Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pilsko zimą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pilsko zimą. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 stycznia 2017

Hala Boracza, Hala Lipowska, Rysianka, Pilsko zimą - 7-8.01.2017

 Hala Lipowska  Hala Boracza zimą

W końcu tej zimy doczekaliśmy się większych mrozów. Ostatnie mroźne dni zapamiętałem z lutego 2012 i stycznia 2006 roku. Z tego względu koniecznie chciałem pojechać w góry, żeby zobaczyć coś niezwykłego i wyjątkowego. Jako, że co roku zimy były bardzo słabe, a na śnieg czekaliśmy zwykle do wiosny, wiedziałem, że teraz będzie inaczej i koniecznie musiałem wykorzystać tę sytuację. Zacząłem dzwonić do osób, które mogły by być zainteresowane wyjazdem w góry, gdzie liczyłem na około -25’C. Mróz może miał być trochę silniejszy niż zwykle, ale z pewnością przyczyniłby się do pięknych widoków, których na co dzień nie można zobaczyć. Najbardziej myślałem o oszronionych drzewach lub też śnieżnych kryształkach pokrywających wszystko w okolicy. W końcu udało mi się skompletować ekipę do wyjazdu. Nikt z nas nie miał samochodu, dlatego postanowiliśmy, że pojedziemy pociągiem z Katowic do Węgierskiej Górki o godzinie 7.25. Z tej miejscowości mieliśmy pójść drogą asfaltową (zasypaną śniegiem) do Żabnicy, skąd dalej poszlibyśmy czarnym szlakiem na Halę Boraczą. W ogóle na ten dzień zaplanowaliśmy przejście do Rysianki i zejście przez Romankę. Trasa w lecie liczyłaby około 6h wędrówki. Biorąc pod uwagę krótki dzień w zimie, wiedzieliśmy, że raczej na pewno zabraknie nam dnia i z tego względu wzięliśmy czołówki oraz palnik gazowy. Na dworzec przyjechaliśmy o czasie, ale niestety zobaczyliśmy na tablicy informacyjnej komunikat, że nasz pociąg jest opóźniony o 25min. Było nam szkoda tego czasu, bo i tak krótki dzień stał się jeszcze krótszy. Większość pociągów nie przyjeżdżała na czas z powodu silnego mrozu i oblodzonej trakcji. Teraz mieliśmy -24’C. W górach musiało być jeszcze więcej. Pociąg przyjechał z około półgodzinnym opóźnieniem i na miejsce dojechał jeszcze z dodatkowym poślizgiem o kolejne 30min, a więc straciliśmy już godzinę czasu. W Węgierskiej Górce byliśmy o godzinie 10.00 rano. Teraz musieliśmy dojść jeszcze do Żabnicy. Długa droga asfaltowa miała nam zabrać kolejną porcję czasu….

W Węgierskiej Górce termometr wskazywał tylko -21’C, a to za sprawą słońca, które nieco ogrzewało powietrze. W ogóle z dworca musieliśmy szukać właściwej drogi wyjścia, ponieważ ludzie wydeptali tylko bardzo wąską ścieżkę prowadzącą do miasta. Przy torach jakiś pan odśnieżał fragment ulicy i sypał solą tam, gdzie łączyły się szyny i powiedział nam, żebyśmy zawrócili, bo jedyny otwarty sklep znajdziemy w centrum miasta. Wiedziałem, że w Żabnicy jest kilka mniejszych sklepów i z pewnością nie mogą być wszystkie pozamykane, dlatego poszliśmy w kierunku gór. Idąc najpierw przez Węgierską Górkę do Żabnicy minęliśmy wejście na czerwony szlak na pasmo Abramów. Najbardziej denerwowały mnie samochody, a raczej ich ilość, bo co chwilę coś przejeżdżało i musieliśmy się zatrzymywać. Brygida powiedziała tylko tyle, że w miarę przechodzenia Żabnicy będzie ich coraz mniej. Znała też kawiarnię o nazwie „Alaska”, którą wyznaczyła za punkt odniesienia, gdzie musieliśmy dojść, żeby rozpocząć wędrówkę szlakiem. W Żabnicy minęliśmy aż pięć otwartych sklepów i wstąpiliśmy do jednego z nich, żeby dokupić prowiant, ponieważ wyjazd zorganizowaliśmy nieplanowanie – raczej tak na szybko i nie mieliśmy nawet kiedy coś kupić wcześniej, bo byliśmy w pracy. Przed sklepem widzieliśmy małego psa, który co chwilę podnosił lewą, przednią łapkę, ponieważ nie wytrzymywał z zimna, a właściciel robił zakupy. Kiedy usłyszeliśmy śpiewające dwa ptaki w różnych miejscach, to powiedziałem na dźwięk pierwszego: „to on jeszcze nie przymarzł?”… Niestety droga asfaltowa pokryta śniegiem i lodem nie miała końca. To wszystko trwało dla mnie zbyt długo. Tym bardziej, kiedy wszyscy patrzeliśmy na dosłownie „zamrożone na kość” oszronione góry przed sobą. Chciałem już tam być! Na 1,5km przed „Alaską”, skąd nieco dalej swój początek bierze czarny szlak na Halę Boraczą myśleliśmy nawet, że przeszliśmy rozwidlenie dróg i zaczęliśmy wracać. Wtedy zapytaliśmy starszego pana stojącego przy bramie o drogę i powiedział, że zostało nam jakieś 1,5km do „Alaski”. Co ciekawe, ilość przejeżdżających samochodów ciągle była taka sama i denerwowało mnie to, bo w górach zawsze marzyłem o spokoju. Sytuacja uspokoiła się dopiero na samym końcu Żabnicy. Myślałem, że cała trasa zajmie nam około pół godziny, a zajęła nam 1,5h, ponieważ błędnie założyłem czas, bo pół godziny jest do czerwonego szlaku na pasmo Abramów. Droga strasznie dłużyła się i myślałem tylko o tym, żeby być już wysoko w górach, bo wszyscy widzieliśmy, jak mocno są oszronione drzewa. Ten widok przyciągał mnie jak magnes! W „Alasce” zrobiliśmy krótki postój na 15min. Zegarek wskazywał godzinę 11.45. Musieliśmy iść, ponieważ zachód słońca tego dnia miał być o 15.45. Mieliśmy więc tylko 4h dnia, dlatego musieliśmy iść nieco szybciej, żeby zobaczyć coś więcej.
www.VD.pl