż droga przez Boczań. Podejście zaczyna się dopiero na samym końcu doliny, dlatego szybko będziemy musieli nadrobić wysokość, którą osoby idące niebieskim szlakiem, w znacznej części już osiągnęły. Trzeba pamiętać, że w nocy lub wczesnym porankiem w Dolinie Jaworzynki możemy dość często natknąć się na niedźwiedzie.

Od drogowskazu idziemy szeroką, kamienistą drogą, nieznacznie prowadzącą do góry. Zdecydowana większość wybiera niebieski szlak, dlatego już od początku wędrujemy w ciszy. Przejście w świerkowym lesie trwa dosłownie kilka minut. W tym czasie przejdziemy drogą, gdzie leżą poukładane, okrągłe i wyślizgane kamienie, które z powodu małego nachylenia terenu, tylko nieznacznie utrudniają wędrówkę. Za pasem lasów wchodzimy bezpośrednio do Doliny Jaworzynki. Widok jest przepiękny! Po obu stronach ścieżki widzimy rozległe polany kończące się dopiero na zboczach gór, ponad którymi widzimy gęste, świerkowe lasy. Kiedy popatrzymy daleko przed siebie, to zauważymy zbocza gór zarośnięte bardzo gęstą kosodrzewiną. Na początku trasy przechodzimy przez ułożony z kamieni kanalik odprowadzający wodę na lewą stronę szlaku, gdzie znajduje się niewielkie koryto potoku Jaworzynka. Idąc doliną jakieś 5-7 min zobaczymy po lewej stronie małe liściaste drzewo i obok drewnianą chatę. Kawałek dalej mijamy aż trzy góralskie chaty ze schludnie wykończonymi gontowymi dachami. Pierwszą z nich widać już za zakrętem, gdy wychodzimy z lasu. Za trzecią z nich, w lesie po lewej, wystaje ogromna skała, której nie sposób przegapić. Wyróżnia się swoimi rozmiarami. Jej górną część zarosły gęste, ciemnozielone mchy. Za chatkami, ścieżka zakręca bardzo długim łukiem w lewo, dzięki czemu odsłania się widok na polany rozlegające się po obu stronach szlaku. Na ich końcu widać jeszcze czwarty domek. Jest dużo mniejszy i niższy od pozostałych. Widzimy go po prawej stronie szlaku, z przedłużonym pokryciem dachowym, za którym polany zwężają się tak, że po obu stronach widać tylko krótki odcinek świerkowego lasu. Warto przystanąć na chwilę, ponieważ rosną tu fioletowe kwiaty, które przypominają małe, delikatne buciki. Wokół nich często latają trzmiele i motyle. Okolica jest bardzo kolorowa dzięki nim. Za krótkim odcinkiem lasu wchodzimy na kolejną polanę o nieregularnych kształtach. Znajduje się ona naszej po prawej stronie. W jej górnej części górze widzimy porowatą skałę na zboczach, otoczoną świerkami. Kiedy popatrzymy jakieś kilkanaście metrów dalej, to zobaczymy drugą skałę, znacznie jaśniejszą – jej wystającą górną część ponad korony drzew. W tym samym miejscu, po prawej przy szlaku, stoją drewniane płotki w odległości około 2-4 metrów od siebie. Zabezpieczają szlak przed osuwającym się śniegiem w zimie. Nieco dalej, naprzeciwko płotków, stoi samotne, uschnięte młode drzewo. Za uschniętym drzewem, co roku wyrastają wielkie liście bezpośrednio z ziemi, w których przesiadują żaby. Rosną w tak dużej gromadzie, że ich duża część wystaje na ścieżkę, którą idziemy. Za kilkadziesiąt metrów szlak ponownie zagłębia się w dość gęste lasy. Na początku widzimy drzewo po prawej stronie z żółtym znakiem. Szliśmy około 30min. Rozpoczynamy podejście. Ścieżkę tworzą nierówno ułożone kamienie, które są niewygodne dla stóp. Mnóstwo na niej dziur i odstających kamieni. Kilkadziesiąt kroków dalej, przy szlaku, w lesie po prawej, zobaczymy jedną, drewnianą ławkę z ociosanych bali. Przed nią odbiega ścieżka w prawo, niebędąca szlakiem. Za dość krótkim kawałkiem lasu podejście staje się coraz bardziej strome i teraz trasa prowadzi nas kamiennymi, większymi stopniami, odsłaniając kolejne, jeszcze piękniejsze widoki na rozległe polany.


Wędrówka Doliną Jaworzynki - początkowy etap


Dolina Jaworzynki - na wysokości drewnianych chat

Schody w tej części szlaku są również nieregularne i niewygodne. Zbudowano je po lewej stronie ścieżki, a na środku wystają bardzo ostre, nierówne i popękane małe skałki. Trzeba uważać, żeby czasem nie pośliznąć się tym miejscu. Podchodząc tędy, widać już wysoko w górze skrzyżowanie niebieskiego szlaku, prowadzącego przez Boczań i żółtego Doliną Jaworzynki. Pierwsza stromizna jest krótka, dlatego szybko wchodzimy na prosty odcinek szerokiej drogi, gdzie po prawej stronie zbudowano bariery z okorowanych świerków. Chwilę później przechodzimy obok małego skupiska świerków, za którym po lewej stronie wśród traw i niskich drzew, widać małą skałę, wystającą spod ziemi, tworzącą małe, naturalne urwisko. Patrząc na lewe zbocze góry przed sobą, widać pięć innych skał, z czego najniższa zakończona jest szpicą, dwie wyższe, bardzo strzeliście wystają ku górze, a dwie kolejne tworzą piętrowy układ. U ich stóp z pewnością dostrzeżemy niewielkie zagłębienie w terenie wypełnione małymi kamieniami. W dalszej części tego stoku wśród traw, wystają spod ziemi liczne, białe skały. Małą polanę przecinają niewielkie rowki, wyglądem przypominające zarośnięte żleby, które opadają ku dolinie, w stronę naszego szlaku. W podobnym otoczeniu idziemy jakieś 20-25min, aż w końcu dochodzimy do ławki, obok której rosną te same wielkie liście, co wcześniej za uschniętym drzewkiem. Podejście do ławki nie jest ciekawe, ponieważ idziemy bardzo ostrymi i poszarpanymi skałami. Nie są trudne, jedynie trzeba uważać, żeby nie pośliznąć się, ponieważ skały są tak ostre, że po upadku od razu rozetniemy skórę. Za tym nieprzyjemnym odcinkiem szlak zakręca w prawo, pod kątem prostym. Cały zakręt również zarosły wielkie liście, wśród których najczęściej przesiadują żaby. Nie bez powodu nazwałem je „żabimi liśćmi”.


Szeroki szlak i drewniane bariery


Ławka i charakterystyczne liście w jej pobliżu

Za zakrętem ścieżka prowadzi szerokim, białym chodnikiem. Tym razem ułożono go dość starannie, przez co idzie nam się wygodnie. Po lewej stronie widzimy strome zbocze, gdzie u góry rośnie świerkowy las, a na dole trawiasta polana. Za około 5min szlak zakręca ponownie w lewo, pod kątem prostym, trawersując stromy stok góry. Od tego momentu będzie ciągle bardziej wymagająco pod względem kondycyjnym. Ścieżkę wzdłuż całego zakrętu po prawej stronie zabezpieczono drewnianymi barierkami. Podchodzimy tutaj kamiennymi, stromymi schodami. Wzdłuż stopni po lewej, wystaje z ziemi, długa i bardzo ostra, postrzępiona, o bardzo nieregularnych kształtach skała. Jest tak długa, jak cały odcinek ze schodami i barierkami. Za zakrętem po prawej, widzimy inny rodzaj ogrodzenia, ponieważ teraz zauważymy taśmy z trójkątnymi znakami TPN-u i STOP-u. Jest to informacja, żebyśmy nie zbaczali z wyznaczonej trasy. Nieco wyżej szlak ponownie prowadzi w gęstym lesie. Ścieżka zakręca dwoma łagodnymi łukami, a idziemy tutaj równym i płaskim chodnikiem, złożonym z większych ułożonych, białych kamieni. Ten odcinek powinniśmy pokonać w około 5-7min, po czym wyjdziemy z lasu. Przed nami zobaczymy znany nam już Skupniów Upłaz, po którego drugiej stronie wytyczono popularny niebieski szlak do Murowańca. Podczas dalszego podchodzenia zaważymy, że las będziemy mieli jeszcze tylko po naszej lewej, a drzewa go tworzące, stają się coraz niższe i rzadsze. Z tego punktu mamy wspaniały widok na skaliste stoki po prawej stronie. Z powierzchni ziemi nagle wystają rzędy szpiczastych skał, podobnych do tych z Ojcowskiego Parku Narodowego. Są to takie same skały, tworzące bardzo stromy spad wśród świerkowych lasów po stronie północnej. Idąc wśród drzew, jeszcze przez około siedem minut, dojdziemy do miejsca, gdzie pojawiają się niskie krzewy wśród świerków. Po lewej zauważymy skały tworzące coś na wzór naturalnego muru. Ponownie chodnik staje się wyboisty, a po stronie krzaków, spod ziemi wystają kolejne, bardzo ostre i szpiczaste skały, na których nie trudno o groźny wypadek. Są śliskie. Po prawej ustawiono następną taśmę ze znakami STOP. Widzimy stąd rozległą polanę z kosodrzewiną na opadającym zboczu. Ciekawostką jest, że naturalny mur oraz skały wystające spod ziemi (tylko te bardziej równe) stały się dobrymi miejscami siedzącymi dla turystów. Najczęściej staje tu większość osób, ponieważ przed sobą mamy ciągłe strome podejście.

Siedząc na jednej z nich, można podziwiać naprzeciwległy stok, na którym oprócz białych skał widać długą, ukośną rysę przecinającą gęsty las na dwie części. W tym miejscu szlak zakręca bardzo ostro w lewo, pod dużym kątem. Od teraz ścieżka prowadzi bardzo stromo do góry chodnikiem i stopniami ułożonymi z kamieni o różnych kształtach. Wchodzenie do góry staje się niewygodne i męczące. W trakcie wędrówki do góry szlak ponownie przecina wąski pas lasu, do którego dociera mnóstwo światła słonecznego. Kamienny chodnik pomału zanika. Od teraz widzimy jedynie ułożone „krawężniki”, pomiędzy którymi przebiega nasza ścieżka. Trzeba powiedzieć, że są niekompletnie zbudowane, ponieważ najpierw mamy tylko jedną ramę po prawej stronie, a za chwilę zakręca pod kątem prostym w lewo, gdzie dalej ciągnie się po tej samej stronie. Możemy stąd zajrzeć do Doliny Jaworzynki i z góry spojrzeć, ile już trasy przeszliśmy. W lesie po lewej, mijamy trzecie, ale bardzo krótkie ogrodzenie z taśm ze znakami STOP-u. Nieco wyżej na szlaku, pojawiają się ponownie kamienne schody. Jak zauważymy, stopnie tworzą zakręt, który niegdyś był potrzebny, ponieważ w 2008 roku stał tutaj świerk wyrwany do połowy z korzeniem, oparty o inne drzewa. Wówczas ścieżka omijała go okrężną drogą, skręcając w prawo i za chwilę w lewo, by znowu poprowadzić nas dalej do celu. Z lasu wychodzimy stromymi schodami na szczyt lokalnego wzniesienia. Poznamy to miejsce po dużym, liściastym drzewie ze znakiem szlaku, którego pień u samej podstawy rozdziela się na trzy inne, strzeliście skierowane ku górze. Kilkanaście metrów dalej, za ostatnimi schodami przechodzimy jeszcze po bardzo nierównej i ostrej skale, podobnej do tej na zakręcie z ławką.

Wchodząc na wzniesienie, ścieżka zakręca pod dużym kątem w prawo na rozległych polanach. Od tego momentu drzewa nie będą nam przysłaniać już widoków. Przy szlaku po lewej, ułożono kolejne zygzakowate płotki chroniące przed osuwającym się śniegiem. Równolegle do nich poprowadzono ogrodzenie z taśm. W miejscu, gdzie ostatnie płotki kończą się w niskich krzakach, po przeciwnej stronie ścieżki, widać kolejną serię tych zabezpieczeń, ułożonych szerokim i długim, lewoskrętnym łukiem, na stromym zboczu przed nami. Tak samo przedłużono ogrodzenia z taśm. Teraz idziemy dość krętą, kamienistą i nierówną drogą. Nachylenie terenu nie jest już takie duże, ale nadal idziemy do góry. Kilkanaście metrów wyżej szlak ogrodzono z dwóch stron, jak również zabezpieczono go drewnianymi płotkami, obok których dodatkowo leżą świerkowe bale. Na tym odcinku ścieżka prowadzi nas dwoma krótkimi łukami – najpierw w prawo, a za chwilę w lewo. Przez kolejne trzydzieści metrów idziemy do góry kamiennymi schodami, nieznacznie zakręcając w lewo. Oglądając się za siebie, mamy wspaniały widok na całą Dolinę Jaworzynki wraz z drewnianymi chatami i białą ścieżką, którą przyszliśmy. Widać, jak przecina dolinę na dwie części. Idąc coraz wyżej, ciągle mijamy kolejne serie drewnianych płotków ustawionych wzdłuż szlaku. Pod koniec tego etapu pójdziemy jeszcze czterema długimi, drewnianymi schodami, które zbudowano ze świerkowych bali, tworzących ramy stopni. Pomiędzy nimi ułożono kamienie, co ułatwia i tak już niewymagające podejście. Stopnie kończą serię płotków ogrodzeń z taśm. Jeszcze raz wchodzimy do lasu, który w większej części mamy tylko po prawej stronie na stromym stoku. W lecie, możemy schronić się przed upalnym słońcem pomiędzy drzewami. Od tego momentu idziemy bardziej przyjemną ścieżką, ponieważ na trasie wybudowano kamienie ramy stopni, pomiędzy którymi przechodzimy mocno udeptaną ziemią. Wraz z osiąganiem wysokości schody są coraz mniejsze. Za chwilę wychodzimy z lasu. Oglądając się za siebie, możemy popatrzeć na Giewont, a poniżej, na polany Doliny Jaworzynki.

 
Drewniane stopnie i nierówności na szlaku


Wychodzimy z lasu

Za chwilę ponownie będziemy szli wygodnymi, kamiennymi schodami tak, jak w wyższych partiach gór. Za dwie minuty wędrówki podejście staje się bardziej strome i ponownie wchodzimy do niskiego lasu. Tuż przed wejściem do niego ustawiono cztery drewniane płotki. Za dosłownie krótką chwilę kamienne schody zamieniają się na drewniane, z ubitą ziemią po środku. Jako że ścieżka prowadzi w zagłębieniu terenu, nie rozstawiono dodatkowych zabezpieczeń szlaku. Na ziemi leży mnóstwo bardzo drobnych kamieni. Po lewej powinniśmy z łatwością zauważyć korzeń bardzo ciekawie zarośnięty gęstym mchem. Za wąskim pasem lasów ścieżka zakręca w prawo, dość stromo do góry. Na zakręcie szlak rozwidla się na dwie równoległe drogi, prowadzące tak przez kilkanaście metrów. Idziemy tędy skalistymi podejściami. Skały te są w niektórych miejscach bardzo nierówne, poszarpane i ostre jak brzytwy. Warto zachować ostrożność. Pomiędzy dwiema ścieżkami rośnie samotna kosodrzewina. Prawe podejście jest właściwym szlakiem. Po pokonaniu tego trudniejszego miejsca możemy z góry popatrzeć na ścieżkę w lesie, którą przyszliśmy. Bardzo dobrze widać różnicę wysokości. Za skałami idziemy po kilku drewnianych stopniach z kwadratowych i ociosanych bali tworzących ramy, wypełnionych drobnymi kamieniami na udeptanej ziemi. Co ciekawe, schody regularnie zapadają się każdego roku od milionów stawianych kroków przez turystów. Ich środek jest coraz bardziej zagłębiony. Dochodzimy w końcu na dość dużą, otwartą i płaską przestrzeń, gdzie nic nie rośnie.

 
Takie skały są bardzo ostre, dlatego uważajmy, ponieważ nie trudno tu o wypadek.

Leżą tu jedynie wszędzie bardzo drobne kamienie. Wielu turystów korzysta z okazji, by podziwiać naprawdę piękne widoki. Można zobaczyć stąd nawet Babią Górę. Nie bez powodu ustawiono tu trzy drewniane ławki z grubych bali, które zawsze są zajęte do ostatniego miejsca. Dalej szlak skręca w prawo. Ponownie wchodzimy do lasu. Na początku mamy do pokonania kolejne ostre i niebezpieczne skały, przez które poprowadzono szlak, ponieważ zajmują całą szerokość trasy. Powyżej nich idziemy kamiennymi schodami. Po prawej stronie nadal widzimy ostre i poszarpane skały, ale na szczęście nie musimy już nimi przechodzić. Szlak zakręca tędy długim łukiem w lewo. Podchodząc na ostatnie wzniesienie, za którym ścieżka po praz pierwszy od początku pozwalała nam iść w dół, zauważymy, że przed nami jest kolejny odcinek, prowadzący stopniami pomiędzy kolejnymi ostrymi skałami. Obudowano je drewnianymi ramami, a po ich lewej stronie stoi ukośnie skierowany płotek. Na skałach szlak zakręca łagodnie w prawo, gdzie po chwili podchodzimy czterema stopniami. Zbudowano je z ciosanych bali ułożonych w poprzek szlaku, Pomiędzy nimi znajduje się ubita ziemia. Za nimi mamy do przejścia kolejną serię ostrych i poszarpanych, niewygodnych skał. Po prawej, dodatkowo tworzą naturalne ogrodzenie. Po przeciwnej stronie można patrzeć w dół stromych stoków, ale nie zobaczymy żadnych przepaści. Widać stąd również cały przebieg szlaku od początku Doliny Jaworzynki oraz wszystkie samotne skałki na południowo-zachodnich stokach Skupniów Upłaz.

Patrząc w stronę upłazu, w pobliżu nas z kosodrzewiny wystają ukośnie skały. Są bardzo piękne, ponieważ tworzą one piętrowy układ. Przed nami widać już ostatnią stromiznę. Po serii podejść w lasach w końcu trzeba odpocząć, ale do pokonania mamy jeszcze ostatnie zbocze. Ponownie idziemy stopniami z drewnianymi ramami przy wielkiej skale, wyglądającej jak gdyby ktoś powycinał w niej mnóstwo palców o kształcie prostopadłościanu. Forma skały naprawdę zadziwia. Szlak przeciska się pomiędzy nią a trawiastym zboczem. Za podejściem ścieżka skręca łagodnie w prawo, skąd mamy już wspaniałe widoki na wyższe góry. Jeszcze tylko chwilka i dochodzimy do skrzyżowania żółtego szlaku z Doliny Jaworzynki i niebieskiego z Kuźnic przez Boczań. Całość powinna zająć nam około dwie godziny. Drogowskazy mówią o około 1h 45min, ale z powodu stromizn większości ten szlak zajmuje trochę więcej. Na skrzyżowaniu po obu stronach wszystkich zbiegających się ścieżek rozstawiono mnóstwo ławek. W miejscu, gdzie widzimy strzałkę pokazującą na żółty szlak Doliną Jaworzynki, stoją drewniane płotki przypominające szkielet dla żagli większego statku. Widzimy stąd Babią Górę, Giewont, Skupniów Upłaz, Czerwone Wierchy i Kasprowy Wierch.


Na Przełęczy Między Kopami

HALA GĄSIENICOWA
Jesteśmy na dość dużej przełęczy, pomiędzy dwiema górami: Wielką Królową Kopą 1531 m n.p.m. a Małą Królową Kopą 1577 m n.p.m. Po dłuższym odpoczynku idziemy dalej – do Doliny Gąsienicowej. W końcu chcemy zobaczyć jedną z najpiękniejszych dolin w Tatrach. Na skrzyżowaniu wybieramy niebieskie znaki prowadzące do schroniska Murowaniec. Po około 5-7min marszu płaską ścieżką wszystko, co zobaczyliśmy dotychczas, zmieni się nagle… Szlaki będą miały inny charakter, a i widoki staną się o wiele piękniejsze, chociaż tym niczego nie brakowało. Możemy powiedzieć, że będziemy w sercu Tatr. Za Kopami zobaczymy przepiękną panoramę dwutysięczników okalających Dolinę Gąsienicową, oraz Halę Gąsienicową słynącą z sielankowego klimatu. Dolina Gąsienicowa jest niezwykłym miejscem, o czym świadczą zdjęcia fotografów umieszczane w albumach o Polsce. Za około 5-7min marszu od Przełęczy między Kopami szlak zacznie wieść dość mocno opadającym zboczem. Niestety wysokość, którą osiągaliśmy w trudach, teraz w pewnej części utracimy – a to dlatego, że schodzimy do Doliny Gąsienicowej. Przez kolejne 5min pójdziemy lasem złożonym z karłowatych świerków. Przed nami będziemy widzieli sześć drewnianych chat i bardzo piękną, dużą polanę – Halę Gąsienicową. Patrząc na najwyższe szczyty, naszą uwagę przykuje Kościelec 2155 m n.p.m., który wyróżnia się swoim kształtem. Widzimy go stąd jako szpiczastą i trójkątną górę. W jej połowie widać drugi – mniejszy, ale zielony – trójkąt. To Mały Kościelec. Oba szczyty zdecydowanie wyróżniają się w okolicy i na pierwszy rzut oka pomyślisz, że nie można na nie wejść, a jednak wytyczono tam szlak turystyczny – czarny szlak na Kościelec. Idziemy dalej. Dochodzimy do miejsca, gdzie niski las nagle kończy się i tym samym wchodzimy na rozległą Halę Gąsienicową. Moim zdaniem najlepiej być tutaj w połowie sierpnia, albo w środku zimy. Wystarczy popatrzeć na zdjęcia poniżej tego opisu, żeby zobaczyć, jak pięknie zakwita fioletowymi kwiatami cała Dolina Gąsienicowa. Kiedy dochodzimy z Doliny Jaworzynki do skrzyżowania szlaków na Przełęczy między Kopami, nie warto się zatrzymywać pomimo dużego zmęczenia. Zdecydowanie polecam przejście jeszcze 10-12min do Hali Gąsienicowej i dłuższy odpoczynek w tym miejscu. Widoki, które zobaczymy z pewnością dużo lepiej na nas podziałają. Trzeba powiedzieć, że panorama na Halę Gąsienicową zostaje na długo w pamięci i z pewnością w przyszłości zrobisz wszystko, by wrócić tu choć jeden raz. Patrząc z hali na Świnicę (to ten najwyższy z najwyższych szczytów przed nami) powinniśmy zauważyć, że wierzchołek góry przypomina kształtem ryj świni – stąd nazwa. Kiedy odpoczniemy, dalej idziemy wyraźną, kamienną ścieżką. Przejdziemy pomiędzy góralskimi chatami. Ta po prawej nazywa się „Betlejemka”. Przyjeżdżają do niej najczęściej osoby szkolące się na taterników. Kilkadziesiąt kroków dalej, po lewej stronie, przejdziemy obok czwartej chatki z drewnianą ławką. Warto przystanąć tutaj i popatrzeć na wysokie góry. Od tego miejsca ścieżka poprowadzi nas bardziej stromym zboczem – w dół doliny. Za krótką chwilę dojdziemy do skrzyżowania szlaków: niebieskiego – którym idziemy, zielonego – prowadzącego na Przełęcz Liliowe 1952 m n.p.m., oraz żółtego – prowadzącego na Suchą Przełęcz 1950 m n.p.m. tuż pod Kasprowym Wierchem 1987 m n.p.m. Ciągle będziemy trzymać się niebieskich znaków, aż dojdziemy do schroniska Murowaniec. Dojście od czwartej chatki do schroniska powinno zająć nam około 5min.

 
Wędrówka od przełęczy Między Kopami na Halę Gąsienicową

  
Na Hali Gąsienicowej

Otoczenie schroniska "Murowaniec".
Teren wokół schroniska jest dość duży i przed głównym wejściem zbudowano kamienny deptak. W wielu miejscach ustawiono mnóstwo ławek, na których możemy odpocząć, mając wspaniały widok na Kościelec. Ciekawe jest, że budynek schroniska stoi praktycznie w środku lasu. Wejście znajdziemy dokładnie po drugiej stronie. Zresztą najczęściej przy wejściu gromadzą się największe tłumy, dlatego szybko znajdziemy odpowiednie drzwi. W tym samym miejscu na zakręcie widzimy drogowskaz z pięcioma tabliczkami wskazującymi na szlaki na Krzyżne, Kasprowy Wierch, Zawrat, Waksmudzką Równień i Psią Trawkę. Wśród turystów tatrzańskich panuje taka tradycja, że po przejściu wszystkich szlaków w Tatrach koniecznie trzeba udać się na Psią Trawkę, jako zwieńczenie wszystkich wcześniejszych wędrówek. W schronisku można zjeść naprawdę dobrą szarlotkę, która znana jest ze swojego smaku.

CZARNY STAW GĄSIENICOWY - PODEJŚCIE NA KARB
Jeśli chcemy zobaczyć najpiękniejsze miejsca Doliny Gąsienicowej, to obowiązkowo musimy dojść do Czarnego Stawu Gąsienicowego, a później wejść na Karb, by potem zejść drugą stroną, pomiędzy licznymi stawami. Wędrówkę rozpoczynamy od schroniska Murowaniec. Za budynkiem ciągle będziemy iść niebieskim szlakiem prowadzącym bezpośrednio do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Trzeba przyznać, że staw jest chyba najpiękniejszym miejscem całej doliny. Równolegle z naszą trasą przebiega żółty szlak na Kasprowy Wierch. Od Murowańca idziemy ścieżką wśród gęstej i wysokiej kosodrzewiny, gdzie pomiędzy nią widać niskie, pojedyncze świerki. W ciągu zaledwie kilku krótkich chwil zauważymy, że roślinność przy szlaku szybko ubożeje. Teraz będziemy głównie widzieć kosodrzewinę. Obowiązkowo muszę wspomnieć o wysokich krzaczkach jagodowych, które są pełne owoców w sierpniu. W całych Tatrach rosną tu najbardziej soczyste jagody. Są również największe. Przez kolejne trzy do pięciu minut nasza ścieżka prowadzi równolegle, wzdłuż Uhroci Kasprowych, ale w dolinie, którą idziemy (niebieski i żółty szlak wytyczono na tej samej drodze), po czym drogi rozdzielają się. Przed rozstajem szlaków, przejdziemy obok dwóch drewnianych ławek zbudowanych z drewna świerkowego. Ławki rozstawiono w pobliżu trzech podobnie wyglądających skał, które wysoko wystają spod ziemi. Na ich górze, rośnie samotna kosodrzewina. Z tego miejsca bardzo dobrze widać Kasprowy Wierch i górną stację pod szczytem. Przed zakrętem, po lewej stronie, widzimy duży okrągły głaz, którego zdecydowanie większa część znajduje się pod ziemią. Na nim jest żółty znak szlaku. Możemy nim dojść na Kasprowy Wiech. Nas interesuje jednak Czarny Staw Gąsienicowy i przełęcz Karb, dlatego ciągle idziemy ścieżką znakowaną na niebiesko. Teraz nasza dróżka zakręca pod kątem prostym w lewą stronę pomiędzy kosodrzewiną i pojedynczymi niskimi świerkami. Niezmiennie co roku, na skrzyżowaniu szlaków kwitną fioletowe kwiaty, te same, co na Hali Gąsienicowej w pobliżu drewnianych chat.

Od teraz szlak staje się dużo węższy, ale dla naszej wygody ułożono tutaj kamienny chodnik. Trudno nie wspomnieć o silnym zapachu kosodrzewiny, który z pewnością zachwyci. Poczujemy, że jesteśmy daleko od cywilizacji i dzięki temu, będziemy mogli wypoczywać. Patrząc do góry, po prawej stronie bardzo dobrze widać długie stoki Uhroci Kasprowych. Ciągną się one aż do głównego wierzchołka Kasprowego Wierchu. Kosodrzewina jest tak gęsta po obu stronach ścieżki, że nawet trawa nie znajduje dla siebie odpowiedniego miejsca do życia. Przy szlaku widzimy tylko pojedyncze kępy na krawędzi. Warto spojrzeć przed siebie, ponieważ zobaczymy majestatyczny Kościelec. Z tego miejsca widzimy jak Mały Kościelec i Kościelec wizualnie nakładają się na siebie. Obie góry przypominają kształtem dwa szpiczaste trójkąty – mniejszy, zielony, to Mały Kościelec, a duży, szary, to Kościelec. Za kilkanaście metrów ścieżka zakręca delikatnie w lewo. Na krótkim łuku zauważymy z pewnością dwa wysokie świerki. Przy jednym z nich leży duży, i drugi – trochę mniejszy – trójkątny głaz. Pomiędzy dwoma drzewami, w środku stoi inny uschnięty świerk. Właśnie to obumarłe drzewo przyciąga najbardziej uwagę, ponieważ wszystkie gałęzie zarosły bardzo gęste niebiesko-zielone porosty, które w kilkanaście lat potrafią uśmiercić większe tereny leśne. Najwięcej podobnych porostów możemy zobaczyć na czarnym szlaku prowadzącym na Starorobociański Wierch. Naszą ścieżkę wytyczono dalej w gęstym świerkowym lesie, gdzie pomiędzy drzewami rośnie równie gęsta kosodrzewina. Idziemy praktycznie płaską dróżką. Po lewej stronie widzimy linię ułożoną z białych kamieni, które tworzą krawężnik. Za krótkim odcinkiem lasu przechodzimy widokową część trasy. Teraz mamy widok na Tatry, skąd najlepiej możemy zobaczyć Kościelca 2155 m n.p.m. i Żółtą Turnię 2087 m n.p.m. Na tę drugą górę nie prowadzi żaden znakowany szlak. Od Murowańca upłynęło jakieś 13min naszej wędrówki. Ścieżka zakręca nieznacznie w prawo, gdzie rozpoczynamy dość długie przejście u stóp Małego Kościelca. Na całej długości tego odcinka, będziemy szli wzdłuż stromych zboczy góry, znajdujących się po naszej prawej stronie. Zobaczymy na nich większe skupiska głazów i bardzo gęstej kosodrzewiny. Na początku opadających stoków przy ścieżce, zauważymy głaz w kształcie sześcianu. Jest na nim niebieski znak. Odtąd szlak poprowadzi nas dość długim odcinkiem w linii prostej pod niewielkim nachyleniem do góry, wzdłuż zboczy Małego Kościelca. Szybko będziemy zbliżać się do jednego z obranych celów na dzisiejszy dzień – do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Od Murowańca do stawu powinniśmy dojść w około 30min. Idąc tędy, spójrzmy w dół na wielkie rumowisko skalne, znajdujące się po lewej stronie szlaku, bo zobaczymy, że od niego swój początek bierze wąska linia złożona z luźnych kamieni, której koniec zauważymy dopiero przy Czarnym Stawie Gąsienicowym. Od teraz widoczny pas kamieni będzie towarzyszył nam ciągle na całej długości ścieżki. W dole zobaczymy coś jeszcze. Pomiędzy większymi głazami i kamieniami wypatrzymy mały pomnik Mieczysława Karłowicza i tablicę pamiątkową informującą o tym, że zginął tragicznie w lawinie z 8 lutego 1909 roku, kiedy to wybrał się na samotne przejście na nartach z Doliny Gąsienicowej do Czarnego Stawu Gąsienicowego. W zimie odcinek szlaku, którym idziemy, nie jest polecany ze względu na szybką możliwość powstawania lawin. Wracamy na trasę. Od początku zbocza ścieżka stopniowo prowadzi do góry wzdłuż stromizn. Nie męczymy się. Teraz w powolnym tempie odrabiamy „utraconą” wysokość na trasie od Przełęczy między Kopami do Murowańca. Na całej długości ścieżki, którą teraz idziemy, ułożono równy chodnik z dużych kamieni, gdzie możemy przechodzić dużo szybciej. Za około 10min, dojdziemy do skały wysuniętej nad naszymi głowami ponad szlakiem. Przypomina ona słynną skałę znaną z "Króla Lwa". Jej górna część tworzy dużą półkę wysuniętą nad resztę skały, gdzie widać liczne pęknięcia. U samej góry zobaczymy pojedynczą kosodrzewinę.

 
Wędrówka do Czarnego Stawu Gąsienicowego oraz miejsce, gdzie znajdziemy mały pomnik ku pamięci Mieczysława Karłowicza

Idziemy dalej przez około 7min. Ścieżka zakręca lekko w lewo, ponieważ przechodzimy obok wielkiego rumowiska skalnego złożonego z dużych głazów. Warto spojrzeć do góry, ponieważ znad stromego zbocza wystaje tylko odległy wierzchołek Kościelca. Szlak poprowadzono dalej kamiennym chodnikiem przez następne rumowisko. Do stawu pozostało nam jeszcze jakieś 5min marszu. Ostatni fragment ścieżki jest bardziej stromy i możemy trochę się zmęczyć. Szlak zakręca w prawo. Wzdłuż całego zakrętu ustawiono drewniane bariery, na których dodatkowo umieszczono znak, informujący o zakazie wchodzenia na polanę. Przy barierach zobaczymy jeszcze drewniane bale, zabezpieczające szlak przed osuwającym się śniegiem. Miejsce jest bardzo dobre do obserwacji, ponieważ po lewej stronie widzimy dużą polanę, a w dużej odległości przed nami patrzymy na Gorce. To nie koniec ograniczeń, ponieważ przy ścieżce rozciągnięto zieloną, trójkątną taśmę ze znakami TPN-u i STOP-u. Za zakrętem dochodzimy już prostą i płaską ścieżką do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Ponownie zobaczymy nam znane taśmy ze znakami. Teraz jesteśmy na wysokości 1624 m n.p.m. Możemy stąd podziwiać wspaniałe widoki na Dolinę Gąsienicową oraz zobaczyć naprzemienne przenikanie pasów kosodrzewiny i świerkowych lasów. Wygląda to trochę, jak gdyby świerki próbowały podbijać kolejne, nieprzystępne dla nich ziemie. W miejscu, gdzie ścieżka prowadzi do stawu, ułożono równy, kamienny chodnik. Na końcu zobaczymy drogowskaz z niebieską strzałką prowadzącą na Zawrat i zieloną – na Przełęcz Karb. Właśnie tam pójdziemy. Wybierzemy zielony szlak na Karb. Na tym samym słupie widzimy tablicę informującą o zakazie zaśmiecania stawu i dokarmiania zwierząt. Po lewej stronie zauważymy piękną wyspę, którą w całości zarosła gęsta kosodrzewina. Po prawej stronie wybrzeże zarosło dorodnymi jagodami.


Zakręt tuż przed Czarnym Stawem Gąsienicowym


Czarny Staw Gąsienicowy

Wystarczy popatrzeć trochę wyżej, ponad poziom traw, by z łatwością zobaczyć przebieg szlaku trawersującego strome zbocze, prowadzącego na Przełęcz Karb 1853 m n.p.m. Czy musimy tam wchodzić? Pewnie część odpowie, że nie, bo można przecież wrócić do schroniska i później pójść czarnym szlakiem, prowadzącym po drugiej stronie tej samej góry. Jednak nie warto iść na łatwiznę, ponieważ widoki z Przełęczy Karb są niezapomniane i będziemy mieli widok na kilka pięknych stawów jednocześnie, nie wspominając już o przepięknych odbiciach gór w Czarnym Stawie. Nie warto pozbawiać się tych atrakcji. Na początek idziemy według zielonych znaków. Przechodzimy przez krótki pas traw. Później wchodzimy ścieżką w skupiska gęstej i zwartej kosodrzewiny. Szlak zakręca w prawo i za niecałą minutę marszu przejdziemy przez wąskie rumowisko skalne. Od tego momentu będzie bardziej stromo i wymagająco, ponieważ ścieżka bezpośrednio trawersuje opadające zbocza Małego Kościelca. W pasie kamieni szlak wytyczono podwójną serią zakrętów w kształcie litery „S”. Dla naszego bezpieczeństwa ułożono kamienne schody, dzięki czemu łatwiej wejdziemy do góry. Po lewej stronie widać dwa duże głazy wyróżniające się spośród innych. Za 5 min od rumowiska, ścieżka zakręca pod bardzo dużym kątem w prawo, ciągle przy tym samym usypisku kamieni, ale już znacznie wyżej. Przechodzimy jedynie w jego pobliżu. Warto zatrzymać się na podejściu, ponieważ pięknie widać Czarny Staw Gąsienicowy, którego wody są zielone i stopniowo przechodzą w odcienie niebieskiego. Za zakrętem ścieżkę wytyczono przez gęste trawy. Mamy więc bardzo dobry widok na staw i skupisko kamieni, przez które przechodziliśmy poniżej. Pięknie widać stąd szlak okrążający Czarny Staw. Prowadzi ona żółtymi znakami na Skrajny Granat 2225 m n.p.m. i niebieskimi – na Zawrat 2159 m n.p.m. Polecam przystanąć chociaż na chwilę, ponieważ z tego miejsca chyba najlepiej zobaczymy wyspę z kosodrzewiną. Widzimy, że wyspa składa się z dwóch większych skupisk tych roślin. Obie gromady rozdziela wąski pas kamieni i głazów. Po przeciwnej zaś stronie widzimy ogromną, ale płaską, ukośną skałę, stopniowo zagłębiającą się pod powierzchnią wody. Dokładnie za wyspą, swój początek/koniec bierze szeroki żleb widoczny na Żółtej Turni. Nieznacznie zakręca delikatnym łukiem w lewo i prowadzi dalej, w linii prostej. W połowie jego długości jeszcze raz zakręca w prawo, po czym wyżej ciągnie się już samego do szczytu w linii prostej. Najlepiej możemy zobaczyć dużą część żlebu jako odbicie w stawie. Tylko jego dolny fragment przysłania nam wyspa.


Strome podejście na Przełęcz Karb


Czarny Staw Gąsienicowy widziany ze stromego podejścia na przełęcz Karb


Wysepka na Czarnym Stawie Gąsienicowym

Za zakrętem w lewo pod dużym kątem, z którego podziwialiśmy widoki, szlak prowadzi dalej wydeptaną ścieżką. Brakuje tu kamiennych stopni. Teraz idziemy pasem sypkiej ziemi niezwiązanej z podłożem. Za dosłownie krótką chwilę skręcamy w prawo, trawersując strome zbocze Małego Kościelca. Tuż przed zakrętem, na szlak wystaje szpiczasty głaz. Za kilka metrów dochodzimy do krawędzi stromego zbocza, za którym znajduje się urwisko. Skręcamy ostrym trawersem w lewo i jednocześnie bardzo stromo podchodzimy. Omijamy przepaść. Szlak ani na chwilę nie będzie łatwiejszy, ponieważ od Czarnego Stawu, aż po Przełęcz Karb powinniśmy podchodzić ciągłymi stromiznami przez około 40-45min. Idziemy nadal do góry – w stronę Przełęczy Karb. Dzięki temu szybko osiągamy wysokość w krótkim czasie. Dla osób, które nie chodzą po górach zbyt często, ten fragment będzie z pewnością bardzo wymagający kondycyjnie. Po lewej stronie szlaku, za zakrętem, zauważymy trzy pionowo stojące skały. Mają nieco sześcienny kształt. Warto spojrzeć w dół, ponieważ widać stąd krawędź zbocza z przepaścią, którą przechodziliśmy. Możemy dostrzec również, jak bardzo niezliczone tysiące turystów zadeptało ten odcinek szlaku. Ciągle przed nami widać stromizny. Trudno określić, gdzie jest nasz cel, będący jednocześnie najwyższym punktem całej naszej wyprawy. Mam na myśli Mały Kościelec, bo najpierw na jego szczyt wejdziemy, a dopiero stamtąd pójdziemy na Przełęcz Karb. Przed ostatnim podejściem na Karb, widzimy brązowe płyty skalne, obok których wytyczono szlak. Pomiędzy płytami rosną wąskie pasy kosodrzewiny. Na ostatnim odcinku ścieżki na Mały Kościelec, za widocznym zakrętem w lewo, pójdziemy równymi kamiennymi stopniami. Ułatwią nam podejście. Na jednym z nich namalowano zielony znak szlaku.


Ostatni etap stromego podejścia w drodze na Mały Kościelec

Jesteśmy na Małym Kościelcu 1863 m n.p.m. Możemy odetchnąć po długim i kondycyjnym podejściu. Widoki ze szczytu są naprawdę przepiękne! Widzimy stąd kilka stawów takich, jak np.: Czarny Staw Gąsienicowy, Kurtkowiec, Zielony Staw i Długi Staw, Dwoisty Staw, Długi Staw, Troiśniak, Kotlinowy Stawek, Czerwone Stawki, czy też Zadni Staw Gąsienicowy. Niektóre z nich są tak malutkie, że raczej trudno je nazwać stawami. Przypominają raczej większą, ale głębszą kałużę. Zdecydowanie najpiękniejszy z nich, nie licząc Czarnego Stawu Gąsienicowego, jest Zielony Staw, ponieważ jeden z jego brzegów tworzą białe ściany skalne bezpośrednio opadające do jego wód. Pięknie też widać stąd drogę prowadzącą do Murowańca. Wygląda jak biała nitka, która wszystko przecina w terenie. Właśnie nią doszliśmy do Murowańca. Z łatwością dostrzeżemy również wszystkie drewniane chaty na Hali Gąsienicowej (a jest ich sześć), obok których przechodziliśmy wczesnym porankiem. Jeszcze nie doszliśmy do przełęczy Karb, ponieważ szlak najpierw prowadzi na Mały Kościelec 1863 m n.p.m., który jest jednocześnie najwyższym punktem naszej trasy. Teraz musimy pójść około dziesięciominutowym odcinkiem trasy, żeby zejść do przełęczy i stamtąd dopiero możemy wyruszyć do drugiej części Doliny Gąsienicowej, którą również chcemy poznać. Najpierw schodzimy ze szczytu Małego Kościelca, skręcając w lewo, pod kątem prostym. Przed nami widzimy kilka wystających skałek prowadzących bezpośrednio na przełęcz. Pomiędzy nimi wije się ścieżka, którą dojdziemy na Przełęcz Karb 1853 m n.p.m. W drodze do tego drugiego najwyżej położonego miejsca na naszej trasie, miniemy jeszcze kilka małych szczegółów, o których teraz nieco wspomnę. Z wierzchołka Małego Kościelca szlak prowadzi kamiennymi stopniami na niewielkie, pobliskie wzniesienie. Idziemy tutaj przez rumowisko skalne. Ścieżka rozdziela się na dwoje. Idziemy w stronę szpiczasto wystającego głazu z ziemi z zielonym znakiem. Zauważymy też, że Czarny Staw Gąsienicowy z dużej wysokości przybiera zupełnie innej barwy niż poniżej. Teraz widzimy głównie niebieskie odcienie. Na jego powierzchni widać odbicia gór: Skrajnego Granatu i Żółtej Turni. Warto spojrzeć również na staw Kurtkowiec, ponieważ z wysokości ponad 1850 m n.p.m. bardzo dobrze widzimy dwie wyspy zarośnięte gęstą kosodrzewiną. Nie zobaczymy ich tak dokładnie z niższego poziomu. Na rozstaju dróg na wzniesieniu, ścieżka poprowadzi nas krótką chwilę przez płaską płytę skalną, ale nie napotkamy tu żadnych trudności. Wystarczy po niej przejść dalej.

 
Szlak z Małego Kościelca na Przełęcz Karb (w tle widoczny Kościelec 2155 m n.p.m.)


Rzut na szlak Mały Kościelec - Przełęcz Karb z podejścia na Kościelec

Teraz idziemy w płaskim terenie, gdzie głównie będziemy przechodzić popękanymi płytami skalnymi. Przed nami widać małą grań prowadzącą do Przełęczy Karb. Wygląda bardzo ciekawie, ponieważ tworzy ją wąski ciąg skał, a po obu stronach rośnie gęsta kosodrzewina na stromo opadających zboczach. Kosodrzewina dodaje uroku grani. Za płytami szlak zakręca lekko w prawo i za chwilę w lewo, ponieważ omijamy pionowe, ciemne i niskie skałki. Dalej idziemy równym, kamiennym chodnikiem, przecinając pas kosodrzewiny. Dochodzimy do drugiego małego wzniesienia, wędrując niskimi stopniami. Niczym się nie wyróżnia, dlatego tylko na nie wchodzimy i schodzimy po jego drugiej stronie. Ciągle idziemy wśród gęstej kosodrzewiny. Po lewej stronie wzniesienia zauważymy pionową ścianę skalną zakończoną przepaścią. Kilkadziesiąt kroków dalej, szlak prowadzi przez popękane płyty, gdzie jest wąsko i musimy przeciskać się pomiędzy głazami. Za nimi schodzimy na Przełęcz Karb. Ścieżka zakręca w tym miejscu w prawo, przy pionowych skałach, które dobrze chronią przed wiatrem. Na Przełęczy Karb mamy nie tylko drogowskaz ze strzałkami i rozpisanymi szlakami, ale również tablicę informującą o trudności szlaku na Kościelec. Wyczytamy z niej, że wejście powinno zająć nam 50min i że trasa jest bardzo trudna. Dodatkowo jest informacja o spadających kamieniach. Nie będziemy wchodzić na Kościelec, bo chcemy poznać całą Dolinę Gąsienicową, dlatego teraz wybierzemy powoli zbiegający niebieski szlak, prowadzący obok licznych stawów.


Piękny widok na Czarny Staw Gąsienicowy z przełęczy Karb

PRZEŁĘCZ KARB - ZIELONY STAW, KURTKOWIEC, LITWOROWY STAW - MUROWANIEC
Na przełęczy wybieramy niebieskie znaki. Naszym głównym celem będzie Zielony Staw z pionowymi, białymi ścianami skalnymi opadającymi bezpośrednio do jego wód, skąd pięknie widać, jak czarny szlak na Kościelcu omija wielką ścianę kończącą się kilkunastometrowym, pionowym urwiskiem. Zejście z Karbu rozpoczyna się schodami ułożonymi z wielkich kamieni. Mimo wszystko idziemy łagodnie opadającym zboczem. Przechodzimy przez duże rumowisko, składające się tylko z większych głazów. Szlak zakręca nieznacznie w prawo dłuższym łukiem. Idziemy tak przez około 5min, gdzie dochodzimy do naturalnej bramy skalnej, złożonej z dwóch głazów, stojących po obu stronach szlaku pionowo do góry. Na lewej widać niebieski znak. Ścieżka przeciska się pomiędzy głazami, po czym zakręca lekko w lewo i schodzimy niżej. Za chwilę przechodzimy przez kolejną i dłuższą bramę. Tym razem tworzą ją niższe skały leżące wzdłuż po obu stronach szlaku. Również tutaj, na lewym głazie i na stopniu namalowano znaki szlaku. Ścieżka zakręca w bramie łukiem w lewo. Mamy stąd piękny punkt widokowy na najwyżej położony staw Doliny Gąsienicowej. Przed nami, po lewej, wśród rozległych gołoborzy (rozległe usypisko kamieni i głazów), widzimy Zadni Staw Gąsienicowy, położony na wysokości 1852 m n.p.m. Schodzimy niżej kamiennymi stopniami. Dochodzimy do Długiego Stawu, który mamy po naszej lewej i dużo bliżej nas. Jest położony na wysokości 1781 m n.p.m. Z niego swój początek bierze potok, którego wody płyną w pobliżu szlaku, ale go nie przecinają. Ścieżka kilkukrotnie zakręca, ale utrzymujemy ogólny kierunek wędrówki. Powoli opuszczamy rozległe gołoborza i widzimy pierwsze kępy traw. Przechodzimy przez wąski pas zieleni, który przecina nasz szlak. Chodnik tworzą dwa rzędy kamieni. Za pasem traw przez chwilę będziemy podchodzić na niewielkie wzniesienie, gdzie jednocześnie rozpoczyna się kolejne gołoborze. Po obu stronach ścieżki widzimy wielkie głazy. Na wzniesienie prowadzi trzynaście dużych, kamiennych schodów. Za gołoborzem i wzniesieniem wchodzimy na teren zarośnięty kosodrzewiną. Tworzy ona liczne skupiska pomiędzy skałami i głazami. Szlak co chwilę zakręca raz w prawo, a raz w lewo. Mamy stąd chyba najpiękniejszy widok na większość płyt skalnych Kościelca. Dalsze zejście ze wzniesienia jest bardziej ciekawe, ponieważ widzimy coraz większe gromady kosodrzewiny, a po lewej stronie dodatkowo stoi wielka samotna skała, za którą szlak zakręca długim łukiem w lewo. Po prawej zaś, rośnie w równym rzędzie kosodrzewina, której pas przecina nasza ścieżka. Patrząc w lewo do góry, zobaczymy ścianę skalną zarośniętą jasnozielonymi trawami, nad którą znajduje się niewidoczny dla nas Długi Staw.


Tu wybieramy niebieskie znaki na Halę Gąsienicową

Z tej perspektywy Świnica jest tłem dla ściany, którą teraz obserwujemy. Widok jest przepiękny!. Nieco dalej szlak zakręca w lewo, prowadząc stopniami zarośniętymi trawami przy wielkiej, samotnej skale, popękanej tak bardzo, że prawie w całości zarosły ją zielone porosty. W kilka minut docieramy do źródełka, gdzie ze skał wystaje małe drewniane korytko, którym spływa woda na szlak. Koryto na końcu jest tak ukształtowane przez ciągle płynący strumień, że kiedy woda leje się na kamienie, to na tym odcinku strumień ma kształt zygzaków! Najczęściej zatrzymują się tutaj turyści, ponieważ w ciepły, słoneczny dzień mamy dostęp do świeżej i orzeźwiającej wody, a dodatkowo przed zakrętem, po lewej stronie stoi ogromny głaz, na którym mają gdzie usiąść. Okolica w rejonie źródełka jest niezwykle piękna!. Dookoła widzimy skupiska kosodrzewiny poprzecinane pasami traw, a daleko na dole widać Zielony Staw i Kurtkowiec. Podczas spokojnego dnia możemy stąd podziwiać odbicia skalistych zboczy w ich wodach. Trochę poniżej źródła, na szlaku stoi wielki głaz, który tarasuje całe przejście. Kamienne schody obchodzą go od lewej strony, prowadząc nieco niżej, ścieżką pełną sypkiej ziemi. Skały nie można obejść prawą stroną, ponieważ przylega do spadzistego zbocza zarośniętego trawami. Na skale widać niebieski znak. Przechodząc tędy, po raz drugi będziemy mieli możliwość zaczerpnięcia zimnej wody, ponieważ przez szlak przepływa bardzo wąski potok zbudowanym kanalikiem, znajdującym się pomiędzy dwoma kamieniami. Dalej trasa prowadzi przy wielkiej skale stanowiącą jednocześnie białą ścianę po prawej. Na samej górze rośnie niewielkie skupisko kosodrzewiny. Za skałą szlak trzykrotnie zakręca.

 
Schodzimy z przełęczy Karb w stronę stawów


Widok na Kościelec z trasy zejściowej

Pomiędzy drugim a trzecim zakrętem, po prawej widzimy małe rumowisko składające się ze średniej wielkości głazów i kamieni. Jest to idealne miejsce do odpoczynku, ponieważ możemy stąd podziwiać wspaniałe widoki na Świnicę 2301 m n.p.m. i Pośrednią Turnię 2128 m n.p.m. oraz Skrajną Turnię 2096 m n.p.m. Za trzecim zakrętem widnieje kolejne skupisko kosodrzewiny, a po lewej widać ciekawą grupę skałek. Dalej idziemy krótkim pasem kosodrzewiny, przez kolejne niewielkie wzniesienie. Poniżej idziemy chodnikiem z ułożonych kamieni przez niewielki trawiasty teren. Z pewnością przy szlaku powinniśmy wypatrzeć głaz przypominający kształtem grzyb. Za krótką chwilę, za dosłownie dwie minuty, dochodzimy do małego rumowiska skalnego, gdzie przez jego środek przepływa szeroki potok łączący Czerwone Stawki z Kurtkowcem. Z łatwością można wyszukać tu ciekawy motyw do zdjęć, ponieważ w wodach potoku leży mnóstwo upiększających go małych kamieni. Warto zatrzymać się, żeby rozglądnąć się po okolicy. Jest naprawdę pięknie! Najczęściej na miejsce odpoczynku turyści wybierają małe zagłębienie w rumowisku przy potoku. Po lewej stronie widać dwa Czerwone Stawki o bardzo nieregularnej linii brzegowej.

Łatwo zauważyć, że ich wielkość jest zależna od pory roku i opadów, ponieważ nie mają dobrego zasilania w wodę tak, jak ich niżej położony sąsiad – staw Kurtkowiec. W obu zbiornikach leżą mniejsze kamienie, a prawe wybrzeże zarasta gęsta kosodrzewina. Za nimi przechodzimy przez kolejne rumowisko skalne, gdzie teraz będziemy podchodzić stromo do góry. Potok przecina kamienny chodnik, którym przechodzimy na drugą stronę. W jego wodach można dostrzec odbicia gór. Za potokiem szlak rozdwaja się na odcinku dosłownie kilku metrów na dwie równoległe ścieżki. Pomimo, że na ścieżce po prawej ułożono szeroki chodnik, to równolegle do niego, po lewej przebiega szeroka wydeptana dróżka. Pomiędzy początkiem wydeptanej ścieżki a potokiem rzuca się w oczy duże skupisko kosodrzewiny w środku, którego stoi ogromna skała o kanciastych kształtach z powierzchnią ściętą ukośnie w dół, w stronę potoku, u jej samej góry. Wydeptana ścieżka kończy się kilka metrów dalej przy jaśniejszym głazie. Z tego miejsca Kościelec nie wygląda już tak nieosiągalnie i efektownie, jak z drogi do Murowańca. Patrzymy na niego z boku. Widok na górę nakłada się z dużo bliższym i niższym zboczem skalnym, które przysłania jego potęgę. Do skrzyżowania czarnego i niebieskiego szlaku zostało nam jakieś 3min wędrówki. W tym czasie ciągle idziemy pomiędzy skupiskami gęstej kosodrzewiny i małych kamieni „porozrzucanych” po trawiastych polanach.

 
Zejście do Zielonego Stawu i Kurtkowca


Stawy Doliny Gąsienicowej


Kurtkowiec

DOJŚCIE DO ZIELONEGO STAWU I JEGO PIĘKNE OTOCZENIE
Przed skrzyżowaniem leżą duże głazy. Przechodzimy jeszcze przez bramę złożoną z dwóch skał. W miejscu, gdzie zbiegają się trzy ścieżki, stoi drogowskaz z napisem „Hala Gąsienicowa 40min”. Dookoła nas leżą tylko kamienie. Pójdziemy teraz czarnym szlakiem prowadzącym do Murowańca i dalej – na Halę Gąsienicową. Przejście czarnym szlakiem jest bardzo ciekawe, ponieważ zobaczymy na całej trasie mnóstwo pięknych widoków. Za około 2min wędrówki od skrzyżowania zza wzniesienia po lewej stronie wyłania się Zielony Staw. Na czarnym szlaku do Murowańca będzie to pierwszy cel na trasie – trzeba przyznać, że najpiękniejszy. Po lewej widzimy długą polanę, a po przeciwnej stronie patrzymy na duże skupisko kosodrzewiny. Za dosłownie trzy minuty dochodzimy do Zielonego Stawu. Schodząc do jego poziomu, możemy podziwiać jego najpiękniejszą część. Wody mają faktycznie kolor zielony, ale najładniejszy widok mamy, gdy popatrzymy na dwie ściany złożone z białych skał opadające bezpośrednio do stawu. Kiedy tafla jest spokojna, zobaczymy z pewnością efektowne odbicia i kolorowy obraz, które utworzą. Nie sposób nie zrobić sobie tutaj dłuższego postoju. Wypoczynek w tak cudownym otoczeniu z pewnością podziała na nas dobrze. Skały opadające do wody przypominają trochę norweskie fiordy. Dalej szlak zakręca w prawo, niewielkim łukiem przy dużej, okrągłej skale z czarnym znakiem. Około pięć metrów dalej za zakrętem, zauważymy ciekawy głaz. Ma kształt sześcianu i u góry brakuje mniejszego kawałka o dokładnie takim samym kształcie. Brakujący kawałek leży przy szlaku i pasuje dokładnie do wielkiego głazu. Mamy stąd widok na cały Zielony Staw. Przy brzegu od naszej strony dochodzimy do wielkiego wzniesienia całkowicie zarośniętego gęstą kosodrzewiną. Ze szczytu wystaje ukośny i duży głaz. Całe wzgórze i skała bardzo  pięknie komponują się z zielonymi wodami stawu. My jedynie przechodzimy w pobliżu tego wzniesienia. Za skupiskiem zwartej kosodrzewiny ścieżka skręca w lewo i za chwilę w prawo, dzięki czemu omijamy wielkie wzniesienie. Dochodzimy bezpośrednio do brzegu Zielonego Stawu. Kamienny chodnik jest poprowadzony w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Teraz możemy popatrzeć na zbiornik z równie ciekawej perspektywy, mając przed sobą po drugiej stronie, białe ściany skalne zanurzone w wodzie. Widok jest piękny! Na zakręcie szlaku przy stawie, widzimy ogromny głaz na wzgórzu. Jest to skała widoczna już z początkowych fragmentów szlaku przy zbiorniku. Ścieżka prowadzi nas ciągle przy brzegu, dlatego możemy wejść na inną płaską skałę zanurzoną w wodze, gdzie najczęściej turyści robią sobie zdjęcia na tle gór. Szlak prowadzi wzdłuż brzegu stawu jeszcze przez około 100m, po czym pomału odbija od niego o kilka metrów. Na końcu części wspólnej przechodzimy krótką serię pięciu bardzo krótkich zakrętów.


Brama ze skał na szlaku


Zielony Staw


Otoczenie Zielonego Stawu

 
Piękne odbicia gór w wodach Zielonego Stawu

PRZEJŚCIE DOLINĄ GĄSIENICOWĄ
Na piątym z nich mijamy skalną bramę, którą tworzą dwa głazy znajdujące się po obu stronach szlaku. Teraz idziemy dość szerokim, ułożonym chodnikiem. W niektórych miejscach zbudowano go nawet z trzech rzędów białych kamieni, dlatego wędrówka tędy jest bardzo wygodna, i co najważniejsze, mamy ciągle piękne widoki, w szczególności, gdy będziemy spoglądać za siebie. Za serią zakrętów popatrzmy w prawo. Zobaczymy tam bardzo wielki głaz – maliniak, czyli samotnie leżący głaz o ogromnych rozmiarach. Na jego górze rośnie kilka krzewów kosodrzewiny. Cała skała przypomina trójramienny betonowy blok taki, jak stosuje się przy budowie zapór morskich. Na szczęście tutejszy głaz jest naturalny. Kilkanaście metrów dalej, na trawiastym zboczu, stoi drugi taki sam, może o nieco mniejszych rozmiarach. Trudno nie przystanąć w ich pobliżu, ponieważ pięknie zdobią okolicę. Są wyjątkowe i trudno szukać podobnych w Tatrach. Z ich poziomu zobaczymy również jeszcze inny, bardzo ciekawy widok. Patrząc na Kościelca lub Świnicę zauważymy za sobą opadającą dolinę, którą teraz schodzimy, dzięki czemu mamy wrażenie, jakbyśmy wracali z alpejskich szczytów. W niektórych miejscach wysokich gór można nawet dojrzeć małe płaty śnieżne. Skaliste szczyty pięknie komponują się z zielonymi polanami i kosodrzewiną, której teraz wszędzie pełno. Nasza ścieżka zaczyna odbijać od brzegów Zielonego Stawu. Szlak zakręca w lewo szerokim łukiem, okrążając ostatnie, nieregularne brzegi stawu.


Potężne głazy na szlaku - maliniaki

 
Wędrówka w kierunku Hali Gąsienicowej

Za chwilę dochodzimy przez bramę skalną do potoku przecinającego szlak. Przepływająca woda przez ścieżkę stanowi naturalny łącznik pomiędzy Litworowym Stawem a Zielonym Stawem. Potok jest dość wąski, ale przy szlaku powstały podmokłe tereny, na których występuje dużo więcej gatunków roślin niż dotychczas. Najliczniej rosną tu żółte, promieniste kwiaty i fioletowe – w kształcie bucików. Rozlewisko pokonujemy przechodząc z kamienia na kamień. Turyści najczęściej nabierają tutaj wody, albo piją ją bezpośrednio z potoku. Dookoła nas rozlegają się naprzemiennie wielkie polany i skupiska kosodrzewiny. Po prawej stronie, gdzie szlak zakręca w prawo pod kątem prostym, zauważymy inną polanę „ogrodzoną” ze wszystkich stron kosodrzewiną. Ponownie idziemy szerokim chodnikiem złożonym aż z trzech rzędów kamieni. Co chwilę zakręcamy, omijając nierówności terenu. Nie męcząc się w ogóle, pójdziemy około 10 min w kierunku Litworowego Stawku. Za miejscem z bagienną roślinnością płynie kolejny wąski potok, który towarzyszy nam wzdłuż naszej ścieżki jeszcze przez jakieś kilkanaście metrów. Widzimy stąd Litworowy Staw. W trakcie wędrówki nie wiele ulega zmianom dookoła nas. Idziemy dość krętą ścieżką. Po południu, w wodach Litworowego Stawu zwykle odbija się najbliższe otoczenie i niebo. Za kolejną serią czterech zakrętów kamienny chodnik nagle urywa się i od teraz pójdziemy wydeptaną ścieżką, gdzie jedynie ułożono kamienne ramy zapobiegające poszerzaniu ścieżki. Patrząc trochę dalej do przodu, zauważymy słupy i krzesełka wiszące na linach kolejki na Kasprowy Wierch. Jest to narciarski wyciąg od strony Doliny Gąsienicowej. Przechodząc w pobliżu Litworowego Stawu na szczęście nie zobaczymy go, ponieważ wyciąg przysłania nam małe wzniesienie i gęsta kosodrzewina. Za około minutę dochodzimy do bardzo małego stawku o nazwie Troiśniak. Oba zbiorniki są mało ciekawe i raczej niewielu zatrzymuje się w ich okolicach. Piękny jest za to widok na Kościelec oraz najwyższe góry dookoła. Troiśniak powstał w nietypowy sposób, ponieważ jego wody wypełniają okrągłą wyrwę w ziemi. Co roku jednak nie brakuje tu wody i przez cały czas możemy go obserwować. Pomimo znikomych rozmiarów, jego wody są czyste. Przy odrobinie szczęścia, kiedy jest bezwietrzna pogoda, możemy zobaczyć w nim odbicia kosodrzewiny. Staw znajduje się na pięknej polanie otoczonej ze wszystkich stron kosodrzewiną.


Staw Troiśniak

Kiedy miniemy Troiśniaka, zza skupiska kosodrzewiny i wzniesienia, którym teraz nieznacznie podchodziliśmy, wyłoni się ogromny słup kolei linowych. Wchodząc na najwyższy punkt wzniesienia, po prawej stronie zauważymy drewnianą chatę, która służy w zimie jako dolna stacja tego wyciągu narciarskiego na Kasprowy Wierch. Szlak zakręca szerokim łukiem w prawo. Na zakręcie, tuż przed słupem, przekraczamy kolejny wąski potok, na którym ułożono kamienne przejście. Tworzy się na nim mały wodospad, gdzie dalej wody płyną na niższym poziomie. Dochodzimy do następnego skrzyżowania szlaków: zielonego – na Liliowe 1952 m n.p.m., żółtego – na Kasprowy Wierch 1987 m n.p.m. i czarnego – prowadzącego ze Świnickiej Przełęczy 2051 m n.p.m., którym to częściowo schodzimy od momentu rozstaju dróg powyżej Zielonego Stawu. Czarny szlak kończy się tutaj, dlatego teraz skręcamy w prawo i wybieramy żółte znaki prowadzące do Murowańca. Z tego miejsca idealnie widać wszystkie ściany i płyty skalne na Kościelcu, ponieważ patrzymy na niego od strony zachodniej, skąd pada najlepsze światło. Po południu możemy wykonać najlepsze zdjęcia. Wszystko będzie równomiernie naświetlone. Po lewej stronie widać wielką wyrwę w ziemi, ciągnącą się przez chwilę równolegle do naszego szlaku. Wyrwa staje się często naturalną, długą ławką dla turystów. Od teraz ścieżka nieznacznie prowadzi do góry przez wzniesienie. Idziemy tak około 5 min. Dochodzimy do miejsca, gdzie trzy drewniane bale tworzą płot chroniący trasę przed nawiewanym śniegiem w zimie. Ciągle wędrujemy wydeptaną ścieżką z ułożonymi kamiennymi ramami. Co kilka metrów dostawiono pojedyncze kamienie, które mają służyć za stopnie na większych pochyłościach terenu. Po obu stronach trasy możemy podziwiać gromady pięknych, fioletowych kwiatów. Najlepiej będzie, kiedy Dolinę Gąsienicową odwiedzimy w sierpniu, ponieważ wtedy najbardziej rozkwitają i dosłownie wszędzie robi się fioletowo. Za 4 min dochodzimy do kolejnych płotków, które częściowo zarosła kosodrzewina.

Rozstawiono tu dwie ławki wykonane z okrągłych bali, zbiegających się ukośnie na zakręcie w lewo. W pobliżu zobaczymy również drewnianą, ciemnobrązową tyczkę z ostrzem na końcu, przy pionowo stojącej płaskiej skale, z żółtym znakiem szlaku. Za zakrętem ścieżka prowadzi w prawo, przecinając tym samym większe skupisko kosodrzewiny. Ponownie idziemy w otoczeniu pachnących krzewów. Dochodzimy do rozwidlenia ścieżek. Jedna z nich zakręca w lewo, gdzie na wydeptanym przejściu ułożono kamienny chodnik. Nie ma tu żadnego znaku szlaku. Ścieżka ta jest bardzo dobrym skrótem pozwalającym ominąć schronisko "Murowaniec", dzięki czemu nie będziemy musieli stromo schodzić do niego, a później podchodzić równie pochyłym zboczem, by dojść do Hali Gąsienicowej. Druga ścieżka zakręca nieznacznie w prawo, prowadząc żółtym szlakiem do schroniska, gdzie idziemy przez cały czas wśród gęstej kosodrzewiny. Ze skrzyżowania widać prawie całe schronisko, dlatego możemy wybrać, którędy chcemy pójść. Po południu w letni dzień nie warto przedzierać się przez przyschroniskowe tłumy, gdzie panuje duży hałas. Wybieramy zatem ścieżkę odbijającą w lewo, którą przejdziemy obok stacji badawczej IMiGW PAN i dalej dojdziemy do Betlejemki, czyli drewnianej chatki na Hali Gąsienicowej. Przejście skrótem trwa do 15 min. Dopiero przy Betlejemce dołączymy do większych tłumów, dla których w większości głównym celem wędrówki był Czarny Staw Gąsienicowy. Od skrzyżowania szlak początkowo wiedzie wydeptaną ścieżką z kamiennymi ramami znajdującymi się tylko po lewej stronie. Trasa prowadzi przez pas kosodrzewiny. Po prawej stronie ścieżki obsuwa się ziemia na głębokość kilkunastu centymetrów, gdzie rosną bardzo gęste krzaczki jagodowe, za którymi szlak ponownie prowadzi przez pas gęstej kosodrzewiny. Na końcu ścieżki dochodzimy do stacji meteorologicznej znajdującej się na rozległej polanie. Kwitnie tu mnóstwo fioletowych kwiatów.


Stacja badawcza IMiGW PAN


Na Hali Gąsienicowej

POWRÓT DO KUŹNIC PRZEZ BOCZAŃ
Jako, że do Doliny Gąsienicowej przyszliśmy Doliną Jaworzynki, to teraz będziemy chcieli poznać inny szlak. Zejdziemy ścieżką znakowaną na niebiesko, przez Boczań. Z okolic stacji meteorologicznej widzimy jedynie zielony dach schroniska w dolinie. Możemy dzięki temu zobaczyć, jakie podejście nas ominęło. Za aparaturą pomiarową idziemy jeszcze przez kilka minut polaną, po czym dochodzimy do rozstaju dróg. Ponownie znajdujemy się na niebieskim szlaku do Kuźnic. Stoi tu drogowskaz ze znakami: ‘Kuźnice 1h 30 min’, ‘Czarny Staw Gąsienicowy 35 min’, ‘Gąsienicowa Hala 05 min’. Oczywiście wybieramy pierwszą opcję – przez Boczań. Mamy jeszcze ostatnią okazję, by spojrzeć  ostatni raz na Kościelec. Po lewej stronie, przy drewnianej chacie, zwykle siedzi komplet turystów. Nie dziwi mnie to wcale, ponieważ na koniec, po całodniowej wycieczce można podziwiać stąd niesamowite widoki. Teraz będziemy podchodzić łagodną, białą, kamienną ścieżką, zakręcającą pomiędzy sześcioma drewnianymi chatami. Jeszcze raz będziemy szli wzdłuż drewnianych płotków, znajdującymi się powyżej góralskich chat. Za nimi wchodzimy na teren zwartej kosodrzewiny i karłowatych lasów świerkowych. Odtąd rozpoczynamy dość strome podejście szeroką ścieżką. Pokonamy je w około 10-15 min. Następne 5 min zajmie nam dojście w płaskim terenie do skrzyżowania szlaków. Wówczas wyjdziemy na znaną nam już Przełęcz między Kopami, skąd mieliśmy widok na Dolinę Jaworzynki. Całe przejście powinno zająć nam około 20 min. Ludzie idący w tłumach najczęściej będą narzekać na fakt, że po całym dniu muszą jeszcze iść do góry. To bardzo częste słowa, które słyszę na tym odcinku. Bardzo szybko zauważymy, że bardzo duża część turystów jest całkowicie nieprzygotowana do wędrówek górskich i tak naprawdę nie wiele wie o tutejszych szlakach. Nie trzeba długo czekać, by zobaczyć osoby w japonkach, klapkach czy sandałach oraz dziewczyny w krótkich spódniczkach. Trzeba pamiętać, że podobnie, jak na szlaku z Doliny Jaworzynki, na trasie przez Boczań wystają takie same ostre skały w kilku miejscach, gdzie nie trudno o pośliźnięcie.

Podejście do przełęczy może trochę zmęczyć, dlatego polecam iść równym i nieforsującym tempem, bo mamy do przejścia jeszcze jakieś 1h 45min drogi. Stojąc na znanym nam skrzyżowaniu żółtego i niebieskiego szlaku, na które doszliśmy z Doliny Jaworzynki, patrzymy po prawej stronie na upłaz (długi grzbiet górski, najczęściej zarośnięty trawami). Właśnie tam pójdziemy. Skręcamy w prawo niebieskim szlakiem. Już na początku przechodzimy wystającą spod ziemi, bardzo ostrą i spękaną, białą skałą, która zajmuje całą szerokość ścieżki. W czasie opadów lub mgły jest tu bardzo niebezpiecznie, ponieważ łatwo o poślizg. Upadek na bardzo ostre krawędzie zawsze kończy się pełnym rozcięciem skóry. Za skałą idziemy długimi schodami. Tworzą je drewniane ramy zbudowane z młodych świerków. Wewnątrz nich wystaje wiele ostrych, białych skał oraz leży tu mnóstwo drobnych kamieni niezwiązanych z podłożem. Seria stopni powinna zająć nam około 3-5min. Docieramy do ostrego zakrętu w lewo, na którym trudności dodaje inna płasko leżąca skała o bardzo ostrych krawędziach, na której łatwo o poślizg, chociażby ze względu na drobne kamyczki leżące na jej powierzchni. Znajdziemy też wiele szczelin, które nie ułatwią całego przejścia. Przed trudnością na trasie widać wydeptaną ścieżkę przez trawy, omijającą poszarpaną skałę. Na jej początku i na końcu postawiono drewnianą barierę. Mimo wszystko turyści grupowo łamią zakaz, żeby nie chodzić poza szlakiem. Przejście stanowi krótki odcinek ścieżki pozwalający w całości ominąć niebezpieczną i niewygodną skałę. Wzdłuż niej ustawiono trzy małe płotki chroniące szlak przed osuwającą się ziemią w stronę Doliny Jaworzynki. Zejście z trasy jest położone około 40-50cm poniżej poziomu szlaku, dlatego ci, co wybierają tę opcję, muszą najpierw postawić wielki krok w dół.

Za zakrętem z trudnościami dochodzimy do miejsca, gdzie szlak prowadzi prawą stroną grzbietu Skupniów Upłaz. Na całym tym odcinku mijamy naprzemiennie pasy kosodrzewiny i kolejne płyty z wystającymi ostrymi skałami. To wszystko widzimy po lewej stronie szlaku. Po prawej zaś, widzimy rozległe polany i skupiska kosodrzewiny. Przyglądając się uważniej, po lewej można dostrzec wąskie ścieżki prowadzące w kosodrzewinę. Niestety prowadzą do licznych „ubikacji”, które utworzyli sobie turyści. Niestety ten odcinek jest mocno zaśmiecony. Nie warto sprawdzać przy każdej z takich okazji, co dalej zobaczmy. Wystarczy na chwilę przystanąć i zobaczyć jaki śmietnik widnieje pomiędzy krzewami kosodrzewiny. Wędrując szeroką ścieżką, cały czas mamy piękne widoki na Suchy Wierch i Polanę Olczyska oraz znacznie odleglejsze góry. Osoby idące tędy w nieodpowiednim obuwiu szybko mogą poczuć ból z powodu licznych, wystających skał o nieregularnych kształtach. Można nawet zranić się w przypadku wędrówki w klapkach, japonkach, czy sandałach. Po około dwudziestopięciominutowym marszu wchodzimy do rzadkiego lasu, gdzie w wielu miejscach zobaczymy jeszcze kosodrzewinę. Nawet tutaj, ze ścieżki, wystają ostre skały.

Za krótkim odcinkiem przerzedzonego drzewostanu wchodzimy w pas ciemnego i gęstego lasu. Na jego końcu ponownie wchodzimy w pas rzadziej rosnących drzew, skąd jeszcze raz mamy widoki na góry. Schodzimy tak aż do Boczania 1206 m n.p.m. Na chwilę przed tą górą, w prześwicie pomiędzy drzewami, możemy dostrzec kolejkę linową na Kasprowy Wierch. Drugi prześwit znajduje się kilkanaście metrów poniżej. W tych miejscach odbiegają wydeptane ścieżki prowadzące poza szlak, dające wspaniałe widoki w stronę Giewontu. Chociaż Boczań na mapach widnieje jako góra, to my nie wchodzimy na jej szczyt, ale raczej idziemy zwykłą, szeroką ścieżką, gdzie nawet nie poczujemy, że w pobliżu jest jakaś góra. Boczań rozpoznamy po dwóch drewnianych barierkach znajdujących się po lewej stronie szlaku. Za barierami ścieżka zakręca w prawo, na bardzo ostrej płycie skalnej, gdzie trudno o stabilne i bezpieczne przejście. Najlepiej jest tutaj przykucnąć i iść powoli, aby nie pośliznąć się. Podobnie, jak powyżej, w przypadku upadku na ostre krawędzie (a tych nie brakuje) powstałe rany będą głębokie. Jedyną, chyba najsłuszniejszą możliwością, jest zejście do prawej krawędzi szlaku, gdzie przy kilkunastocentymetrowym trawiastym osuwisku można przejść w miarę bezpiecznie. Schodząc niżej ścieżką, na której dalej wystają dziesiątki ostrych kamieni i skał, pomału pojawiają się kamienne stopnie ułożone w dwóch rzędach. Po lewej stronie przy szlaku, na wzniesieniu z ubitą ziemią, stoi stary pień, wysoki na około trzy metry. Dookoła niego rośnie, dosłownie we wszystkich kierunkach, nieco niższa trawa, tworząc ciekawy punkt na trasie. Zdecydowana większość ludzi nie dostrzega go, ponieważ wszyscy spieszą się, by zejść jak najszybciej do Kuźnic. Kilkadziesiąt kroków poniżej, schodząc kamiennymi stopniami, dojdziemy do małego klepiska, które zarósł bardzo gęsty mech i porosty. Wygląda ono jakby leżał tam większy głaz. Za klepiskiem szlak zakręca w lewo. Kończą się kamienne schody i ponownie wędrujemy bardzo nierównymi kamieniami, gdzie trudno o niezachwiany krok. W kilka minut docieramy do kolejnych drewnianych barierek, które widać na bardzo łagodnym zakręcie w lewo. Przechodzimy przez przysypany ziemią most. Trasę zabezpieczono przed osuwaniem się ścieżki, ponieważ wytyczono ją na krawędzi stromego zbocza, dającej początek głębokiej dolinie w wąwozie. Z łatwością zauważymy ile kamieni i głazów odpadło od drogi i poleciało już stromiznami w głąb doliny.

Za mostem szlak prowadzi równą szeroką, szutrową drogą, wytyczoną nieznacznie opadającym stokiem. Droga zakręca w lewo, dokładnie w miejscu, gdzie płynie wąski potok spływający z ukośnie zbiegających się zboczy. Przechodzimy tędy drewnianym mostkiem, za którym widać bardzo gęsty las i ponownie idziemy ścieżką z wystającymi, bardzo nierównymi kamieniami. Prostym odcinkiem pójdziemy przez kilka minut, po czym szlak zakręca ponownie w prawo. Za zakrętem wchodzimy na ścieżkę pełną bardzo nierówno ułożonych kamieni i wystających skał. Nierówności są tak duże, że trudno tędy o normalne przejście. Nielubiany fragment trasy przebiega dodatkowo w głębokim wąwozie. Po lewej stronie zobaczymy wydeptaną, bardzo równą ścieżkę, którą wszyscy wybierają. Jest idealnie gładka i prowadzi przez kilka lokalnych wzniesień terenu. Wydeptana dróżka przebiega około 1,8 metra nad poziomem wąwozu. Ciekawy jest natomiast czerwonawy kolor ziemi dookoła. Warto zwrócić uwagę na ten szczegół. Szlak prowadzi stromo w dół. Po około 10min wędrówce w wąwozie, lub też nad nim, w zależności od naszego wyboru, trasa prowadzi dalej przez kolejne 5min nierówną drogą z kamieni, gdzie dochodzimy do zakrętu w lewo. Stoi tu drogowskaz ze strzałką ‘Kuźnice 15min’. Ostry zakręt, jak wszystkie tego typu, jest niebezpieczny. Wielka płyta z bardzo ostrymi, wystającymi skałkami, zajmuje powierzchnię całej szerokości szlaku. Niestety nie mamy innej możliwości przejścia. Musimy schodzić powoli i ostrożnie. Za zakrętem idziemy jeszcze około 7min ścieżką, z której wystają ostre skały pomiędzy dwoma rzędami ułożonych kamieni, stanowiących ramy stopni. Ostatnie 8min wędrówki do Kuźnic jest równie niewygodne, ponieważ idziemy szeroką drogą, która na całej długości szlaku jest wyłożona okrągłymi, bardzo wyślizganymi kamieniami, na których nawet podeszwa Vibram nie ma dobrej przyczepności. Ciągle myślimy o tym, żeby nie upaść.

W połowie tego odcinka szlak przecina jeszcze ukośny kanalik mający za zadanie odprowadzanie deszczówki w dół doliny. Na końcu przechodzimy drewnianym mostkiem nad potokiem, gdzie możemy podziwiać piękny potok Bystra, znajdujący się po prawej stronie. Za dosłownie paręnaście kroków szlak zakręca w prawo, wielkim drewnianym mostem nad potokiem, gdzie po tej samej stronie w jego wodach, widać dużą konstrukcję kratownicową z drewna, chroniącą most przed silnym prądem. Z poziomu mostu można podziwiać szeroki ale niski, sztucznie utworzony wodospad. Po drugiej stronie szlak kończy się przy bramie wstępu do TPN-u, skąd dochodzimy drogą asfaltową do parkingu pod dolną stacją kolejki linowej na Kasprowy Wierch. Stamtąd dojedziemy licznymi busami lub taksówką do Zakopanego.

POZOSTAŁE ZDJĘCIA:
                                
 

2 komentarze:

  1. Przepiękne... Moja rodzinna okolica (w strone Rabki) w której nie byłam od bardzo dawna. Oglądając takie fotografie z jednej strony jest ciepło na sercu, a z drugiej przykro i tęskno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłem tymi zdjęciami przywołać piękne wspomnienia. Zawsze można tam wrócić choć na kilka dni i odwiedzić te piękne strony.

      Usuń

www.VD.pl