
Spotkaliśmy się o 00.27 w sobotę 21 sierpnia 2010.
Ciągle myślałem, że pojedzie tylko Daniel i Wioleta – no może Dominik. Ku
mojemu zdziwieniu przywitała mnie Basia i jej mąż – Tomek. Po krótkim
przywitaniu podjechaliśmy pod blok Ilony, skąd Tomek miał jechać cały czas za
Danielem. Na początku podróży czułem się nieco zmęczony, ponieważ bezpośrednio
po pracy postanowiłem dołączyć do grupy. Za Tychami zmęczenie przestawało
dokuczać, bo rozpocząłem rozmowę z Danielem i Wioletą. Zapobiegało to również
ewentualnemu zasypianiu kierowcy, którym był Daniel. W okolicach Świnnej Poręby
wszyscy zaczęli obserwować gwieździste niebo zza szyb samochodowych. Nie było
to zwykłe gwieździste niebo, ponieważ znajdowaliśmy się w terenie górskim,
dzięki czemu widzieliśmy ich o wiele więcej niż na nizinach. Jeszcze przed
Nowym Targiem, w Rdzawce zauważyliśmy, że kierowca samochodu o rejestracji WB
89734 jeździ co najmniej dziwnie, co chwile hamując i zmieniając pas, jak gdyby
tracił nad nim panowanie. Daniel zaproponował aby zadzwonić na Policję, jednak
Wioleta powiedziała, że nie będzie mówić przez telefon. Po chwili Daniel
zadzwonił i opisał całe zdarzenie na drodze. Byliśmy zdziwieni jak szybko
komisariat policji w Rabce Zdrój przekazał informacje komisariatowi w Nowym
Targu, bo już za chwilę dojeżdżaliśmy do podstawionego radiowozu, gdzie
policjanci czekali na przejazd srebrnego samochodu podobnego do jeepa.
Jechaliśmy cały czas za dziwnie prowadzącym kierowcą, jednak ten skręcił na
pobliską stację Statoil znajdującej się po lewej stronie. Daniel zatrzymał się
za radiowozem, który był już podstawiony i opisał funkcjonariuszowi gdzie
aktualnie znajduje się poszukiwany kierowca. Po chwili udaliśmy się w dalszą
drogę mijając jeszcze Poronin i Bukowinę Tatrzańską. Niesamowity spokój w
drodze do Palenicy Białczańskiej i brak jakiegokolwiek oświetlenia z zewnątrz
pozwalał nam podziwiać bardzo gęsto ugwieżdżone niebo. Jaki naprawdę był to
widok mogliśmy przekonać się dopiero parkując samochody na parkingu w Palenicy
Białczańskiej. Zgasiliśmy wszystkie światła... Naszym oczom ukazało się tak
gęsto ugwieżdżone niebo, że jednogłośnie stwierdziliśmy, że takiego nieba dawno
nie widzieliśmy. Gwiazd było tyle, że nad naszą głową ciągnęła się biała Droga
Mleczna przecinając niebo linią o rozciągłości wschód - zachód. Wioleta była
zdziwiona ilością samochodów, które stały na parkingu, ponieważ myślała, ze
będziemy tylko my. Prognozy były dobre, dlatego pojawiło się tylu turystów.
Kasjer, który musiał wstać aby nas przyjąć po 3.00 w nocy powiedział, że nie
dajemy mu spać. Oczywiście żartował, po czym wyłoniła się żartobliwa rozmowa,
gdzie prym wiódł Tomek. Po krótkim przygotowaniu się do wyjścia ruszyliśmy
znienawidzoną drogą asfaltową do Morskiego Oka o długości 9km zwaną w skrócie
"asfaltem".