niedziela, 11 grudnia 2016

Szlak na Szpiglasowy Wierch, łańcuchy i trudności na Szpiglasowym Wierchu

Szlak na Szpiglasowy Wierch  Szpiglasowy Wierch trudności i łańcuchy

SZLAK NA SZPIGLASOWY WIERCH
Szlak na Szpiglasowy Wierch jest uważany za jeden z najłatwiejszych w całych Tatrach. Nie bez powodu nazywano go „ceprostradą”, ponieważ idą nim całe tłumy. Co je tak przyciąga? Z pewnością niepowtarzalne widoki, które uchodzą za jedne z najpiękniejszych w całych Tatrach. Jeśli ktoś lubi niesamowite widoki, a nie przeszkadza mu fakt, że trasa jest łatwa, to musi obowiązkowo przejść ten szlak. Ja też skusiłem się wiele razy, ponieważ ze szczytu Szpiglasowego Wierchu można zobaczyć fragment Czarnego Stawu pod Rysami, najwyższe szczyty Tatr, czy też niepowtarzalne stawy Doliny Pięciu Stawów Polskich. Zejście do tej doliny nie jest łatwe, dlatego jedynie osoby, które mają już doświadczenie w chodzeniu szlakami ubezpieczonymi łańcuchami powinny wybierać tę opcję. Widoki po drugiej stronie Szpiglasowego Wierchu są zupełnie inne, a po zejściu długim odcinkiem z trudnościami technicznymi możemy całkowicie się wyciszyć, ponieważ będziemy przechodzić przez rozległe trawiaste hale z mnóstwem kolorowych kwiatów. Tutejsza przyroda jest po prostu przepiękna! Szlak na Szpiglasowy Wierch zaczyna się tuż przed schroniskiem nad Morskim Okiem. Nie będę omawiać szczegółowo drogi do Morskiego Oka, ponieważ opisałem ją na osobnej podstronie: szlak na Morskie Oko – czyli na co zwrócić uwagę? Naszą przygodę rozpoczynamy na płaskim terenie asfaltowym przy schronisku, gdzie po naszej prawej stronie, przy jarzębinach, zauważymy strzałkę z żółtym znakiem i napisem: Szpiglasowy Wierch 2h 25min. Już na początku wspomnę, że do Szpiglasowej Przełęczy nie zobaczymy żadnych trudności i jedyne co będziemy musieli mieć, to dość dobrą kondycję, ponieważ będziemy iść ciągle do góry. Od początku można pójść szybszym krokiem, ponieważ po przejściu kilkunastu pierwszych stromych, kamiennych stopni rozpoczyna się bardzo długi odcinek ścieżki, gdzie w ogóle nie zmęczymy się. Podchodząc stopniami, idziemy przez skupisko bardzo gęstej kosodrzewiny. Pomiędzy nią zobaczymy wiele zarośli, paproci i wielkich liści, wyrastających z ziemi. Wystarczy iść tak około dwie minuty, gdzie będziemy dość często schylać się w zaroślach, po czym szlak zakręci pod kątem prostym w lewo. Nasza ścieżka od samego początku jest bardzo wygodna, ponieważ wędrujemy chodnikiem z ułożonych, białych kamieni. Warto spojrzeć w lewo, ponieważ zauważymy tu ciekawy świerk, a raczej jeden pień, z którego wyrastają cztery drzewa tego gatunku. Jeden ze świerków, ten najbardziej wysunięty na lewą stronę, rośnie bardzo nietypowo, ponieważ na jego pniu utworzyło się coś na wzór kolana, za którym pień zakręca ponownie w lewo pod kątem prostym. Dopiero za zakrętem drzewo rośnie ku górze. Od tego miejsca szlak prowadzi nas wschodnimi zboczami, najpierw Opalonego Wierchu, a później Miedzianego – u stóp tych gór. Idąc ścieżką, bardzo powoli będziemy osiągać wysokość, przez co poczujemy się, jakbyśmy szli miejskim chodnikiem.


Odbicia Mięguszowieckich Szczytów w wodach Morskiego Oka o godzinie 4.35 rano

Od samego początku, tuż za zakrętem z poczwórnym świerkiem, przechodzimy w skupisku na tyle niskiej kosodrzewiny, że mamy ciągłe i wspaniałe widoki na Morskie Oko. Idąc kilka minut tą ścieżką, zakręcamy w prawo, mijając wielki głaz po lewej. Za dosłownie chwilę, ponownie skręcamy w lewo i przechodzimy płaską skałą. W tym miejscu przekraczamy pierwszy naturalny mostek nad pierwszym potokiem. Za zakrętem mijamy po lewej stronie, duży i dość płaski głaz, na którym widnieje znak szlaku. Za pięć minut przekraczamy kolejne potoki. Tym razem dwa na raz. Woda płynie w nich bardzo wolno i niewielkim strumieniem. Płyną równolegle, w pobliżu siebie. Wystarczy dość ciepłe lato, by oba potoki zanikły. Przechodząc pomiędzy nimi, spójrzmy do góry – zobaczymy, jak wody sączą się po gładkich, ukośnie nachylonych płytach skalnych. Szybko przekonamy się, że nasza trasa obfituje w wodę, ponieważ już za moment dochodzimy do kolejnego strumyku. Ten wydaje się większy i jego źródła nie wysychają przez cały rok. Jego wąskie koryto prowadzi pomiędzy skałami, a my przechodzimy kamiennym chodnikiem nad nim. Jako, że strumyk jest szerszy niż wszystkie poprzednie, dźwięk jego wód usłyszymy znacznie wcześniej, zanim tu dotrzemy. Kilkadziesiąt metrów dalej, przechodzimy następny, bardzo wąski, o słabym nurcie potok. Uważny obserwator powinien zauważyć coś więcej – tuż za nim trzeba przyglądać się kamieniom, z których ułożono chodnik. Na jednym z nich zauważymy wykute trzy zera. Przekraczanie potoków i strumyków nie kończy się, ponieważ wystarczy przejść kolejne kilkadziesiąt metrów, by dojść do wyraźnego i dużego potoku, gdzie szlak zakręca najpierw w lewo, a później w prawo. Koryto stanowi wąski żleb, który przecina naszą trasę. Wody jest tak dużo, że turyści najczęściej wybierają to miejsce, by nabrać jej do butelek. Za chwilę przekraczamy jeszcze dwa następne strumyczki, ale w większym odstępie od siebie. Nieco dalej jest jeszcze trzeci, gdzie za chwilę, po prawej stronie zauważymy trzy niskie drewniane barierki, przypominające płotki, które mają zabezpieczać szlak przed osuwającym się śniegiem w zimie. Kilkanaście metrów dalej przechodzimy przez następny strumień, za którym zauważymy po lewej stronie sześć drewnianych płotków, spełniających to samo zadanie. Tuż za nimi, powinniśmy zauważyć dość ciekawy, płaski głaz, który wygląda, jakby „spływał” ukośnie ze szlaku w stronę Morskiego Oka. Sam głaz może nie jest jakiś niezwykły, ale ozdabia go bardzo mały, jarzębinowy zagajnik. W środku lata możemy zobaczyć tu kolorowe widowisko, ponieważ czerwone owoce jarzębiny na tle zielonych wód Morskiego Oka i niebieskiego nieba wyglądają przepięknie! Po prawej stronie ścieżki, patrząc ciągle z tego samego miejsca, będziemy mieli strome zbocze, które niejako przecinamy wzdłuż. Powinniśmy zauważyć tu dużą skałę, pod którą znajduje się niewielka jama. Na górze głazu rośnie bujna kosodrzewina. Miejsce jest tak urokliwe, że większość turystów zatrzymuje się, by podziwiać tutejsze widoki.

Wychodzimy z jarzębinowego zagajnika. Nasza ścieżka jest zupełnie płaska i niewymagająca. Od tego momentu nie zobaczymy nawet kamiennych stopni, tylko równy chodnik. Coraz częściej szlak będzie prowadził nas przez rumowiska skalne. Ścieżkę wytyczono w bezpieczny sposób, bo nawet w trudniejszym terenie, gdzie pomiędzy kamieniami i głazami zobaczymy duże szczeliny, ułożono równy chodnik. Na wszystkich skałach, głazach i kamieniach z łatwością zauważymy jasnozielone porosty, które świadczą o czystości powietrza. Za pierwszym rumowiskiem przechodzimy przez pas traw i kosodrzewiny, gdzie dalej wchodzimy na drugie usypisko kamieni. Idziemy tędy przez wielki, płaski głaz, który jest częścią naszej ścieżki. Kilkadziesiąt metrów od niego dojdziemy do źródełka, które dosłownie bije spod luźno „rozrzuconych” kamieni. Rozpoznamy to miejsce po dużym, pionowo stojącym głazie, na którym namalowano żółty znak szlaku. Przed nami widać kolejny duży potok, którego wody płyną pomiędzy wielkimi skałami. Za nim skręcamy pod dużym kątem w prawo, przy wielkim głazie ze znakiem. Od tego momentu Morskie Oko będzie znikać za zboczem Miedzianego. Nasz szlak okrąża serią długich trawersów najpierw Mnichową Płaśń (duża, trawiasta bula), a później przejdziemy u stóp Miedzianych Kotłów. Odtąd ścieżka prowadzi dość stromymi schodami ułożonych z kamieni, przez co do skrzyżowania szlaków będziemy męczyć się znacznie częściej. Trasę wytyczono dość stromymi stokami góry, bo było innej możliwości. Z tego względu szybciej osiągniemy wysokość i przybliżymy się do celu. Okolicę upiększają dwa inne duże głazy, wystające wysoko ponad poziom kosodrzewiny. Kilkanaście metrów dalej przechodzimy na drugą stronę nietypowego strumyka, ponieważ nie ma on swojego widocznego koryta. Jego wody płyną głęboko pod kamieniami. Jedynie go słyszymy. Nieco dalej, za nim, znajduje się następny – za wielkim głazem z żółtym znakiem. Co ciekawe, ten również w całości płynie głęboko pod skałami. Tylko słyszymy cichy szum. Przed zakrętem ścieżki pod dużym kątem w lewo przejdziemy obok pionowego, płaskiego głazu po lewej, na której rośnie kosodrzewina. Kawałek dalej zauważymy podobną skałę do tej z jarzębinowym zagajnikiem. Przeszliśmy już dość duży kawałek i po lewej stronie ciągle mamy piękny widok na coraz mniejszy fragment Morskiego Oko, mieniącego się tysiącami światełek na pofalowanej powierzchni stawu. Ciekawy jest widok z góry, gdy popatrzymy na wielką, trawiastą polanę. Z łatwością zauważymy tam pojedyncze duże głazy, wyglądające, jak gdyby ktoś wysypał wielki wór ze skałami. Wyglądają jak pionki rozstawione na szachownicy w pięknej, zielonej trawie. Ciekawostką jest, że pomimo tylu głazów, każdy z nich leży osobno.

 
Niesamowity widok na Morskie Oko

Za tym szczególnym miejscem ścieżka skręca pod dużym kątem w lewo. Pokonujemy kolejny trawers pod skałami zwanymi Miedzianymi Kotłami. Teraz patrzymy na dość płaski, trawiasty teren, przypominający Bulę pod Rysami, który nazywa się Mnichowa Płaśń. Zostało nam jeszcze 15-20min do skrzyżowania szlaków, które wyznacza dokładnie połowę naszej trasy. Podejście będzie jeszcze bardziej strome. Przechodzimy przez niewielkie rumowisko. Po raz pierwszy zauważymy stąd wody Czarnego Stawu pod Rysami, ponieważ wcześniej byliśmy zbyt nisko, żeby móc je zobaczyć. Najlepiej widać z tego miejsca potok, który łączy Morskie Oko i Czarny Staw oraz Czarnostawiańską Siklawę i drugi wodospad na tym potoku. Po jego prawej stronie z łatwością powinniśmy zauważyć szlak trawersujący zbocze, którym rano wielkie tłumy podchodzą do Czarnego Stawu, by dalej pójść na Rysy. Za zakrętem mijamy trzy serie rumowisk skalnych oraz przechodzimy dosłownie kilkoma kamiennymi schodami, ponieważ większą część trasy stanowi płaski chodnik. Za dwiema samotnymi skałami szlak skręca pod dużym kątem w prawo, rozpoczynając krótki trawers, gdzie przekraczamy kolejne rumowisko, składające się ogromnych głazów i kamieni. Widać pomiędzy nimi duże dziury, w które, gdyby nie chodnik, moglibyśmy łatwo wpaść. Jeden z głazów niezmiennie przez lata, wygląda tak, jakby zaraz miał z wielkim hukiem zwalić się na szlak. Na Orlej Perci jest bardzo podobny, który stoi dosłownie na kilkunastu centymetrach kwadratowych, a ma wagę ponad 6-ciu ton… Wygląda jak maczuga. Zadziwiające jest to, że pomimo wiatrów i próby pchnięcia go przez wielu turystów w przepaść nadal tam stoi. Głaz z naszego szlaku nie wygląda tak groźnie, ale mimo wszystko ludzie podświadomie przechodzą tędy szybciej. Na zakręcie zauważymy pionowe ściany skalne, na które patrzeliśmy już spod schroniska nad Morskim Okiem. Są charakterystyczne. Dzięki nim możemy w wyobraźni nakreślić sobie, w którym momencie jesteśmy. W 2008 roku spotkałem w tym miejscu kolegę, którego ciekawił fakt, dlaczego szlak na Szpiglasowy Wierch jest opisywany tylko od Morskiego Oka. Odpowiedź jest prosta – ponieważ duże znaczenie ma, odkąd zaczniemy. Z tego względu poniżej opisałem również całe zejście do Doliny Pięciu Stawów wraz z wyjaśnieniem, dlaczego jedna opcja jest lepsza od drugiej, żeby osoby decydujące się na ten szlak miały wybór, którą stroną chcą podchodzić. Za płytami skalnymi, szlak skręca ponownie pod dużym kątem w lewo, ponieważ przechodzimy przez kolejny żleb, za którymi mijamy serię czterech rumowisk kamiennych, pomiędzy którymi występują pasy kosodrzewiny. Jest to ostatni trawers przed skrzyżowaniem szlaków przy ścianach skalnych. Za nimi przedostajemy się na drugą stronę kolejnego żlebu. To wszystko dzieje się dosłownie na odcinku kilkudziesięciu metrów. Za żlebem przekraczamy kolejną serię trzech rumowisk, za którymi idziemy ciekawym fragmentem ścieżki, ponieważ zbudowano tutaj umocnienia z kamieni wyglądające jak mur, takie same, jak podczas budowy dróg nad urwiskiem. Po chwili dochodzimy do połowy naszej trasy. Stoimy na skrzyżowaniu szlaków: żółtego na Szpiglasową Przełęcz 2110 m n.p.m. i czerwonego na Wrota Chałubińskiego 2022 m n.p.m.


Skrzyżowanie szlaków: na Wrota Chałubińskiego i Szpiglasową Przełęcz

TRASA OD SKRZYŻOWANIA NA WROTA CHAŁUBIŃSKIEGO I SZPIGLASOWY WIERCH
Szlak od rozstaju dróg niewiele się zmienia, ponieważ będziemy podchodzić w bardzo podobnym otoczeniu. Jedyne, co będzie przyciągać naszą uwagę, to niesamowite Mięguszowieckie Szczyty, które wraz z osiąganą wysokością, będą stawać się coraz „niższe”. Najbardziej polecam obserwować Mnicha 2070 m n.p.m., ponieważ na końcowym etapie stanie się tak „mały”, że zaginie na tle innych gór. Od skrzyżowania szlak prowadzi początkowo wśród gęstej kosodrzewiny, naprzemiennie przecinanej pasami rumowisk skalnych. Trudno je zliczyć, ponieważ jedno nie jest większe od drugiego i nic nie zmienia ten fakt na naszej trasie. Dopiero za piątym rzędem skupisk z kamieni można zobaczyć coś ciekawszego, bo wszystkie inne, które są przed nami i te, które już minęliśmy, składają się z siwych skał lub ich fragmentów. Jedynie tutaj zobaczymy dwa rumowiska wyróżniające się ze wszystkich, ponieważ tworzą je białe rzędy kamieni. Za nimi przejdziemy jeszcze przez jedno, bardzo wąskie, ale już w „standardowym” kolorze usypisko. Jest ono górną granicą występowania kosodrzewiny aż do zakrętu i od tego momentu będziemy szli w całkowicie odsłoniętym terenie. Podchodzimy cały czas kamiennymi stopniami wzdłuż południowo-wschodnich zboczy Miedzianego. Wysokość osiągamy w dość wolnym tempie, dlatego nie powinniśmy zmęczyć się za bardzo. Osoby chodzące rzadziej po górach, z pewnością odczują, że kondycja mogłaby być trochę lepsza. Takim osobom może wydawać się, że szlak jest zbyt długi. Na razie nic nie wskazuje na jakieś zmiany, ponieważ idziemy przed siebie, bardzo długim zboczem w stronę Przełęczy Szpiglasowej. Po przekroczeniu ostatniego pasa kosodrzewiny szlak zakręca pod dużym kątem w prawo, rozpoczynając tym samym serię trawersów na strome zbocze góry opadające nieco na prawo od Szpiglasowej Przełęczy ku nam. Dojdziemy nim bezpośrednio na Szpiglasową Przełęcz. Przy odrobinie szczęścia można zobaczyć stąd najwyżej położony zbiornik wodny w Polsce – Zadni Mnichowy Stawek. Trzeba jednak wiedzieć, gdzie go szukać. Musimy spojrzeć nieco na prawo od Mnicha, za którym znajduje się Mnichowa Kopa 2090 m n.p.m. Właśnie w jej rejonie powinniśmy z ledwością dostrzec bardzo mały, jasnoniebieski stawek, położony na wysokości 2072 m n.p.m.


Mnich widziany z podejścia w drodze od skrzyżowania na Szpiglasową Przełęcz

Warto zatrzymać się tu również z innego powodu, ponieważ w dole, na trasie do Wrót Chałubińskiego możemy podziwiać Stawy Staszica i Stawek na Kopkach. Nie każdego roku można je zobaczyć, ponieważ szybko wysychają, gdy lato jest tylko trochę cieplejsze. Wyjątkowym rokiem był 2008, gdy wszystkie potoki, wodospady i stawy obfitowały w wodę, ponieważ ciągle padał deszcz. Przeciwieństwem okazał się rok 2015, gdzie przez Europę przetaczała się fala tropikalnych upałów dochodzących do +38’C. Wtedy największe stawy stawały się coraz mniejsze, a wodospady wyglądały naprawdę licho. Ze wszystkich potoków, które tutaj opisałem został tylko jeden, ale również był ubogi w wodę. Najciekawszy z nich jest zanikający Staw Staszica, ponieważ przez jego środek poprowadzono kamienną ścieżkę. Kiedy lato jest bardziej deszczowe, to czasami szlak na Wrota Chałubińskiego może znaleźć się pod wodą… Widok jest po prostu niesamowity! Za zakrętem, po lewej stronie, przejdziemy obok ogromnego, samotnego głazu. Z pewnością naszą uwagę przyciągną jego duże rozmiary. Teraz pójdziemy w piękniejszej części trasy, ponieważ ścieżka prowadzi przez polany z licznymi kwiatami i wysokimi trawami. Za nimi przekroczymy szerokie rumowisko skalne oraz ciekawe skupisko kosodrzewiny, przypominające wielką łatę. Krzewy są tak zwarte, że jedyne co je przecina, to kamienny chodnik, którym idziemy. Mamy wrażenie, że kosodrzewina „spływa” zboczem w dół doliny. Za wielkim skupiskiem przejdziemy przez niewielki teren z bujnymi kępami traw. Szlak zakręca ponownie pod dużym kątem w lewo, trawersując strome zbocze. Idziemy zygzakowatą ścieżką i teraz mamy już jeden z nich za sobą. Jest to dobry punkt widokowy, by przyglądać się wspinaczom działającym na ścianach skalnych Mnicha. Z zakrętu bardzo dobrze widać również Wrota Chałubińskiego i całą trasę dojściową, składającą się z 52-óch trawersów. Sam szlak nie cieszy się dużą popularnością ze względu na dość ograniczone widoki, przysłonięte stromo opadającymi stokami gór. Warto spojrzeć na Mnichowe Stawki, które z tej strony wyglądają jako dwa jasnoniebieskie, malutkie zbiorniki.


Stawy Staszica w lecie obfitującym w opady zalewają część szlaku prowadzącego na Wrota Chałubińskiego (zdjęcie z roku 2008). Przez większość lat stawy są bardzo małe lub całkowicie wysychają


Taką ścieżką wędrujemy aż do Przełęczy Szpiglasowej


Mnichowe Stawki

Za zakrętem idziemy po skałach, które są częścią naszego szlaku. Większość z nich widzimy po naszej prawej stronie. Widzimy również wielkie rumowisko. Za kolejnym pasem kosodrzewiny, traw, kamieni i kolejnym pasem traw, dochodzimy do bardzo szerokiego usypiska kamieni. Przechodzimy je w całości na drugą stronę. Wytyczono tędy równą i widoczną ścieżkę. Na samym końcu szlak zakręca pod dużym kątem w prawo. Nasza ścieżka teraz przez najbliższe 5min wędrówki będzie oddalać się od przełęczy. Będziemy szli dokładnie w odwrotnym kierunku, a to dlatego, żeby zmniejszyć stromość podejścia. Jeszcze przez chwilę będziemy szli przez rumowisko. Tutaj powinniśmy zauważyć wielkie, czarne skały, zarośnięte u podstawy zielonymi porostami, przypominające kształtem igły. Ciekawe jest ich ułożenie, ponieważ tworzą krąg złożony z pięciu takich „igieł”. Szlak poprowadzono w środku tego kręgu. Trzy z nich znajdują się po lewej stronie ścieżki na opadającym zboczu, a dwie z nich zobaczymy po prawej, przy szlaku. Za igłami wchodzimy na kolejną polanę, ale ta wyróżnia się swoim położeniem. Bujne i gęste trawy rosną w dość dużym zagłębieniu terenu, którym właśnie przechodzimy. Za nim rozpoczyna się seria czterech rumowisk i pasów traw, gdzie zobaczymy niewiele zmian. Dalej trasa zakręca pod dużym kątem w lewo, gdzie odtąd będziemy zbliżać się już do Szpiglasowej Przełęczy. Nadal podchodzimy dość stromo w podobnym terenie. W końcu dojdziemy do szczególnego miejsca, bo po prawej ujrzymy dużą, czarną i strzelistą skałę, która jest częścią pionowej ściany. Odtąd Mnich „wtapia” się w otoczenie i nie góruje nad okolicą jako szpiczasty szczyt. Teraz widzimy, jak z każdym krokiem staje się coraz „niższy”.

Widzimy stąd również całą drogę prowadzącą na Szpiglasową Przełęcz. Chociaż wydawać się może, że już niewiele przed nami, to jednak musimy wiedzieć, że zostało nam całkiem sporo do końca. Kilkanaście minut wędrówki za skałą wśród zielonych polan, docieramy do ciekawego miejsca, gdzie wśród nich zauważymy duży głaz wyglądający, jak gdyby ktoś wyrzucił go na sam środek rozległych, trawiastych hal. Ponownie przechodzimy prostym odcinkiem ścieżki za pomocą kamiennych stopni przez serię pasów traw i rumowisk skalnych. Przy trzecim usypisku, na szlaku zobaczymy niewielką bramę z czarnych skał znajdujących się po obu stronach ścieżki. Tuż za nią znajduje się jedyna, ale duża przepaść na szlaku. Około 10m za bramą przechodzimy wąską półką skalną, gdzie po lewej stronie widnieje duże urwisko. Trzeba przechodzić tędy ostrożnie. Za półką przejdziemy jeszcze przez wąski pas traw, gdzie po lewej stronie zobaczymy duży głaz wyróżniający się swoimi rozmiarami. Przełęcz Szpiglasową widzimy przed sobą, ale do przejścia mamy jeszcze trzy krótkie odcinki. Najpierw idziemy polaną, później przez wąskie rumowisko złożone z malutkich kamieni i na końcu – ostatnim pasem traw. To jednak nie koniec, ponieważ pozostało nam jeszcze około 9-10min wędrówki. Idziemy wśród traw i później niewielkim rumowiskiem kamiennym, pokonując w drodze ostatni, ale dość długi trawers. Za zakrętem przed sobą widzimy ostatni odcinek wytyczoną prostą ścieżką przez trawy, którym dochodzimy już do Szpiglasowej Przełęczy. Z pewnością zauważymy tutaj mnóstwo kwiatów – fioletowych dzwoneczków.


Ostatnie podejście na Szpiglasową Przełęcz

 
Te kwiaty będziemy spotykać najczęściej

PRZEŁĘCZ SZPIGLASOWA I WEJŚCIE NA SZPIGLASOWY WIERCH 2172 m n.p.m.
Jesteśmy na Szpiglasowej Przełęczy. Trzeba przyznać, że panorama z tego miejsca uchodzi za jedną z najpiękniejszych, ponieważ możemy zobaczyć wszystkie szczyty Orlej Perci, rozległą Dolinę Pięciu Stawów, a po drugiej stronie Mięguszowieckie Szczyty oraz wysokie góry Tatr słowackich i polskich. Polecam jednak wejście na Szpiglasowy Wierch 2172 m n.p.m., skąd będziemy mieli jeszcze szersze spojrzenie na góry. Zobaczymy też więcej stawów. Widok na szlak prowadzący do Doliny Pięciu Stawów Polskich może wywołać dużo strachu, ponieważ z przełęczy widzimy, go jako ścieżkę schodzącą praktycznie w przepaść, gdzie całe zejście ubezpieczono łańcuchami. Daleko poniżej nas, widać duże zygzaki, które są naszym szlakiem trawersującym strome zbocze. Owe zygzaki przecina wielka wyrwa w ziemi, która powstała w 2008 roku po obfitych opadach w lipcu i sierpniu. Zanim rozpoczniemy zejście, skręćmy najpierw w lewo, jedyną ścieżką prowadzącą na Szpiglasowy. Na przełęczy znajdziemy drogowskaz informujący, że pójdziemy tam około 15min. Szczególnie warto wejść na szczyt z powodu Ciemnosmreczyńskiego Niżnego Plesa, które znajduje się po stronie słowackiej. Na początku idziemy bardzo wąską i sypką ścieżką wydeptaną wśród traw. Zaprowadzi nas bezpośrednio na szczyt Szpiglasowego Wierchu. Znaki na tym odcinku wyglądają nieco inaczej, ponieważ trasę przejścia oznakowano żółtym trójkątem w białej obramówce. Ścieżka prowadzi nas do podnóży lokalnej grani. Wtedy zauważymy dwie ścieżki. Pierwsza – prowadząca przez ostrą grań, jest nieoficjalną trasą, wydeptaną na dziko, a druga – skręcająca nieco w lewo, prowadząca przez trawy, jest oficjalną ścieżką. Ze względu na łatwość podejścia wybierzemy właśnie drugą opcję. Sypką ścieżką obejdziemy poszarpaną grań. Dojdziemy nią aż do głównego ciągu grani Mięguszowieckie Szczyty – Miedziane. Teraz poziom trudności trochę nam się zwiększy, ponieważ na szczyt będziemy musieli pójść w nieco eksponowanym terenie. Dla osób bojących się wysokości może być trudno. Do głównego wierzchołka pozostało nam jakieś dwie, trzy minuty wędrówki.

Na grani skręcamy w prawo i przechodzimy przez małe zagłębienie w terenie. Jest wąsko i po obu stronach mamy tylko opadające strome zbocza. Mijamy po prawej stronie kilka skał, których możemy się złapać. Przed sobą widzimy kopułę szczytową, na której może pomieścić się zaledwie kilka osób. Z tego względu warto przychodzić jak najwcześniej. Za zagłębieniem terenu wchodzimy po głazach i skałach, pomagając sobie rękami. Po naszej lewej widnieje duże urwisko. Dla osób pierwszy raz chodzących po Tatrach widok może być straszny, ale w rzeczywistości nie ma tu żadnych trudności – w końcu jest to jeden z najbardziej popularnych szlaków. Można zadać sobie pytanie – dlaczego lepiej jest podchodzić od Morskiego Oka na Szpiglasowy Wierch, a nie od strony Doliny Pięciu Stawów Polskich? Odpowiedź jest prosta – ze względu na widoki i możliwość zrobienia dobrych zdjęć. Kiedy wyruszymy rano z Morskiego Oka, to na szczycie trafimy moment, kiedy Morskie Oko i Czarny Staw są już w pełni oświetlane promieniami, a Dolina Pięciu Stawów Polskich jest jeszcze w 1/3 przykryta cieniem. Zanim dojdziemy do Doliny Pięciu Stawów Polskich, również będzie w pełni oświetlona. Dodatkowo po przejściu na drugą stronę Szpiglasowego, nacieszymy się wspaniałą przyrodą w pełnym słońcu i zatrzymamy się przy jednym z potoków. Nigdzie indziej, jak w Dolinie Pięciu Stawów, krótki postój tak nie uspokaja. Ciekawostką jest, to że przed godziną 12.00 i po 15.00 w lecie, Mięguszowieckie Szczyty przyjmują bardzo ciemny odcień, zbliżony do czarnego, co wygląda bardzo nietypowo. Góry z tej perspektywy wyglądają, jak zapadnięty wulkan. W późniejszych godzinach nie mają już takiej barwy i silne słońce nie pozwala już na zrobienie dobrze naświetlonych zdjęć. Pomiędzy godzinami 12.00 a 15.00 na Szpiglasowy Wierch docierają największy grupy, toteż nie mamy ani miejsca, ani dobrego światła do zdjęć, ponieważ słońce jest wysoko na niebie. Mięguszowieckim Szczytom uroku dodają płaty śnieżne zalegające w zagłębieniach terenu i w wielkim kotle, widocznym ze Szpiglasowego. Przed nami widzimy dwie „łagodne”, trawiaste góry. To Miedziane 2233 m n.p.m. i Opalony Wierch 2115 m n.p.m. Drugi szczyt z tej perspektywy jest w dużej części przysłonięty. Na obu górach widzimy jedynie skały i głazy o jasnym szarym odcieniu, często dookoła zarośnięte trawą, wąskie żleby i piargi oraz ogromne skupiska kosodrzewiny znajdujące się w niższych partiach obu szczytów. Uważny obserwator na zachodnich zboczach Miedzianego powinien dostrzec dużą jamę.


Szpiglasowy Wierch - szczyt (w tle widoczne Mięguszowieckie Szczyty przypominające wulkan)


Ciemnosmreczyńskie Niżne Pleso

Jeśli poszliśmy razem z tłumami lub, gdy przyjechaliśmy busem do Palenicy Białczańskiej, to musimy się liczyć, że z powodu braku miejsca na Szpiglasowym Wierchu, krótko będziemy cieszyć się wspaniałymi widokami, ponieważ inni będą już czekać w kolejce... Schodzimy zatem z powrotem do Szpiglasowej Przełęczy. Musimy uważać, żeby nie przegapić właściwej ścieżki, bo najłatwiej będzie nam za zakrętem za skałą pójść drogą, którą widzimy przed sobą, ale ona poprowadzi nas na poszarpaną grań, którą od dołu omijaliśmy. Rozglądajmy się nieco w prawo, żeby pójść szlakiem prowadzącym przez trawy, czyli tak, jak przyszliśmy. Widok na Dolinę Pięciu Stawów z Przełęczy Szpiglasowej przyciąga wzrok – w szczególności największy zbiornik wodny – Wielki Staw Polski. Najczęściej po południu spotkamy się z widokiem, gdzie wody tego stawu są lekko pomarszczone od podmuchów wiatru. Wtedy widzimy niewyraźne odbicia gór na jego powierzchni. Na wodach stawu powstają pasy odcieni niebieskiej barwy. Zejście do doliny warto rozpocząć po godzinie 12.00, maksymalnie do 13.00, ponieważ później z powodu wysokości gór, Dolina Pięciu Stawów będzie wypełniać się ponownie cieniem. Rzecz jasna, w tych godzinach dolina jest w pełni oświetlona, ale musimy doliczyć czas dojścia do niej i czas potrzebny nam na odpoczynek w najpiękniejszych jej częściach, bo naprawdę warto zatrzymać się tutaj. Nigdzie indziej w polskich dolinach nie poczujemy tego specyficznego klimatu.

ZEJŚCIE ZE SZPIGLASOWEGO WIERCHU DO DOLINY PIĘCIU STAWÓW POLSKICH - ŁAŃCUCHY I TRUDNOŚCI NA SZLAKU
Od Przełęczy Szpiglasowej ścieżka nagle opada stromo, w dół zbocza. Trzeba dobrze się jej przypatrzeć, ponieważ prowadzi nas dosłownie za kilkadziesiąt kroków na gładkie płyty skalne. Patrząc w dół, po naszej lewej będziemy widzieli długi ciąg łańcuchów. Po prawej stronie szlak ograniczają pionowe skały, wzdłuż których wyznaczono trasę. Idziemy niejako w rynnie, po płytach skalnych. Osoby idące tędy pierwszy raz mogą mieć trudności z pokonaniem własnego strachu, bo chociaż sam szlak nie przedstawia większych trudności, to jest bardzo stromo i przechodzimy przed płyty skalne i inne trudności. Mając odpowiednie buty, można bezpiecznie przejść całą trasę. Początkowo schodzimy dość stromo w dół, trzymając się łańcuchów po lewej stronie. Przytwierdzone są do wystających skał, za którymi znajdują się bardzo stromo opadające zbocza. Za sześć długości rozpiętych łańcuchów, szlak zakręca pod dużym kątem w lewo, wzdłuż ścianek skalnych. Na tym odcinku cały czas szliśmy sypką ścieżką z drobnymi kamyczkami. Pierwsze trzy odcinki łańcuchowe znajdują się po lewej stronie, po czym kończą się na odstającej skale. Zabezpieczają przejście sypką ścieżką. Od tego momentu kończą się, a kolejne trzy łańcuchy mamy przed sobą, po prawej stronie, przytwierdzone do niskich ścianek. Teraz wchodzimy w teren skalny. Najczęściej w tym miejscu blokuje się ruch, ponieważ jest wąsko i dodatkowo zakręcamy. Po trzech przęsłach łańcuchów znajdujących się po prawej stronie, zakręcamy pod dużym kątem w lewo i jednocześnie stromo w dół. Trzymamy się ich, schodząc stopniowo widoczną ścieżką w nieregularnych skałach. Pośpiech nie jest wskazany i warto znać zasadę, żeby tylko jedna osoba trzymała się jednego łańcucha. Podczas słonecznego dnia trudno tutaj o poślizg. Łańcuchy raczej pomagają podczas mgieł i gdy jest wilgotno. Wtedy przejście staje się trudniejsze, bo nawet buty górskie nie mają dobrej przyczepności. Trzeba powiedzieć, że osoby, które chodzą regularnie po Tatrach nie używają w ogóle tutejszych łańcuchów, ponieważ nachylenie skał nie jest aż tak duże i dzięki temu mogą wyprzedzać zatory, które tworzą się na płytach skalnych.


Piękny widok na Dolinę Pięciu Stawów Polskich ze Szpiglasowej Przełęczy (wrzesień)


Pierwsze łańcuchy na trasie

Za zakrętem przejście staje się bardziej strome i rozpoczynamy większą serię rozpiętych łańcuchów. Na początku trzymamy się pierwszego dłuższego łańcucha, po czym przechodzimy na niewielką półkę skalną, trzymając się dwóch krótkich odcinków łańcuchowych. Trudno to miejsce nazwać półką, bo za nami widnieją popękane skały o nieregularnych kształtach, znajdujące się może jeden metr pod nami. Czwarte przęsło przeprowadza nas przez ściankę skalną, gdzie ścieżka przebiega w połowie jej wysokości. Pod nami jest około dwa, trzy metry nachylonej przestrzeni. Piąty fragment prowadzi nas ciągle na tej samej wysokości, gdzie idziemy po wystających skałach, ale za sobą mamy niewielkie urwisko. Szóste i siódme przęsło to zejście z małej ścianki w lokalnej rynience skalnej, gdzie będzie bardzo stromo i dlatego warto tędy pójść tyłem. Znajdziemy tutaj mnóstwo punktów podparcia, więc nie powinniśmy mieć żadnych problemów. W czasie zwiększonego ruchu z pewnością utworzą się korki. Ósmy łańcuch jest długi, a to dlatego, że musimy obejść wybrzuszenie – pionową skałę, po której drugiej stronie znajduje się przejście na płytę skalną. Możemy napotkać tu więcej trudności, ponieważ droga naszego przejścia jest wąska i kroki stawiamy jedynie na występkach skalnych, lub też w pęknięciach. Dodatkowo jesteśmy nieznacznie pochyleni do tyłu, trzymając się łańcucha. Dziewiąty łańcuch jest średniej długości i pozwala nam bezpośrednio wejść na płytę skalną. W jego połowie stawiamy mały krok nad rozpadliną, po czym chwytamy się dziesiątego, krótkiego łańcucha. Tutaj nie ma żadnych trudności – wystarczy przejść do następnego. Jedenasty i dwunasty łańcuch pozwala nam zejść z płyty, ale uwaga! – będzie stromo. Idziemy nią w dół, gdzie na szczęście mamy mnóstwo dobrych punktów podparcia. Jedynie samo zejście z płyty na skały może być trudniejsze, bo musimy postawić nieco większy krok.


Zator w jednym z wąskich miejsc

 
Liczne, strome płyty skalne

Za płytą wchodzimy na ścieżkę z odstającymi skałami z ziemi. Po naszej prawej, będziemy mieli długi ciąg łańcuchów przytwierdzonych do niewielkich ścianek. Wśród nich zobaczymy mnóstwo pęknięć i zielonych traw oraz kwitnących żółtych kwiatów. Przy stromych zejściach znacznie bezpieczniej jest schodzić tyłem do szlaku, trzymając się jednocześnie łańcuchów, ponieważ w razie poślizgu nie stracimy równowagi i szybko się zatrzymamy, podczas gdy patrząc w dół, możemy łatwo upaść. Ciągle schodzimy tak przez około 25-30min. Idziemy w dość głębokiej rynnie, gdzie na szczęście jest mnóstwo punktów podparcia. W tym czasie pokonujemy sześć pierwszych odcinków z ubezpieczeniami do zakrętu w lewo pod dużym kątem, dwanaście przęseł łańcuchowych i osiemnaście następnych, przy pomocy, których dojdziemy do ostatnich czterech. Odcinek osiemnastu łańcuchów nie jest wymagający. Schodzimy tutaj raczej jednakową ścieżką, gdzie nieregularne skały wystające ze ścieżki możemy wykorzystać jako naturalne schody. Po przejściu osiemnastu przęseł nasz szlak znajdujący się ciągle w rynnie skalnej zakręca na kształt litery „S” i w końcu dochodzimy do najtrudniejszego fragmentu z czterema ubezpieczeniami. Jedyną, większą trudność mogą sprawić właśnie nam te cztery ostatnie odcinki łańcuchowe. Pierwszy z nich jest długi i rozwieszono go przez pionowe wybrzuszenie skalne. Na całej długości czterech przęseł idziemy bardzo wąską ścieżką, gdzie po jej prawej stronie wystają poszarpane skały, a za nimi widać tylko bardzo strome zbocze góry. Przechodząc pierwszym fragmentem musimy niejako wychylić się do tyłu, trzymając się łańcuchów, żeby ominąć to wybrzuszenie. Teraz jesteśmy na wąskiej ścieżce. Trzy następne (zresztą ostatnie odcinki ubezpieczeń) służą głównie po to, żeby utrzymać równowagę, ponieważ jesteśmy cały czas nieco pochyleni do tyłu. Za ostatnim wchodzimy na sypką ścieżkę, którą będziemy dochodzić do wielkich zygzaków z widoczną wielką wyrwą po opadach z 2008 roku. Trzeba przyznać, że ostatni fragment łańcucha kończy się chyba zbyt szybko, ponieważ przed sobą mamy sypką ścieżkę i kamienne stopnie, które tuż za ubezpieczeniami osunęły się wraz z ziemią. Przechodzimy przez niewielką wyrwę, gdzie trzeba uważać, bo ziemia nie jest związana z podłożem i dodatkowo opada stromo w stronę zbocza. Dopiero po pokonaniu wszystkich trudności wchodzimy na regularną ścieżkę.


Ostatni łańcuch w drodze zejściowej

Warto zatrzymać się i spojrzeć na całą Dolinę Pięciu Stawów i ogromne rozpadliny przecinające trawersy, którymi będziemy schodzić. Od tego miejsca ścieżka na szlaku jest bardzo sypka i dość łatwo o poślizg. Na powierzchni leżą drobne kamyczki. Po przejściu krótkiego fragmentu, z czarnym głazem na końcu, wchodzimy na odcinek „zygzaków”. Jeśli chcemy zobaczyć je lepiej, to po prawej stronie zobaczymy czarną skałę, wysuniętą ponad naszą trasę. Wchodząc na nią, będziemy mieli widok na przebieg całej trasy. Za skałą rozpoczyna się seria trawersów w kształcie zygzaków. Kiedy będziemy iść pierwszym etapem, na zakręcie zauważymy wąską ścieżkę pełną białych kamieni, która wydaje się dużym skrótem, pozwalającą ściąć dwa pierwsze zygzaki. To nie jest szlak, a jedynie pozostałość po obfitych opadach deszczu z 2008 roku. Próbując tędy zejść, szybko przekonamy się, że zbocze jest zbyt strome i trudno będzie nam utrzymać równowagę z powodu sypkości podłoża. Za pierwszym fragmentem ścieżki i za zakrętem pod dużym kątem w prawo miniemy miejsce, gdzie zaczyna się wielka i głęboka wyrwa, która przecina szlak dokładnie na środku trzech początkowych zygzaków. Na końcu drugiego, gdzie ścieżka zakręca pod dużym kątem w lewo, widzimy jeszcze większą dziurę, która zaczyna się znacznie wyżej i teraz przebiega równolegle do naszego szlaku, obok niego, niejako rozdzierając trawiastą polanę na dwie części. Wyrwa jest długa, ponieważ sięga aż do samego końca wszystkich trawersów. Co ciekawe, jest tak głęboka, że można by było się w niej ukryć na stojąco. Z naszego zakrętu można zajrzeć do jej środka, ponieważ trawers jest utworzony na brzegu rozpadliny. Za zakrętem, kilkanaście metrów dalej, wracamy do mniejszej wyrwy, która łączy środki trzech trawersów. Kiedy zejdziemy do zakrętu pod dużym kątem w prawo, to dojdziemy do końca węższej rozpadliny, która kończy się tuż poniżej szlaku, w trawach.


Niesamowity widok w trakcie drogi zejściowej


Trawersy w drodze zejściowej do Doliny Pięciu Stawów Polskich i widoczne rozpadliny po obu stronach, które powstały po nadmiernych opadach z lipca 2008

Ostry zakręt przecina ostatni fragment wąskiej wyrwy, dzięki czemu możemy zobaczyć bardzo ciekawą „wysepkę” z ziemi, wysuniętą ponad szlak, na której rośnie kilkadziesiąt kęp gęstej trawy. A to wszystko widzimy w otoczeniu białych kamieni. Za zakrętem szlak staje się szerszy. Po przejściu dwóch kolejnych trawersów widzimy pofałdowany fragment pozwalający skrócić naszą wędrówkę. Wchodzimy na piarg, czyli z definicji usypisko kamieni pod żlebem, a tutaj wyjątkowo pod rozpadliną. Właśnie on kończy wielką wyrwę w ziemi, skąd widzimy przed sobą piękne, zielone powierzchnie. Za usypiskiem kamieni skręcamy jeszcze raz w lewo pod dużym kątem i wchodzimy na prosty odcinek chodnika przecinającego już tylko rozległe, otwarte przestrzenie trawiaste z mnóstwem kwitnących kwiatów. Przed sobą widzimy coś na wzór Buli pod Rysami, ale tutejsza jest jedną, wielką polaną. Szlak przeprowadzi nas przez jej środek, gdzie po prostu przespacerujemy się w pięknym otoczeniu. Za bulą ścieżka będzie prowadziła bardziej stromo w dół, ponieważ zejdziemy bezpośrednio do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Na całej długości trasy idziemy przez piękne i rozległe trawiaste polany pełne żółtych kwiatów. Z tego powodu dwudziestopięciominutowe przejście przez tutejsze hale jest wyjątkowe i odprężające. Ciągle idziemy równym chodnikiem, gdzie zejścia nie będą nam już utrudniać luźne kamyczki, czy sypka ziemia, dlatego możemy tutaj przyspieszyć. Wędrówka może trochę się nam dłużyć, ponieważ zanim dojdziemy do Doliny Pięciu Stawów mamy do pokonania około 25-30min szlaku w podobnym otoczeniu. Wśród traw, ścieżka będzie od czasu do czasu zataczała zakola, pozwalając omijać pojedyncze głazy, czy też nierówności zbocza górskiego. Za długim łukiem szlaku wchodzimy na opadające stoki od strony południowej. Widać stąd po naszej prawej pięknie, dwa samotne, ogromne białe głazy, które wyróżniają się w okolicy. Nie ma tu innych kamieni, dlatego nie sposób ich nie zauważyć. Za kolejnym, większym łukiem ścieżki idziemy przez równiny, gdzie leży mnóstwo małych kamieni wśród traw (mamy wrażenie, że jest ich więcej niż traw), po czym ponownie wchodzimy na bardziej pochyłe stoki dużo poniżej głównego ciągu poszarpanych grani. Znowu schodzimy trochę bardziej stromo – północno-zachodnią stroną wystających skał, na których rośnie gęsto kosodrzewina. Mamy stąd wspaniały widok na Wielki Staw Polski oraz na duży żleb opadający ku dolinie. Przechodząc przez skałę, pokonujemy dwa mniejsze „garby”, na których rośnie kosodrzewina. Między nimi znajduje się usypisko kamienne, przez które wytyczono szlak. Schodząc, możemy zobaczyć, jakich rozmiarów była nasza trawiasta „bula”, którą zostawiamy już za sobą. Od tego momentu powinniśmy iść łagodnie opadającą ścieżką ku dolinie, wśród gęstych traw. Wędrujemy północnymi zboczami Liptowskiego Kostura. Chociaż sam stok opada stromo do doliny, to jednak my idziemy dokładnie wzdłuż niego, przez co nie czujemy żadnych pochyłości terenu. Można powiedzieć, że przechodzimy tędy płaską i równą drogą. Po prawej stronie miniemy jeszcze ogromny głaz, na który polecam wejść, ponieważ mamy z niego chyba najpiękniejszy widok na Wielki Staw Polski. Większość turystów wchodzi na niego, żeby zrobić dobre zdjęcie. Rzeczywiście, mamy wrażenie, jak gdybyśmy stali dokładnie w osi stawu, tyle, że dużo powyżej niego. Z wielkiego głazu przybiera on pięknych niebieskich lub granatowych odcieni, a kiedy wody są pofalowane i pomarszczone od podmuchów wiatru, to widok staje się jeszcze piękniejszy!

W DOLINIE PIĘCIU STAWÓW POLSKICH
Chodnik kończy się zakrętem pod kątem prostym i za chwilę takim samym zakrętem w lewo. Jedynie w pobliżu szlaku, w trawie, widzimy większe kamienie, których niżej będzie coraz więcej. Mamy stąd wspaniały widok na Wielki Staw Polski oraz zauważymy, że wszędzie kwitną żółte kwiaty w kształcie rozpromienionego słońca. Wśród nich wypatrzymy jedno z największych skupisk różeńca górskiego, który zresztą występuje tylko w czterech miejscach w Polsce (Babia Góra, Śnieżka, Tatry i najwyższe partie Bieszczadów). Ten kwiat jest szczególny, ponieważ tworzy ciekawy baldachim w kolorze pomarańczowym lub czerwonym. Zawsze kwitnie gromadami. Dalej szlak prowadzi łagodnym zejściem przez wielką halę i skupiska kosodrzewiny. Dochodzimy do szerokiego potoku, którym płyną wody z Czarnego Stawu do Wielkiego Stawu. Jesteśmy dokładnie pomiędzy tymi dwoma zbiornikami. Potok przecina naszą trasę w kilku miejscach, dlatego idziemy, skacząc z kamienia na kamień. Wystarczy pójść około 5min dalej i dojdziemy do kolejnego potoku. Pomiędzy nimi szlak prowadzi już nieco pod górę i wędrujemy pomiędzy gęstą kosodrzewiną. Za następne pięć minut dochodzimy do trzeciego potoku – i tak samo, jak wcześniej – łagodnie podchodzimy stokiem do góry. Warto się zatrzymać, ponieważ mamy stąd wspaniały widok na szlak prowadzący na Zawrat oraz na rozległe polany. Kwitnie tu mnóstwo fioletowych i żółtych kwiatów. Chwila przerwy w otoczeniu „pięciostawiańskiej” przyrody podziała na nas kojąco! Za krótką chwilę docieramy do skrzyżowania szlaków: niebieskiego i żółtego. Jest tutaj duża ławka, z której możemy podziwiać Wielki Staw Polski. Ławka jest nietypowa, ponieważ tworzy ją podłużny ale niski głaz kamień leżący pod kosodrzewiną.

Teraz wybieramy znaki niebieskie, którymi pójdziemy w rejon schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich i dalej – do Siklawy. Do słynnego mostku na potoku Roztoka szlak prowadzi początkowo przez nieznacznie wznoszący się teren z pięknymi trawiastymi polanami oraz skupiskami kosodrzewiny. Widok na góry ze wszystkich stron jest po prostu przepiękny! Obchodzimy Wielki Staw Polski od strony zachodniej. Wszędzie dookoła leży mnóstwo kamieni i głazów poza szlakiem. W połowie obejścia Wielkiego Stawu dochodzimy w ciągu 5min do kolejnego skrzyżowania. Na tym odcinku z pewnością zauważymy niewielki teren z gęstymi mchami o żywozielonej barwie. Wśród nich zobaczymy coś na wzór rosnącej bawełny. Widok jest niesamowity! Taka roślinność występuje tu, ponieważ przechodzimy obok podmokłego terenu. Na skrzyżowaniu możemy pójść na czarny szlak prowadzący bezpośrednio na szczyt Koziego Wierchu 2291 m n.p.m. W tym miejscu, w sierpniu i na początku września, pięknie kwitną wrzosy. Okolica jest wtedy bardzo kolorowo ozdobiona ich kwiatami. Idąc kolejne 10min do następnego skrzyżowania, mamy ponownie dwie możliwości wyboru. Możemy pójść żółtym szlakiem na Przełęcz Krzyżne 2112 m n.p.m. lub dalej, niebieskim szlakiem, do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, albo częściowo niebieskim (5min) i zejść lasami Doliny Roztoki obok Siklawy, idąc aż do Wodogrzmotów Mickiewicza. Warto wybrać ostatnią opcję, ponieważ jest widokowa. Jeśli ktoś chce koniecznie odwiedzić schronisko, to można pójść do końca niebieskim szlakiem, a później wrócić się do skrzyżowania niebieskiego i zielonego szlaku. Warto pójść do schroniska, żeby zobaczyć kultowy mostek na potoku Roztoka, który jest uwieczniany na tysiącach zdjęć. Wyróżnia się, ponieważ stoi na dwóch wielkich skałach, a na środku potoku widzimy inny, równie wielki głaz, tyle że jest zanurzony on w wodzie. Widok ten tworzy piękny obraz, który zapamiętamy na długo. W drodze do schroniska miniemy po lewej stronie piękną, drewnianą chatę, otoczoną kwitnącymi kwiatami, jakie występują na górskich łąkach. Widok należy do jednych z najzacniejszych! Od skrzyżowania żółtego szlaku prowadzącego na Krzyżne i niebieskiego, którym idziemy w bardzo gęstej kosodrzewinie – czasami tak gęstej, że będziemy musieli odpychać ją rękoma – wędruje się źle. Niestety po południu, z powodu wąskiej ścieżki i dużych tłumów, przejście jest niewygodne i uciążliwe. Chcemy jak najszybciej pójść gdzieś dalej.

    
Sielankowe klimaty w Dolinie Pięciu Stawów Polskich

SCHRONISKO W DOLINIE PIĘCIU STAWÓW POLSKICH I SIKLAWA
Po odwiedzeniu schroniska i powrocie do skrzyżowania szlaków, wybieramy zielone znaki i kierujemy się na Wodogrzmoty Mickiewicza. Trzeba powiedzieć, że nie jest to jedyna możliwość powrotu, ponieważ ze schroniska możemy wybrać czarne znaki, które zaprowadzą nas półgodzinną, bardzo stromą i męczącą serią trawersów do zielonego szlaku poniżej. Nie polecam tej trasy, ponieważ będziemy schodzić tylko bardzo stromymi stopniami i szybko poczujemy ból palców u stóp od ciągłego hamowania. Pod względem widokowym jest ładnie, ale my chcemy zobaczyć największy wodospad w Polsce, czyli Siklawę, mającą 27m wysokości. Z tego powodu polecam wybranie zielonych znaków już od samego początku. Nasze zejście rozpoczynamy łagodnym zboczem, wśród kosodrzewiny. Za krótką chwilę ścieżka prowadzi bardziej stromym stokiem góry. W około 15-20min powinniśmy dojść do potoku Roztoka, który przez cały czas widzimy w dolinie, po lewej stronie. Teraz zbliżamy się do jego wód i jesteśmy na tej samej wysokości. Przed sobą widzimy skały, gdzie burzy się woda. To jeszcze nie Siklawa. Przed nią znajduje się mniejszy wodospad, na który popatrzymy, gdy podejdziemy nieco dalej. Trochę poniżej jego poziomu, usłyszymy znacznie donioślejszy ryk wód. Po nim właśnie rozpoznamy, że dochodzimy do Siklawy. Dźwięk spływających wód na pewno wywrze ogromne wrażenie. Odgłos burzących się wód jest rozległy i ciężki. Musimy zejść niżej, za skały, żeby zobaczyć ten wodospad. Szlak prowadzi nas tak, żebyśmy mogli go w całości podziwiać. Wśród gęstej kosodrzewiny przechodzimy gładką i zwykle mokrą płytą skalną, przez co bardzo śliską. Wycięto tutaj trójkątne stopnie, które mają ułatwiać podchodzenie lub schodzenie. W tym miejscu jest bardzo wąsko, ponieważ przedzieramy się przez gęstą kosodrzewinę. Oglądając się za siebie widzimy w całej okazałości Siklawę, którą tworzą dwa równoległe wodospady z obfitujące w wodę. Widok jest naprawdę piękny! Kiedy przejdziemy wąski odcinek, wchodzimy na wielką i rozległą skałę, gdzie większość turystów zatrzymuje się, ponieważ mamy stąd najlepszy punkt obserwacyjny. Ciekawostką jest fakt, że można stać nawet 70m od Siklawy i kiedy wieje wiatr, to poczujemy, jakby padał rzęsisty deszcz. Wiatr roznosi kropelki w dużym promieniu, stąd najlepiej obserwuje się wodospad, kiedy jest słoneczna pogoda. Schodząc poniżej, dojdziemy do następnego punktu widokowego na gładkiej skale, gdzie zobaczymy dwa wielkie wodospady tworzące Siklawę oraz trzeci, całkiem po prawej, którego wcześniej nie widzieliśmy. Wypływa całkiem z boku wysokich skał – bezpośrednio do potoku Roztoka.


Siklawa ma aż 27 metrów wysokości

POWRÓT DOLINĄ ROZTOKI
Nieco niżej przechodzimy przez jeszcze jedną gładką płytę, ale już o mniejszych rozmiarach. Cały czas idziemy w gęstwinach kosodrzewiny, aż w około 30min dochodzimy do skrzyżowania szlaków: zielonego, którym idziemy, oraz czarnego – do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Zeszliśmy już z wysokości 1668 m n.p.m. do 1424 m n.p.m. Pochyłe zbocza zabezpieczono tutaj przed osuwaniem się ziemi i kamieni za pomocą drewnianych bali. Po prawe stronie tworzą niski "mur”, przez co od tego momentu idziemy szeroką i wygodną ścieżką. Niestety wszystko, co dobre szybko się kończy i już za chwilę wędrujemy utwardzoną drogą z licznymi, wystającymi kamieniami ze ścieżki. Tak będzie przez najbliższe dwie godziny i przez to szlak Doliną Roztoki uchodzi za jeden z najbardziej uciążliwych po całodniowej wędrówce (największymi „zarzynaczami” naszych stóp są jednak bez wątpienia: 11-kilometrowy szlak powrotny Doliną Chochołowską i 9,2-kilometrowa droga asfaltowa z Morskiego Oka). Idąc tym szlakiem, dojdziemy do drewnianej chaty ogrodzonej płotem z okorowanych, młodych świerków. Przed wejściem zobaczymy napis "nieupoważnionym wstęp wzbroniony". Jeśli przyjrzymy się dokładniej, to zauważymy stalową linę nad nią i niewielki wyciąg w kosodrzewinie. Przy jego pomocy, w praktycznie niewidoczny sposób są dostarczane towary do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Do chaty prowadzi szeroka droga. Idziemy dalej wśród kosodrzewiny, gdzie pojawiają się pierwsze liściaste drzewa. Za kilka minut dochodzimy do drugiej drewnianej chaty, na której tym razem, zobaczymy napis "nie śmiecić". Jest to stara chata z kwadratowych, ciosanych bali – podobna do tych, które możemy zobaczyć w Dolinie Chochołowskiej. Trzeba przyznać, że otocznenie dookoła jest naprawdę przepiękne, ponieważ przed budynkiem jest mała górska polana, a dalej rośnie świerkowy las, z którego dochodzi dźwięk potoku Roztoka. Tuż za chatą wchodzimy ponownie do lasu. Za kolejne kilka minut przekraczamy pierwszy drewniany most. Nie ma innej możliwości przedostania się na drugą stronę. Za mostem możemy mieć wrażenie, że szlak zakręca w prawo, ku potokowi, ponieważ przy brzegu zauważymy dość duże usypisko z jasnych kamieni. Prowadzi tam, jedynie wydeptana na dziko wąska ścieżka, która nie jest prawidłowym szlakiem. Można jedynie zatrzymać się tu, by przemyć sobie ręce w zimnych wodach. Dalej szlak prowadzi bardziej stromo niż dotychczas. Teraz przez około godzinę będziemy szli równolegle do potoku Roztoka, ale szybko zauważymy, że jest on kilkanaście, a później kilkadziesiąt metrów poniżej nas. W większości będziemy go tylko słyszeć. Cały czas schodzimy szeroką ścieżką, a w okolicach drugiego mostu, do którego dochodzimy po około 55min, dodatkowo ułożono duże schody ze świerkowych bali, tworzące ramy stopni. Na każdym takim stopniu z ziemi wystaje mnóstwo kamieni o nieregularnych kształtach, przez co przejście jest niewygodne. Dopiero przy drugim moście, możemy ponownie ujrzeć potok na tej samej wysokości co nasz szlak. Warto zatrzymać się na drewnianej przeprawie, ponieważ nieco powyżej, potok zatacza zakola, w którym leży mnóstwo okrągłych, porośniętych mchem kamieni. Trzeba przyznać, że dodają one uroku temu miejscu.


Wędrówka Doliną Roztoki (drzewa widziane po lewej stronie szlaku)

Przechodząc na drugą stronę mostu, szybko zauważymy, że potok szybko ginie gdzieś w zaroślach. Znowu będziemy go tylko słyszeć. Zakręca on pomiędzy drzewami dość głębokim korytem, tworzącym coś na wzór wąwozu. Z każdym krokiem słyszymy jak wody cichną, ponieważ oddalamy się od nich. Teraz idziemy w spokojnym gęstym lesie. Idziemy tak, aż dojdziemy do asfaltowej drogi prowadzącej nad Morskie Oko. Szlak Doliną Roztoki jest uważany za uciążliwy z powodu wystających kamieni na ścieżce na całej jej długości. Dwugodzinny marsz w takim terenie powoduje, że czujemy zmęczenie stóp, a przed sobą mamy jeszcze około półgodzinny odcinek „asfaltu” z Wodogrzmotów Mickiewicza do parkingu, który okaże się jeszcze bardziej nielubiany…

POZOSTAŁE ZDJĘCIA:
                                  
  szlak do siklawy 
 

1 komentarz:

  1. Świetny tekst,piękne fotografie i estetyka.Lubię ludzi z pasją!!! Pozdrawiam i będę śledził ;-)

    OdpowiedzUsuń