Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciemniak zimą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciemniak zimą. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 marca 2016

Ciemniak zimą (Czerwone Wierchy) - moja mała Alaska

 

Nasza wyprawa jak zwykle była zorganizowana w biegu. Takie mają chyba najpiękniejszy klimat i zawsze jest wiele niewiadomych, które zachęcają by próbować. Tym razem Danielowi i mi marzył się Ciemniak. Przez wiele lat omijaliśmy go dużym łukiem, ponieważ zawsze znajdowaliśmy „ciekawsze” góry. Myślałem sobie nawet, że widoki z niego nie mogą być ciekawe po tym, co oglądałem w lecie. Daniel niejednokrotnie wspominał o listopadowym morzu chmur z Ciemniaka, które widział na zdjęciach w jednej z galerii internetowych. Cały czas miał w pamięci ten obraz, dlatego pamiętał o tej górze. Jako, że w tym roku przeszedłem kilka zimowych tras w Tatrach, postanowiłem, ze wejdę na Ciemniaka, bo mnie tam dawno nie było i zobaczę jak tam jest w zimie. Jeszcze z pracy zadzwoniłem do Daniela, czy nie mógłby w ten sam dzień jeszcze pojechać w góry, bo ma być piękna pogoda. Trochę zapowiadali silniejsze wiatry, ale to mi nie przeszkadzało, bo wiedziałem, że każdy kolejny dzień miał być cieplejszy, a co za tym idzie – bardziej lawinowy. Zresztą ten dzień był jednym, w którym mógłbym wziąć wolne. I tak za dwie godziny byliśmy już umówieni na dwunastą w nocy na wyjazd w Tatry. Jednogłośnie zdecydowaliśmy, że będzie to Ciemniak. Wiedziałem, że ten szlak będzie wymagający kondycyjnie, ponieważ czekało nas ponad cztery godziny ciągłego, stromego podchodzenia. Na miejsce dojechaliśmy około godziny trzeciej w nocy. Zebranie się do wyjścia zajęło nam 10min, dlatego mieliśmy dużo czasu. Nie planowaliśmy wchodzenia na szczyt w celu podziwiania wschodu słońca. Raczej planowaliśmy, żeby zastał nas gdzieś w trasie.

Nocne podejście rozpoczęliśmy po godzinie 3.35, ponieważ pierwsze 20min zajęło nam przejście Doliny Kościeliskiej do momentu rozgałęzienia szlaków. Na końcu długiej polany skręciliśmy w las. Do tego miejsca droga była w fatalnym stanie, ponieważ wszystkie ślady po turystach i samochodach ciężarowych zamarzły i przez to szło się bardzo niewygodnie. W lesie liczyłem na poprawę warunków, ale tutaj ślady zostawiły traktory, które były jeszcze głębsze. Dodatkowo po czymś takim musieliśmy podchodzić do góry. Na szczęście za chwilę wybawieniem okazał się drewniany mostek nad potokiem, którędy prowadził pieszy szlak letni. Od tego miejsca ślady traktorów zniknęły gdzieś w lesie, gdzie prowadzono nieustanną zrywkę drewna po huraganie Ksawery z 14 grudnia 2013 (trwa ona do dziś w wielu miejscach Doliny Kościeliskiej). Od początku odcinka leśnego szlak pnie się stromo do góry. Na szczęście w nocy nie widzieliśmy ile zostało do celu, dlatego nic nie rozpraszało naszej uwagi. Dość szybkim krokiem szliśmy przed siebie, żeby zmniejszać ten dystans. Strefa leśna zajęła nam blisko dwie godziny. Zakończyło ją ogromne pole śnieżne, gdzie za zakrętem w prawo przeszliśmy jeszcze wąski pas lasu, za którym stanęliśmy na małej przełęczy obok skał zwanych „piecem”. Tutaj dostrzegliśmy, że za niedługo dzień będzie się zaczynał. Na wschodzie niebo stawało się coraz jaśniejsze. Zastanawialiśmy się, gdzie ujrzymy wschód słońca i czy będzie to atrakcyjne miejsce do jego obserwacji.
www.VD.pl