Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chubedishi 3015m. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chubedishi 3015m. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 grudnia 2025

Gruzja - Swanetia II, cz. 3: Grań Chubedishi

 


GRAŃ CHUBEDISHI

Standardowo wstałem o godzinie 5.50, aby sprawdzić niebo. Nie do końca podobały mi się chmury nad szczytami w okolicach Mestii. Jeśli stamtąd coś przychodzi, to wiedz, że będzie załamanie pogody. Jednak na razie panowała idealna pogoda. Uznałem, że warunki nadają się na wędrówkę i mimo wszystko wiele zobaczymy, dlatego zacząłem przygotowywać gruziński chleb, który stał się obowiązkowy każdego dnia. Dwa zjedliśmy przed wyjściem, a dwa trzymałem na ewentualność spotkania z psami, żeby mieć czym je nakarmić. Doświadczenie z wczorajszej wędrówki, gdzie w krzakach na szybko „po tajniaku” musiałem zjadać sałatkę, pokazało mi, że trzeba działać wyprzedzająco. Wyrobiliśmy się do godziny 7.00. Poranek przywitał nas rześkim, górskim powietrzem, ale wiedzieliśmy, że w słońcu będzie bardzo gorąco. Zabraliśmy więc rzeczy na upał i na deszcz. Odtąd myśleliśmy, jak przejść niepostrzeżenie, aby nie zauważył nas żaden pies. Nie liczyłem na cud, że wszystkie nagle znikną, ale z drugiej strony nie chcieliśmy mieć hordy, którą musielibyśmy wykarmić. Plan był taki, aby nie przechodzić blisko hotelu ani w pobliżu zabudowy. Najlepiej gdybyśmy poszli tuż za boiskiem piłkarskim, na główną drogę w kierunku Zagaro Pass. Dzięki temu szczyt niejako ukryłby nas przed czworonogami gromadzącymi się w Zhibiani. Niestety rozpoczęcie podejścia trawiastymi zboczami oznaczało, że wystawimy się na widok z różnych części wioski. Nie mieliśmy innego rozwiązania. Musieliśmy próbować.

 

WYRUSZAMY W GÓRY

Z kwatery wyruszyliśmy po 7.00 rano. Słońce zaczynało oświetlać najniżej położoną część Ushguli. Plusem wybranej trasy jest bardzo bliskie położenie względem kwatery. Wystarczyło wyjść poza bramę, a za kilkadziesiąt metrów rozpoczynaliśmy szlak właściwy. Drugą zaletą była jej przejrzystość od samego początku. Nawet z pokoju widzieliśmy przebieg całej drogi na górę, dlatego nie mieliśmy możliwości jej zgubienia. Minusem wspomnianej widoczności był z pewnością fakt, że wszystkie psy w okolicy wyłapywały każdy ruch, jeśli ktokolwiek pojawił się na zielonych zboczach prowadzących do punktu widokowego 2980 m n.p.m. Nawet nie mieliśmy krzaków, żeby się za nimi schronić. Dlaczego tak bardzo uważaliśmy na nie dzisiejszego dnia? Ponieważ na szczycie chcieliśmy zagotować kiełbasy i zjeść dobry obiad. Przy podobnej obstawie jak wczoraj, nie mielibyśmy żadnych szans na realizację wspomnianego planu. Trasę bardzo dobrze znałem, dlatego za ostatnim guest house’m przy drodze w kierunku Zagaro Pass, od razu skręciliśmy w lewo. Za ogrodzeniem widać wyraźną ubitą drogę, kończącą się za kilkanaście metrów. Odtąd szliśmy zygzakami wydeptanymi w trawie przez krowy. U podnóża pasły się, wyjadając bujne kępy. Nierzadko widywaliśmy tutaj konie. I one upodobały sobie tę górę. Trzeba pamiętać, że omawiane zwierzęta nie są trzymane na uwięzi. Żyją luzem. Wybierają różne miejsca w ciągu dnia, ale kiedy zachodzi słońce wiedzą, dokąd mają wrócić. Krowy dodatkowo nauczone są przychodzenia na konkretną godzinę pod dany dom. Mucząc, przywołują gospodarza, żeby ją wydoił. W nocy śpią w przydomowych zaroślach, a rankiem same wyruszają w teren. Ten cykl powtarzają regularnie. Nikt nie musi ich pilnować.

www.VD.pl