poniedziałek, 27 lutego 2017

Szlak na Małą Wysoką, Dolina Białej Wody szlak

 

Istnieją różne wersje, aby rozpocząć naszą wędrówkę szlakiem na Małą Wysoką. Przygodę można zacząć od Łysej Polany, Tatrzańskiej Polianki, czy też od Starego Smokowca. Omówię tutaj dwie najbardziej ciekawe opcje – w taki sposób, że jedną drogą będziemy wchodzić, a drugą będziemy schodzić. Osobiście uważam, że połączenie obu propozycji tworzy razem najpiękniejszy szlak w całych Tatrach słowackich. Zatem zaczynamy… Naszą wycieczkę rozpoczniemy w Łysej Polanie. Dostaniemy się tam licznymi busami z Zakopanego, które kursują co chwilę. Trzeba wsiąść do busa jadącego w kierunku Morskiego Oka i poprosić o zatrzymanie na przystanku na Łysej Polanie. Jako, że trasa jest bardzo długa i liczy około 10-12h ciągłej wędrówki, polecam wybrać pierwszy bus jadący w kierunku Morskiego Oka, który w lecie zaczyna kurs o godzinie 6.30 rano z centrum Zakopanego. W środku pojazdu możemy poczekać kilkanaście minut zanim kierowca ruszy, ponieważ czeka aż zapełni się cały bus – w końcu musi zarobić. Za przejazd zapłacimy około 10-11zł. Dodatkowo z ulicy Kościuszki można dojechać nieoficjalnym kursem nad Morskie Oko – cena za bilet jest taka sama. Kiedy dojedziemy w około 30min do Łysej Polany będziemy mieli już na początku dwie opcje rozpoczęcia naszej wędrówki. Po przekroczeniu granicy państwowej, za mostem od razu zaczyna się niebieski szlak prowadzący Doliną Białej Wody. Bardzo długa trasa oferuje niezwykłe i niepowtarzalne piękno tatrzańskiej przyrody, dlatego zostawimy sobie ją na powrót – będziemy mieli więcej czasu na podziwianie widoków. Wybierzemy przejście drogą asfaltową nieco dalej – do drewnianej ścianki wspinaczkowej, gdzie mieści się lokalna knajpka po prawej stronie drogi. Po lewej mamy kilka sklepów. Tuż przed ścianką i knajpką jest do dyspozycji dość duży parking. Właśnie tutaj z łatwością dostrzeżemy słupek z rozkładem jazdy autobusów cSAD (słowacki PKS). Pierwszy autobus odjeżdża o godzinie 7.05 rano (dla zainteresowanych, pod opisem umieszczam rozkład jazdy). Dla osób jadących samochodem nie ma praktycznie tematu, ponieważ jadąc przez Łysą Polanę kierujemy się bezpośrednio na Stary Smokowiec. Kurs autobusem trwa około 55min, ponieważ kierowca po drodze robi krótkie 3-5 minutowe postoje. Jeśli nam się uda, to na miejscu możemy być już po godzinie 8.15 rano, a jeśli kierowca z busa w Zakopanem przetrzyma nas dłużej z powodu oczekiwania na kolejnych turystów i nie zdążymy na pierwszy autobus cSAD-u, to następny będziemy mieli o godzinie 8.20. Wtedy w Starym Smokowcu będziemy po 9.30. Nie jest to zły czas, ponieważ letnie dni są bardzo długie. Nam udało się zdążyć na ten o godzinie 7.05 (godzina odjazdu nie zmieniła się od przynajmniej 10-ciu ostatnich lat) i na miejscu byliśmy po 8.00 rano. Mieliśmy zatem bardzo dobry czas, bo ludzie dopiero zaczynali wyruszać na szlaki. Jadąc autobusem można poprosić, żeby kierowca powiedział nam kiedy będzie Stary Smokowiec. Dla ułatwienia dodam, że trzeba wysiąść na następnym przystanku po Tatrzańskiej Łomnicy. Miejscowości są bardzo małe i przypominają raczej lokalne, zapomniane wioski. Jedynie Stary Smokowiec jest większy.

W Starym Smokowcu, z przystanku kierujemy się na lewą stronę, idąc na razie wzdłuż głównej drogi. Po prawej stronie zauważymy wiekowy, ale odnowiony i bardzo duży budynek z wieżyczkami, a nieco dalej jakiś supermarket wybudowany na lokalnym wzgórzu. Teraz będziemy szli w stronę marketu. Na początku pójdziemy krótkim odcinkiem drogi asfaltowej, gdzie jedyna wąska droga skręca od niego w lewo i od tego momentu rozpoczniemy wędrówkę żółtym szlakiem, którym dojdziemy aż na Małą Wysoką. Pierwszym etapem będzie dojście do Śląskiego Domu – schroniska położonego na wysokości 1670 m n.p.m. Już na początku szlaku ominiemy niewielkie osiedle, które tworzy zaledwie kilkanaście chat i domów. Zauważymy tu pierwszy drogowskaz. Dowiemy się z niego, że na Małą Wysoką mamy aż 5h 05min wędrówki. Można powiedzieć, że to trochę dużo, ale od strony Łysej Polany przez Dolinę Białej Wody jest co najmniej 5h 15min – a więc z obu stron trzeba przejść bardzo długi odcinek. Trzeba jednak pamiętać, że warto! Początkowo nasza trasa nie wygląda efektownie, ponieważ idziemy przez wielki pas zniszczeń po pamiętnej wichurze z dnia 19 listopada 2004, kiedy to 12 000ha lasów zostało dosłownie zrównanych z ziemią. Uprzątnięcie zamieszkanych okolic trwało aż 5 lat! Efekt jest taki, że przez około 25min idziemy przez teren z wywróconymi korzeniami (drewno zostało zwiezione). Na szczęście 13 lat po tej katastrofie odrastają nowe lasy. Najciekawszy jest widok na Tatry Wysokie z tej perspektywy, ponieważ widzimy je jako bardzo odległe góry, ale musimy mieć w świadomości, że jeszcze dzisiaj do nich dojdziemy i nawet przejdziemy na drugą ich stronę. Za ostatnimi zabudowaniami idziemy przez wielki, otwarty odsłonięty teren – pozostałość po zniszczonych lasach. Najciekawszy widok w tych okolicach mamy sierpniu, ponieważ całe powierzchnie zarastają wysokie, fioletowe kwiaty, tworząc wspaniały „dywan”. W czasie pierwszych 25min przekroczymy aż siedem różnych potoków, których wody spływają z wyższych partii gór. Od marketu idziemy cały czas nieciekawą, szeroką ścieżką. Wystają z niej liczne kamienie i korzenie, przez co wędrówka nie należy do przyjemnych. Właśnie z tego względu proponuję rozpoczęcie trasy od Starego Smokowca, bo po 11h ciągłej wędrówki powrót tą ścieżką na pewno byłby długo znienawidzony… Po około 25min, gdzie mamy ciągle odległy widok na Tatry Wysokie, stopniowo wchodzimy w piękny, zielony, świerkowy las. Przejście nim w upalne dni z pewnością nam się spodoba, ponieważ temperatura wewnątrz o poranku jest jeszcze dużo niższa w porównaniu z otwartymi powierzchniami, którymi dotąd szliśmy.


Dywany z fioletowych kwiatów w początkowej części naszej trasy

SZLAK NA MAŁĄ WYSOKĄ - ODCINEK LEŚNY
Wędrówka lasem z pewnością będzie nam się dłużyła, ponieważ blisko godzinę zajmie nam dojście do Razcesti nad Zrubami 1409 m n.p.m. Ta tajemniczo brzmiąca nazwa oznacza rozdroże szlaków na Śląski Dom i na Tatrzańskie Zruby. Podczas godzinnego marszu nie mamy żadnego punktu odniesienia, żeby wiedzieć na jakiej wysokości jesteśmy. Dopiero poinformuje nas o tym żółta tabliczka na rozdrożu i przez to zauważymy ciekawą rzecz dotyczącą słowackich Tatr. W Polsce na wysokości 1400 m n.p.m. nie rosną lasy, a jedynie pojedyncze, karłowate świerki, podczas gdy tutaj będziemy szli bardzo gęstym lasem aż do wysokości 1550 m n.p.m.! Musimy pamiętać, że stoki górskie, którymi idziemy są po południowej stronie głównego ciągu Tatr, więc dociera do nich zdecydowanie więcej światła w ciągu roku. W tym miejscu odchodzi niebieski szlak do miejscowości Tatrzańskie Zruby. Turyści zwykle przystają tu tylko na chwilę, żeby nie tracić czasu na lepsze widoki i atrakcje całej trasy. Przez kolejne 20min będziemy szli w lesie, nadal bez możliwości podziwiania panoram górskich, gdzie na jego obrzeżach przejdziemy po kilku wielkich, ale ruchomych kamieniach. Nie występują tu żadne trudności. Owe skały stanowią granicę lasu i dalej będziemy cieszyć się wspaniałymi widokami na całej naszej trasie. Zauważymy też, że odległe Tatry Wysokie teraz „stoją” praktycznie przed nami. Za lasem idziemy przez kilka minut wśród gęstej kosodrzewiny, mogąc jednocześnie podziwiać po prawej stronie skaliste turnie i Gerlach przed nami. Dochodzimy do końca żółtego szlaku, który kończy się kolejnym rozdrożem. Teraz wybierzemy 15-minutowe podejście do Śląskiego Domu zielonym szlakiem. Cały odcinek od Razcesti nad Zrubami do tego skrzyżowania powinien zająć nam 45min. Dotychczas podchodziliśmy prawie na całej długości jednakowo nachylonym zboczem, które potrafi nieco zmęczyć. Od tutejszego rozdroża też będziemy iść pod górę, ale nachylenie będzie tylko nieznaczne. Prawie wcale nie odczujemy stromości podejścia. Skrzyżowanie szlaków znajduje się na ciekawej polanie, skąd mamy wspaniałe widoki na Gerlach (po lewej stronie) i Wielickie Granaty po prawej. Przed nami widać budynek schroniska, zwanym też górskim hotelem. To jest Śląski Dom. Dotrzemy do niego w 15min. Na środku polany stoi drogowskaz. Dowiemy się z niego, że do Śląskiego Domu mamy 15min wędrówki. Odległość do schroniska, którą widzimy przed nami wydaje się o wiele dłuższa, dlatego na pewno pomyślimy, że zabraknie nam czasu. Od teraz szlak prowadzi w płaskim terenie, dzięki czemu możemy przyspieszyć tempo. Teraz idziemy w pasie karłowatych świerków, które na trasie zamieniają się na obficie owocujące jarzębiny. Trzeba przyznać, że widoki w tym miejscu są po prostu przepiękne! Schronisko na wzniesieniu wygląda trochę jak blok lub kurort z lat 90-tych. Dojście od Starego Smokowca do Śląskiego Domu powinno zająć nam około 2h 30min. Trochę długo, ale nie ma możliwości skrócenia trasy. Dla osób jadących samochodem lepiej jest, gdy swoją wędrówkę rozpoczną od Tatrzańskiej Polianki, bo wtedy do schroniska można dojść w dwie godziny.


Fragment szlaku na Małą Wysoką - odcinek leśny

OTOCZENIE ŚLĄSKIEGO DOMU I WIELICKI STAW
W pobliżu Śląskiego Domu znajduje się Wielicki Staw, który nie jest może tak chętnie odwiedzany, jak polskie Morskie Oko, ale trzeba przyznać, że tutejsze górskie otoczenie zachwyci każdego! Sam staw nie wygląda efektownie, ponieważ jest dość płytki i nie zobaczymy wszystkich odcieni szafiru, czy błękitu. O ile sam zbiornik nie jest najpiękniejszy, to w zestawieniu z pobliskimi, zielonymi górami i widoczną Wielicką Siklawą, tworzy naprawdę niezapomnianą panoramę! Dodatkowo widok na Kwietnicową Wieżę 2432 m n.p.m. jest niezwykły. Od schroniska wybierzemy zielone znaki i pójdziemy prawą stroną stawu. Warto przez dłuższą chwilę pospacerować w rejonie Śląskiego Domu i popatrzeć na okolicę, ponieważ jest niezwykle urokliwa. Mnie w szczególności przyciąga niesamowity widok w stronę wodospadu, ponieważ po obu stronach widzimy wysokie góry, a dolinę przecina Wielicki Potok. Dodatkowo szlak na Małą Wysoką wyróżnia się przepiękną przyrodą. Najciekawiej jest, gdy mamy błękitne niebo i czerwone jarzębiny. Wówczas okolica bardzo przyciąga niecodziennymi kolorami. Jeśli zdążyliśmy na pierwszy autobus cSAD-u, to z pewnością nie spotkamy jeszcze tłumów. Co prawda będą z nami szły większe grupy, ale kiedy odpuścimy sobie postój w schronisku, z pewnością wiele zyskamy na czasie. Ciekawostką w okolicy jest fakt, że wszystko tu nazywa się „wielickie” – potok, staw, góry, a nawet polana! Wielka polana, którą zobaczymy ponad szeroką „półką”, gdzie widać Wielicką Siklawę, jest chyba najpiękniejszym miejscem na odpoczynek, ponieważ przez tamtejszą dolinę przepływa często w kilku mniejszych ciekach potok, a dookoła kwitną kwiaty aż w siedmiu kolorach! Dodatkowo, jeśli będziemy pierwsi na szlaku, z pewnością zobaczymy kozice, czy też bardziej licznie występujące świstaki. Polana ta jest nazywana Wielickim Ogrodem ze względu na skupisko wielu gatunków kwiatów w jednym miejscu. Właśnie tutaj można zobaczyć najwięcej świstaków, bo i one upodobały sobie to miejsce.


Śląski Dom

Zachwyt nad przyrodą z pewnością zakłóci myśl, że warto byłoby już iść do góry. Nasz szlak będzie prowadzić teraz ścieżką z poukładanych kamieni. Chodnik ułatwi nam wędrówkę, dzięki czemu osiąganie czasów z drogowskazów nie będzie dla nas problemem. Jedynie ilość zdjęć, jaką zrobimy w tym miejscu z pewnością wydłuży czas naszego przejścia, bo trudno nie sfotografować tak wyjątkowej okolicy. Ze schroniska idziemy w prawo wyznaczoną, kamienną ścieżką. Powoli będziemy okrążać staw. Zbiornik od samego początku ma ciekawą właściwość, zakładając, że mamy normalne lato i nie brakuje opadów. Idąc pierwsze kilkanaście metrów, zauważymy wiele wystających, małych kamieni ponad powierzchnię wód. Kiedy jest bezwietrznie, ujrzymy tu piękne odbicia gór i samego Śląskiego Domu poprzecinanego kamieniami. Wszystko razem tworzy niepowtarzalną mozaikę, która zapada na zawsze w naszej pamięci. Nieco dalej będziemy okrążać staw łukiem, idąc wśród kosodrzewiny. Najpierw nieco zejdziemy, po czym stopniowo rozpoczniemy krótkie podchodzenie wzdłuż linii brzegowej. Przejście do końca stawu powinno zająć nam jakieś 20min. Tuż za łukiem idziemy wśród gęstej kosodrzewiny, podchodząc nieco na lokalne wzniesienie. Będziemy wówczas jakieś 10m nad poziomem Wielickiego Stawu. Wtedy zobaczymy, jak piękne i czyste są jego wody. Na ścieżce wystaje kilka pojedynczych kamieni, ale nie sprawiają one żadnych trudności podczas wędrówki. Po wejściu na niewielkie wzniesienie przez około 5min będziemy stopniowo z niego schodzić wąską ścieżką wytyczoną w zwartej kosodrzewinie. Po prawej, wysoko nad nami, widać Wielickie Granaty. Te góry charakteryzują poszarpane turnie i ostre granie. Właśnie tam możemy dostrzec pierwsze kozice. Kiedy dojdziemy do końca Wielickiego Stawu, po naszej lewej będzie jeszcze widoczna większa polanka. Nasz szlak skręci nieznacznie w prawo i za chwilę będziemy rozpoczynać nasze pierwsze, większe podejście.


Wielicki Staw i Wielicki Wodospad


Odbicia w wodach Wielickiego Stawu

Początkowo ścieżka prowadzi nas w niewielkim zagłębieniu terenu, całkowicie zarośniętym kosodrzewiną. W zależności od kondycji, wędrówka przez pas kosodrzewiny powinna zająć nam około 15-20min, po czym wejdziemy do jej górnej granicy. Po 10min wędrówki od stawu szlak zakręca łukiem w prawo i potem trawersem w lewo po to, żeby zmniejszyć stromiznę podejścia. Chociaż trasa wydłuża się nieco przez takie wytyczenie szlaku, to dzięki temu utracimy mniej sił. Za pierwszym łukiem i trawersem jeszcze tylko przez chwilę pójdziemy przez pas kosodrzewiny, po czym po prawej zobaczymy niewielką polankę oraz trzy bardzo małe skupiska kosodrzewiny. Dodatkowo, pomiędzy pierwszym a drugim, widać usypisko kamieni. Kolejne 5-7min zajmie nam podejście pod skalistą, pionową ścianę. Będziemy szli wzdłuż niej, mając tym samym możliwość spoglądania na piękny Wielicki Staw. Z tej perspektywy zobaczymy, że jest płytki i na dodatek nie aż taki czysty. Przez środek dna, po przekątnej poprowadzono jakąś rurę, która tylko stąd jest widoczna. Od strony schroniska jej nie zobaczymy. Idąc pod pionową ścianę, najpierw przejdziemy obok skał o bardzo nieregularnym kształcie po naszej prawej, po czym przez następne 3-5min będziemy wędrować przez trawiastą polanę, aż w końcu dotrzemy do głównej, skalistej ściany. Wyróżnia ją wysokość, kolor oraz szczególne warunki i to, co tu można zobaczyć. Szlak jest tak poprowadzony, że dochodzimy praktycznie do jej stóp, a po lewej stronie mamy dość dużą, trawiastą stromiznę. Również barwa skał przykuwa uwagę, bo są bardzo ciemnego koloru, co wygląda, jak gdyby były czarne. Najciekawsza jest jednak właściwość tego miejsca w październiku podczas bezchmurnych nocy i dni. Wtedy w ciągu dnia woda kapie z górnych części ściany tak gęsto, że czujemy, jakby padał słaby deszcz przy bezchmurnym niebie. Kiedy nastaje noc, wszystko dookoła zamarza i następnego poranka mamy  niesamowity widok. Wszystkie kępy traw zamieniają się w lodowe „pająki”! To znaczy, że każde źdźbło jest zamrożone w około jednocentymetrowej średnicy lodowej rurce, co wygląda niecodziennie! Dodatkowo z poziomo nachylonych źdźbeł zwisają sople. Myślę, że niewiele osób miało okazję podziwiać to niezwykłe zjawisko, które powstaje dzięki połączeniu odpowiednich warunków pogodowych i dużej ilości dostępnej wody. Jedynym minusem tego fragmentu szlaku jest fakt, że z poziomu stawu Wielicka Siklawa wydaje nam się ogromna i teraz chcielibyśmy do niej podejść. Niestety nie możemy, bo szlak prowadzi w przeciwną stronę. Nie ma nawet możliwości zrobienia dobrego zdjęcia z tej perspektywy. Dodatkowo dowiadujemy się, że wody Wielickiego Potoku nie spływają z pionowej półki skalnej, tworząc wodospad, ale raczej płyną długim i dość stromo nachylonym skalistym zboczem. Z dołu to wszystko wygląda zupełnie inaczej…


Wielicki Staw z poziomu Wielickiego Wodospadu nie wygląda już tak efektownie. Na dnie dostrzeżemy "tajemniczą" rurę


Z tych skał kapie woda, która w październiku zamarza na trawach


Zamarznięte kępy traw, tworzące "pająki"

Za ścianą skalną podchodzimy chwilowo stromym, trawiastym wzniesieniem wzdłuż odstających skał, gdzie musimy nawet się nieco wychylić w lewo. Od tego momentu, przez jakieś 10min pójdziemy stromym, na przemian, kamienistym i trawiastym, zboczem. Tuż za ścianką miniemy najpierw wielki głaz po prawej i za chwilę, nieco ponad nami zobaczymy po tej samej stronie dość dużą półkę skalną, jakby wysuniętą z polany ku nam. Teraz będziemy najbardziej słyszeć ryk wód wodospadu, bo zbliżymy się do niego. Niestety nic nie zobaczymy, ponieważ będziemy już ponad jego poziomem. Za dosłownie kilkadziesiąt kroków dochodzimy do wąskiego zagłębienia, gdzie zbliżyliśmy się maksymalnie, ile tylko można do potoku. Patrzymy na niego dosłownie z odległości kilku metrów. Ścieżka z ułożonych kamieni przeprowadza nas bezpiecznie na drugą stronę nierówności terenu, ale nadal jesteśmy po tej samej stronie potoku. Od początku mamy go po naszej lewej. W tym miejscu szlak zakręca trawersem w prawo i przez kolejne 35 metrów będziemy oddalać się od wodospadu. Większe stromizny ponownie pokonujemy trawersami pozwalającymi zaoszczędzić wiele sił. Ten odcinek prowadzi trawiastym zboczem, na którym leży dużo wielkich głazów. Idziemy pomiędzy nimi. Ponad ich poziomem dochodzimy do kolejnego ostrego zakrętu – tym razem w lewo. Trawersem pokonujemy bardziej nachylone zbocze. Idziemy przez gęste trawy bardzo wąską ścieżką. Z pewnością umoczymy sobie buty. Za dosłownie 10-12 metrów podchodzimy pięcioma ułożonymi schodami, które ułatwiają nam wejście do kamiennej części szlaku. Przechodzimy tutaj obok niskiego, wystającego głazu spod ziemi po naszej prawej. Od tego momentu pójdziemy niskimi stopniami przez gołoborza kamieni. Będziemy je przecinać wszerz. Po dojściu na górną część „półki” nagle wodospad ucichnie, a przed nami zobaczymy zupełnie inny świat! Przez chwilę pójdziemy w płaskim terenie.

WIELICKI OGRÓD
Poza ścieżką, którą wędrujemy, nagle nie widać jakakolwiek działalności człowieka. Tym samym czujemy się, jak gdybyśmy pojechali w jakieś odległe miejsce niedostępne dla innych. Właśnie odtąd będziemy naprawdę wypoczywać – w pełni znaczenia tego słowa. Po naszej lewej częściowo widać fenomenalny i ogromny Gerlach. Na razie przysłania go w dużej mierze Kwietnicowa Wieża, która z tej perspektywy jest niewiele niższa od niego. Odtąd będziemy szli wzdłuż Kwietnicowej Wieży i Gerlacha – u stóp tych gór. Trzeba przyznać, że tutejsze panoramy naprawdę zachwycają! Przed nami widać rozległe trawiasto-skaliste tereny, które przecina potok w środku doliny. Można powiedzieć, że dolina jest podzielona na dwie równe części, choć nie takie same. Patrząc z poziomu „półki”, przed nami widać zagłębienie terenu wypełnione dużymi głazami. Właśnie tam płynie Wielicki Potok. Teraz będziemy szli wzdłuż jego prawej krawędzi. Jeśli jesteśmy w lipcu, to największe wrażenie na nas zrobi Wielicki Ogród, czyli skupisko kwiatów na rozległej polanie we wszystkich kolorach. Jest tak barwnie, że chcielibyśmy przystanąć na dłużej i cieszyć oczy tymi wspaniałymi widokami bez końca. Najbardziej oddalone góry, to grań, gdzie znajduje się między innymi Polski Grzebień 2200 m n.p.m. (niewidoczna stąd przełęcz). Musimy do niej dojść, chcąc wejść na Małą Wysoką. W okolicy górują: Wielicki Szczyt 2318 m n.p.m. (nieco po lewej w oddali, najbardziej zabielony), niższe wzniesienie stoku Kupoli 2420 m n.p.m. (to te przed nami, nieco po prawej, najwyższe i w oddali pełne zieleni), król Tatr – Gerlach 2655 m n.p.m. (po lewej z dwoma szczytami) oraz Kwietnicowa Wieża 2432 m n.p.m. (najbliżej nas, po lewej stronie przed Gerlachem). Nawet, gdy ktoś idzie tędy pierwszy raz, Gerlacha nie trzeba nikomu przedstawiać, ponieważ jest zdecydowanie największy i najpotężniejszy. Patrząc na wszystkie góry dookoła widzimy też, że daleko przed nami stoi pionowa ściana skalna, która jest częścią niższego wzniesienia stoków Kupoli. Tylko z tej perspektywy wydaje nam się, że widzimy pionową ścianę skalną, a w rzeczywistości przejdziemy w tamtych rejonach normalną ścieżką i za nią krótkim odcinkiem ubezpieczonym łańcuchami. Bliżej nas widzimy długą dolinę pełną barwnej roślinności i wysokich traw, przez które wiedzie nasza ścieżka. Od tego momentu będziemy podchodzić w terenie o niezbyt dużych stromiznach, przez co nie poczujemy większego zmęczenia.


Mały fragment Wielickiego Ogrodu

Przez najbliższe 10min idziemy w prawie płaskim terenie wzdłuż koryta potoku. W miarę przechodzenia tego etapu odsłania nam się coraz więcej Gerlacha. Idąc wzdłuż potoku Wielickiego mamy okazję podziwiać liczne kaskady. Szybko zauważymy, że na dnie potoku zalegają gęste warstwy czarnego mułu, podobnego do tego znanego z Doliny Pięciu Stawów Polskich. Wiele z zanurzonych głazów zarósł żywozielony mech. Patrząc stąd na odległe góry zobaczymy, że nawet w lecie jest mnóstwo białych pól. To śnieg, który zalega w zacienionych miejscach lub małych kotłach przez cały rok. W niektórych miejscach występują jasne skały lub usypiska kamieni, przez co widzimy je jako białe pola na zboczach gór. Z tego powodu wędrówka latem jest najciekawsza, ponieważ w Wielickim Ogrodzie zobaczymy praktycznie wszystkie główne odcienie kolorów, ponieważ kwiaty dostarczają tęczowych barw, góry tych nieco ciemniejszych, śnieg i jasne skały dodają uroku kolorowej okolicy, a błękit nieba i słońce powoduje, że radujemy się w sercu. Idąc 10min, licząc od naszej półki z wodospadem, szlak na Małą Wysoką przeprowadza nas przez trawiastą i równą powierzchnię. Przechodząc obok wielkich skał obok koryta potoku Wielickiego, wchodzimy na wielką polanę. Piękna i wąska ścieżka z ułożonych kamieni pozwala nam dojść do bardziej stromego zbocza. W trakcie wędrówki, przed nami zobaczymy wyraźną linię z większych głazów, które tworzą koryto potoku. Dzięki nim, z łatwością możemy wskazać, którędy spływają wody. Wśród głazów z dość dużej odległości widać liczne kaskady. Po przejściu wielkiej trawiastej polany szlak odbija na prawo, na bardziej pochylone zbocze. My jednak będziemy szli wzdłuż niego, dlatego nie odczujemy aż tak bardzo wielkich stromizn. Ścieżkę wytyczono wzdłuż stoku, ponieważ środkiem doliny płynie potok i dodatkowo widzimy tam delikatne zagłębienie terenu. Szlak celowo je omija, żebyśmy nie musieli tracić wysokości. Tuż przed zagłębieniem ścieżka prowadzi przy Kwietnicowym Plesie (stawie), które raczej przypomina większą kałużę z małym usypiskiem kamieni na środku. Dodatkowo na usypisku rosną pojedyncze kępy traw. Przechodząc obok łagodnego zagłębienia terenu, dochodzimy do bardziej pochyłego zbocza. Szlak prowadzi teraz bardziej po prawej stronie obok linii głazów, które na odcinku kilkudziesięciu metrów tworzą literę „S”. Podchodząc trawiastym zboczem mijamy pojedyncze głazy i skały. W trakcie wędrówki do góry przechodzimy obok dwóch bardzo ciekawych skupisk kosodrzewiny. Dzięki nim okolica jest malownicza i kolorowa. Najpierw jednak przechodzimy obok wielkiego, kanciastego głazu, większego niż my sami. W około 2/3 podejścia mijamy bardzo zdrowo wyglądający okaz kosodrzewiny. W okolicy skupisk tych krzewów przechodzimy po większych i płaskich głazach. Na jednym z nich ułożono bardzo ładnie wyglądającą piramidkę z kamieni. Kiedy wejdziemy na sam szczyt stromizny moglibyśmy zastanowić się, którędy poprowadzi dalsza część szlaku, ponieważ pomału dochodzimy do skalistej „pionowej ściany” Kupoli. Będziemy musieli ją ominąć. Na szczęście ścieżkę wytyczono w pięknym terenie tak, żebyśmy ominęli cały widoczny przed nami stok. Wchodzimy na rozległą i płaską polanę. To miejsce zachwyca, ponieważ po prawej widzimy tylko równą trawę. Na jej końcu znajdują się cztery usypiska kamieni tworzące jedną linię, od których z równiny nagle wyrasta bardzo strome zbocze niższego wzniesienia stoku Kupoli. Jako, że teren nie pozwala tamtędy bezpiecznie przejść, szlak zakręca długim łukiem w lewo na lokalną przełęcz, którą teraz mamy przed sobą. W trakcie wędrówki przekraczamy aż trzykrotnie wąski potok spływający ze Staroleśnego Szczytu, zwanego po słowacku Bradavicą 2476 m n.p.m. Za równą polaną idziemy trawiastym zboczem o niewielkim nachyleniu. Możemy nawet przyspieszyć tempo. Co ciekawe, zanim dojdziemy na tutejszą przełęcz, zobaczymy przed sobą piękne i samotne skupisko kosodrzewiny otoczone pojedynczymi głazami. Za nim ścieżka prowadzi na skraj stromych stoków, które stanowiły dla nas „pionową ścianę” nie do pokonania.


Świstak pomiędzy skałami w Wielickim Ogrodzie

W trakcie wędrówki polanami z pewnością będziemy zachwycać się pięknem Gerlacha. Przed nami widać jego jaśniejsze zbocza oraz liczne płaty śnieżne (nawet w lecie). Dojście do lokalnej przełęczy odbywa się wąską, wydeptaną ścieżką wśród traw, okrążając miejscowe wzniesienie z dużym głazem na jego szczycie. Ponownie dochodzimy do potoku Wielickiego i idziemy wzdłuż niego. Szlak musiał być wytyczony w wąskiej dolinie, ponieważ środkiem przepływa potok, a nieco dalej „wyrastają” monumentalne zbocza Gerlacha. Okrążając miejscowe, trawiaste wzniesienie ze skałą na jego szczycie, szlak prowadzi przez usypisko kamieni. Z tego miejsca po raz pierwszy możemy popatrzeć na ogromny, stożkowy piarg (usypisko kamieni) u stóp Gerlacha. Robi wielkie wrażenie, ponieważ jest zdecydowanie większy niż jakikolwiek inny, który widzieliśmy w Tatrach. Spoglądając na prawo, zobaczymy piękne, popękane, czarne skały w otoczeniu równych traw. Teraz jesteśmy powyżej wysokości 1940 m n.p.m. Odtąd nie zobaczymy już więcej kosodrzewiny, ani innej bujnej roślinności. Po obejściu wzniesienia Kupoli otwiera się przed nami widok na Długi Staw Wielicki. Teraz głównie będziemy wędrowali przez gołoborza kamieni. Wraz z osiąganiem wysokości teren jest coraz bardziej „surowy”. Nie dochodzimy do samego stawu, ponieważ szlak stopniowo prowadzi nas wzdłuż stromo opadających stoków w jego stronę. Dzięki takiemu wytyczeniu trasy ciągle idziemy coraz wyżej, nie męcząc się przy tym za bardzo. Idąc wzdłuż zbiornika, powyżej jego poziomu, ciągle będziemy widzieć jednakowo wyglądające gołoborza kamieni przed nami. Chociaż Morskie Oko i Czarny Staw pod Rysami mają wyjątkową moc przyciągania swoim pięknem, to uważam, że Długi Staw Wielicki ma również coś w sobie wyjątkowego. Jego wody są tak czyste, że niezależnie od głębokości bardzo wyraźnie widać wszystkie kamienie na jego dnie. Dodatkowo wody przyjmują bardzo jasny odcień turkusowego koloru, co przyciąga wzrok. Kiedy staw jest spokojny naprawdę trudno nie zarządzić dłuższej przerwy, by zobaczyć ten niezwykły widok. W lecie jego lodowate zimne wody pozwolą nam na chwilę orzeźwienia. Trzeba pamiętać, że jesteśmy znacznie powyżej poziomu stawu, dlatego najbezpieczniej jest przystanąć przy jego brzegu na samym początku, kiedy okrążamy wzniesienie Kupoli. Wtedy przechodzimy dosłownie przy jego wodach i wystarczy zejść po kilku skałkach wśród bujnych kęp traw, by poczuć, jaki jest lodowaty.


Gerlach cały czas towarzyszy nam po lewej stronie


Ogromny, potężny piarg u stóp Gerlacha

 
Niesamowicie czyste wody Długiego Stawu Wielickiego

Z każdą chwilą zauważamy, jak stopniowo osiągamy wysokość, znajdując się coraz wyżej lustra wody. Najpiękniejsze kolory i widok na staw mamy mniej, więcej w połowie jego długości. Warto przystanąć, bo zobaczymy z pewnością bardzo wyraźnie wszystkie głazy na dnie oraz największą głębię turkusowej barwy. Widzimy stąd również wielki głaz o kształcie sześcianu, który wiele lat temu odpadł od stromego zbocza Gerlacha i spadł do wody z wielkim impetem. Do dziś stoi w nienaruszonym stanie. Zobaczymy tutaj wręcz fenomenalny Krcmarovy Żleb i piarg mający idealny kształt stożka, nad którym wznosi się wielka szczelina przysypana śniegiem. Tuż przed nim widać wielką, pionową ścianę, na szczycie której dostrzeżemy mały kocioł. W kotle powinniśmy dojrzeć ogromny głaz, który wygląda, jakby lada chwila miał spaść do stawu. Od pierwszej „półki” z wodospadem, licząc od jej góry, powinniśmy zajść do Długiego Stawu Wielickiego w około 45min. Ten zbiornik nie ma wielkich rozmiarów, a mimo wszystko, kiedy dochodzimy do jego końca, widzimy, że jesteśmy już kilkadziesiąt metrów nad jego poziomem. Jesienią, kiedy przejrzystość powietrza jest największa, a woda ma temperaturę bliską 0’C, zobaczymy najpiękniejszy widok w postaci szafirowo-turkusowego niezwykle przezroczystego stawu! W trakcie przechodzenia wzdłuż linii brzegowej, tyle że powyżej jego poziomu, szlak zakręca w prawo łukiem szeroką i bardzo równą ścieżką ułożoną z płaskich kamieni. Trzeba dopowiedzieć, że już od samego początku Długiego Stawu Wielickiego szlak prowadzi bardzo równą ścieżką, przez co idziemy wygodnie, regularnie osiągając coraz większą wysokość. Na końcu staw jest wąski i mniej ciekawy. W ogóle uważam, że widok z tej strony na niego jest o wiele mniej interesujący. Idąc szlakiem, w oddali zauważymy „drzewo” z drogowskazami na Polskim Grzebieniu. Powinniśmy go szukać na grani przed nami, trochę po prawej stronie. Jak szybko zauważymy, będziemy mieli kolejną stromiznę do pokonania, kiedy dojdziemy do stóp Małej Wysokiej. Na końcu Długiego Stawu Wielickiego charakter naszej trasy nieco się zmieni, bo chociaż ciągle będziemy regularnie osiągać wysokość, to teraz z gołoborzy kamieni wyjdziemy na stromo opadające zbocza ku kamienistej dolinie, przecinając je wzdłuż.


Tego "drzewa" szukamy daleko przed sobą

Na początku przejdziemy przez pas traw, później przez wąskie usypisko kamieni, znowu pas trawy i na końcu dojdziemy do ciemnych i spękanych skał po prawej stronie. Jedynie przejdziemy obok nich. Za skałami ponownie idziemy w trawiastym terenie, naprzemiennie poprzecinanym wąskimi usypiskami kamieni. Bardzo ciekawy jest fakt, że tych okolicach, pomimo przekroczenia granicy 2000 m n.p.m. nadal spływa woda z wyższych partii gór. W wielu miejscach możemy jej zaczerpnąć i się napić. Przez najbliższe 30min będziemy podchodzić w podobnym terenie, tyle, że wraz z wysokością coraz bardziej będą przeważać kamiennie usypiska łączące się w gołoborza. Szlak na całej długości prowadzi nas równym chodnikiem z poukładanych płaskich kamieni. Idziemy tak przez około 20min. Po drodze mijamy jeszcze wiele cieków wodnych widocznych na płaskich skałach po prawej stronie szlaku, tworzących strome zbocza. Powyżej wysokości 2100 m n.p.m. widzimy coraz mniej roślinności a wszystko dookoła wydaje się takie „surowe”. Kiedy popatrzymy w różnych kierunkach będziemy widzieć tylko rozległe usypiska kamieni oraz góry znacznie wyższe niż poziom, na którym aktualnie jesteśmy. Z każdą minutą zauważymy, że stoki po prawej są coraz bardziej strome. Przed nami widzimy już Polski Grzebień i rozpoznawalne, okorowane i pomalowane drzewo z drogowskazami. Z łatwością możemy określić którędy mamy iść. Na ostatnim odcinku ścieżka kończy się pomału i wejdziemy na fragment ubezpieczony na całej długości łańcuchami. Do przełęczy Polski Grzebień zostało nam jakieś 15min wędrówki. Szlak najpierw prowadzi przez kilkadziesiąt metrów wzdłuż ukośnych, płaskich płyt skalnych oraz innych głazów po prawej stronie drogi. Stanowią one naturalną zaporę nie do przejścia. Dalej idziemy wydeptaną ścieżką, gdzie po naszej lewej jest bardzo strome, trawiaste urwisko. Teraz możemy poczuć dużą wysokość, na której jesteśmy. W trakcie wędrówki dojdziemy do miejsca, gdzie mamy przed sobą dwie ścieżki. Ta niżej położona obowiązywała do 2008 roku. Teraz przebieg szlaku nieco zmieniono, ale jest bardzo dobrze oznakowany i dodatkowo rozpoczynamy odtąd wspinaczkę przy pomocy łańcuchów. Skręcamy ostrym zakrętem w prawo i szybko będziemy osiągać wysokość. Patrząc z góry na zakręt zauważymy, że stary szlak wytyczono na skraju urwiska i część ziemi oraz skał zsunęła się ze zbocza w głąb kamienistej doliny. Z tego właśnie względu powstała konieczność wytyczenia nowej trasy.

TRUDNOŚCI NA MAŁEJ WYSOKIEJ, CZYLI ŁAŃCUCHY W DRODZE NA MAŁĄ WYSOKĄ
Przed sobą widzimy tylko wysokie, popękane skały, którymi będziemy musieli wejść do góry. Dla osób, które mają lęk wysokości, to podejście może być trudniejsze, ponieważ rozpoczynamy wspinaczkę dosłownie do góry w linii prostej. Za ostrym zakrętem podchodzimy do pierwszej skały krótkim trawersem. Wisi tutaj pierwszy, luźny łańcuch. Na początku mamy wiele ułatwień w postaci pęknięć w skałach, czy też wyżłobionych stopni. Wystarczy chwycić się dobrze łańcucha i podchodzić ku górze. Nasza pierwsza „ścianka” zakończy się bardzo stromym, skalistym zboczem, gdzie szlak prowadzi dwiema szczelinami wśród skał. Po środku tych szczelin wystaje podłużny, szpiczasty głaz, przez co musimy dobrze uchwycić się łańcucha. Teraz wybieramy jedną z dwóch opcji obejścia wystającego głazu, ponieważ po obu jego stronach droga wygląda tak samo. Powinniśmy patrzeć za pęknięciami w skałach, będącymi jednocześnie dobrymi stopniami lub też za wystającymi fragmentami skał, na których z łatwością możemy postawić stopę. Najgorzej może być jedynie powyżej odstającego głazu, ponieważ tutaj łańcuch zakręca pod bardzo ostrym kątem w lewo. Musimy dosięgnąć go tak, żeby mieć stabilny chwyt. W trakcie pokonywania obu trudności pamiętajmy, że w tym miejscu, z powodu niewielu możliwości postawienia stabilnego kroku, trzeba nogami podciągać się jak najwyżej. Stając w połowie odstającej skały będziemy mieli kolano dosłownie przed sobą, ponieważ musimy postawić długi krok do góry. Z drugiej strony jednym podciągnięciem szybko pokonujemy resztę trudności. Tam, gdzie zakręca łańcuch w lewą stronę wchodzimy ponownie na wydeptaną ścieżkę wśród skał i traw. Można powiedzieć, że połowę trudności mamy już za sobą. Te, które są przed nami nie będą już tak wymagające. Odtąd nie musimy podchodzić na skaliste ścianki, ale raczej będziemy przecinać je na szerokość. Tutejszy zakręt w lewo tworzy wielki głaz i kilka mniejszych kamieni, które służą nam jako stopnie. Kilkadziesiąt metrów dalej, idziemy wzdłuż kolejnych płyt skalnych i płaskich głazów. Dochodzimy do ukośnie nachylonej, płaskiej skały, na którą teraz musimy wejść. Na szczęście mamy do dyspozycji łańcuch. Wejście na skałę jest łatwe, ponieważ wystarczy postawić standardowej długości krok i trzymać się łańcuchów po prawej stronie. Idziemy wyżłobioną ścieżką w skałach, która jest bardzo widoczna. Zresztą o tej porze idzie tyle ludzi, że zawsze widać cały przebieg szlaku. Za długim i płaskim głazem mamy przed sobą kolejną serię łańcuchów. Te są zdecydowanie łatwiejsze, ponieważ idziemy w poziomie. Z płaskiej płyty przechodzimy na małe, skaliste wzniesienie, gdzie trzymamy się łańcuchów po prawej stronie. Wejście na wzniesienie odbywa się po nieregularnych, odstających kamieniach, które tworzą dla nas stopnie. Dzięki nim możemy stawiać stabilne kroki i szybko podchodzić na jego szczyt. Ten fragment powinniśmy szybko pokonać, ponieważ ma długość rozpiętości czterech łańcuchów. Wychodzimy wówczas na skalisty zakręt, skąd mamy bardzo dobry widok na niższą część szlaku oraz, na urwisko poniżej nas.

Na zakręcie przechodzimy przez naturalną bramę, którą tworzą wystające skałki po obu stronach ścieżki. Wychodzimy na kilkudziesięciometrowy fragment ścieżki z poukładanych kamieni. Idziemy wśród traw. Na jej końcu zobaczymy kolejne przeszkody na trasie, ponieważ mamy do pokonania kolejny, trudniejszy odcinek z łańcuchami. Na początku podchodzimy około trzy metry po ukośnej płycie skalnej z licznymi pęknięciami, gdzie dalej chwytamy za łańcuch. Myślę, że tutaj jest najtrudniejsza część szlaku, ponieważ mamy do pokonania około czterometrowy kominek skalny. Nie jest on pionowy, jakby nazwa wskazywała, ale trzeba przyznać, że jest dość stromy. Całe podejście ubezpieczają trzy przęsła łańcuchów. Pierwsze prowadzi na płaską płytą skalną do kominka. Drugie jest przeciągnięte wzdłuż kominka. W kominku idziemy tak, że chwytamy łańcucha po prawej stronie i podciągamy się, jednocześnie szukając odstających fragmentów skał. Wyglądają jak odłupane fragmenty głazów i na dodatek są pochylone ku nam, co utrudnia podejście. Właśnie tutaj powstają zatory, gdy idzie więcej turystów. Rozwieszony łańcuch wiele nam pomoże, ponieważ możemy podciągać się przy jego pomocy, przez co nie musimy całym ciężarem stawać na występkach skalnych. Dzięki temu poczujemy się bezpieczniej. Trzecie przęsło to krótki fragment łańcucha rozpięty, pomiędzy dwoma metalowymi uchwytami. Ułatwia on przejście płaską i ukośną płytą ponad kominkiem. Na płycie skręcamy w lewo, wąską, wyżłobioną ścieżką. Nadal będzie stromo, ponieważ musimy przejść z jednej skały na drugą. Po przejściu trudności czwarte przęsło prowadzi nas na skalistą ścieżkę. Mamy tutaj do dyspozycji kamienne stopnie, które ułatwiają podejście. Za nim znajdują się kolejne cztery przęsła, które raczej pełnią funkcję zabezpieczającą w przypadku, gdy przez nieuwagę stracimy równowagę. Za pierwszym łańcuchem, licząc od kominka, nie występują już żadne trudności. Po prostu trzeba iść ze zwiększoną uwagą, bo przechodzimy tędy przez lokalne wzniesienie z płaskich płyt skalnych. Przy deszczowej, lub mglistej pogodzie można dość łatwo się pośliznąć, a musimy mieć świadomość, że po lewej stronie mamy bardzo dużą przepaść.


Pierwszy fragment z łańcuchami w drodze na Polski Grzebień


Łańcuchy w drodze na Polski Grzebień


Ubezpieczenie w postaci łańcuchów w kominku

Doszliśmy do przełęczy Polski Grzebień 2200 m n.p.m. W trakcie podchodzenia na odcinkach z łańcuchami musimy pamiętać o jednej rzeczy. Łańcuchy są tu rozwieszone nieco w inny sposób niż na wszystkich polskich szlakach, ponieważ każdy z nich jest przytwierdzony tylko do jednego karabinka, który z kolei przykręcony jest do haka, co sprawia, że trzeba utrzymywać wielkie odstępy między osobami. Trzymamy się zasady, że jedna osoba łapie za jeden łańcuch. Takie umiejscowienie karabinka i sposób montażu łańcucha powoduje, że złapanie się go oznacza pociągnięcie jednego łańcucha przed hakiem znajdującego się przed nami jak i tego za nami, co wydłuża czas oczekiwania. Na polskich szlakach łańcuchy są mocowane za pomocą dwóch karabinków, co jest znacznie bezpieczniejsze i nie pociągamy łańcuchów przed i za nami, bo cała siła jest tłumiona na krótkim przewieszeniu, składającym się z kilku ogniw pomiędzy dwoma karabinkami wiszącymi na jednym haku. Trzeba też dodać, że słowackie łańcuchy są znacznie cieńsze niż polskie. W naszej części Tatr używane są łańcuchy na ciężary do 5,1 tony (50kN). Warto pamiętać o tych zasadach, ponieważ, jak widać, Słowacy mają gorzej rozwiązany system łańcuchów. Na słynnej Czerwonej Ławce widziałem w dwóch miejscach urwane i przetarte łańcuchy.


Przełęcz Polski Grzebień 2200 m n.p.m.

WEJŚCIE NA MAŁĄ WYSOKĄ - OPIS TRUDNOŚCI
Jesteśmy na wysokości 2200 m n.p.m. a panoramy już z tego miejsca są niezapomniane. Dookoła widzimy mnóstwo wysokich gór. Największe wrażenie robi z pewnością Gerlach. Możemy stąd też popatrzeć na całą grań dojściową, zwaną Martinka, którą niewielu decyduje się wchodzić na króla Tatr, ze względu na bardzo długi czas przejścia. Godny uwagi jest również Lodowy Szczyt 2634 m n.p.m. i sąsiedni Pyszny Szczyt 2621 m n.p.m. Można powiedzieć, że jesteśmy w sercu Tatr, ponieważ otaczają nas z każdej strony góry o wysokości powyżej 2400 m n.p.m. Chyba nie ma takiego drugiego miejsca w Tatrach, gdzie możemy podziwiać tak wiele wysokich gór w jednym miejscu. Z Polskiego Grzebienia najbardziej jednak uwagę przyciąga Zmarzły Staw w Dolinie Białej Wody. W lecie jest przepiękny, kiedy słońce w pełni go oświetla. Z Polskiego Grzebienia skręcamy w prawo, widoczną ścieżką. W około 50min do godziny, powinniśmy dotrzeć żółtym szlakiem na Małą Wysoką. Trudno opisać jest szczegółowo całe podejście, ponieważ nie licząc pierwszego odcinka, na całej długości jest dosłownie takie samo. Nawet trudno dostrzec właściwy szlak, ponieważ zbocza Małej Wysokiej wyglądają, jak gdyby rozsypano na nich niezliczone ilości głazów. Każdy więc idzie, jak mu odpowiada, omijając większe z nich. I ja, kiedy tutaj jestem robię tak samo, bo właściwy szlak nie zawsze jest widoczny. Po prostu trzeba iść ciągle do góry, trzymając się kilka, kilkanaście metrów od lewej krawędzi urwiska. Trzeba dodać, że szlak na Małą Wysoką jest nietypowy, ponieważ idziemy górą, która wygląda, jak gdyby po lewej stronie zapadła się na całej długości w przepaść. Z tego powodu, na całej długości szlaku po lewej stronie mamy potężne urwisko aż po sam szczyt. Ściany skalne za krawędzią opadają prawie pionowo ku Zmarzłemu Kotłowi.


Zmarzły Staw widziany z przełęczy Polski Grzebień - nawet w lipcu możemy zobaczyć wielkie tafle lodu na powierzchni


Początkowy fragment szlaku, tuż nad przełęczą Polski Grzebień

W tej wędrówce musimy mieć jakieś punkty odniesienia, żeby wiedzieć gdzie jesteśmy, dlatego warto zapamiętać kilka charakterystycznych miejsc. Na samym początku będziemy podchodzić czarnymi skałami o bardzo nieregularnych kształtach. Jest stromo i obchodzimy je z prawej strony, stąd na szlaku mamy do pokonania jeszcze trzy przęsła łańcuchów. Idziemy stromo do góry, cały czas trzymając się ich. Nie zobaczymy przepaści, ale ścieżka prowadzi w wąskim terenie i na drodze wystaje dużo różnych skał. Ten fragment nie powinien sprawić nam żadnych problemów. Trudniejsze odcinki mieliśmy przed przełęczą. Po wyjściu na górę czarnych skał mamy przed sobą widok na praktycznie cały szlak, aż po sam szczyt. Tutaj też znajdziemy z łatwością żółte znaki szlaku, które poprowadzą nas pomiędzy pierwszymi dużymi głazami. Cały czas idziemy wzdłuż krawędzi urwiska, które znajduje się po naszej lewej stronie. Na tym odcinku omijamy bardzo duże głazy i przechodzimy po kilku niewielkich płytach skalnych. Nieraz musimy stawiać tu większe kroku do góry, żeby wejść na jakiś głaz lub skałę. Tylko do tego momentu droga jest oczywista i czytelna. Dalej mamy przed sobą wielkie przestrzenie pełne kamieni. Jako, że widzimy ogólny kierunek i wiemy gdzie mamy iść, to podchodzimy tak, żeby nie zbliżać się do krawędzi urwiska. Pomiędzy głazami widać mnóstwo wydeptanych ścieżek, bo tutaj wszystko sypie się pod nogami. Wystarczy, że będziemy szli jedną z takich tras i na pewno dojdziemy tam, gdzie chcemy. Drugim punktem odniesienia będzie wielka brama skalna do przepaści. Od przełęczy dojdziemy do niej w 15min. Niestety w okolicach „bramy” podejście jest bardzo strome, ale nie występują tu żadne trudności. Idziemy w zagłębieniu terenu mając po obu stronach skały. Brama jest bardzo piękna, ponieważ jej lewy filar tworzy wysoka, ale wąska skała o kształcie prostopadłościanu, a prawy jest przedłużeniem grani głównej. Każdy tutaj przystaje na chwilę, żeby chociaż zrobić jedno zdjęcie. To miejsce jest bardzo urokliwe.


Charakterystyczna brama skalna, którą trudno przegapić

Trzecim punktem odniesienia będzie lokalna przełęcz na około 3/5 podejścia. Rozpoznamy ją po wielkim wcięciu w grani, które jest widoczne od samego początku. Powyżej wysokości bramy będziemy mieli przysłoniętą dalszą część szlaku, dlatego nie myślmy czasem, że to już szczyt, bo kiedy dochodzimy do przełęczy, przed nami nagle „wyrasta” drugie tyle samo grani, którą mamy do pokonania. Pocieszający jest fakt, że szlak ponownie staje się czytelny i nawet możemy przejść większy odcinek kamiennymi stopniami, które jednocześnie wskazują nam właściwą drogę. Idziemy tutaj około 3-4m od krawędzi urwiska. O dziwo, pomimo dużej wysokości, zobaczymy wiele bujnych kęp traw. Na około 100m przed dojściem do wcięcia w grani mamy do pokonania jeszcze krótki rząd wystających skał ze zbocza. Nie występują tu żadne łańcuchy. Z drugiej strony nie ma takiej konieczności, ponieważ skały zapewniają bardzo dobrą przyczepność i z pewnością znajdziemy tu wiele możliwości postawienia stabilnych kroków. Odstające skały tworzą niskie, ale podłużne, pionowe grzędy, którymi musimy wejść. Na ich szczycie przejdziemy dość szeroką, ale zarośniętą trawami ścieżką. Przez chwilę będziemy w płaskim terenie, z którego wystają szpiczaste skały – podobnie, jak Mnichy Chochołowskie, tyle, że tutejsze są bardzo malutkie (mają tylko 20-50cm wysokości). Kiedy dojdziemy do przełęczy na głównej grani, zobaczymy, co jest faktyczną trudnością oznaczoną na mapie w tym punkcie. Grzędy, które teraz pokonywaliśmy są jedną z nich, a samo wcięcie powoduje, że przez chwilę jest wąsko na szlaku i widzimy bardzo wielką przepaść. Dodatkowo szlak prowadzi tędy kolejnym, około sześciometrowym kominkiem, którym musimy wejść do góry pod bardzo strome skały. Kiedy dochodzimy do niego zauważamy, że mamy wiele punktów chwytu i podparcia na całej długości. Bardziej może nas wystraszyć wąskie przejście oraz wystawienie na ekspozycję, czyli widzimy po naszej lewej ogromną przepaść.


Mozolne i długie podejście na szczyt Małej Wysokiej

Inni decydują się pokonywać trudności na szlaku na Małą Wysoką poprzez ominięcie kominka. Idą wówczas poszarpanymi, odstającymi skałami, które są jeszcze wyższe. Najbezpieczniej jest chyba połączyć obie wersje i rozpocząć podejście od kominka i skręcić w prawo na skały o nieregularnych kształtach. Ten odcinek sprawia więcej problemów dla mniej wprawnych turystów podczas zejścia. Trzeba dodać, że po lewej widzimy oczywistą dla nas przepaść, ale jest tu tak wąsko, że poza kominkiem i skałami o nieregularnych kształtach nie mamy innej możliwości, ponieważ dalej, po prawej, skały opadają prawie pionowo ku niższym partiom zbocza góry. Musimy więc bardziej wytężyć naszą uwagę, bo sama trasa daje wiele możliwości stawiania stabilnych kroków, mając przy tym dobre chwyty. Największym błędem podczas schodzenia, który jest powielany przez turystów, którzy okazjonalnie lub rzadko chodzą po górach, jest schodzenie twarzą do stromizny. Wtedy w razie utraty równowagi na pewno nie będą mieli możliwości złapania jakiejkolwiek skały. Zazwyczaj tłumaczą ten fakt, że chcą mieć widok na cały szlak, żeby wiedzieć co jest przed nimi. Na takich stromych odcinkach powinno schodzić się plecami do szlaku, ponieważ w razie pośliźnięcia cały czas jesteśmy uchwyceni skał i mamy dodatkowo jeden punkt podparcia. Dajemy sobie tym samym możliwość złapania jakiejś skały w razie wypadku. Skały o nieregularnych kształtach w tym miejscu wyglądają nieco jak czarne stopnie, a dookoła nich zobaczymy kępy traw. Wybierając naturalne stopnie będzie nam chyba najłatwiej. Kominek zaś, prowadzi wzdłuż krawędzi urwiska, ale najszybciej i najkrócej można pokonać wszelkie trudności. Bardziej wprawne osoby wybierają tę opcję, ponieważ wychodzimy z niego bezpośrednio na szeroką, jaśniejszą ścieżkę, gdzie dalej jest już łatwo. Trasa w kominku nie prowadzi pionowo do góry, ale raczej jest to podłużna rozpadlina pomiędzy dwiema skałami, które zbiegają się pod ukosem do siebie. Tutejsza umowna ścieżka jest nachylona dość stromo i przez to musimy sobie pomagać rękoma. W około 2/3 jego wysokości odstaje skała do środka, co utrudnia przejście, bo mamy zatarasowane przejście, a po lewej, dla odmiany, brakuje części podłużnej skały i praktycznie stoimy nad urwiskiem. Z tego względu nie wybieram w całości przejścia kominkiem, a jedynie jego pierwsze dwa metry, gdzie dalej skręcam w prawo, korzystając z czarnych, skalnych stopni. Kiedy przejdziemy ostatnią trudność na szlaku, zobaczymy, że jasna i szeroka ścieżka zakręca szerokim łukiem w prawo, po czym omija ostatni większy, czarny głaz.

Podczas wędrówki musimy pamiętać, że jeszcze przed charakterystycznym wcięciem w głównej grani zobaczymy cały przebieg szlaku aż po szczyt. Widzimy go jako szeroką ścieżkę, która wyróżnia się jako jaśniejsza linia biegnąca wzdłuż krawędzi urwiska. Za wcięciem nie ma już żadnych trudności. Skały, głazy i kamienie są znacznie mniejsze i teraz będziemy tylko „walczyć” ze stromizną podejścia, która potrafi nas mocno zmęczyć. Do wcięcia powinniśmy dojść w 40min. Pozostałe 20min drogi to wędrówka widoczną, szeroką, jaśniejszą ścieżką. W trakcie podchodzenia mamy wrażenie, że stromizny, które widzieliśmy z dołu, teraz są znacznie mniejsze. Rzeczywiście mamy takie wrażenie, jak gdyby góra „rozciągnęła się”. Po około 20min dochodzimy do szczytu, idąc cały czas w podobnie wyglądającym otoczeniu. To, co zobaczymy z wierzchołka głównego bardzo szybko pozwoli nam odpowiedzieć na pytanie: „po co tutaj przyszliśmy?”. Tak wspaniałych widoków trudno szukać gdzie indziej! Dookoła widzimy wysokie góry mające przynajmniej 2400 m n.p.m. Teraz możemy popatrzeć na Gerlacha w całej swej wspaniałości, ponieważ nie przysłaniają go żadne inne zbocza. Można powiedzieć, że stoimy do niego „twarzą w twarz”. Po przeciwnej stronie widać majestatyczną Łomnicę. Wiele razy zdarzyło mi się, że na poziomie 2500 m n.p.m. powstawał bardzo cienki pas chmur, który przecinał tę górę cienkim, białym woalem. Widok z takimi chmurami jest po prostu niezwykły! Czego chcieć więcej? Jedyne, co może denerwować to fakt, że wyruszając rano, nie popatrzymy ze szczytu na Staroleśny Szczyt 2476 m n.p.m., zwany po słowacku Bradavicą, ponieważ zwykle docieramy tu po południu i nad jego wierzchołkiem znajduje się słońce. Nie można nawet dostrzec większych szczegółów, ponieważ przy słońcu, które na tej wysokości jest bardzo mocne, góra wygląda tylko jak czarna bryła z dwoma szczytami. Patrząc w tej samej linii, na końcu widać Sławkowski Szczyt 2452 m n.p.m. Mamy stąd również najwspanialszy widok na Martinkę i z pewnością dostrzeżemy tam wspinaczy próbujących wejść na Gerlach podczas słonecznego dnia.

Jest jeszcze kilka innych punktów, które zwrócą naszą uwagę. Zdecydowanie będzie to wielki kocioł ze śniegiem pod Świstowym Szczytem 2383 m n.p.m. oraz przepiękne tatrzańskie stawy, a zobaczymy ich kilka. Na pierwszy plan wysuwa się Zmarzły Staw w górnej części Doliny Białej Wody. Tak naprawdę znajduje się on w Zmarzłym Kotle. Zbójnickie Stawy i Puste Stawy wyglądają równie pięknie, ponieważ są rozsiane na wielkiej, kamiennej kotlinie u stóp najwyższych gór. To miejsce nazywa się Kotliną pod Przełomem. Patrząc w stronę Polski, z łatwością dostrzeżemy Litworowy Szczyt 2423 m n.p.m., Żłobisty Szczyt 2426 m n.p.m., Wysoką 2547 m n.p.m., dwuwierzchołkowe Rysy 2499 m n.p.m. i 2503 m n.p.m. oraz Niżnie Rysy 2430 m n.p.m. Miejsca na szczycie Małej Wysokiej jest niewiele, dlatego w pogodne dni warto przybyć tu wcześniej, żeby mieć jeszcze czas na podziwianie widoków i odpoczynek, ponieważ lista chętnych z każdą godziną będzie się wydłużać. Zejście z Małej Wysokiej jest bardzo przyjemne, bo teraz mamy cały czas widok na Gerlacha i przepaściste zbocza Małej Wysokiej oraz na Przełęcz Rohatka, która znana jest z trudności na szlaku oraz z dużej ekspozycji w drodze z Polskiego Grzebienia do Zbójnickiej Chaty. Zejście z góry powinno zająć nam około 40min. Trzeba wiedzieć, że powrót odbywa się tą samą drogą, bo innej możliwości nie ma. W trakcie schodzenia na Polski Grzebień, zobaczymy, że na Małą Wysoką podążają największe tłumy. Jeśli nie mamy samochodu i dojeżdżaliśmy do Starego Smokowca autobusem, to nic z tym nie zrobimy, ale jeśli mamy samochód, to polecam przyjechać tak, żeby rozpocząć wędrówkę na godzinę przez wschodem słońca, a wtedy wyprzedzimy tłumy nawet o trzy godziny. Ja z moim kolegą robimy tak, że staramy się wyruszać o godzinie 3.00 po to, żeby długie, ale mało ciekawe odcinki leśne przejść w nocy. Wtedy możemy podziwiać piękny wschód słońca ponad górną granicą drzew oraz mamy mnóstwo czasu na przejście szlaku w zupełnej ciszy. Na szczycie również mamy całkowity spokój i możemy zrobić ciekawe zdjęcia.

SZLAK DOLINĄ BIAŁEJ WODY - NAJPIĘKNIEJSZA TATRZAŃSKA DOLINA, OPIS ZEJŚCIA DO DOLINY
Na początku wspominałem o Dolinie Białej Wody, że jest najpiękniejszą doliną w całych Tatrach Słowackich. Trudno się nie zgodzić, kiedy mamy stąd fenomenalne widoki, jesteśmy w otoczeniu wysokich gór i dodatkowo widzimy kilka stawów, w sąsiedztwie których kwitną kolorowe kwiaty. Przejście doliną potrafi maksymalnie wyciszyć człowieka, ponieważ jest bardzo długa i nie spotkamy wielkich tłumów. Na Polskim Grzebieniu wybieramy zielony szlak – łącznik, którym zejdziemy do niebieskiego. Z rozstaju dróg można pójść ścieżką znakowaną na niebiesko: przez całą Dolinę Białej Wody, albo w 45min wejść na legendarną przełęcz Rohatka, słynącą z klamer i trudności na szlaku. Jako, że chcemy przejść Dolinę Białej Wody, bo założyliśmy powrót do Polski, to teraz skupię się na jej opisie. Najpierw jednak powiedzmy coś o samym zejściu z Polskiego Grzebienia do skrzyżowania szlaków. Zejście z Polskiego Grzebienia nie należy do przyjemnych, ponieważ będziemy schodzić stromym stokiem i na dodatek w wielu miejscach na ścieżce kamienie są niezwiązane i bardzo łatwo o upadek. Pierwszy odcinek zabezpieczono drewnianymi balami ze świerków. Zbudowano z nich ramy schodów, które wypełniły się sypkim materiałem oraz większymi kamieniami. Kiedy zbocze staje się coraz bardziej strome widzimy, że drewniane stopnie znikają i teraz idziemy krętymi, ułożonymi z płaskich kamieni, w wielu miejscach, wysokim schodami. Nie są jednak zbyt wygodne, ponieważ nawet one nie są położone na stabilnym terenie. W trakcie wędrówki widzimy, jak drobne kamyczki wyjeżdżają nam spod nóg. Nie raz trudno utrzymać równowagę. Próbowano nawet zabezpieczyć osuwający się teren metalowymi prętami zbrojeniowymi, wbijając je przy każdym stopniu, jednak zatrzymały już tyle materiału, że same się powyginały. Kamienie przebierają ponad ich poziom, stąd i ta forma zabezpieczenia nie zdała egzaminu. Chyba najbardziej praktyczne są drewniane bale, ale niestety nie wszędzie można je zamontować.


Próba zabezpieczenia szlaku prętami zbrojeniowymi

Schodząc w sypkim terenie musimy w szczególności uważać, żeby przez przypadek nie potknąć się o wystający pręt, bo wiele z nich jest niewidocznych, ponieważ mają podobny kolor jak otoczenie. W miejscach, gdzie ścieżka osunęła się w dół zbocza, zainstalowano siatki z prętów, które wypełniły spadające kamienie i dzięki temu brakujący fragment szlaku powstał samoistnie na nowo. W połowie zejścia, które trwa 15min-20min dochodzimy do wielkiej skały, którą nasza ścieżka okrąża od lewej strony. Idziemy przy jej pionowej ścianie, wzdłuż której ułożono kamienne stopnie. Właśnie ten odcinek najbardziej naszpikowano prętami zbrojeniowymi, bo tutaj dosłownie nic nie jest związane z podłożem. Szlak z Polskiego Grzebienia do Doliny Białej Wody jest bardzo męczący dla kolan, ponieważ schody w wielu miejscach są wysokie i jednocześnie mamy dużą stromiznę do pokonania. W szczególności męczymy się na ciągłym hamowaniu lub też stawiając stabilne kroki, ponieważ na stopniach leżą duże ilości małych kamieni niezwiązanych z podłożem. Tu powstaje największy problem, bo nieraz widziałem, jak w czasie utraty równowagi dodatkowo ktoś potykał się o wystający pręt. Warto więc schodzić powoli i uważnie. Kiedy wyjdziemy za ściankę skalną nasz szlak zakręca w lewo i rozpoczniemy tym samym kolejną serię stromych stopni. Poniżej wielkiej skały szlak prowadzi krótkimi, ale bardzo sypkimi trawersami. Schody najczęściej są przysypane ziemią, gdzie trudno o stabilny krok. W dole widzimy ciągle Zmarzły Staw, który w popołudniowej części dnia jest najpiękniejszy, bo w pełni oświetla go słońce, wydobywając z niego największą głębię kolorów.  Widzimy też fragment ścieżki, którą będziemy szli dalej, ale tylko jej małą część, ponieważ na razie zasłaniają ją strome, skaliste zbocza po lewej stronie szlaku. Dochodzimy do skrzyżowania szlaków na stromym stoku góry. Ciągle mamy przed sobą wysokie, opadające, kamienne stopnie. Co ciekawe, rozstaj dróg nie znajduje się u stóp zbocza, którym schodzimy, ale pozostało nam gdzieś mniej więcej do zejścia jeszcze 1/3 jego wysokości. Idąc w dół, tuż przed skrzyżowaniem skręcamy w prawo za ścianką skalną i przed nami widać cztery „szyldy”. To są znaki informacyjne, gdzie mamy iść. Nie wyglądają jak znany nam słupek z tabliczkami, ale raczej jak szyld reklamowy jakiegoś baru, co tutaj wygląda bardzo efektownie. Jeden z nich jest przymocowany prostopadle do skały, a pozostałe trzy są przykręcone do niej na wszystkich czterech rogach. Idąc tędy, warto przeczytać co na nich napisano, ponieważ stojąc na rozstaju zobaczymy, że zawieszono je trochę za wysoko. Każda z nich ma swój zielony, blaszany daszek. Drogowskazy te najbardziej kojarzą mi się z tablicami upamiętniającymi kogoś, kto zginął w górach. Podobne możemy zobaczyć na symbolicznych cmentarzach ludzi gór pod Śnieżką w Sudetach, czy też w pobliżu Popradzkiego Plesa. Od tego momentu nasze zejście stanie się łagodniejsze, ponieważ szlak prowadzi nieco w lewo, przecinając zbocze góry wszerz. W prawo zaś, biegnie trasa na Rohatkę przez rozległe usypisko kamieni, gdzie nawet w lecie może jeszcze zalegać śnieg. W tym rejonie często słychać rozmowy idących ludzi, ponieważ echo bardzo dobrze roznosi głos po całej okolicy.


Drogowskazy w postaci "szyldów"

DOLINA BIAŁEJ WODY
My wybieramy niebieski szlak Doliną Białej Wody. Szlak wytyczono okrężną drogą wzdłuż zbocza, przez duże rumowiska kamienne, przez co nie trawersujemy gór i nie schodzimy już tak stromo. Nasze kolana w końcu będą mogły częściowo odpocząć. Przed sobą widzimy cały przebieg ścieżki w pobliżu Zmarzłego Stawu, po jego lewej stronie. Od teraz będzie to ułożony chodnik z kamieni, który ułatwi nam schodzenie. Do Łysej Polany powinniśmy dojść w jakieś 4h 30min, ale z doświadczenia wiem, że potrzebujemy znacznie więcej czasu, ponieważ przy każdym stawie obowiązkowo trzeba przystanąć z powodu niepowtarzalnie pięknej przyrody. Kiedy ludzie są zmęczeni uporczywym schodzeniem z Polskiego Grzebienia nie zatrzymują się przy drogowskazach, ponieważ nie ma tam za bardzo miejsca i nadal jest stromo. Trzeba zejść kilka metrów niżej do jasnych skał, gdzie namalowano strzałki niebieskiego i zielonego szlaku. Wtedy skręcamy w lewo i idziemy jakieś 30m kamiennym chodnikiem. Znajdujemy pierwsze miejsce na równym terenie, gdzie możemy przystanąć. Z tej odległości widać, jak nietypowy jest tutejszy drogowskaz oraz w jakim pięknym otoczeniu jesteśmy. Szlak jest odtąd bardzo dobrze oznaczony. Co chwilę znajdujemy niebieski pasek na jakimś głazie. Schodząc coraz niżej dojdziemy jeszcze do długiego łuku ścieżki wygiętego w lewą stronę, gdzie będzie nas czekać jedyna trudność na tej trasie. Ścieżka prowadzi wzdłuż wielkich skał, aż w końcu trzeba przejść jedną z nich. Występują tutaj płyty skalne i skały o poszarpanych kształtach, przez co jest trochę trudniej zejść. Dochodzimy do skraju jednej z nich tak, jak prowadzi niebieski znak i odwracamy się tyłem do szlaku. Obiema rękoma chwytamy skały przed nami i najpierw lewą stopą stawiamy krok na niżej położonym występku skalnym. Poniżej widać wyraźny stopień o sześciennym kształcie. Tam stawiamy prawą stopę, dzięki czemu przechodzimy tą około dwumetrową bardzo stromo nachyloną skałę. Stojąc prawą stopą na pojedynczym schodku teraz musimy lewą stopą postawić dłuższy krok w dół. Teraz jesteśmy ponownie na normalnej ścieżce, którą będziemy szli już do Zmarłego Stawu. Na zejściu za skały widać niebieski znak szlaku. Tak samo na sąsiedniej ściance zobaczymy niebieską strzałkę. Trasa jest bardzo dobrze oznakowana. Za trudnościami w terenie skręcamy pod kątem 90-ciu stopni i schodzimy kamiennymi stopniami w stronę stawu. Od rozstaju z ciekawymi drogowskazami aż do stawu, zejście powinno zająć nam jakieś 15-20min. Widzimy, że w trakcie schodzenia zbliżamy się do poziomu Zmarzłego Stawu. Pamiętajmy, jednak, że nie dojdziemy bezpośrednio do jego wód. Nawet w lecie są bardzo zimne i nie raz częściowo zamarznięte (nawet w połowie lipca!), przez co ludzie schodzą ze szlaku, by schłodzić się w upalne dni.

Schodząc od trudności skalnej do poziomu stawu, idziemy cały czas ułożonym chodnikiem z kamieni, przecinając kolejne rumowiska kamienne. W pobliżu zbiornika pojawiają się nawet pojedyncze pasy traw. Idąc wzdłuż niego staniemy na chwilę, ponieważ widzimy, że efektownie wygląda on z wysokości. W lecie po południu zwykle gromadzą się chmury, które zasłaniają słońce i przez to nie zobaczymy wspaniałych odcieni turkusu i szafiru wód Zmarzłego Stawu. Kiedy jest zacieniony nie wygląda tak atrakcyjnie. Obejście Zmarzłego Stawu z lewej strony powinno zająć nam jakieś 10min, licząc od jego początkowej linii brzegowej, aż do końca. Patrząc od tej strony staw jest zakończony trawiastą polanką, My jednak nadal będziemy szli przez kamienne rumowiska. Dopiero za zbiornikiem przecinamy niewielką polankę wszerz, wędrując tym samym w płaskim terenie od dłuższego czasu. Niektórzy świadomi ludzie, co można zobaczyć w tych okolicach z polanki, wchodzą na przeciwległe trawiaste zbocze z krzyżem u góry. Widać stamtąd dużą część Doliny Białej Wody oraz Dziką Turnię 2373 m n.p.m. Najpiękniejsze jest jednak przed nami! Idąc równą polanką dochodzimy do kolejnych rumowisk kamiennych. Wtedy dochodzimy do skraju wielkiej „półki”, na której powstał Zmarzły Staw. Teraz rozpocznie się długie i dość strome zejście, ale już w otoczeniu zieleni. Najbardziej jednak uwagę przyciągać będzie Litworowy Staw. Jest cudowny! Kiedy oświetla go w pełni słońce, zobaczymy przepiękną paletę barw. Z tego względu nigdy nie polecam przechodzenia Doliny Białej Wody w godzinach rannych, gdyż długo trzeba czekać zanim pojawi się w niej światło słoneczne. Kilka razy szedłem tędy rano i stąd wiem, że najpiękniej w tych okolicach jest po godzinie 13.00 w lecie. W trakcie schodzenia, przed nami widnieje charakterystyczny skalisty szczyt po prawej, przypominający kształtem nieco Machu Picchu. Wyróżnia się w okolicy. Z poziomu Polskiego Grzebienia, czy też Zmarzłego Stawu wyglądał na najniższą górę. Mowa o Hrubej Wieży 2086 m n.p.m. W trakcie schodzenia ta góra nagle „urasta”, ponieważ Litworowy Staw położony jest na wysokości 1860 m n.p.m. Rozpoczynamy kolejną serię trawersów, dzięki czemu dojdziemy w to najpiękniejsze miejsce doliny. Na skraju wielkiej „półki”, po lewej stronie zobaczymy wielką rozpadlinę, jakby góra była przecięta na dwie części. Widzimy też dalszy przebieg szlaku na dole, przy stawie. Najbardziej jednak wzrok przyciąga polana w płaskim terenie przy Litworowym Stawie, która wygląda, jak gdyby ktoś skosił tam równo trawę. Jest po prostu przepiękna! Nasz szlak teraz będzie prowadził przez wypukłość terenu, gdzie po obu jej stronach widać źleby. Po naszej lewej ciągnie się wielka rozpadlina aż do górnego poziomu dużej, zielonej polany ponad Litworowym Stawem.


Litworowy Staw

Piękne, równe trawy w pobliżu Litworowego Stawu

Schodzimy ścieżką wśród bujnych traw, które naprzemiennie przecinają pasy kamieni. To zejście powinno nam zająć jakieś 25min. Początkowo schodzimy coraz bardziej stromo, po czym za około 3min szlak zakręca lekko w prawo. Idziemy tutejszymi trawersami przez około dwie minuty na każdy z nich, bo za pierwszym zakrętem i po dwuminutowym przejściu, szlak ponownie zakręca lekko w lewo, i za kolejne dwie minuty, jeszcze raz lekko w lewo. Po kolejnych dwóch minutach ponownie zakręca w prawo. Cały czas idziemy w terenie, gdzie przeważają bujne trawy i inne liściaste rośliny. Cały czas idziemy przez „wybrzuszenie” zbocza górskiego, przez co mamy rozległe widoki niczym nie przysłonięte. Teraz ścieżka prowadzi przez około 5min bardziej stromo w dół, po czym zakręca pod kątem prostym w prawo. Dzięki temu w znacznym stopniu niwelujemy stromiznę zbocza. Zauważamy też, że czym jesteśmy niżej, tym gęstsza i bardziej różnorodna roślinność pokrywa te okolice. Za około czterominutowym odcinkiem takiej ścieżki skręcamy pod kątem prostym w lewo i za chwilę ponownie w lewo, żeby ponownie zbliżać się do Litworowego Stawu. Po przejściu tego trawersu pozostaje nam wędrówka wśród traw i pojedynczych głazów. Na poziomie końca wielkiej rozpadliny przechodzimy jeszcze cztery krótkie trawersy i wkraczamy na przepiękną, równą i pełną zieleni polankę. Najpiękniej jest tutaj w połowie lipca, ponieważ cały teren zakwita kolorowymi kwiatami.  Trudno sobie wyobrazić, żeby nie przystanąć tu chociaż na chwilę. Za każdym razem nas szczególnie przyciąga kwiecista łąka, gdzie rzucamy wszystko pomiędzy głazy i zasypiamy na godzinę.

LITWOROWY STAW I JEGO NIEZWYKŁE OTOCZENIE
Otoczenie Litworowego Stawu jest niezwykłe, ponieważ na południowym wschodzie widzimy Wielicki Szczyt 2318 m n.p.m., a przed nami widnieje ogromna dolina, którą będziemy ciągle iść – oczywiście jest to Dolina Białej Wody. Dodatkowo w okolicach stawu, przy szlaku, znajduje się jama pomiędzy głazami, w której w razie deszczu może schronić się nawet pięciu dorosłych ludzi. W środku jamy są ułożone nawet karimaty! Widziałem już nie raz, że niektórzy wykorzystywali to miejsce na wczesne wyjście w góry lub też, żeby pójść na Małą Wysoką na wschód słońca. Również w pobliskim rumowisku skalnym żyje mnóstwo świstaków. Najbardziej niezwykłą skałę mamy nad południowo-zachodnim brzegiem Litworowego Stawu. Jest to cienka i szeroka półka, nisko zawieszona tuż ponad lustrem wody. Woda wpychana przez wiatr pod nią wydaje dźwięk racic kozicy wspinającej się po skałach! O pięknie tego terenu można by pisać bardzo wiele, jednak lepiej będzie, gdy zobaczymy to wszystko na własne oczy i usłyszymy na własne uszy. Za Litworowym Stawem widzimy kolejną „półkę”, która stanowi kolejne „piętro” Doliny Białej Wody. Wydaje nam się, że za nią jest tylko wielkie urwisko. Tymczasem będziemy schodzić tamtędy kolejnym wybrzuszeniem zbocza górskiego pełnym wspaniałej roślinności. Dochodząc do brzegu „półki” idziemy ścieżką pomiędzy dużymi, a nieraz ogromnymi, głazami. Największe z nich leżą tuż za stawem. Głazy są naprawdę wielkich rozmiarów. Po prawej stronie mamy Litworową Przechybę 1986 m n.p.m. Tutaj skręcamy szerokim łukiem w lewo i od teraz będziemy cały czas schodzić Litworową Doliną. Ponownie przed sobą zobaczymy wybrzuszenie terenu na całej długości stromego stoku. Dzięki temu będziemy mogli zobaczyć znacznie więcej, bo nic nie przysłoni nam widoków. Zauważymy też, że poniżej „półki” na poziomie Litworowego Stawu jest jeszcze więcej bujnej roślinności i kosodrzewina tworzy tam zwarte i rozległe skupiska. Schodząc z okolic Litworowego Stawu musimy skręcić pod ostrym kątem w prawo, gdzie wśród dużych głazów poprowadzi nas szlak. Będziemy szli stopniami i ułożonym chodnikiem z płaskich kamieni. Za około 3min ścieżka zakręca ponownie pod ostrym kątem – tym razem w lewo. Odtąd kamienny chodnik będzie nas prowadzić stromo nachylonym zboczem w lokalnej, szerokiej i zielonej rynnie, którą tworzą naprzeciwległe zbocza górskie. Idziemy wzdłuż, pomiędzy nimi. Cały czas przed sobą, po lewej stronie, widzimy Litworowy Potok. Po prawej zaś, pierwsze skupiska niskiej kosodrzewiny. Nie wyglądają zbyt okazale.


Niesamowity Litworowy Staw


Jama z "miejscami noclegowymi"


Buja, kwitnąca roślinność w okolicach Litworowego Stawu

ZEJŚCIE LITWOROWĄ DOLINĄ DO DOLINY BIAŁEJ WODY
W trakcie wędrówki przejdziemy przez małe rumowisko skalne, przez niewielką trawiastą polanę, a później jeszcze raz przez wielkie rumowisko kamienne, gdzie z łatwością zauważymy wyróżniający się głaz przy szlaku po prawej. W tych samych okolicach, nieco dalej, leży równie wielki głaz o sześciennym kształcie. Przebieg szlaku jest bardzo dobrze widoczny, ponieważ rumowisko przecina wyraźny chodnik. Na jego końcu ścieżka prowadzi granicą trawiastej polany i wielkiego skupiska kosodrzewiny. Granica tworzy równą linię. Tak też wytyczono ścieżkę. Za pierwszym skupiskiem kosodrzewiny kończy się pierwsze wybrzuszenie tutejszego terenu. Teraz wchodzimy w lokalną dolinkę pełną małych polanek i poprzecinanych skupisk kosodrzewiny. Stopnie nie są już tak dobrej jakości, jak powyżej, ale mimo wszystko można szybko schodzić. W trakcie wędrówki warto spojrzeć za siebie, ponieważ zobaczymy wyraźną linię oddzielającą szare granie od świata zieleni. Ten widok jest zachwycający! Wędrówka w podobnym terenie będzie trwała około pół godziny. Kiedy przejdziemy lokalną dolinkę, wejdziemy na drugie wybrzuszenie zbocza górskiego, które w całości jest zarośnięte kosodrzewiną. Wycięto w niej wyraźną ścieżkę i ułożono kamienny chodnik, stąd nie mamy nawet możliwości zboczenia ze szlaku. Za wybrzuszeniem ponownie schodzimy dość stromym stokiem aż dojdziemy do miejsca, gdzie dwukrotnie przetniemy Litworowy Potok. Trzeba przyznać, że to miejsce jest bardzo urokliwe, ponieważ na licznych kamieniach utworzyły się piękne kaskady obfitujące w wodę i dlatego warto przystanąć tu chociaż na chwilę. Dodatkowo zobaczymy mnóstwo kwitnącej roślinności uwielbiającej wilgotny klimat. Z pewnością zachwycą nas niebieskie dzwoneczki, czy też żółte kwiaty wyglądem przypominające małe, rozpromienione słońca.

   
Liczne kaskady w drodze powrotnej

W miejscu, gdzie przecinamy potok, szlak trawersuje strome zbocze dwukrotnie po to, żebyśmy mniej odczuwali stromiznę zejścia/podejścia. Warto tutaj spojrzeć w lewą stronę na wysoki Ganek 2462 m n.p.m. oraz na sąsiednie granie. Wysokie góry na tle pięknych, zielonych traw, tworzą prawdziwie tatrzański krajobraz. Jest czym się zachwycić! Poniżej dwóch trawersów schodzimy jeszcze przez około 10min dość stromym stokiem w gęstej kosodrzewinie, gdzie coraz częściej zobaczymy pojedyncze jarzębiny. Patrząc za siebie zobaczymy niezwykły krajobraz. Kiedy byłem tu pierwszy raz stwierdziłem, że tutejsza panorama przypomina mi nieco Alpy – tyle że bez śniegu. Szare i potężne, wysokie granie są tak daleko od nas i przedzielają je dodatkowo dwa pasy zieleni. Widzimy również za sobą wybrzuszenie zbocza, którym dotychczas schodziliśmy. Jest pełne kwitnącej roślinności oraz skupisk kosodrzewiny. Idąc coraz niżej powinniśmy też popatrzeć w lewą stronę, ponieważ wśród bardzo gęstej kosodrzewiny zauważymy Ciężki Staw. Jest piękny, ale jednocześnie niedostępny, dlatego warto zobaczyć go z jak najwyższego miejsca. Kiedy przejdziemy już 10-cio minutowy odcinek stromego zbocza, pójdziemy jakieś 20min dalej, przez zbocza pełne kosodrzewiny. Dopiero na poziomie Ciężkiego Stawu mamy coraz więcej drzew na szlaku. Zejście trwające około 20min dostarczy nam wielu wspaniałych widoków. Ścieżka w wielu miejscach będzie skręcała na krótkich odcinkach i nadal będzie wiodła nas naprzemiennie, przecinając pasy kosodrzewiny, rumowiska skalne i trawiaste polany. Zobaczymy również mnóstwo kwitnących, kolorowych kwiatów, kaskad na potoku Litworowym, czy też paproci. Trzeba przyznać, że pod względem przyrodniczym tutejszy odcinek jest bardzo ciekawy. Również mamy stąd wspaniałe panoramy na góry najwyższe, które stopniowo „oddalają się” od nas. Najpiękniejsze jest jednak dopiero przed nami. W dolnej części ostatniego, stromego zbocza góry powinniśmy spojrzeć w lewo. Zresztą głośny dźwięk skieruje naszą uwagę w tamto miejsce. Zobaczymy przepiękną Ciężką Siklawę, czyli najwyższy wodospad w całych Tatrach, mający około 100m wysokości! Pomimo, że widzimy go z dala, to ryk jego wód jest potężny. Z dużej odległości zobaczymy bardzo długi i dość szeroki pas wód, który niezwykle zdobi okolicę. Szkoda tylko, że nie można zobaczyć go z bliższa! Oglądamy go również częściowo przysłonięty, ponieważ w tamtych okolicach rosną drzewa, a wzdłuż naszej ścieżki karłowate świerki, jarzębiny i inne krzewy.


Ciężki Staw


Potężna, 100m Ciężka Siklawa

  
Kolorowe kwiaty w trakcie powrotu Doliną Białej Wody

Patrząc przed siebie widzimy równą granicę lasów, która znajduje się dużo poniżej nas. To oznacza, że mamy do przejścia jeszcze spory kawałek stromizny. Właśnie w tym miejscu ścieżka w wielu miejscach będzie kręta, by częściowo zniwelować duże nachylenie stoku. Najbardziej jednak powinniśmy zwrócić uwagę na kształt doliny przed nami. Zbocza, które ją ograniczają z obu stron tworzą literę „U”. Dolina Białej Wody jest uważana za podręcznikowy przykład doliny u-kształtnej – powstającej po ustąpieniu lodowca. Idąc krętymi zakosami, w kolejne 15min dochodzimy do granicy lasów. Tworzą je wysokie i dobrze zbudowane, stare świerki. Tuż przed nimi przechodzimy przez niewielkie rumowiska skalne i obok kilku grup jarzębin. Wrażenia z trasy są bardzo piękne! Najlepszy widok mamy, gdy obrócimy się za siebie. Wtedy możemy zobaczyć chyba najlepszy „alpejski” widok, gdzie główna grań Tatr wysoko góruje nad okolicą, a zieleń tworzy aż trzy pasy o różnych odcieniach, podkreślając tym samym piętrowy układ roślinności w górach. Wchodząc w strefę lasu szybko zauważymy, że wędrówka nim jest bardzo przyjemna, choć nadal dość stroma. Kamienista ścieżka prowadzi pomiędzy drzewami, gdzie możemy podziwiać bardzo piękną, kwitnącą roślinność. Wodospad jest coraz mniej słyszalny, ale tutejsza przyroda pozwala na dobry wypoczynek w trakcie wędrówki. Schodząc lasem, w końcu dochodzimy do ciekawego skrzyżowania naszego szlaku i dróg leśnych. Najczęściej wszyscy tutaj odpoczywają, ponieważ wszystkie stromizny mamy już za sobą. Dochodzimy też do małego drewnianego mostku, którym przekraczamy Świstowy Potok. W tych rejonach, w lesie, poza szlakiem znajduje się tatrzański tabor, czyli drewniane platformy pod namiot, skąd wyruszają w góry wspinacze i taternicy. Dla zainteresowanych jest nawet oznaczony strzałką. My tymczasem będziemy chcieli cieszyć się tutejszą przyrodą, bo trzeba przyznać, że jest niezwykła i niepowtarzalna. Od mostku na Świstowym Potoku idziemy jeszcze jakieś 7min. Dochodzimy do Polany pod Wysoką. Szybko zauważymy, że najwięcej osób odpoczywa właśnie tutaj oraz podziwia fenomenalne widoki. Dlaczego? Ponieważ pionowe ściany pełne zieleni, tworzące literę „U”, widzimy teraz od drugiej strony. Stąd wyglądają znacznie potężniej i czasem kojarzą mi się z tym, co możemy zobaczyć w górach wielkich Chin.


Piękna Dolina Białej Wody

 
U-kształtna Dolina Białej Wody

NIE MYŚL JESZCZE O KOŃCU TRASY - CZYLI MOZOLNA WĘDRÓWKA
Od polany rozpoczniemy długą, ale dość mozolną wędrówkę. Będziemy szli kamienistą i szeroką drogą. Nasza wędrówka powinna potrwać jeszcze jakieś 2h... Po całym dniu wędrówki możemy poczuć się zmęczeni psychicznie, bo będziemy myśleli już o powrocie na kwaterę lub do samochodu, a przed nami jest jeszcze ogrom trasy. Warto więc podziwiać dalsze widoki, ponieważ są nie gorsze od tych poprzednich. Najpierw będziemy szli przez około 30min w lesie, wzdłuż szerokiego potoku o nazwie Biała Woda. W międzyczasie przejdziemy, po około 7min wędrówki, drewnianym mostkiem nad Rówienkowym Potokiem. Dalej będziemy mogli głównie podziwiać Białą Wodę oraz ostatni raz u-kształtne ściany skalne ponad doliną. Po 30min wędrówki dochodzimy do pierwszej drewnianej wiaty, a raczej deszczochronu z ławką. Tuż przed nim przekraczamy szerokie koryto Białej Wody dość sporym mostem zbudowanym ze świerkowych bali. Możemy na chwilę odpocząć w deszczochronie, lecz nie zobaczymy stąd pięknych, odległych panoram. Kolejne 20min wędrówki to marsz wzdłuż potoku Biała Woda, który teraz mamy po prawej stronie. Jego szum jest głośny i będzie nam towarzyszył do samego końca. Po około 12min przechodzimy kolejnym dużym mostem na drugą stronę i ponownie idziemy wzdłuż potoku. Po około 5min lasy kończą się i wchodzimy na wielką i bardzo piękną polanę Biała Woda. Jest dość szeroka i bardzo długa. Najpiękniejszy widok mamy, gdy pójdziemy nią jeszcze przez 3min, bo wtedy dojdziemy do drugiego deszczochronu. Obowiązkowo musimy się tu zatrzymać, by popatrzeć na przepiękną panoramę Tatr. Teraz widzimy jak bardzo daleko od nas są wszystkie szczyty, które podziwialiśmy na trasie. W połączeniu z zielenią traw tutejszy widok uchodzi za jeden z najpiękniejszych! Za kolejne dwie, trzy minuty wędrówki dochodzimy do końca Polany Biała Woda, gdzie przejdziemy obok leśniczówki oraz drewnianej chaty górskiej służby. Najczęściej tutaj zobaczymy palące się ogniska w środku Tatr, czego gdzie indziej nie wolno robić. W pobliżu chaty przejdziemy obok drewnianego ogrodzenia, gdzie stoi tablica informacyjna. Ścieżka rozdziela się na dwoje, ale nasza droga jest oczywista, bo dobrze oznaczona.


Deszczochron - miejsce na odpoczynek w czasie długiej, mozolnej wędrówki

Widoki w okolicach deszczochronu

Ostatni raz możemy spojrzeć na fenomenalne najwyższe góry Tatr. Odtąd pozostaje nam około 40-50min wędrówka przez lasy, gdzie będziemy mogli nieraz zobaczyć, jak szerokie jest koryto Białej Wody. Trzeba przyznać, że jak na taki potok, który wyżej przypominał rzekę, jego koryto jest znacznie za duże. Tworzą go białe kamienie, dlatego jest bardzo wyraźne w okolicy. Po drugiej jego stronie słyszymy mnóstwo głosów. To ludzie wracający z Morskiego Oka! Tak. Przez dłuższy czas idziemy równolegle do drogi prowadzącej nad Morskie Oko. Szlak kończy się w Łysej Polanie, tuż za granicą polsko-słowacką, po słowackiej stronie.

Rozkład jazdy autobusów z Łysej Polany po stronie słowackiej do Starego Smokovca:



Zdjęcia ze szlaku:

                                            
                                            

4 komentarze:

  1. Witam. Też tak kiedyś pokonywałem ta trasę (jedna z najpiękniejszych w całych Tatrach).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomimo, że trasa jest bardzo długa, to warta jest całego trudu wędrówki. Kiedyś korzystałem z autobusu cSAD po stronie słowackiej, bo innej możliwości nie miałem i przyznaję, że wtedy to przejście miało swój klimat, bo zaczynałem przygodę z Tatrami. Wówczas dla mnie był to niedostępny świat. Przygodę z Tatrami zacząłem w 2007 roku.

      Usuń
  2. Też podobnie z tym że ja poznawanie Tatr rozpocząłem w 2009...najgorszy w tym wszystkim jest PKS słowacki. Wlecze się strasznie do starego smokowca z lysej polany..pozniej trzebabylo jeszcze eletriczka do Tatrzańskiej Polanki podjechać żeby zrobić ten tranzyt do polski...fajne czasy. Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak. Masz rację. Ten PKS jest za wolny, dlatego jechałem do Starego Smokovca, żeby dojść do Łysej Polany - wtedy nie musiałabym czekać na bus powrotny. Fajne czasy to były.

      Usuń