środa, 16 maja 2018

Mała Czantoria - szlaki, czyli najpiękniejsza propozycja górska na wiosnę


 Mała Czantoria szlaki  Chata pod Małą Czantorią

Mała Czantoria - przeze mnie nazywana zapomnianą górą, ponieważ nigdy nie spotykam na jej szczycie tłumów, a oferuje naprawdę przepiękne widoki. W szczególności na wiosnę możemy zobaczyć niezwykłe, sielankowe krajobrazy, których trudno szukać na popularnych szlakach. W tym poradniku chcę przybliżyć Wam kilka ciekawych propozycji, o których zdecydowana większość ludzi nie wie, a są godne uwagi każdej osoby, która kocha góry. W propozycjach podaję kilka pozaszlakowych miejsc, które obowiązkowo trzeba zobaczyć oraz możliwe sielankowe drogi powrotne, gdzie nie wytyczono żadnych szlaków, lub takie, gdzie są wyznaczone trasy, ale niewiele się o nich mówi. Drogi prowadzące na Małą Czantorię skrywają wiele ciekawych i malowniczych miejsc, o których nie dowiesz się z przewodników... 

CZARNY SZLAK Z GOLESZOWA NA MAŁĄ CZANTORIĘ
Jeśli lubisz sielankowe klimaty i chcesz mieć pewność, że nie spotkasz tłumów ludzi, to ten szlak jest właśnie dla Ciebie! Nawet w tzw. długie weekendy, majówki, itp. na trasie spotkamy, co najwyżej kilka osób. Pomimo, że szlak jest jednym z najpiękniejszych, jakie można przejść w Beskidach, to ludzie prawie w ogóle nim nie uczęszczają. Dlaczego? Ponieważ zaczyna się w „nieturystycznej” miejscowości Goleszów, nie mówi się o nim w ogóle w mediach, oraz nie ma na trasie schronisk z bufetem, kolejek linowych i innej infrastruktury, która przyciągnie tysiące okazjonalnych turystów. Dzięki temu możemy cieszyć się sielankowymi krajobrazami, znanymi z Windowsa XP. Nasza trasa zaczyna się w Goleszowie na dworcu PKP (jeśli przyjechaliśmy tutaj pociągiem). Jeśli wybraliśmy pociąg, to kupując bilet w Katowicach, pamiętajmy, żeby kupić go na trasę Katowice – Ustroń, a nie Katowice – Goleszów! Dlaczego? Ponieważ do Goleszowa zapłacimy znacznie drożej (o około 4-5zł) niż do Ustronia, pomimo, że Ustroń jest dalej niż Goleszów. Szczegół w tym tkwi, że Koleje Śląskie zachęcają podróżnych do wyjazdów w góry i przez to obniżają ceny biletów do miejscowości uzdrowiskowych lub turystycznych. Goleszów jest „zwykłą” wiejską gminą, przez co cena jest liczona jak za zwykły kurs. Z dworca prowadzi czarny szlak, aż na Małą Czantorię.

Naszym punktem odniesienia będzie najbardziej charakterystyczny Gminny Ośrodek Kultury w Goleszowie, czyli w skrócie „Dom Kultury”. Wychodząc z dworca, zwracajmy uwagę na czarne znaki szlaku, ponieważ szybko możemy je zgubić. Na początku pójdziemy ul. Dworcową wśród pól. Dojdziemy do skrzyżowania, gdzie będziemy musieli skręcić w prawo. Rozpoczyna się ul. Wolności. Teraz będziemy nią szli aż do samego centrum gminy. Ulica Wolności będzie krzyżować się z ul. 1 Maja i Spółdzielczą. Tuż za sklepem rolniczym SKR Goleszów, skręcamy w prawo (wybieramy ul. 1 Maja). Nie musimy pamiętać wszystkich szczegółów, ale podaję je, gdybyśmy zgubili znaki. Teraz idziemy do końca ul. 1 Maja. Dochodzimy do skrzyżowania z ulicą Cieszyńską. Tutaj skręcamy w lewo i przed nami, nieco pod górę, widzimy już Dom Kultury. Wędrówka z dworca powinna zająć nam jakieś 20 min. Kiedy zdecydujemy się przyjechać do Goleszowa samochodem, proponuję zaparkować w pobliżu Domu Kultury. Dzięki temu nie będziemy mieli problemów z miejscami parkingowymi i rozpoczniemy wędrówkę od razu od czarnego szlaku. Przed sobą widzimy bardzo szeroki zakręt w lewo, prowadzący pod górę i wąską uliczkę, biegnącą do góry, w stronę lasu. Odbija ona od szerokiego zakrętu. To ul. Grabowa. Widzimy po obu stronach domy jednorodzinne i mnóstwo drzew owocowych. Pomimo, że początkowo wędrujemy z dworca kilkoma ulicami, to zapewniam, że wędrówka jest bardzo przyjemna, ponieważ wszędzie dookoła dominują pola i kolorowe krajobrazy. Schodząc z szerokiego zakrętu, wchodzimy na ulicę Grabową, skąd za chwilę wejdziemy w jeszcze mniejszą ul. Jasną. Teraz będziemy szli nieznacznie pod górę. Z każdym krokiem będzie bardziej stromo, ale znowu nie za stromo. Drogą idziemy cały czas na wprost, przed siebie, aż zakończy się zabudowa jednorodzinnych domów (na trasie miniemy jeszcze jedno, mniejsze skrzyżowanie). Za chwile dotrzemy do zalesionej części. Wąska droga zakręca pod kątem prostym w prawo (innej możliwości nie ma). Przed nami widać tylko rząd gęstych zarośli i drzew. Skręcamy w prawo i dalej pójdziemy nieznacznie pod górę. Na końcu zarośli zobaczymy coś niezwykłego – przepiękny, zielony staw! Nazywany jest przez miejscowych Goleszowskim Morskim Okiem. Chociaż nie jest tak przezroczysty, jak tatrzański staw, to mimo wszystko jest piękny. Proponuję dojść do końca zarośli i wtedy możemy spojrzeć na niego z dużej wysokości. W porannych godzinach w jego okolicach panuje zupełny spokój. Uliczka, którą wędrujemy nazywa się Nad Tonem. Idąc przed siebie, zauważymy, że zaczyna zakręcać łukiem w lewo. W tym miejscu możemy po raz ostatni spojrzeć na staw, ponieważ przed nami widać wysoki nasyp, zarośnięty gęstymi drzewami i krzakami, a pod nami dostrzerzemy wysoki most z cegieł.

Gminny Ośrodek Kultury w Goleszowie

Goleszowskie Morskie Oko

Dla chętnych: na zakręcie z łatwością można dostrzec wydeptane ścieżki w dół, którymi możemy zejść do poziomu stawu i zobaczyć cały most w pełnej okazałości. Za łukiem uliczki, którą idziemy widzimy, że wznosi się ona stromo do góry po zboczu. Cały czas przecinamy zalesione fragmenty trasy. Za dosłownie 3-4 min dochodzimy do… skoczni narciarskich. Nikt by nie przypuszczał, że w tak nieznanej i nieturystycznej miejscowości trafimy na skocznie… Po lewej stronie widzimy różowy budynek „Olimpii”. Właśnie tutaj najmłodsi mogą trenować oraz rozgrywać zawody sportowe. Zawsze, kiedy tam przechodzę jest pusto, dlatego wchodzę na teren „Olimpii”, by obejrzeć skocznię, która przeszła remont. Nasza dróżka nieco zakręca w prawo delikatnym łukiem i nadal będziemy szli pod górę w lesie. Po prawej stronie odbiega wąska ulica Olimpijska. My idziemy cały czas przed siebie – nigdzie nie skręcamy. Nasza dróżka kończy się za jakieś 5 min. Docieramy do skrzyżowania dróg polnych i naszej, asfaltowej. Zobaczymy pierwszy znak informujący, że na Małą Czantorię przez Tuł mamy jakieś 3,5 km. Wyjątkowo będzie to pomarańczowy, a nie biały znak. Skręcamy w prawo, gdzie miniemy strzelnicę „Hubertówkę”, a po lewej będziemy mieli ogrodzenie w postaci siatki. Idąc drogą polną w dwie minuty dochodzimy do lasu. Odtąd wędrujemy przez piękne, bukowe lasy. Trzeba rozglądać się za oznaczeniami, które są bardzo wyraźne, ale lokalnych ścieżek i dróżek jest więcej, więc możemy szybko zgubić właściwą trasę. Teraz będziemy szli przez bukowe lasy, gdzie możemy wdychać naprawdę świeże powietrze. W kilku miejscach nasz szlak rozdziela się na dwie równolegle drogi, dlatego wybierajmy zawsze tą ze znakami, a jeśli leżą na trasie zwalone drzewa, to wybierajmy tylko wąskie ścieżki wydeptane obok właściwego szlaku. Bardzo ciekawy jest las na samym początku, gdy miniemy strzelnicę. Odtąd mamy wrażenie, że wędrujemy alejami w środku lasu. Widok jest naprawdę przepiękny. Na uwagę zasługują niebieskie przylaszczki w marcu, czy też zawilce występujące na przełomie kwietnia i maja. Są po prostu piękne. Ja co roku odwiedzam te strony dokładnie 1 maja, ponieważ wtedy przyroda jest najciekawsza i najpiękniejsza. Widok tutejszej wiosny po prostu zachwyca!

 
Leśne alejki oraz rozdwajający się szlak (trzeba uważnie rozglądać się za znakami - na zdjęciu widoczny jeden z nich)

Za kilka minut dochodzimy do skrzyżowania w lesie, gdzie musimy skręcić w lewo według znaków. Po lewej zauważymy zarośnięty, częściowo zawalony dom bez dachu. Za zakrętem, po prawej, w gęstwinie lasu zobaczymy drugi podobny dom. Te budowle są ciekawe, bo widać, że zostały opuszczone bardzo dawno temu i w ich miejscu już zdążył wyrosnąć las. Za domami wędrujemy jeszcze przez około 3 min i ponownie szlak zakręca pod ostrym kątem – tym razem w prawo. Od tego momentu zwróćmy szczególną uwagę na ciekawe urwiska po lewej stronie, które mamy tuż przy ścieżce. Są to bardzo głębokie pozostałości po kamieniołomie z czasów pierwszej wojny światowej, które w całości zarosły zdrowym lasem. Za ścieżką widać kilkunastometrowe, prawie pionowe spady do głębokiej dolinki. My idziemy cały czas wzdłuż krawędzi urwisk, ale widzimy, że jedna droga kieruje na wprost, a druga zakręca łukiem w prawo. Idąc za znakami, wybieramy zakręcającą drogę w prawo. Odtąd będziemy schodzić stromym zboczem góry w najpiękniejszym, bukowym lesie. Na wiosnę, a konkretnie 1 maja, zawsze zachwycam się tutejszym lasem. Jest niezwykły, czysty i żywozielony. Jeszcze nigdy tutaj nikogo nie spotkałem. Schodząc stromizną, zauważymy, że nasza droga rozdziela się na dwie, dlatego wybieramy tą lewą, która u stóp zbocza będzie skręcać w lewo na płaskim terenie. Dochodzimy do drogi asfaltowej – do ulicy Zamkowej. Gdyby pójść w prawo i na pierwszym skrzyżowaniu skręcić w prawo, to dojdziemy bezpośrednio do… Domu Kultury w Goleszowie. To taki skrót, dla tych, co nie lubią chodzić po górach. Kiedy dotrzemy do ul. Zamkowej (jedynej stąd widocznej drogi asfaltowej), to skręcamy w lewo i za 20 m dochodzimy do skrzyżowania dróg asfaltowych w lesie. Zobaczymy drewnianą tabliczkę z napisem „Pod Tułem” oraz strzałkę z napisem „ul. Turystyczna”. Wybieramy tę drogę. Wbrew logice, jest to ulica, która prowadzi w dół. Czas na zdobywanie wysokości, jeszcze nadejdzie. Odtąd będziemy szli równą ulicą prowadzącą w płaskim terenie do kamieniołomu w Lesznie Górnej. Cały czas wędrujemy w lesie. Drzewa po obu stronach tworzą piękne aleje. Warto na początku omawianej drogi zwrócić uwagę na prawą stronę, ponieważ z łatwością dostrzeżemy czosnek niedźwiedzi (równo rosnące liście od ziemi o charakterystycznym, mocno wyczuwalnym zapachu). W połowie ulicy, podobne będą widoczne po lewej stronie. Roślina ta w Polsce jest częściowo chroniona i używana do celów leczniczych. W połowie drogi, po prawej stronie zobaczymy w dole wydzielony punkt poboru wody. W latach 80- tych i wcześniejszych, była tu rozlewnia wody źródlanej.

 
Domy bez dachów w lesie

Piękno bukowych lasów podczas zejścia ze stromizny do asfaltowej drogi (ul. Zamkowej)

Drogowskaz "Pod Tułem"

Masowo rosnący czosnek niedźwiedzi

Kwitnący czosnek niedźwiedzi

Bardzo przyjemna wędrówka ul. Turystyczną

Asfaltowa droga doprowadza nas bezpośrednio do bramy wjazdowej kamieniołomu w Lesznie Górnej. Ulica skręca pod ostrym kątem w lewo. Przechodzimy obok kamieniołomu i można powiedzieć, że odtąd zacznie się górska i sielankowa część naszej wycieczki. Za kamieniołomem przechodzimy mostem nad małym potokiem i dalej ul. Turystyczna zakręca łukiem w prawo. Odtąd idziemy stromo do góry. Przed sobą widzimy zielone polany i kilka domków jednorodzinnych, a po prawej – niewielkie, zalesione, pełne skał wzniesienie. Podchodząc tą drogą, dojdziemy do gęstego lasu, a my nadal powędrujemy asfaltową drogą. Jest bardzo stroma. Na jej końcu znajduje się restauracja „Pod Tłuem”. My jednak nie będziemy szli do pięknie położonej restauracji za lasem na polanie. Z ciekawości można tam podejść, aby zobaczyć w jak pięknym miejscu się znajduje. Podchodząc stromą drogą w leśnej części, zauważymy, że w prawo odbiega inna dróżka w dół, a kawałek dalej – druga. Wybieramy tą drugą. Jest to wydeptana ścieżka, którą wskazują czarne znaki. Przed zejściem, po lewej stronie na drzewie, z łatwością zauważymy czarny znak z białym wykrzyknikiem. Schodzimy nią do lokalnej dolinki na granicy lasu. Ciekawostką jest fakt, że ścieżka prowadząca w dolince poprowadzi nas… aleją barszczu Sosnowskiego. O ile roślina jest znana, jako powodująca silne poparzenia, to nie ma powodu do obaw, ponieważ przejdziemy ścieżką pomiędzy jej skupiskami. W lecie osiąga 4-5 metrów wysokości i jest zwieńczona ogromnym, białym kwiatem w postaci baldachimu. W czasie kwitnienia barszcz Sosnowskiego jest najgorszy. Barszcz rosnący w dolince powinien być unieszkodliwiony przez miejscowych wczesną wiosną, póki jest mały i nie powoduje oparzeń. Kilkanaście metrów dalej wchodzimy do pięknego lasu, gdzie widzimy po prawej stronie, mały potok z wysepką zarośniętą czosnkiem niedźwiedzim. Przed nami widać liczne, wystające korzenie przypominające stopnie na szerokiej, wydeptanej drodze leśnej, skręcającej w lewo szerokim łukiem. Ten etap bardzo mi się podoba, ponieważ jest niecodzienny.

Aleja barszczu Sosnowskiego

Nieświadomi niczego okrążyliśmy kamieniołom i teraz jesteśmy ponad jego poziomem. Bardziej uważny obserwator zauważy, że po prawej stronie, za drzewami widać kamienne nasypy. Za chwilę ich nie będzie. Na stromym podejściu z wystającymi korzeniami leży powalone drzewo. To najczęściej na nim siadają zmęczeni turyści, jeśli w ogóle ich zobaczymy. Od samego początku możemy cieszyć się piękną ciszą. Kiedy wejdziemy na strome zbocze, dalej będziemy szli łagodnym stokiem na granicy lasu. Po prawej widzimy już pierwsze, zielone polany! Odtąd będziemy cieszyć się sielankowymi krajobrazami. Proponuję schodzić ze szlaku każdą wydeptaną ścieżką, która będzie od niego odbiegać. Wystarczy schodzić po 10 m, bo tyle wystarcza, żeby wyjść poza granicę lasów. Na pierwszy rzut oka widzimy długą, trawiastą polanę i ciągnące się niewielkie gminy aż po horyzont. Chwilę dalej, przechodzimy pod bukiem, którego gałąź przebiega prostopadle do szlaku tuż nad naszymi głowami. Na niej jest namalowany czarny znak. Nieco wyżej, na chwilę wychodzimy z lasu, bo tak prowadzi ścieżka i dzięki temu możemy zobaczyć piękno tutejszych gór! Gminy widoczne w oddali zasłania nam kilka drzew, przez co odtąd czujemy się odcięci od cywilizacji. Szlak z powrotem wprowadza nas do bukowego lasu, gdzie po raz ostatni pójdziemy wśród drzew. Patrząc w lewo, w głąb lasu, zauważymy bardzo stromo opadające zbocza do dolinki, gdzie płynie potok. Po jego drugiej stronie widzimy kolejne stromizny, które kończą się ostatnim rzędem drzew. Za nimi znajdują się rozległe polany, na które popatrzymy za chwilę. Jeszcze przez około 3 min pójdziemy bukowym lasem, po czym wyjdziemy na skrzyżowanie leśnych i polnych dróg. Po raz ostatni szliśmy lasem. Odtąd nasze oczy będą cieszyły wiosenne, pełne kwiatów polany! Wychodząc poza ostatnią linię drzew popatrz najpierw w prawo i wejdź na tutejszą polanę, by zobaczyć piękno gór. Stoimy u stóp góry Tuł, która ma 621 m n.p.m. wysokości. Na szczycie jest utworzony rezerwat, dlatego nie powinniśmy wchodzić na jej wierzchołek. Zresztą nie ma potrzeby, ponieważ góra jest zalesiona.

Strome podejście z wystającymi korzeniami

Wisząca nad głowami gałąź ze znakiem szlaku

Pierwsza polana po wyjściu za ostatnią linię drzew

Stojąc na polanie, możemy popatrzeć na piękną górę, gdzie aż do podszczytowych lasów ciągnie się równa trawa oraz niezliczone ilości kwiatów. Najczęściej zobaczymy tu tysiące mniszków lekarskich (mleczy), stokrotek, czy też we wrześniu zimowitów. Czasami na wiosnę występują inne, białe kwiaty, których nazwy nie poznałem. Widok na górę Tuł i na polanę w niższej części zbocza bardzo mi się podoba. W tym samym miejscu, na skrzyżowaniu teraz popatrzymy w lewą stronę. Przed nami odsłoniły się bardzo rozległe, zielone polany pełne kwiatów. Wzdłuż naszej drogi powstała aleja ze starych drzew, która nadaje pięknego klimatu temu miejscu. Uwielbiam podziwiać górę Tuł oraz polany po obu stronach z tego miejsca. Największą ciekawostką jest fakt, że zbocza góry Tuł na wiosnę są bardzo gęsto ukwiecone mniszkiem. co powoduje, że Tuł staje się żółto-zielony! Widok jest niezwykły, ale niestety krótkotrwały… Za skrzyżowaniem, gdzie idziemy na wprost za znakami, nadal wędrujemy aleją starych drzew. Za chwilę zauważymy po prawej stronie gospodarstwo, gdzie czas dawno się zatrzymał. Dookoła widać owocowe drzewa oraz przepiękne polany pełne mniszków. Tuż za gospodarstwem przechodzimy aleją starych drzew, mając cały czas pełny widok na sielankowe polanki. Właśnie stąd można zobaczyć widoki podobne do tych, znanych z Windowsa XP. Będąc tu, zawsze zastanawiam się, jak to możliwe, że tak piękny szlak nie jest znany i w ogóle rozreklamowany wśród turystów. Idąc aleją, przed sobą, nieco po lewej stronie widzimy górę przypominającą nieco wulkan. To Mała Czantoria. Z tej perspektywy prezentuje się okazale i kiedy pomyślimy, że mamy tam wejść, możemy przestraszyć się stromizny. Po lewej stronie, na wzgórzach i zboczach widzimy domy należące do Cisownicy. Miejscowość jest nazywana wioską siedmiu wzgórz. Szczególnie w czasie „majówki” polecam odwiedzić omawiany region, ponieważ liczne drzewa owocowe kwitną na biało, przez co krajobraz jest niezwykle piękny.

 
 
 
Piękno polan widocznych u stóp góry Tuł 621 m n.p.m. oraz tysiące kwitnących mniszków dodających uroku tej okolicy

Wędrówka najpierw wzdłuż gospodarstwa, a później aleją, z której obserwujemy Małą Czantorię, cały czas odbywa się wzdłuż wschodnich zboczy góry Tuł. Od momentu wyjścia z lasu, aż do teraz podziwiamy niezwykłe, sielankowe krajobrazy, polany i góry pełne zieleni i kwiatów. Najczęściej ludzie tłumnie wyjeżdżają w Tatry na „majówkę” zapominając, że tam przyroda jest jeszcze martwa, szara i topi się jeszcze śnieg, przez co warunki nie są zachęcające. Na pewno nie wypoczywają tam tak, jak tutaj można się zrelaksować. Aleja starych drzew kończy się niewielkim pasem zarośli, przez które prowadzi leśna droga. Doszliśmy do asfaltowej dróżki. Tutaj skręcamy w lewo i przechodzimy obok kolejnego gospodarstwa, gdzie jedyna droga zakręca w prawo. Ponownie wychodzimy na rozległe tereny pełne zielonych polan. Asfaltowa uliczka przecina je. Stopniowo podchodzimy, aż docieramy do lokalnego wzniesienia z trójnogiem z falującą wstążką na wietrze. Szlak zakręca łukiem w lewo i podchodzimy do góry. Za łukiem drogi najczęściej wieje silniejszy wiatr, nawet podczas słonecznych dni. Mamy stąd widok na czeski Trzyniec oraz odległe miasta i miejscowości. Wszędzie dookoła królują zielone polany pełne kwiatów. Idąc jeszcze wyżej, po lewej stronie miniemy mocno zapachowe, wielkie białe, lub zielone, zafoliowane bele siana. Jest to siano szczelnie owinięte folią, w postaci bardzo dużych, o kształcie walca, które po prostu kiśnie. Przez to w okolicy unosi się mocna woń skiśniętego siana. Co roku, kiedy tędy przechodzę, bele leżą zawsze w innym ustawieniu. Ponad ich poziomem wędrujemy aleją topól, którą pomału docieramy do skrzyżowania asfaltowych dróg. Opadająca droga to ul. Podlesie prowadząca do Cisownicy. Najczęściej tą ulicą turyści podjeżdżają samochodami, by pominąć nieznaną im część szlaku. Pomimo takiej możliwości, na „majówkę” zobaczyłem tu raptem 8 samochodów. Podchodząc do skrzyżowania mamy pełny widok na wszystkie polany, które dotychczas podziwialiśmy, oraz na górę Tuł, która stąd wydaje się taka mała… Mamy stąd również rozległy widok na czeską część oraz na część Goleszowa i Cisownicy.

 
 
 
 
Aleja starych drzew, skąd Mała Czantoria wygląda jak wulkan, drzewa owocowe na terenie gospodarstwa, Cisownica i jej przepiękne wzgórza

 
Góra Tuł widoczna z miejsca, gdzie unosi się bardzo mocny zapach skiszonego siana

Na skrzyżowaniu zobaczymy drogowskaz, dzięki czemu upewnimy się, że idziemy w dobrym kierunku na Małą Czantorię. Powinniśmy tam dotrzeć w około 45-50 min. Może nie być łatwo, ponieważ przed nami jest już tylko ciągła i duża stromizna prowadząca na szczyt. Może to dobrze, bo szybko zdobędziemy wysokość i szybko będziemy mieli piękne widoki. Idziemy dalej, według czarnych znaków. Początkowo pokrywają się one z płaską drogą rowerową o nawierzchni z drobnego kamienia. Po prawej mijamy stylową, górską chatę. Tuż za nią rozpoczyna się las, szlak zakręca łukiem w lewo i z łatwością powinniśmy dostrzec wydeptaną ścieżkę przez mały garb z ziemi. Wystarczy zejść 5m ze szlaku i możemy napić się wody ze źródła. Jest bardzo zimna i bije z ziemi w bardzo dużych ilościach. Zawsze schładzam się przy tutejszym źródle. Dwie minuty marszu dalej trasa rowerowa przebiega na wprost, a nasz szlak zakręca pod kątem prostym w lewo, szeroką leśną drogą. Informują nas o tym kolejne znaki turystyczne. Na Małą Czantorię pozostało nam jeszcze około 45 min wędrówki. Na początku droga leśna prowadzi bezpośrednio zboczem góry, dlatego szybko staje się coraz bardziej stroma. Wchodzimy w bukowo-świerkowy las. Szlak zakręca długim łukiem w prawo, a my podchodzimy coraz większą stromizną. Wysoko powyżej nas widzimy stąd równy, świerkowy las, jak gdyby oddzielono go od linijki. Tylko przez chwilę pójdziemy pasem przecinki, po czym wejdziemy w gęsty, bukowo-świerkowy las. Czeka nas seria dwóch bardzo stromych podejść, które zakończone są drewnianymi ławkami z miejscem na ognisko. Powyżej miejsca na odpoczynek szlak zakręca niezbyt wyraźną ścieżką, ale dobrze oznaczoną, gdzie kończą się świerki, a rozpoczynają budzące się do życia na wiosnę buczyny. Ciągle przed sobą mamy dużą i kamienistą stromiznę. Jeśli spotkamy na tym etapie ludzi, to najczęściej są to osoby, które wjechały kolejką „Poniwiec” lub „Czantoria” i tędy teraz schodzą. Pomimo kolejki linowej w okolicach Czantorii, na szczęście nie zobaczymy tutaj tłumów. Idąc powyżej poziomu drewnianych ławek zauważymy, że do lasu dociera znacznie więcej światła, ponieważ odtąd wędrujemy do góry wśród coraz niższych buczyn. Od czasu do czasu zobaczymy pojedyncze świerki.

Bukowo-świerkowe lasy w drodze na Małą Czantorię

Za około 15 min dotrzemy do skrzyżowania żółtego i czarnego szlaku na Małą Czantorię. Żółty prowadzi z Ustronia i o nim też co nieco opowiem, ponieważ wykorzystamy jego znaczną część w drodze powrotnej. Powyżej skrzyżowania stromizna ustaje i odtąd pójdziemy w płaskim terenie, ponieważ jesteśmy na grani pasma Czantorii Małej. Za chwilę docieramy na szczyt tej góry liczący 866 m n.p.m. Jak szybko zauważymy, niewiele z niego widać, dlatego zawsze polecam zastosować małe obejście. Kiedy przychodzimy czarnym lub żółtym szlakiem na wierzchołek tej góry, polecam pójść dalej, poza znaki na wprost. Przed nami widać leśną drogę, którą pójdziemy jeszcze 200 m. Za lasem wyjdziemy na rozległą polanę. Idziemy nią aż na samą górę wzniesienia, które nie ma więcej niż 60 m długości. Punktem, w którym się zatrzymasz, będzie widoczny trójnóg ze wstęgą. To jest najwyższy punkt omawianego wzniesienia. Widać stąd o wiele więcej! Możemy popatrzeć na Goleszów, zobaczyć kościół i Dom Kultury, z którego zaczynaliśmy, Cisownicę, a dalej, Skoczów i Jezioro Goczałkowickie! Z drugiej strony mamy widok na Czantorię Wielką, Polanę Stokłosica (to tam, gdzie widać niżej położoną wieżę i tam, gdzie znajduje się górna stacja kolei linowej „Czantoria”) oraz całe podejście na Wielką Czantorię od naszej strony. Trzeba przyznać, że odcinek pomiędzy obiema Czantoriami jest bardzo malowniczy i ciekawy, dlatego pójdziemy tam, żeby przejść do Wisły Jawornik. Dlaczego tam? Na Czantorii spodziewamy się tłumów, a idąc czarnym szlakiem w Wiśle Jawornik ponownie nie spotkamy żadnych ludzi, pomimo, że trasa jest znana. Jej zaletą są sielankowe widoki oraz niezwykły klimat górski, co widać na zdjęciach. Po tej drugiej stronie Czantorii zobaczymy ciekawe polany, dające wspaniałe widoki na odległe góry, takie jak Skrzyczne, czy Barania Góra.

Widok z Małej Czantorii na Goleszów

 
 
 
Widoki z Małej Czantorii oraz słynny trójnóg

W mentalności okazjonalnych turystów (a takich spotkamy zdecydowaną większość) czarny kolor szlaku oznacza trudną trasę. Jest to oczywiście błędne myślenie, ponieważ kolory szlaków tylko i wyłącznie w narciarstwie oznaczają poziom trudności. W pieszej turystyce górskiej czerwony i niebieski oznacza długodystansowy szlak, czarny, żółty i zielony oznaczają łączniki pomiędzy długodystansowymi trasami lub dojście do konkretnego punktu i tam się kończą. Tak właśnie jest z czarnym i żółtym szlakiem na Małą Czantorię, czy z czarnym z Wisły Jawornik. Każdy z nich zaczyna się na dworcu PKP i kończy się na szczycie góry. Czerwony szlak, który prowadzi przez Czantorię Wielką jest rzeczywiście długodystansową trasą, bo prowadzi przez 6 głównych pasm górskich, aż do granicy z Ukrainą! Cała trasa liczy 520 km i ten szlak nazywa się Główny Szlak Beskidzki. W 2009 roku miałem okazję przejść go w całości w jednym ciągu, na co poświęciłem 14 dni. Opis szlaku zakończę w tym miejscu, ponieważ poniżej pokażę dojście z Wisły Jawornik na Czantorię i na Małą Czantorię. Od strony Wisły wejście na Małą Czantorię jest bardzo ciekawe, dlatego teraz przenieśmy się do Wisły Jawornik. Oczywiście można kontynuować dalszą wędrówkę z Goleszowa aż do Wisły Jawornik przez Małą Czantorię, ale opowiem, dlaczego lepiej osobno wchodzić na Małą Czantorię od strony Wisły Jawornik.

NIEBIESKI SZLAK Z WISŁY UZDROWISKO PKP DO WISŁY JAWORNIK CENTRUM - CZARNY SZLAK Z WISŁY JAWORNIK CENTRUM NA PRZEŁĘCZ BESKIDEK - CZERWONY SZLAK NA WIELKĄ CZANTORIĘ I MAŁĄ CZANTORIĘ
To moja druga ulubiona propozycja na „majówkę”, ponieważ poczujemy podobny, sielankowy klimat, jak podczas wędrówki z Goleszowa. W zależności, w jaki sposób przyjechaliśmy na miejsce, proponuję rozpocząć naszą wędrówkę niebieskim szlakiem z Wisły Uzdrowisko (z dworca PKP), skąd przejdziemy do Wisły Jawornik. Z centrum Wisły Jawornik, swój początek bierze czarny szlak prowadzący na Przełęcz Beskidek 684 m n.p.m., skąd dalej pójdziemy na Czantorię Wielką 995 m n.p.m. i na Małą Czantorię 866 m n.p.m. Naszą przygodę rozpoczynamy od dworca PKP Wisła Uzdrowisko. Kiedy wyjdziemy na postój taksówek, skręcamy w lewo. Powinniśmy z łatwością dostrzec niebieskie znaki. Idziemy chodnikiem przez chwilę, aż dochodzimy do pierwszego skrzyżowania ulic. Wybieramy lewą drogę. To jest ul. Lipowa. Dalej widzimy kościół i niską zabudowę. Idziemy nią cały czas na wprost i już za chwilę swój początek weźmie zielony szlak do schroniska „Soszów”. My idziemy według niebieskich znaków. Za kościołem pójdziemy pod wiaduktem. U góry przebiegają tory, którymi przyjechaliśmy do Wisły Uzdrowisko. Za torami panuje zupełny spokój i odtąd będziemy szli w mocno zalesionej części, gdzie zobaczymy kilka jednorodzinnych domów. Po lewej stronie popatrzmy na mocny spad poniżej, ponieważ szlak prowadzi przez lokalne wzniesienie. Na szczęście trasa przebiega chodnikiem w pięknym otoczeniu, więc nie musimy się martwić o bezpieczeństwo. Cały czas wędrujemy wzdłuż rzeki Wisły. W ciągu 15 min dochodzimy do głównej drogi asfaltowej w Wiśle Jawornik, która nazywa się ul. Jawornik. Widoczny most po prawej jest zbudowany nad rzeką Wisła. My skręcamy przy moście w lewo i pójdziemy główną drogą z chodnikiem. Od samego początku jest przyjemnie, bo po lewej stronie zobaczymy zawsze pięknie wykoszony trawnik z ławkami. Wzdłuż trawnika płynie potok Jawornik. Tą trasą idziemy przez około 30 min. Po drodze będziemy patrzeć na jednorodzinne domy z pięknymi ogrodami, a od czasu do czasu miniemy hotele, czy też punkty gastronomiczne. Głównymi punktami orientacyjnymi będą na pewno: Jaworowa Chata, drogowskaz na Dom Wypoczynkowy Anna, Willa pod Stokiem w Wiśle, Szkoła Podstawowa nr 5 w Wiśle Jaworniku, Piwiarnia Jawornik (chwilę dalej rozpoczyna się czarny szlak z Wisły Jawornik centrum do Przełęczy Beskidek i odtąd zmieniamy niebieskie znaki na czarne), Pizzeria Lusia, Dom Wypoczynkowy i Willa Lusia oraz Ośrodek u Fojta, gdzie staniemy na skrzyżowaniu dróg, a nie będą one dobrze oznakowane.

Przed sobą mamy dwie uliczki asfaltowe. Ta po lewej jest szersza i bardziej „cywilizowana”, a ta po prawej jest jakby zapomniana... Zobaczymy tam kilka drewnianych gospodarstw. Ta ulica nazywa się ul. Brańców. Kierujemy się czarnymi znakami. Wybieramy tą po prawej i idziemy pomiędzy drewnianymi gospodarstwami. Na początku może wydawać nam się, że to lokalna droga do domostw, ale na końcu zobaczymy, że za nimi dalej prowadzi górski szlak. Jednocześnie pójdziemy wzdłuż lokalnego potoku. Za domami wchodzimy w lekko zalesiony teren, gdzie drogę stanowią betonowe podkłady. Od tego momentu zrobi się bardziej stromo. Żeby zobaczyć jeszcze więcej, podpowiem, gdzie dodatkowo możemy zboczyć z trasy. Za około 3 min wędrówki w lesie, tj. za ostatnimi drewnianymi gospodarstwami, dotrzemy do ostatniego domu za drzewami, widocznego po lewej. Naprzeciwko niego, po prawej stronie szlaku zobaczymy polną drogę, pomiędzy drzewami prowadzącą dość mocno do góry. Wejdźmy w nią i pod drzewami zostawmy nasze plecaki i zabierzmy ze sobą tylko aparat, ponieważ to zejście ze szlaku zajmie nam nie więcej niż 5-10 min. Drogą polną, którą nikt nie uczęszcza, dochodzimy do pięknej polany, gdzie widzimy owocowe drzewa oraz mnóstwo kwitnących mniszków. Dodatkowo, widoczne na obrzeżach, na biało kwitnące drzewa to czeremchy. Zobaczysz jak tu jest malowniczo. Ja zawsze dochodzę do końca omawianej drogi polnej (2-3 min wędrówki), po czym docieram do delikatnego rowu prowadzącego pod górę. Na zakręcie w lewo często tworzy się błoto. Podchodzę kilkanaście metrów do góry, na wysokość widocznego płotu na polanie. Z tego miejsca można zobaczyć odległe góry i sielankowe widoki. Polana za domostwami jest zawsze obowiązkowym punktem, gdy zaczynam wędrówkę czarnym szlakiem z Wisły Jawornik. Powyżej widzimy wyższe partie gór, którędy dalej  poprowadzi nas szlak. Wracamy po nasze plecaki i na drogę leśną.

 
 
 
 
Pierwsza, sielankowa polana, gdzie wystarczy zejść kilkanaście metrów ze szlaku na przeciwko ostatniego domu w lesie. Płot na wysokości jabłoni, do którego warto dojść, by zobaczyć więcej...

Z powrotem jesteśmy na czarnym szlaku prowadzącym stromo do góry. Odtąd nie zobaczymy już żadnych domów i wyruszamy bezpośrednio do górskiego świata. Stromizna bardzo szybko się zwiększa i dodatkowo szlak pod bardzo ostrym kątem zakręca w prawo. Idziemy aleją czeremch. Tworzą ją o kulistych kształtach drzewa. Za chwilę wychodzimy na piękną i malowniczą polanę pełną kwiatów. Poznajesz? To polana, gdzie poszliśmy na jej dolną część poza szlakiem. Teraz patrzymy na to samo miejsce z góry. Ciekawostką jest fakt, że w okolicach 1 maja na tym odcinku rośnie najwięcej czeremch, które kwitną drobnymi, białymi i pachnącymi kwiatami. W godzinach porannych, kiedy panuje spokój, możemy zobaczyć piękny deszcz z płatków tych kwiatów, gdy zawiewa delikatny wiatr. Od momentu zakwitnięcia drzew wystarczą dwa dni, żeby wiatr strząsnął wszystkie płatki… Przez chwilę idziemy przed siebie szeroką drogą polną, aż docieramy do łuku skręcającego w lewo. Przechodzimy tędy aleją brzozowo-czeremchową. Szczególnie polecam popatrzeć stąd szerzej na Beskidy i na wspaniałe, odległe góry. Na łuku drogi również rozpoczyna się drewniane ogrodzenie po prawej stronie, typowe dla górskich hal. Po lewej widzimy górną część polany, a przed nami widać aleję z drzew prowadzącą do lasu. To jeszcze nie koniec sielankowych polan, ponieważ po chwilowej wędrówce lasem ponownie wychodzimy na górną część następnej polany. Z łatwością zauważymy skrzyżowanie polnych dróg. Mam taki zwyczaj, by w tym miejscu skręcić w prawo, 30 m poza szlak, ponieważ wzdłuż drewnianego płotu prowadzi inna droga polna. Warto nią podejść do samego końca, ponieważ zobaczymy stąd możliwie najpiękniejszą panoramę na góry i naszą polanę. Tu jest jak w bajce!

Aleja za ostrym zakrętem, prowadząca do górnej części pozaszlakowej polany

 
 
 
Górna część polany i aleja brzozowo-czeremchowa

Długi łuk w lewo z charakterystycznym płotem

Widok na kwitnące czeremchy z długiego łuku z charakterystycznym płotem

 
 
Dolna część drugiej polany znajdującej się po prawej stronie za drzewami tuż ponad pierwszą

Wracamy na szlak i teraz idziemy dalej, według znaków. Od tego momentu dłuższą chwilę pójdziemy przez las. Trasa prowadzi stromym podejściem. Wystarczy 5-7 min marszu, by ponownie zobaczyć kolejną, bardzo piękną polanę. Szlak zakręca pod dość ostrym kątem w prawo i wychodzimy w górnej części trzeciej polany, gdzie zobaczymy piękne miejsce na odpoczynek. Mamy do dyspozycji drewniane ławki, wyznaczone miejsce na ognisko oraz wielką platformę widokową. Widać stąd naprawdę wiele gór! Zawsze lubiłem to miejsce. Powyżej polany czeka nas jeszcze kilkuminutowa wędrówka coraz mniej stromym lasem. Kiedy widzimy przerzedzony fragment lasu, to wiedzmy, że przełęcz Beskidek jest już blisko. Będziemy mogli odpocząć. Na płaskiej części prowadzącej do przełęczy Beskidek polecam poszukać, pięknego białego kwiatu szczawika zajęczego. Z łatwością rozpoznamy go po liściach przypominających koniczynkę. Zwykle rośnie w zacienionych i wilgotnych miejscach, na obrzeżach lasów. Kwiat jest bardzo piękny i delikatny. Dla ciekawostki powiem, że liście szczawika zajęczego można bezpośrednio jeść, co zresztą często robię. W smaku przypomina szczaw. Dotarliśmy do przełęczy Beskidek. Tutaj również kończy się czarny szlak, który jest tylko łącznikiem. W prawo pójdziemy na Czantorię Wielką. W lewo możemy pójść na Soszów i Stożek. Skręcamy w prawo, gdzie wybieramy czerwone znaki. Już w tym miejscu trzeba powiedzieć, że pierwsze 10 min wędrówki będzie odbywać się w praktycznie płaskim terenie, ale później czeka nas seria stromizn aż po sam szczyt Czantorii Wielkiej. Wędrując płaską częścią szlaku nie zobaczymy zbyt wiele, ale za to nacieszymy oczy wspaniałą, świeżą zielenią od wszechobecnych buczyn. Płaską część kończy niewielki, świerkowy las widoczny po prawej, który wyróżnia się niezwykłą ciemnością pomiędzy drzewami. Widzimy ją jako zupełną czerń, dlatego, że na tutejszym zboczu stoją wysokie drzewa do połowy całkowicie gołe. Pomiędzy nimi nic nie rośnie, dlatego rzędy gołych pni i gęste, iglaste korony drzew nie przepuszczają nawet malutkiego promienia. Pnie świerków ciągną się na tyle, że za lasem nie widać nawet najmniejszego prześwitu. Takie ułożenie drzew powoduje, że pomiędzy nimi widzimy całkowitą czerń, co wygląda dość mrocznie.

 
 
 
Druga polana widziana z pozaszlakowej ścieżki przylegającej do naszej trasy znakowanej na czarno. Wystarczy skręcić w prawo, wzdłuż widocznego, charakterystycznego, drewnianego płotu

Kwitnące czeremchy

 
Trzecia polana z miejscem na odpoczynek

Przełęcz Beskidek i czerwony szlak prowadzący do chaty "Światowid"

 
Szczawik zajęczy na przełęczy Beskidek

Mroczny las tuż przed "Światowidem"

Mroczny las tuż przed "Światowidem"

Ciągle idziemy przed siebie, nigdzie nie skręcając, aż za krótką chwilę dotrzemy do chaty Światowid, która podaje, że znajduje się na przełęczy Beskidek. W rzeczywistości mapy podają, że przełęcz, gdzie kończy się czarny szlak z Wisły Jawornik to właściwa przełęcz Beskidek, a tam gdzie znajduje się „Światowid”, to jest przełęcz bez nazwy. Pomiędzy nimi znajduje się nieznaczne wzniesienie. Do tej chaty oferującej miejsca noclegowe można dojechać samochodem widoczną drogą za domem. Czerwony szlak na Czantorię Wielką od tego miejsca można bardzo łatwo zgubić. Patrząc przed siebie, widzimy szeroką drogę polną, którą można dojechać do tutejszych, najwyżej położonych domów. Nie widząc znaków szlaku, musimy wiedzieć, że tam nie możemy pójść, pomimo, że droga prowadzi do góry. Intuicja tak by nam podpowiedziała. My natomiast musimy iść przed siebie i rozglądać się za wąską, nic nie znaczącą ścieżką po lewej stronie, początkowo dość mocno opadającą pomiędzy drzewami. Schodzimy nią do lasu. To jest właściwy szlak na Czantorię Wielką. Przez chwilę pójdziemy w płaskim terenie łukiem w lewo, po czym ścieżka zakręca również łukiem, ale tym razem w prawo. Z każdym krokiem stromizna staje się coraz większa aż dochodzimy do kamienistej, sypiącej się ścieżki. Tutaj będzie naprawdę bardzo stromo. Osoby, które nie chodzą po górach na tym krótkim odcinku będą odpoczywać kilka razy. Idąc do góry poczujemy, że kamienie „wyjeżdżają” nam spod butów, przez co trudniej utrzymać równowagę. Pierwszy odcinek powinien zająć nam jakieś 5 min. Połowę stromizny wyznacza dość nowa, szeroka droga leśna, przecinająca kamienną ścieżkę pod kątem prostym. W czerwcu zobaczymy tutaj piękny krzak kwitnącej, dzikiej róży. Powyżej drogi leśnej rozpoczynamy drugą serię bardzo stromego podejścia. Zagłębiamy się w kolejny las. Po kolejnych 5 min ścieżka staje się mniej stroma, ale nadal jest bardzo wyczerpująca. Teraz jest mniej kamieni na szlaku, ale nadal idziemy w lesie. Po prawej widzimy najwyżej położony dom. Za około 10 min dalszego pokonywania stromizn, trasa staje się prawie płaska. Według mnie to jeden z najciekawszych odcinków na całej Czantorii, ponieważ po lewej stronie rosną bardzo gęste borówki, których łodygi w czerwcu stają się czerwone! W maju za to zobaczymy wszystkie odcienie zieleni. Wszystko aż kipi zielenią! Taką trasą pójdziemy nie dłużej niż 10 min, mijając kolejne słupki graniczne Polska-Czechy. Od czasu, do czasu, po prawej stronie zza drzew dostrzeżemy widoki na Beskid Śląski.

Początek kamienistej stromizny, gdzie będziemy odpoczywać kilka razy

Krzak dzikiej róży w połowie kamienistego, stromego podejścia

 
 
Borówkowa aleja kipiąca zielenią na wiosnę

Borówkowa aleja

Czerwcowe łodygi borówek - stają się czerwone!

Za chwilę zaproponuję kolejne zejście ze szlaku, skąd zobaczymy naprawdę dużo. Za borówkową aleją rozpoczyna się kolejne podejście lasem. Odtąd na szczyt pozostało nam jakieś 25 min. Początkowo buki przysłonią nam widoczność, ale za kilka minut dotrzemy do miejsca, gdzie zobaczymy drewniany płotek po prawej, gdzieś pomiędzy krzakami. Właśnie tam mamy „okienko” pozwalające zobaczyć odległe góry i część Beskidu Śląskiego. Widoki stąd są naprawdę piękne, chociaż nie możemy zobaczyć pełnej panoramy. Powyżej „okienka” czekają nas dwa strome, faliste podejścia. Są długie i męczące. Przed sobą widzimy szeroki pas prowadzący do samego szczytu w linii prostej. Po obu stronach mamy gęste lasy. Ciekawostką jest fakt, że na około 300 m przed wierzchołkiem głównym Czantorii Wielkiej, na stromiźnie powinniśmy dostrzec niewielki prześwit w drzewach po prawej stronie. Wystarczy, że wypatrzymy wąską ścieżkę prowadzącą do… zupełnie innego świata. Przechodząc zaledwie 10 m poza drzewa i krzaki wybraną ścieżką, wyjdziemy na piękną i… płaską polanę! Jest przepięknie, ponieważ widzimy rozległą panoramę Beskidu Śląskiego, a przed nami żadne rośliny ani inne przeszkody nie przysłaniają widoku. Polana wydaje się być odcięta od świata, ponieważ na pewno nie spotkamy żadnych ludzi i panuje tu zupełna cisza. Panorama jest niezwykła i niedostępna dla zdecydowanej większości, bo po prostu mało kto wie o tej polanie. Dlaczego nazwałem ją polaną z innego świata? Dlatego, że podchodziliśmy dwoma, falistymi stromiznami, a tutaj mamy zupełną sielankę i jest zupełnie płasko, podczas gdy wszędzie dookoła jest bardzo stromo. Co najważniejsze, jesteśmy wysoko w górach i na większość innych szczytów patrzymy z góry! Kiedy wchodzę na Czantorię, zawsze poszukuję tej ścieżki prowadzącej do „innego świata”. Do szczytu pozostało nam około 300 m stromej wędrówki. Po lewej stronie lasu, na końcu, widzimy wieżę widokową. Dzięki niej wiemy, ile pozostało nam do końca.

 
Niezwykła polana, dająca przepiękne widoki, nazwana przeze mnie "innym światem"

Szybko też dostrzeżemy, że w rejonie wierzchołka głównego przebywa najwięcej ludzi, a to za sprawą łatwego dostępu do niego. Nie od dziś wiadomo, że podejście na Czantorię Wielką z każdej strony jest wymagające, bo bardzo strome. Już sam fakt, że wchodzi się na nią 1h 45min a schodzi tylko 45 min dużo mówi o stopniu nachylenia zboczy... Większość turystów przebywających na szczycie, nigdy by nie zdecydowała się pójść na Czantorię Wielką z Ustronia, czy z Wisły, bo po prostu nie daliby rady kondycyjnie. Całą sprawę „załatwia” za nich kolej linowa Czantoria z Ustronia Polana lub kolej linowa „Poniwiec” w Ustroniu, gdzie nie trzeba się męczyć i można wjechać w pobliże szczytu. Gdyby nie to ułatwienie, góra nie przeżywałaby najazdu turystów. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że tłumy wybierają najczęściej opcję Czantoria – Soszów/Stożek lub pozostają na Czantorii i później wracają kolejką do miasta. Dzięki temu szlak z Wisły Jawornik do Światowida jest praktycznie bezludny. Będąc na Wielkiej Czantorii możemy wejść za opłatą na wieżę widokową i zobaczyć bardzo dużą część Beskidu Śląskiego. Jedynym minusem podziwianej panoramy jest fakt, że połowę widoku stanowią góry, a drugą połowę wielkie równiny. W rejonie wieży widokowej mamy dostępne bary i bufety, co pozwala turystom miło spędzić czas po wjechaniu kolejką na Polanę Stokłosica z Ustronia Polana. Mając bardziej ciekawe plany, będziemy chcieli przejść na Małą Czantorię, która jest po prostu zapomniana i zobaczyć coś więcej. Od szczytu Wielkiej Czantorii do Małej Czantorii nie zobaczymy tłumów, ponieważ większość została tu – u góry, lub poszła w stronę Soszowa/Stożka. Za wieżą skręcamy w lewo, gdzie zobaczymy reklamy zachęcające do wstąpienia do czeskiej chaty „Chata na Cantoryje” będącej kiedyś schroniskiem. Jak dla mnie, od kilkunastu lat zrobił się z niej lokal gastronomiczny dla tłumów, bo z klimatem gór już dawno nie ma nic wspólnego... Do tej chaty dojdziemy w około 10 min, oglądając w drodze dużą część całkowicie wyciętego lasu pod wierzchołkiem. Drzewa położył silny wiatr i dlatego zostały pocięte i zwiezione do dolin. Przy chacie zobaczymy kosodrzewinę o bardzo grubym pniu oraz… rzędy barowych parasoli. Widok na pewno nie zachęca. Po prawej stronie mamy chatę „Koliba”, która jest znacznie bardziej przyjemna w odbiorze. Dla osób chcących coś kupić lub zjeść zdecydowanie polecam to miejsce, ponieważ możemy usiąść pod lasem na ławkach i zjeść obiad w pięknej scenerii. Dodatkowo przygrywa nam góralska muzyka. Ten obiekt zdecydowanie bardziej mi się podoba, ponieważ nie „krzyczy” z niego „duch komercji”.

Wieża widokowa na Czantorii Wielkiej

Koliba

Na teren „Koliby” i tak musimy wejść, ponieważ prowadzi tam niebieski szlak do Ustronia Zdrój oraz czarny na Małą Czantorię i dalej do Goleszowa. Widzimy przed sobą szeroką drogę polną, którą wszyscy maszerują i czarny/niebieski szlak, który prowadzi przez teren „Koliby” do bardzo gęstego lasu. Nie ma znaczenia, którą drogę wybierzemy, ponieważ za dwie minuty wszystkie trasy połączą się w jedną. Ze względu na gęstość lasu ja wybieram przejście wyznaczonym szlakiem. Kiedy dojdziemy na drogę jeszcze przez chwilę pójdziemy gęstym, świerkowym lasem. Za około 5 min nasza trasa rozdziela się na dwie szerokie drogi, a znaki podpowiadają nam, żebyśmy wybrali tą prawą. Nawet, jeśli pójdziemy lewą stroną, to nic się nie stanie, ponieważ powędrujemy czeskim szlakiem, który za kolejne 5 min z powrotem połączy się z naszym. Wędrówka nadal będzie odbywać się w lesie, gdzie po obu stronach drogi mamy niewielką przestrzeń z borówkami. Na jego końcu szerokie ścieżki zbiegają się ze sobą i odtąd tworzą jedną trasę. Przed sobą widzimy budynek w kształcie kuli. To górna stacja kolei linowej „Poniwiec”. Właśnie tędy ludzie wjeżdżają, żeby mieć blisko do szczytu Czantorii Wielkiej. Najwyraźniej kolej nie jest jeszcze tak rozreklamowana, albo ludzie o niej nie wiedzą, bo nie spotkamy po tej stronie tłumów. Tuż przed widocznym budynkiem widzimy po lewej stronie szlaku trzy pasy przecinki. Zejdźmy ze szlaku w widoczną pustą przestrzeń i podziwiajmy z krawędzi stromego zbocza przepiękne widoki na czeskie góry. Są naprawdę piękne! Nieuważny obserwator może przegapić te miejsca, ale bardzo łatwo je odnaleźć, bo pomiędzy gęstymi drzewami widać pustą przestrzeń oddzieloną rzędem niskich krzaków. Podejdź tam i zobaczysz, jak piękne panoramy można stamtąd zobaczyć. Pierwszy i chyba najpiękniejszy pas przecinki rozpoznamy z łatwością, ponieważ stoi tam wyraźnie widoczne, w całości suche drzewo. Podchodząc do niego widzimy już przepiękne panoramy. W ten sposób szukamy dwóch następnych przecinek, rozglądając się za cienkim pasem niskich krzaków, za którymi mamy czystą przestrzeń i rozległe widoki. Przechodząc dalej, widzimy po prawej budynek stacji kolei linowych „Poniwiec”. Polecam spojrzeć na prawo i do tyłu, ponieważ zobaczymy następną, bardzo piękną polanę i w oddali żywozielone, bukowe lasy, a w tle miasto Ustroń.

Tuż po wyjściu z lasów, idąc w stronę Małej Czantorii

 
 
Borówki rosnące na Wielkiej Czantorii (po przejściu na drugą stronę szczytu), polany z pięknym widokiem na Ustroń w okolicach wyciągu "Poniwiec" oraz pierwszy pas przecinki, skąd mamy piękne widoki na czeskie góry

Tak wygląda drugi pas przecinki

Tak wygląda trzeci pas przecinki

Widok z trzeciego pasa przecinki

To nie koniec naszej przygody, ponieważ za stacją jeszcze przez chwilę pójdziemy polaną i za chwilę wejdziemy do kolejnego lasu. Na granicy kończącej się polany i początku nowego lasu, szlak rozdziela się na dwie szerokie drogi. Wybieramy tą prowadzącą w lewo. Prawa, to jedynie transportowa droga leśna. Na rozstaju zobaczymy dwa bardzo piękne i identycznie wyglądające drzewa. Zawsze zatrzymuję się przy nich, żeby zrobić zdjęcie, ponieważ są nietypowe. Idąc lewą ścieżką, wędrujemy przez 3 min lasem. Kiedy wyjdziemy po jego drugiej stronie, zobaczymy piękną, zieloną polanę i szeroką ścieżkę zarośniętą trawą. Szlak prowadzi wyraźną drogą leśną, ale my dla odmiany wybierzemy teraz „trawiastą” ścieżkę prowadzącą w prawo i dość stromo w dół, na wielką i bardzo równą polanę. To pozaszlakowy skrót na drugi wierzchołek Małej Czantorii, z którego widać o wiele więcej niż z tego właściwego. Na końcu polany widać dwie chaty. Pierwsza, z kamienia, znajduje się pod wielkim, rozłożystym drzewem, a druga, drewniana, przypomina mały dom letniskowy. Od dawna nikt tam nie mieszka, o czym świadczą pozostałości po stodole za kamiennym domem z zawalonym dachem. Praktycznie już nie istnieje… Zobaczysz stąd, że szlak przebiega znacznie wyżej niż my teraz jesteśmy, ale za to mamy wspaniały widok na sielankową polanę, gdzie polecam odpocząć. Nawet, jeśli spotkasz ludzi na szlaku, masz pewność, że na tę polanę nikt nie dotrze. Najwyraźniej turystom brakuje odwagi, lub nie znają tego miejsca. W dolnej części polany widać ambonę myśliwską, która od dawna jest nieużywana. Zazwyczaj spędzam tu trochę czasu, ponieważ świeża, majowa zieleń bardzo mnie zachęca, by odpocząć z dala od tłumów i nacieszyć nią oczy. Za chatą ponownie rozpoczyna się las i widzimy jedyną, wąską, wydeptaną ścieżkę prowadzącą pod górę. Idziemy nią dalej, i już za chwilę, za niewielkim pasem drzew, wychodzimy na rozległe wzniesienie, gdzie trawa dopiero zaczyna rosnąć w maju. Widzimy ten sam trójnóg, co za pierwszym razem, gdy szliśmy od strony Goleszowa. Pewnie już poznajesz to miejsce. Jesteś na Małej Czantorii, ale od drugiej strony. Na wierzchołku popatrz w stronę Czantorii Wielkiej (tam, gdzie widać rozdwojoną, szeroką drogę leśną) oraz popatrz w przeciwnym kierunku na Goleszów i inne okoliczne gminy. W maju zobaczymy tam mnóstwo zieleni i żółci od kwitnących rzepaków.

Widok na Czantorię Wielką i widoczne połączenie czeskiego i polskiego szlaku

Dwa, identycznie wyglądające drzewa na rozstaju dróg

 
 
Widoki z polany w drodze do lasu za stacją "Poniwiec"

 
 
 
Chata z kamienia pod rozłożystym drzewem oraz jej bliskie otoczenie

Chata z kamienia pod rozłożystym drzewem

Widoki z Małej Czantorii

Widoki z Małej Czantorii

ZEJŚCIE ŻÓŁTYM SZLAKIEM DO MIEJSCA ODPOCZYNKU, SKĄD DALEJ WYBIERZEMY DROGĘ POWROTNĄ DO USTRONIA LUB PRZEZ CISOWNICĘ DO GOLESZOWA
Z Małej Czantorii możemy zejść na dwa sposoby – w zależności, co nas interesuje. Jeśli chcemy szybko się dostać do Ustronia, to polecam wybrać żółty szlak, a jeśli chcemy pójść do Goleszowa, to wybierzmy czarny szlak, który szczegółowo opisałem w pierwszej części powyżej. Mamy jeszcze trzecią opcję – to pozaszlakowe przejście przez Cisownicę – jest krótsze, bardzo malownicze i prowadzące bezpośrednio do Goleszowa przez wioskę siedmiu wzgórz – bo tak mawia się o Cisownicy. Zazwyczaj wybieram ostatnią opcję, ale omówię wszystkie możliwe. Teraz jesteśmy na mniejszym szczycie Małej Czantorii, ponieważ przyszliśmy tu pozaszlakowo. Żeby dostać się na właściwy wierzchołek ze znakami, wystarczy, że skręcimy w lewo od trójnoga i pójdziemy około 200 m droga leśną. Za chwilę wyjdziemy na szczyt Małej Czantorii z drogowskazami. Trasy nie zgubimy, ponieważ nie widać innych możliwości. Na drogowskazach zobaczymy czarne znaki prowadzące do Goleszowa. Jako, że tę opcję już znamy, pozostanie mi wybranie żółtych znaków do Ustronia. W tym miejscu muszę powiedzieć, że szlak jest dość stromy i przez to będziemy w krótkim czasie wytracać dużą część wysokości. Ze szczytu Małej Czantorii żółty szlak od razu wyprowadzi nas w las, gdzie będziemy szli przez 2 min w płaskim terenie. Później ścieżka zakręca długim łukiem w prawo, w szybko gęstniejący las, gdzie rozpoczyna się strome zejście. Będziemy tak wędrować przez około 15-20 min w zależności od tempa. Cała trasa jest dość kamienista i męcząca dla kolan. W szczególności ostatni odcinek jest najbardziej stromy, gdzie schodzimy w ciemnym, świerkowym lesie. Dochodzimy do skrzyżowania leśnych dróg. Na szeroką drogę schodzimy za pomocą kilku schodów, ponieważ stromizna do tego momentu ciągle narastała.

Dla ciekawostki powiem, że jeśli ktoś nie lubi aż takich stromizn (ale za to szybko się schodzi), to ze szczytu Małej Czantorii (tego pozaszlakowego) wystarczy skręcić w prawo od trójnoga i iść jedyną, widoczną drogą leśną. Nachylenie jest znacznie mniejsze i spacerowym krokiem dojdziemy dokładnie do tego samego skrzyżowania w tym samym czasie… Tyle, że droga przebiega w przeciwnym kierunku i w połowie zawraca długim łukiem, po czym ponownie idziemy przed siebie. Za około 5-7min trasa łączy się z naszym szlakiem. Nie znajdziemy tu żadnych znaków, ale z drugiej strony to przejście jest jedyne i nie ma żadnych odnóg. Pewność, że dotarliśmy do właściwego skrzyżowania dadzą nam schody z poręczą w ciemnym, świerkowym lesie i znaki żółtego szlaku. Ze skrzyżowania nadal dość stromo schodzimy. Nachylenie staje się lżejsze. Odtąd pomiędzy świerkami zobaczymy coraz więcej buczyn, aż za 5 min dosłownie, jakby od linijki świerki, nagle kończą się. Pozostał tylko bukowy las. Z każdą chwilą drzew jest coraz mniej, ponieważ zostały wycięte. Mamy stąd „okrojoną” widoczność. Nasz szlak prowadzi szeroką drogą leśną. Najczęściej tutaj drogą płyną niewielkie potoki, lub trafimy na błoto. Czym niżej, tym więcej go będziemy mieli, jeśli w ostatnich dniach brakowało słońca. Za jakieś 10 min szlak zakręca w kształt litery „S” i właśnie tutaj zobaczymy suchy pień, wysoki na około 1,5 m z żółtym znakiem. Za zakrętem ścieżka rozdwaja się, ale wybieramy znacznie wyraźniejszą drogę leśną (idziemy w prawo). Za następne 10-15 min docieramy do końca przerzedzonych lasów i ponownie wstępujemy do świata gęstych buczyn. W bukowym lesie ścieżka zakręca w lewo o 90 stopni i odtąd maszerujemy już w prawie płaskim terenie drogą, którą nawet mogą dojechać samochody. Za około 3 min docieramy do ogrodzonego punktu poboru wody, skąd do końca górskiego odcinka mamy jeszcze 4 min. Prostą drogą docieramy do miejsca odpoczynku na polanie w lesie. Pod drugiej stronie asfaltowej ulicy widać dwa domy. To jest Cisownica, a raczej jej obrzeża. W zależności od naszych upodobań, możemy bezpośrednio zejść do Ustronia, co powinno zająć nam 45 min, lub pójść przez Cisownicę do Goleszowa, co powinno zająć nam 1h 20min do 1h 30min. Zazwyczaj wybieram tę drugą opcję, ponieważ cały czas wędrujemy drogami leśnymi lub asfaltowymi w zupełnej ciszy, w pięknej i szybko zmieniającej się scenerii.

Miejsce odpoczynku przy drodze asfaltowej (żółty szlak) - w prawo idziemy do Ustronia, a w lewo - przez Cisownicę do Goleszowa

POWRÓT Z MIEJSCA ODPOCZYNKU (ŻÓŁTY SZLAK) DO USTRONIA
Zakładamy, że wybraliśmy zejście żółtym szlakiem do Ustronia. Wybieramy asfaltową ulicę biegnącą w prawo. Początkowo będziemy przechodzić obok kilku domów. W okolicy panuje piękny spokój. Kiedy dotrzemy za 4 min do skrzyżowania asfaltowych dróg, pójdziemy za żółtymi znakami, skręcając w lewo. Droga za skrzyżowaniem zakręca w prawo, dłuższym łukiem pośród drzew. Jednocześnie będziemy dość stromo schodzić. Za pasem drzew otworzy się przed nami przepiękny widok na rozległe polany, a wzdłuż ulicy obficie i bardzo gęsto kwitną mniszki po obu stronach. Przejście tą sielankową krainą pozwala zapomnieć o obowiązkach dnia codziennego. Wszystkie polany są zagrodzone pastuchem, ponieważ należą do wielkiej stadniny koni. Gdyby nie ostatnie zabudowania widoczne na końcu, nie wiedzielibyśmy nawet, że ktoś prowadzi tu stadninę. Właściciel nie ingeruje w krajobraz, co jest bardzo dobre. Szlak prowadzi cały czas w dół. Za stadniną i kilkoma domami równy rząd drzew oddziela kolejną polanę, na którą warto spojrzeć po lewej stronie. Obok polany rosną drzewa owocowe (jabłonie) na niewielkim wzgórzu, które w porze wiosny dodają uroku tej okolicy. Kwitną pięknymi kwiatami. Za wzgórzem z jabłoniami jeszcze przez 3 min dochodzimy do skrzyżowania dróg asfaltowych i „fortecy”, bo tak nazywam dom, który ogrodzono kamiennym murem. Z poziomu tego dziwnego domu, po lewej stronie widzimy dwa, jedyne, zamieszkane wieżowce stojące w szczerym polu, a obok linię wysokiego napięcia. Widok jest niecodzienny! Tutaj skręcamy w lewo i szlak poprowadzi nas bardzo stromo opadającą drogą asfaltową. Poniżej „fortecy” skręcimy w prawo pod kątem prostym, gdzie odtąd będziemy szli spokojnymi obrzeżami Ustronia. Przejdziemy przez piękną wioskę pełną kwiatów. Szczególnie podoba mi się prawa strona wioski, gdzie widać dużo zieleni, drzew oraz mniszków kwitnących wzdłuż drogi.

Wzgórze z jabłoniami

Polany wzdłuż stadniny koni

 
 
Polany podczas zejścia od miejsca odpoczynku do stadniny koni

Po około 10 min dochodzimy do skrzyżowania ulic. Po prawej zobaczymy wielką reklamę willi „Koba”. My idziemy dalej na wprost, dzięki czemu mamy spokój. Wędrujemy wzdłuż jednorodzinnych domów do kolejnego skrzyżowania dróg. Tam skręcamy pod ukosem w lewo, chwilę pójdziemy asfaltową drogą i dalej przecinamy inną, krzyżującą się ulicę. Trasa jest dobrze oznaczona żółtymi znakami, więc nie zgubimy się. Za ulicą widzimy aleję kasztanowców i właśnie nią teraz pójdziemy. Szlak dalej prowadzi nas pomiędzy zabudową jednorodzinnych domów, dzięki czemu mamy całkowity spokój. Aleja kończy się asfaltową drogą, gdzie zakręcamy w lewo i na najbliższym skrzyżowaniu, odległym o dwa domy – w prawo. Teraz przechodzimy obok długiego domu po prawej, gdzie za nim, na skrzyżowaniu skręcamy w lewo. Teraz idziemy około 5 min aż dojdziemy do ronda i skręcamy w prawo według znaków. Jesteśmy na dworcu PKP w Ustroniu. Zejście z Małej Czantorii do miejsca odpoczynku w Cisownicy powinno zająć nam 45-50 min, a zejście z miejsca odpoczynku do Ustronia kolejne 45 min. Cały szlak zajmuje zazwyczaj 1h 30min lub 1h 40min. W odwrotną stronę jest znacznie dłużej, ze względu na stromizny.

Na tym skrzyżowaniu idziemy dalej na wprost

POWRÓT Z MIEJSCA ODPOCZYNKU (ŻÓŁTY SZLAK) DO GOLESZOWA PRZEZ CISOWNICĘ
A teraz załóżmy, że chcemy pójść do Goleszowa przez Cisownicę. Jako, że wioska nazywana jest wioską siedmiu wzgórz, spodziewamy się, że zobaczymy wiele wzgórz i piękną scenerię. Gwarantuję, że tak właśnie będzie. Najciekawszy jest fakt, że krajobraz zmieni nam się 4 razy i będzie zupełnie inny za każdym razem – dlatego uwielbiam tę trasę! Z miejsca odpoczynku, gdzie wybieraliśmy asfaltową drogę w prawo, prowadzącą do Ustronia, tym razem pójdziemy szeroką drogę leśną przez Cisownicę. Odtąd będziemy szli gęstym lasem. Z miejsca odpoczynku skręcamy w lewo. Nie będzie już żadnych znaków, dlatego podaję wszystkie szczegóły. Przez 4 min idziemy na wprost, po czym nasza droga rozdzieli się na dwie. Jedna pod górę (tam będzie znak: trudny szlak rowerowy), a druga poprowadzi nas w płaskim terenie. Wybieramy tą prawą. Za kolejne 4 min wyjdziemy z lasu i zobaczymy starszy dom z brązowym dachem oraz ruderę w tle. Po lewej stronie mamy gęsty las, a po prawej polanę z kilkoma chatami. Idziemy tak przez około 5 min, po czym droga leśna rozdwoi się w miejscu, gdzie będziemy wchodzić do lasu. Wybieramy lewą stronę. Teraz czeka nas około 10 min wędrówka, szeroką, utwardzoną drogą leśną. Na końcu widzimy skład drewna, szeroki plac, słup z nazwami ulic oraz dom. Przed domem skręcamy w prawo pod kątem prostym i idziemy kolejną, szeroką, utwardzoną drogą (ul. Pod Czantorią). Na trasie po lewej przejdziemy obok nowego domu z osobnym garażem bez ogrodzenia i z pięknym, równym trawnikiem. Mamy stąd piękny widok na Małą Czantorię. Za dwie minuty marszu dołącza do nas druga, okrężna droga leśna. Uważam, że stąd zobaczymy najpiękniejszy widok na Małą Czantorię. My skręcamy w prawo i dalej schodzimy. Teraz po lewej mamy polanę, a po prawej las. Za kolejne dwie minuty ponownie dołączy do nas droga leśna. Tak samo skręcamy w lewo i schodzimy. Idziemy około 5 min stromą drogą w dół przez las. Po lewej stronie widzimy głęboki wąwóz, którym płynie mały potok. Kilkadziesiąt lat temu wybudowano w wąwozie talinowe schody (zapewniam Was, że nawet w Google’ach nie znajdziecie takiego terminu, a tylko miejscowi wiedzą o co chodzi), które mają zabezpieczać teren przed osuwaniem się. Nie są one mocno widoczne. Jest to nadanie stopniowego kształtu wąwozowi, co pozwala zapobiegać odrywaniu się fragmentów ziemi, gdy nastaje większy opad.

 
 
Wzgórza i piękne polany Cisownicy

Za chwilę wychodzimy na rozległe pola, gdzie widać kilka domów. Przed nami dostrzeżemy skrzyżowanie ulic pomiędzy polami. Już stąd wiemy, że musimy skręcić w lewo. Widoczny rząd drzew po lewej skrywa koryto lokalnego potoku płynącego w głębokim wąwozie, który podziwialiśmy kilka minut wcześniej. Idąc do skrzyżowania dróg, po lewej stronie patrzymy na piękne wzgórza, które w górnej części są zalesione, a w dolnej widzimy piękne, kwitnące polany, ciągnące się bardzo daleko. Zieleń jest tutaj wszechobecna. Wybieramy drogę w lewo, gdzie stoi pojedynczy dom z tarasem. Idziemy w jego kierunku asfaltową drogą. Za domem, po lewej stronie wydaje nam się, że mamy las, a to jest tylko rząd drzew po obu stronach koryta potoku w wąwozie. Od tego domu wąwóz jest najgłębszy i wchodząc za linię drzew możemy zobaczyć jaki jest ogromny. Ciągle dziwiłem się, że taki mały potoczek potrzebuje takiego wielkiego koryta… Od miejscowych słyszałem, że w czasie długotrwałych ulew woda potrafi wylać na okoliczne pola. Za rzędem drzew dalej ciągną się pola. Po prawej stronie drogi mamy pola i w oddali kilka domów. W połowie drogi prowadzącej wzdłuż drzew po lewej stronie dostrzeżemy metalowe schody. Możemy zejść do wąwozu i zobaczyć go od środka. Za kolejne trzy minuty dochodzimy do skrzyżowania asfaltowych ulic. Uliczka w prawo prowadzi na widoczny cmentarz. Idziemy na wprost. Za około minutę marszu wychodzimy na większe skrzyżowanie wąskich asfaltowych dróg. Po lewej widzimy szkołę podstawową z pięknymi ogrodami. Wybieramy całkiem lewą uliczkę, ciągnącą się wzdłuż budynku szkoły. Naszą dróżkę za szkołą kończą metalowe czerwono-białe barierki. Teraz jesteśmy na głównej drodze w Cisownicy, gdzie i tak panuje niesamowity spokój. Po przeciwnej stronie widzimy bardzo piękne miejsce na odpoczynek ze stołami i ławkami. Dookoła kwitną kwiaty. Skręcamy w lewo.

Potok płynący w głębokim wąwozie. Tutaj schodzimy przy pomocy metalowych stopni. Również w tym miejscu kończy się wąwóz

Droga wzdłuż głębokiego wąwozu

Główną drogą pójdziemy przez około 4 min. Jest kręta, ale my idziemy na wprost. Po lewej stronie miniemy kościół, a dalej, po prawej – wyraźnie opisany budynek Zboru Ewangelicko-Augsburskiego. Tuż za nim skręcamy w prawo w pierwszą, najmniej znaczącą, asfaltową uliczkę pod górę. Teraz będziemy podchodzić pod niewielką stromiznę, a uliczka zakręci łukiem w lewo pod kątem prostym. Nie ma tu innej możliwości. W kolejne trzy minuty dochodzimy do skrzyżowania z domem po lewej stronie. My skręcamy w prawo, gdzie widać porzucony fundament domu. Teraz wędrujemy ciągle przed siebie widoczną uliczką, niezależnie od skrzyżowań, które mijamy. Właśnie stąd mamy wspaniały widok, na dużą część pól i zielonych wzgórz. Krajobraz jest malowniczy! Tą ulicą będziemy iść przez jakieś 12 min, aż miniemy rzadką zabudowę domów jednorodzinnych, za którą po prawej stronie zobaczymy las, a przed nami będziemy patrzeć z góry na główną i dość ruchliwą drogę. Dochodzimy do niej. Myślę, że tutaj jest najtrudniejszy etap całej wędrówki, ponieważ musimy pójść na wprost, a przecież przed nami są tylko zarośla. Przejdźmy na drugą stronę skrzyżowania i głównej ulicy. W zaroślach znajdziemy wyraźną przerwę. Zejdźmy na tą leśną ścieżkę. Jeśli nie możesz jej znaleźć, skręć w prawo i idź kilka metrów, a znajdziesz bardziej wyraźną, leśną drogę. Kieruj się nią prostopadle do głównej ulicy, idąc w las. Powinna prowadzić w głąb lasu. Wewnątrz jest bardzo pięknie, ponieważ po prawej stronie drogi bardzo gęsto kwitną niezapominajki oraz żółte jaskry. Aż chce się tu zostać na dłużej! Wyraźną drogą leśną maszerujemy do momentu, aż przekroczymy malutki potok, wzdłuż którego rośnie czosnek niedźwiedzi. Tutejsza zieleń bardzo zachwyca! Droga leśna zakręca w prawo, ale my pójdziemy słabo wydeptaną ścieżką w lewo za potokiem do widocznego ogrodzenia. Teraz wędrujemy pięknie skoszoną trawą i szeroką, trawiastą drogą wzdłuż ogrodzenia. Z tej perspektywy wydaje się, że wchodzimy komuś na posesję, a jest to fragment spacerowego szlaku, gdzie wyjście znajduje się na końcu ogrodzenia, pomiędzy dwoma domami. Idziemy na wprost trawiastej drogi, aż dochodzimy do dwóch domów, gdzie często jest zaparkowany jeden samochód. Na końcu wychodzimy na asfaltową ulicę w… Goleszowie.

 
Kolejne wzgórza i polany Cisownicy

Widoczny dom w tle - na tym skrzyżowaniu skręcamy w prawo

Ścieżka na którą wchodzimy z ruchliwej drogi, przechodząc przez wąski pas zarośli. Znakiem rozpoznawczym dobrze wybranej drogi są kwitnące niezapominajki i jaskry. Wzdłuż widocznego cienia na zdjęciu przebiega ruchliwa droga. Dzięki temu możemy zobaczyć pod jakim kątem przebiega ścieżka, której szukamy

Kwitnące niezapominajki przy poszukiwanej ścieżce

Potok tuż przed ogrodzeniem i trawiastą ścieżką

Przejście pomiędzy dwoma domami trawiastą ścieżką

Jesteśmy już blisko! Skręcamy w lewo. Idziemy ul. Zieloną do pierwszego skrzyżowania. Przechodzimy je na wprost, gdzie nazwa zmienia się na ul. Stromą. Ulica prowadzi cały czas pod górę i odtąd nie skręcamy nigdzie. Idziemy aż do jej samego końca. Po prawej stronie możemy podziwiać rozległe pola Goleszowa i okolic oraz słynne, trójkątne hotele w Ustroniu. Po lewej mamy kolejne malownicze, zielone i pełne kwiatów wzgórza. Tutaj jest bajecznie! Ulicą Stromą idziemy do samego końca, gdzie dalej, zakręca krótkim łukiem w prawo. Odtąd zaczynamy dość stromo schodzić. Za łukiem, po lewej stronie za ogrodzeniem na nasz widok bez końca ujada pies, który podbiega do najdalej wysuniętego narożnika. Schodzimy do skrzyżowania i tam skręcamy w lewo i za chwilę łukiem w prawo – innych możliwości nie ma. Na ostatnim skrzyżowaniu, skręcamy w prawo, gdzie dochodzimy w trzy minuty do ruchliwej i głównej drogi (ul. Ustrońska) z Ustronia, prowadzącej do centrum Goleszowa. Jest tutaj chodnik, więc skręcamy w lewo i dochodzimy wzdłuż ulicy w 7-8 min do Domu Kultury w Goleszowie, mijając po drodze market „Dino”.

PODSUMOWANIE
Mając kilka opcji do wyboru, możemy wybierać, co chcemy zobaczyć. Osobiście polecam łączenie omówionych tras, żeby zobaczyć jak najwięcej. Na początek zawsze wybieram czarny szlak z Goleszowa na Małą Czantorię, a później schodzę przez Cisownicę do Goleszowa, dzięki temu jestem w tym samym punkcie, ale wracam różnymi szlakami. Chociaż w Cisownicy nie ma szlaków turystycznych górskich pieszych, to pomimo, że wędrujemy w większości wiejskimi uliczkami i leśnymi drogami, to co chwilę możemy zobaczyć piękne, sielankowe krajobrazy, wzgórza pełne zieleni i kwiatów oraz przede wszystkim zaznamy spokoju. Uwielbiam tą trasę ze względu na fakt, że przyjezdni turyści nie wiedzą o niej, bo jest po prostu nieznana i nigdzie nie opisana. Ja też bym jej nie znał, ale w 2010 roku, kiedy prowadziłem jeszcze górski klub, poznałem o 20 lat starszą ode mnie Otylię i jej o 10 lat starszą siostrę Anię, które pokazały mi Cisownicę z perspektywy „tubylca”, stąd do dziś chodzę ich śladami. Samemu pewnie nigdy nie poznałbym tych dróg. Z kolei szlak z Wisły Jawornik na Przełęcz Beskidek, Wielką Czantorię i Małą Czantorię pozwala zobaczyć niesamowicie piękne polany z widokami na odległe góry, kipiącą zielenią i kwiatami wiosnę oraz poczujesz tutaj spokój i wyciszysz się. Dodatkową atrakcją jest ujrzenie „deszczu” z płatków kwiatów kwitnącej czeremchy. Wybierając tę możliwość polecam zejść żółtym szlakiem do Ustronia, żeby zobaczyć kwitnące tysiącami mniszków polany w zupełnym zaciszu. Pomimo wędrówek przez wioski, zobaczymy tu wspaniałe krajobrazy i niesamowite widoki. Taka wiosna każdego zachwyci!

5 komentarzy:

  1. Wiesz co chcę napisać cudnie wiosenna bajka, raj,dzięki Michał pozdrawiam cieplutko ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało. Wiem, że bardzo tam chciałaś być. Myślę, że za rok Ci się uda i też zobaczysz te piękne widoki. I ja Ciebie pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  2. Beskid Śląski jest przepiękny wiosną i latem. Zapraszamy także zimą, jest trochę trudniej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, bo schodziłem go wzdłuż i wszerz. Zimą jest trochę trudniej, dlatego przyjeżdżam tylko, gdy są najsilniejsze mrozy, bo takie warunki uwielbiam :)

      Usuń
  3. dzięki Michał, bardzo pomocne, też kocham beskid Śląski, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń