Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trudności na szpiglasowym wierchu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trudności na szpiglasowym wierchu. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 grudnia 2016

Szlak na Szpiglasowy Wierch, łańcuchy i trudności na Szpiglasowym Wierchu

Szlak na Szpiglasowy Wierch  Szpiglasowy Wierch trudności i łańcuchy

SZLAK NA SZPIGLASOWY WIERCH
Szlak na Szpiglasowy Wierch jest uważany za jeden z najłatwiejszych w całych Tatrach. Nie bez powodu nazywano go „ceprostradą”, ponieważ idą nim całe tłumy. Co je tak przyciąga? Z pewnością niepowtarzalne widoki, które uchodzą za jedne z najpiękniejszych w całych Tatrach. Jeśli ktoś lubi niesamowite widoki, a nie przeszkadza mu fakt, że trasa jest łatwa, to musi obowiązkowo przejść ten szlak. Ja też skusiłem się wiele razy, ponieważ ze szczytu Szpiglasowego Wierchu można zobaczyć fragment Czarnego Stawu pod Rysami, najwyższe szczyty Tatr, czy też niepowtarzalne stawy Doliny Pięciu Stawów Polskich. Zejście do tej doliny nie jest łatwe, dlatego jedynie osoby, które mają już doświadczenie w chodzeniu szlakami ubezpieczonymi łańcuchami powinny wybierać tę opcję. Widoki po drugiej stronie Szpiglasowego Wierchu są zupełnie inne, a po zejściu długim odcinkiem z trudnościami technicznymi możemy całkowicie się wyciszyć, ponieważ będziemy przechodzić przez rozległe trawiaste hale z mnóstwem kolorowych kwiatów. Tutejsza przyroda jest po prostu przepiękna! Szlak na Szpiglasowy Wierch zaczyna się tuż przed schroniskiem nad Morskim Okiem. Nie będę omawiać szczegółowo drogi do Morskiego Oka, ponieważ opisałem ją na osobnej podstronie: szlak na Morskie Oko – czyli na co zwrócić uwagę? Naszą przygodę rozpoczynamy na płaskim terenie asfaltowym przy schronisku, gdzie po naszej prawej stronie, przy jarzębinach, zauważymy strzałkę z żółtym znakiem i napisem: Szpiglasowy Wierch 2h 25min. Już na początku wspomnę, że do Szpiglasowej Przełęczy nie zobaczymy żadnych trudności i jedyne co będziemy musieli mieć, to dość dobrą kondycję, ponieważ będziemy iść ciągle do góry. Od początku można pójść szybszym krokiem, ponieważ po przejściu kilkunastu pierwszych stromych, kamiennych stopni rozpoczyna się bardzo długi odcinek ścieżki, gdzie w ogóle nie zmęczymy się. Podchodząc stopniami, idziemy przez skupisko bardzo gęstej kosodrzewiny. Pomiędzy nią zobaczymy wiele zarośli, paproci i wielkich liści, wyrastających z ziemi. Wystarczy iść tak około dwie minuty, gdzie będziemy dość często schylać się w zaroślach, po czym szlak zakręci pod kątem prostym w lewo. Nasza ścieżka od samego początku jest bardzo wygodna, ponieważ wędrujemy chodnikiem z ułożonych, białych kamieni. Warto spojrzeć w lewo, ponieważ zauważymy tu ciekawy świerk, a raczej jeden pień, z którego wyrastają cztery drzewa tego gatunku. Jeden ze świerków, ten najbardziej wysunięty na lewą stronę, rośnie bardzo nietypowo, ponieważ na jego pniu utworzyło się coś na wzór kolana, za którym pień zakręca ponownie w lewo pod kątem prostym. Dopiero za zakrętem drzewo rośnie ku górze. Od tego miejsca szlak prowadzi nas wschodnimi zboczami, najpierw Opalonego Wierchu, a później Miedzianego – u stóp tych gór. Idąc ścieżką, bardzo powoli będziemy osiągać wysokość, przez co poczujemy się, jakbyśmy szli miejskim chodnikiem.


Odbicia Mięguszowieckich Szczytów w wodach Morskiego Oka o godzinie 4.35 rano

Od samego początku, tuż za zakrętem z poczwórnym świerkiem, przechodzimy w skupisku na tyle niskiej kosodrzewiny, że mamy ciągłe i wspaniałe widoki na Morskie Oko. Idąc kilka minut tą ścieżką, zakręcamy w prawo, mijając wielki głaz po lewej. Za dosłownie chwilę, ponownie skręcamy w lewo i przechodzimy płaską skałą. W tym miejscu przekraczamy pierwszy naturalny mostek nad pierwszym potokiem. Za zakrętem mijamy po lewej stronie, duży i dość płaski głaz, na którym widnieje znak szlaku. Za pięć minut przekraczamy kolejne potoki. Tym razem dwa na raz. Woda płynie w nich bardzo wolno i niewielkim strumieniem. Płyną równolegle, w pobliżu siebie. Wystarczy dość ciepłe lato, by oba potoki zanikły. Przechodząc pomiędzy nimi, spójrzmy do góry – zobaczymy, jak wody sączą się po gładkich, ukośnie nachylonych płytach skalnych. Szybko przekonamy się, że nasza trasa obfituje w wodę, ponieważ już za moment dochodzimy do kolejnego strumyku. Ten wydaje się większy i jego źródła nie wysychają przez cały rok. Jego wąskie koryto prowadzi pomiędzy skałami, a my przechodzimy kamiennym chodnikiem nad nim. Jako, że strumyk jest szerszy niż wszystkie poprzednie, dźwięk jego wód usłyszymy znacznie wcześniej, zanim tu dotrzemy. Kilkadziesiąt metrów dalej, przechodzimy następny, bardzo wąski, o słabym nurcie potok. Uważny obserwator powinien zauważyć coś więcej – tuż za nim trzeba przyglądać się kamieniom, z których ułożono chodnik. Na jednym z nich zauważymy wykute trzy zera. Przekraczanie potoków i strumyków nie kończy się, ponieważ wystarczy przejść kolejne kilkadziesiąt metrów, by dojść do wyraźnego i dużego potoku, gdzie szlak zakręca najpierw w lewo, a później w prawo. Koryto stanowi wąski żleb, który przecina naszą trasę. Wody jest tak dużo, że turyści najczęściej wybierają to miejsce, by nabrać jej do butelek. Za chwilę przekraczamy jeszcze dwa następne strumyczki, ale w większym odstępie od siebie. Nieco dalej jest jeszcze trzeci, gdzie za chwilę, po prawej stronie zauważymy trzy niskie drewniane barierki, przypominające płotki, które mają zabezpieczać szlak przed osuwającym się śniegiem w zimie. Kilkanaście metrów dalej przechodzimy przez następny strumień, za którym zauważymy po lewej stronie sześć drewnianych płotków, spełniających to samo zadanie. Tuż za nimi, powinniśmy zauważyć dość ciekawy, płaski głaz, który wygląda, jakby „spływał” ukośnie ze szlaku w stronę Morskiego Oka. Sam głaz może nie jest jakiś niezwykły, ale ozdabia go bardzo mały, jarzębinowy zagajnik. W środku lata możemy zobaczyć tu kolorowe widowisko, ponieważ czerwone owoce jarzębiny na tle zielonych wód Morskiego Oka i niebieskiego nieba wyglądają przepięknie! Po prawej stronie ścieżki, patrząc ciągle z tego samego miejsca, będziemy mieli strome zbocze, które niejako przecinamy wzdłuż. Powinniśmy zauważyć tu dużą skałę, pod którą znajduje się niewielka jama. Na górze głazu rośnie bujna kosodrzewina. Miejsce jest tak urokliwe, że większość turystów zatrzymuje się, by podziwiać tutejsze widoki.

wtorek, 8 marca 2016

Szpiglasowy Wierch w sierpniu

 

Jest! W końcu będzie słoneczna pogoda w sobotę! Tak właśnie cieszyliśmy się na myśl, że dzień wolny będzie pogodny. Słoneczne weekendy to raczej rzadkość, dlatego planowaliśmy pojechać w góry, żeby wykorzystać ten czas. Ja i Daniel chcieliśmy wybrać jakiś dość łatwy, ale zarazem widokowy i piękny szczyt w Tatrach, żeby pokazać mojej żonie – Moni – Tatry. Jako, że to miał być dla niej debiut w Tatrach, chcieliśmy je zaprezentować z jak najlepszej strony. Szybko zdecydowaliśmy się na Szpiglasowy Wierch, ponieważ szlak prowadził tu pięknymi polanami z widokiem na Morskie Oko i Czarny Staw pod Rysami. Dodatkowo kwitło tu mnóstwo kwiatów, a widok ze szczytu z pewnością należy do jednych z najpiękniejszych w Polsce. Właśnie to dla niej przygotowaliśmy, żeby za pierwszym razem nie zraziła się do gór, ale raczej, żeby je „poczuła”. Była jeszcze z nami Ilona, ale te szlaki są dobrze jej znane, więc dołączyła się do naszej grupy z przyjemnością, bo liczył się sam fakt, że mogła pojechać w góry.

Umówiliśmy się standardowo na godzinę 00.00 w nocy, a to ze względu na mój stały plan działania w Tatrach. Wyjeżdżając o tej godzinie, na miejscu jest się przed 3.00 w nocy. Wyruszając o tym czasie ma się blisko trzyipółgodzinną przewagę nad tłumami, które zwykle gromadzą się nad Morskim Okiem w porze przyjazdu pierwszego busa, tj. około godziny 7.00. Chcąc cieszyć się ciszą i wspaniałymi widokami trasę zaplanowaliśmy tak, aby nad Morskim Okiem zastał nas wschód Słońca. Dodatkową atrakcją miały być lustrzane odbicia gór w wodach tego stawu. Monia zawsze chciała zobaczyć Morskie Oko przy pięknej pogodzie, a my chcieliśmy, żeby zobaczyła znacznie więcej. Ale to nie koniec niespodzianek, bo w trakcie przejazdu autostradą A4 za pierwszymi bramkami za Mysłowicami, zadzwonił telefon. Dzwonił do mnie Robert z pracy, i powiedział, że jest około 10min drogi za nami i że też jedzie na Szpiglasowy Wierch. Zdziwiłem się, że mamy takie same plany. Dopowiedział, że jest z nim Brygida i Tomek. Umówiliśmy się zatem tak, abyśmy zobaczyli się na stałym już naszym przystanku – na stacji Orlen za Rdzawką pod Nowym Targiem. Tam poznaliśmy się i pojechaliśmy razem do celu. Na parkingu w Palenicy Białczańskiej byliśmy około godziny 3.00.
www.VD.pl