Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stożek zimą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stożek zimą. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 lutego 2017

Neverland II, czyli Stożek zimą (Beskid Śląski)

 

Minął rok od momentu, kiedy pojechaliśmy pierwszy raz zimą w góry. Podczas tamtego wyjazdu, który nazwaliśmy 'Neverland', Otylia chciała spełnić swoje górskie marzenie, by przejść zimowy szlak. Chciała tym samym sprawdzić swoje granice wytrzymałości i jednocześnie przesunąć je nieco dalej. Chociaż dla mnie ta trasa nie była w ogóle wymagająca, to zależało mi na tym, żeby Otylia mogła spełnić swoje marzenie. Można powiedzieć, że był to jej "Everest", który chciała zdobyć. Od zrealizowanego marzenia upłynął już rok i teraz Otylia nie planowała powtórzenia całej ubiegłorocznej trasy, ale od tamtego czasu powtarzała mi wielokrotnie, że chciałaby jeszcze raz zobaczyć tak pięknie ośnieżone drzewa, jak kiedyś. Na razie nic nie zapowiadało nadejścia zimy. Sytuacja szybko zmieniła się, ponieważ drugiego grudnia spadł śnieg i powstała bardzo gruba warstwa. Teraz czekałem dosłownie na pierwszy słoneczny i wolny dzień. Nie musiałem długo czekać, ponieważ ósmego grudnia miało być czyste, błękitne niebo, a ja miałem wolne. Z tego względu szybko zadzwoniłem do Otylii, czy ma czas, żeby wyjść w góry, bo na ten dzień przewiduję warunki podobne, jak w roku ubiegłym. Ucieszyła się na tę wiadomość i od razu zdecydowała, że pojedzie ze mną. Umówiliśmy się tak, że wsiądę do pierwszego pociągu do Wisły Głębce, a Otylia wsiądzie w Goleszowie. Mieliśmy spotkać się już w pociągu. Otylia szybko znalazła mnie w pociągu i do końca trasy jechaliśmy już razem, rozmawiając o tym, co możemy zobaczyć, oraz wspominaliśmy poprzedni zimowy wyjazd, który obfitował we wspaniałe widoki i białe drzewa. Teraz koniecznie chcieliśmy powtórzyć to samo, lub zobaczyć jeszcze więcej.

Najbardziej zależało mi na tym, żeby w wyższych partiach gór zobaczyć oszronione lub zaśnieżone drzewa. Ten widok zawsze zachwyca – niezależnie ile razy go w życiu widziałem. Wybraliśmy prostą i dobrze nam znaną trasę od Wisły Głębce na Stożek przez Kiczory, gdzie ponownie mieliśmy zobaczyć naszą „szubienicę”, czyli samotne drzewo z trzema prostopadle ułożonymi gałęziami względem pnia, a znajdowało się pod szczytem Kiczor. Liczyliśmy również na najpiękniejsze świerki w tamtym rejonie oraz mnóstwo śniegu. Dalej chcieliśmy pójść za górę Soszów, skąd moglibyśmy zejść do Wisły Jawornik czarnym szlakiem. W tym roku Otylia nie chciała już wchodzić na Czantorię, bo wiedziała ile sił kosztowało ją tamte wejście. Nie zakładałem nawet wędrówki na Czantorię, ponieważ bardziej zależało mi, żeby iść spokojnie i żeby mieć czas na podziwianie pięknej zimy. Z taką myślą też wyruszyliśmy w góry. Naszą przygodę rozpoczęliśmy z dworca Wisła Głębce około godziny 9.20 rano, bo tak przyjechał pociąg na ostatnią stację, skąd dalej poszliśmy już niebieskim, a później czerwonym szlakiem, prowadzącym na Stożek. Koniecznie chcieliśmy przejść przez Kiczory, pomimo wydłużenia sobie trasy, ale wiedzieliśmy, że właśnie tam powstają najpiękniejsze formacje śnieżne, gdy sprzyjają ku temu warunki. Przez najwyżej położone skupiska domów szliśmy normalnym tempem. Sądząc po warunkach, jakie zobaczyliśmy na miejscu, nie spodziewaliśmy się jakiejś nadzwyczajnej zimy i nawet zaczęliśmy myśleć, czy u góry będzie trochę lepiej?... Za ostatnią chatą standardowo weszliśmy w rzadszą część lasu, gdzie prowadzi jeszcze ułożona droga z betonowych płyt. Na tym odcinku mogliśmy już podziwiać świerki w zwartej grupie, które utrzymywały na sobie duże płaty śniegu. Widok bardzo zachwycał, stąd wyciągnąłem wniosek, że u góry musi być znacznie lepiej! Taką miałem nadzieję i jakoś nie dopuszczałem innej myśli do umysłu. Pomimo wczesnej porannej godziny czasami miałem wrażenie, że minęło już pół dnia. Patrząc w dal, wiele gór pokrywał cień i na dodatek czuliśmy silny mróz. Termometr wskazywał -15’C. Taka temperatura bardzo mnie cieszyła, bo oznaczała, że cały dzień na pewno będzie pogodny.

środa, 25 stycznia 2017

Neverland, czyli Wisła Głębce - Kiczory - Stożek - Soszów Wielki i Czantoria zimą

 Czantoria zimą  Stożek zimą

Neverland - dlaczego właśnie taki tytuł nadałem tej relacji? Dlatego, że mieliśmy przejść coś, co nigdy nie miało być w możliwościach, ani w zasięgu ręki Otylii – tak przynajmniej twierdziła. To, co przeszła w swoim życiu, miało mieć tak wielki wpływ, że już nigdy nie byłaby w stanie wejść nigdzie wyżej, ani zobaczyć więcej – czegoś, o czym zawsze marzyła. Choć dla mnie była to prosta trasa, którą mógłbym codziennie przechodzić bez większego wysiłku, to dla Otylii miał to być wyjazd życia. Piszę wyjazd życia, bo Otylia jest starsza ode mnie o całe pokolenie i biorąc pod uwagę jej ograniczenia zdrowotne, teraz miała pokonać górną granicę swoich aktualnych możliwości. Zawsze mówiła mi, że już nic nie jest w stanie więcej przejść, zdobyć, zobaczyć. Celem tego wyjazdu było pokonanie własnych możliwości Otylii: tych fizycznych, jak i psychicznych oraz uwierzenie we własne siły oraz przywrócenie wiary we własną osobę...

Zacznijmy jednak od początku…
Beskid Śląski – góry, o których wielu zapomniało, nękane pasożytami lasy i rozjeżdżone wszystkie możliwe drogi górskie z pewnością nie zachęcają do przejścia tutejszych szlaków ludzi, którzy weszli na niejeden wierzchołek górski. Góry niskie, choć dla niektórych bardzo wysokie, urzekające niegdyś pięknem lasów i widokami z rozległych polan były tym czymś, co powodowało, że wracało się tu bardzo często. Postępująca od 2006 roku degradacja lasów, zniszczenia i błotniste szlaki nie były czymś, co chciałbym zobaczyć, a tym bardziej czymś, dla czego chciałbym tam kiedykolwiek wrócić. W piątek, po godzinie 15.00 zadzwonił do mnie Merlin, z propozycją wyjazdu w zimowe Tatry. Celem tej wyprawy miał być zimowy dach Polski – Rysy lub którykolwiek ze szczytów mających ponad 2 000 m wysokości bezwzględnej. Hmmm… - zastanowiłem się przez chwilę – po czym, odmówiłem. Nie wiedziałem jeszcze jaką pogodę zapowiadają w Zakopanem i okolicach, dlatego sprawdziłem szybko wszelkie prognozy. Zobaczyłem, że ma być bezchmurne niebo! Warunki rewelacyjne, jak na takie wypady! Jednak pamiętałem o słowach, które przysiągłem Otylii, że, kiedy będzie dobra pogoda w zimie w górach, to przejdziemy jakiś niewymagający szlak, taki na jej możliwości.

Jaki wybrać szlak?, Ile jest w stanie wytrzymać?, gdzie już była Otylia?, co widziała?, co jeszcze pamięta z wyjazdów z wcześniejszych lat? – właśnie takie pytania zadawałem sobie. Niejednokrotnie przysłuchiwałem się jej długim rozmowom podczas spotkań w górach. Chciałem, aby był to wyjazd, który pomógłby uwierzyć Otylii we własne siły, aby mogła zobaczyć coś nowego, czego nigdy nie widziała, coś czego przejście zbudowałoby ją bardzo mocno. Spoglądając na mapę wybrałem po dłuższym czasie trasę z Wisły Głębce na Kiczory, Stożek, Soszów i Wielką Czantorię aż do Ustronia. Przejście musiało dawać również możliwość zejścia w trakcie wędrówki, gdyby coś poszło nie tak, dlatego właśnie wybrałem ten wariant. W ten sam dzień napisałem, że pojedziemy do Wisły, aby przejść jakiś szlak. Celowo nie mówiłem o który chodzi, żeby to była miła niespodzianka. Umówiliśmy się, że o godzinie 8.24 spotkamy się w pociągu w Goleszowie, skąd dalej mieliśmy dojechać do Wisły Głębce – miejsca, do którego miałem już nigdy nie wracać. O dziwo, pociąg na każdej stacji pojawiał się według rozkładu jazdy, więc na szlak wyruszyliśmy o zaplanowanym czasie.

www.VD.pl