Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościelec zimą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościelec zimą. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 marca 2016

Świnica 2301 m n.p.m., Kościelec 2159 m n.p.m. zimą

Świnica, Kościelec zimą 
Fot. D. Czogała

Od blisko czterech miesięcy wyczekiwaliśmy dobrej pogody w Tatrach. U nas w mieście, w tym roku, zima wyjątkowo nie dopisywała. Przez cały jej okres trwała dni ze śniegiem można było zliczyć na palcach jednej ręki… W Tatrach większe ilości śniegu pojawiły się dopiero pod koniec lutego. Stąd oczekiwaliśmy dnia, kiedy dobre śnieżne warunki nałożą się ze słoneczną pogodą, bo i tej było jak na lekarstwo… W czwartek pojawiła się taka okazja, ale splot różnych okoliczności sprawił, że nie mogliśmy zorganizować wyjazdu. Pokładaliśmy nadzieję w następnym dniu, ponieważ słoneczna pogoda miała się utrzymać tyle, że miały być na niebie „białe chmury”, te które utrudniają wykonanie dobrego zdjęcia. Mimo tego postanowiliśmy pojechać, bo wiedzieliśmy, że nie będzie tych chmur dużo. Dodatkowo mieliśmy informację, że w południe się rozpadną i dopiero w ostatniej części dnia miały powstawać nowe. Jak dla nas takie warunki nam odpowiadały.

Umówiliśmy się na godzinę 22.30. Wyjechaliśmy o czasie decydując się na wyjazd w rejon Doliny Gąsienicowej, ponieważ Daniel chciał koniecznie fotografować góry nocą z gwieździstym niebem. Ja z kolei miałem na celu standardowo zobaczenie wschodu słońca i wejście na jakiś dwutysięcznik, stąd nasz wybór padł na Świnicę. Na miejsce dojechaliśmy o godzinie 1.10 w nocy. Zatrzymaliśmy się na parkingu przy rondzie w Kuźnicach – tam, gdzie rozpoczyna się półgodzinna wędrówka pod stację kolejki na Kasprowy Wierch. W tym momencie Daniel zauważył taksówkę, która zatrzymała się w pobliżu. Wpadł na pomysł, żeby nas podwiózł pod dolną stację tej kolejki, żebyśmy nie musieli niepotrzebnie iść drogą asfaltową, czego w górach nikt nie lubi. Umówiliśmy się na godzinę 1.50. Kiedy Daniel zauważył taksówkę zaskoczyło nas coś jeszcze… Obok jego samochodu przechodziły trzy duże sarny. Dodatkowo taksówkarz tak zaparkował, że przednimi światłami je podświetlał. Daniel bardzo szybko wysiadł z samochodu i chwycił za aparat. Przechodziła tamtędy jeszcze jedna kobieta, która też przyglądała się tym sarnom. Widok był niezwykły, bo w środku miasta, chodnikiem wędrowały sobie sarny i się nie bały ludzi. Dopiero gdy podeszło się do nich na odległość około trzech metrów, to zaczęły szybciej iść. Sarna stojąca przy samochodzie wyglądała, jakby nie wiedziała co zrobić. Ciągle wpatrywała się nas. Taksówkarz powiedział, że on je zna, bo są stałymi bywalcami tych rejonów i są oswojone. Ja tymczasem podsumowałem, że dzień już dobrze się zaczyna.

www.VD.pl