czwartek, 14 kwietnia 2016

Krokusy w Dolinie Chochołowskiej - 13.04.2016
i aktualne dane z 2.04.2017

 

Link do nowszego artykułu z 2.04.2017 - Kiedy kwitną krokusy? 

Od roku planowaliśmy ten wyjazd. Nie było miesiąca, kiedy byśmy nie wspomnieli o krokusach w Dolinie Chochołowskiej. Próbowaliśmy przewidywać czas, kiedy mogą zakwitnąć te kwiaty. Z rocznym wyprzedzeniem zaplanowałem urlop na ten szczególny okres. Zima w roku 2016 okazała się bardzo słaba. Dopiero pod koniec lutego pojawiła się pełna pokrywa śnieżna w Tatrach, a pod koniec marca topiła się w bardzo szybkim tempie. Spodziewaliśmy się, że krokusy mogą zakwitnąć wcześniej, dlatego próbowaliśmy uwzględnić szybszą wiosnę w naszych planach urlopowych. W telewizji ogłoszono, że Dzień Krokusa przypada na 3 kwietnia. To znaczy, że spodziewano się wielkiego „wysypu” kwiatów właśnie wtedy. Rzeczywiście strome stoki pod kapliczką w Dolinie Chochołowskiej zakwitły bardzo obficie, ale jako, że dzień ustanowiono na niedzielę, to przyjechało aż 25.000 ludzi! Krokusów pilnowali wolontariusze. Tego dnia zakazano wchodzenia na jakąkolwiek polanę. Wiedząc, że będą takie tłumy postanowiliśmy pojechać później. O tych rzeczach dowiedziałem się od pewnej pani, którą spotkałem podczas naszej wycieczki w drodze do kapliczki Jana Chrzciciela. 9. kwietnia dowiedzieliśmy się, że jest już pełen wysyp kwiatów, dlatego założyliśmy, że pojedziemy tam, jak tylko pojawi się pierwszy słoneczny dzień w prognozie pogody. Niestety niż z Bałkanów przyniósł pięciodniowe załamanie pogody i dopiero 13 kwietnia mogliśmy pojechać na widowisko. Pięć dni oczekiwania na pogodę, podczas gdy kwiaty są już w pełni rozkwitnięte, to zbyt długi okres, ale nic nie mogliśmy zrobić.

Umówiliśmy się na 13 kwietnia o 3.00 w nocy, by wyjechać z naszego miejsca zamieszkania – ja, Ilona, Monika i Daniel. O godzinie 5.52 rozpoczęliśmy naszą wędrówkę. W tym samym czasie podziwialiśmy wschód słońca. Mieliśmy tylko nadzieję, że droga nie będzie oblodzona i że nie spotkamy tłumów ludzi. Pogoda bardzo nam dopisywała, ponieważ świeciło piękne słońce. Cieszyliśmy się, że prognozy wskazywały cały słoneczny i ciepły dzień. Idąc Doliną Chochołowską zauważyliśmy, że wiosna jest w bardziej zaawansowanym stadium niż rok temu. Martwiliśmy się, że kwiaty mogą być już przekwitnięte. Droga upłynęła nam bardzo szybko na rozmowach, czy też podziwianiu zamarzniętych kropelek na świerkowych igiełkach. Monia dodatkowo podziwiała świerkowe lasy, skały i otoczenie, ponieważ szła tędy pierwszy raz. Kiedy odsłonił się widok na Wołowiec wszyscy zachwycaliśmy się, bo na horyzoncie widzieliśmy białe góry na tle błękitu. Chyba nie ma bardziej radującego widoku w Tatrach niż szczyty na tle czystego nieba. Na całej długości trasy lód zdążył się wytopić. Jedynie za skrzyżowaniem szlaków m. in. na Trzydniowiański Wierch, przez około 100m, na obrzeżach występowała bardzo cienka pokrywa lodowa. Przez tyle dni zdążyło się w niej nagromadzić dużo ziemi i igieł z drzew. Poślizg nam nie groził. Kiedy doszliśmy do początku Polany Chochołowskiej Daniel zapytał: „gdzie te krokusy?”. Faktycznie nie widzieliśmy ani jednego! Nieco dalej zauważyliśmy tylko kilka kwiatów. Wszystkie zamknięte i oszronione… Nie takiego widoku się spodziewaliśmy... Każdy z nas oczekiwał wielkich, fioletowych dywanów utworzonych z krokusów. Poszliśmy dalej i dopiero w rejonie drewnianych szałasów dostrzegliśmy wielkie skupiska kwiatów. Ze względu na wczesną porę i chłód wszystkie jeszcze „spały”. Dopiero ciepłe promienie słoneczne mogły je rozgrzać, osuszyć i "zmusić" do otwarcia kielichów kwiatowych. W tamtym roku płatki otwarły się około godziny 11.00, więc teraz nie spodziewaliśmy się niczego nowego. Do tego czasu fotografowaliśmy je w stanie „zamkniętym”. Dodatkowo na każdym z nich nagromadziło się mnóstwo kropelek rosy i czasem szronu. Podziwialiśmy je.

Niestety zauważyliśmy też, że bardzo duża ich część wyglądała na zniszczoną, zmarnowaną i „pogiętą”, na wzór, jakby ktoś zgniatał kartkę papieru. W schronisku dowiedzieliśmy się, że wczoraj przeszła tutaj burza z gradem i to za jej sprawą krokusy uległy zniszczeniu. Daniel nawet podsumował, że odechciało mu się robić zdjęcia. Ja miałem nadzieję, że kiedy otworzą się wszystkie kwiaty, to na pewno „powstaną” po nierównej walce z gradem. Na razie cieszyłem się z Monią i Iloną, że występują duże skupiska i że jednak jeszcze jest ich dużo. Fotografowaliśmy je z różnych stron. Z Danielem porównywałem skupiska z tymi, które były rok wcześniej 24 kwietnia. Przy szlaku do kapliczki całe zbocza kwiknęły fioletem, a teraz tylko na początku ścieżki po obu stronach występowały dwa niewielkie skupiska krokusów w bardzo złym stanie. Idąc w stronę schroniska, przy każdej drewnianej chacie mijaliśmy jedno większe skupisko. Mieliśmy nadzieję, że kwiaty „wypięknieją” do południa. O tej porze granica światła i cienia przesuwała się dopiero nad główną drogą w Dolinie Chochołowskiej. Za nami wszystko zaczęło parować. Z dachu, z drogi, z traw, czy z drzew unosiła się para. Tworzyła efektowne mgły. Wykorzystywaliśmy ją do zdjęć. Daniel do fotografowania szałasów pod słońce, Monia do fotografowania drewnianych płotów, a ja do zdjęć z krokusami w roli głównej. Każdy z nas znalazł jakiś motyw. Po godzinie 10.05 weszliśmy do schroniska. Zamówiliśmy tam szarlotki ze śmietaną i polewą jagodową, po czym inni zaczęli kupować to samo. Długo nie mogłem usiedzieć, dlatego wyszedłem na zewnątrz i poszedłem górnym szlakiem prowadzącym do kapliczki. Zatrzymywałem się przy każdym „dywanie” kwiatów. Poszedłem do najbliższego skupiska krokusów widzianego ze schroniskowych okien. Po chwili trzy młode dziewczyny zaczęły w tym miejscu swoją sesję fotograficzną, gdzie co chwilę przebierały się za świerkami w kolorowe sukienki. Chodziły po wydeptanej ścieżce pomiędzy krokusami na boso. Po dłuższej chwili dołączyła do mnie cała ekipa.

Zatrzymaliśmy się przy wielkim skupisku krokusów naprzeciwko schroniska, gdzie ciągle trwała sesja młodych modelek. Na końcu Daniel fotografował je w trójkę, bo go o to poprosiły. Słońce bardzo mocno przygrzewało, dlatego korzystaliśmy z pięknej ciszy i wspaniałych widoków. Nie szliśmy w rejon kapliczki, ponieważ kwiaty tam nie występowały. Z usłyszanych rozmów w schronisku wywnioskowaliśmy, że w tym roku największy wysyp kwiatów miał miejsce około 3. kwietnia i fioletowe zrobiły się tylko strome zbocza w rejonie kapliczki, a na dole zalegały jeszcze płaty śniegu. Po 9. kwietnia zakwitły dolne partie Polany Chochołowskiej, podczas, gdy na górze kwiaty zdążyły przeminąć. My przyjechaliśmy 13. kwietnia na ostatni dzień krokusów, bo wieczorem miała przejść kolejna burza i prawdopodobnie zniszczyła i tak już zdewastowane krokusy. Zachwycaliśmy się tu ciągle fioletowymi dywanami kwiatów. Po 11.00 krokusy otwarły się w pełni, dzięki czemu polany stały się jeszcze piękniejsze. Największe skupiska występowały na zakręcie, tuż przed schroniskiem i w jego pobliżu, ale po przeciwnej stronie drogi, oraz przy drewnianych szałasach. Ja i Monia zauważyliśmy, że ścieżka ze świeżo zielonej trawy prowadziła za świerkami na dwa kolejne wielkie skupiska. Poszliśmy tam. Ta piękna dróżka wiodła do szałasów, obok których przechodziliśmy na dole Polany Chochołowskiej. Monia chciała jeszcze zobaczyć, która to jest chatka ze zdjęcia z dnia 31.12.2014, kiedy to zrobiłem zdjęcie przy temperaturze -22°C i przy pełnej pokrywie śnieżnej w stronę Kominiarskiego Wierchu. Chciała zobaczyć to samo miejsce, lecz o innej porze roku, na własne oczy. Przy najwyżej położonym kwiatowym dywanie spędziliśmy wiele czasu wygrzewając się w słońcu. Pożegnaliśmy się z młodymi modelkami i zaczęliśmy wracać obok szałasów. Najwięcej czasu na fotografowanie poświęciliśmy najpiękniejszym kępkom w Dolinie Chochołowskiej, które niezmienne, co roku, występują w rejonie szałasu ze żwirowym tarasem i ławkami. Wtedy zaczęły gromadzić się tłumy. Daniel stwierdził, że skoro w dzień pracujący przyszło tyle ludzi, to co dopiero działoby się w słoneczny weekend...

Wracaliśmy Doliną Chochołowską idąc przy dobrej pogodzie. Dopiero w połowie drogi, kiedy zatrzymaliśmy się na Polanie Huciska, chmury zaczęły kłębić się nad szczytami. Tutaj również fotografowaliśmy piękne kępy i skupiska krokusów. Zauważyliśmy jednak, że ani jeden z nich nie był zniszczony, ani uszkodzony. Wszystkie pięknie kwitły w pełni. Na ostatniej prostej zatrzymaliśmy się po lewej stronie, w bacówce z bernardynem. Usiedliśmy na ławce w oczekiwaniu na oscypki z grilla z żurawiną. Po takich wrażeniach miały zupełnie inny smak… Słońce bardzo przygrzewało, przez co stwierdziliśmy, że nadejdzie burza. Przy bramie wejściowej do Doliny Chochołowskiej Daniel kupił jeszcze magnes na lodówkę ze zdjęciem krokusów. Kiedy poszliśmy w stronę samochodu Daniel zapytał, czy na pewno to zdjęcie jest z Doliny Chochołowskiej. Wrócił do sprzedawczyni i zapytał, jakie szczyty widać na zdjęciu. Pani oczywiście nie wiedziała, ale z Danielem rozpoznaliśmy Kondracką Kopę, więc krokusy musiały pochodzić z Kalatówek. Pani odpowiedziała, że dostawcy wydrukowali dużo takich zdjęć i teraz muszą je sprzedać. Wspomniała, że kilka osób również zwróciło jej uwagę. Wracając samochodem spostrzegliśmy, że nad Ciemniakiem i Czerwonymi Wierchami zawisły burzowe chmury. Patrzeliśmy na nie z oddali. W Chabówce, na znanych serpentynach zatrzymaliśmy się przy wypadku, który miał miejsce około pół minuty temu, sądząc po reakcji motocyklisty. Młody chłopak mający 23 lata wbił się motorem do barierek. Na szczęście wielu kierowców zareagowało natychmiastowo i wezwało pogotowie. My również podbiegliśmy, by zapewnić pomoc. W międzyczasie podbiegł ratownik medyczny, a przynajmniej tak się przedstawił. Dzień później dowiedzieliśmy się, że chłopak nie przeżył tego wypadku…

Kiedy więc wybrać się na krokusy? Kiedy kwitną krokusy w Dolinie Chochołowskiej? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Każdego roku kwitną w innej porze, ale warto wziąć pod uwagę kilka założeń. Jeśli pokrywa śnieżna na Polanie Chochołowskiej jest już bardzo cienka, ale składa się jeszcze z jednego fragmentu, to maksymalnie tydzień, lub półtora po tym, występuje pierwszy wysyp krokusów. W jednych latach szybciej zakwitają całe zbocza pod kapliczką Jana Chrzciciela, ponieważ tam szybciej docierają promienie słoneczne i po kolejnym tygodniu - dolna część polany, a w innych latach wszystkie zakwitają jednocześnie. Warto więc wysłuchiwać informacji o ogłoszeniu Dnia Krokusa, który będzie oznaczać pierwszy wysyp kwiatów, lub też dzwonić do schroniska w Dolinie Chochołowskiej, byle nie za często, ponieważ obsługa ma mnóstwo tego typu telefonów. Warto śledzić informacje na forach internetowych, czy też relacje z gór. Trzeba pamiętać, że czym więcej źródeł informacji, tym lepiej. Ważne jednak, żeby nie wybierać się w weekendy, bo ruch turystyczny jest zbyt duży i możesz nawet nie wejść na ani jedno skupisko. Popatrzysz na krokusy z daleka i tak naprawdę obejdziesz się tylko smakiem… Planuj takie wyjazdy w środku tygodnia, jeśli masz taką możliwość.

W 2015 roku szczyt kwitnienia krokusów przypadł na dni 23, 24.04.2015 (cała polana jednocześnie)
W 2016 roku szczyt kwitnienia krokusów przypadł na dni 3.04.2016 (strome zbocza przy kapliczce), 8, 9.04.2016 - dolna część polany.

                                              

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza