piątek, 25 listopada 2016

szlak na Kościelec, Kościelec trudności

 Trudności na Kościelcu  Szlak na Kościelec

DOJŚCIE DO DOLINY GĄSIENICOWEJ PRZEZ BOCZAŃ
Na początku trzeba dostać się z Zakopanego do Kuźnic. Można dojść do głównego ronda w centrum miasta i później iść 30min drogą asfaltową, ale jednak polecam skorzystanie z busów lub taksówek, które za 4-5zł zawiozą nas na miejsce. Szkoda naszego czasu na „asfalty” i lepiej jak najszybciej znaleźć się na szlaku. Taksówki działają tutaj na zasadzie, że kierowcy jeżdżą siedmioosobowymi samochodami, przez co szybko znajdują chętnych i cena jest bardzo dobra, dlatego głównie z ich usług korzystam. Za całą grupę – nie ważne, czy trzy, czy czteroosobową zwykle płaciliśmy 20zł. Dzięki taksówkarzom możemy wyjść w góry nawet w środku nocy i przez to zdążyć przed tłumami. Kiedy dojedziemy do Kuźnic pod dolną stację kolejki wyciągowej na Kasprowy Wierch, skręcamy w lewo drogą. Na jej końcu przejdziemy obok drewnianej chaty, gdzie zobaczymy monitor z informacjami pogodowymi oraz komunikat o warunkach sporządzony przez TOPR. Dalej przechodzimy przed drewniany most, nad potokiem. Nasza droga kończy się, wchodzimy do lasu i mamy przed sobą strzałki z oznaczeniem kierunków dróg. Wybieramy niebieski szlak, którym będziemy szli aż do Przełęczy między Kopami 1499 m n.p.m. Szlak nie jest ciekawy, ale kilka słów o nim muszę wspomnieć. Na początku idziemy mocno „wysłużoną” ścieżką, ponieważ wiele lat temu ułożono tutaj drogę z okrągłych i nieregularnych kamieni. Po upływie bardzo długiego czasu ziemia częściowo jest wypłukana, a kamienie są „wygładzone” od milionów postawionych kroków przez turystów. To oznacza, że pomimo niewielkiego nachylenia zbocza, którym podchodzimy, może być bardzo ślisko. Trzeba uważać. Już po pierwszej minucie nasz szlak staje się coraz bardziej stromy i przez to męczący. Idziemy tak około 15-20min. W tym czasie powinniśmy dojść do skrzyżowania szlaków na ostrym zakręcie. Dowiemy się tu, że możemy wybrać zieloną trasę na Nosal 1206 m n.p.m. albo pójść do Doliny Gąsienicowej przez Boczań 1224 m n.p.m. My oczywiście wybierzemy tą drugą opcję, bo chcemy pójść szlakiem na Kościelec. Zakręt jest dość ciekawy i można powiedzieć, mało bezpieczny… Wystają tam ostre jak brzytwy występki skalne z ziemi i na dodatek w wielu miejscach, pomiędzy nimi przechodzimy po „wypolerowanych” skałach od niezliczonych milionów kroków turystów. Jest tu bardzo ślisko i trzeba mocno uważać, żeby się nie pośliznąć. Nie lubię tego miejsca, dlatego staram się je obchodzić po zewnętrznej stronie.

Za zakrętem szlak prowadzi bardzo gęstym lasem. Przez około 45min będziemy podchodzić do Boczania, chociaż na jego szczyt nie wejdziemy (wchodzimy do poziomu 1206 m n.p.m.). Od początku tego odcinka trasa jest stroma i będziemy tracić dużo sił. Niestety ścieżka jest bardzo niewygodna, dlatego trudno tędy się idzie. Po kilku minutach wędrówki od zakrętu szlak prowadzi niewielkim, ale dość długim wąwozem, bo tak można nazwać tę drogę, poprowadzoną około 1,8m poniżej poziomu ziemi. Na całej długości wąwozu jest mnóstwo luźno leżących kamieni o bardzo nieregularnych kształtach. Z tego powodu, co chwilę tracimy równowagę. Turyści z powodu niewygodnego przejścia szukają najczęściej jakiegoś obejścia tej trasy. Wzdłuż wąwozu, po lewej stronie, z łatwością odnajdziemy wydeptaną, dość szeroką ścieżkę, którą chyba wszyscy wybiorą. Niestety nie da się w całości ominąć niedogodności, bo w niektórych miejscach jest zbyt wąsko i musimy zejść na kamienistą drogę. Idziemy nią jakieś 10min. Powyżej niewygodnej ścieżki szlak jest ciągle stromy i ciągle prowadzi gęstym lasem. Idziemy ciągle na wprost. Teraz kamienie są ułożone w sposób regularny, ale mimo wszystko jest ślisko. Podchodząc coraz wyżej, po 20min od zakrętu, powinniśmy dojść do miejsca, gdzie szlak zakręca w lewo. Ciągle będziemy szli lasem, ale nawierzchnia drogi kilka razy się zmieni, ponieważ raz będziemy iść chodnikiem z ułożonych kamieni, a raz piękną, utwardzoną ścieżką. Na tym odcinku możemy nacieszyć się wspaniałymi zapachami pochodzącymi od świerków. Właśnie z tego względu lubię przechodzić tutejszym lasem. Nasz szlak ciągle prowadzi stromo do góry. Chociaż nie zobaczymy na razie żadnego prześwitu, to czasami zauważymy, że w niektórych miejscach jest mniej drzew. Dzięki temu trafimy na kilka miejsc, gdzie docierają promienie słoneczne. Idąc w takim terenie, po około 20min dojdziemy do Boczania. Dla osób poznających Tatry, góra ta stanie się zmorą, ponieważ chcąc poznać wszystkie szlaki polskich Tatr, będzie trzeba przejść przez nią około sześć razy. Pod jej szczytem, gdzie brakuje drzew i dzięki temu mamy pierwszy widok na Giewont i Czerwone Wierchy w tle, znajduje się kolejny ostry zakręt w lewo, gdzie trzeba jeszcze bardziej uważać. Zakręt jest długi, a wystających, ostrych jak brzytwa skał, jest znacznie więcej. Problem w tym, że jest tu bardzo ślisko tak, jak poniżej. Najlepiej jest obejść go od prawej strony. Przed sobą zobaczymy drewniane barierki. Jesteśmy na wysokości 1206 m n.p.m.

Od tego momentu szlak staje się bardzo łagodny i teraz mamy czas na odpoczynek. Idąc dalej trasa jest praktycznie płaska. Co ciekawe, przechodzimy szeroką drogą w lesie, jakby utwardzoną walcem. Jest równa, szeroka i gładka. Można tu przyspieszyć tempo. Z pewnością przystaniemy w jednym z licznych prześwitów. W 10min wędrówki tą drogą powinniśmy dojść do kolejnej stromizny. Jeszcze tylko chwilę będziemy podchodzić w bardziej gęstym lesie, po czym wyjdziemy na południowo-zachodnie zbocze lokalnej góry zwanej Wysokie 1287 m n.p.m. Nie mamy z niego żadnych widoków. Idziemy więc dalej, gdzie szlak przez chwilę będzie prowadził w dół, przez lasy złożone z karłowatych świerków. Od tego miejsca zobaczymy, że jesteśmy wyżej i zmienia się piętro roślinności. Będziemy szli szeroką ścieżką pod górę, ale o niewielkim i takim samym, na całej długości, nachyleniu. Wędrówka tym fragmentem szlaku jest przyjemna, ponieważ po lewej stronie ciągle mamy widoki na niższe góry. Idziemy wzdłuż północno-wschodnich stoków Skupniów Upłaz, którymi w 1h 10min powinniśmy dojść na Przełęcz między Kopami, gdzie po naszej lewej stronie zobaczymy piękną górę – Wielką Królową Kopę 1531 m n.p.m., na której rosną wspaniałe skupiska kosodrzewiny wyglądające jak wielkie płaty. Podchodząc wzdłuż zboczy Skupniów Upłaz, możemy popatrzeć na piękne mgły w dolinach, które często zalegają we wczesnych godzinach porannych oraz nieco dalej, zobaczymy skaliste zbocza Wielkiego Kopieńca 1328 m n.p.m., które mocno przyciągają wzrok. Tworzą je wielkie słupy skalne, które teraz wydają się bardzo wysokie. Zanim dojdziemy do Przełęczy między Kopami, będziemy przechodzić przez trzeci zakręt, tym razem skręcający w prawo, z ostrymi skałami wystającymi z ziemi. W ścieżce są ułożone drewniane bale dla ułatwienia podchodzenia. Również tutaj musimy uważać, żeby się nie pośliznąć. Widać, że wiele osób obawia się tego miejsca, ponieważ obok wydeptano szeroką ścieżkę ścinającą ten zakręt. Wstęp z obu stron jest zagrodzony trójkątnymi wstążkami z TPN-u, ale i tak większość nią chodzi, bo jest łatwiej i wygodniej. Za zakrętem szlak ponownie staje się stromy. Na całej długości ścieżki rozstawiono bale, które służą za stopnie. W około 7-10min powinniśmy dojść do Przełęczy między Kopami, gdzie krzyżują się szlaki: niebieski, którym przyszliśmy i żółty – prowadzący do Doliny Jaworzynki. Mamy stąd wspaniały widok na Czerwone Wierchy i Giewont oraz całą Dolinę Jaworzynki. Rozmieszczono tu mnóstwo drewnianych ławek, dlatego, komu zabrakło oddechu może odpocząć. Ja jednak nie polecam postoju na skrzyżowaniu, ponieważ nieco dalej mamy znacznie ciekawszy i bardziej urokliwy zakątek. Mam na myśli fragment ścieżki prowadzącej przez Halę Gąsienicową do Doliny Gąsienicowej w okolicach „Betlejemki”. Ale po kolei…


Przełęcz Między Kopami i widoczna w tle ścieżka poprowadzona granią z Boczania

Z przełęczy idziemy szeroką ścieżką w płaskim terenie. Przechodzimy teraz pomiędzy dwiema górami: Wielka Królowa Kopa 1531 m n.p.m. i Mała Królowa Kopa 1577 m n.p.m. Chociaż wysokości mówią, że powinny nazywać się odwrotnie, to jednak nazwano je tak ze względu na rozmiary wierzchołków. Tuż za Kopami, po około 5-7min wędrówki zostawiamy wszystko, co było dotychczas, za nami i wkraczamy w zupełnie inny świat… Można powiedzieć, że wchodzimy do serca Tatr, ponieważ przed nami widnieje cały ciąg dwutysięczników i chyba najpiękniejsza tatrzańska dolina – Dolina Gąsienicowa. Jest tak niesamowita, że często staje się głównym motywem pokazywanym w albumach o Polsce, kiedy autorzy pokazują piękno naszych gór. Po 5-7min wędrówki od Przełęczy między Kopami nasz szlak prowadzi dość mocno w dół. Teraz nieco wytracimy wysokość, tylko dlatego, że schodzimy do doliny. Przez następne 5-7min będziemy szli lasem złożonym z karłowatych świerków, a przed sobą będziemy widzieli kilka drewnianych góralskich chat i przepiękną, rozległą polanę – Halę Gąsienicową. Właśnie stąd zobaczymy cel naszej wędrówki – Kościelec 2155 m n.p.m. Nie trudno go rozpoznać, bo jeśli stąd popatrzysz na całą panoramę Tatr i zobaczysz dwie szpiczaste, trójkątne góry (niższa, zielona to Mały Kościelec 1863 m n.p.m., a wyższa, szara i skalista to Kościelec 2155 m n.p.m.) i stwierdzisz, że to najtrudniejsza góra ze wszystkich, jakie tutaj widzisz, to wiedz, że właśnie tam pójdziemy. Kościelec z tej perspektywy wygląda niedostępnie, jakby co najmniej trzeba było używać lin i sprzętu wspinaczkowego na jego stromych zboczach. W miarę podchodzenia oblicze Kościelca będzie coraz łagodniejsze… Idąc ścieżką w karłowatym lesie, dochodzimy do jego granicy. Las nagle kończy się i wchodzimy na rozległą Halę Gąsienicową. Uważam, że najlepiej być tutaj w sierpniu, albo w środku zimy. Wystarczy popatrzeć na zdjęcia poniżej tej relacji, żeby zobaczyć, jak pięknie kwitną dziesiątki tysięcy fioletowych kwiatów, zdobiąc całą dolinę. Jest tak cudowny klimat, że właśnie w tym miejscu polecam odpoczywać. Widok z Hali Gąsienicowej zostaje na trwałe w pamięci i z pewnością będziesz chciał wrócić po tym, co zobaczysz. Ciekawostką jest fakt, że kiedy popatrzysz z polany w stronę Świnicy (to ten najwyższy, z najwyższych przed nami, nieco po prawej), to zobaczysz, że szczyt tej góry przypomina kształtem ryj świni. Po dłuższym odpoczynku na hali przejdziemy pomiędzy drewnianymi chatami. Jedna z nich, po prawej, nazywa się Betlejemka i służy raczej przewodnikom i grupom, które wykupiły kursy wspinaczkowe. Kilkadziesiąt kroków dalej, po lewej stronie, przejdziemy obok innej chatki z drewnianą ławką. Można się również tutaj zatrzymać. Teraz szlak opada jeszcze bardziej stromo w dół doliny. Za chwilę staniemy na skrzyżowaniu szlaków: niebieskiego – którym idziemy, zielonego – prowadzącego na Przełęcz Liliowe 1952 m n.p.m., oraz żółtego – prowadzącego na Suchą Przełęcz 1950 m n.p.m. tuż pod Kasprowym Wierchem 1987 m n.p.m. My schodzimy ciągle niebieskim, aż dojdziemy do schroniska Murowaniec. W środku można zjeść szarlotkę, która jest znana ze swojego smaku.


Piękna Hala Gąsienicowa z charakterystycznymi chatami. Pierwsza po prawej to "Betlejemka", ostatnia - najniżej położona - to schronisko "Murowaniec"


Na Hali Gąsienicowej

SZLAK NA KOŚCIELEC: MUROWANIEC - CZARNY STAW GĄSIENICOWY - PRZEŁĘCZ KARB
Naszą wyprawę rozpoczynamy od schroniska Murowaniec. Za budynkiem nadal będziemy kierować się niebieskimi znakami, prowadzącymi na Czarny Staw Gąsienicowy. Równolegle z nim przebiega żółty szlak na Kasprowy Wierch. Na początku idziemy wśród gęstej i bardzo wysokiej kosodrzewiny. Pomiędzy nim rosną pojedyncze, niskie świerki. Szybko zauważymy, że w ciągu kilku minut wędrówki tą trasą roślinność przy ścieżce szybko ubożeje i od teraz będziemy widzieć głównie kosodrzewinę. Trudno nie wspomnieć tutaj o wysokich krzaczkach jagodowych, które wręcz rzucają się w oczy, gdy są pełne owoców w sierpniu. Można powiedzieć z całą pewnością, że w całych Tatrach zjemy tu największe i najbardziej soczyste jagody. Przez jakieś 3-5min nasza ścieżka przebiega równolegle do Uhroci Kasprowych, ale w dolinie (niebieski i żółty szlak wytyczono na tej samej drodze), po czym za chwilę obie trasy rozwidlają się. Na około minutę marszu przed rozstajem, z pewnością dostrzeżemy dwie drewniane ławki ze świerkowych bali. Ławki ustawiono pod trzema podobnie wyglądającymi skałami, wysoko wystającymi spod ziemi. U samej góry, na nich, zobaczymy piękną, samotną kosodrzewinę. Bardzo dobrze stąd widać Kasprowy Wierch i górną stację kolejki linowej na ten szczyt. Przed samym zakrętem, po lewej stronie, stoi okrągły głaz, którego większa część znajduje się w ziemi. Na niej namalowano żółty znak szlaku, który dalej prowadzi na Kasprowy Wiech. My jednak wybieramy niebieski szlak na Czarny Staw Gąsienicowy. Zakręca on pod kątem prostym w lewą stronę wśród kosodrzewiny i karłowatych świerków. Na rozstaju dróg, niezmiennie co roku, rosną fioletowe kwiaty, te same, co na Hali Gąsienicowej, które pięknie zdobią to skrzyżowanie.


Fragment szlaku od schroniska "Murowaniec" do Czarnego Stawu Gąsienicowego - przez cały czas idziemy chodnikiem ułożonym z kamieni

Od tego momentu nasza ścieżka staje się wąska, ale ułożono tutaj kamienny chodnik. Zapach kosodrzewiny zachwyca, ponieważ jest mocno wyczuwalny. Czujemy, że jesteśmy naprawdę z dala od miast. Po naszej prawej stronie bardzo dobrze widać długie zbocze Uhroci Kasprowych, o których już wcześniej wspomniałem. Ciągnie się ono aż do szczytu Kasprowego Wierchu. Po obu stronach szlaku rośnie bardzo gęsta i zwarta kosodrzewina tak, że nawet trawa nie ma miejsca, żeby tutaj wyrosnąć. Spotkamy tylko pojedyncze kępy przy krawędzi ścieżki. Kiedy spojrzymy przed siebie, zobaczymy cel naszej wędrówki. W tym miejscu Mały Kościelec i Kościelec wizualnie nakładają się na siebie. Obie góry widzimy jako dwa trójkąty – mniejszy wpisany w większy. Przechodząc nieco dalej, szlak zakręca nieznacznie w lewo. Na niewielkim łuku ścieżki wyróżniają się dwa wysokie świerki. Pod jednym z nich stoi duży i drugi – mniejszy, trójkątny głaz. Pomiędzy dwoma świerkami z łatwością zauważymy trzecie drzewo o takich samych rozmiarach, ale jest całkowicie uschnięte. Wygląda bardzo ciekawie, ponieważ zarosły go bardzo gęste niebiesko-zielone porosty, które w kilkanaście lat potrafią uśmiercać większe tereny lasów. Najwięcej takich porostów można zobaczyć na czarnym szlaku prowadzącym na Starorobociański Wierch. Nasza ścieżka wiedzie w gęstym, świerkowym lesie, gdzie pomiędzy drzewami rośnie zwarta kosodrzewina. Idziemy prostą i bez żadnego nachylenia dróżką. Po jej lewej stronie widać linię z białych kamieni, która przypomina krawężnik. Za niewielkim pasem lasu przechodzimy w bardzo widokową część trasy. Ponownie mamy widok na Tatry, gdzie najbardziej wyróżnia się nasz Kościelec i Żółta Turnia 2087 m n.p.m., na którą nie ma wytyczonego szlaku. Od schroniska Murowaniec idziemy już jakieś 13min. Ścieżka zakręca lekko w prawo. Rozpoczniemy dość długie przejście u stóp Małego Kościelca. Teraz, po prawej stronie będziemy mieli bardzo strome zbocza tej góry, na których rośnie bardzo gęsta kosodrzewina, pomiędzy którą zobaczymy większe głazy i pasy rumowisk skalnych. Na początku stromych stoków zauważymy głaz o kształcie wielkiego sześcianu, gdzie namalowano niebieski znak. Nasza ścieżka prowadzi dłuższym odcinkiem na wprost, wzdłuż zboczy Małego Kościelca. Warto spojrzeć w dół, na lewą stronę szlaku, ponieważ zauważymy wielkie rumowisko skalne, które jest dosyć wąskie, ale tak długie, że kończy się dopiero przy Czarnym Stawie Gąsienicowym. Ten pas kamieni będzie towarzyszył nam ciągle równolegle do ścieżki, którą idziemy, na całej jej długości. Dlaczego mamy tam zaglądać? Ponieważ wśród głazów rumowiska powinniśmy wypatrzeć dość mały pomnik Mieczysława Karłowicza i tablicę informującą o tym, że zginął tragicznie w lawinie 8 lutego 1909 roku, podczas samotnej wycieczki na nartach z Doliny Gąsienicowej do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Rzeczywiście zimą ten fragment nie jest polecany ze względu na duże ryzyko wystąpienia lawiny. Od początku zbocza szlak nieznacznie zaczyna się wznosić. Idziemy nieco pochyloną ścieżką do góry, przez co odrabiamy „utraconą” wysokość od Przełęczy między Kopami. Na całej długości ułożono regularny chodnik z dużych kamieni, gdzie można przejść szybko i bezpiecznie. Idziemy przez około 10min, aż dojdziemy do miejsca, gdzie nad naszą głową powinniśmy zobaczyć mocno wysuniętą skałę nad ścieżką. Przypomina ona skałę znaną z "Króla Lwa". Górna jej część to wielka półka wysunięta poza szlak. Zobaczymy w niej mnóstwo pęknięć. U góry zobaczymy samotną kosodrzewinę.


W tym rumowisku kamiennym odnajdziemy mały pomnik Mieczysława Karłowicza

Idziemy dalej przez około 7min. Szlak zakręca nieznacznie w lewo, ponieważ przejdziemy obok wielkiego rumowiska skalnego złożonego z dużych głazów. Warto spojrzeć do góry w tym miejscu, ponieważ teraz znad stromego zbocza wystaje tylko wierzchołek Kościelca. Szlak poprowadzono kamiennym chodnikiem przez kolejne rumowisko. Odtąd pozostało nam jakieś 5min do stawu. Ostatni fragment ścieżki jest bardziej nachylony, ale znowu nie tak mocno, żeby poczuć się zmęczonym. Szlak zakręca w prawo. Na całej długości łuku ustawiono drewniane barierki ze świerków, za którymi z łatwością zauważymy znak zakazu informujący o trzymaniu się tylko wyznaczonych tras. Od barier odbiegają dodatkowe, drewniane bale, zabezpieczające szlak przed osuwającym się śniegiem. Co ciekawe, mamy stąd rozległy widok po lewej stronie. Widzimy dużą polanę, a w oddali widnieją Gorce. Znak zakazu ustawiono tutaj po to, żeby turyści nie wchodzili na trawę. Dodatkowo przy ścieżce rozciągnięto zieloną, trójkątną taśmę z TPN-u ze znakami STOP-u. Już za chwilę, za omawianym zakrętem, dochodzimy do Czarnego Stawu Gąsienicowego – prostą i płaską ścieżką. Tutaj również rozciągnięto taśmy ze znakami. Jesteśmy na wysokości 1624 m n.p.m. Mamy stąd piękne widoki na Dolinę Gąsienicową oraz możemy zobaczyć, jak przenikają naprzemiennie pasy świerkowych lasów i kosodrzewiny. Wygląda to, jak gdyby świerki próbowały zajmować kolejne, nieprzystępne dla nich tereny. W miejscu, gdzie szlak dociera do stawu, ułożono równy, kamienny chodnik. Na jego końcu zobaczymy drogowskaz ze znakiem niebieskim - na Zawrat i zielonym - na Przełęcz Karb. Pod strzałkami umieszczono zieloną tabliczkę informującą o zakazie wrzucania czegokolwiek do stawu i o zakazie dokarmiania zwierząt. Wystarczy popatrzeć w lewą stronę, by zauważyć piękną wyspę, którą w całości opanowała kosodrzewina. Prawa linia brzegowa zarosła dorodnymi jagodami.


Drewniane barierki na szlaku w drodze do Czarnego Stawu Gąsienicowego


Czarny Staw Gąsienicowy

Ponad poziomem traw, które widzimy po prawej stronie, możemy z łatwością zobaczyć przebieg zygzakowatego szlaku, prowadzącego na Przełęcz Karb 1853 m n.p.m. Na początku ścieżkę poprowadzono przez wąski pas traw. Później wchodzimy w pas gęstej i zwartej kosodrzewiny. Tutaj szlak zakręca w prawo i za około minutę drogi przechodzimy przez małe rumowisko skalne. Od teraz zrobi się bardziej stromo, ponieważ będziemy bezpośrednio podchodzić zboczem Małego Kościelca. W pasie kamieni ścieżka prowadzi podwójną serią zakrętów w kształcie litery „S”. Ułożono tu kamienne schody, dzięki czemu możemy łatwiej wchodzić do góry. Po lewej stronie powinniśmy zauważyć dwa wielkie głazy wyróżniające się pośród innych. Za 5min wędrówki od skupiska kamieni, szlak zakręca bardzo ostro w prawo przy tym samym rumowisku kamiennym, ale już znacznie wyżej. Ścieżka jedynie prowadzi w jego pobliżu i nie przechodzimy przez głazy. Najczęściej zatrzymują się tutaj turyści, by podziwiać Czarny Staw Gąsienicowy, którego wody przybierają odcienie koloru zielonego. Za zakrętem szlak wytyczono wśród gęstych traw. Dzięki temu mamy wspaniały widok na staw i rumowisko, które przechodziliśmy na dole. Bardzo dobrze widać stąd całą ścieżkę okrążającą Czarny Staw. Jest to żółty szlak na Skrajny Granat 2225 m n.p.m. i niebieski na Zawrat 2159 m n.p.m. Warto zatrzymać się choć na chwilę, ponieważ według mnie, najlepiej widać stąd wyspę z kosodrzewiną. Dopiero teraz widzimy, że wyspa składa się z dwóch większych skupisk tych krzewów. Oba skupiska rozdziela wąski pas głazów. Po przeciwnej stronie widzimy długą i płaską skałę, stopniowo zagłębiającą się pod powierzchnią wody. Patrząc z tego miejsca, dokładnie za wyspą, rozpoczyna się dość szeroki żleb widoczny na Żółtej Turni. Nieznacznie skręca w lewo i prowadzi aż do samego szczytu tej góry. W połowie jego wysokości jeszcze raz zakręca szerokim łukiem – tym razem w prawo i dalej, prowadzi bezpośrednio już na szczyt. Żleb bardzo dobrze możemy zobaczyć w stawie, jako odbicie. Jego dolną część jedynie przysłania wyspa.


Widok na Czarny Staw Gąsienicowy w trakcie podejścia na przełęcz Karb


Bardzo kręty i stromy szlak podejściowy na przełęcz Karb

Za ostrym zakrętem w lewo, szlak prowadzi wydeptaną ścieżką już bez ułożonego chodnika. Idziemy pasem sypkiej ziemi. Za chwilę nasza dróżka skręca ostro w prawo. Przed zakrętem wystaje częściowo na szlak szpiczasty głaz. Za kilka metrów dochodzimy do krawędzi stoku, za którym widnieje już tylko przepaść. Od teraz szlak zakręca ponownie trawersem w lewo i jednocześnie bardzo stromo do góry. Teraz będziemy szli ciągle do góry, w stronę Przełęczy Karb. Od Czarnego Stawu jest nieustannie stromo, przez co szybko osiągamy wysokość w krótkim czasie. Dla osób rzadziej chodzących po górach ten fragment będzie wymagający kondycyjnie. Po lewej stronie ścieżki, za zakrętem zauważymy trzy pionowo stojące skały. Wyglądają, jakby ktoś nadał im sześcienny kształt. Najlepiej z tego miejsca widać krawędź zbocza z przepaścią, obok której przechodziliśmy. Możemy stąd również zobaczyć, jak bardzo zadeptany jest ten fragment. Podchodzimy do Przełęczy Karb. Pomimo tego, nasza droga nie staje się ani na chwilę łatwiejsza. Ciągle widnieją przed nami stromizny. Dojście do przełęczy powinno zająć nam około 40-45min. Przed podejściem na Karb, widzimy gładkie, brązowe płyty skalne, obok których przebiega szlak. Płyty przedzielają wąskie pasy kosodrzewiny. Na ostatnim fragmencie ścieżki na Karb, za widocznym ostatnim zakrętem w lewo, idziemy po równo ułożonych kamiennych schodach. Ułatwiają one podejście. Na jednym z nich zauważymy zielony znak szlaku.


Tuż przed wejściem na Mały Kościelec mamy taki widok na Czarny Staw Gąsienicowy


Charakterystyczne skały, dzięki którym poznamy, że jesteśmy blisko Małego Kościelca

Jesteśmy na Małym Kościelcu 1863 m n.p.m. Widoki ze szczytu są naprawdę przepiękne! Widać stąd między innymi kilka większych i tych mniej znanych stawów jak, np.: Czarny Staw Gąsienicowy, Kurtkowiec, Zielony Staw i Długi Staw. Niektóre z nich są tak znikome, że raczej przypominają małe oczka wodne niż stawy. Najpiękniejszy, według mnie, jest Zielony Staw z białymi ścianami skalnymi opadającymi bezpośrednio do jego wód. Najlepiej widać stąd też ścieżkę prowadzącą do Murowańca. Wygląda jak biała nitka niczym nieprzerwana, którą szliśmy do Murowańca. Najciekawszy jest widok, gdy ta „nitka” przecina wszystkie pasy kosodrzewiny i trawiaste polany. Widzimy stąd również wszystkie sześć drewnianych chat, obok których przechodziliśmy. Schodzimy ze szczytu Małego Kościelca i skręcamy w lewo pod kątem prostym, żeby dojść do Przełęczy Karb w dosłownie kilka minut. Przed sobą widzimy wystające skałki prowadzące na bezpośrednio na przełęcz. Pomiędzy nimi wije się ścieżka, którą dojdziemy do Przełęczy Karb 1853 m n.p.m. Po drodze miniemy jeszcze kilka drobnych szczegółów, o których trzeba powiedzieć. Szlak prowadzi kamiennymi stopniami na niewielkie, lokalne wzniesienie, przez rumowisko skalne. Trasa rozdwaja się na chwilę. Tam, gdzie znajduje się szpiczasto wystający z ziemi, najwyżej leżący głaz, zobaczymy zielony znak. Z tego miejsca Czarny Staw Gąsienicowy przybiera zupełnie inne kolory niż na dole. Teraz przyjmuje niebieskie odcienie. W jego tafli odbijają się góry: Skrajny Granat i Żółta Turnia. Dobrze jest popatrzeć na Kurtkowiec, ponieważ z wysokości ponad 1850 m n.p.m. dokładnie możemy zobaczyć dwie wyspy z gęstą kosodrzewiną na jego środku. Na rozwidleniu naszej trasy, na lokalnym wzniesieniu ścieżka poprowadzi nas tylko przez chwilę poziomą płytą skalną, ale nie występują tu żadne trudności. Wystarczy przejść dalej.

Teraz szlak wytyczono w płaskim terenie, gdzie będziemy przechodzić głównie po spękanych płytach skalnych. Przed nami widnieje niewielka grań prowadząca do Przełęczy Karb. Wygląda efektownie, ponieważ jest dość wąska, a po obu jej stronach rośnie gęsta kosodrzewina na bardzo stromo opadających zboczach. Kosodrzewina potęguje wrażenie wielkich przepaści. Za płytami skalnymi ścieżka skręca nieznacznie w prawo i za chwilę w lewo, omijając tym samym pionowe, ciemne i niskie skałki. Dalej szlak poprowadzono równym, kamiennym chodnikiem przez pas kosodrzewiny. Niskimi stopniami dochodzimy do drugiego, małego wzniesienia. Po wejściu na nie, ponownie schodzimy, idąc ciągle w pasie kosodrzewiny. Po lewej stronie drugiego wzniesienia z łatwością zauważymy pionową ścianę skalną kończącą się przepaścią. Kilkadziesiąt kroków dalej, szlak wytyczono pośród kolejnych popękanych płyt, gdzie musimy przeciskać się pomiędzy głazami. Schodzimy do Przełęczy Karb. Nasza ścieżka zakręca w tym miejscu w prawo, pod pionowymi skałami, które można wykorzystać jako schronienie od silnego wiatru. Zmieści się tu nawet kilka osób. Na Karbie zobaczymy nie tylko drogowskaz z możliwymi kierunkami wędrówki, ale również tablicę informującą o trudności szlaku. Możemy z niej wyczytać, że szlak na Kościelec powinien nam zająć jakieś 50min i że jest bardzo trudny. Dodatkowo mamy informację o spadających kamieniach. Z przełęczy Karb mamy jeszcze możliwość schodzenia do drugiej części Gąsienicowej Doliny, gdzie zielonym szlakiem będziemy mogli przejść obok Zielonego Stawu. Tę możliwość wykorzystamy w drodze powrotnej z Kościelca, żeby zobaczyć coś innego.


Wąskie przejścia z Małego Kościelca do Przełęczy Karb


Wąskie przejście pomiędzy kosodrzewiną pomiędzy Małym Kościelcem a przełęczą Karb - szlak widziany z podejścia na Kościelec

CZARNY SZLAK NA KOŚCIELEC
Wybieramy jedyny – czarny – szlak na Kościelec. Droga na tę górę rozpoczyna się szeroką i krętą ścieżką, gdzie nie znajdziemy regularnych schodów z kamieni. Raczej będziemy szli wydeptaną dróżką wśród skał, gdzie dominuje sypka ziemia i drobne kamyczki. Za serią niewielkich zakrętów szlak poprowadzi nas kamiennymi stopniami w linii prostej. Pomiędzy schodami nieraz trafimy na wystającą skałę. Wędrówka w takim terenie trwa około 10min. Idziemy dość stromym zboczem. Trzeba pamiętać, że trasa z każdą chwilą będzie coraz bardziej nachylona i będzie wymagała od nas więcej kondycji, a nieco wyżej już pewnych umiejętności technicznych i oswojenia się dużą wysokością, bo nieraz będziemy przechodzić w dość eksponowanym terenie, czy też przez liczne płyty skalne. Za kamiennymi schodami zobaczymy pierwsze, duże skały przy szlaku. Po lewej stronie zauważymy widoczny czarny znak na wielkim, płaskim głazie. Po jego prawej widać rumowisko skalne złożone tylko i wyłącznie z dużych kamieni. Właśnie pomiędzy tymi charakterystycznymi punktami wytyczono trasę naszego szlaku. Idziemy tu równym chodnikiem z kamieni. Przechodzimy też przez ogromny, ukośnie leżący głaz, na którym zbudowano część chodnika. Od tego momentu rozpoczynają się pierwsze trudności. Przed nami widać ukośną płytę skalną, gdzie widnieje czarny znak. Musimy przejść na jej drugą stronę, starając się stawiać kroki w pęknięciach widocznych na jej powierzchni. Jednocześnie ścieżka zakręca w lewo, gdzie za chwilę, nad przepaścią, widać czarną skałę w kształcie sześcianu ze znakiem szlaku. Za nią podchodzimy przez krótką chwilę do góry, gdzie po prawej stronie zobaczymy inną, czarną, płasko ściętą i ogromną skałę. Trzeba pójść za nią. Znajdziemy tu następny czarny znak. Teraz szlak będzie prowadzić nas nieco w dół, przez dosłownie kilkanaście kroków. Przed sobą zobaczymy niewielką, pionową ścianę skalną o bardzo nieregularnych kształtach. Musimy ją obejść tak, jak wytyczono ścieżkę, po czym rozpoczniemy krótkie, ale bardzo strome podejście wśród skał. Kiedy pokonamy ten etap, nasz szlak zakręci niewielkim łukiem w lewo, pomiędzy kolejnymi czarnymi skałami. Jednocześnie zejdziemy trochę poniżej ich poziomu. Znajdziemy się w małym zagłębieniu terenu o szerokości kilku metrów. Dalej, znowu będziemy podchodzić do góry, przy pomocy kamiennych stopni. Tutaj ścieżka zakręca długim łukiem w lewo.


Kiedy zobaczymy tą tabliczkę, wiedzmy, że rozpoczyna się najtrudniejsza część szlaku

Za długim łukiem idziemy w linii prostej do góry. Za kilkanaście metrów szlak zakręca pod kątem prostym w prawo, w otoczeniu trzech dużych, ciemnych głazów. Na dwóch z nich znajdziemy czarne znaki – jeden na zakręcie, a drugi przed nim, w drodze powrotnej. Za zakrętem pójdziemy kolejnym i bardzo długim, bo aż na około 50 metrów, w lewo skręcającym łukiem, do góry. Dochodzimy do kilku formacji czarnych skał, tworzących bardzo ciekawy układ pięter. Mamy tu następną trudność. Żeby wejść wyżej, musimy podchodzić małą płytą „wciśniętą” pomiędzy układem piętrowych skał, a tymi znajdującymi się po prawej stronie szlaku. Nasza ścieżka przebiega przez skaliste zbocze pod ukosem, bardzo wąskim chodnikiem. Na środku tego zbocza zobaczymy kilka kęp traw, które powinny być dla nas punktem odniesienia. Od nich przechodzimy na kolejną skałę, gdzie dalej wyraźnie widać szlak. Przejście tego odcinka nie powinno trwać dłużej niż trzy minuty. Dalej przechodzimy po dwóch płytach o porowatej strukturze. Przed sobą mamy kolejne płyty, ale ciągle nie sprawiają one problemów, ponieważ są nachylone pod małym kątem. Trudno tutaj o poślizg. Powinniśmy mieć zwiększoną uwagę w szczególności, gdy schodzimy we mgle, albo podczas opadów. Wtedy każda płyta skalna może być zbyt gładka. Z tego powodu na Kościelec polecam wchodzić tylko podczas dni pewnej i dobrej pogody. Na pierwszej z nich zauważymy długi, pionowy czarny znak, za którym wąski pas trawy rozdziela pierwszą i drugą płytę. Przejście jest łatwe, ponieważ ich porowata powierzchnia powoduje, że nawet „niegórskie” buty bardzo dobrze przylegają do niej. Trzeba pamiętać, że na całej długości obu płyt można stawiać pewne kroki, ale tylko w suchych warunkach. Kiedy spojrzymy do góry, zauważymy pierwszy kominek, którym poprowadzi nas szlak. Kościelec jest znany z kominków, szczelin i ścianek skalnych, gdzie osoby z lękiem wysokości będą musiały sobie odpuścić w którymś momencie dalsze wejście.

 
Na Kościelcu głównie będziemy podchodzić gładkimi płytami skalnymi lub wąskimi ścieżkami wśród skał

PIERWSZY KOMINEK NA SZLAKU I CIEKAWA PŁYTA SKALNA
Kominek jest dość duży, bo ma aż sześć metrów wysokości. Podchodzimy tutaj prawie pionową szczeliną pomiędzy dwiema czarnymi skałami. Trudność szlaku na Kościelec polega na tym, że nie ma ani jednego ubezpieczenia. Nie znajdziemy tu łańcuchów ani klamer. Możemy uchwycić się tylko nie zawsze wygodnych skał. Nie zawsze też znajdziemy łatwy punkt podparcia. Czasami będziemy musieli trochę pomyśleć, gdzie postawić stopę – szczególnie przy zejściu, ponieważ zwykle nie będziemy widzieli, co jest za nami. Tak jest właśnie w kominkach. Podczas pokonywania pierwszego z nich polecam rozstawić nogi pomiędzy obiema skałami i starać się postawić krok na wysokości około półtora metra na malutkim występku skalnym. W tym wypadku staram się prawą stopą nieco wybić do góry, a lewą sięgać tego niewielkiego, trójkątnego występku. Trzeba go szukać stopą w rozpadlinie, ponieważ podczas podchodzenia nic nie widać – przysłaniają go inne skały. Nad występkiem ukrytym w szczelinie, po prawej stronie wystaje skała o podstawie kwadratu, gdzie można postawić kolejny krok prawą stopą. Nie będzie łatwo, ponieważ i tak już stoimy na niepewnym kawałku, a teraz musimy dodatkowo bardzo szeroko rozstawić nogi – najpierw podpierając się o kwadratowy punkt po prawej i jednocześnie podciągając się do góry – chwytając się wyżej odstającej skały, będącej dobrym chwytem.

Kiedy złapiemy dobry chwyt, musimy podciągnąć się tyle, żebyśmy sięgnęli nogą na kwadratowy występ skalny. Od tego momentu czujemy się bezpieczniej, bo jest znacznie pewniej. Teraz po lewej stronie widzimy ukośnie wystającą inną skałę, na której postawimy czwarty krok – tym razem lewą stopą. Z tego miejsca stawiamy już ostatni – piąty – krok w górnej części kominka na odstających, płaskich i popękanych fragmentach. Teraz stoimy u góry kominka i możemy powiedzieć, że trudniejszą część mamy za sobą. Od tego momentu szlak prowadzi ciągle stromo do góry, kamiennymi stopniami. Dochodzimy do ostrego zakrętu w lewo. Przejdziemy tutaj obok następnej płyty skalnej. Teraz dróżka zakręca w prawo krótkim łukiem. Pomału będziemy wchodzić w strefę gładkich płyt, którymi przeprowadzi nas wytyczona ścieżka. Przed zakrętem przechodzimy obok niewielkiej płaskiej skały, którą widzimy po prawej stronie szlaku. Jest w połowie pęknięta, przez co utworzył się niski, ale długi uskok. Za następnym zakrętem w prawo, na dole widać jej przedłużenie. Wspominam o niej, bo teraz będzie stanowić część naszej trasy. Jest to płaska i gładka płyta, nachylona do szlaku pod dość dużym kątem. Opada w dół – w stronę urwiska. Przylega do niej inna – jeszcze większa, dłuższa i wyższa, gładka skała. Jej krawędzie są ostro zakończone i tworzą nad płytami urwisko wysokie na około jeden metr. Za zakrętem w lewo, szlak przeprowadza nas przez dużą płytę, o której już wcześniej wspomniałem. Ścieżka jest bardzo wąziutka, ponieważ tworzy ją szczelina wzdłuż niej. Co duży krok wycięto tu niewielkie, trójkątne stopnie w skałach, które chociaż trochę mają ułatwić zadanie przejścia na drugą stronę. Pomiędzy ułatwieniami idziemy zewnętrzną krawędzią buta wciskanego w podłużną szczelinę. Podczas słonecznego dnia trudno się tu pośliznąć, ale we mgle i deszczu znacznie szybciej może się coś stać. Staramy się iść tak, żeby być przechylonym na prawo, dzięki czemu będziemy mogli się podpierać rękoma. Po pokonaniu tej gładkiej skały szlak zakręca w prawo i znowu idziemy równymi stopniami z ułożonych kamieni. Kilkanaście metrów dalej mamy kolejną dużą płytę do pokonania. Dodatkową trudnością jest fakt, że nie widzimy faktycznego przebiegu szlaku. Musimy iść tak, jak nam się najlepiej wydaje. Ciągle jest stromo.


Widoki z okolic gładkiej płyty

Stajemy przed płytą. Rozglądamy się za małą szczeliną wykutą na wysokości naszych stóp. Szczelina ciągnie się aż do samego końca gładkiej skały. Staramy się iść szczeliną, ale nie do jej końca. Będziemy zakręcać w prawo, dodatkowo łukiem do góry. Kiedy należy zakręcić do góry poznamy po trójkątnych, wykutych stopniach. Podobnie, jak poprzednio, podpieramy się prawej strony płyty, żeby utrzymać równowagę. Wędrówka wzdłuż pęknięcia nie jest wygodna, dlatego dość szybko pokonujemy ten fragment. Idąc do góry, starajmy się stawiać kroki w trójkątnych stopniach. Mówię „starajmy się”, ponieważ ich rozstaw przewidziano raczej dla wysokich osób. Kobiety raczej nie dosięgają każdego z nich i muszą przechodzić bezpośrednio po gładkiej skale. Sama płyta ma rozmiary około 8-10 metrów długości i wysokości. Z powodu wielu takich miejsc na Kościelcu buty górskie są obowiązkowe dla naszego bezpieczeństwa. Na samej górze płyty ścieżka zakręca łukiem w prawo, za chwilę w lewo i za kilkanaście kroków ponownie w prawo. Teraz idziemy kamiennymi schodami. Widoki niewiele się zmieniają. Za serią zakrętów dojdziemy do dużych głazów, które na pierwszy rzut oka tarasują szlak. Pierwszy z nich jest bardzo długi i wysoki na około 3-4 metry. Szlak okrąża go lewą stroną, po czym dochodzimy do następnego głazu o podobnych kształtach i rozmiarach. Ścieżka również omija go, tym razem prawą stroną. Pomiędzy nimi schody są bardzo ciasno poukładane. Kiedy będziemy przechodzić od jednego do drugiego głazu, spójrzmy w prawo, ponieważ zobaczymy bardzo wąską szczelinę na ich styku. Pod nimi zobaczymy dziurę w ziemi, którą obstawiono czterema kamieniami.


Tej szczeliny poszukujemy na płycie skalnej


Dalsza część tej samej płyty

DOJŚCIE DO SERII TRUDNOŚCI TECHNICZNYCH
Za głazami szlak skręca ostro w prawo łukiem. Kiedy podejdziemy trochę wyżej za zakręt, zobaczymy, jak poniżej wytyczono ścieżkę pomiędzy skałami i jak pięknie zatacza ona pętle w ich pobliżu. Dalej dróżka prowadzi kilka metrów na wprost i za chwilę zakręca ostro w lewo. Ciągle podchodzimy stromo do góry. Teraz idziemy wśród wyschniętych traw, gdzie zobaczymy dwa głazy stojące po przeciwnych stronach ścieżki, tworzące naturalną bramę. Kilka kroków za bramą, szlak zakręca ostro w prawo, przy wypukłości skalnej znajdującej się po lewej stronie. Z powodu tej wypukłości ścieżka przebiega o około półtora metra wyżej niż reszta trasy. Na wzniesienie wchodzimy przy pomocy kilku wysokich schodów. Za nim dróżka prowadzi łukiem, gdzie ponownie pójdziemy trawiastymi zboczami. Dalej szlak zakręca w lewo i za chwilę pod dużym kątem w prawo, przy czarnym głazie, o kształcie dziobu. Stopnie są tutaj bardziej strome i wyższe, przez co bardziej się męczymy. Przez najbliższe 5min będziemy co chwilę skręcać wśród skał, aż dojdziemy za ostrym zakrętem w prawo na skraj wielkiej płyty. Szlak poprowadzi nas jej krawędzią.


Szlak prowadzi krawędzią wielkiej płyty

TRUDNOŚCI NA KOŚCIELCU, CZYLI TRUDNOŚCI POD SZCZYTEM
Płyta opada na szlak z wyżej położonego zbocza, gdzie kończy się. Tam, gdzie kępy traw łączą się z wielką, gładką skałą poprowadzono ścieżkę. Na krawędzi ułożono stopnie z kamieni o niewielkim nachyleniu. Na szczęście nie ma tu żadnych trudności. Można powiedzieć, że jedynie na początku brakuje kilku stopni, ale nie stanowi to żadnego problemu. Brakujące kamienie wypełniła sypka ziemia. Po drugiej stronie widać, że odpadł fragment płyty i przez to powstała mała dziura, którą wypełniły kępy traw. Po tym poznamy, że jesteśmy prawie pod szczytem Kościelca. Może nam się wydawać, że pozostało nam niewiele, to jednak, żeby osiągnąć szczyt Kościelca, trzeba pokonać najtrudniejszy etap wędrówki. Przed nami widzimy cztery małe ścianki, którymi dosłownie będziemy się wspinać. Po przejściu jednej, będziemy przechodzić na kolejną. Zobaczymy, że ostatni kominek jest równie trudny, lub jeszcze gorszy niż ten na początku szlaku. Idąc płytą skalną, wydaje nam się, że nie ma ona końca, ale raczej, że opada gdzieś w stronę przepaści. Schodzimy z niej tam, gdzie szlak zakręca w lewo i za chwilę ponownie zawracamy pod tą samą gładką skałę, ale dużo wyżej, skąd rozpoczyna się właściwe podejście ku szczytowi Kościelca. Na początku podchodzimy przy pomocy wykutych, trójkątnych stopni w płycie. Najpierw jednak musimy na nią wejść. Pomiędzy szlakiem a gładką skałą widzimy coś na wzór uskoku lub małego urwiska. Próbujemy uchwycić się nierówności na jej powierzchni i tym samym podciągamy się do góry. Kiedy wejdziemy na górę płyty, idziemy pod ukosem do góry, korzystając z trójkątnych stopni rozmieszczonych w dość dużych odstępach – tak, jak poprzednio. Szczególnie trzeba uważać, żeby nie pośliznąć się w tym miejscu, bo za nami widnieje mały „uskok”. Trzeba przyznać, że osoby rozpoczynające przygodę z Tatrami, widząc, co tu trzeba zrobić, boją się dalej wchodzić. Widok z dala wspinających się osób sprawia wrażenie, jak gdyby wchodzili na niedostępny dla większości szczyt jakiejś góry.


Wielka, gładka płyta skalna

Powyżej gładkiej i stromej płyty dojdziemy do miejsca, gdzie musimy przejść szeroką szczeliną, powstałą na styku ukośnie zbiegających się do siebie skał. Trzeba uważać, bo na jej środku znajdziemy pojedynczy kamień, który może wydawać nam się dobry do podciągnięcia, ale szybko zauważymy, że słabo trzyma się on podłoża i możemy zostać z nim w ręce, zamiast na skale. Po prawej stronie, znajdziemy inny występ skalny, który zapewni nam właściwy chwyt. Jest on na styku obu skał i na końcu szczeliny u góry. Trzeba przyznać, że miejsce ze szczeliną jest trudniejsze, ponieważ nie mamy tutaj wyraźnych punktów podparcia. W wielu miejscach musimy ich szukać, a jeśli już coś znajdziemy, to chwyt staje się niepewny. Chociaż widzimy jedyny punkt podparcia, którym jest ten pojedynczy kamień, to jednak nie możemy z niego skorzystać. Podczas podchodzenia szczeliną patrzę na prawą stronę i wyszukuję nierówności oraz występków w skałach, łapiąc się nich. W miejscu, gdzie leży kamień, którego nie możemy się złapać, szlak zakręca bardzo lekko w prawo. Powyżej połowy wysokości szczeliny, można dopatrzeć się naturalnych stopni, ale są one nieregularne i za bardzo nie ułatwiają zadania. Kształtem przypominają one pochylone w dół wycinki przebiegające wzdłuż skały. Owe wycinki są, z kolei, utworzone z jednej strony z fragmentu płyty skalnej, a z drugiej – ze zbiegających się do środka występków o kształcie małych sześcianów, które przy schodzeniu dodają trudności temu odcinkowi, ze względu na ich przeciwne, niż byśmy tego oczekiwali, nachylenie. Kiedy wejdziemy na górę szczeliny, ścieżka zakręca w lewo obok małej, ukośnej ściany skalnej, za którą szlak jeszcze raz zakręca w prawo, skąd dalej pójdziemy po stopniach wykutej w następnej płycie. Od tego momentu rozpoczynamy jeszcze trudniejszą serię podejść. Teraz stoimy przed prawie gładką płytą, gdzie po prawej z łatwością zauważymy wystający, duży występ skalny, ukośnie opadający w dół tej płyty, przez co niewiele nam pomoże. Pomiędzy nią a występem skalnym widzimy długą szczelinę biegnącą do góry. Chcąc wejść na gładką skałę musimy wiedzieć, że dalej nie ma już żadnego punktu podparcia. Możemy jedynie iść na zasadzie „tarcia”, gdzie przyda nam się obuwie z dobrą podeszwą. Korzystamy tylko i wyłącznie z nierówności na jej powierzchni. Najpierw jednak musimy na tą płytę wejść...


Kominek podszczytowy, czyli prawie pionowe podejście

Samo wejście może przysporzyć kilku problemów. Nie wchodzimy na skałę bezpośrednio, stawiając jedynie krok przed siebie. Najpierw mamy do pokonania rozpadlinę lub też wyrwę z ziemią, tuż przed płytą. Musimy pod ukosem postawić bardzo długi i jednocześnie szeroki krok, gdzie staniemy na bardzo nierównym i poszarpanym fragmencie. Wchodząc ukośnym krokiem na nierówności, najlepiej jest pójść tak, żeby nachylić się do przodu i jednocześnie próbować złapać się odstających fragmentów skalnych. Do długiej szczeliny na płycie dojdziemy przy pomocy nierówności, gdzie będziemy szukać punktów podparcia i chwytów, ponieważ nie znajdziemy tu żadnych ułatwień. Kiedy dojdziemy już do dużego występu skalnego, ukośnie opadającego w dół gładkiej skały, rozpoczniemy drugą część tego trudniejszego podejścia. Przed nami nie zobaczymy żadnego dobrego punktu podparcia. W tym miejscu podciągam się, stawiając obie stopy pomiędzy duży występ skalny, a płaską płytę. Ten odcinek jest chyba dłuższy niż na początku szczeliny i zakręca lekkim łukiem w prawo. Musimy stawiać pewne kroki, żeby podeszwa mogła się dobrze uchwycić skały. Podczas słonecznych dni nie ma mowy o pośliźnięciu się, jeśli idziemy uważnie. W górnej części płyty, po obu stronach, skały zasłaniają nam widok. Czujemy, że jest coraz wężej. W tym miejscu szczelina, którą częściowo podchodziliśmy kończy się. Teraz musimy przejść po skałach nachylonych w dół, o kształcie podobnym do sześcianów. Wchodzi się tędy trudniej, ponieważ nachylenie jest dość duże. Na szczęście, przed sobą, mamy kilka podobnych skał i dlatego można wybrać w miarę dobrą drogę. Najłatwiejszą opcją jest postawienie stopy na skale w kształcie sześcianu, której wystająca część jest bardziej płaska niż u pozostałych. Przylega do niskiej ścianki. Za trudnościami na szlaku przejdziemy przez mały trawiasty odcinek, gdzie ścieżka zakręca trawersami, najpierw ostro w prawo i za chwilę ostro w lewo. Trzecie podejście z tej serii jest chyba najtrudniejsze pod względem technicznym. Teraz będziemy się wspinać w stromej i ukośnej rozpadlinie. Na szczęście wystają tu różne skały o różnych kształtach i wielkościach. Na początku trzeba wejść małą płytą stromo do góry. Za nią idziemy skałami położonymi w dużych odstępach. Nie znajdziemy za wiele punktów podparcia, dlatego należy iść tędy powoli. Cała trudność skumulowana jest na odcinku kilku metrów, na szeroko rozstawionych skałach, dodatkowo bardzo stromo pochylonych do góry,. Czwarty odcinek z tej serii dorównuje trudnością trzeciemu, ale znajdziemy tu inne niedogodności.

Pomiędzy trzecim, a czwartym utrudnieniem na szlaku wejdziemy na bardzo małą, płaską przestrzeń pełną czarnych skał, gdzie możemy się zatrzymać i obejrzeć w całości nasze ostatnie podejście. Za nią znajduje się już szczyt Kościelca. Tworzy je prawie pionowa ściana z poziomo ułożonymi głazami wcinającymi się w szczyt. Tutaj chyba najłatwiej zobaczyć, co oznaczają słowa, że ktoś potrafi się zawrócić na dziesięć metrów przed szczytem. Zawsze znajdzie się ktoś, kto przeliczył swoje siły i to miejsce go przytłoczy. Nie jest znowu takie trudne, żeby nie wejść. To wszystko piszę raczej dla ludzi, którzy zaczynają swoją przygodę z Tatrami, żeby byli świadomi gdzie idą. Przed nami widać ludzi siedzących na szczycie Kościelca, ale teraz my musimy tam wejść. Stoimy przed ścianką skalną. Znajdziemy w niej dobre chwyty, ale problem polega na tym, że kończy się ona ukośnie opadającą małą płytą, gdzie nie ma się czego złapać. Na początku zauważymy, że naszą ściankę tworzą warstwy głazów. Wykorzystajmy szczeliny jako chwyty i dzięki temu powinniśmy sprawnie wejść. Gorzej będzie ze stopami, bo pęknięcia są tak małe, że nawet nie zmieścimy w nich czubka buta. Musimy układać go tak, żeby choć mały fragment podeszwy opierał się w szczelinie. Ściankę pokonamy bardzo szybko, ponieważ znajdziemy mnóstwo dobrych chwytów, jednak pod ostatnim głazem, za którym jest szczyt Kościelca, trzeba znaleźć odpowiedni, ostatni chwyt, pozwalający pokonać małą, ukośnie nachyloną płytę, na której nie ma niczego, czego moglibyśmy się złapać. Jest tak wąsko, że po obu stronach widzimy tylko urwiska. Trudność podejścia widzimy dopiero wtedy, kiedy jesteśmy już na ściance. Idąc tędy, korzystam z lewej strony skał, gdzie z jednej z wielu szczelin, podskakuję do góry, łapiąc się skał wystających dużo dalej. Niejako próbuję złapać czegoś, co znajduje się poza gładką płytą. Kiedy wejdziemy na szczyt ścianki, przed nami widnieje ostatnia płyta skalna, po której tylko przechodzimy, ponieważ jest lekko nachylona i nie sprawia żadnych problemów. Za nią idziemy większymi głazami. Szczyt Kościelca oblegają tłumy turystów, dlatego czym szybciej tu dojdziesz, tym lepiej, bo i zejście będzie bardziej komfortowe. Nikt nie będzie cię poganiał. Dobra pogoda pozwoli podziwiać ci wspaniałe widoki.


Podejście na szczyt - ostatni, ale największy i najtrudniejszy kominek. Wspinamy się prawie pionową ścianą skalną


Na ostatnim kominku w drodze na szczyt Kościelca

SZCZYT KOŚCIELCA
Kościelec tworzą dwa wierzchołki. Wchodząc szlakiem, przez osławioną ściankę podszczytową z piętrowym układem skał i szczelinami, wchodzimy tak naprawdę na pierwszy szczyt Kościelca, z którego można przejść wąską, mocno przepaścistą granią, po dużych głazach na jego drugi szczyt. Ten drugi jest nazywany szczytem taternickim, ponieważ szkolące się osoby podchodzą ścianami skalnymi, drogą wspinaczkową, od przeciwnej strony góry, gdzie na stałe zamontowano punkty asekuracyjne. Trzeba pamiętać, że grań pomiędzy wierzchołkami jest przepaścista, a skaliste zbocza opadają niemalże pod kątem prostym w dół, czyniąc to przejście niebezpiecznym dla większości turystów. Z drugiego szczytu można zobaczyć Zmarzły Staw, którego widać przy niebieskim szlaku prowadzącym na Zawrat. Zobaczymy tam z pewnością płaty śniegu, które długo nie topnieją nawet w lecie. Z Kościelca warto podziwiać na północy Żółtą Turnię 2089 m n.p.m. Przed nami widać Orlą Perć z głównym widokiem na monumentalny Kozi Wierch 2291 m n.p.m., na którym z pewnością dostrzeżemy dużo ludzi przy dobrej pogodzie. Po lewej stronie (na północnym-zachodzie, bliżej ku zachodniej stronie) widać dodatkowo Giewont 1894 m n.p.m. i dokładnie za nami, na zachodzie Kasprowy Wierch 1987 m n.p.m. oraz Czerwone Wierchy, składające się czterech szczytów: Kondracka Kopa 2005 m n.p.m., Małołączniak 2096 m n.p.m., Krzesanica 2112 m n.p.m. i Ciemniak 2096 m n.p.m., które częściowo są przysłonięte przez Kasprowy Wierch. Widać stąd również ścieżkę którą przyszliśmy do Murowańca. Widząc to wszystko pomyślimy sobie, ile dzisiejszego dnia już przeszliśmy… Na szczycie Kościelca jest mało miejsca.


Na szczycie Kościelca

POWRÓT
Możemy wrócić jedną z dwóch dróg. Dla różnorodności polecam wybrać niebieski szlak do Zielonego Stawu i Kurtkowca, po czym poszlibyśmy czarnym szlakiem i dalej – żółtym, do Murowańca. Druga opcja oznacza powrót tą samą drogą, ale chyba lepiej jest zobaczyć coś więcej. Chociaż przejście obok Zielonego Stawu jest dłuższe o 30min, to jednak warto, ponieważ widoki na Kościelec z tej strony są jeszcze piękniejsze. Będziemy mogli zobaczyć go z poziomu Zielonego Stawu jako jedną, wielką, ściętą, gładką płytę skalną. Z Kościelca schodzimy tą samą drogą na Karb. Teraz skręcamy łagodnym niebieskim szlakiem między wielkimi głazami aż po 20min dochodzimy równym, delikatnie opadającym po zboczach chodnikiem nad przepiękny Zielony Staw, który słynie z białych ścian skalnych wpadających bezpośrednio do jego wód. 10min wędrówki dalej przejdziemy obok Kurtkowca – stawu o skalistej i bardzo nieregularnej linii brzegowej z dwiema wyspami. Pomiędzy oba stawami znajdziemy drogowskaz, gdzie wybierzemy czarne znaki na Murowaniec. Po 15min wędrówki dotrzemy do Litworowego Stawku, który raczej przypomina większą szarą kałużę, ale odbijający się w nim Kościelec i inne góry sprawiają, że wszyscy na chwilę się zatrzymują.

Do Murowańca dochodzimy w około 35min, idąc dalej tym samym szlakiem. Od Kurtkowca pójdziemy cały czas równym, kamiennym chodnikiem. Na około 7min przed schroniskiem dojdziemy do skrzyżowania żółtego i czarnego szlaku. Wybieramy żółty, jeśli chcemy iść do Murowańca, albo możemy też przejść wybudowanym chodnikiem pod stacją meteorologiczną IMiGW, gdzie ominiemy schronisko i od razu dojdziemy do drewnianych chat na Hali Gąsienicowej. Dzięki niemu nie będziemy musieli tracić wysokości na zejście do schroniska. Za to na ławkach przed Murowańcem, z pewnością poznamy wielu turystów wracających z Kościelca. Popołudniowy widok na Tatry z poziomu góralskich chat na Hali Gąsienicowej uchodzi za jeden z najpiękniejszych w całych Tatrach. Dalej możemy wybrać niebieski szlak przez Boczań, lub żółty – Doliną Jaworzynki.

Zobacz również: Kościelec zimą, zimowy szlak na Kościelec


Dla takich widoków warto wybrać okrężną drogę powrotną


Odbicia w Zielonym Stawie Gąsienicowy - dla takich widoków warto wybrać okrężną drogę powrotną


Liczne stawy widziane w drodze powrotnej


Widoki w drodze powrotnej

POZOSTAŁE ZDJĘCIA:
       
   
    
   
      
         
          

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza