SZLAK MORZEM KWIATÓW –
WYTYCZANIE NOWEJ TRASY
NASZE
PLANY
Ten
dzień miał być zupełnie inny od poprzednich. Pierwsze z nich wykorzystaliśmy na
górskie wędrówki. Najpierw poszliśmy na lodowiec Shkhara, aby rozruszać nogi
oraz popatrzeć na piękne panoramy oraz sprawdzić jakie zaszły zmiany. Drugiego
i trzeciego dnia wybraliśmy wysokie szczyty, wymagające dobrej kondycji, choć nie
napotkaliśmy żadnych trudności technicznych na szlakach. Obie wędrówki
zaoferowały nam niepowtarzalne panoramy na Ścianę Bezingi i dalszy ciąg Kaukazu
oraz mogliśmy zobaczyć niesamowite morza kwiatów. Widok na Ushbę z dużej
wysokości zawsze zachwycał oraz robił ogromne wrażenie na każdym, kto ją
ujrzał. Na dzisiaj zaplanowaliśmy odpoczynek, aby mieć siły na kolejne
wymagające trasy pod względem kondycyjnym. Jednak nie myśleliśmy o bezczynnym siedzeniu.
Założyliśmy, że w przypadku pięknej słonecznej pogody, również wyruszymy w teren,
ale na nieco innych zasadach. Chcieliśmy iść tak, aby w przybliżeniu przebywać
na podobnej wysokości, a jednocześnie móc przejść spory kawałek drogi w celu
podziwiania pięknych roślin. Jak zawsze nie narzucaliśmy sobie żadnych ram czasowych,
w których powinniśmy zrealizować wybrany cel. Za to mieliśmy cieszyć się każdą
atrakcją, ile tylko chcieliśmy. Wpadłem na pomysł dotarcia do głazu „Gebels”,
skąd dalej poszlibyśmy przed siebie widoczną na początku wąską ścieżką
wydeptaną przez konie i krowy. Nie planowaliśmy wczesnego wstawania, ponieważ
dzisiaj chciałem dokładnie sfotografować wszystkie kwiaty, o których dotychczas
tyle mówiłem. Nowa trasa obfitowała w każdy ich rodzaj, poza szachownicą
cesarską. Założyliśmy, że wyjątkowo zamówimy śniadanie u naszego gospodarza.
Dotychczas po powrocie z gór jedliśmy kolacje u Miriama, a teraz chcieliśmy
spróbować miejscowego śniadania. Wiedziałem, że na pewno będzie bardzo dobre. Umówiłem
je na godzinę 7.00, ponieważ około 8.00 chcieliśmy wyruszyć w nieznane. Celowo
nie zaczynaliśmy jak podczas poprzednich dni, bo czekaliśmy na słońce, które
oświetliłoby kwiaty. Dzięki niemu mógłbym wydobyć ich pełnię kolorów na
zdjęciach. Z racji położenia wybranej trasy musieliśmy opóźniać wyjście z
kwatery do momentu aż słońce przebędzie nieco pozornej drogi na niebie, aby w
pełni mogło oświetlić dużo dłużej zacienione stoki. Kiedy spojrzałem na mapę, zauważyłem,
że tak naprawdę będziemy przecinać poziomo wszystkie zbocza wchodzące w skład
punktu widokowego 2980 m n.p.m., Chubedishi 3015 m n.p.m. oraz części
bezimiennego szczytu 3153 m n.p.m. Sami nie wiedzieliśmy, ile z wyznaczonej drogi
uda nam się zrealizować. W każdym razie, byliśmy bardzo ciekawi, co zobaczymy. Podczas
wieczornego zamawiania śniadania na dzień dzisiejszy gospodarz zapytał mnie
skąd jestem. Kiedy usłyszał, że z Polski, od razu się zgodził. Normalnie
przygotowuje je na 8.00 rano.