Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwieciste polany gruzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwieciste polany gruzja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 grudnia 2025

Gruzja - Swanetia II, cz. 4: 8-kilometrowy szlak kwiecistych polan

 


SZLAK MORZEM KWIATÓW – WYTYCZANIE NOWEJ TRASY

NASZE PLANY

Ten dzień miał być zupełnie inny od poprzednich. Pierwsze z nich wykorzystaliśmy na górskie wędrówki. Najpierw poszliśmy na lodowiec Shkhara, aby rozruszać nogi oraz popatrzeć na piękne panoramy oraz sprawdzić jakie zaszły zmiany. Drugiego i trzeciego dnia wybraliśmy wysokie szczyty, wymagające dobrej kondycji, choć nie napotkaliśmy żadnych trudności technicznych na szlakach. Obie wędrówki zaoferowały nam niepowtarzalne panoramy na Ścianę Bezingi i dalszy ciąg Kaukazu oraz mogliśmy zobaczyć niesamowite morza kwiatów. Widok na Ushbę z dużej wysokości zawsze zachwycał oraz robił ogromne wrażenie na każdym, kto ją ujrzał. Na dzisiaj zaplanowaliśmy odpoczynek, aby mieć siły na kolejne wymagające trasy pod względem kondycyjnym. Jednak nie myśleliśmy o bezczynnym siedzeniu. Założyliśmy, że w przypadku pięknej słonecznej pogody, również wyruszymy w teren, ale na nieco innych zasadach. Chcieliśmy iść tak, aby w przybliżeniu przebywać na podobnej wysokości, a jednocześnie móc przejść spory kawałek drogi w celu podziwiania pięknych roślin. Jak zawsze nie narzucaliśmy sobie żadnych ram czasowych, w których powinniśmy zrealizować wybrany cel. Za to mieliśmy cieszyć się każdą atrakcją, ile tylko chcieliśmy. Wpadłem na pomysł dotarcia do głazu „Gebels”, skąd dalej poszlibyśmy przed siebie widoczną na początku wąską ścieżką wydeptaną przez konie i krowy. Nie planowaliśmy wczesnego wstawania, ponieważ dzisiaj chciałem dokładnie sfotografować wszystkie kwiaty, o których dotychczas tyle mówiłem. Nowa trasa obfitowała w każdy ich rodzaj, poza szachownicą cesarską. Założyliśmy, że wyjątkowo zamówimy śniadanie u naszego gospodarza. Dotychczas po powrocie z gór jedliśmy kolacje u Miriama, a teraz chcieliśmy spróbować miejscowego śniadania. Wiedziałem, że na pewno będzie bardzo dobre. Umówiłem je na godzinę 7.00, ponieważ około 8.00 chcieliśmy wyruszyć w nieznane. Celowo nie zaczynaliśmy jak podczas poprzednich dni, bo czekaliśmy na słońce, które oświetliłoby kwiaty. Dzięki niemu mógłbym wydobyć ich pełnię kolorów na zdjęciach. Z racji położenia wybranej trasy musieliśmy opóźniać wyjście z kwatery do momentu aż słońce przebędzie nieco pozornej drogi na niebie, aby w pełni mogło oświetlić dużo dłużej zacienione stoki. Kiedy spojrzałem na mapę, zauważyłem, że tak naprawdę będziemy przecinać poziomo wszystkie zbocza wchodzące w skład punktu widokowego 2980 m n.p.m., Chubedishi 3015 m n.p.m. oraz części bezimiennego szczytu 3153 m n.p.m. Sami nie wiedzieliśmy, ile z wyznaczonej drogi uda nam się zrealizować. W każdym razie, byliśmy bardzo ciekawi, co zobaczymy. Podczas wieczornego zamawiania śniadania na dzień dzisiejszy gospodarz zapytał mnie skąd jestem. Kiedy usłyszał, że z Polski, od razu się zgodził. Normalnie przygotowuje je na 8.00 rano.

www.VD.pl