środa, 16 maja 2018

Mała Czantoria - szlaki, czyli najpiękniejsza propozycja górska na wiosnę


 Mała Czantoria szlaki  Chata pod Małą Czantorią

Mała Czantoria - przeze mnie nazywana zapomnianą górą, ponieważ nigdy nie spotykam na jej szczycie tłumów, a oferuje naprawdę przepiękne widoki. W szczególności na wiosnę możemy zobaczyć niezwykłe, sielankowe krajobrazy, których trudno szukać na popularnych szlakach. W tym poradniku chcę przybliżyć Wam kilka ciekawych propozycji, o których zdecydowana większość ludzi nie wie, a są godne uwagi każdej osoby, która kocha góry. W propozycjach podaję kilka pozaszlakowych miejsc, które obowiązkowo trzeba zobaczyć oraz możliwe sielankowe drogi powrotne, gdzie nie wytyczono żadnych szlaków, lub takie, gdzie są wyznaczone trasy, ale niewiele się o nich mówi. Drogi prowadzące na Małą Czantorię skrywają wiele ciekawych i malowniczych miejsc, o których nie dowiesz się z przewodników... 

CZARNY SZLAK Z GOLESZOWA NA MAŁĄ CZANTORIĘ
Jeśli lubisz sielankowe klimaty i chcesz mieć pewność, że nie spotkasz tłumów ludzi, to ten szlak jest właśnie dla Ciebie! Nawet w tzw. długie weekendy, majówki, itp. na trasie spotkamy, co najwyżej kilka osób. Pomimo, że szlak jest jednym z najpiękniejszych, jakie można przejść w Beskidach, to ludzie prawie w ogóle nim nie uczęszczają. Dlaczego? Ponieważ zaczyna się w „nieturystycznej” miejscowości Goleszów, nie mówi się o nim w ogóle w mediach, oraz nie ma na trasie schronisk z bufetem, kolejek linowych i innej infrastruktury, która przyciągnie tysiące okazjonalnych turystów. Dzięki temu możemy cieszyć się sielankowymi krajobrazami, znanymi z Windowsa XP. Nasza trasa zaczyna się w Goleszowie na dworcu PKP (jeśli przyjechaliśmy tutaj pociągiem). Jeśli wybraliśmy pociąg, to kupując bilet w Katowicach, pamiętajmy, żeby kupić go na trasę Katowice – Ustroń, a nie Katowice – Goleszów! Dlaczego? Ponieważ do Goleszowa zapłacimy znacznie drożej (o około 4-5zł) niż do Ustronia, pomimo, że Ustroń jest dalej niż Goleszów. Szczegół w tym tkwi, że Koleje Śląskie zachęcają podróżnych do wyjazdów w góry i przez to obniżają ceny biletów do miejscowości uzdrowiskowych lub turystycznych. Goleszów jest „zwykłą” wiejską gminą, przez co cena jest liczona jak za zwykły kurs. Z dworca prowadzi czarny szlak, aż na Małą Czantorię.

Naszym punktem odniesienia będzie najbardziej charakterystyczny Gminny Ośrodek Kultury w Goleszowie, czyli w skrócie „Dom Kultury”. Wychodząc z dworca, zwracajmy uwagę na czarne znaki szlaku, ponieważ szybko możemy je zgubić. Na początku pójdziemy ul. Dworcową wśród pól. Dojdziemy do skrzyżowania, gdzie będziemy musieli skręcić w prawo. Rozpoczyna się ul. Wolności. Teraz będziemy nią szli aż do samego centrum gminy. Ulica Wolności będzie krzyżować się z ul. 1 Maja i Spółdzielczą. Tuż za sklepem rolniczym SKR Goleszów, skręcamy w prawo (wybieramy ul. 1 Maja). Nie musimy pamiętać wszystkich szczegółów, ale podaję je, gdybyśmy zgubili znaki. Teraz idziemy do końca ul. 1 Maja. Dochodzimy do skrzyżowania z ulicą Cieszyńską. Tutaj skręcamy w lewo i przed nami, nieco pod górę, widzimy już Dom Kultury. Wędrówka z dworca powinna zająć nam jakieś 20 min. Kiedy zdecydujemy się przyjechać do Goleszowa samochodem, proponuję zaparkować w pobliżu Domu Kultury. Dzięki temu nie będziemy mieli problemów z miejscami parkingowymi i rozpoczniemy wędrówkę od razu od czarnego szlaku. Przed sobą widzimy bardzo szeroki zakręt w lewo, prowadzący pod górę i wąską uliczkę, biegnącą do góry, w stronę lasu. Odbija ona od szerokiego zakrętu. To ul. Grabowa. Widzimy po obu stronach domy jednorodzinne i mnóstwo drzew owocowych. Pomimo, że początkowo wędrujemy z dworca kilkoma ulicami, to zapewniam, że wędrówka jest bardzo przyjemna, ponieważ wszędzie dookoła dominują pola i kolorowe krajobrazy. Schodząc z szerokiego zakrętu, wchodzimy na ulicę Grabową, skąd za chwilę wejdziemy w jeszcze mniejszą ul. Jasną. Teraz będziemy szli nieznacznie pod górę. Z każdym krokiem będzie bardziej stromo, ale znowu nie za stromo. Drogą idziemy cały czas na wprost, przed siebie, aż zakończy się zabudowa jednorodzinnych domów (na trasie miniemy jeszcze jedno, mniejsze skrzyżowanie). Za chwile dotrzemy do zalesionej części. Wąska droga zakręca pod kątem prostym w prawo (innej możliwości nie ma). Przed nami widać tylko rząd gęstych zarośli i drzew. Skręcamy w prawo i dalej pójdziemy nieznacznie pod górę. Na końcu zarośli zobaczymy coś niezwykłego – przepiękny, zielony staw! Nazywany jest przez miejscowych Goleszowskim Morskim Okiem. Chociaż nie jest tak przezroczysty, jak tatrzański staw, to mimo wszystko jest piękny. Proponuję dojść do końca zarośli i wtedy możemy spojrzeć na niego z dużej wysokości. W porannych godzinach w jego okolicach panuje zupełny spokój. Uliczka, którą wędrujemy nazywa się Nad Tonem. Idąc przed siebie, zauważymy, że zaczyna zakręcać łukiem w lewo. W tym miejscu możemy po raz ostatni spojrzeć na staw, ponieważ przed nami widać wysoki nasyp, zarośnięty gęstymi drzewami i krzakami, a pod nami dostrzerzemy wysoki most z cegieł.