Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podarok gruzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podarok gruzja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 grudnia 2025

Gruzja - Swanetia II, cz. 6: Skalisty grzebień Podarok 3352 m n.p.m.

 


GRZEBIEŃ PODAROK 3352 m n.p.m.

PIĘKNA POGODA. NIEZWYKŁY WIDOK Z CHMURAMI

W końcu doczekaliśmy się pięknej pogody. Dwa dni, gdzie nie weszliśmy na „coś” wyższego, były dla nas mocno odczuwalne. Brakowało nam dłuższych tras w słońcu z możliwością podziwiania pięknych otwartych przestrzeni podczas spokojnych wędrówek. Kaukaska przyroda również miała wiele do zaoferowania. Standardowo wstałem o godzinie 5.50, aby sprawdzić aktualne warunki. Najważniejszymi punktami były dla mnie okno z naszego pokoju oraz łazienka z prysznicem. Z pokoju mogłem ocenić chmury ciągnące się nad szczytami w okolicach Mestii, a z łazienki mieliśmy chyba najlepszą panoramę na całą Ścianę Bezingi. Dzień zapowiadał się wręcz idealnie. Widząc odchodzące stratocumulus stratiformis perlucidus (chmury piętra niskiego, płaskie, poprzecinane na kształt zbliżony do poduszek) wiedziałem, że front z wilgotnym powietrzem odszedł w głębszą część Gruzji, a my mogliśmy cieszyć się bardzo dobrą pogodą. Mając wymarzone warunki do wędrówki wstaliśmy od razu, aby jak najszybciej móc zjeść śniadanie przygotowane wieczorem, spakować najpotrzebniejsze rzeczy i wyruszyć przed siebie. Wybraliśmy ambitną drogę, bo zakładaliśmy dojście do wielkiego garbu o wysokości 3352 m n.p.m., wchodzącego w skład grani Podarok. Dalej nic nie planowaliśmy, ponieważ obrany przez nas cel i tak wymagał długiego marszu oraz podejścia rzędu 1200 m, co pod względem wysokości względnej przewyższało nawet całą trasę na polskie Rysy. Z kwatery wyruszyliśmy tuż po godzinie 7.00. Kiedy zamknąłem furtkę za sobą zauważyłem, że coś mnie ciągnie. Czerwony cicik, którego zawsze zabierałem na wszystkie wyjścia w góry, tym razem zahaczył o metalowy pręt bramki. Został wyszarpany z zawieszki, przez co bezszelestnie upadł na trawę. Szybko zorientowałem się, dlaczego poczułem dziwne szarpnięcie z tyłu. Teraz nie mogłem przyszyć cicikowi uchwytu, dlatego zabrałem go do plecaka. Moją tradycją jest robienie mu zdjęć na szczytach lub w jakichś ciekawych, atrakcyjnych miejscach. Na początku drogi myśleliśmy, ile psów do nas dołączy. Trasę mieliśmy ambitną, dlatego nie zależało nam na dużej gromadzie. Idąc prawym obrzeżem wioski wypatrywaliśmy skąd nadejdą. Zazwyczaj wychodziły z ostatnich podwórek, kamperów lub spod drewnianych budek, gdzie sprzedawano pamiątki i dania kuchni gruzińskiej. Bioło Kepa obowiązkowo poszedł z nami. Był wierny, a my go lubiliśmy. Nieco dalej przyłączył się inny, średniej wielkości pies. Przed nami stanął również wielki kaukaz zwany „Nie Świeć”. Przejście obrzeżem wioski dostarczyło nam niesamowitych wrażeń. Nie tylko patrzyliśmy na fenomenalną, ośnieżoną Ścianę Bezingi, ale od bezimiennej góry 3242 m n.p.m., aż po pierwszy biały szczyt ciągnęły się wspomniane wcześniej chmury w kształcie poduszek. Przecinały pięciotysięczniki w połowie ich wysokości, a jednocześnie poprzez liczne szczeliny pomiędzy nimi mieliśmy wgląd na wyższe partie Shkhary. Chmury tworzyły niesamowicie głęboki efekt trójwymiarowości dwóch przestrzeni: jednej, w której właśnie się poruszaliśmy i drugiej, położonej ponad nimi – zupełnie nieosiągalnej dla nas. Czym bardziej zbliżaliśmy się do Ściany Bezingi, tym omawiane chmury rozpadały się na coraz mniejsze kawałki. Panowała zupełnie bezwietrzna i słoneczna pogoda. „Poduszki” nie zasłaniały słońca i to było dla nas najważniejsze. Zapewniały niepowtarzalne widowisko, którego nie mogliśmy sobie nawet wyobrazić.

www.VD.pl