czwartek, 17 listopada 2016

Szlak na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem

 szlak na przełęcz pod chłopkiem  trudności na przełęczy pod chłopkiem

NA POCZĄTEK KILKA SŁÓW O SZLAKU
Idąc na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem musimy pamiętać, że jest to wymagający szlak, w szczególności dla początkujących osób. W czasach, kiedy toczyły się ożywione dyskusje na forach internetowych szlak na Przełęcz pod Chłopkiem uchodził za drugi najtrudniejszy po Orlej Perci w polskich Tatrach – no może zestawiano go na równi ze szlakiem na Rysy i toczyły się odwieczne dyskusje, który z nich jest gorszy. Cała trudność trasy polega na tym, że nie występują tu ubezpieczenia w postaci łańcuchów. Na całej długości szlaku rozmieszczono tylko siedem klamer, z czego ostatnia przerdzewiała i nie jest już używana. Wszelkie występy skalne, dziury, czy długie podejścia w poszarpanych ścianach skalnych będziemy pokonywać bez żadnych ułatwień. Cała trasa jest wymagająca pod względem kondycyjnym, ponieważ w krótkim czasie osiągamy dużą wysokość. Podchodzimy nieustannie stromymi zboczami górskimi. Szlak ma wiele zalet, ponieważ widoki z trasy są bardzo piękne i uchodzą za najpiękniejsze w całych Tatrach polskich. Wśród znanych ludzi gór szlak na Przełęcz pod Chłopkiem uchodzi za najpiękniejszy w Polsce pod względem widokowym. Pokonując poszczególne etapy znakowanej trasy zauważymy, że w bardzo krótkim czasie zmieniają się widoki. W lecie szlak przyciąga przepiękną zielenią traw, czy polanami pełnymi kwiatów. Z racji trudności, ta trasa jest mało znana, lub opowieści zasłyszane od innych skutecznie blokują niezdecydowane osoby. Kiedy będziemy pod Czarnym Stawem pod Rysami zobaczymy, że większość turystów pójdzie na Rysy, a tylko pojedyncze osoby wybiorą szlak na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem.

DOJAZD, WĘDRÓWKA DO MORSKIEGO OKA ORAZ OTOCZENIE
Na początku trzeba dojechać do Palenicy Białczańskiej. Możemy wybrać busa za 11zł z centrum Zakopanego, albo dojazd z ulicy Kościuszki, gdzie inni nieoficjalni przewoźnicy dowiozą nas na miejsce. Zapłacimy tyle samo. Szlak zaczyna się z Palenicy Białczańskiej, skąd pójdziemy bardzo długą, na 9,2km, drogą asfaltową nad Morskie Oko. Przeciętny turysta powinien przejść ją w 1h 30min. Osoby, które nie chodzą regularnie po górach pokonują tę drogę średnio w 2h do 2h 30min. Idąc cięgle przed siebie, po 30min dochodzimy do Wodogrzmotów Mickiewicza – efektownego wodospadu, ale widok na niego jest mocno zepsuty przez wysoki most, którym przechodzimy. Za następne 15-20min dotrzemy do czterech skrótów, pozwalających ominąć długie asfaltowe serpentyny. Będziemy tu szli ułożonymi schodami z kamieni. Z powodu popularności szlaku stopnie są mocno wytarte i śliskie. Przejście wszystkich skrótów powinno nam zająć od 15-stu do 30-stu minut, w zależności od tego, jaką mamy kondycję. Pierwsze dwa odcinki tworzą krótkie przejścia z kamiennymi stopniami. Trzeci z nich jest najdłuższy i na początku idziemy kamiennym chodnikiem, a później schodami w świerkowym lesie. Czwarte podejście jest bardzo krótkie, ale dość strome. Wychodzimy na zakręt drogi asfaltowej. Rozglądamy się, gdzie droga prowadzi pod górę. Tam się kierujemy. Od tego momentu cały czas wędrujemy przed siebie, aż do Morskiego Oka. W trakcie marszu zobaczymy pierwszy piękny widok – panoramę na Mięguszowieckie Szczyty. W drodze przejdziemy przez parking Włosienica, skąd mamy wspaniały widok na Tatry, który z pewnością przyczyni się do przyspieszenia naszego tempa. W tym samym miejscu dojdziemy do Marketu Turystycznego. Wzdłuż parkingu Włosienica dodatkowo prowadzi krótki odcinek starego chodnika z płyt. Po raz pierwszy zobaczymy kosodrzewinę, a świerki będą stawać się coraz niższe. Do Morskiego Oka pozostało nam jeszcze jakieś 10-15min wędrówki. W końcu dochodzimy do Schroniska nad Morskim Okiem, mając za sobą już 9,2km drogi. Trzeba pamiętać, że w godzinach porannych i po południu schronisko jest przeciążone i z pewnością nie dostaniemy się do środka, no chyba, że bardzo nam zależy. Najczęściej okupują je tysiące turystów, których głównym celem jest tylko Morskie Oko. Kto jeszcze nie był w jego wnętrzu, warto żeby tam wszedł, bo widok ze schroniskowych okien z tarasu uchodzi za jeden z najpiękniejszych i jest znany z pocztówek. Żeby dojść do stawu, musimy wybrać czerwone znaki i od schroniska skręcić nieco w prawo i zejść po kamiennych schodach. Jest ich około czterdzieści. Jesteśmy na wysokości 1410 m n.p.m. Na dole zobaczymy drogowskaz informujący między innymi o zakazie dokarmiania zwierząt. Łatwo zauważyć, że ludzie najczęściej karmią kaczki i ryby. Te same tablice mówią również, żeby niczego nie wrzucać do Morskiego Oka. Zobaczymy też znak informujący, że na Rysy powinniśmy wejść po około 4h 15min. My jednak wybierzemy tylko część tego szlaku i później skręcimy na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem.

Od schroniska mamy dwie opcje przejścia. Morskie Oko okrążają dwa szlaki. Jeden z lewej, a drugi z prawej strony. Zdecydowanie polecam wędrówkę lewą stroną stawu, ponieważ zobaczymy przepiękną przyrodę i wspaniałe odbicia gór w jego wodach. Ten widok jest niecodzienny! Nieco dalej będziemy podziwiać nietypowe limby z korzeniami oplatającymi ogromne głazy. Skręcamy w lewo od drogowskazu. Przechodzimy drewnianym mostem na Rybim Potoku. Zawsze zatrzymuję się w tym miejscu, ponieważ mogę obserwować tu pierwsze wyraźne odbicia Mięguszowieckich Szczytów w wodach Morskiego Oka. Pięknym obrazom gór sprzyja mała zapora pod mostem, przez co staw jest głębszy i dzięki temu widzimy bardzo wyraziste odbicia gór. Wystarczy przejść parę kroków dalej, by  za pierwszym zakrętem w prawo, gdzie ścieżka powoli skręca łukiem, wejść w piękny, świerkowy las. Przechodzimy w nim niewielkie wzniesienie i za chwilę ponownie jesteśmy na poziomie Morskiego Oka. Szlak wytyczono ubitą, utwardzoną ścieżką, gdzie za chwilę zauważymy dwa równoległe rzędy poukładanych kamieni, wyglądające jak krawężniki. W prawym rzędzie z pewnością zauważymy bardzo ciekawy kamień, wyglądem przypominający mapę Polski, gdzie mamy odwróconą Wisłę. Trochę dalej, za krótką chwilę, dochodzimy do rzadszego lasu ze wzniesieniem. Polecam zatrzymać się tu chociaż na chwilę. Po pierwsze, mamy stąd cudny widok na Morskie Oko. Po drugie, zobaczymy nietypową limbę.


Warto pójść wzdłuż lewego brzegu Morskiego Oka, ze względu na piękne odbicia gór

Całe wzgórze jest małym skrawkiem udeptanej ziemi, Najczęściej spotkamy tutaj turystów robiących zdjęcia sobie i okolicy. Najciekawszy jednak jest środek tego pagórka. Na środku stoi wielki głaz, skąd najlepiej jest podziwiać widoki. Właśnie w tym miejscu, po prawej stronie z łatwością dostrzeżemy niecodzienną limbę, która swoimi korzeniami otoczyła z każdej strony inny duży głaz. Korzenie tworzą piękną siatkę. Cały szczegół w tym, że wszystkie korzenie znajdują się wysoko ponad poziomem ziemi. Na pniu limby umieszczono figurkę Matki Boskiej Szczęśliwego Powrotu. Spotykałem się z turystami, którzy pisali na karteczkach swoje modlitwy i je zostawiali obok figurki. Zdobią ją żółte, małe kwiaty. Idziemy dalej. Za chwilę będziemy przechodzić obok niskiego świerku, wystającego częściowo na drogę. Z jego pnia wystaje mocno wygięta gałąź o grubości prawie takiej samej, jak on. Gałąź wystaje pod kątem prostym. Od miejsca z małym wzgórzem z ubitej ziemi szlak prowadzi nas piękną ścieżką, gdzie na całej długości ułożono chodnik z kamieni.

Za powyginanym świerkiem, ścieżka za chwilę nieznacznie prowadzi w dół, gdzie dotrzemy do lasu złożonego z niskich, karłowatych świerków. Możemy już cieszyć się wspaniałymi widokami na Morskie Oko. Od tego lasu możemy również po raz pierwszy zobaczyć odbicia gór w wodach. Trochę dalej przechodzimy przez pierwszy potoczek. Przecina on chodnik, dlatego wybudowano w nim malutki kanalik dla jego wód. Za kilka metrów dochodzimy do następnego. Ścieżka skręca tutaj długim łukiem, przez co nasz widok na odbite góry w Morskim Oku zmienia się. Jest to też miejsce, gdzie po raz ostatni możemy spojrzeć na obraz Mięguszowieckich Szczytów w wodzie. Za nami patrzymy w kierunku północno-zachodnim, czyli tam, gdzie jest schronisko nad Morskim Okiem. W jednej linii widzimy piękne odbicia Miedzianego i Opalonego Wierchu oraz samego schroniska. W tym miejscu możemy napotkać na jedyny problem, ponieważ wspaniały widok mogą zakłócić płytkie i dość mętne wody lub leżące w nich gałęzie. Można jednak coś z tym zrobić. Wystarczy pójść długim łukiem szlaku dalej, za którym z łatwością odnajdziemy podobne miejsce, ale już z czystą i spokojną wodą. Tutaj jest głębiej i na dnie nie zobaczymy żadnych brudów. Za to przy brzegu widać kilka małych kamieni, które dodatkowo upiększają okolicę. Za kilka minut przekraczamy szerszy potok. Podobnie, jak wcześniej, wybudowano dla jego wód większy kanalik. Za następne trzy minuty dojdziemy do ostatniego, największego potoku. Potok jest na tyle szeroki, że ułożono w nim, w równych odstępach, duże kamienie, po to, żebyśmy przekroczyli go suchą stopą. Tuż za nim widzimy skrzyżowanie szlaków. W tym miejscu łączą się dwie możliwości okrążenia Morskiego Oka, czyli ścieżki, które mogliśmy wybrać na początku, pod schroniskiem. Do skrzyżowania powinniśmy dojść w około 40min od schroniska. Najpiękniejsze jest to, że punkt, gdzie łączą się szlaki o tym samym kolorze (czerwonym) znajduje się na najwyższym wzniesieniu. Możemy stąd podziwiać całe Morskie Oko. Teraz, przed nami, widniej strome podejście, którym będziemy podchodzić nad Czarny Staw pod Rysami – według mnie, jest to najpiękniejszy staw całych Tatr. Podchodząc stromym zboczem, patrzmy często w lewą stronę, ponieważ zauważymy długi potok, który łączy wody Czarnego Stawu i Morskiego Oka. W jego połowie utworzyła się Czarnostawiańska Siklawa. Jest to wąski i dość długi wodospad, którego niestety nie zobaczymy w pełnej krasie ze szlaku.


Czarnostawiańska Siklawa

PODEJŚCIE NA CZARNY STAW POD RYSAMI
Tam, gdzie łączą się oba szlaki, z pewnością zobaczymy równy i szeroki chodnik z białych kamieni. Dodatkowo na końcowym etapie obu ścieżek postawiono drewniane barierki. Z tego miejsca możemy popatrzeć na piękny wodospad, którego wody bezpośrednio wpływają do Morskiego Oka. Znajduje się on na stokach Miedzianego przed nami, nieco po prawej stronie, gdy patrzymy na wprost, będąc jeszcze przed skrzyżowaniem. Idąc od lewej strony stawu, na skrzyżowaniu z barierkami musimy skręcić w lewo – tak, jak pokazują znaki. Teraz mamy 45min drogi, a raczej stromego podchodzenia nad Czarny Staw pod Rysami. Na początku będziemy szli równym, kamiennym chodnikiem. Za dosłownie minutę zamieni się w podłużne schody, którymi będziemy stopniowo podchodzić pod strome zbocze. Co ciekawe, tutejsze schody wybudowano bardzo starannie i równo. Mamy wrażenie, jakby ktoś budował je z linijką. Po dwóch, trzech minutach lekkiej wędrówki szlak szybko staje się stromy. Z każdym krokiem podłużne schody stają się coraz krótsze i za moment rozpoczynamy bardzo długie i bardzo strome podejście. Ludzie, którzy nie chodzą po górach, często potrzebują godzinę lub więcej, by dojść do Czarnego Stawu. Mamy do pokonania 180m wysokości. Po 15min wędrówki dochodzimy do niewielkiego miejsca, gdzie możemy zza zarośli przyglądnąć się Czarnostawiańskiej Siklawie. Ten wąski wodospad jest po naszej lewej stronie szlaku. W trakcie pokonywania stromizny warto rozglądać się dookoła i zwracać uwagę, między innymi, na potok łączący Czarny Staw pod Rysami z Morskim Okiem. Nieco powyżej, nasz szlak zakręca dość ostro w lewo. Mamy dzięki temu wspaniały widok na resztę podejścia oraz na naturalną „zaporę”, powyżej której zobaczymy Czarny Staw pod Rysami. Gdzie znajduje się ten zakręt? Poznamy go po nietypowej limbie przy ścieżce, która rośnie dosłownie na wielkim głazie. Jej korzenie oplatają go ze wszystkich stron bardzo gęstą siecią. Ta limba jest samotna i chyba najbardziej wystawiona na niesprzyjające warunki pogodowe. Mimo takiego położenia wygląda na bardzo zdrową, wytrzymałą i piękną. Na 5min drogi do Czarnego Stawu powinniśmy zauważyć jeszcze po lewej stronie mały wodospad położony dużo powyżej Czarnostawiańskiej Siklawy. Żeby go zobaczyć, trzeba tylko trochę zejść z trasy w lewo, na kilka metrów przed Czarnym Stawem. Z pewnością wypatrzymy niewielką ścieżkę skręcającą w zarośla. Odtąd pozostała nam około minuta wędrówki i w końcu dochodzimy do Czarnego Stawu. W godzinach porannych nie docierają tu jeszcze promienie słoneczne, dlatego podziwianie jego piękna zostawimy sobie na drogę powrotną. O tak wczesnej porze dnia możemy zobaczyć na razie piękne odbicia żlebów i pozostałych płatów śnieżnych po zimie. Po prawej stronie, na wysokości Czarnego Stawu, dostrzeżemy drewniany krzyż. Upamiętnia on osoby, które zginęły w lawinie z dnia 28 stycznia 2003. Zginęło wówczas 8 osób.

SZLAK NA MIĘGUSZOWIECKĄ PRZEŁĘCZ POD CHŁOPKIEM
Nad Czarnym Stawem nasz szlak nagle urywa się. Na końcu ścieżki wchodzimy na ogromną, płaską skałę, która jest częścią ścieżki. Po prawej stronie zauważymy z łatwością dwa inne, większe głazy pomiędzy, którymi przebiega ścieżka wśród gęstej kosodrzewiny. Jest to zielony szlak na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem 2307 m n.p.m. – mój najpiękniejszy szlak w Tatrach Wysokich po polskiej stronie. Wybieramy zielone znaki, które wskazuje drogowskaz przy stawie. Na początku idziemy wśród gęstej kosodrzewiny. Przez pierwsze pięć minut wędrówki podchodzimy stopniami ułożonymi z kamieni nieznacznie nachylonymi do góry. Rząd stopni jest przerwany dużą i gładką płytą skalną, gdzie musimy postawić większy krok. W kilku miejscach na tym odcinku idzie się jak po chodniku w mieście. Widoki za to są bardzo piękne, bo już od samego początku patrzymy na Czarny Staw pod Rysami z pewnej wysokości. Na początkowym fragmencie ścieżki kamienie w wielu miejscach są zarośnięte. Za pierwszym chodnikiem nagle rozpoczyna się strome podejście. Na dodatek stopnie są wysokie i szybko się męczymy. Podobnie jak na Rysach. Po pięciu minutach wędrówki trzeba już uważać, ponieważ nasz szlak rozwidla się, ale tylko jedna ze ścieżek jest prawidłowa, a druga prowadzi do „babskiej ubikacji” w kosodrzewinie. Jedna z dróg skręca w lewo, w gęstą trawę, za którą rośnie równie gęsta kosodrzewina, gdzie nagle ścieżka urywa się. Zobaczymy tam tylko mnóstwo białych chusteczek… Nie warto tam iść. Szlak właściwy nieznacznie skręca w prawo. Co ciekawe, za następne dwie, trzy minuty wędrówki spotkamy się dokładnie z taką samą sytuacją. Problem w tym, że obie ścieżki wyglądają tak samo. Bardzo trudno jest rozpoznać, która z nich jest właściwa. Na początku polecam skręcić w prawo, idąc niezgodnie z trasą szlaku. Na początku będziemy szli jakieś kilkanaście metrów wśród gęstych i bujnych kęp traw. Za trawami będzie stał dość duży głaz, który leży ukośnie podparty na dwóch mniejszych kamieniach. Oba z nich są trochę mniejsze niż skała główna. Wystarczy schylić się i możemy przejść pomiędzy nimi trzema. Za skałami nie zobaczymy nic. Za nimi opada trawiaste zbocze dość stromo, w stronę Morskiego Oka.


Piękne widoki mamy już od samego początku. Do wysokości 1850 m n.p.m. wędrujemy równymi, poukładanymi i stromymi stopniami 

Dlaczego warto tu przyjść? Dlatego, że mamy stąd cudowny widok na Tatry i Czarny Staw pod Rysami, jeśli przejdziemy na drugą stronę głazów. Można zrobić stąd artystyczne zdjęcia i zobaczyć ciekawy motyw. Kiedy jestem na szlaku, zawsze muszę odwiedzić to miejsce. Po nacieszeniu oczu tymi pięknymi widokami wracam na szlak właściwy. Teraz znowu idziemy długim odcinkiem bardzo stromych schodów. Podchodząc coraz wyżej dojdziemy do miejsca, gdzie po lewej stronie, na równie stromym zboczu z kosodrzewiną, zauważymy charakterystyczną, samotną jarzębinę. Jest to młode drzewo, wyrastające pomiędzy kosodrzewiną. Trudno go nie zauważyć, ponieważ wyróżnia się w okolicy. Idziemy dalej. Stromymi i krętymi stopniami dochodzimy do wielkiej równiny. Na jej środku stoi ogromny głaz narzutowy, za którym zmieści się nawet kilkanaście osób. Ten głaz nazywam „przebieralnią”, bo właśnie tam przebiera się najwięcej ludzi. Za kolejne 20 minut stromej wędrówki do góry, dochodzimy do przepięknych trawiastych polan, gdzie przed sobą mamy Mięguszowieckie Szczyty.  Chociaż ciągle tracimy dużo sił, to na polanach odpoczniemy, ponieważ zobaczymy wspaniałe, sielankowe widoki. Przez dłuższy czas – około 30 minut – będziemy szli wśród gęstej kosodrzewiny i czasem trawy, gdzie dojdziemy pod ściany Kazalnicy. Szlak zakręca mocno w lewo i za moment będziemy przechodzić na krawędzi bardzo stromo opadającego zbocza. Warto zatrzymać się tu ze względu na przepiękny widok na Morskie Oko i Czarny Staw pod Rysami, które zobaczymy prawie w całości. Polecam zwrócić szczególną uwagę na potok, który łączy oba stawy. Widzimy, jak wody z Czarnego Stawu przelewają się do Morskiego Oka, a w połowie długości potoku możemy popatrzeć z daleka na Czarnostawiańską Siklawę, którą oglądaliśmy zza krzaków podczas podchodzenia na Czarny Staw. Nieco dalej szlak jest równie ciekawy, ponieważ przechodzimy przez ukwiecone polany. Możemy zobaczyć tu duże, fioletowe i dzwonkowate kwiaty, skupione w grona i większe gromady. Okolica jest bardzo kolorowa. Całe podejście jest strome i z pewnością szybciej się zmęczymy. Kiedy dojdziemy do legendarnych ścian Kazalnicy, to zobaczymy, że najciekawsze na tym odcinku są skały, które dosłownie wiszą nad naszymi głowami, a my musimy przechodzić pod nimi. Na szczęście wiszą wysoko, więc idziemy swobodnie. Jako, że słońce dociera pod skały znacznie później, kamienny chodnik może być mokry od porannej rosy, dlatego trzeba uważać, żeby się nie pośliznąć. Od ścian Kazalnicy nasza ścieżka prowadzi w płaskim terenie. Możemy więc przyspieszyć tempo, podziwiając tym samym, jak szybko zmienia się otoczenie wokół nas.


Ciekawa jama utworzona z głazu podpartego na dwóch innych z widokiem na Czarny Staw pod Rysami


Sielankowe widoki powyżej małej jamy

U STÓP KAZALNICY I CIEKAWOSTKI DOTYCZĄCE SZLAKU
Kiedy stoimy u stóp skalnej ściany musimy wiedzieć, że będziemy dokładnie na jej samym szczycie. Żeby jednak tam wejść, przez najbliższe półtorej godziny będziemy ją okrążać dostępnym szlakiem. Idąc wzdłuż skał, zauważymy w oddali dwa wodospady. Raczej przypominają one rzędy kaskad spływające po poszarpanych skałach. Tam będziemy przechodzić. Za około 10-15min wędrówki wzdłuż pionowych ścian dojdziemy na otwarte przestrzenie z kwitnącymi, fioletowymi kwiatami. Za nimi zejdziemy w rejon kaskad, którymi spływają wody z Mięguszowieckiego Kotła. Trzeba uważać, ponieważ pójdziemy na terenie poszarpanych, mokrych i nierównych skał. Szlak prowadzi niejasną i nieczytelną drogą. Zanim przekroczymy wodospad, rozglądnijmy się za zielonym znakiem. Znajdziemy do trochę powyżej wodospadu, ale po jego drugiej stronie. Polecam najpierw zejść do poziomu kaskad, przejść na ich drugą stronę, po czym podejść jakieś dwa, trzy metry do góry. Przechodzimy po mokrych, ukośnie nachylonych płytach skalnych, szczelinach i wystających skałach. Pomimo tych trudności, nierówności terenu ułatwiają nam przejście na drugą stronę. Teraz będziemy mieli stromy rząd poszarpanych i dość gładkich skał przed sobą, którymi musimy podejść. Rozglądajmy się za licznymi pęknięciami i szczelinami, bo to one ułatwiają wchodzenie na szczyt tutejszej „ścianki”. Dla pewności dopowiem, że szlak prowadzi wzdłuż kaskad, po ich prawej stronie, równolegle do góry. Jeśli tak idziemy, to znaczy, że dobrze idziemy. Trzeba uważać, żeby się nie zagapić, bo podchodzimy do około 4/5 wysokości wodospadu, po czym skręcamy za niewielki garb na prawo i wychodzimy na kolejne trawiaste polany, gdzie z łatwością zauważymy dalszy przebieg naszej trasy. Szlak na Przełęcz pod Chłopkiem ma swoje „ukryte” ciekawostki, o których teraz nieco wspomnę. Kiedy przekroczyliśmy kaskady i jesteśmy na poszarpanych skałach, spójrzmy do góry, na lewą stronę, nieco powyżej spływających wód. Powinniśmy zauważyć tam wielkie, bardzo zielone (bardziej niż wszędzie indziej) „dywany” z mchu, które zarosły grubą warstwą nawet najbardziej nierówne tereny. Przyglądając się dokładnie, w okolicy powinniśmy dostrzec kilka skał, przypominających człowieka leżącego na brzuchu z wyciągniętymi rękoma do góry, obrośniętych tymi mchami. „Głowa” tego „człowieka” jest skierowana w stronę naszego szlaku.


Zarośnięty "człowiek" mchem od dawien, dawna...

Ten sam wodospad skrywa jeszcze jedną tajemnicę, o której po prostu trzeba wiedzieć. Przepływające wody roztrzaskują się o niewielką półeczkę skalną, przez co strumień jest rozdzielany na dosłownie każdą osobną kropelkę. Cały szczegół polega na tym, żeby być tu o odpowiedniej porze dnia. Od około godziny 10.30 rano przez wodospad przebiega granica słońca i cienia. Teraz patrzymy do góry. Górna część kaskad jest intensywnie oświetlana przez słońce, a jego większa część na dole, jest nadal zacieniona. Dzięki temu zobaczymy nie tylko „płynną” granicę światła i cienia, ale również niesamowicie oświetlane kropelki. Każda z kropelek odbija migoczące światło, przez co ten fragment wodospadu widzimy jako skupisko tysięcy mieniących się światłem słonecznym punktów. Widok jest jak z bajki, dlatego zawsze muszę być tym miejscu po godzinie 10.30, gdy jestem na szlaku na Przełęcz pod Chłopkiem. Widowisko trwa około 1h 30min, bo później słońce oświetla całą okolicę i nie ma już tego efektu. Z tego względu na trasę wyruszam jeszcze przed wschodem słońca. Wracamy do naszego szlaku. Kiedy jesteśmy po drugiej stronie kaskad (po ich prawej stronie), to zauważymy, że pomiędzy szlakiem a wodospadem znajduje się długie i ukośne wgłębienie w terenie, którym nie da się przejść. Przypomina ono wielką rozpadlinę, czy zapadlisko w skałach. Napotkamy pierwsze trudności na szlaku. Jak już wcześniej wspominałem, podchodzimy po gładkich, nierównych skałach z licznymi szczelinami. Nie znajdziemy tu jednoznacznej drogi przejścia, dlatego kierujemy się wzdłuż rozpadliny. Mamy mnóstwo punktów podparcia, dlatego powinniśmy dość szybko pokonać cały fragment. Najgorzej jest pod koniec „rynny”, którą idziemy, ponieważ wchodzimy na gładkie płyty. Teraz jest bardziej ślisko. Dochodzimy do dużej, prawie pionowej płyty skalnej z jedną klamrą i dziurą na środku. Mamy do dyspozycji dwie drogi przejścia. Wybierając pierwszą, idziemy przez płytę z klamrą (i tę opcję bardziej polecam). Będzie trudniej, bo klamra jest dość wysoko zawieszona i trzeba się mocno podciągnąć, żeby ją złapać. Warto więc szukać małych szczelin w płycie i próbować z nich dosięgać klamry. Kiedy już się jej uchwycimy, to z łatwością możemy podchodzić coraz wyżej, wykorzystując nierówności na skałach. Na szczycie tej płyty staniemy na luźno leżących kamieniach, skąd wypatrzymy dalszy przebieg szlaku. Wybierając drugą opcję, decydujemy się na przejście przez około trzymetrowy kominek z wielką dziurą po środku, gdzie wisi wąska, poszarpana skała pionowo w dół. Wygląda, jak gdyby była połączona z całą płytą skalną. Łatwiej jest przejść przy użyciu klamry, ponieważ trudno jest wspiąć się tą dziurą na górę, bo brakuje punktów podparcia.


Wodospad, którego wody rozszczepiają się na pojedyncze kropelki

Od tego momentu znowu idziemy sielankowymi polanami. Przejście nimi zajmie nam ponad 35min. Dlaczego tak długo? Ponieważ stopniowo będziemy podchodzić do Mięguszowieckiego Kotła i jednocześnie okrążać Kazalnicę. Na całej długości trasy ułożono kamienny chodnik, a na stromych zboczach – stopnie. Do wysokości około 1850 m n.p.m. nie napotkamy żadnej trudności. Podchodząc stopniowo do góry, zauważymy, że szlak staje się coraz bardziej stromy. Kiedy dojdziemy do wielkiej skały po prawej stronie, gdzie w pobliżu przepływa niewielki strumyk, polecam zatrzymać się i odpocząć. Przed sobą mamy piękne polany z mnóstwem paproci i fioletowych kwiatów w kształcie bucików, a w oddali widnieją majestatyczne Mięguszowieckie Szczyty. Trzeba przyznać, że w tym miejscu krajobraz jest niesamowity, ale trzeba pamiętać, że odtąd już będzie tylko bardziej stromo! Podchodząc polanami coraz wyżej, zakręcamy w lewo i teraz od zachodniej strony będziemy wchodzić na Kazalnicę. Szlak zakręca tu długim łukiem i jednocześnie prowadzi stromo do góry, dzięki czemu szybko osiągamy wysokość. Trawiaste polany kończą się nagle skalistym podejściem. Musimy wiedzieć, że przed sobą mamy do przejścia całą serię trudności technicznych i będzie tak, dopóki nie dojdziemy do szczytu Kazalnicy.

TRUDNOŚCI NA SZLAKU NA MIĘGUSZOWIECKĄ PRZEŁĘCZ POD CHŁOPKIEM - OPIS TRUDNOŚCI
Po wejściu w skalisty teren od razu podchodzimy bardzo stromo po poszarpanych skałach, często w kształcie sześciennych występów. Idziemy tędy około 10min. Trzeba wśród nich szukać punktów podparcia. Pierwsza seria nierównych skał kończy się półką skalną, o długości około 3-4 metrów. Za zakrętem w prawo widzimy dwie klamry. To miejsce może sprawić wiele problemów osobom z lękiem wysokości. Pod stopami widać przepaść o głębokości około dwudziestu metrów, a za nią, bardzo stromo opadające zbocze górskie. Osoby bojące się wysokości nie powinny patrzeć w dół i polecałbym uchwycenie się obu klamer. Podczas suchego i słonecznego dnia, przejście jest na tyle łatwe, że osoby chodzące po Tatrach nawet ich nie używają. Półka jest krótka, dlatego i zagrożenie chwilowe. Nieco wyżej, za półką, gdzie szlak zakręca w prawo, wchodzimy na następną płytę skalną, na której widać aż trzy klamry. Te zamontowano znacznie bliżej siebie, dlatego łatwo je złapać. Wchodzimy po nierównych występach skalnych, a po prawej mamy trzy klamry. Są ustawione pionowo do ściany skalnej, dlatego używamy ich jako poręcze. Szybko wychodzimy ponad poziom płyty. Za serią trudności dochodzimy do ostatniej – najbardziej wymagającej płyty. Tworzą ją dwie ukośnie skierowane do siebie płyty skalne stromo nachylone do góry, przez co trudniej utrzymać równowagę. Mamy do dyspozycji wykute w skale trzy stopnie, które nieco powinny ułatwić zadanie. Trzeba jednak stawiać długie kroki i stawać naprzemiennie – raz na jednej płycie, a raz na drugiej. Nie warto tędy iść, gdy jest mokro. Wykute schody są rozstawione w dużych odstępach i pod dużym kątem. Wykorzystanie stopni dla niższych osób może okazać się zbyt trudne, ponieważ będą musiały sięgać do następnego, a trzeba wiedzieć, że trudno jest postawić stabilny krok, bo stopa cały czas ześlizguje się do miejsca styku obu płyt. Całe podejście ma około sześć metrów. Za płytami idziemy jeszcze długą chwilę po nierównych, poszarpanych, często w kształcie sześcianów skałach, ale bez większych trudności. Okrążamy ścianę Kazalnicy od prawej strony długim trawersem. Po okrążeniu lewoskrętnym łukiem Kazalnicy, dochodzimy do ostatniej serii poszarpanych skał. Wśród nich znajdziemy wąską, wydeptaną ścieżkę. Dojdziemy nią już na sam szczyt Kazalnicy 2159 m n.p.m.


Występki skalne i liczne kominki na trasie do Kazalnicy 2159 m n.p.m.


Półka z dwoma klamrami, gdzie jesteśmy chwilowo wystawieni na dużą ekspozycję


Płyta skalna z trzema klamrami

SZLAK Z KAZALNICY I NIEZWYKŁY KWIAT - KUKLIK ROZESŁANY
Widoki z wierzchołka są niepowtarzalne! Najciekawsze są małe chmury otaczające szczyty białą „aureolą”, które tworzą się w okolicach Żabiego Mnicha 2146 m n.p.m. i Niżnych Rysów 2430 m n.p.m. Nie tylko one są ciekawe, bo przed sobą widzimy dalszy przebieg szlaku wśród skał. Musimy przyznać, że mamy stąd przepiękną panoramę na większość Tatr polskich, Morskie Oko, czy bliskie nam Mięguszowieckie Szczyty. Żeby to wszystko zobaczyć, nie zatrzymuj się na małej przełączce, ale skręć wydeptaną ścieżką w lewo, na pobliski wierzchołek, który jest omawianym wcześniej szczytem Kazalnicy. Po długim odpoczynku idziemy dalej – teraz już na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem. Schodzimy z wierzchołka Kazalnicy. Ścieżka skręca na przełączce w prawo, pod kątem 90-ciu stopni, patrząc od strony oficjalnego szlaku. Kiedy poszliśmy na szczyt Kazalnicy, to nasza droga jest przed nami, na wprost. Idziemy bardzo wąską ścieżką, prowadzącą grzbietem ostrej grani. Po obu jej stronach widzimy bardzo strome, skaliste i trawiaste zbocza. O dziwo, pomimo tak dużej wysokości zobaczymy jeszcze bardzo wysoką i bujną trawę. Kępy tworzą duże skupiska. Takim szlakiem wędrujemy tylko dwie, trzy minuty, ponieważ dalej szlak na Przełęcz pod Chłopkiem zakręca w prawo, pod dużym ukosem do góry. Teraz idziemy bezpośrednio północnym stokiem Czarnego Mięguszowieckiego Szczytu 2410 m n.p.m. trawersując go. Nie lubię tego fragmentu szlaku, ponieważ w wielu miejscach na środku ścieżki wystają ostre jak brzytwy skały. Są bardzo ostre, wąskie i dlatego trzeba uważać, żeby nie potknąć się, bo upadek na taką skałę raczej skończy się głębokim rozcięciem skóry. Przypadkowe stanięcie na jedną z nich może spowodować, że stracimy równowagę, a nasza ścieżka przebiega w wąskiej rynience, co utrudnia sprawę. I tutaj muszę wspomnieć o kolejnej „tajemnicy” szlaku na Przełęcz pod Chłopkiem. Na całej długości tej ścieżki rośnie dużymi gromadami dziwny kwiat, którego nigdzie indziej nie spotkamy. Okazjonalnie jeszcze widziałem takie na Koprowym Wierchu i w Dolinie Pięciu Stawów, przy zejściu ze Szpiglasowego Wierchu, ale w dużo gorszym stanie i tylko pojedyncze sztuki. Ten kwiat nazywa się kuklik rozesłany. W czerwcu kwitnie na żółto, a w dniach 1-15 sierpnia wygląda jak czerwona głowa, z której wyrastają czerwone „włosy”. Kwiat występuje na krawędzi urwisk, po prawej stronie ścieżki i dlatego warto tam zaglądać, by go zobaczyć. Zdecydowana większość ludzi o nim nie wie i przechodzi obok niego, jak obok chwastów, nie zwracając uwagi na nic. Kuklik rozesłany nie jest wielki, bo ma tylko 10-15cm, ale łatwo go wypatrzeć. Muszę przyznać, że po przejściu całych Tatr, tylko na Mięguszowieckiej Przełęczy pod Chłopkiem widziałem najpiękniejsze okazy. To, co zostaje po żółtym kwiecie jest niezwykłe, ponieważ „główkę” tworzą lewoskrętne lub prawoskrętne, czerwone włosy, które łączą się u góry, tworząc szpiczasty czubek.


Graniowy szlak z Kazalnicy na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem

kuklik rozesłany na przełęczy pod chłopkiem
Kuklik rozesłany

Kiedy dojdziemy do końca ścieżki, na jej końcu zauważymy trójkątną półkę, na której najlepiej nie stawać! Można obejrzeć ją z boku, ponieważ w tym miejscu rosną największe skupiska tych kwiatów. Za półką nad przepaścią szlak zakręca mocno w lewo pod ścianą skalną. Idziemy w zacienionym terenie. Tuż za nią widzimy główny cel naszej wyprawy – Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem. Mamy stąd tylko dwie minuty drogi na przełęcz. Teraz przechodzimy ostatnim fragmentem ścieżki w wąskiej rynience. Na jej końcu skręcamy w prawo i dochodzimy na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem 2307 m n.p.m. Widzimy tu metalowy słup, gdzie kiedyś wisiała tablica graniczna z informacją o braku możliwości przekraczania granicy państwowej. Trochę dalej zauważymy namalowany na skale słup graniczny, ponieważ trudno tu było wybetonować taki, jaki znamy z niższych gór. Z Przełęczy pod Chłopkiem przepięknie widać dużą część najwyższych tatrzańskich szczytów, szmaragdowe Morskie Oko, Czarny Staw pod Rysami i potok, który łączy oba stawy oraz po drugiej, słowackiej stronie – Wielkie i Małe Hińczowe Pleso. Najciekawszy jest widok na Mnicha 2070 m n.p.m. w oddali, ponieważ wygląda stąd jak sterta większych, płasko ułożonych kamieni. Widzimy go stąd, jako cztery piętra leżących na siebie głazów, dlatego możemy go nawet nie dostrzec...


Wielkie i Małe Hińczowe Pleso

Z Przełęczy pod Chłopkiem wracamy tą samą drogą, ponieważ nie mamy innej możliwości. Kiedy ponownie dojdziemy do Czarnego Stawu pod Rysami polecam obejść go czerwonym szlakiem, na tyle, na ile pozwala szlak – tak, jak idzie się na Rysy. Po południu jest w całości oświetlony przez słońce, dlatego z pewnością zobaczymy jego kolorowe wody, podobne do morza z Grecji, czy Chorwacji…

   Mięguszowieckie Szczyty                           
   
                       kuklik rozesłany na przełęczy pod chłopkiem        
    
  


1 komentarz:

  1. Zdjęcia jak zawsze wyborne. A te sarny spotkane na szlaku! Musisz mieć jakieś układy :)

    OdpowiedzUsuń