Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gruzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gruzja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 grudnia 2025

Gruzja - Swanetia II, cz. 2: Góra 3242 m n.p.m.

 


BEZIMIENNA GÓRA 3242 m n.p.m.

Standardowo wstałem o godzinie 5.50 rano, aby sprawdzić pogodę. Nasza chata pozwalała spojrzeć praktycznie na wszystkie strony świata. Wystarczyło podejść w odpowiednie miejsca, aby móc popatrzeć, jak wygląda sytuacja. Pokój umożliwiał nam spojrzenie na góry, którymi wiła się droga do Mestii oraz na punkt widokowy 2980 m n.p.m. Przedłużenie jego grani biegło w kierunku majestatycznej Ailamy 4547 m n.p.m. Ze wspólnego pomieszczenia wypoczynkowego, gdzie mieściły się szafy, stół, kanapa, szachy do gry i kilka krzeseł mogłem spojrzeć na pasmo w stronę Mestii. Najciekawszą panoramę jednak mieliśmy z… łazienki. Wystarczyło pójść pod prysznic i uchylić małe okienko, aby podziwiać Shkharę oraz jej sąsiednie, najwyższe, ośnieżone szczyty w całej swojej okazałości. Właśnie tam chodziłem codziennie sprawdzać jakie panują warunki pogodowe w okolicach pięciotysięczników. Odwiedzając wszystkie wyżej wymienione miejsca, będące zarazem punktami obserwacyjnymi, zauważyłem, że dzisiaj aura będzie stabilna i słoneczna. Odpoczywając wczoraj na tak zwanym „Cicinkowym Wzgórzu”, zastanawiałem się, jaką trasę wybrać, ponieważ spodziewając się idealnej pogody, chciałem żebyśmy odwiedzili punkt widokowy 2980 m n.p.m., jednak po dłuższej chwili zmieniłem zdanie. Pomyślałem, abyśmy skorzystali z wyjątkowo stabilnej aury i od razu weszli na górę 3242 m n.p.m. Jeszcze raz przypomnę, że „Cicinkowe Wzgórze” to niewielkie wzniesienie porośnięte bardzo gęsto różowymi, puchatymi kwiatami o nazwie rdest wężownik, gdzie odpoczywaliśmy w drodze powrotnej z lodowca, położone na końcu rozległej, półtorakilometrowej, kwiecistej polany.


DLACZEGO WYBRAŁEM TĘ GÓRĘ?

Widząc, jak dobre mamy warunki, pomyślałem, że pozaszlakowy szczyt będzie zdecydowanie piękniejszy ze względu na swój niepowtarzalny charakter. Spodziewałem się potężnej panoramy na sporą część głównego ciągu Kaukazu. Dodatkowo liczyłem na morze pełników altaicus i innych białych kwiatów (zawilec narcyzowy), zachwycających swoją delikatnością. Po cichu również myślałem o widowisku podobnym do kwitnienia krokusów w Dolinie Chochołowskiej, tyle że zamiast nich miały być inne, drobne, o podobnym kolorze kwiaty nazywane pierwiosnkami maleńkimi. W każdym razie miałem pewność, że jeśli dobra pogoda utrzyma się przez cały dzień, to będziemy mieli niepowtarzalne panoramy, których nigdy nie zapomnimy. Ostatecznie mój wybór padł na górę o wysokości 3242 m n.p.m. Codziennie patrzyliśmy na nią z kwatery i z poziomu wioski. U jej stóp widniały ogródki warzywne, a powyżej, na każdym skalistym garbie pokrytym żywo-zieloną trawą rosły pasy żółtych kwiatów podobnych do wrzosów (janowiec lidyjski). Można powiedzieć, że w tym czasie opanowały całe zbocze na jednakowej wysokości. Bardzo nam się podobały. Wspomniany szczyt widoczny po drugiej stronie rzeki Enguri to góra, na którą właśnie się wybieraliśmy. Z Ushguli wyglądała bardzo stromo, a w wyższych partiach nawet skaliście. Jednak nie zamierzaliśmy wchodzić od zamieszkałej strony. Zależało nam na pozaszlakowej wędrówce, wykorzystując jedynie początkowy fragment trasy do lodowca. Później mieliśmy odbić na zielone zbocze, przeciąć je wzdłuż pod ukosem, po czym zanurzyć się w kwiecistych polanach bez wytyczonych ścieżek. Dalej zakładałem strome podchodzenie w linii prostej aż do poziomu ostatniej zieleni. Po przekroczeniu tej granicy wspomniany skalisty grzbiet wymagał przejścia kamienistą granią z płatami śniegu po obu jej stronach. Pod szczytem spodziewałem się aż 5-6 metrowej, prawie pionowej ściany śnieżnej, gdzie musieliśmy wyżłobić stopnie ułatwiające jej pokonanie. Zastanawiałem się tylko, ile psów do nas dołączy, a ile z nich wejdzie na sam wierzchołek.

piątek, 4 marca 2016

Kazbek 5054 m n.p.m., Gruzja

Kazbek relacja droga na Kazbek

MOJE OBAWY
Nowa relacja z 2021 roku znajduje się tutaj: Kazbek - Wyprawa.
Jak tam będzie? Jakie będą trudności? Jacy są Gruzini? Co mnie tam spotka? Jakie są szlaki górskie w Gruzji? – takie pytania zadawałem sobie jeszcze przed odlotem w drodze na Kazbek. Długo szukałem chętnych osób, które miałyby podobny cel podróży, jak ja. Ostatecznie nie znalazłem nikogo. Pojechałem samemu w nadziei, że poznam jakąś ekipę na miejscu i dołączę do niej. Nie obawiałem się kwestii bezpieczeństwa, a raczej tego, jaka będzie Gruzja. To państwo stało się dla mnie nowym polem do działania, ale bardzo nieznanym. Do samolotu wsiadałem w krótkich spodenkach, ponieważ w czerwcu temperatura w Tbilisi nierzadko przekracza 30°C. W samolocie przed lądowaniem ogłoszono, że na miejscu jest +22°C o 4.00 rano, więc spodziewałem się upałów. Wiedziałem, że jeśli w nocy jest ciepło, to za dnia musi być przynajmniej 32°C. Od dwudziestu lat prowadzę statystyki pogodowe, więc oczekiwany przedział temperaturowy przyjąłem na podstawie doświadczenia. Zastanawiałem się również nad wyborem linii lotniczej. Wybrałem Polskie Linie Lotnicze LOT, ponieważ cenowo wypadały znacznie lepiej niż tanie linie, które życzyły sobie dużych dopłat za bagaż. Swój plecak przygotowywałem starannie tak, żeby mieścił się w ramach przepisów wszystkich przewoźników, którymi miałem polecieć w niedalekiej przyszłości. Ekwipunek ważył 21,6kg. Bagażu podręcznego nie miałem ze sobą – jedynie aparat-lustrzankę. W celu zredukowania wagi bagażu, postanowiłem, że jedzenie i wodę w całości kupię na miejscu - w Gruzji. Musiałem jeszcze zdobyć walutę gruzińską. I tutaj małe słowo przestrogi: w czasie wyprawy kurs dolara wynosił około 3zł (dzisiaj około 3,80-4,00zł). Należy bardzo uważać, gdzie wymieniamy pieniądze, ponieważ lotniskowe kantory są nastawione na duże zyski. Polskie lotnisko w Warszawie miało niezwykle oszukany kurs, bo za 1 dolara brali aż 3,70zł! Sprzedaż dolara odbywała się  za 2,30zł. Pomyślałem, że z 3000zł zniknie mi aż całe 700zł! To ewidentnie za dużo! Zasada jest prosta - wymieniaj tylko tyle, aby wystarczyło ci na taksówkę do Tbilisi, lub ewentualnie na posiłek po przylocie, a resztę pieniędzy lepiej zamienić gdzieś na mieście. Jeszcze lepiej odkupić walutę od kogoś w Polsce, na kilka dni, tygodni przed zaplanowaną wyprawą. Dlaczego podałem dość dużą kwotę 3000zł? Ponieważ zabrałem ze sobą 1000$ amerykańskich. Po ewentualnym wejściu na Kazbek, chciałem przenieść się do Rosji, w celu wejścia na Elbrus. Praktyka okazała się zupełnie inna. Na cały mój pobyt w Gruzji zamieniłem tylko 300$, z czego i tak 100$ mi zostało… A czym lata LOT do Gruzji? W czasie mojej wyprawy leciałem Embraerem 190. To mały samolot wyprodukowany w 2011 roku z 112 miejscami, ale bardzo wygodny, czysty i co najważniejsze robiący pozytywne wrażenie. Ciągle widać, że LOT nie poprawił jakości obsługi pomimo upływu lat - niezmiennie na pokładzie podają tylko Prince Polo i wodę mineralną, podczas, gdy inne linie lotnicze (regularne) podają przyzwoity posiłek. W trakcie rejsu podziwialiśmy piękne burze z góry. Widzieliśmy dziesiątki strzałów w niebo, gdzieś z dala od nas. Byłem zachwycony tym zjawiskiem. Samolot przyleciał do Tbilisi z 15-sto minutowym opóźnieniem, wynikającym z opóźnionego startu. Dla nas każda minuta opóźnienia była na rękę, ponieważ wylądowaliśmy po czwartej rano. I tak nic nie jeździło o tej porze. Pomimo, że jesteś obcokrajowcem, obsługa lotniska wita cię bardzo gorąco, ciesząc się, że odwiedzasz ich skromny kraj. Już w tym momencie poczujesz, że Gruzja jest szczególnym krajem i będzie się działo wiele pozytywnych rzeczy! Polacy przechodzą bardzo szybko i sprawnie kontrolę paszportową. Dosłownie, jakbyś był obywatelem Gruzji. Do paszportu dostajesz trochę większy niż sam dokument mini folder turystyczny z życzeniem, aby ten pobyt był dla ciebie niezapomniany. Po odbiorze bagażu, od razu podchodzą do nas tak zwani naganiacze i proponują taksówkę. O 4.00 rano warto podjechać do Tbilisi Didube taksówką, ponieważ kosztuje 30 GEL. Jeśli nie będziesz się targować, mogą podwyższyć koszt do 45 GEL, pomimo, że na murze jest napisane: "taksówki do Tbilisi kosztują 25-30 GEL". Wybrałem jedną z nich, bo nie chciało mi się czekać aż trzy godziny do pierwszego autobusu nr 37, który za 0,5 GEL miał pojechać do miasta. Taksówkarz od razu zapytał skąd jestem. Po usłyszeniu słowa ‘Poland’, od razu powiedział: aaaa Lech Kaczyńcki! [nazwisko wymówił przez literę "c"]. Od razu poczułem się lepiej, ponieważ po angielsku zaczął opowiadać o Sakartwelo, czyli Gruzji. Dodatkowo wybrał trasę przez… ulicę Lecha Kaczyńskiego, która tutaj jest oznakowana tak samo, jak tablica z napisem "Wrocław" na autostradzie A4… Miałem wrażenie, że to „najświętsza” ulica w Tbilisi, skoro "musieli" ją oznaczyć największą tablicą, jakich w Polsce używa się do tworzenia drogowskazów z nazwami największych miast... Bardzo się zdziwiłem, że w Gruzji jest taka ulica… Po dotarciu na miejsce taksówkarz podpowiedział, skąd odjeżdżają marszrutki oraz inne taksówki do Kazbegi.
www.VD.pl