Po wczorajszym dniu, gdzie wchodziliśmy na Żabi Szczyt Niżni 2098 m n.p.m. Daniel spał w schronisku nad Morskim Okiem, a ja nad brzegiem stawu wciśnięty ze śpiworem pomiędzy dwa kamienie. Jako, że spałem samemu, patrzyłem dookoła, ponieważ noc obfitowała w piękne widoki. Przyglądałem się ludziom wracającym z gór. Pomimo nocnej pory wszystkie szczyty mieniły się od światła latarek „czołówek”. Wyglądało to, jakby świetliki błyszczały pośród skał. Co ciekawe, te światełka widziałem nawet na szczycie Rysów, czy też na Mięguszowieckiej Przełęczy pod Chłopkiem. Nawet w nocy mogłem zobaczyć przebieg tych szlaków, ponieważ na różnych wysokościach świeciły się światełka. Wiedziałem też, że ci ludzie kiedyś będą przechodzić obok mnie w środku nocy. Ten widok szczególnie utkwił mi w pamięci, ponieważ światełka sprawiały wrażenie, jakby wszystkie gwiazdy z nieba spadały na Tatry… Dodatkowo widziałem ich odbicia w spokojnych już wodach Morskiego Oka. Turyści chcieli koniecznie wykorzystać w pełni, tak piękny, słoneczny weekend. Nie dziwiłem im się, bo i my to samo robiliśmy. W środku nocy podziwiałem dodatkowo wspaniałe, rozgwieżdżone niebo. Temperatura przy gruncie spadła poniżej zera. Miałem -2°C. Mimo wszystko, byłem przygotowany do spania w takich warunkach. Z Danielem umówiliśmy się na godzinę 3.00 w nocy, skąd mieliśmy wyruszyć dalej – na Szpiglasowy Wierch 2172 m n.p.m. i Miedziane 2233 m n.p.m. W trakcie spania pokryła mnie grubokropelkowa rosa, a później to wszystko zamarzło…
O godzinie 3.00 w nocy bardzo szybko zebrałem się do wyjścia. Zjadłem na szybko czekoladę, strzepnąłem śpiwór ze szronu i zamarzniętych kropelek rosy i robiłem wszystko by rozgrzać zziębnięte stopy. Gotowy do wyjścia byłem o godzinie 3.15 w nocy. Po trzeciej słyszałem, jak ktoś mnie woła: „Michał, spisz?”. To oczywiście był Daniel. Opowiedział mi, co działo się w schronisku. Mówił, że nie wyspał się, ponieważ wiele ludzi piło alkohol i rozmawiało do 2.00 w nocy. Z góry wiedziałem, że tak będzie, ponieważ najczęściej ludzie piją alkohol w schroniskach po udanych wędrówkach górskich. Z tego powodu nie korzystam z usług schroniskowych od ponad dziesięciu lat. Daniel nie wyspał się, a ja miałem zziębnięte stopy. I tak po 3.15 w nocy wyruszyliśmy na Szpiglasowy Wierch, mając w nadziei podziwianie wschodu słońca z jego szczytu. Założyliśmy, że na szczyt będziemy potrzebowali około 2h 25min. Wiedzieliśmy, że około godziny 6.00 rano powinniśmy być już na wierzchołku. Nocnym szlakiem poszliśmy szybko. Nie rozglądaliśmy się za bardzo, ponieważ i tak wiele nie mogliśmy zobaczyć. Dopiero za bardzo długą pierwszą prostą, gdzie szlak zaczyna prowadzić trawersami, Daniel zauważył światełka w drodze na Rysy. Widzieliśmy, że ktoś podchodził w nocy na ten szczyt przy świetle „czołówek”. Po chwili zauważyliśmy dziwny ruch jednej z latarek, jakby ktoś spadał… Daniel myślał, czy zadzwonić po pomoc, ale po dłuższym przyglądnięciu się sprawie światełko „wróciło” na swoje miejsce. Pełni spokoju trawersowaliśmy kolejne etapy szlaku. Na Szpiglasowy dotarliśmy już o 5.36 rano, czyli jeszcze na długo przed wschodem słońca. Dopiero po półtorej godziny wędrówki moje stopy rozgrzały się i teraz czułem komfort. Podziwialiśmy czerwieniejące niebo. Oczekiwaliśmy na widowisko wschodzącego słońca w górach najwyższych.